Przejdź do treści

5 pozycji jogi, które mogą zmienić twoje ciało!

Każdy z nas chciałby czuć się w swoim ciele zdrowo, ale też atrakcyjnie. Jednym ze sposobów zbudowania wymarzonej sylwetki, ale też pozytywnego obrazu siebie, jest praktykowanie jogi. Czy wiesz, jak wielki wpływ może mieć ona na oddech, mięśnie, ale też… kształt piersi?

Oto pozycje jogi, które sprawią, że twoje ciało będzie zdrowsze i silniejsze:
1. Pozycja wojownika

Virabhadrasana pomoże wydłużyć ci tułów, co go uelastyczni i zaktywizuje:

– Rozstaw szeroko nogi, równolegle do siebie

– Lewą stopę odwróć w lewą stronę o 90 stopni. Prawą stopę skieruj do środka. Rób wydech i zegnij lewe kolano.

– Prawa noga niech zostanie wyprostowana. Unieś ręce i utrzymaj je w jednej linii z ramionami. Głowę skieruj w lewą stronę i patrz w kierunku, który wskazuje twoja dłoń.

– To samo powtórz w drugą stronę.

2. Pozycja rozciągniętego trójkąta

Trikonasana zrelaksuje i umocni twój tułów oraz kręgosłup. Usprawni też przepływ krwi:

– Rozstaw szeroko nogi. Lewą stopę obróć o 90 stopni, prawą o 15.

– Dotknij lewą kostkę wierzchem dłoni (od wewnątrz) i rozciągnij prawą rękę do góry, aż obie kończyny utworzą prostą linię.

– Kolana i kręgosłup utrzymuj prosto.

– Twarz obróć do góry i spójrz na palce prawej dłoni.

– Ćwiczenie powtórz zmieniając strony.

3. Pozycja kobry

Bhujangasana wpływa na poprawę pracy płuc, wzmacnia mięśnie tułowia oraz brzucha. Wpływa na poprawę sylwetki:

– Połóż się na brzuchu i głęboko oddychaj. Powoli unoś tułów trzymając jednocześnie dolną część ciała na ziemi. Balans utrzymuj dzięki swoim rękom i nogom.

– Podnieś głowę i spójrz do góry.

– Powoli wydychając powietrze powracaj do pozycji początkowej. Każdemu kolejnemu powtórzeniu staraj się poświęcać więcej czasu.

4. Pozycja łuku

Dhanurasana pomaga szczególnie osobom uskarżającym się na ból pleców. Ćwiczenie wzmacnia całą sylwetkę, a u kobiet wpływa na ładny kształt piersi:

– Połóż się na brzuchu, zrób wydech i zegnij kolana – do tyłu, w stronę głowy. Spróbuj złapać rękoma kostki nóg.

– Ponownie powoli wydychaj powietrze, starając się przy tym nogi i ramiona do góry tak, jak tylko potrafisz. Biodra i klatka piersiowa powinny być oderwane od ziemi, balans utrzymuj brzuchem.

– Staraj się wytrzymać w pozycji około 30 sekund.

5. Pozycja wielbłąda

Ustrasana także ma pozytywny wpływ na bóle pleców. Co więcej, poprawia pracę płuc oraz wzmacnia tułów:

– Uklęknij utrzymując kolana na szerokości bioder.  Stopy mają wierzchem przylegać do podłoża.

– Powoli zegnij się do tyłu i połóż dłonie na pięty. Następnie postaraj się „wygiąć w łuk” i rozciągnąć żebra. Tył głowy kieruj jak najbardziej w stronę ziemi.

– Utrzymuj pozycję przez 30 sekund i powoli powróć do stanu wyjściowego.

Jest to tylko kilka wstępnych wskazówek. Pamiętaj, że joga ma przede wszystkim pomóc twojemu ciału, a nie zaszkodzić. Warto przed jej praktykowaniem zasięgnąć porad specjalisty lub szczegółowo zgłębić wiedzę o konkretnych założeniach tychże ćwiczeń.

Jeśli zaangażujemy się w jogę możemy liczyć na znakomite efekty – wizualne, ale też emocjonalne. Głęboki oddech, spokój i kontakt z ciałem – w sam raz dla całej, żyjącej we współczesnym świecie, rodziny.

