Przejdź do treści

A może by tak wyjść bez dziecka? „Ruszyliśmy bez obaw. Niesłusznie, oj jak niesłusznie…”

wyjść bez dziecka
fot. Pixabay

No i masz, kolejny skok rozwojowy. Tak mi się wydaje, bo w zachowaniu N. zaszły zmiany. Sytuacje i reakcje, które, zdawało się, mieliśmy przepracowane, stały się znów powodem do scysji. Te „dwa kroki wstecz” ponoć są syndromem nadchodzącego skoku rozwojowego właśnie, no to mamy syndromy.

Dość długo nie zostawialiśmy N. samej. O tym że długo, przekonywali nas inni, wyrażając zdziwienie, że… jeszcze nie. Ja i mama N. postanowiliśmy się nie spieszyć. Kiedy cała trójka – ja, N. i mama N. – uznamy, że jesteśmy gotowi N. zostawić samą (no z dziadkami, „samą” w sensie bez mamy i taty), dopiero wtedy my – ja i mama N. – pozwolimy sobie gdzieś wyskoczyć.

Nie wiemy z czyjego powodu bardziej to trwało rzekomo długo, zanim się zdecydowaliśmy. Faktem jest, że w końcu to zrobiliśmy. N. do dziadków, rodzice na koncert. Wyszło zaskakująco dobrze! Tak, N. nie usnęła dopóki nie wróciliśmy i chciała czekać pod drzwiami przez pół nocy, ale jakoś się udało.

Zobacz także: Pierwsze wyjście rodziców bez dziecka. „Mama N. miała obawy, ja byłem przerażony”

A może by wyjść bez dziecka?

Powtórzyliśmy eksperyment jeszcze trzy razy, za każdym razem z powodzeniem. Byliśmy pewni, że ten aspekt rodzicielstwa mamy przepracowany – zarówno ja i mama N., jak i sama N. Byliśmy pewni do wczoraj.

Zrobiliśmy wszystko tak, jak robiliśmy za każdym poprzednim razem. Rozmawialiśmy z N. odpowiednio wcześniej, żeby ją przygotować. Omówiliśmy szczegóły i wszyscy się zgodziliśmy, że w piątek jedziemy do babci, N. zostaje, a rodzice wychodzą na wieczór. Godzina powrotu nie została określona, możemy się bawić ile chcemy, pod warunkiem, że w ogóle wrócimy. Może być nad ranem, byle wrócić.

Wyjście nie było problemem. N. machnęła od niechcenia ręka na pożegnanie. Była zbyt zajęta zabawą rodziną gumowych kaczek, które dostała od babci. Kaczki taplały się w umywalce, wiec N. niespecjalnie nawet słuchała naszych zapewnień, że wrócimy, jak ona będzie już spać. Wszystko szło dobrze, więc ja i mama N. ruszyliśmy bez obaw. Niesłusznie, oj jak niesłusznie.

Zobacz także: „N. stworzyła świat równoległy”. Kilka słów o potędze dziecięcej fantazji

Niespodziewany finał imprezy

Niecałe dwie godziny, tyle właśnie czasu spędziliśmy na wspaniałej imprezie z wspaniałymi ludźmi, kiedy wśród hałasu rozmów i dźwięków muzyki dało się słyszeć dzwonek telefonu mamy N. Dzwoniła babcia, N. koniecznie chciała z nami rozmawiać, sprawa poważna. Włączyliśmy tryb głośnomówiący i…

Nie wiem, czy kiedyś mieliście okazję rozmawiać z dwulatką, która na całym świecie chce już tylko jednego – żeby mama i tata wrócili. N. wypowiedziała może ze trzy słowa, w jej głosie słyszeliśmy tytaniczny wysiłek, jaki musiała w to włożyć, aby się nie rozpłakać. Jakoś jej się udało, ale nam – kiedy usłyszeliśmy to jej „mama, tata, wrócicie?” – nie. Cztery minuty później siedzieliśmy w aucie.

Nasz powrót w kwadrans później N. powitała eksplozją szaleńczej radości, która trwała przez kilka następnych godzin. Zamiast imprezy, sobotnia nieprzespana noc z oszalałą ze szczęścia dwulatką.

W niedziele, słaniając się na nogach, chcieliśmy wrócić do domu. Nasz pomysł N. powitała awanturą. Stanowczo odmówiła ruszać się gdziekolwiek. Ona zostaje na noc u babci, my – ja i mama N. – możemy sobie jechać, gdzie chcemy.

Tata z Dzieckiem

Tata z dzieckiem. Pracuje, no i opiekuje się N. Pół tygodnia w pracy, pół tygodnia w domu z dzieckiem. W weekendy jedno i drugie.

