Przejdź do treści

Adoptowali chłopca, który miał być tym „najtrudniejszym” – dwóch ojców, jedno ogromne szczęście!

Gavin ma dwóch ojców - uśmiech nie schodzi mu z twarzy.

Adopcja to doświadczenie, z którym wiąże się cała masa trudnych emocji, ogrom wyzwań i nie zawsze łatwe zakręty do pokonania. Oto mężczyźni, którzy mają w sobie na tyle odwagi, że bez wahania postanowili stworzyć rodzinę małemu Gavinowi – jak wyglądała ich droga, jakie są tego koszta i ile trzeba mieć w sobie miłości, by sprostać tak niebagatelnemu zadaniu?

Greg i Paul spotkali się w 2012 roku i po około trzech miesiącach zamieszkali wspólnie w Rhode Island (USA). Obaj wiedzieli, że chcą mieć dzieci, co oczywiście wywoływało w nich także wiele lęku. Pomimo tego, było to ich ogromne pragnienie. Pierwszą myślą, aby spełnić swoje marzenie, była surogacja. Kiedy jednak zaczęli szukać konkretnych informacji i odkryli, że będzie wiązało się to z kosztem około 75-150 tys. dolarów, zdecydowali, że za te same pieniądze mogą uczynić życie jednego dziecka naprawdę niesamowitym.

Tak wiele do przejścia…

Dowiedzieliśmy się, że Rhode Island prowadzi program pilotażowy o nazwie Become an Anchor [red. Zostań kotwicą/opoką]. Był to szybki kurs dla osób pragnących zostać rodziną zastępczą lub adoptować. Pozwala to w jeden weekend ukończyć wszystkie wymagane zajęcia, by móc to zrobić” – opowiada Paul i przyznaje, że było to wręcz „brutalne doświadczenie”. Zajęcia trwały nawet po kilkanaście godzin, ale dzięki nim dowiedzieli się o obowiązującym prawie, strukturach wsparcia etc. W ciągu szkolenia wylali też dużo łez i wiele razy śmiali się do rozpuku – ogrom emocji! Po ukończonym kursie spełnili wszystkie inne wymagania i w końcu mogli zająć się wybranym przez siebie dzieckiem… dokładnie – wybranym.

Agencja zastępcza połączyła ich z pięciorgiem dzieci, które według nich najbardziej pasują do rodziny. Z danej piątki mężczyźni mieli wybrać jedno: „Czuliśmy się surrealistycznie wobec takiego wyboru, to tak, jak wybieranie psa lub kota. Trochę niepokojąca była obserwacja, jak to działa” – z lekką goryczą przyznaje Paul. Nie zmienia to oczywiście faktu, że para podjęła się tego zadania.

Pierwszym dzieckiem był Gavin. Miał ciężką historię nadużyć pojawiających się na wielu płaszczyznach. Ma ADHD, ODD i PTSD. Na początku powiedziano nam, że będzie najtrudniejszym dzieckiem i będzie wymagał najwięcej czasu, uwagi i cierpliwości. Następnie przedstawiono nam fakty o pozostałych dzieciach. Nie sądzę, żebyśmy nawet teraz mogli powiedzieć, co to było. Coś w historii Gavina przemówiło do mnie, utknęło mi w głowie i nie mogłem się tego pozbyć – opowiada Paul w rozmowie z boredpanda.

Siła idzie w świat!

Ich historię świat poznał dzięki zdjęciu umieszczonym w sieci – byli na nim w koszulkach rodem z bajki Disney’a. Podbiło ono internet, czego mężczyźni zupełnie się nie spodziewali. Zrobili je zaraz po ukończeniu procesu, a jako że chwilę później wyjeżdżali do Disneyland’u, pomyśleli, że będzie to zabawny akcent.

Po publikacji fotki dostali ogromną ilość wsparcia dla tego, co zrobili. Nie obyło się też bez hejtu i bardzo negatywnych komentarzy, ale: „Nic nie zmieni tego, co robimy i zrobiliśmy już w tym względzie. Bardzo lubię myśleć, że być może jakiś dzieciak, który zmaga się ze swoją seksualnością lub ma rodziców tej samej płci, postrzeże tę historię, jako coś możliwego. Coś, co jest akceptowane i czego nie ma się co wstydzić” – podsumowuje Paul. Zarówno zdjęcie w koszulkach: „Dziś zostałem tatą” oraz „Dziś zyskałem dwóch ojców” jest dowodem na to, że mały Gavin w końcu odnalazł swoja rodzinę, jak i pozostałe fotografie, które prezentowane są filmiku:

Bez oceniania

Ich historia zapewne jest kolejną, która budzi wiele kontrowersji. Warto jednak w tym kontekście przytaczać sprawdzone informacje, a nie opierać się tylko i wyłącznie na opinii: „Jak pokazują badania, dzieci z rodzin homoseksualnych nie różnią się praktycznie niczym od dzieci z rodzin hetero. Ewentualna różnica polega na tym, że dzieci lesbijek lub gejów mają wyższy poziom dobrostanu psychicznego, a to na „zdrowy rozum” wydaje się być walorem. (*Fedewa, Black i Ahn, 2015)” – pisałam w portalu „Chcemy Być Rodzicami„.  Biorąc pod uwagę małego Gavina, jego uśmiech zdaje się potwierdzać owy „dobrostan”. Pamiętajmy więc, by czasami zbyt szybko nie wydawać sądów, zbyt wiele mogą one przynieść krzywdy.

Zobacz tCzy Polacy są homofobami? Raport nie pozostawia złudzeń

*Fedewa, A.L., Black, W.W., Ahn, S. (2015). Children and Adolescents With Same-Gender Parents: A Meta-Analytic Approach in Assessing Outcomes. Journal of GLBT Family Studie, 11 (5), 1-34.

Źródło: boredpanda

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Jak bronić się przed kosmetycznymi oszustwami

Czy parabeny są groźne
Spróbujmy mądrze dbać o urodę. – Fot. Pixabay

Podtytuł książki, w której dowiemy się czy rzeczywiście upiększamy się, używając kremów, odżywek, toników i wielu innych kosmetyków, na które wydajemy fortunę, brzmi „Jak bronić się przed kosmetycznymi oszustwami i mądrze dbać o urodę”.

Bezpośrednią inspiracja do napisania książki było znalezienie przez autorkę ekologicznego produktu o nazwie „Niemydło”. Dziennikarka naukowa, która ma dyplom w biotechnologii i doktorat z neurobologii, postanowiła prześwietlić parabeny, siarczany i inne składniki znajdujące się w centrum dyskusji o ich bezpieczeństwie i ocenić, na ile są one uzasadnione. Beatrice Mautino w swojej książce sprawdza także przepisy prawne, które pozwalają zrozumieć drogę, jaką musi przebyć kosmetyk, aby został dopuszczony do handlu.

Czy parabeny są groźne? 

Z chemicznego punktu widzenia parabeny są pochodnymi kwasu p-hydroksybenzoesowego. Mają działanie przeciwmikrobowe i od sześćdziesięciu lat wykorzystuje się je w przemyśle kosmetycznym, farmaceutycznym i spożywczym.

Istnieją różne rodzaje parabenów i różnie oddziaływują one na mikroorganizmy, ale ich funkcją jest przedłużanie życia produktom. Od dziesięcioleci dodawano je do większości kosmetyków i nikogo nie niepokoiła ich obecność.

Sytuacja zmieniła od momentu, kiedy w czasopiśmie naukowym „Journal Of Applied Toxicology” ukazał się artykuł „Stężenia parabenów w nowotworach piersi”. Philippa Darbre poddała badaniom dwadzieścia pacjentek chorujących na raka piersi. Na ich podstawie stwierdzono określone stężenia parabenów w komórkach rakowych. Odkryto, że parabeny naśladują działanie estrogenów w ludzkim organizmie, a to one mogą przyczyniać się do powstawania raka piersi.

Zobacz też: Najzdrowszy produkt na świecie

Jak się okazało, badanie obarczone było błędem, ponieważ u badanych pacjentek przebadano wyłącznie komórki rakowe, nie uwzględniając komórek zdrowych. Nie przedstawiono także dowodów na to, że parabeny wchłaniane są przez tkanki, następnie zdefiniować mechanizm komórkowy, który wiąże je z wystąpieniem choroby nowotworowej.

Kiedy publikacja badań Philippy Darbre ukazał się, wywołując prawdziwą burzę, biochemiczka oświadczyła: „Ale przecież nigdy nie mówiliśmy, że parabeny powodują raka piersi”. Jak pisze autorka książki –Historia pseudonauki, a raczej – nauki źle uprawianej, wybrakowana jest małym „ale”.

A jeśli chodzi o parabeny? Jak się okazało, nie ma wystarczających danych, które pozwoliłyby uznać je za bezpieczne bez żadnych wątpliwości. Jak na razie parabeny oczyszczono z oskarżeń o wywoływanie raka piersi, uznano za bezpieczne i zalecono dalsze monitorowanie.

 Co to jest kosmetyk?

To substancja lub mieszanina „przeznaczona do kontaktu z zewnętrznymi częściami ciała ludzkiego (…) lub z zębami oraz błonami śluzowymi”, której celem jest utrzymanie ich w czystości, perfumowanie, zmiana ich wyglądu, ochrona, utrzymywanie w dobrej kondycji”. Tyle definicja. Co robi z nami reklama i marketing, ile pieniędzy wyrzucamy codziennie na coś, co nie działa – na przykład kosmetyki na cellulit czy luksusowe kremy. Jednym słowem jak dajemy się nabić w butelkę, której zawartość nic nam nie daje poza przyjemnością. Książka Mautino to skarbnica wiedzy, dzięki której oszczędzimy nie tylko zdrowie, ale i pieniądze. 

Źródło: Bez parabenów. Jak bronić się przed kismetycznymu oszustwami i mądrze dbać o urodę. Wyd. Literackie

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Odchudzanie według ajurwedy czyli jak wrócić do równowagi

Karolina i Maciej Szaciłło uczą jak dobrze i zdrowo jeść. – Fot.Pixabay

Dbają o nasze zdrowie. Uczą, jak się zdrowo i mądrze odżywiać. Robią to z sercem i pasją. Fascynują się jogą, medytacją i oczywiście kuchnią. Prowadzą stronę medytujemy.pl. Karolina i Maciej Szaciłło właśnie wydali kolejną książkę. „Chudnij w zgodzie ze swoją naturą” to nie dieta, ale sposób na zdrowie.

Karolina Szaciłło jest najlepszym dowodem na to, że dieta (chociaż to słowo nie powinno się pojawiać w naszym słowniku). autorzy uważają, że nie ma jednego idealnego sposobu odchudzania, jednej uniwersalnej diety dla każdego człowieka. Każdy z nas jest inny, mamy odmienne temperamenty i inne zapotrzebowania energetyczne – różnimy się także pod względem budowy ciała, osobowości, podatności na stres, lęk i emocje. Karolina po latach wypróbowywania najróżniejszych diet schudła 27 kilogramów. Swoje zmagania opisała w poprzedniej książce „Jem (to co) kocham i chudnę”. Poddała analizie swoje nawyki i doszła do wniosku, że jadła nie wtedy, kiedy czuła głód, tylko wtedy, kiedy pojawiały się emocje. Zaczęła pracę nad zmianą myślenia i stylu życia. Znalazła swój sposób na odchudzanie i teraz pomaga tysiącom kobiet i mężczyzn.

Zobacz też: Zdrowa, roślinna i niebanalna. Poznaj dietę wege!

Ajurweda czyli zdrowie i terapia

Karolina schudła także dzięki ajurwedzie i to doświadczenie opisuje w najnowszej książce. Ta nauka liczy sobie blisko pięć tysięcy lat. Od 1979 roku Światowa Organizacja Zdrowia uznaje ajurwedę i zalicza ją do koncepcji „zdrowia i terapii”. Podstawowym celem ajurwedy jest przywrócenie równowagi w organizmie. U podstaw nadwagi i otyłości leżą nie tylko przejadanie się czy nieodpowiedni styl życia, ale także nadmiar śluzu w organizmie, problemy z tarczycą czy insulinooporność. Badanie u ajurwedyjskiego specjalisty polega na rozpoznaniu skąd bierze się nierównowaga. Dobierane są indywidualne wskazówki dietetyczne, zasady, czego unikać, a co włączyć do stylu życia. „Skutkiem ubocznym” owej równowagi jest spadek kilogramów. Ci, którzy chcieliby znaleźć więcej informacji o ajurwedzie, powinni sięgnąć po bestsellerową książkę Karoliny i Macieja – „Jedzenie, które leczy”.

Zobacz też; Jak być zdrowym? Rewolucji wegańskiej ciąg dalszy.

Zrób test!

W książce znajduje się test, a w nim pytania dotyczące wagi, jakości snu, trawienia, trawienia, budowy ciała czy koloru oczu. W zależności od wyniku testu, można wybrać odpowiednie 14- dniowe menu sezonowe (wiosenno-letnie i jesienno-zimowe). Autorzy dobierają przyprawy, zabiegi, asany jogi, medytacje, techniki oddechowe, których zadaniem jest wspieranie powrotu do zdrowia i równowagi oraz…. wymarzonej wagi oczywiście. A na dobry początek warto zrobić pyszną i zdrową owsiankę.

Owsianka z truskawkami, bananami i mlekiem kokosowym.

70 g płatków owsianych

200 ml wody

200 ml mleka owsianego

1 dojrzały (ekologiczny) banan pokrojony w plasterki

5-6 pokrojonych na ćwiartki większych truskawek

1 łyżka dobrej jakości masła sklarowanego

2-3 szczypty kardamonu

syrop klonowy do smaku

Zalewamy płatki wodą. Dodajemy mleko, banany i truskawki. Doprowadzamy do wrzenia. Zmniejszamy ogień i gotujemy, aż płatki się rozkleją. Dodajemy masło sklarowane i kardamon. Mieszamy i zdejmujemy z gazu. Podajemy polane syropem klonowym.

 

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Psychorysunek – by lepiej zrozumieć świat dziecka. Jak, dlaczego i po co?

Rysunek to nie tylko forma dziecięcej zabawy, to także narzędzie mogące nieść pomoc w diagnozie oraz terapii psychologicznej (także dorosłych). Nie jest to jednak ani proste, ani zero-jedynkowe, bowiem bardzo łatwo „przedobrzyć” z interpretacją psychorysunku i do odpowiedniej z nim pracy niezbędna jest wiedza. Niewątpliwie jednak może to być  znakomite wsparcie w codziennej obserwacji malucha. Co warto wiedzieć o psychorysunku?

Siła kredek i pędzla

Rysunek wykorzystuje się w psychologii i psychiatrii już od dziesięcioleci. W niektórych nurtach stawał się on nawet podstawą do analizy danej osoby, z czym niestety nieraz wiązały się błędnie wysnuwane wnioski. Obecnie na szczęście większość specjalistów korzysta już z tego narzędzia znacznie rozważniej i nie traktuje go jako jedynego źródła informacji.

Po pierwsze, zanim wyciągnie się jakiekolwiek wnioski, warto jest oprzeć się na większej ilości wyników, obserwacji. To pozwala zyskać szerszy pogląd na zachowanie, sposób myślenia, przeżywane przez danego człowieka stany. Po drugie, interpretacja rysunku nie jest „testem”, który spełnia kryteria naukowe. Przede wszystkim nie da się o nim powiedzieć, że jest obiektywny, ponieważ w dużej mierze ocena danej pracy opiera się na perspektywie specjalisty. A jak wiadomo, choć byśmy bardzo chcieli, nawet nieświadomie możemy w swojej interpretacji zawrzeć własne przekonania, postrzeganie problemów etc.

Niewątpliwie jednak tego typu narzędzie projekcyjne (rysunek zalicza się do metod projekcyjnych, które poza świadomymi elementami pozwalają wyrazić także te znajdujące się poza świadomym spostrzeganiem pacjenta) może stać się znakomitą formą wyrazu zarówno dla poznawczych umiejętności, jak i stanów emocjonalnych dziecka.

W psychorysunku bierze się pod uwagę na przykład: użyte kolory, których znaczenie może być nieco inne, niż skłonni jesteśmy potocznie uważać, to, czy linie są spokojne, czy gwałtowne, w której części kartki umieszczony jest rysunek, które element mają najwięcej szczegółów, a które potraktowane są pobocznie etc.

Jakie są plusy pracy z rysunkiem?

 Daje on szansę za zbudowanie relacji i utrzymanie dobrego kontaktu pomiędzy dzieckiem i pracującym z nim dorosłym.

 Pozwala dziecku wyrazić emocje, co jest szczególnie dobrą formą dla maluchów, które mają z tym trudność.

 Pozwala dziecku „opowiedzieć” o trudnych przeżyciach – może być mu łatwiej wykonać rysunek, niż wyrazić kłopotliwe dla niego doświadczenia słowami. Wracając do poprzedniego punktu, mogą wiązać się z tym takie emocje, jak chociażby lęk, strach, wstyd, czy poczucie winy. Są to uczucia trudne także dla dorosłych, nic więc dziwnego, że dziecko może mieć problem z opowiedzeniem o nich.

 Jest szansą na obserwacje nastroju i stanu psychicznego dziecka. Staje się to także dobrym narzędziem do długoterminowego przyglądania się maluchowi, również w kontekście terapii i śledzenia zachodzących w jej trakcie zmian.

 Psychorysunek jest szansą  na poznanie sposobu postrzegania przez dziecko niektórych zależności, np. w rodzinie oraz tego, jak je rozumie. Ułatwia to również obserwację pragnień, potrzeb, czy też ewentualnych braków dziecka.

 Dla dziecka jest to też świetna zabawa, która rozwija kreatywność i zdolności manualne.

Emocje na pierwszym planie

Patrząc na psychorysunek, jak na formę arteterapii (terapii sztuką), abstrahując od rysunku jako narzędzia diagnostycznego, można poznać jeden ze sposobów radzenia sobie z emocjami u dziecka. Sama czynność rysowania pomaga zmniejszyć napięcie i uspokoić te emocje, ponieważ wymaga skupienia na tym, co dzieje się „tu i teraz”. Pozwala to zyskać odpowiednią perspektywę i dystans, z których lęki wydają się mniejsze, a przynajmniej można im się przyjrzeć. Dzięki uspokojeniu intensywnych stanów emocjonalnych, stworzona zostaje do tego przestrzeń. Co ważne, nie chodzi przy tym o odwrócenie uwagi od emocji, bo to byłoby raczej uczenie dziecka unikania, a tego typu strategie nie są na dłuższą metę konstruktywne.

Sposobem pozwalającym dziecku na rozładowanie napięcia, może być zachęcenie go do narysowania przeżywanego teraz stanu, np. „Narysuj mi, jaki jesteś zły”. Na papierze mogą pojawić się bazgroły, wielkie, zamaszyste koła i przedziurawiona od siły nacisku kartka. Nie wystarczy jedna? W porządku, weź kolejną i kolejną, aż dziecko poczuje, że wyładowało ten pierwszy „wyrzut” trudnych do zniesienia emocji. Teraz możecie na spokojnie porozmawiać o tym, co się za tą złością kryje i spróbować tę sytuację rozwiązać.

Oczywiście nie jest to sposób, z którego uda się skorzystać w chwili, gdy owe emocje są zbyt „gorące”. Do tego typu pracy trzeba znaleźć odpowiedni moment i co ważne, mieć czas oraz pełną uważność na to, co dziecko stara się nam zakomunikować. Warto podejść do tego właśnie w taki sposób, może okazać się to bowiem najbardziej treściwa „rozmowa”, jaką odbędziecie na temat tych konkretnych emocji.

Zobacz też„Czy moje dziecko jest uzależnione?!” – ten wywiad powinni przeczytać wszyscy rodzice!

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

W poszukiwaniu dobrego życia z atlasem szczęścia

Gdzie znaleźć szczęście
Nasza polska filozofia życia brzmi „Jakoś to będzie”. – Fot. Pixabay

Całkiem niedawno wszystko musiało być „hygge”. Duński sposób na życie wkroczył szturmem w nasze życie i był najmodniejszym trendem przez kilka ostatnich lat. Islandczycy mają swoje Þetta reddast, w RPA – ubuntu, w Walii Hvyl, w Japonii wabi-sabi. Nasza polska filozofia życia brzmi „Jakoś to będzie”.

Optymizm nie jest błahostką – pisze autorka książki „Atlas szczęścia” – jeśli przez cały czas czujemy się przygnębieni, a sytuacja zawsze jest kryzysowa, psychologiczną reakcją jest porzucenie wszelkich starań. Przekaz mediów jest jednoznaczny –zawsze i wszędzie wydarzają się tylko złe rzeczy. A przecież ludzie codziennie znajdują szczęście i nie tylko w bogatych krajach. Empatia jest kluczowa w relacjach międzyludzkich, a to, co wiemy na temat tego, co uszczęśliwia ludzi na końcu świata, jest cenna dla wszystkich. To, w jaki sposób ludzie postrzegają szczęście może być cenna dla wszystkich.

Zobacz też: Jak wychować szczęśliwe dziecko?

Kiedy Helen Russell opublikowała swoją pierwszą książkę „Życie po duńsku. Rok w najszczęśliwszym kraju na świecie”, zaczęli odzywać się do niej ludzie z najróżniejszych zakątków świata. Opisywali, jak w ich kraju rozumiane jest szczęście. Tak powstała nowa książka Helen „Atlas szczęścia”, czyli katalog kulturowych zwyczajów i mapa miejsc, w którym ludzie prowadzą dobre życie.

Sposoby na szczęście

Norwegowie mają swoje FRILUFTSLIV czyli dużo czasu na łonie natury. Jak mówią mieszkańcy tego niedużego kraju – natura pozwala nakarmić duszę, bo na zewnątrz jest dużo rodzajów energii. Sporo Norwegów uprawia więc „aktywną medytację” każdego dnia, co sprzyja zdrowiu i dobremu samopoczuciu.

WABI-SABI to porzucenie wszelkich ideałów estetycznych, które wymagają perfekcji, docenianie rzeczy takimi, jakie są. Nie do uwierzenia, ale tak, to filozofia Japonii. Kintsugi, stara sztuka naprawiania potłuczonej ceramiki polega na tym, że nie tuszuje się pęknięcia, tylko się je uwypukla, często laką z dodatkiem czystego złota. Pęknięcie uważane jest za piękne. Japonia nie jest, jak wiemy uważana za zbyt szczęśliwe miejsce – wysoki odsetek samobójstw, plaga samotności, pracoholizm i depresje. Ratunkiem może być utrzymywanie więzi z przeszłością – zamiast pędu za nowością i „wspaniałą przyszłością”. Tak jak obcowanie z naturą – kąpiele leśne, wspólne podziwianie kwiatów, szczególnie wiśni – badania wykazały obniżenie ciśnienia, poziomu kortyzolu oraz zmianę aktywności mózgu, która sprzyja odprężeniu.

Zobacz też: Podróże z niemowlakiem. Pierwszy raz wyjechaliśmy, gdy córeczka miała 2 miesiące

W Syrii TARAB to emocjonalne uniesienie, zauroczenie, wywołane muzyką. Aby poczuć się szczęśliwym, musimy poszukać muzyki, która wywołuje jakieś uczucia, sprawi, że będziemy płakać i śmiać się. Tajowie mają swoje MAI PEN TAJ, tłumaczone jako „nie przejmuj się” lub „to nie ma znaczenia”. Mieszkańcy Tajlandii łagodzą w ten sposób konflikty i pozbywają się napięcia. KEYIF oznacza „nastrój, zadowolenie, upojenie”. Dla Turków to celebrowanie prostych czynności – pływania, oglądania zachodu słońca, picia herbaty, spacerów po plaży. Żyj wolniej – jedz wolniej, obserwuj oddech, ciesz się nicnierobieniem. Irlandczycy używają słowa CRAIC jako synonimu dobrej zabawy, która obejmuje muzykę i rozmowy. Najlepsze na wzmocnienie więzi, wydzielanie endorfin i poczucie szczęścia są smutne, przerażające opowieści – dobrze się bać! TAPEO pochodzi od tapas – polega na spotkaniu z przyjaciółmi, zagryzaniu dobrego wina jeszcze lepszymi przekąskami – to dla mieszkańców Hiszpanii pełnia szczęścia.

Yakosh toe benjay

Właśnie ukazała się angielska wersja „Jakoś to będzie” – Live The Polish Way Of Life”. Jaki jest nasz sposób na życie? Podobno jesteśmy szczęśliwi wbrew modom, opieramy się autorytetom i przeciwnościom losu. Bardzo ważne jest dla nas życie duchowe. Kiedy jest nam ciężko, ratuje nas sarkazm i wiara, że ze wszystkim sobie poradzimy. To nasze „Jakoś to będzie”. Nawet jeśli nie do końca wierzymy w nasze „narodowe” cechy, warto przekonać do nich cudzoziemców, a ta książka ma tę moc.

Live the polish way of life – Beata Chomątowska, Dorota Gruszka, Daniel Lis, Urszula Pieczek Wyd. Znak

Atlas szczęścia – Helen Russell Wyd. Insignis

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.