Źródło: „Bright Side”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Weronika Rosati założyła fundację “Siła Kobiety”. Będzie wspierać ofiary przemocy

Fundacja Siła Kobiet Weroniki Rosati
fot.AdobeStock

W kwietniu w Wysokich Obcasach ukazał się głośny wywiad prof. Magdaleny Środy z Weroniką Rosati, w którym aktorka opowiadała o swoim doświadczeniu przemocy ze strony byłego partnera i ojca jej córki. Teraz założyła fundację, by wspierać kobiety, które doświadczają przemocy domowej.

Zobacz też: Standardy edukacji seksualnej WHO to zagrożenie dla dzieci?

Pomoc dla kobiet

– Chcę motywować kobiety do tego, by dostrzegły, że są ofiarami, a potem zmieniały swoje życie – powiedziała Wyborczej Weronika Rosati. Do współpracy zaprosiła znane kobiety: Magdalenę Środę, Karolinę Korwin-Piotrowską, Elizę Michalik, Gabrielę Lazarek. Do działań mają dołączyć między innymi Katarzyna Grochola, Agata Buzek, Sonia Bohosiewicz i Ewa Minge.

Rosati planuje zatrudnić psychologów, terapeutów, etyków i prawników, by być w stanie zaoferować kompleksową pomoc kobietom, które doświadczają przemocy. Jej zdaniem sprawca przemocy ma zawsze jakiś rodzaj przewagi: fizyczną, finansową, ekonomiczną czy społeczną.

Jej fundacja ma motywować kobiety do wyrwania się z przemocowej sytuacji, poprzez dawanie im narzędzi, które pomogą im osiągnąć pewność siebie i  je “uwłasnowolnić”.

Zobacz też: Jednorazowe pobicie to nie przemoc domowa? Premier Morawiecki odpowiada

Użytek z przywileju

Weronika Rosati mówi wprost o tym, że zdaje sobie sprawę ze swojej uprzywilejowanej pozycji względem wielu innych doświadczających przemocy kobiet. Chodzi przede wszystkim o zarobki i status społeczny.

Aktorka postanowiła zająć się pomocą kobietom, które są w gorszej niż ona sytuacji i poza ogromną pracą emocjonalną, jakiej wymaga uświadomienie sobie, że jest się ofiarą i podjęcie działania, muszą mierzyć się z innymi trudnościami, na przykład ekonomicznymi.

Weronika Rosati chce także prowadzić działania edukacyjne, zmierzające do zmiany społecznego postrzegania kobiet – ofiar przemocy oraz kobiet, które samodzielnie wychowują dziecko.  

Zobacz też: Przemoc nasza domowa – jak ją rozpoznać?

 

 

 

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

Jak kobiety podejmują decyzje?

Dla wielu z nas intuicja to nagłe uczucie, które wykracza poza dane. – Fot.Pixabay

To, że mężczyźni i kobiety w różny sposób podejmują decyzje, wiadomo nie od dzisiaj. Jak się okazuje, kobiety są równie stanowcze jak mężczyźni, tylko ich decyzje często są kwestionowane. Therese Huston, autorka książki „Jak kobiety podejmują decyzje” rozprawia się z mitami dotyczącymi tego tematu. Podtytuł książki brzmi: „Co jest prawdą, a co mitem oraz jakie strategie są najlepsze?”.

Oprah Winfrey nazywa intuicję „wewnętrznym GPS-em, prowadzącym cię dokładnie na północ”, cichym głosikiem, który usłyszysz tylko wtedy, kiedy usiądziesz i będziesz nadsłuchiwać”. Dla wielu z nas intuicja to nagłe uczucie, które wykracza poza dane, z których doskonale zdajemy sobie sprawę – to silne przekonanie, które zdecydowanie każe wyłączyć się z zewnętrznego świata i dostroić do wewnętrznego głosu.

Therese Houston, autorka książki „Jak kobiety podejmują decyzje” pisze, że to świadomość, że coś wiemy i najlepsze jest to, że jest to coś, co nie wymaga żadnego wysiłku. Czasami silnie zdajemy sobie sprawę, że powinniśmy jej posłuchać, a jeśli ją zignorujemy, mamy wyrzuty sumienia, że postąpiłyśmy wbrew sobie.

Zobacz też:  Rewolucyjne kobiety z bajek Disney’a – te ilustracje MUSISZ zobaczyć!

Jak nie poddawać się stereotypom?

