Przejdź do treści

5 pomysłów na aktywny czas z dzieckiem w Warszawie! [Część 1]

aktywny czas z dzieckiem
aktywny czas z dzieckiem

Chcesz spędzić aktywnie czas ze swoimi dziećmi, ale brak Ci pomysłu? Poniżej przedstawiamy 5 miejsc w Warszawie, w których dzieci na pewno nie będą się nudziły!

PGE Narodowy

Stadion Narodowy w Warszawie to jedno z ciekawszych miejsc na mapie stolicy. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie!

  • Zimowy Narodowy to obowiązkowy przystanek w sezonie zimowym. Do rekreacyjnej jazdy na łyżwach dla dzieci i dorosłych przeznaczone jest lodowisko A i B. Na lodowisku A w piątki oraz w soboty odbywają się imprezy „Disco lodowisko z 4FUN.TV”. Koniecznie zabierzcie dzieci na 12-metrową górkę lodową E.Wedel, która przeznaczona jest do zjazdu na pontonach wprost z trybun.
  • Smart Kids Planet to innowacyjne i interaktywne Centum Mądrej Zabawy dla dzieci w wieku 0-10 lat. Niesamowita przygoda dla małych odkrywców, która obudzi w nich kreatywność oraz głód wiedzy, zapewniając świetną zabawę.
  • Wystawa Budowli z klocków LEGO i 3D Trick Gallery to największa w Europie wystawa klocków LEGO, którą można zobaczyć do 8 marca 2020 roku na PGE Narodowym. Budowle o rekordowej wielkości zostały sprowadzone z całego świata. Na powierzchni ponad 500 m2 powstała Strefa Zabawy z wielkim miastem wprost z Lego City.
Warszawskie ZOO

Miejski Ogród Zoologiczny istnieje już ponad 90 lat i stanowi wielką, zieloną wyspę na mapie Warszawy, w której można podziwiać 12 000 zwierząt, które reprezentują około 500 gatunków. ZOO jest czynne codziennie, w każdą niedzielę oraz święta od godz. 9.00. Codziennie o określonych godzinach można zobaczyć pokazy karmienia zwierząt.

Teatr Małego Widza

Teatr Małego Widza oferuje spektakle, które dedykowane są dzieciom od 1. roku życia. Przedstawienia są bardzo sensoryczne i angażują wiele zmysłów. Słowo mówione schodzi tutaj na dalszy plan, a komunikacja odbywa się za pomocą światła, muzyki, tańca, rytmu oraz obrazów. Wspaniałe miejsce, które odwołuje się do głębokiej dziecięcej wrażliwości.

Zobacz też: Joga dla dzieci – dlaczego warto ćwiczyć?

Manufaktura cukierków

Manufaktura Cukierków to pierwsza w Warszawie manufaktura, w której z bliska można zobaczyć, jak karmelarze tworzą piękne słodycze. Co więcej, można spróbować swoich sił i stworzyć własnego kolorowego lizaka.

Centrum Nauki Kopernik

Misją Centrum Nauki Kopernik jest inspirowanie do obserwacji, doświadczania oraz zadawania pytań i poszukiwania odpowiedzi. W Koperniku znajduje się ok, 400 eksponatów na wystawach stałych oraz czasowych, przestrzeń warsztatowa Majsterni oraz dwa teatry – Teatr Robotyczny i Teatr Wysokich Napięć.

Warszawa obfituje w ciekawe propozycje dla najmłodszych i rodziców. Warto z nich korzystać, kolekcjonować z dziećmi piękne wspomnienia i dzięki temu wzmacniać relacje!

Zobacz też: Kevin sam na obozie. Czyli kilka słów o tym, jak spakować walizkę dziecka na zimowy wyjazd

Paulina Skwarzyńska

Zawodowo zajmuje się marketingiem afiliacyjnym. Prywatnie mama 1,5 rocznej Michaliny, fanka rodzicielstwa bliskości, miłośniczka koni.

Toksyczna matka – po czym ją poznać?

Toksyczna matka
Toksyczna matka – po czym ją poznać?

Nieważne, który punkt widzenia przyjmiemy. Nieważne, która teoria psychologiczna stanie się punktem wyjścia – relacja z matką wyznacza rama wszystkich kolejnych relacji. Nawet w sytuacji, kiedy realnej matki nie ma.

