Przejdź do treści

10 niesamowitych tatuaży z… jednej kreski – prawdziwe dzieła sztuki!

Foto: Mo Ganji Facebook

Tatuaże to dla jednych forma sztuki, dla innych sposób na wyrażenie siebie. Jest też całe grono osób, którym kompletnie się one nie podobają i nigdy nie zrobiliby ich na swoim ciele. Niezależnie od tego, czy jesteśmy fanami tatuaży, czy też nie, nie sposób nie docenić małych dzieł, które robi Mo Ganji.

Sztuka ciągłości

Jest to artysta pochodzący z Berlina, mający przy tym perskie korzenie, który do perfekcji opanował tworzenie obrazów złożonych z… jednej linii! Swoją karierę tatuatora rozpoczął w 2014 roku i szybko odnalazł własny styl. Minimalizm i prosta kreska to jego znaki rozpoznawcze: „Wszystko pochodzi z tej samej energii” – mówi. „Każdy jest każdym. Jedna ciągła energia, która po prostu idzie, idzie i idzie” – słowa Mo Ganji przytacza „Washington Post”.

Śmiało można wierzyć, że jego umiłowanie do prostoty jest prawdziwe, bowiem pokazują to życiowe wybory artysty. Porzucił sukces w korporacji właśnie na rzecz pasji związanej ze sztuką tatuażu. Gdy skończył 30 lat udał się w wielką podróż i zwiedził blisko 40 krajów. To właśnie w tym czasie pojawiały się w jego głowie fundamentalne pytanie, które doprowadziły go do nowego początku: „Zarabianie dużych pieniędzy jest dobre, ale nie jest naprawdę satysfakcjonujące. To nie jestem ja” – stwierdził.

W jego dziełach widać prawdę i poszukiwanie balansu. Pomimo różnych wzorów, to przesłanie ciągłości wysuwa się na pierwszy plan. Artystę zza naszej zachodniej granicy docenia cały świat, czego wyrazem są setki tysięcy internetowych fanów. I nic dziwnego – zobacz, jak genialnie tworzy! Sama przyjemność mieć na swoim ciele takie dzieło sztuki.

Źródło: „Washington Post”

Foto: Mo Ganji Facebook

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Japiszebloga – dwoje maluchów, dwa inne światy!

Kinga od kilku lat tworzy na Instagramie ciepłą i pełną uśmiechu przestrzeń. Pokazuje tam swój świat. Świat kobiety, której jedną z ważnych ról jest bycie mamą dwójki maluchów. Japiszebloga – szczerze o podwójnym macierzyństwie, o jego blaskach i cieniach, w których zapewne wiele kobiet odnajdzie także i swoje doświadczenie. Poznajcie bliżej Kingę: “Niewątpliwym plusem bycia mamą po raz drugi jest doświadczenie, które pozwala w wielu kwestiach wrzucić na tzw. luz”.

Różnica wieku pomiędzy twoimi dziećmi to około 3 lat. Czy twoim zdaniem to dużo, czy mało – w sensie ich kontaktu i tego, co teraz pomiędzy nimi obserwujesz?

Kinga Rossa: Myślę, że taka różnica jest na pograniczu “jeszcze ok”, a już “dużo”. Planowaliśmy by była mniejsza, dwuletnia. Niestety los zdecydował za nas – poroniłam. Oscarek przyszedł na świat po 3 latach od kiedy urodziła się Zosia i już teraz można zaobserwować pomiędzy nimi fajną interakcję podczas zabawy. Chociaż wiadomo, nie są one jeszcze długotrwałe, ponieważ oboje szybko się nudzą.

Co zatem jest “jeszcze ok”, a co sprawia, że te 3 lata wydają się być “za dużo”?

Niewątpliwie plusem tej różnicy wieku są zabawy w opiekę nad dzidziusiem, co wręcz zachęca Zosię do interakcji z bratem. Pod tym względem jest on dla niej bardzo atrakcyjny. Córeczka odgrywa scenki z naszego codziennego życia, czyli karmi, przewija, czesze – oczywiście na niby. Poza tym Oscar uwielbia swoją starszą siostrę, naśladuje ją na każdym kroku, przez co szybciej się rozwija.