Jednak wbrew przekonaniu, że kobiety posługują się intuicją w miejscu pracy, badania pokazują, że niekoniecznie jest to prawdą.

Christopher Allinson i John Hayes, profesorowie zarządzania z Uniwersytetu w Leeds przeanalizowali dane, dotyczące tego zagadnienia. Okazało się, że kobiety wcale nie posługiwały się intuicją. Wręcz przeciwnie. Jeśli ktoś myśli bardziej analitycznie i systematycznie w miejscu pracy, to zdecydowanie są to kobiety. Wiele kobiet uważa, że muszą mieć wszystko dopięte na ostatni guziki, zanim przedstawią swój pomysł, jeśli chcą być wysłuchane przez mężczyzn, z którymi pracują. Dochodzi do tego stereotypowe postrzeganie męskich i kobiecych reakcji na stres. Od zawsze kobietom przypisuje się uleganie emocjom i chaotyczne postępowanie, a mężczyznom stoicyzm i opanowanie. Zagrożenie stereotypem powoduje powstawanie różnic między kobietami i mężczyznami, których w innym przypadku by nie było.

Zestresowana kobieta nie załamuje się, tylko skupia

Jak pokazują badania, mężczyźni wcale nie działają pod presją spokojniej i bardziej racjonalnie niż kobiety. Jaki stąd wniosek? Therese radzi, aby w momencie znalezienia się w stresującej sytuacji, kiedy zauważysz, że mężczyźni zmierzają ku ryzykownemu rozwiązaniu, które dla ciebie wydaje się ryzykowne – warto się odezwać i zaproponować swój pomysł. Wątpliwości? Jeśli się pojawią, trzeba pracować nad ich usunięciem, ponieważ skupianie się na nich prowadzi do odciągnięcia uwagi od podjęcia decyzji. Po usunięciu zagrożenia kobiety podejmują decyzję równie szybko jak mężczyźni.

Zobacz też: Nie bójmy się menopauzy

Jak pisze autorka książki w podsumowaniu „My, kobiety, musimy wysyłać sobie samym wiadomości. Świat zasypuje nas komunikatami wyrażającymi wątpliwości, a my możemy im się przeciwstawić dzięki własnemu zrozumieniu sytuacji i wnikliwemu myśleniu. Często nasz osąd jest znacznie lepszy niż nam się wydaje i niż pamiętamy, i potrzebujemy tylko delikatnego przypomnienia ze strony nas samych, jakie mądre – i czasem odważne – JESTEŚMY.

Theresa Huston – Jak kobiety podejmują decyzje. Wyd. Rebis

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Adoptowali chłopca, który miał być tym „najtrudniejszym” – dwóch ojców, jedno ogromne szczęście!

Gavin ma dwóch ojców - uśmiech nie schodzi mu z twarzy.

Adopcja to doświadczenie, z którym wiąże się cała masa trudnych emocji, ogrom wyzwań i nie zawsze łatwe zakręty do pokonania. Oto mężczyźni, którzy mają w sobie na tyle odwagi, że bez wahania postanowili stworzyć rodzinę małemu Gavinowi – jak wyglądała ich droga, jakie są tego koszta i ile trzeba mieć w sobie miłości, by sprostać tak niebagatelnemu zadaniu?

Greg i Paul spotkali się w 2012 roku i po około trzech miesiącach zamieszkali wspólnie w Rhode Island (USA). Obaj wiedzieli, że chcą mieć dzieci, co oczywiście wywoływało w nich także wiele lęku. Pomimo tego, było to ich ogromne pragnienie. Pierwszą myślą, aby spełnić swoje marzenie, była surogacja. Kiedy jednak zaczęli szukać konkretnych informacji i odkryli, że będzie wiązało się to z kosztem około 75-150 tys. dolarów, zdecydowali, że za te same pieniądze mogą uczynić życie jednego dziecka naprawdę niesamowitym.

Tak wiele do przejścia…

Dowiedzieliśmy się, że Rhode Island prowadzi program pilotażowy o nazwie Become an Anchor [red. Zostań kotwicą/opoką]. Był to szybki kurs dla osób pragnących zostać rodziną zastępczą lub adoptować. Pozwala to w jeden weekend ukończyć wszystkie wymagane zajęcia, by móc to zrobić” – opowiada Paul i przyznaje, że było to wręcz „brutalne doświadczenie”. Zajęcia trwały nawet po kilkanaście godzin, ale dzięki nim dowiedzieli się o obowiązującym prawie, strukturach wsparcia etc. W ciągu szkolenia wylali też dużo łez i wiele razy śmiali się do rozpuku – ogrom emocji! Po ukończonym kursie spełnili wszystkie inne wymagania i w końcu mogli zająć się wybranym przez siebie dzieckiem… dokładnie – wybranym.