Z czasem w życiu pojawiają się inni ludzie, związki z nimi stają się ważniejsze, matka zdaje się stopniowo znikać z umysłu i codzienności. Nie znika jednak całkiem.

„Cynkowi chłopcy” Swietłany Aleksijewicz to bardzo poruszająca książka. Jednak szczególnie w pamięć zapada opowieść jednej z osób zajmujących się rannymi oraz umierającymi żołnierzami. Ci mężczyźni, którzy chwilę wcześniej musieli radzić sobie w skrajnie trudnych warunkach, w chwili największej trwogi, w bólu lub na monet przed śmiercią wyzwali matki.

Matka na zawsze pozostaje w głowie i w uczuciach. Dlatego też jakość tej relacji jest taka ważna. Matki bywają różne. Chcemy wierzyć, że matka z zasady jest świątynią ogniska domowego, źródłem nieustającej miłości, oddana dzieciom, wyrozumiała, a przynajmniej dokłada wszelkie starania, by taką się stać. Jednak rzeczywistość pokazuje, że matki bywają dalekie od tego obrazu.

Być może dlatego nie tylko gabinety terapeutyczne pełne są czyichś matek. Również kultura popularna próbuje sobie poradzić z „kwestią” matki, skutkiem czego jest choćby pojawienie się terminu „toksyczna matki”.

„Toksyczna matka” to pojemny worek, w którym mieszczą się wszystkie matki w jakikolwiek sposób niewydolne, inne, zaburzone – matki nie potrafiące być blisko swoich dzieci, które w jakiś sposób niszczą i zatruwają swoje dzieci. Jednak, jak na kulturę popularną przystało, jest to znaczący skrót myślowy. Bo przecież rzeczywistość jest bardziej złożona.

Zobacz też: Brak dostrojenia między matka a dzieckiem. Jakie mogą być konsekwencje?

Peg Streep, dziennikarka i autorka książek z dziedziny psychologii, zainteresowana zwłaszcza relacją matka-córka uważa, że relację, którą można nazwać toksyczną, zawsze charakteryzuje kilka elementów.

1. Zawstydzanie i zrzucanie odpowiedzialności

Streep mówi, że czasami jest to proces postępujący stopniowo, od niewinnego zdawałoby się wypominanie błędów, aż do wiecznych „Bo ty zawsze” lub „Ty nigdy”. Streep przypomina w ten sposób bardzo ważną zasadę, zgodnie z którą to, co słyszymy od najwcześniejszych chwil życia, staje się naszym głosem wewnętrznym. Jeśli więc ktoś słyszy, że jest do niczego, nic nie umie, jest zawodem dla rodziców, to prędzej czy później w to uwierzy i będzie musiał włożyć wiele wysiłku, by ten wewnętrzny głos złagodzić. W tym sensie toksyczna matka uszkadza dziecko, znacznie ograniczając jego szanse na rozwój zdrowego poczucia własnej wartości.

2. Wywoływanie poczucia winy

Czasami dzieci traktowane są jak narcystyczne przedłużenie jednego lub obydwojga rodziców. Dziecko ma spełnić określoną funkcję, na przykład zrealizować to, czego nie zrobił rodzic. Lub też ma w jakiś sposób uratować rodzica, na przykład przed nieszczęśliwym związkiem lub bolesną przeszłości. Oczywiście, żadne dziecko nie jest w stanie tego zrobić, ani też nie powinno. Jednak zdaniem Peg Streep matka, która ma tego typu wymagania wobec dziecka, może być określana mianem toksycznej.

3. Lepsze i gorsze dziecko

Dzieci urodzone tej samej parze rodzicielskiej różnią się, podobnie jak różne jest bycie rodzicem każdego z nich. Jednak zdaniem Streep, toksyczne matki wybierają sobie dzieci, które łatwiej kontrolować, a odrzucają te, które próbują być niezależne. Bardziej „kochają” i wspierają również te dzieci, które spełniają ich nie zawsze świadome potrzeby.

4. Marginalizowanie i wyśmiewanie

Zawstydzanie to jedno z bardziej popularnych narzędzi „wychowawczych”, stosowane przez zaburzonych rodziców, również matki, o których mówimy, że są toksyczne. Jak bardzo owo zawstydzanie jest niszczące, wie niemal każdy. Unikamy w dorosłości różnorodnych sytuacji właśnie z powodu wstydu, z poczucia, że ktoś nas wyśmieje, uzna za głupiego czy słabego. Początki tych uczuć mogą zaczynać się bardzo wcześnie, na przykład kiedy dziecko ma zmienianą pieluszkę i słyszy, jak „bardzo śmierdzi”, jak bardzo jest „fuj” i jaką odrazę wzbudza to w opiekunie.