Z drugiej strony, Zosia sięgnęła już wieku, kiedy jej zajęcia są bardziej rozwojowe i kreatywne – kolorowanki, wyklejanki. Niestety w tym wypadku Oscar przeszkadza, zabierając i niszcząc jej twórczość.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez 🌵Kinga Rossa🌵Rossiczka🌵 (@japiszebloga)


A jak to jest z podobieństwami i różnicami pomiędzy dziećmi w innych sferach?

Od kiedy urodził się Oscar, cały czas ich porównujemy. Nie da się inaczej, a różnic, tak jak i podobieństw, jest cała masa. Chociaż rzeczywiście, oprócz ogromnego podobieństwa w wyglądzie, to właśnie rozbieżności przeważają.

Co ciekawe, są to rzeczy, których się nie spodziewaliśmy. Przykładowo, już od samych urodzin można było zaobserwować, że jeśli chodzi o sen, Oscar jest przeciwieństwem siostry. Zosia bez problemu przesypiała całe noce, natomiast jej brat do tej pory budzi się na mleko. Inne mają też reakcje na stres, czy okazywanie takich emocji, jak złość. Oscar lubi wszystko gryźć – przede wszystkim mamę (śmiech). Zosia nigdy tego nie miała! Synek jest przy tym jednak bardziej wrażliwy, a do płaczu doprowadzają go chociażby ckliwe piosenki, czego nigdy nie zaobserwowaliśmy u jego siostry.

Inna sprawa to bliskość. Zosia nie należała i do tej pory nie należy do dzieci, które lubią się tulić. Wystarcza jej bycie np. w tym samym pomieszczeniu, natomiast Oski to taki mały miś koala. Już po tym widać, że Zosia to twarda babka i przysłowiowo, nie da sobie w kaszę dmuchać. Oski to zaś takie “ciepłe kluchy” – póki co 😉

Porównywałaś też rozwój maluchów?

Jest to nieuniknione, a jeśli ktoś twierdzi inaczej, to chyba trochę mija się z prawdą lub sam siebie oszukuje. Chociaż właściwie to nie jest nawet porównywanie, to raczej oczekiwanie takich samych efektów rozwojowych.  

Zosia zaczęła chodzić miesiąc po pierwszych urodzinach. Gdybaliśmy zatem przed pierwszymi urodzinami Oscara, czy u niego będzie tak samo. No i nie było, zaczął dzień po skończeniu roczku. Jedzenie – Zosia jadła i zje wszystko bez wybrzydzania. Przejście z mleka na pokarmy stałe nie było żadnym wyczynem. Oscar? To już inna bajka. Najpierw przejście z piersi na MM zajęło tygodnie, później wprowadzenie i rozszerzenie diety. Potrzebowałam naprawdę dużo czasu na dojście do momentu, w którym jesteśmy teraz, czyli zjadania obiadków bez wypluwania ich na podłogę. Sprawności ruchowe – Oscar już teraz potrafi sprawnie trzymać łyżkę i widelec. Pamiętam zaś, że Zosi zajęło to dużo więcej czasu. Myślę jednak, że pod tym względem to właśnie ona ma dużą zasługę. Oscar lubi ją podglądać i przez to szybciej się uczy.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez 🌵Kinga Rossa🌵Rossiczka🌵 (@japiszebloga)

Gdybyś zatem miała ocenić macierzyństwo nr 1 i macierzyństwo nr 2 – a może są to tak odmienne doświadczenia, że zupełnie nie da się ich do siebie porównać?

Zdecydowanie macierzyństwo nr 1 było bardziej stresujące. Niewątpliwym plusem bycia mamą po raz drugi jest doświadczenie, które pozwala w wielu kwestiach wrzucić na tzw. luz. W kwestiach, które przy pierwszym dziecku były wręcz nie do pomyślenia.

Podam dość kontrowersyjny przykład, ale zapewne nie jestem w tym jedyna – sterylizacja butelki. Przy Zosi robiłam ją nawet parę razy dziennie, serio. To była jedna z tych rzeczy “top to do with newborn”. Teraz, przyznam się szczerze, że jeśli wysterylizuje ją raz na parę dni, to sukces. To idealny przykład, na to, że czasem nie ma co sobie zawracać głowy małymi rzeczami.

O ile więc macierzyństwo nr 2 jest o wiele bardziej pracochłonne i męczące – mam bowiem dwoje dzieci do wychowania – to jest o niebo mniej stresujące. A ciepłą kawę udaje mi się wypić nawet częściej, niż wtedy, gdy miałam tylko Zosię (śmiech).

