Przejdź do treści

Belgia to nudny kraj? Bzdura! Oto 5 argumentów, które zdecydowanie temu przeczą

Belgia przez wielu określana jest jako „najnudniejszy kraj Europy”. Któż chciałby wybrać taką destynację na upragniony i wyczekany urlop? Ani za bardzo nie wygrzejesz się na plaży, ani po górach nie pochodzisz… jakże mylne jest to wrażenie! Oto 5 powodów, dla których Belgia to genialny wybór na wakacyjne łapanie oddechu od codzienności!

 

1.Bruksela

Często mówi się o niej „stolica Europy”. I nic dziwnego – to właśnie tam mieszczą się siedziby unijnych instytucji. Czy jednak czuć w niej polityczne „nadęcie”? Zdecydowanie nie. Bruksela ma znacznie więcej plusów, także tych turystycznych.

Przede wszystkim urokliwe uliczki starego miasta, które wypełnione są restauracjami, kawiarniami i sklepikami z tradycyjnymi czekoladkami. Większość z nich otacza Grand Place, który jest historycznym centrum miasta – niemal nieustannie jest tam pełno ludzi z całego świata. Architektura, jakże inna od naszej Polskiej, ujmuje. Szczegóły ornamentów budynków pozwalają wpatrywać się w nie godzinami!

To właśnie o kilka kroków stamtąd oddalony jest słynny Manneken pis (siusiający chłopiec). Warto zobaczyć też wymienione tu miejsca w nocy. Podświetlenie nadaje im zupełnie innego klimatu!

Bruksela nie jest gigantycznym i rozległym miastem, dzięki czemu po kilku-kilkunastominutowym spacerze z Grand Placu znajdziemy się obok genialnych muzeów. Jednym z nich jest Muzeum Instrumentów Muzycznych, którego budynek sam w sobie jest sztuką.

Jeśli jesteśmy fanami surrealizmu i futuryzmu, zdecydowanie nie możemy pominąć Muzeum René Magritte’a. Genialna wystawa, wspaniale przedstawiona historia artysty i masa inspiracji – konieczny punkt do odhaczenia na mapie artystycznej Brukseli.

Co jeszcze warto zobaczyć? O kilka kroków od Muzeum Magritte’a znajduje się Pałac Królewski i kolejne muzea. W podobnej odległości (chociaż w innym kierunku) zobaczyć będziemy mogli też Kościół Notre-Dame du Sablon. Co ważne, wiele z brukselskich atrakcji otoczonych jest spokojnymi parkami. Stolica Belgii przepełniona jest zielenią, co urzeka i pomaga złapać oddech. Być może to dzięki temu czuje się w niej dystans do pędzącego tak blisko politycznego serca Unii?

Jeśli stworzymy listę obowiązkowych atrakcji Brukseli to niewątpliwie znajdzie się na niej jeszcze Atomium, które od lat jest symbolem porównywanym do paryskiej Wieży Eiffla. Zarówno zwiedzanie go w środku (rozpościerający się widok na miasto), jak i spacer z widokiem na oświetlone w nocy kule – warto!

 

 

2. Antwerpia

Antwerpia to kolejne duże belgijskie miasto, które warto odwiedzić przede wszystkim ze względu na zabytki i klimat urokliwych uliczek. Jest to też miasto portowe położone nad rzeką Skaldą. Pomimo przemysłowych powiązań, które z turystycznego punktu widzenia być może nie są zbyt atrakcyjne, w okolicach rzeki warto odwiedzić chociażby Zamek Het Steen. Niewątpliwie sam w sobie jest architektoniczną atrakcją, ale na domiar dobrego, właśnie stamtąd roztacza się widok na stare miasto – przede wszystkim na górującą gotycką Katedra NMP.

To wokół niej roztaczają się wspomniane już tu małe uliczki pełne sklepów z czekoladą, ale też atrakcyjnych butików. Antwerpia niewątpliwie jest rajem dla fanów zakupów. Ulica Meir pełna jest mniej i bardziej popularnych marek. Nie można też zapominać, że jest to „diamentowe miasto” – to właśnie tam znajduje się światowe centrum handlu tymi właśnie drogocennymi kryształami.