Zobacz też: Jak blisko to zbyt blisko? Czy rodzice i dzieci mogą się przyjaźnić?

5. Kozioł ofiarny

W grupach, podobnie jak w rodzinach, często ktoś jest delegowany do roli tzw. „kozła ofiarnego”. Staje się więc kimś, kto jest zbiornikiem na niechciane uczucia, emocje i fantazje. To, czego nie chce się zobaczyć w sobie, czego nie można uznać za część siebie, lokowane jest w owym koźle. Streep sugeruje, że narcystyczna matka często wybiera jedno dziecko, w którym umieszcza różne odszczepione, jak mówi psychoanaliza, niechciane części własnej osobowości. Takie dziecko będące konglomeratem cech, których matka nie toleruje w sobie, musi budzić jej niechęć. Trudno sobie wyobrazić, że można je kochać czy wspierać.

6. Cisza

Nadal w wielu domach nieodzywanie się do siebie, w tym również do dzieci, jest typową metodą radzenia sobie z konfliktem, nieposłuszeństwem czy po prostu metodą kontrolowania dzieci. Dziecko, do którego matka się nie odzywa całymi dniami i traktuje je jak przysłowiowe powietrze, wie, że taka właśnie „kara” spotka je za każde niemal przewinienie.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

„Bridget na ostro”, czyli „50 twarzy Tindera”

50 twarzy Tindera
fot. materiały prasowe

Tinder sprowadza poszukiwanie partnera/partnerki do paru puknięć palcem w ekran smartfona. Aplikacja stała się tak popularna, że Joanna Jędrusik wydała książkę „50 twarzy Tindera”. Czy warto dać jej szansę?

Tytuł w oczywisty sposób nawiązuje do najpopularniejszej powieści erotycznej ostatnich lat. Na odwrocie książki znajduje się jeszcze jedno odwołanie: „Bridget Jones na ostro!”. Cóż, perypetie Bridget były pełne ciepłego, brytyjskiego humoru. W „50 twarzach Tindera” jest on dużo dosadniejszy, nierzadko wulgarny. Joanna Jędrusik wypracowała własny styl opowiadania, który nie każdemu przypadnie on do gustu.

Zobacz też: Situationship, czyli tak trochę miłość

O sztuce randkowania

Autorka twierdzi, iż ze względu na wyścig szczurów kochamy szybko i powierzchownie. W odniesieniu do Tindera poczyniła szereg użytecznych spostrzeżeń. Z tej arcypopularnej aplikacji randkowej korzystają przedstawiciele najróżniejszych klas społecznych, zwolennicy wszelkich możliwych frakcji politycznych, wyznawcy najróżniejszych religii. Autorka podzieliła mężczyzn na kilka kategorii („naukowcy”, „nerdy”, „dziennikarze kulturalni” itd.), po czym pokrótce opisała, komu dać szansę, a kogo lepiej unikać. Książkę można więc traktować jako niby-poradnik, w którym mniej lub bardziej udane dowcipy przeplatają się z gorzką opowieścią o nieudanym małżeństwie autorki. Jeśli chodzi o walory rozrywkowo-relaksacyjne, trudno coś zarzucić tej konwencji.

Nie dla każdego

Cięty, dosadny, wulgarny język wyraźnie oddaje emocje bohaterki, czyli samej Joanny Jędrusik. Nie wiem, czy nie ubarwiła swoich przeżyć, ale to nie wpływa na wrażenia z czytania. Te zaś generalnie są pozytywne, choć żarty autorki momentami ocierają się o grafomanię: „Przyznałabym się nawet do wydania rozkazu strzelania do górników w kopalni Wujek, gdyby to było konieczne, żeby uratować moje małżeństwo”. W ogólnym rozrachunku odbiór tej książki zależy przede wszystkim od indywidualnej wrażliwości. Jeśli krzywisz się na widok licznych bluzgów, nie wiesz, kto to „nerd” i postrzegasz internetowe randki jako przejaw zepsucia moralnego, rozejrzyj się za inną lekturą.

