Przejdź do treści

Belgia to nudny kraj? Bzdura! Oto 5 argumentów, które zdecydowanie temu przeczą

Belgia przez wielu określana jest jako „najnudniejszy kraj Europy”. Któż chciałby wybrać taką destynację na upragniony i wyczekany urlop? Ani za bardzo nie wygrzejesz się na plaży, ani po górach nie pochodzisz… jakże mylne jest to wrażenie! Oto 5 powodów, dla których Belgia to genialny wybór na wakacyjne łapanie oddechu od codzienności!

 

1.Bruksela

Często mówi się o niej „stolica Europy”. I nic dziwnego – to właśnie tam mieszczą się siedziby unijnych instytucji. Czy jednak czuć w niej polityczne „nadęcie”? Zdecydowanie nie. Bruksela ma znacznie więcej plusów, także tych turystycznych.

Przede wszystkim urokliwe uliczki starego miasta, które wypełnione są restauracjami, kawiarniami i sklepikami z tradycyjnymi czekoladkami. Większość z nich otacza Grand Place, który jest historycznym centrum miasta – niemal nieustannie jest tam pełno ludzi z całego świata. Architektura, jakże inna od naszej Polskiej, ujmuje. Szczegóły ornamentów budynków pozwalają wpatrywać się w nie godzinami!

To właśnie o kilka kroków stamtąd oddalony jest słynny Manneken pis (siusiający chłopiec). Warto zobaczyć też wymienione tu miejsca w nocy. Podświetlenie nadaje im zupełnie innego klimatu!

Bruksela nie jest gigantycznym i rozległym miastem, dzięki czemu po kilku-kilkunastominutowym spacerze z Grand Placu znajdziemy się obok genialnych muzeów. Jednym z nich jest Muzeum Instrumentów Muzycznych, którego budynek sam w sobie jest sztuką.

Jeśli jesteśmy fanami surrealizmu i futuryzmu, zdecydowanie nie możemy pominąć Muzeum René Magritte’a. Genialna wystawa, wspaniale przedstawiona historia artysty i masa inspiracji – konieczny punkt do odhaczenia na mapie artystycznej Brukseli.

Co jeszcze warto zobaczyć? O kilka kroków od Muzeum Magritte’a znajduje się Pałac Królewski i kolejne muzea. W podobnej odległości (chociaż w innym kierunku) zobaczyć będziemy mogli też Kościół Notre-Dame du Sablon. Co ważne, wiele z brukselskich atrakcji otoczonych jest spokojnymi parkami. Stolica Belgii przepełniona jest zielenią, co urzeka i pomaga złapać oddech. Być może to dzięki temu czuje się w niej dystans do pędzącego tak blisko politycznego serca Unii?

Jeśli stworzymy listę obowiązkowych atrakcji Brukseli to niewątpliwie znajdzie się na niej jeszcze Atomium, które od lat jest symbolem porównywanym do paryskiej Wieży Eiffla. Zarówno zwiedzanie go w środku (rozpościerający się widok na miasto), jak i spacer z widokiem na oświetlone w nocy kule – warto!

 

 

2. Antwerpia

Antwerpia to kolejne duże belgijskie miasto, które warto odwiedzić przede wszystkim ze względu na zabytki i klimat urokliwych uliczek. Jest to też miasto portowe położone nad rzeką Skaldą. Pomimo przemysłowych powiązań, które z turystycznego punktu widzenia być może nie są zbyt atrakcyjne, w okolicach rzeki warto odwiedzić chociażby Zamek Het Steen. Niewątpliwie sam w sobie jest architektoniczną atrakcją, ale na domiar dobrego, właśnie stamtąd roztacza się widok na stare miasto – przede wszystkim na górującą gotycką Katedra NMP.

To wokół niej roztaczają się wspomniane już tu małe uliczki pełne sklepów z czekoladą, ale też atrakcyjnych butików. Antwerpia niewątpliwie jest rajem dla fanów zakupów. Ulica Meir pełna jest mniej i bardziej popularnych marek. Nie można też zapominać, że jest to „diamentowe miasto” – to właśnie tam znajduje się światowe centrum handlu tymi właśnie drogocennymi kryształami.

Jeśli jesteśmy miłośnikami sztuki warto zobaczyć Muzeum Rubensa, które znajduje się w jednej z uliczek odchodzących od wspomnianej już ulicy Meir. Sztuką niewątpliwie można nazwać też Dworzec Kolejowy, który wita przybywających do Antwerpii. Zbudowany w 1905 roku wywiera ogromne wrażenie. Przepiękna zabudowa i rozległe, niemalże magiczne schody (fani Harry’ego Potter’a śmiało mogą porównać je do schodów w Hogwarcie – taki mamy tam klimat!).

Antwerpia to miejsce idealne do spacerów, które ma na swojej trasie wiele interesujących zabytków. A wieczorem, klimatyczna kolacja lub tradycyjne piwo w jednej z typowych dla Belgii knajpek. Co więcej, dająca się tam wyczuć „wielkomiejska” atmosfera przyciągnąć może miłośników nieco mniej sielskich klimatów.

 

3. Brugia

„Wenecja północy” – szczerze? Według mojej opinii ma w sobie więcej magii, niż włoskie miasto. Zabudowa Brugii, zarówno malownicze małe domki, jak i historyczne centrum miasteczka, wprowadzają nas w niemalże baśniowy świat. Snujące się dookoła kanały, urokliwe mostki, przepływające pod nimi łódki (pełne turystów) – nic dziwnego, że jest to kolebka wielu znakomitych malarzy.

Gotycki Ratusz, Bazylika Świętej Krwi, Szpital św. Jana i beginaż z XIII wieku, to tylko niektóre miejsca warte zobaczenia. Jako, że Brugia jest małym miastem, spokojnie możemy zrobić to wszystko podczas spaceru (w zasadzie to chyba nie ma nawet innej możliwości ze względu na dostęp do niektórych miejsc). Dzięki uważnemu spacerowi odkryć możemy cała masę niezwykłych zakątków, których nie znajdziemy na każdej mapie.

O Brugii, każdym mostku, przepływającej wodzie i roztaczającym się klimacie sztuki można wiele. Zdecydowanie jest to najpiękniejsze miasteczko Belgii. Jeżeli wybierze się ten właśnie kraj na wakacje, jest to „must have” listy miejsc do zobaczenia. Chociaż właściwiej byłoby powiedzieć „do odwiedzenia”, bowiem samo przyjrzenie się atrakcjom Brugii nie wystarcza, trzeba to miasto poczuć. Dobrze jest w nim po prostu pobyć, odetchnąć, wsłuchać się w nie (nawet pomimo turystycznego gwaru).

Polecam zacząć wczesne zwiedzanie. Uliczki zapełniają się tak naprawdę dopiero około godziny 11-12. Do tego czasu można się w wielu miejscach poczuć niemalże prywatnie. Cudne przeżycie!

 

4. Morze

Wiele osób nie wie, że Belgię można spokojnie uznać za kraj dla „plażowiczów”. Utrudnieniem jest zmienna pogoda (często padający deszcz) i dość niskie temperatury. Woda w Morzu Północnym też do najcieplejszych nie należy… Kiedy jednak uda się złapać promienie letniego słońca, nie sposób oprzeć się urokowi plaży. Jeśli jest zaś nieco zimniej, idealny zdaje się być spacer brzegiem wody.

Co więcej, trudno oprzeć się pomysłowi wyjazdu nad morze, gdy jesteśmy np. w Brugii. Odległość od niej do Ostendy (miasto położone na wybrzeżu) wynosi niecałe 30 km. Pociągiem podróż zajmuje 16 minut, a kursują one w odstępie kilku-kilkudziesięciu minut. Na szybką wycieczkę na bank uda nam się wiec znaleźć chociażby godzinkę – nie pożałujemy!

Ostenda sama w sobie nie jest może najpiękniejszym miastem wybrzeża. Blankenberge czy Knokke-Heist są z punktu widzenia morskiego wypoczynku bardziej atrakcyjne. Wszystkie mają w sobie jednak podobne „miejskie” elementy. Jest to zdecydowanie inny klimat plaż, niż ten znany nam znad Bałtyku. Jeśli jednak o same plaże chodzi, są one piaszczyste (chociaż nie jest to „najdelikatniejszy” piasek) i rozległe. Spokojnie można na nich grać w siatkówkę, frisbee, czy też… otworzyć wystawę figur z piasku! Zdecydowanie znajdzie się na to miejsce i uatrakcyjni – szczególnie dzieciakom – pobyt. W tym roku w Ostendzie oglądać można było świat Disney’a zbudowany właśnie w tenże sposób. Genialny widok!

 

5. Jedzenie

Kuchnia belgijska nie umywa się zapewne do włoskiej, czy francuskiej. Trudno nawet wymienić jakieś szczególnie związane z nią dania. Jeśli jednak chodzi o tradycyjne przekąski i przysmaki związane z Belgią właśnie, idealnie oddają one ideę wakacyjnych przyjemności.

Po pierwsze – piwo. Jest ono wręcz nieodłącznym elementem belgijskiej kultury To właśnie tam znajdziemy ponad 500 gatunków tego trunku. Jedne są mocne i ciężkie, inne lekkie i z niemalże niewyczuwalną nutką goryczy. Podstawa to piwa klasztorne, słynni trapiści i ich opactwa – m.in. w Chimay czy w Orval. Z jednej strony są to ciekawe miejsce to zwiedzenia, z drugiej znakomity pretekst dla fanów piwa do wypróbowania kolejnych smaków. A jest w czym wybierać!

Po drugie – gofry (w zasadzie trzeba by powiedzieć: „waffle”). Ich zapach roznosi się niemal na większości belgijskich uliczek. Swoim urokiem zapraszają nie tylko najmłodszych. Fani słodkości będą wniebowzięci, bo jakże inne są one od znanych nam z polskich deptaków gofrów. Dodatki do wyboru, do koloru.

Po trzecie – frytki. To właśnie w Belgii powstał tenże przysmak, który dla wielu kojarzy się ze słabej jakości fast foodami. Rzeczywiście nie jest to być może najzdrowsza przekąska, ale belgijski sposób smażenia ziemniaków (dwukrotnie i w różnych temperaturach) sprawia, że nie sposób nie ulec ich chrupkości. Co ciekawe, w Brugii znajduje się nawet muzeum dedykowane właśnie frytkom – coś dla ciała, coś dla ducha!

Po czwarte i chyba najważniejsze – czekolada! To właśnie stamtąd pochodzą najwięksi mistrzowie czekolady, a belgijskie pralinki uznawane są za jedne z najlepszych na świecie. Niemal na każdym kroku znajdują się tam małe (i większe) manufaktury, których wystawy przyciągają uwagę i zmysły. To właśnie czekolada zdaje się być najczęściej przywożoną z Belgii pamiątką i prezentem z wakacji. Pyszna, oryginalna, tworzona na miliona sposobów. Któż na wakacjach może nam zabronić takich przyjemności?!

 

Co jeszcze warto wiedzieć wybierając się w podróż do Belgii?
  • Dobry transport – belgijskie miasta są pomiędzy sobą bardzo dobrze skomunikowane. Zarówno jeżeli chodzi o drogi (wiele obwodnic najtrudniejszych okolic), jak i pociągi. Szczególnie polecam transport kolejowy, jest szybki i wygodny. Jeżeli chcemy odwiedzić kilka miejsc i zrobić tzw. „przejazdówkę”, możemy kupić bilet na 10 przejazdów (ważny przez rok). Wpisujemy tam tylko datę, miejsce odjazdu i docelową destynację. Koszt takiego biletu (normalny, bez zniżek) wynosi 77 euro.
  • Noclegi – Belgia do najtańszych miejsc nie należy. Do najdroższych na szczęście też nie. Dobrym rozwiązaniem są noclegi w hostelach. Ich koszt zaczyna się średnio od 26 euro za noc. Niektóre z nich mają wliczone w cenę śniadanie. W sezonie wakacyjnym belgijskie hostele mają spore obłożenie, warto rezerwować terminy wcześniej. Są to przeważnie miejsca o dobrym standardzie i położone w centrach miast (bazuję głównie na Antwerpii i Brugii). Co ciekawe, większość spotkanych tam osób to turyści ze Stanów Zjednoczonych i Kanady!
  • Język – w większości miejsc spokojnie można porozumieć się w języku angielskim. Zwłaszcza w dużych miastach. Coś o czym jednak warto pamiętać to fakt, że Belgia jest krajem podzielonym na regiony Walonii i Flandrii. Pierwszy z nich jest regionem francuskojęzycznym, drugi opiera się na języku flamandzkim. Może to być mylące, szczególnie na znakach drogowych, czy na dworcach. Dobrze jest zapoznać się z obiema nazwami miast do których mamy zamiar się kierować. Przykłady? Liège (francuski) i Luik (flamandzki). Anvers (francuski) i Antwerpen (flamandzki).

 

Liège

Brugia

Antwerpia

Bruksela – Atomium

„Château de La Hulpe” / Fondation Folon

Foto: wszystkie zdjęcia pochodzą z prywatnego archiwum

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Potrzebujesz wyciszenia? Postaw na odpoczynek w Manor House SPA

odpoczynek w Manor House SPA
fot. Manor House SPA

Piękny park z mnóstwem okazji do odpoczynku – hamaki, leżaki, miejsca do medytacji… Biowitalne SPA. Klimatyczny hotel. Manor House SPA zaprasza wszystkich ceniących ciszę i spokój.

Jeśli chcesz odpocząć od obowiązków dnia codziennego, pośpiechu i zgiełku miasta, pomyśl o odpoczynku wśród natury. Bliskość przyrody niesie wiele korzyści: wycisza, odpręża, uspokaja, poprawia stan psychiczny i fizyczny.

Zobacz także: Dobroczynny „oddech życia”

Energia czerpana z natury

Przebywanie na świeżym powietrzu wpływa kojąco na zmysły: wzrok odpoczywa w otoczeniu zieleni, szum drzew i śpiew ptaków są przyjemne dla ucha, a zapach i piękno roślin pobudzają wyobraźnię i wprawiają w dobry nastrój. Takim terenem jest zabytkowy park w mazowieckich Chlewiskach z ponad 300-letnim starodrzewem i niezwykłymi pomnikami przyrody.

Piękny park należący do kompleksu Manor House SPA nie tylko czaruje bogactwem barw i dźwięków natury, ale też obdarowuje odwiedzających pozytywnymi siłami. Można czerpać energię „chi” ziemi i drzew podczas dobroczynnych dla zdrowia spacerów. Drzewa stanowią bowiem ogromne źródła energii. Przebywając w ich otoczeniu, możemy pobudzić własne siły witalne, co poprawia stan zdrowia i wpływa na prawidłową wydajność organizmu i dobre samopoczucie.

Większe skupiska drzew poprawiają lokalny mikroklimat, chronią przed podmuchami wiatru i hałasem, mogą wpłynąć na obniżenie wysokiej temperatury (dzięki czemu stają się idealnym schronieniem przed upałami), ale też zmniejszyć poziom składników, które tworzą niebezpieczny dla zdrowia smog.

Zobacz także: Energia z serca ziemi. Pobudź ciało i umysł podczas wSPAniałych zabiegów

Harmonia, czystość i spokój

Starannie pielęgnowany 10-hektarowy park Manor House SPA skrywa energetyczny Ogród Medytacji, w którym naturalne miejsca mocy zostały dodatkowo wzmocnione. W Ogrodzie Zen – kopii sławnego ogrodu Ryoan-ji koło Kioto – którego istotę określają cztery zasady: harmonia, szacunek, czystość i spokój, oraz w promieniującym pozytywną energią Kamiennym Kręgu Mocy, można dostroić się do energii Wszechświata. Dzięki aktywowaniu pozytywnych sił w Spirali Energetycznej można oczyścić, wzmocnić i harmonizować cały organizm.

Pole Piramidy Horusa zwiększa koncentrację, witalność, inwencję twórczą, komunikatywność, rozwój wewnętrzny i poziom świadomości, wzmacnia system immunologiczny i regenerację organizmu. Godne polecenia są także rytuały zdrowia pod gołym niebem w Witalnej Wiosce® SPA oraz spacery po ścieżkach: medytacji (wielkiej i małej) – idealnych dla ćwiczeń runicznych; przyrodniczej – biegnącej koło rzadkich okazów drzew lub historycznej, obejmującej wszystkie zabytkowe obiekty dawnej posiadłości Odrowążów – jednej z najstarszych rezydencji szlacheckich w Polsce.

Zobacz także: Manor House SPA najlepszym luksusowym hotelem w Europie wśród historycznych obiektów

Odpoczynek w Manor House SPA

Dziś mieści się tu urokliwy hotel dla dorosłych, łączący historię z niewymuszonym luksusem, chętnie wybierany na romantyczne pobyty i odwiedzany przez osoby pragnące zostać rodzicami. Kompleks Manor House SPA**** Pałac Odrowążów***** jest znany m.in. ze specjalnej oferty dla wegan i alergików, oryginalnego Biowitalnego SPA z autorskim programem odmładzającym i energetycznymi terapiami, w których specjalizują się Gabinety Bioodnowy, bezchlorowego basenu z ożywioną wodą doskonale pielęgnującą skórę, nawet tę najbardziej wrażliwą, kompleksu Łaźni Rzymskich i odbywających się w nim seansów w płótnach, leczniczych kąpieli ofuro, również w wysokich dwuosobowych wannach projektu Manor House, czy koncertów na misy i gongi tybetańskie.

W hotelowej restauracji serwuje się tradycyjną polską kuchnię oraz cenione przez gości dania wegańskie i według zdrowej Diety Życia. Jak na historyczny obiekt przystało, jest tu także stajnia dla koni.

Zobacz także: Hotel i spa przyjazne weganom. Prestiżowa nagroda dla Manor House

Wysoka energetyka kluczem do regeneracji organizmu

Ze względu na wysoką energetykę Manor House SPA jest nazywany Polskim Centrum Biowitalności. Oddziaływanie energetyczne jest tu nawet 5-krotnie większe od neutralnego dla człowieka poziomu i dochodzi do 30 000 jednostek Bovisa.

Przebywanie w miejscach o wysokiej biowitalności jest bezcenne dla organizmu – niezależnie od wieku, pory roku czy stylu życia ta wewnętrzna energia życiowa daje siłę do działania, sprzyja regeneracji, pozytywnie wpływa na stan zdrowia i dobre samopoczucie. Warto pielęgnować codzienne przyzwyczajenia, dbać o dietę, ruch, ale też pobudzenie sił witalnych, najlepiej w miejscach wspomagających dobrostan organizmu. Zawsze jest dobry czas na błogi relaks, wyciszenie, urlop dla zdrowia.

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Dla niektórych dzieci plecak to niejedyny ciężar w szkole. Możesz je odciążyć

SOS Wioski Dziecięce promuje tolerancję /Na zdjęciu: Anna Dereszowska i uczniowie uczestniczący w lekcji SOS Wioski Dziecięce
Fot.: Natalia Łyczko

Powrót do szkoły to czas radosnego gromadzenia kolorowych piórników, akcesoriów oraz pachnących nowością książek i zeszytów, które szczelnie wypełniają wnętrze tornistra. Ale dla niektórych dzieci wypełniony po brzegi plecak to niejedyny ciężar, z którym mierzą się przed przestąpieniem szkolnego progu. Znacznie trudniejszy do udźwignięcia jest ciężar emocjonalny, wynikający z trudnej sytuacji rodzinnej, nierównego startu w życie i strachu przed kolejnym ciosem: brakiem zrozumienia ze strony rówieśników. Takimi dziećmi są m.in. podopieczni Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce, którzy – z naszą pomocą – mogą znaleźć w szkole bezpieczną przestrzeń.

Najtrudniejszy pierwszy krok

Kwestia wykluczenia rówieśniczego jest coraz częstszym problemem w polskich szkołach. Z objawami braku akceptacji spotykają się też dzieci z rodzin zastępczych oraz zagrożonych rozpadem. Wynika to najczęściej ze strachu przed innością, który towarzyszy ich klasowym kolegom, i niewiedzy, jak nawiązać kontakt z dzieckiem, którego historia jest trudniejsza od ich własnej.

Aby przeciwdziałać izolacji społecznej uczniów opuszczonych lub osieroconych przez rodziców, stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce uruchomiło wyjątkową kampanię informacyjną „Lekcję życia odrabiam sam”. Jej celem jest promowanie tolerancji i pokazanie, że mimo pewnych różnic, więcej nas łączy niż dzieli.

W  ramach akcji w jednej z warszawskich szkół podstawowych odbyła się wyjątkowa lekcja pokazowa „#JestemZSOS”, którą poprowadziła mama SOS Halina Kozacka oraz ambasadorka Stowarzyszenia Anna Dereszowska. W wydarzeniu wzięli udział młodzi uczniowie, którzy mieli szansę dowiedzieć się, jak wygląda praca stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce. Zrozumiały też, z jakimi trudnościami społecznymi spotykają się dzieci, które na wczesnym etapie życia musiały wziąć odpowiedzialność za swój los.

CZYTAJ TEŻ: Miejsca znane, a jednak obce. „Najlepsze buty na świecie” Michała Olszewskiego

Cenna lekcja (nowego) życia

Jak podczas spotkania zaznaczyły przedstawicielki SOS Wiosek Dziecięcych, dopiero pod opieką organizacji, w rodzinnym otoczeniu, pełnym ciepła, szacunku i uwagi, wiele takich dzieci odzyskuje szansę na spokojny rozwój i edukację. Przy wsparciu zastępczych rodziców SOS, a także specjalistów – pedagogów i psychologów, powoli odzyskują radość z dzieciństwa. Ale do właściwego wsparcia potrzebują też akceptacji rówieśników. Właśnie dlatego tak ważne jest, by w szkole wykazywać się wyrozumiałością i szukać w rówieśniku podobieństw, nie różnic.

‐ Zarówno maluchy będące pod opieką rodziców SOS, jak i te, których rodziny otrzymują wsparcie prowadzonego przez nas profilaktycznego „Programu umacniania rodziny”, niosą ze sobą ciężki bagaż emocjonalny. Chociaż robimy wszystko, by pomóc im się z nim uporać, proces odbudowy wiary w siebie jest bardzo długi. Każdego dnia nasze dzieci muszą stawiać czoła także nowym wyzwaniom, takim jak brak akceptacji ze strony rówieśników, poczucie samotności i niezrozumienia w szkole – podkreśla Barbara Rajkowska, dyrektor krajowa Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce w Polsce.

Lekcje „#JestemzSOS” mogą odbyć się w każdej szkole na terenie kraju. Wystarczy wejść na stronę https://wioskisos.org/jestemzsos/ i zgłosić swoją placówkę do udziału w projekcie.


SOS Wioski Dziecięce to międzynarodowa organizacja dobroczynna. Jej działalność opiera się na dostarczaniu kompleksowego wsparcia opuszczonych i osieroconych dzieci, a także umacnianie rodzin zagrożonych rozpadem. Przedstawiciele polskiego oddziału SOS Wioski Dziecięce skutecznie realizują tę misję już od ponad 30 lat.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Policjantka nakarmiła piersią głodne dziecko.”Nie wahałam się ani sekundy”

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na UW. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Nie chciał ustąpić miejsca ciężarnej. Dostał nauczkę, którą zapamięta na długo!

Nie chciał ustąpić miejsca ciężarnej
fot. Fotolia

Pasażer, który nie chciał ustąpić miejsca ciężarnej, dostał nauczkę i lekcję na przyszłość. Z pewnością nie spodziewał się tak zdecydowanej reakcji kobiety.

Australijska scenarzystka Brydie Lee-Kenned będąc w ósmym miesiącu ciąży, próbowała przedostać się na drugi koniec miasta autobusem. Niestety wszystkie miejsca siedzące były zajęte. Wszystkie z wyjątkiem jednego, na którym pewien pasażer położył swój bagaż. Brydie dawała mężczyźnie do rozumienia, że chciałaby usiąść na tym miejscu, jednak podróżujący pozostawał głuchy na prośby ciężarnej.

Zobacz także: Szef mówi im, kiedy mogą zajść w ciążę. Ciążowe grafiki są tam na porządku dziennym

Pasażer nie chciał ustąpić miejsca ciężarnej. Jej reakcja zaskoczyła wszystkich

Brydie postanowiła, że usiądzie mimo wszystko i nie namyślając się długo… usiadła na dłoni i bagażu niekulturalnego mężczyzny! Scenarzystka podzieliła się swoją historią za pośrednictwem Twittera:

No cóż, w końcu doszło do tego, że będąc w ósmym miesiącu ciąży, usiadłam na rękę i torbę mężczyzny, który nie chciał przesunąć bagażu, by zrobić mi miejsce. Podróżujemy teraz w ciszy. Zastanawiam się, jak to jest żyć w miejscu, w którym w komunikacji miejskiej nie obowiązują zasady rodem z „Igrzysk Śmierci” – napisała.

Wpis Brydie stał się hitem internetu i zdobył ponad 19 tys. polubień, udostępnień i komentarzy, a postawę ciężarnej poparło wiele osób. Część kobiet podzieliła się podobnymi historiami ze swojego życia.

Zobacz także: Rzucają prace w korporacjach, by urodzić trzecie dziecko

„Zwymiotowałam na niego”

„Kiedy byłam w czwartym miesiącu ciąży, spytałam mężczyznę, czy mógłby mi odstąpić swoje miejsce w pociągu. Miałam spore mdłości. Odpowiedział: „chciałyście równouprawnienia, to teraz stój”. Zwymiotowałam na niego. I na jego gazetę. I na jego torbę od laptopa. Widok jego zszokowanej twarzy był niezwykle satysfakcjonujący” – napisała jedna z internautek.

„Kiedy byłam w ósmym miesiącu ciąży, powiedziałam jednemu mężczyźnie w autobusie, że zaraz urodzę na jego nogach, jeżeli nie ustąpi mi miejsca. Wstał” – opowiedziała inna mama.

Historia australijskiej scenarzystki nie jest odosobnionym przypadkiem. Niedawno media obiegła wieść o ciężarnej z Krakowa, której nikt nie chciał ustąpić miejsca w tramwaju. Sytuacja zmieniła się dopiero po interwencji motorniczej, która zwróciła uwagę podróżującym. „Wrażliwość pasażerów na kobiety w ciąży i ustępowanie im miejsca należy do rzadkości – napisała w liście do MOK mieszkanka Krakowa.

Źródło: news.com.au, tvp.info, Onet Kobieta

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Przedszkole czy niania? Zobacz, która opcja jest korzystniejsza dla rozwoju dziecka

rozwój dziecka w przedszkolu
fot. Pixabay

Posłać dziecko do przedszkola czy wynająć nianię? To pytanie z pewnością zadaje sobie wielu rodziców, którzy pragną zapewnić swojemu maluchowi jak najlepszą opiekę. Naukowcy zbadali, która forma opieki jest najkorzystniejsza dla rozwoju dziecka. 

Badanie francuskich naukowców z Instytutu Epidemiologii i Zdrowia Publicznego im. Pierre’a Louisa w Paryżu dotyczyło 1428 dzieci w wieku od trzech lat. Eksperci porównali zachowanie trzylatków uczęszczających do żłobka i przedszkola z zachowaniem ich rówieśników, którymi zajmowały się opiekunki lub ktoś z rodziny.

Poprzednie analizy sugerowały już, że wczesna edukacja dziecka może rozszerzyć jego umiejętności językowe, jak również poprawić wyniki z nauce. Najnowsze badanie Francuzów miało na celu sprawdzenie potencjalnego wpływu formalnej formy opieki nad dzieckiem na zachowanie maluchów.

Zobacz także: Pierwszy dzień w przedszkolu – jak się do niego przygotować? Radzi ekspertka

Opiekunka czy przedszkole?

Rodzice dzieci zostali poproszeni o udzielenie odpowiedzi na serię pytań dotyczącą problemów emocjonalnych i behawioralnych u swoich dzieci, kolejno w wieku trzech, pięciu i pół oraz ośmiu lat. Problemy te dotyczyły m.in. trudności w nawiązywaniu przyjaźni, nadpobudliwości, słabej koncentracji i umiejętności społecznych. Rodzice zostali również zapytani o formę opieki, jaką dzieci miały zapewnione w czwartym, ósmym, dwunastym miesiącu życia oraz gdy skończyły dwa i trzy lata.

Okazało się, że w 44 proc. przypadkach dziećmi zajmowała się opiekunka, 26 proc. dzieci uczęszczało do placówek opieki dziennej, a 30 proc. maluchów było pod opieką rodziny bądź przyjaciół rodziców.

Jedno na sześć badanych dzieci miało problemy z zachowaniem, do których zaliczano nadpobudliwość i słabą koncentrację. Podobna liczba najmłodszych borykała się z problemami emocjonalnymi. Prawie 7 proc. miało trudności z nawiązywaniem przyjaźni, a 13 proc. miało słabe umiejętności społeczne.

Zobacz także: Kryminały dla przedszkolaków. Dreszczyk emocji, który rozpali wyobraźnię trzylatka

Rozwój dziecka w przedszkolu

Analiza wykazała, że dzieci pozostające pod opieką niani były najbardziej podatne na problemy behawioralne. Z kolei maluchy uczęszczające do żłobków i przedszkoli rzadziej doświadczały trudności emocjonalnych i problemów z zachowaniem.

Zgodnie z badaniami przedszkolaki w przyszłości zachowują się lepiej i mają mniej problemów emocjonalnych niż ich rówieśnicy, którymi zajmowały się opiekunki. Takie dzieci łatwiej nawiązują też przyjaźnie i mają lepsze umiejętności społeczne – pokazują badania.

Naukowcy są zdania, że zabawa, nauka przestrzegania zasad od najmłodszych lat i pochwały stymulują rozwój dzieci.

Źródło: Daily Mail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.