Agencja zastępcza połączyła ich z pięciorgiem dzieci, które według nich najbardziej pasują do rodziny. Z danej piątki mężczyźni mieli wybrać jedno: „Czuliśmy się surrealistycznie wobec takiego wyboru, to tak, jak wybieranie psa lub kota. Trochę niepokojąca była obserwacja, jak to działa” – z lekką goryczą przyznaje Paul. Nie zmienia to oczywiście faktu, że para podjęła się tego zadania.

Pierwszym dzieckiem był Gavin. Miał ciężką historię nadużyć pojawiających się na wielu płaszczyznach. Ma ADHD, ODD i PTSD. Na początku powiedziano nam, że będzie najtrudniejszym dzieckiem i będzie wymagał najwięcej czasu, uwagi i cierpliwości. Następnie przedstawiono nam fakty o pozostałych dzieciach. Nie sądzę, żebyśmy nawet teraz mogli powiedzieć, co to było. Coś w historii Gavina przemówiło do mnie, utknęło mi w głowie i nie mogłem się tego pozbyć – opowiada Paul w rozmowie z boredpanda.

Siła idzie w świat!

Ich historię świat poznał dzięki zdjęciu umieszczonym w sieci – byli na nim w koszulkach rodem z bajki Disney’a. Podbiło ono internet, czego mężczyźni zupełnie się nie spodziewali. Zrobili je zaraz po ukończeniu procesu, a jako że chwilę później wyjeżdżali do Disneyland’u, pomyśleli, że będzie to zabawny akcent.

Po publikacji fotki dostali ogromną ilość wsparcia dla tego, co zrobili. Nie obyło się też bez hejtu i bardzo negatywnych komentarzy, ale: „Nic nie zmieni tego, co robimy i zrobiliśmy już w tym względzie. Bardzo lubię myśleć, że być może jakiś dzieciak, który zmaga się ze swoją seksualnością lub ma rodziców tej samej płci, postrzeże tę historię, jako coś możliwego. Coś, co jest akceptowane i czego nie ma się co wstydzić” – podsumowuje Paul. Zarówno zdjęcie w koszulkach: „Dziś zostałem tatą” oraz „Dziś zyskałem dwóch ojców” jest dowodem na to, że mały Gavin w końcu odnalazł swoja rodzinę, jak i pozostałe fotografie, które prezentowane są filmiku:

Bez oceniania

Ich historia zapewne jest kolejną, która budzi wiele kontrowersji. Warto jednak w tym kontekście przytaczać sprawdzone informacje, a nie opierać się tylko i wyłącznie na opinii: „Jak pokazują badania, dzieci z rodzin homoseksualnych nie różnią się praktycznie niczym od dzieci z rodzin hetero. Ewentualna różnica polega na tym, że dzieci lesbijek lub gejów mają wyższy poziom dobrostanu psychicznego, a to na „zdrowy rozum” wydaje się być walorem. (*Fedewa, Black i Ahn, 2015)” – pisałam w portalu „Chcemy Być Rodzicami„.  Biorąc pod uwagę małego Gavina, jego uśmiech zdaje się potwierdzać owy „dobrostan”. Pamiętajmy więc, by czasami zbyt szybko nie wydawać sądów, zbyt wiele mogą one przynieść krzywdy.

Zobacz tCzy Polacy są homofobami? Raport nie pozostawia złudzeń

*Fedewa, A.L., Black, W.W., Ahn, S. (2015). Children and Adolescents With Same-Gender Parents: A Meta-Analytic Approach in Assessing Outcomes. Journal of GLBT Family Studie, 11 (5), 1-34.