Zobacz też: Love is all around – Najpiękniejsze sceny miłosne z filmów

Tinderowe kompendium

Przyznam, że „50 twarzy Tindera” niezbyt mi się podobało, gdyż… jako mężczyzna nie mogłem się utożsamić z bohaterką :). Myślę jednak, że większość czytelniczek nie będzie miała tego problemu, szczególnie jeśli doskwiera im samotność i same korzystają z tytułowej aplikacji. Jeśli nie – z książki dowiedzą się o niej praktycznie wszystkiego. Z drugiej strony, sugerowana cena detaliczna tego osobliwego kompendium (40 zł) wydaje mi się dość wygórowana. Nie mam złudzeń co do tego, że za jakiś czas dzieło Joanny Jędrusik trafi do hipermarketowych koszy z napisem „Wyprzedaż”. Ale czy wtedy ktoś będzie jeszcze korzystał z Tindera? Aplikacja powoli traci popularność na rzecz konkurencyjnego Badoo, a o poczciwej sympati.pl pamiętają już głównie osoby 50+. Sięgając po „50 twarzy Tindera”, warto mieć to wszystko na uwadze.

          

 

 

Bartosz Jaster

Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonat i badacz historii, miłośnik literatury faktu. Członek Fundacji Rozszczepowe Marzenia, niosącej pomoc dzieciom z wadami wrodzonymi.

Czego możemy nauczyć się od Włoszek i Francuzek?

Włoszki i Francuzki
Włoszki i Francuzki - czego możemy się od nich nauczyć?

Kobiece, silne, świetnie ubrane, nie przejmujące się upływem czasu, czerpiące z życia garściami. Sophia Loren, Brigitte Bardot, Juliette Binoche, Claudia Cardinale, Monica Bellucci i wiele, wiele innych. Jak one to robią? Dwie kobiety i ich książki, dzięki którym dostajemy bezcenną lekcję kobiecości i bycia sobą.

Pisarka oraz prowadząca bloga była właścicielka agencji reklamowej. Fascynujące kobiety, które uczą, jak w codziennym biegu nie zapomnieć o kobiecości, jak nie przejmować się upływającym czasem i cieszyć się chwilą.

„MODY PRZEMIJAJĄ, A STYL JEST WIECZNY”

Gabriella Contestabile jest Włoszką, pisarką i pedagożką, zajmowała się zarządzaniem m.in. w Estee Lauder, Shiseido oraz Prada Beauty, mieszka w nowym Jorku. Miłośniczka włoskiej sztuki i rzemiosła, w książce „Włoszki. Czego mogą nas nauczyć” zabiera nas w niesamowitą, nostalgiczną podróż do swojego ojczystego kraju.

Odwiedzamy Wenecję, Florencję, Rzym i Neapol, w których sztuka łączy się z życiem – próbujemy lokalnych potraw, uczymy się podstaw stylu Włoszek, zaglądamy do ich szaf i próbujemy skompletować odpowiedni zestaw ubrań. Zaglądamy do pracowni Alberty Ferretti, Brunella Cuccinelli, Elsy Schiaparelli czy Miucci Prady, słuchając wspaniałych opowieści z wielkiego świata.

„DLA WŁOSZEK MODA JEST ŹRÓDŁEM RADOŚCI, A NIE POWODEM DO STRESU”

Mniej znaczy więcej, a tanio znaczy drogo – to credo włoskich kobiet. Skrupulatnie wybierają swoją garderobę, bawią się modą. A oto manifest, który warto poznać i wdrożyć do naszej zbyt szybko biegnącej codzienności:

Szukaj szczęścia, gdzie tylko się da i ciesz się tym, co masz. Dostrzegaj piękno we wszystkich jego przejawach. Pamiętaj, że radość nie bierze się z wielkich rzeczy, tylko ze zwyczajnych chwil. Znajdź czas na to, by zjeść w spokoju dobry posiłek. Szukaj magii w codziennym życiu. Traktuj espresso z wielka powagą. Ufaj swojej intuicji. Jedz lepiej i mniej. Unikaj gotowych przekąsek. Słuchaj zmysłów. Kupuj mniej, ale lepiej i używaj tego, co już masz. Baw się strojem. Trzymaj się tradycji i odrzucaj konwenanse.

I w końcu zakochaj się, uprawiaj miłość, spaceruj po ogrodzie, ubarwiaj swoje życie drobnymi czynnościami każdego dnia, a twoja skóra zyska taki blask, że wszyscy będą się zastanawiać… jak ona to robi?!