A jakie ma w tym wszystkim miejsce Instagram – jest on dla ciebie źródłem inspiracji, czy może znajdujesz tam także pocieszenie w trudniejszych momentach?

Zarówno na początku, tak i teraz, Instagram jest dla mnie wielką inspiracją i źródłem ogromnej wiedzy. Kto, jak nie inne matki, doradzi w kwestii naturalnego leczenia katar u dzieci, zapobiegania kolkom, czy choćby poradzi, gdzie kupić najtańsze pieluszki? 80 proc. moich obserwujących to właśnie one, kochane mamuśki – do rany przyłóż!

Niestety często czas, a raczej jego brak, nie pozwala mi cieszyć się z tego portalu i korzystać z niego tak, jak kiedyś. Bez wątpienia jest to jednak skarbnica cudownych ludzi, których mam szczęście mieć obok siebie.

Zobacz też: O współczesnym rodzicielstwie z Moniką Mrozowską: „Ilość dzieci nie zwalnia z tego, żeby czujnie się im przyglądać”

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez 🌵Kinga Rossa🌵Rossiczka🌵 (@japiszebloga)

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Dlaczego tak trudno o ojca w domu? Wyznania pełnoetatowego taty

Rola ojca w życiu dziecka
Na potrzeby tego artykułu zrobiłam małą sondę wśród tatusiów, którzy poświęcają dużo czasu swoim dzieciom. Zadałam jedno pytanie: Co Ci daje opieka na dzieckiem? – fot. Fotolia

Obywatele i Obywatelki,

Dekretem z dnia 26 maja 2019 roku Wielka Matka ogłasza powszechną mobilizację obywateli płci męskiej do Służby Domowej. Obowiązkowe zgłoszenia do jednostki porządkowej pod godłem mopa i wiadra zostają przyjmowane od dnia dzisiejszego. Z kolei oddziały bojowe terenowe uprasza się do odbioru pojazdów opancerzonych, tj. wózków dziecięcych wraz z zawartością, o świcie i nie wracanie do koszar do zapadnięcia zmroku. Uwaga! Na noc z dnia 26/27 maja planowane próbne alarmy kupowe i naloty teściowych, także uprasza się o zachowanie najwyższej czujności.

Odmaszerować!

Powyższy tekst napisałam na kursie kreatywnego pisania w zeszły weekend. W tym czasie córeczką zajmował się mąż. Dzięki temu mogłam wyjść z domu i zająć się rozwojem osobistym.

Zobacz też: Rodzice vs. rodzice: „Zauważyłem, że rodzice nie mówią do dzieci. Prawdziwymi adresatami słów są inni dorośli”

Rola ojca w życiu dziecka

Dzisiaj chciałabym zwrócić uwagę na TATUSIÓW. A raczej ich brak w codziennym życiu dziecka. Każdego dnia spaceruję po osiedlu i widzę te same mamy z wózkami. Tatusiów brak – są w pracy albo zbawiają świat w inny sposób. Czasami pojawiają się w weekendy lub późnym popołudniem. Nieswojo przemykają alejkami wpatrzeni w ekran smartfona. Skąd ta dysproporcja? Dlaczego tak trudno o Ojca Domu? Przecież urlop rodzicielski, jak sama nazwa wskazuje, jest dla rodzica – niezależnie od tego jakiej płci jest.

Mój mąż wziął dwa miesiące urlopu rodzicielskiego i obecnie razem zajmujemy się córeczką. Dzięki jego obecności mam czas m.in. na pisanie tego tekstu. Tak też można! Współdzielić opiekę nad dzieckiem. Mariusz pracuje w szanowanej instytucji państwowej z ponad 70-letnią tradycją. Branża typowo męska. I uwaga – jest PIERWSZYM pracownikiem-mężczyzną w swojej pracy, który wziął urlop rodzicielski. Tak małą część – dwa miesiące z ośmiu (urlop rodzicielski trwa 8 miesięcy i poprzedzony jest 5 miesiącami macierzyńskiego), i to wspólnie ze mną. A i tak kadrowe nie mogły wyjść ze zdziwienia.

Zobacz też: Podróże z niemowlakiem. „Pierwszy raz wyjechaliśmy, gdy córeczka miała 2 miesiące”

Tata na pełen etat

Muszę przyznać, że osobiście nie znam żadnego taty, który zajmowałby się dzieckiem na pełen etat (oprócz Mirka – męża Basi, o której pisałam ostatnio). Znam za to przypadki, kiedy to ojciec nagle dostaje awans w pracy i przez nadgodziny widuje swoje dziecko rano i wieczorem, śpiące. Moja feministyczna dusza zgłasza sprzeciw!