Koronawirus – co należy o nim wiedzieć?

Nazwa wirusa nawiązuje do jego kształtu - widoczna pod mikroskopem kulista powierzchnia pokryta jest kolcami przypominającymi koronę. – fot. 123rf

Już co najmniej 491 osób zmarło w wyniku zarażenia koronawirusem. Przypadki zachorowań odnotowane są na całym świecie. Czym jest koronawirus, jakie są jego objawy i na co zwrócić szczególną uwagę?

Koronawirus – czym jest?

Koronawirusy to rodzaj wirusów należących do porodziny Coronaviridae, występujący w czterech odmianach alfa-, beta-, delta-, gamma-. Koronawirus z Wuhan, oznaczony skrótem ncov-2019, stał się prawdziwym postrachem mieszkańców nie tylko Chin, ale całego świata. Nazwa tego jakże groźnego wirusa nawiązuje do jego kształtu. Widoczna pod mikroskopem kulista powierzchnia pokryta jest kolcami przypominającymi koronę.

Koronawirusy to grupa wirusów, które zwykle powodują łagodne choroby przeziębieniowe. Jednak pod koniec 2019 roku pojawił się w Chinach nowy, potencjalnie groźny, koronawirus. Łatwość i  szybkość przemieszczania się ludzi po świecie powoduje, że przypadki zachorowań wystąpiły już w wielu krajach – odpowiada lek. med. Joanna Pietroń, internista z Centrum Medycznego Damiana.

Liczba zachorowań na ncov-2019 stale rośnie. W grudniu 2019 roku w mieście Wuhan odnotowano pierwsze przypadki zakażenia koronawirusem. Obecnie liczba chorych wzrosła już do ponad 20 tys. a z powodu wirusa zmarło 491 osób.

Zobacz też: Fakty i mity na temat szczepień przeciwko grypie

Koronawirus – objawy

Szczególnie groźny, ponieważ jeszcze niezbadany koronawirus daje objawy podobne do typowych objawów grypy – gorączka, ból gardła, ból głowy, a w niektórych przypadkach zapalenie płuc z niewydolnością oddechową, która może doprowadzić do śmierci.

Koronawirus – zakażenie

Najbardziej niepokojący jest fakt, że do zakażenia ncov-2019 dochodzi jeszcze przed wystąpieniem jakichkolwiek objawów. Okres wylęgania choroby wynosi od 2 do 14 dni, jednak pierwsze niepokojące sygnały można zaobserwować już po 5-6 dniach. Koronawirus przenoszony jest zarówno przez ludzi i przez zwierzęta. Przenoszony na skórze rąk atakuje drogi oddechowe podczas dotykania ust i nosa.

Zobacz też: Wirusem HIV możesz zarazić się nawet od jednego partnera. Zbadaj się, nim rozpoczniesz starania o dziecko

Koronawirus – ochrona

Główną formą ochrony przed koronawirusem jest zachowanie podstawowych zasad higieny osobistej – to jedno z zaleceń Głównego Inspektoratu Sanitarnego.

  • Częste mycie rąk wodą z mydłem.
  • Unikanie bezpośredniego kontaktu z osobami, u których wystąpiły niepokojące objawy.
  • Unikanie dzielenia się jedzeniem i piciem.
  • Unikanie kontaktu ze zwierzętami i ich odchodami.
  • Przed podróżą do państw, w których odnotowano zakażenia koronawirusem, należy skonsultować się z lekarzem medycyny podróżnej.

Jak do tej pory na nową odmianę koronawirusa nie wynaleziono szczepionki, dlatego też przestrzeganie podstawowych zasad higieny jest niezwykle istotne.

Zgodnie z komunikatem Ministra Zdrowia osoby, które w przeciągu ostatnich 14 dni były w Chinach  i zaobserwowały u siebie niepokojące objawy, niezwłocznie powinny zgłosić się do szpitalnego oddziału chorób zakaźnych. Główny Inspektor Sanitarny nie zaleca podróżowania do rejonów Azji Południowo-Wschodniej.

 

Nowy rok, nowe cele! Czyli kilka słów o ich SMART wyznaczaniu

Słowo smart w języku angielskim oznacza sprytny – fot. 123rf

Pożegnaliśmy 2019 rok, witając nowy rok 2020. Wiele osób wraz z nowym rokiem podejmuje pewne kroki związane ze zmianami. Wyznaczamy sobie nowe cele, które zamierzamy zrealizować i wprowadzić w nasze życie. Zmiany mogą dotyczyć różnych sfer naszego życia np. osobistego lub zawodowego. Mogą dotyczyć modyfikacji prowadzonego dotychczas stylu życia, zmiany naszego wyglądu, zmiany nakierowanej na rozwój osobisty czy zmiany dotyczące naszej pracy. Wyznaczanie sobie nowych celów jest świetnym motorem napędzającym. Dzięki temu wzmacniamy własną motywację do działania oraz kierujemy swoją uwagę na własny rozwój osobisty. Jest to bardzo ważne, ponieważ przez wzrost rozwoju osobistego wzmacniamy własne poczucie refleksyjności oraz rozumienia. Wzrasta w nas również zdolność empatii w relacjach interpersonalnych.

Jednocześnie wyznaczanie sobie celów oraz osiąganie ich powoduje poczucie sensu życia i tożsamości, dzięki temu wiem kim jestem, dokąd dążę i czego chcę.

Niezależnie od tego jakie cele zostaną przez nas wyznaczone istotne jest, abyśmy zastanowili się czy w odpowiedni sposób je formułujemy oraz czy prawidłowo planujemy działanie do ich osiągnięcia?

Co tak naprawdę oznacza metoda SMART?

Słowo smart w języku angielskim oznacza sprytny i tym właśnie charakteryzuje się ta metoda, aby wyznaczać sobie sprytnie cele, które wyrażone w odpowiedni sposób będą realnie i w prosty sposób osiągalne.

Jednocześnie SMART to skrótowiec, w którym kryje się pięć cech jakie powinny mieć założone przez nas cele.

Zobacz też: Pokonać prokrastynację? Tak, to możliwe!

Co kryje się w metodzie SMART?

 

  1. S – Specific, czyli Sprecyzowany: Cel musi być konkretnie określony, jednoznaczny bez możliwości innej interpretacji. Warto na samym początku zadać sobie trzy pytania, które ułatwią nam sprecyzowanie celu.
  • Co chcę osiągnąć?
  • Po co chcę to osiągnąć?
  • W jaki sposób chcę to osiągnąć?

 

  1. M – Measurable, czyli Mierzalny: Cel powinien być tak sformułowany, aby móc go określić liczbowo sprawdzające jego stopień lub możliwość postępów realizacji. Ważne jest również to po czym my sami poznamy, że nasz cel został osiągnięty.

 

  1. A – Attractive, czyli Atrakcyjny : Bardzo ważna jest atrakcyjność założonego celu, która będzie nas motywować do jego osiągnięcia. Tutaj możemy zastanowić się czy nasz cel jest łatwy czy trudny? Jak długo będzie trwała jego realizacja? Jak bardzo jest dla nas ważny? Im wyższy stopień atrakcyjności tym większa motywacja. Można zastanowić się nad sporządzeniem własnej tabeli zysków oraz strat, która pomoże nam zaznaczyć jakość atrakcyjności założonego celu.

 

  1. R – Realistic, czyli Realny: Należy pamiętać, ze cele powinno wyznaczać się indywidualnie w zależności od naszych możliwości. Realność osiągnięcia celów jest również bardzo ważna bo wpływa na naszą motywację. Aby przekonać się o tym czy dany cel jest realny do osiągnięcia należy zastanowić się ile czasu, ile naszej pracy oraz ile pieniędzy musimy włożyć w jego osiągnięcie. Zastanówmy się nad tym jakimi zasobami dysponujemy i ile faktycznie możemy osiągnąć.

 

  1. T – Time-based, czyli Określony w czasie: Każdy cel ma określony czas realizacji. Powinniśmy pamiętać, aby wyznaczony deadline był dla nas osiągalny. Konkretna data zakończenia pomoże nam w ustaleniu dokładnego planu działania lub harmonogramu pracy, który będziemy realizować aby osiągnąć założony cel.

 

Wyznaczanie oraz realizowanie założonych celów jest możliwe. Warto zwrócić uwagę i skoncentrować się na formułowaniu ich w odpowiedni sposób. Pamiętajmy, że wymagając od samych siebie wykonujemy najlepszą pracą samorozwojową. Osiąganie założonych celów wpływa na całościowe polepszenie naszego dobrostanu psychicznego.

Autorka: Aleksandra Nosarzewska

Zobacz też: Nowy rok, nowa ja

Aleksandra Nosarzewska

Studentka V roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS. Jej pasją jest psychologia dziecka oraz pedagogika. Na co dzień współpracuje z dziećmi z zaburzeniami ze spektrum autyzmu.

Helicopter parenting – dobre intencje, które prowadzą do kiepskich rezultatów

helicopter parenting
Rodzic helikopter ciągle krąży nad swoim dzieckiem.

Rodzic helikopter to rodzic na miarę czasów. To rodzic, który jest odpowiedzią na wymagania, jakie współczesny świat zdaje się stawiać dzieciom i pośrednio rodzinom. Rodzic helikopter jest szczególnie zainteresowany osiągnięciami edukacyjnymi dziecka. Obserwuje z niewielkiej odległości, krąży nad nim, ale też nadzoruje inne sfery życia dziecka. Można by pomyśleć więc, że jest to rodzic głęboko zaangażowany i zainteresowany, rodzic wspierający i myślący przyszłościowo. Dziecko nie musi umieć ocenić wagi wykształcenia, rodzic tak.

Co ciekawe, sam termin „rodzic helikopter” jest nienowy, bo pochodzi z końca lat 60-tych ubiegłego wieku i odnosiło się pierwotnie do rodziców nastolatków, którzy mieli krążyć nad swoimi dziećmi jak helikoptery właśnie.

Jest coś duszącego w tym określeniu. Niemal można poczuć oddech rodzica na plecach, poczuć jak to jest, kiedy każdy krok jest obserwowany. Jednocześnie trudno nie pomyśleć, że przecież rodzic, nawet jeśli krąży, to jednak jest blisko dziecka. W jakiś sposób o nie dba. Bierze na siebie ciężar podejmowania decyzji, być może uznając, że niektóre decyzje są dla młodego człowieka zbyt trudne.

Jednak wiemy już, że ten typ rodzicielstwa wyrządza więcej szkód niż pożytków.

Dobre przedszkole, może dwujęzyczne, porządna podstawówka i gimnazjum, że liceum musi być renomowane, to już oczywistość. Inaczej dziecko nie ma szans na dobre studia, potem dobrze płatną pracę. Presja zaczyna się wcześniej, dla dzieci i rodziców.

Rodzic helikopter staje się bardziej managerem niż rodzicem. Nadzoruje i ocenia, dbając o możliwie najlepszy wynik swojego dziecka. Porażka nie wchodzi w grę. I to zdaje się być najważniejsza różnica pomiędzy byciem czyimś managerem a rodzicem i największa słabość tego rodzaju rodzicielstwa.

Porażki są częścią życia, a zdolność do radzenia sobie z nimi i znoszenia ich skutków jest jedna z najważniejszych życiowych umiejętności. Czego więc doświadcza dziecko, którego rodzic jest tak blisko?

Zobacz też: Jak blisko jest zbyt blisko. Czy rodzice i dzieci mogą się przyjaźnić?

Lęk i depresja dziecka, a rodzic, którego jest za dużo

W 2015 roku przeprowadzono badania, w których poproszono rodziców oraz dzieci o ułożenie określonego rodzaju puzzli. Rodzice mogli pomagać dzieciom w tym zadaniu, ale nie byli do tego zachęcani. Okazało się, że rodzice dzieci, które cierpiały na fobię społeczną, znacznie częściej dotykali puzzli niż rodzice dzieci bez zaburzeń. Badacze uznali, że może to sugerować, iż rodzic helikopter widzi wyzwania jako zagrażające przeszkody i tego samego uczy dziecko. Troska o dziecko może więc być w gruncie rzeczy pochodną lęku rodzica.

Inne badania sugerują, że studenci, których rodzice byli nadmierni zaangażowani w ich edukację, którzy kontaktowali się z dziećmi (sprawdzali je) kilkukrotnie w ciągu tygodnia, częściej cierpieli z powodu depresji i lęków.

To zresztą ciekawe, jakie znaczenie ma częste kontaktowanie się młodych dorosłych z rodzicami. Można myśleć, że telefon komórkowy pełni funkcję nieodciętej pępowiny. Jednym z najważniejszych aspektów dorastania jest separacja od rodziców. Tymczasem pomiędzy rodzicem helikopterem a jego dzieckiem proces separacji może jednak być zaburzony. Relacja, która nie może się zmienić, zatrzymuje dziecko w rozwoju, zatrzymują je w dzieciństwie.

Inne badania z 2016 roku pokazały, że dzieci rodziców nadmiernie wymagających i którzy nadmiernie reagowali na błędy, częściej winiły się za wszystkie błędy i niepowodzenia. Badacze uznali, że rodzic helikopter instaluje w dziecku przekonanie, że nigdy nie jest ono wystarczająco dobre, nigdy nie jest w stanie osiągnąć zadowalających rezultatów, ale ma się nieustannie starać. Jednak niezależnie od starań, zawsze poniesie porażkę.

Zobacz też: Zdrowe granice, czyli jak wiele rodzice powinni mówić dzieciom

Zaangażowanie – tak

Rodzic helikopter ma dobre intencje, które prowadzą do kiepskich rezultatów. Na szczęście zawsze można przerwać błędny krąg zachowań i skutków. Jak zauważa psychoterapeuta, John Gottman, rodzic, który chciałby zmienić swój styl opieki nad dziećmi, powinien rozważyć te kroki:

  • Pomoc w nauce nie oznacza odrabiania za dziecko prac domowych. Praca plastyczna pierwszoklasisty ma być jego pracą, ma pokazywać jego umiejętności, nie rodzica. Dziecko powinno je stopniowo zdobywać i również stopniowo uczyć się o swoich ograniczeniach. To zdaje się być ważniejsze niż osiągnięcie najlepszego wyniku.
  • Nie warto pomagać dzieciom unikać konsekwencji, chyba że są one niesprawiedliwe lub zagrażające dziecku.
  • Nie oczekuj, że twoje dziecko nie będzie traktowane jak inne dzieci.
  • Zaakceptuj to, że twoje dziecko ma mocne strony, jak również słabości.
  • I najbardziej oczywiste, choć najtrudniejsze, bo zwykle nieświadome – pozwól dziecku rozwijać jego zdolności i realizować jego potrzeby, nie własne.

Nie znaczy to, że rodzice mają porzucać dzieci, nie znaczy to, że mają być niezainteresowani ich sprawami. Bardziej chodzi o umiejętne trzymanie się na dystans i znoszenie tego, że czasami dziecku się nie udaje.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Mamy TARG – targi w Łodzi, nie tylko dla mam

Mamy TARG

Targi rodzinne MAMY TARG to wydarzenie skierowane do kobiet w ciąży oraz przyszłych i obecnych rodziców, którzy cenią sobie najwyższą jakość, oryginalny design i dbałość o szczegóły. Jeżeli szukasz wyjątkowych produktów zaprojektowanych z wyobraźnią i myślą o dziecięcej wygodzie, to dobrze trafiłaś/trafiłeś!

Kolejna edycja targów rodzinnych  MAMY TARG już 29 marca 2020!

Ponad 100 wyselekcjonowanych wystawców zaprezentuje produkty zaprojektowane z wyobraźnią i myślą o wygodzie najmłodszych i ich rodziców. Będą to m.in.: niebanalne ubranka, piękne pościele i inne tekstylia, chusty i nosidła, wózki i foteliki samochodowe, kreatywne zabawki, książki, mebelki, artykuły wyposażenia wnętrz oraz odzież dla kobiet w ciąży i przydatne akcesoria dla mam.

Wszystko w jednym czasie, w wielofunkcyjnej przestrzeni łódzkiej hali EXPO.

Zobacz też: Helicopter parenting – dobre intencje, które prowadzą do kiepskich rezultatów

MAMY TARG to miejsce, w którym nie tylko zrobicie zakupy, ale także aktywnie spędzicie czas z rodziną. Na rodziców czeka wiele inspiracji i ciekawe warsztaty, a na najmłodszych liczne niespodzianki. Będą mogli smakować, poznawać, odkrywać i doświadczać wszystkimi swoimi zmysłami. Organizatorzy liczą na to, że spędzicie z nimi cały dzień. Obiecują strefę jedzenia uwzględniającą najbardziej wymagające gusta.

Ponadto czekają na Was:

➡ ciekawe prelekcje i warsztaty dla rodziców
➡ strefa animacji dla dzieci
➡ konkursy z nagrodami
➡ strefa z pysznym jedzeniem i kawą
➡ strefa dla karmiących mam

MAMY TARG vol. 9

HALA EXPO
POLITECHNIKI 4, ŁÓDŹ
29/03/2020, godz. 11 – 18
WSTĘP: 7 zł (1 os.), 10 zł (2 os.)
DZIECI do 12 roku życia GRATIS

Bilety do nabycia ONLINE ( https://evenea.pl/event/355580-93/) lub na miejscu w dniu wydarzenia.

Filmik z poprzedniej edycji targów pokazuje, jakim zainteresowaniem cieszyły się targi:

Zobacz też: „Dobra rada? Nie, dziękuję!” – okiem młodej mamy

Alina Windyga-Łapińska

Dziennikarka portalu Współczesna Rodzina. Absolwentka resocjalizacji na Uniwersytecie Warszawskim. Kilka lat pracowała w dziale HR zagranicznych firm produkcyjnych, po urlopie macierzyńskim postanowiła nie wracać i zajęła się pisaniem.