Zobacz też: Jak kobiety podejmują decyzje?

„Francuzki dojrzewają najpiękniej. Jak wraz z wiekiem stawać się coraz piękniejszą, bardziej świadomą i szczęśliwszą?” Mylene Desclaux to dowcipnie napisany poradnik dla dojrzałych kobiet. Wolność odzyskana po rozwodzie i usamodzielnieniu się dzieci, pozwala na nowe życie, tylko czy w tym wieku jest jeszcze szansa na znalezienie siebie i nowej miłości? Jak najbardziej!

Jak pisze Mylene, powinnyśmy pogratulować sobie, że urodziłyśmy się w czasie, gdy pięćdziesiąt lat to wiek, który dzięki zdrowemu trybowi życia, postępom w kosmetyce i jakości życia z roku na rok staje się coraz młodszy. Jednym słowem dzisiejsza pięćdziesiątka to dawna czterdziestka albo nawet trzydziestka.

Jak być szczęśliwą? Oto przepis: 

Doceń małe przyjemności z prostych rzeczy. Szukaj sensu – medytuj, ćwicz jogę, módl się – cokolwiek ci odpowiada. Ubieraj się kolorowo i wygodnie – w szufladzie z bielizną miej komplety na gorące noce i wygodne zestawy na co dzień. Jeśli chodzi o kosmetyki, używaj tylko podstawowych produktów i nie kupuj drogich. Trzymaj prawidłową wagę i nie pokazuj się z siwymi włosami. Sport co dwa dni, sex przynajmniej 2 razy w tygodniu i przynajmniej raz dziennie dawka śmiechu.

I karm się samotnością, ale tylko po to, aby lepiej się zregenerować. Aby praktykować kult odmienności, mieć oczy i umysł szeroko otwarte. Uprawiać aktywny, niepowtarzalny hedonizm.

Zobacz też:  Czym jest miłość?

Źródła:

„Francuzki dojrzewają najpiękniej” – Mylene Desclaux Wyd. Literackie

„Włoszki. Czego mogą nas nauczyć?” – Gabriella Constabile Wyd. Literackie

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Rozstania i powroty, pęknięcia i naprawa, czyli o zmienności relacji z dziećmi

relacja z dziećmi
Fot: Aleksandr Davydov / 123RF

Nie ma większego specjalisty, przekonanego o swojej spokojnej naturze niż ten, kto jeszcze nie został rodzicem. Rodzicielstwo jest zaskakujące. Bywa, że zaczynamy je z myślą, że to niemożliwe podnieść głos na swoje dziecko. Nie możemy zrozumieć zmęczenia matek, które nie pracują zawodowo, tylko zajmują się dziećmi. Czasami nie rozumieją ich nawet ojcowie rzeczonych dzieci.

Rodzicielstwo jest nieprzewidywalne. Każde dziecko trzeba poznać, nawet jeśli rodzi się ono jako piąte w rodzinie. Doświadczenie w opiece nad dziećmi bywa pomocne, ale nie zastąpi żmudnego – i fascynującego – procesu poznawania każdego kolejnego młodego człowieka. Proces ten jest doświadczeniem niezwykle ważnym, a jego przebieg będzie miał skutki w kolejnych etapach życia dziecka oraz stworzy podwaliny pod kolejne relacje.

Niemowlęta

Okres niemowlęcy długo nie cieszył się szczególnym zainteresowaniem specjalistów różnych dziedzin. Jako że niemowlęta nie potrafią mówić, forsowana była nawet teza, że niewiele czują – emocjonalnie i fizycznie. Pozwalało to nawet przeprowadzać operacje na niemowlętach bez znieczulenia. Dziś wiadomo, że jest to fundamentalny okres w życiu człowieka.

Komunikacja pomiędzy dzieckiem a głównym opiekunem, zwykle matką, zaczyna się w chwili porodu. Noworodek, a potem niemowlę, pełne jest różnorodnych uczuć, których nie rozumie i z którymi samodzielnie nie potrafi sobie poradzić. Psychoanalityk, Wilfred Bion, mówił o kontenerującej funkcji matki. Kontenerującej, czyli przyjmującej to, co dziecko jej daje w formie niestrawionej i oddawanie mu w formie strawnej. To, czego dziecko nie rozumie, co je przeraża, matka bierze, ogarnia swoim umysłem i oddaje dziecku w takiej formie, która nie jest już tak silnie zalewająca. Matka trzyma dziecko, zarówno dosłownie, obejmując je, jak i nieco bardziej metaforycznie – w umyśle. Jednak żeby to zrobić, musi je zauważyć, musi być w stanie odczytać jego komunikaty.