Na potrzeby tego artykułu zrobiłam małą sondę wśród tatusiów, którzy poświęcają dużo czasu swoim dzieciom. Zadałam jedno pytanie: Co Ci daje opieka na dzieckiem?

Mariusz powiedział: „Dużo czasu spędzonego z dzieckiem buduje bliską więź. Jestem świadkiem pierwszego śmiechu, pierwszych słów i kroków. Cieszę się, że nic mi nie ucieka, sporo mogę zaobserwować – dużo pięknych, pierwszych chwil w rozwoju dziecka. Opiekując się dzieckiem spędzam z nim dużo czasu, odciążam partnerkę. Dzięki temu ona jest mniej zmęczona i zdenerwowana, co odpłaca mi się z nawiązką. W ciągu dnia dużo spacerujemy i zwiedzamy ciekawe miejsca w Warszawie, na co rzadko kiedy miałem czas przedtem”.

Pełnoetatowy tata, Mirek wyznał: „Opieka nad dzieckiem powoduje, że czuję się spełniony jako ojciec. Czuję odpowiedzialność za malucha, który jest kruchy i bezbronny, sam na tym etapie sobie nie poradzi. Istotne dla mnie poczucie więzi, w końcu bawię małego człowieka, który jest częścią mnie samego. Ważne jest da mnie, aby nie wyręczać się osobami trzecimi”.

Także Drogie Mamusie – w dniu Waszego święta, życzę Wam trochę zdrowego egoizmu i zadbania o siebie, o rozum i serce. Bo cytując Katharine Hadley: „Kiedy decydujesz się na dziecko, zgadzasz się, że od tej chwili, Twoje serce będzie przebywało poza Twoim ciałem”.

Alina HRabina

Zawodowo związana z branżą HR. Obecnie na urlopie macierzyńskim. Mieszka w Warszawie, chętnie odbywa podróże małe i duże.

Nasza inteligencja hormonalna – dlaczego warto ją odkryć?

Badania dowodzą, że posiadamy inteligencję hormonalną. – Fot. Pixabay

Badania wskazują, że kobiety w czasie owulacji częściej spotykają się z mężczyznami, więcej flirtują, a zespół napięcie przedmiesiączkowego mógł powstać w toku ewolucji po to, żeby kobiety mogły odrzucić nieodpowiednich partnerów. Dzięki „Ukrytej inteligencji hormonów” możemy na nowo odkryć własne ciało i dowiedzieć się jak podejmować bardziej świadome decyzje dotyczące m.in. seksu, małżeństwa czy przyjaźni.

Doktor Martie Haselton jest doktorem nauk humanistycznych i wykłada psychologię na Uniwersytecie Kalifornijskim oraz zajmuje się badaniem wpływu cyklu owulacyjnego na kobiecą seksualność. Badania dowodzą, że posiadamy inteligencję hormonalną, a nasze hormony mają wpływ na wszystko, począwszy od wyboru partnerów, popędu i rywalizacji, poprzez zmiany zachodzące w czasie ciąży i macierzyństwa oraz do „kolejnego rozdziału” naszego życia czyli do „menopauzy”, w którym – jak przekonuje autorka – „otwiera się przed nami możliwość nowych doświadczeń niezwiązanych z reprodukcją”. Stawia dość odważną na dzisiejsze czasy tezę, że to biologia czyni nas mężczyznami lub kobietami i że na ogół ludzi przyciąga płeć przeciwna.

Mózg i hormony

Dzisiejszy feminizm zakłada, że mężczyźni i kobiety są tacy sami i mają identyczne cele. Jeśli kobiety są niedostatecznie reprezentowane na przykład w karierze technologicznej, nie wynika to z wyborów zawodowych, tylko z seksizmu i dyskryminacji w miejscu pracy. I chociaż zakłada, że mężczyźni i kobiety są inni, to założenie że różnimy się tylko z powodów naszych hormonów wydaje się uproszczeniem. To raczej nasz mózg unieważnia nasze hormony, ponieważ nasze zachowanie kształtuje kontekst społeczny.

Zobacz też: Filozofia wolnego życia

Gdyby mężczyźni mieli miesiączkę….