Źródło: boredpanda

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Podróże z niemowlakiem. „Pierwszy raz wyjechaliśmy, gdy córeczka miała 2 miesiące”

podróże z niemowlakiem
Przed narodzinami dziecka wiele osób mówiło: "Zobaczycie – teraz skończy się jeżdżenie!" No i zobaczyliśmy – wiele nowych, ciekawych miejsc – fot. Fotolia

„Serdeczne pozdrowienia znad morza przesyła Alina, Mariusz i Laryska. Pogoda dopisuje, słońce świeci i jest ciepło, aczkolwiek wietrznie. Mieszkamy u cioci Jasi pod Słupskiem, codziennie jeździmy nad morze do Ustki, gdzie spacerujemy i chodzimy na obiad do lokalnej smażalni na najlepszego w okolicy dorsza z masełkiem. Szkoda, że Was tu nie ma. Do zobaczenia w przyszłym tygodniu”.

Tak mogłaby wyglądać nasza pocztówka z wakacji. To już któryś rodzinny wyjazd w tym roku. W erze przed dzieciowej bardzo lubiliśmy podróżować i nie przestaliśmy również potem.

Zobacz też: Hejtujące matki na Facebooku. „Fotelik tego typu to dno, śmierć na miejscu”. Skąd ta zawiść?

Pierwsze podróże z niemowlakiem 

Na pierwszym wspólnym wyjeździe byliśmy, gdy córeczka skończyła 2 miesiące. I to był najwyższy czas, ponieważ już zaczynałam wariować w domu. Ze zmęczenia oraz samotności, bo jednak dużo czasu spędzałyśmy same w domu; mężowi już dawno skończył się urlop tacierzyński i przez większość czasu opieka nad niemowlakiem spoczywała na mnie.

Pojechaliśmy nad morze, do tej samej cioci, u której jesteśmy teraz. Cała droga minęła spokojnie, aczkolwiek jechaliśmy o wiele dłużej niż zwykle ze względu na częste karmienia. Córeczka przespała większość drogi, dopiero ostatnią godzinę marudziła. Nudziło się jej, jak nam wszystkim. Towarzyszyła nam teściowa, która następnie razem z ciocią odciążyła nas w opiece nad dzieckiem.

Pozostały nam wspomnienia z chwili oddechu oraz piękne pierwsze zdjęcia z nad morza. Pomimo listopada było słonecznie, a morze spokojne jak jezioro bez fal.

Dalsze podróże

Następny był wyjazd do Katowic w styczniu i zwiedzanie tamtejszych postindustrialnych terenów; oraz Częstochowa z Jasnogórskim klasztorem, który udekorowany śnieżnym puchem, świątecznymi lampkami i lasem choinek stwarzał prawdziwie magiczne wrażenie.

Z kolei w lutym odbyliśmy jedną z najdalszych podróży w naszym życiu – ponad 5 tys. kilometrów i 7 godzin w samolocie. Cabo Verde, czyli Wyspy Zielonego Przylądka przywitały nas huraganowym wiatrem oraz szerokim uśmiechem mieszkających tam Kreolów. Córeczka była trochę zdziwiona widząc ciemniejsze twarze, jednak szybko przywykła i z radością witała nowych znajomych.

W marcu odwiedziliśmy Ciechocinek, gdzie stwierdziłam, iż stolica seniorów i miłości emeryckiej doskonale nadaje się na relaks z dzieckiem, zaś kilometrowe spacery wzdłuż tężni cudownie uspokajają. W pobliskim Toruniu wypiekaliśmy własnoręcznie zrobione pierniki oraz nawiedziliśmy monumentalną świątynię Ojca Rydzyka.

Zobacz też: Dlaczego zdecydowałam się na dziecko? Z pamiętnika młodej mamy

„Zobaczycie, teraz skończy się jeżdżenie”

Przed narodzinami dziecka wiele osób, znając nasze upodobanie do podróży, mówiło: „Zobaczycie – teraz skończy się jeżdżenie!” No i zobaczyliśmy – wiele nowych, ciekawych miejsc, a kolejne pół świata czeka na nas.

Dlatego zachęcam każdego kogo ciągnie w świat i planuje dziecko, aby nie rezygnował z marzeń. Oczywiście pewnym ograniczeniem mogą być tu finanse; podróże kosztują, a dziecko nie dokłada do budżetu. Jednak największym ograniczeniem są chęci i determinacja. W końcu zawsze można, jak Wojciech Cejrowski, sprzedać lodówkę i wyjechać do Meksyku.

Alina HRabina

Zawodowo związana z branżą HR. Obecnie na urlopie macierzyńskim. Mieszka w Warszawie, chętnie odbywa podróże małe i duże.