Stąd tak ważna jest uważność na dziecko i uznanie, że aktywnie komunikuje ono bardzo złożone uczucia. Również wówczas, kiedy nie ma jeszcze zdolności używania słów.

Zobacz też: Helicopter parenting – dobre intencje, które prowadzą do kiepskich rezultatów

Wrażliwość i uważność

Jest to głęboko zaskakujące, że pomimo wiedzy, jaką dziś mamy na temat rozwoju człowieka, nadal pokutuje przekonanie, że bardzo małe dziecko może manipulować i wymuszać.  Lub też, że można dziecko „zepsuć” nosząc je, karmiąc piersią powyżej roku czy też generalnie spędzając z nim dużo czasu. Dlatego też przekonania, które zamieszkują głowy rodziców, mogą w znaczącym stopniu wpływać na komunikację pomiędzy dzieckiem a jego opiekunem i w konsekwencji prowadzić do mniej lub bardziej trwałego pęknięcia w relacji.

Jeśli więc relacja pomiędzy rodzicami i dziećmi ma zostać utrzymana, jeśli dziecko ma poczuć się zakorzenione w świecie i w sobie, warto żeby rodzice:

  • Byli wyczuleni na komunikaty płynące od dziecka. Oznacza to patrzenie poza zachowanie dziecka, a czasami wbrew niemu. Dziecko, które najbardziej potrzebuje pomocy i wsparcia, może jednocześnie być tym dzieckiem, które najgorzej się zachowuje.
  • Naprawa pęknięć w relacji jest konieczna, a ciężar tego działania spoczywa na rodzicu. Polega ona na ponownym wejściu w relację, w której dziecko będzie się czuło bezpieczne, zaopiekowane i trzymane w umyśle rodzica.
Nieuniknione

Pęknięcia w relacji są nieuniknione. Nawet najlepszy, najbardziej zaangażowany rodzic traci cierpliwość. Czasami relacja z dzieckiem cierpi, ponieważ rodzic choruje. Tak się dzieje, np. jeśli matka cierpi na depresję poporodową. Nie jest to niczyja wina, wybór czy świadome działanie.

Doskonale to, co dzieje się z dzieckiem, czego doświadcza w relacji z nieobecną matką, pokazał eksperyment dr Edwarda Tronicka, znany jako „still face experiment”. W pierwszej części matka reaguje na dziecko, odpowiada na jego zachęty, uśmiecha się, ale też nie zalewa go sobą. Powiedzielibyśmy, że jest do dziecka dostrojona. W dalszej części eksperymentu matka nie reaguje na swoją pociechę. Jest obok niej, jest fizycznie obecna, ale nie odpowiada, nie uśmiecha się. W codziennym życiu tak mogłaby wyglądać reakcja depresyjna – matka zajmuje się dzieckiem, karmi je, przewija, ale nie jest w stanie na nie reagować, robi to z opóźnieniem lub też reaguje przesadnie, jej reakcje są nadmiarowe.

W eksperymencie Tronicka dziecko wyraźnie przechodzi od zaskoczenia, poprzez dyskomfort do rozpaczy. Podobnych uczuć doświadczamy w codziennym życiu, kiedy bliscy nam ludzie, z którymi łączy nas bliska i ważna relacja emocjonalna, nie są w stanie być dostępni emocjonalnie. Co jednak ważne, dorośli, dobrze funkcjonujący ludzie wiedzą, że konflikt nie oznacza całkowitego rozpadu. Mają doświadczenie wielu różnorodnych pęknięć w relacji, które prędzej czy później uda się naprawić.

Jeśli jednak ów dorosły nie miał szczęścia doświadczać naprawy, a jego świat rozpadał się wielokrotnie, wycofanie bliskiej osoby może przeżywać jak ostateczne i nienaprawialne, a z czasem sam zacząć się wycofywać i niszczyć. Dlatego właśnie naprawa jest tak ważna.

Zobacz też: Toksyczna matka – po czym ją poznać?

 

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami