Przejdź do treści

2/3 napojów wypijanych przez dzieci szkodzi ich zębom – sprawdź, co mówią eksperci!

Słodycze kojarzą nam się z cukierkami, czekoladą, ciastkami. Każde, nawet najmniejsze dziecko wie, że szkodzą one zębom. Szkoda tylko, że nie traktujemy podobnie napojów. Okazuje się, że 2/3 wypijanych przez dzieci płynów działa na ich niekorzyść!

Dużo i szkodliwie

W Wielkiej Brytanii przeprowadzono badanie, które zleciła jedna z instytucji wspieranych przez producentów wód butelkowych. Zaniepokoiły ich bowiem dane, które wskazują, że w ciągu ostatniej dekady wydatki na leczenie zębów wzrosły wśród osób starszych o 24 procent. Dietetyczka, dr Emma Derbyshire, powiedziała: „Public Health England rekomenduje zarówno dorosłym, jak i dzieciom, wymianę słodkich napojów na zdrowsze alternatywy, takie jak woda” – jej słowa cytuje „Daily Mail”.

„Oprócz utrzymywania prawidłowego funkcjonowania organizmu, woda jest naturalnie pozbawiona cukrów, a w związku z tym jest najlepszych wyborem dla zębów naszych dzieci”.

O ile dorośli chętnie sięgają po wodę, a tyle zachęcenie do tego napoju dzieci wydaje się być o wiele większym wyzwaniem. Coraz częściej szkoły starają się w tym pomagać i zapewniają nieograniczony, łatwy dostęp do wody pitnej przez cały dzień. Dlaczego jest to tak ważne? Jak pokazały przytaczane tu badania, woda stanowi tylko ¼ wypijanych napojów w grupie dzieci w wieku 5-9 lat. Napoje gazowane stanowią zaś 30 proc. Niektóre ich składniki są prostą drogą do erozji zębów – kwas fosforowy, kwas cytrynowy i kwas winowy. Brzmi przepysznie!

Nie tylko zęby

„Jesteś tym, co jesz” – to zdanie słyszał niemal każdy z nas. Warto dodać do tego jeszcze: „Jesteś tym, co pijesz”. Słodzone napoje uszkadzają bowiem nie tylko zęby, ale wpływają negatywnie na cały organizm. Pisaliśmy niedawno w naszym portalu o fast foodach, które zwiększają wśród nastolatek między innymi ryzyko zachorowania na raka piersi >>KLIK<< . Gazowane napoje są nieodłącznym elementem „śmieciowego jedzenia”. Czy nie lepiej dodać do wody cytrynę, pomarańcz, kiwi i delektować się domową lemoniadą? Pyszniej i zdrowiej – smacznego!

Źródło: „Daily Mail”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Nie da się zmierzyć WSZYSTKICH ciał jedną miarą – nie róbmy sobie tego!


Foto i cytat poniżej: 4 Trimester Bodies Project Instagram

Kolorowe nagłówki uderzają wręcz w kobiety – i w mężczyzn jak najbardziej też, bowiem ich także to dotyczy – pokazując, jak szybko i łatwo mogą mieć ciało bez skazy już w 4-5-6 tygodni po porodzie! Owszem, jakiś procent kobiet genetycznie tak ma. Ale co z całą resztą?! A nawet jeśli w sekundę forma staje się idealna, to czy to załatwia wszystko?! Doświadczeń różnych ciał nie da się zmierzyć jedną miarą. Potrzebujesz dowodów? Proszę bardzo!

Wizja i wymagania stawiane przed kobiecym ciałem, są współcześnie niemalże nie do wykonania. Masz mieć wagę poniżej zdrowego BMI (niezależnie od kosztów, z jakimi może się to wiązać). Masz mieć mięśnie, które wymagają codziennych ciężkich treningów. Masz mieć idealną cerę bez żadnych niedoskonałości i wyprysków. Masz mieć gładkie ciało bez żadnego zbędnego włosa. Masz mieć długie i pomalowane paznokcie. No i sorry, nawet jeśli dopiero co urodziłaś, to przecież możesz raz dwa powrócić do szczytu formy – bo „możesz wszystko”, jak to mówią niektóre krzyczące do nas nagłówki.

Jesteś zwycięzcą!

Z jednej strony jak najbardziej. Wierzę, że możesz wszystko, co dotyczy twojego myślenia. Czyli jeżeli np. czujesz presję w związku z wagą i przymus nieustannego bycia na diecie, chociaż w tym czasie tracisz romantyczne kolacje, spotkania z przyjaciółmi i zdrowie fizyczne, możesz obrócić swoje przekonania o 180 stopni. Zamienisz wtedy wspomnianą już presję na możliwość przeżywania pięknych chwil, brak przytłaczających myśli i uderzania w siebie za to, jak myślisz, że inni o tobie myślą… nie brzmi najlepiej, nie? W  takim właśnie kontekście owszem, możesz wszystko!

Jeśli jednak owe „wszystko” odbierasz jako umiejętność zmieniania swojego ciała i nieustannego dostosowywania go do „wymogów” z zewnątrz, to chyba pora krzyknąć „Houston, mamy problem!”. Ciało jest mądre. Jeśli o nie dbamy i staramy się go słuchać, to da nam właśnie to, czego potrzebujemy. Jeśli jednak będziemy ciągle robiły (i robili) mu wbrew, to czeka nas nieustanna walka, w trakcie której jesteśmy na przegranej pozycji. Trudno w końcu stawać w szranki z biologią, z fizjologią, z genetyką…

Taka metafora: opona samochodowa jest okrągła. Jeśli jest odpowiednio napompowana, nie jest pęknięta, nic nie jest w nią wbite – czyli jednym słowem jest taka, jaka ma być – nie zmienisz jej kształtu. Dzięki temu jedzie i pozwala ci przemieszczać się przez setki kilometrów. Kiedy jednak zaczynasz przy niej kombinować, niszcząc ją przy tym, może przy odrobinie szczęścia uda ci się zmienić jej kształt. Coś na podobieństwo kwadratu zapewne da się uformować. Jednak bez twojego nieustannego wysiłku, żeby jakoś ten kształt utrzymać, raczej sama z siebie długo w nim nie przetrwa. A co najważniejsze, z jakiejkolwiek jazdy nici. Rozumiesz? Na przegranej pozycji jest tu opona, samochód, podróżujący i wszelkie plany, w których realizacji przecież miała pomagać… tak samo, jak w życiu pomagać na nam nasze ciało.

Strata za stratą…

A co chyba najważniejsze, na przegranej pozycji nie jest wtedy tylko ono, ale przede wszystkim emocje, relacje z innymi i z samą sobą, podróże, próbowanie nowych smaków, ogniska z przyjaciółmi, relaks na plaży w ulubionym stroju kąpielowym, sprawiająca przyjemność i dająca spełnienie bliskość, macierzyństwo… wymieniać można jeszcze bardzo długo.

Mając takie tło, jakie maluje nam współczesna kultura, tym ważniejsze stają się projekty i przeróżne konta w social mediach, które pokazują nie tylko jeden określony kanon piękna. Pokazują ludzi o różnej wadze, o różnych kolorach skóry, kobiety z nieogolonymi nogami, mężczyzn bez kaloryfera na brzuchu. To jest NORMALNE. To jest ciało. To jest człowiek. Każdy inny. Z innymi doświadczeniami. Nie zawsze są one pozytywne i nie zawsze czujemy się ze sobą okej, nie obwiniajmy się jednak za to. Mamy prawo do słabości, do gorszego samopoczucia, do poproszenia o wsparcie. I chociaż może wydawać nam się dziwne i zaskakujące, że jednak coś poza standardową okładkową postacią może być piękne, to owszem może. Ciało jest niesamowite, a to ile jest w stanie razem z nami znieść, pokazuje dodatkowo oprócz piękna także ogromną siłę i mądrość.

Zobacz też: Te zdjęcia dają jasny przekaz – nasze ciała to nie są manekiny, piękno ma różną formę!

Historie ciał, historie życia

Jednym z projektów, który w niezwykły sposób opowiada historie kryjące się za kobiecymi ciałami, jest praca Ashlee Dean Wells, fotografki i twórczyni projektu „Ciała 4-tego trymestru” [tł. redakcji].

Jej projekt to ruch, który dedykowany jest edukacji, wzmacnianiu i dodawaniu siły kobietom. Realizują go zdjęcia i opowieści. W ich tworzeniu pomagała jej Laura Wilson. Wspólnie pokazały fantastyczne historie dnia codziennego. Codzienności ciał i przeżyć rodziców, a trzeba pamiętać, że rodzicem można stać się w różny sposób – naturalnie i z bezproblemową ciążą, po przeżyciu poronień, dzięki in vitro, dzięki adopcji etc. Mądrość, spokój i po prostu „normalność”. Każda kobieta może i dla własnego dobra (chociaż nie lubię tego słowa) POWINNA odnaleźć je w sobie, nawet jeśli droga jest długa, kręta i prowadzi pod gigantyczną górę. Tego jednak, że jej szczyt jest do osiągnięcia przez każdą z nas, jestem pewna.


Foto i cytat poniżej: 4 Trimester Bodies Project Instagram

Kelly przeszła przez 4 poronienia. Jedno miało miejsce przed pojawieniem się pierwszego syna, kolejne trzy później. Drugi syn przyszedł na świat dzięki in vitro. „Moje ciało nie należy tylko do mnie i jest mi z tym w porządku. Jest to ogromne dostosowanie, matki poświęcają niezwykle wiele siebie i swojego ciała. (…) Jednak to ciało stworzyło ludzi, a to rozwala system!” – mówi Kelly.

Nic nie przygotowuje cię do macierzyństwa. Jest ono wymagające, wyczerpujące emocjonalnie i fizycznie, ale warte każdej minuty. Tak, twoje ciało się zmienia, twoje całe jestestwo się zmienia i jest to ogromny zakręt w rozwoju. Ułożysz to sobie, ale będziesz też robiła podczas tej drogi błędy i to jest w porządku.

Kelly


Foto i cytat poniżej: 4 Trimester Bodies Project Instagram

W pierwszą ciążę Valerie zaszła w wieku 36 lat. Córeczka dobrze się rozwijała, przyszła mama dobrze się czuła. Jednak w 40 tygodniu Valerie przestała czuć ruchy dziecka. Szybko znalazła się w szpitalu, gdzie okazało się, że mała nie żyje. Kobieta nie chciała jednak ani jej zobaczyć, ani przytulić. Odważył się na to mąż Valerie.

Przyczyny śmierci córeczki, nawet po późniejszych badaniach, nikt nie był w stanie podać. Po dwóch miesiącach Valerie była jednak w kolejnej ciąży. Jest przy tym przekonana, że przez cały ten czas cierpiała na PTSD, czyli stresu potraumatyczny. Wiele razy lądowała wtedy w szpitalu będąc przekonaną, że mały Ziggy nie żyje. Tak się nie stało i zarówno on, jak i drugie dziecko, pozwoliły Valerie ruszyć do przodu.

Co więcej, przed pierwszą ciążą nigdy nie lubiła swojego ciała, nie miała ani z nim, ani z jedzeniem, zdrowej relacji. Była na nieustannej diecie, zdarzały jej się napady objadania. W ciąży ważniejsze stało się jednak zdrowe, pełne dobrych emocji odżywianie – dla niej oraz dla dziecka. Od tamtego czasu nie była na diecie i jak mówi, jej mózg został „przeprogramowany”, a ona stała się w końcu wolna.

 


Foto i cytat poniżej: 4 Trimester Bodies Project Instagram

Rodzicielstwo było ciężkim przeżyciem dla obrazu mojego ciała. Żeby jednak być fair, nie był on także za dobry wcześniej. Wiedziałam, że moje ciało w czasie ciąży będzie się zmieniało, ale przechodząc przez te zmiany, zupełnie inaczej ich doświadczałam. Moje ciało było dla mnie obce. Z jednej strony wiedziałam, że tworzy życie i to było bardzo fajne, ale nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że ciąża jest dla mnie obrzydliwa. Miałam mdłości przez dużą część ciąży i różne problemy bólowe, więc już na początku nie byłam w najlepszym miejscu. Później, kiedy nastąpiły fizyczne zmiany, wszystko było dla mnie tak surrealistyczne i zupełnie nie-opowiedziane.

Ludzie nie zawsze mówią, jak ciało może wyglądać od razu po porodzie – opuszczając szpital wyglądałam na 6 miesiąc ciąży, co było dla mnie wstrząsem. Brzuch był opuchnięty i zastanawiałam się, jak moje ciało się jeszcze zmieni i w jakim kierunku. Przez wiele miesięcy nosiłam ciążowe ciuchy i był to cios dla mojej samooceny. Piersi były dla mnie nie do poznania i czułam, że jestem obok tylko po to, żeby dawać mleko. Naczynie, a następnie źródło pokarmu. Teraz czuję się już lepiej ze swoim ciałem i jestem pod wrażeniem, co mogę zrobić. Chcę być pozytywną siłą w życiu mojej córki, więc to oznacza, że ​​muszę nadal pracować nad obrazem swojego ciała.

Kristin

Zarówno połóg, jak i późniejszy czas macierzyństwa był dla Kristin ciężki. Czuła, że zrobiła wszystko, by uniknąć depresji i lęku poporodowego, ale nie udało się. Potrzebowała wsparcia i je dostała. Codziennie jednak wciąż musi pamiętać, aby być dla siebie dobrą i łagodniejszą. Jej podróż trwa.

A na jakim etapie podróży ty jesteś?

 

Przeczytaj: Kobietka ze złączonymi kolankami – czy moje ciało jest naprawdę MOJE?!

Strona projektu:Ciała 4-tego trymestru

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Co zrobić, gdy dziecko na obozie tęskni za domem? 5 porad dla rodziców

Dziecko na obozie: co zrobić, gdy płacze
Pierwszym krokiem w celu zbadania sytuacji powinna być rozmowa telefoniczna – fot. Fotolia

Wakacje i ferie zimowe to czas, gdy dzieci wyjeżdżają samodzielnie na zorganizowany wypoczynek. Wiele z nich robi to po raz pierwszy. Pomimo rodzicielskich obaw, dla większości dzieci taki wyjazd to czas wspaniałej zabawy i wielu pozytywnych wrażeń. Zdarza się jednak, że mimo wcześniejszych przygotowań, dziecko już drugiego dnia dzwoni płacząc i chce wracać do domu.

Jak zareagować? Czy powinniśmy natychmiast spełniać jego życzenie? Nie ulegajcie panice!

  1. Poznajcie przyczynę

Rozmawiając z dzieckiem oceńcie, czy powód nie jest zbyt błahy aby zabierać je z obozu: kłótnia z koleżanką lub kolegą, kasza na obiad, której nie lubi, zajęcia sportowe, których w domu ma zdecydowanie mniej, ale też brak elektroniki (tablet, telefon), obowiązek dostosowania się do planu dnia, obozowa dyscyplina…

Zobacz też: Kevin sam na obozie. Czyli kilka słów o tym, jak spakować walizkę dziecka na zimowy wyjazd

  1. Dajcie dziecku czas!

Pierwszy krok w celu zbadania sytuacji to rozmowa telefoniczna. Kiedy dziecko zadzwoni, pozwólcie mu się wyżalić, ale nie wzbudzajcie w nim dodatkowo ckliwych emocji.

Nie skupiajcie się na omawianiu poczucia smutku i chęci powrotu. Starajcie się przekazać słowa otuchy, wsparcia, zachęcajcie do działania w czasie zajęć.

Nie przedłużajcie rozmowy w nieskończoność. Lepiej umówić się na kolejny telefon za dwa dni pamiętając jednak, że zbyt częste rozmowy telefoniczne nie ułatwiają dziecku oswojenia się z nowymi warunkami.

  1. Porozmawiajcie z opiekunem

Niezależnie od powodu jaki wywołał takie emocje, powiadomcie o sytuacji opiekuna. Relacja dziecka nie powinna stanowić jedynego źródła informacji. Jeśli rzeczywiście przyczyna nie jest poważna, dużo łatwiej będzie wam wspólnie zażegnać kryzys.

Od opiekuna dowiecie się, czy dziecko ma taki nastrój przez cały dzień, czy tylko w przerwach między zajęciami lub wieczorem. Być może poinformuje was o jakiejś przykrej sytuacji, o której dziecko wstydzi się opowiedzieć przez telefon.

Zobacz też: Rodzina aktywna fizycznie. Przestań się lenić!

  1. Odróżnijcie traumę od tęsknoty

Jeśli nie wydarzyło się nic złego, dziecko bawi się dobrze, a smuci tylko między zajęciami, przed snem lub kiedy rozmawia z wami przez telefon, najprawdopodobniej przyczyną jest tęsknota. To naturalne uczucie świadczące o poprawnej więzi z najbliższymi.

Zwykle po kilku dniach udaje się zapanować nad sytuacją i dziecko zaczyna funkcjonować jak pozostali, a na koniec wraca do domu z poczuciem sukcesu.

  1. Jeśli wszystko zawiedzie

Jeżeli mimo wszelkich starań ze strony rodziców i opiekunów dziecko nadal ma kłopot z aklimatyzacją, zupełnie nie akceptuje warunków, zajęcia nie sprawiają mu radości i nie chce w nich uczestniczyć, płacze i upiera się przy powrocie, lepiej jest je zabrać do domu.

Pamiętajcie, że wyjazd ma być przede wszystkim dobrą zabawą po której pozostaną wesołe wspomnienia, a nie tylko próbą samodzielności. Każde dziecko ma własny czas na wyfrunięcie spod skrzydeł rodziców i jest to związane z jego rozwojem emocjonalnym. Nie przyspieszajcie tego procesu na silę.

Podejmując decyzję o pierwszym samodzielny wyjeździe dziecka, kierujcie się przede wszystkim zdrowym rozsądkiem.

Dorota Malikowska

Absolwentka Wyższej Szkoły Trenerów Sportu, trener szermierki. Kilkukrotnie nagradzana przez Ministra Edukacji za osiągnięcia szkoleniowe w dziedzinie sportu i kultury fizycznej. Organizator wypoczynku dla dzieci i młodzieży wg autorskiego programu EduAkcja Sport Sztuka Rozwój.

Londyn: Mężczyzna transgender chce być zarejestrowany jako ojciec dziecka, które urodził

Mężczyzna transgender chce być zarejestrowany jako ojciec dziecka, które urodził

Mężczyzna transgender walczy o to, by być zarejestrowanym jako ojciec dziecka, które urodził. W Londynie toczy się proces. Jeśli mężczyzna wygra, jego dziecko stanie się pierwszą osobą w UK, która nie ma matki.

Co to jest transseksualizm?

Część środowiska naukowego za transseksualizm uważa stan, w którym płeć psychiczna (gender) nie zgadza się z płcią biologiczną określoną po porodzie i wpisaną w akcie urodzenia (sex). Gender należy rozumieć jako własnej identyfikacji osoby i ról płciowych w społeczeństwie, które ta osoba pełni. Sex  odnosi się do biologicznych cech płciowych oraz niektórych aspektów psychologicznych (Smith, 2015).

Pojawiają się też definicje transseksualizmu, według których transseksualizm to stan, w którym osoba rozwija identyfikację płciową niezgodną z płcią genetyczną i budową organizmu, uwzględniając cechy płciowe pierwszo-, drugo- oraz trzeciorzędowe.

Pierwszorzędowe cechy płciowe to jądra i jajniki; drugorzędowe to pochwa, macica, jajowody, srom, moszna, nasieniowody, prącie; trzeciorzędowe to biust, owłosienie, rozmieszczenie tłuszczu na ciele, proporcje budowy ciała, budowa krtani, barwa głosu (Antroszewski, 2012).

Transseksualny mężczyzna to osoba, która urodziła się z żeńskimi cechami płciowymi, transseksualna kobieta to osoba, która urodziła się z męskimi cechami płciowymi.

Możliwe jest wykonanie operacji korekty płci oraz hormonoterapia.

Co to jest transgenderyzm?

Transgenderyzm to niezgodna z płcią biologiczną identyfikacja płciowa, która bywa nazywana postacią pośrednią między transwestytyzmem (zewnętrzną, nietrwałą zmianą wyglądu tak, by odpowiadał przeciwnej płci) a transseksualizmem. Osoba transgender nie chce przeprowadzać zabiegu chirurgicznego narządów płciowych, ale często poddaje się hormonoterapii i/lub mastektomii lub mammoplastyce, czyli pomniejszeniu piersi lub wszczepieniu implantów piersi.

Więcej informacji na temat niezgodności płci biologicznej z identyfikacją płciową znajdziesz tutaj.

Rząd UK nie wyraża zgody na rejestrację trans-mężczyzny jako ojca dziecka

Mężczyzna, nazywany przez brytyjską prasę TT, urodził się jako kobieta, jednak w którymś momencie życia został uznany przez Gender Recognition Panel (trybunał w UK, który zajmuje się sprawami związanymi z prawną zmianą płci) za mężczyznę. W późniejszym czasie w wyniku skutecznego leczenia niepłodności zaszedł w ciążę. Po urodzeniu dziecka zgłosił się do urzędu stanu cywilnego, gdzie dowiedział się, że musi być zarejestrowany jako matka dziecka, podczas, gdy chciał figurować w dokumentach jako ojciec lub rodzic (parent – odnosi się do obojga rodziców).

Zobacz też: “This is family” – nowa kampania brytyjskiej marki River Island wychodzi naprzeciw zmianom społecznym

Obrona TT

Minister spraw wewnętrznych, minister zdrowia oraz minister do spraw kobiet i równości są zarejestrowani jako strony w sprawie.

Adwokat TT przekonywał w Sądzie Najwyższym, że odmowa zarejestrowania TT jako ojca lub rodzica oraz narzucanie mu prawnego statusu matki to dyskryminacja osób transgender i transseksualnych. Mówił, że zmuszanie TT do rejestracji jako matka dziecka narusza jego prawo do poszanowania prywatności i życia rodzinnego oraz, że w świetle zmian społecznych, które zachodzą w UK tego rodzaju przymus jest niepotrzebny i nieadekwatny.

Członkini Królewskiej Palestry, w trakcie wystąpienia przed sądem najwyższym, wskazywała na konieczność zmian legislacyjnych, które chroniłyby prawa trans rodziców w trakcie procedur rejestracyjnych. Dotychczasowe prawo nazwała niejasnym i nielogicznym (odnosząc się do tego, że w świetle brytyjskiego prawa można obecnie być jednocześnie mężczyzną i matką).

Zobacz też: „Moje dziecko nie lubi swojego ciała!” Jak możemy pomóc dzieciom w samoakceptacji?

Precedens?

Tego typu sprawa nie została nigdy podniesiona przed brytyjskim sądem. Minister sprawiedliwości UK uważa, że jeśli mężczyzna wygra, konieczna będzie zmiana prawa.

Akt urodzenia nie został jeszcze wystawiony, procedura została wstrzymana do czasu ogłoszenia postanowienia Sądu. Jeśli TT wygra, YY będzie pierwszym dzieckiem w UK, które w świetle prawa nie ma matki. Wyroku możemy się spodziewać w przyszłym tygodniu.

Ze względu ochronę danych osobowych i bezpieczeństwo rodziny, imiona i nazwisko, miejsce zamieszkania, płeć i wiek dziecka oraz rodzica nie są podawane do publicznej wiadomości.

Źródło: The Telegraph (klik)

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. Zawodowo interesuje się prawami człowieka i etyką medyczną. W czasie wolnym dużo czyta - najchętniej z kotem na kolanach, trenuje roller derby i fotografuje.

„Nie musisz rozumieć kobiet, wystarczy, że je zaliczysz”. Kontrowersyjny poradnik dla nastolatków

Książka "Za hajs matki baluj"

„Jeśli po melanżu budzisz się na kupie szmalu, to może oznaczać tylko jedno… Powinnaś szybko zrobić test na HIV” – tego typu „błyskotliwe” porady znalazły się w kontrowersyjnym poradniku młodzieżowym „Za hajs matki baluj” wydanym przez Edipresse Polska. Internauci są oburzeni, a wydawnictwo się tłumaczy.

Na początku lutego do sprzedaży trafiła książka „Za hajs matki baluj”. Z opisu książki wynika, że jest to „przewodnik dla lanserów”, których głównym celem w życiu jest „fejm, melanż, fejs i snap”.

Książka ma formę obrazkową. Jest to zbitka stock’owych fotografii opatrzonych hashtagami oraz seksistowskimi, wulgarnymi poradami i uwagami. Przykład?

Przystojniaka na imprezie nie wyrywa się na ładne oczy, musisz mieć także niezłe cycki.

Superlaski ograniczają się tylko w jedzeniu, dlatego są super.

Nie musisz rozumieć kobiet, wystarczy, że je zaliczysz.

Zobacz też: Kontrowersyjna bluza H&M. Akt rasizmu, czy rozdmuchana afera?

Książka „Za hajs matki baluj”

Szokujący poradnik liczy 224 strony. Zamieszczone w nim fotografie przedstawiają w głównej mierze młodych, imprezujących ludzi. Próżno tu doszukiwać się autora publikacji, ponieważ książka jest efektem pracy zbiorowej. A może autor wstydził się wyjawić swoje nazwisko?

„Za hajs matki baluj” to oryginalnie nazwa fanpage’a, na którym od kilku lat można śledzić relacje z imprez w różnych miastach Polski. Znajdują się tam zdjęcia z imprez i informacje o nadchodzących wydarzeniach.

Książka o tym samym tytule miała być z pewnością nawiązaniem do popularnego w mediach społecznościowych fanpage’a. Jaki cel przyświecał autorom? Z pewnością nie doszukali się go oburzeni internauci, którzy w dobitnych słowach wyrazili swoje zdanie na temat treści zawartych w młodzieżowym poradniku. Głos postanowił zabrać również wydawca publikacji.

Zobacz też: Mansplaining – czyli panowie, którzy objaśnią nam świat. Uff bez nich byśmy zginęły!

Edipresse się tłumaczy

Książka „Za hajs matki baluj” to eksperyment wydawniczy, w którym podjęliśmy dość odważną próbę przeniesienia współczesnej komunikacji elektronicznej w świat tradycyjny, by nie powiedzieć konserwatywny, za jaki uchodzi dzisiaj książka w tej grupie odbiorców, czyli młodych ludzi w wieku 18-25 lat. Tą publikacją chcieliśmy też zwrócić uwagę na język i zachowanie obecne w tej grupie wiekowej – tłumaczy się Edipresse. Jak podkreśla wydawca, książka nie jest poradnikiem edukacyjnym dla młodzieży, a testy w niej zawarte „nie są niczym nowym”.

„Jesteśmy zaskoczeni, choć z drugiej strony też zadowoleni, że książka o tak śladowym nakładzie wywołała dyskusję” – czytamy dalej. Poradnik można było kupić m.in. w Empiku i Smyku (!).

Internauci nie pozostawili suchej nitki na wydawcy seksistowskiego czytadła.

„Hmmm… 18-25 to docelowa grupa odbiorców? Wydaje mi się, że zarówno w internecie, jak i na półkach Empika te teksty trafiają do dużo młodszych osób i wywołują dużo większe szkody, niż niektórzy myślą” – napisała jedna z użytkowniczek Facebooka.

„Ta książka narobi wiele nieodwracalnych szkód wśród młodych ludzi a wydawnictwo uważa, że to jest ok. Co nie zmienia faktu, że bardzo zawiodłam się na empiku i zastanowię się dwa razy zanim tam wejdę – stwierdziła inna internautka.

Po skandalu wywołanym publikacją młodzieżowego poradnika wydawca zdecydował o wycofaniu książki ze sprzedaży.

Źródło: ASZdziennik, Wirtualne Media, NOIZZ

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.