Przez lata uważano kobiety za „zbyt hormonalne”, aby sprawować urząd prezydenta. Gloria Steinem w eseju „If Men Could Menstruate” („Gdyby mężczyźni mogli miesiączkować”) dowodziła, że gdyby mężczyźni mieli okres, byłby on źródłem męskiej dumy. „Przedmioty zaopatrzenia higienicznego byłyby refundowane z budżetu państwa i bezpłatnie” – pisała. Nie mówiąc o prestiżu płynącym z używania podpasek i robieniu na nich pieniędzy – możemy tylko wyobrazić sobie bilboardy z „tamponami Paula Newmana, czy podpaskami Johna Wayne’a”.

Zobacz też: Używajmy wyobraźni czyli psychoterapia z Katarzyną Miller

Przekonanie, że zachowanie kobiet można wytłumaczyć biologicznymi uwarunkowaniami, powoduje powstrzymuje je przed odnoszeniem sukcesów oraz skazuje na ograniczenie ich roli do macierzyństwa i spotkanie ze „szklanym sufitem”.

Co radzi autorka kobietom? „Poznawajcie fakty naukowe, poznawajcie siebie, bo tylko wtedy będziecie mogły podejmować najbardziej świadome decyzje”.

Nasza inteligencja hormonalna – dlaczego warto ją odkryć? Dr Martie Haselton wyd. Prószyński i S-ka

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Dziecko dwóch kobiet ma prawa obywatela Polski – przełomowy wyrok Sądu Administracyjnego w Krakowie

Dziecko dwóch kobiet ma prawa obywatela Polski - przełomowy wyrok Sądu Administracyjnego w Krakowie
fot.Pixabay

Dziecko dwóch kobiet ma prawa obywatela Polski. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie ocenił na początku czerwca, że transkrypcja brytyjskiego aktu urodzenia dziecka dwóch Polek była zgodna z prawem. Sąd oddalił skargę prokuratora na decyzję kierownika urzędu stanu cywilnego. Kobiety figurują w akcie urodzenia jako rodzice dziecka.

Zobacz też: Techniki wspomagania rozrodu na świecie – jak wygląda Polska na tle innych państw?

Precedensowa sprawa

Prokurator, mimo, że nie wniósł jeszcze oficjalnej skargi na kierownika urzędu stanu cywilnego, argumentował, że transkrypcja wykonana przez urzędnika była sprzeczna z „podstawowymi zasadami porządku prawnego RP” i niezgodna z wcześniejszym orzecznictwem. Dotąd sądy pierwszej instancji odmawiały transkrypcji zagranicznych aktów urodzenia dzieci par jednopłciowych, opierając się na klauzuli porządku publicznego.

Dotąd orzekano, że transkrypcja aktu urodzenia dziecka, w którym figurują rodzice tej samej płci jest sprzeczna z Kodeksem rodzinnym i opiekuńczym, co podtrzymywało wcześniejsze decyzje urzędów stanu cywilnego i wojewodów.

Zobacz też: Prawa reprodukcyjne – z czego wynikają i jak działają w praktyce?

Prawa obywatelskie dziecka

Odmowa transkrypcji brytyjskiego aktu urodzenia byłaby szkodą dla dziecka, ograniczyłaby bowiem jego obywatelskie prawa z powodu płci rodziców, na którą dziecko nie ma wpływu. Syn Polek ma pięć lat, urodził się w Wielkiej Brytanii, na mocy decyzji Sądu Administracyjnego zyskał także polskie obywatelstwo.

Pełnomocnik matek oraz Rzecznik Praw Obywatelskich i Helsińska Fundacja Praw Człowieka argumentowali, że oznacza dyskryminację dziecka i jest niezgodna z prawem, także unijnym.

Prawo w Wielkiej Brytanii

W Anglii i Walii pary jednopłciowe mają prawo zawierać małżeństwa od 2014 roku, Irlandia Północna nie zezwala na zawieranie małżeństw, ale respektuje te zawarte za granicą. Od 2005 roku we wszystkich krajach Zjednoczonego Królestwa pary jednopłciowe mogą zawierać związki partnerskie. Pary jednopłciowe mogą adoptować dzieci oraz korzystać z metod wspomaganego rozrodu, w tym in vitro, surogacji i dawstwa komórek.

Zobacz też: Adoptowali chłopca, który miał być tym „najtrudniejszym” – dwóch ojców, jedno ogromne szczęście!

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.