Jeśli jesteśmy miłośnikami sztuki warto zobaczyć Muzeum Rubensa, które znajduje się w jednej z uliczek odchodzących od wspomnianej już ulicy Meir. Sztuką niewątpliwie można nazwać też Dworzec Kolejowy, który wita przybywających do Antwerpii. Zbudowany w 1905 roku wywiera ogromne wrażenie. Przepiękna zabudowa i rozległe, niemalże magiczne schody (fani Harry’ego Potter’a śmiało mogą porównać je do schodów w Hogwarcie – taki mamy tam klimat!).

Antwerpia to miejsce idealne do spacerów, które ma na swojej trasie wiele interesujących zabytków. A wieczorem, klimatyczna kolacja lub tradycyjne piwo w jednej z typowych dla Belgii knajpek. Co więcej, dająca się tam wyczuć „wielkomiejska” atmosfera przyciągnąć może miłośników nieco mniej sielskich klimatów.

 

3. Brugia

„Wenecja północy” – szczerze? Według mojej opinii ma w sobie więcej magii, niż włoskie miasto. Zabudowa Brugii, zarówno malownicze małe domki, jak i historyczne centrum miasteczka, wprowadzają nas w niemalże baśniowy świat. Snujące się dookoła kanały, urokliwe mostki, przepływające pod nimi łódki (pełne turystów) – nic dziwnego, że jest to kolebka wielu znakomitych malarzy.

Gotycki Ratusz, Bazylika Świętej Krwi, Szpital św. Jana i beginaż z XIII wieku, to tylko niektóre miejsca warte zobaczenia. Jako, że Brugia jest małym miastem, spokojnie możemy zrobić to wszystko podczas spaceru (w zasadzie to chyba nie ma nawet innej możliwości ze względu na dostęp do niektórych miejsc). Dzięki uważnemu spacerowi odkryć możemy cała masę niezwykłych zakątków, których nie znajdziemy na każdej mapie.

O Brugii, każdym mostku, przepływającej wodzie i roztaczającym się klimacie sztuki można wiele. Zdecydowanie jest to najpiękniejsze miasteczko Belgii. Jeżeli wybierze się ten właśnie kraj na wakacje, jest to „must have” listy miejsc do zobaczenia. Chociaż właściwiej byłoby powiedzieć „do odwiedzenia”, bowiem samo przyjrzenie się atrakcjom Brugii nie wystarcza, trzeba to miasto poczuć. Dobrze jest w nim po prostu pobyć, odetchnąć, wsłuchać się w nie (nawet pomimo turystycznego gwaru).

Polecam zacząć wczesne zwiedzanie. Uliczki zapełniają się tak naprawdę dopiero około godziny 11-12. Do tego czasu można się w wielu miejscach poczuć niemalże prywatnie. Cudne przeżycie!

 

4. Morze

Wiele osób nie wie, że Belgię można spokojnie uznać za kraj dla „plażowiczów”. Utrudnieniem jest zmienna pogoda (często padający deszcz) i dość niskie temperatury. Woda w Morzu Północnym też do najcieplejszych nie należy… Kiedy jednak uda się złapać promienie letniego słońca, nie sposób oprzeć się urokowi plaży. Jeśli jest zaś nieco zimniej, idealny zdaje się być spacer brzegiem wody.

Co więcej, trudno oprzeć się pomysłowi wyjazdu nad morze, gdy jesteśmy np. w Brugii. Odległość od niej do Ostendy (miasto położone na wybrzeżu) wynosi niecałe 30 km. Pociągiem podróż zajmuje 16 minut, a kursują one w odstępie kilku-kilkudziesięciu minut. Na szybką wycieczkę na bank uda nam się wiec znaleźć chociażby godzinkę – nie pożałujemy!

Ostenda sama w sobie nie jest może najpiękniejszym miastem wybrzeża. Blankenberge czy Knokke-Heist są z punktu widzenia morskiego wypoczynku bardziej atrakcyjne. Wszystkie mają w sobie jednak podobne „miejskie” elementy. Jest to zdecydowanie inny klimat plaż, niż ten znany nam znad Bałtyku. Jeśli jednak o same plaże chodzi, są one piaszczyste (chociaż nie jest to „najdelikatniejszy” piasek) i rozległe. Spokojnie można na nich grać w siatkówkę, frisbee, czy też… otworzyć wystawę figur z piasku! Zdecydowanie znajdzie się na to miejsce i uatrakcyjni – szczególnie dzieciakom – pobyt. W tym roku w Ostendzie oglądać można było świat Disney’a zbudowany właśnie w tenże sposób. Genialny widok!

 

5. Jedzenie

Kuchnia belgijska nie umywa się zapewne do włoskiej, czy francuskiej. Trudno nawet wymienić jakieś szczególnie związane z nią dania. Jeśli jednak chodzi o tradycyjne przekąski i przysmaki związane z Belgią właśnie, idealnie oddają one ideę wakacyjnych przyjemności.

Po pierwsze – piwo. Jest ono wręcz nieodłącznym elementem belgijskiej kultury To właśnie tam znajdziemy ponad 500 gatunków tego trunku. Jedne są mocne i ciężkie, inne lekkie i z niemalże niewyczuwalną nutką goryczy. Podstawa to piwa klasztorne, słynni trapiści i ich opactwa – m.in. w Chimay czy w Orval. Z jednej strony są to ciekawe miejsce to zwiedzenia, z drugiej znakomity pretekst dla fanów piwa do wypróbowania kolejnych smaków. A jest w czym wybierać!

Po drugie – gofry (w zasadzie trzeba by powiedzieć: „waffle”). Ich zapach roznosi się niemal na większości belgijskich uliczek. Swoim urokiem zapraszają nie tylko najmłodszych. Fani słodkości będą wniebowzięci, bo jakże inne są one od znanych nam z polskich deptaków gofrów. Dodatki do wyboru, do koloru.

Po trzecie – frytki. To właśnie w Belgii powstał tenże przysmak, który dla wielu kojarzy się ze słabej jakości fast foodami. Rzeczywiście nie jest to być może najzdrowsza przekąska, ale belgijski sposób smażenia ziemniaków (dwukrotnie i w różnych temperaturach) sprawia, że nie sposób nie ulec ich chrupkości. Co ciekawe, w Brugii znajduje się nawet muzeum dedykowane właśnie frytkom – coś dla ciała, coś dla ducha!

Po czwarte i chyba najważniejsze – czekolada! To właśnie stamtąd pochodzą najwięksi mistrzowie czekolady, a belgijskie pralinki uznawane są za jedne z najlepszych na świecie. Niemal na każdym kroku znajdują się tam małe (i większe) manufaktury, których wystawy przyciągają uwagę i zmysły. To właśnie czekolada zdaje się być najczęściej przywożoną z Belgii pamiątką i prezentem z wakacji. Pyszna, oryginalna, tworzona na miliona sposobów. Któż na wakacjach może nam zabronić takich przyjemności?!

 

Co jeszcze warto wiedzieć wybierając się w podróż do Belgii?
  • Dobry transport – belgijskie miasta są pomiędzy sobą bardzo dobrze skomunikowane. Zarówno jeżeli chodzi o drogi (wiele obwodnic najtrudniejszych okolic), jak i pociągi. Szczególnie polecam transport kolejowy, jest szybki i wygodny. Jeżeli chcemy odwiedzić kilka miejsc i zrobić tzw. „przejazdówkę”, możemy kupić bilet na 10 przejazdów (ważny przez rok). Wpisujemy tam tylko datę, miejsce odjazdu i docelową destynację. Koszt takiego biletu (normalny, bez zniżek) wynosi 77 euro.
  • Noclegi – Belgia do najtańszych miejsc nie należy. Do najdroższych na szczęście też nie. Dobrym rozwiązaniem są noclegi w hostelach. Ich koszt zaczyna się średnio od 26 euro za noc. Niektóre z nich mają wliczone w cenę śniadanie. W sezonie wakacyjnym belgijskie hostele mają spore obłożenie, warto rezerwować terminy wcześniej. Są to przeważnie miejsca o dobrym standardzie i położone w centrach miast (bazuję głównie na Antwerpii i Brugii). Co ciekawe, większość spotkanych tam osób to turyści ze Stanów Zjednoczonych i Kanady!
  • Język – w większości miejsc spokojnie można porozumieć się w języku angielskim. Zwłaszcza w dużych miastach. Coś o czym jednak warto pamiętać to fakt, że Belgia jest krajem podzielonym na regiony Walonii i Flandrii. Pierwszy z nich jest regionem francuskojęzycznym, drugi opiera się na języku flamandzkim. Może to być mylące, szczególnie na znakach drogowych, czy na dworcach. Dobrze jest zapoznać się z obiema nazwami miast do których mamy zamiar się kierować. Przykłady? Liège (francuski) i Luik (flamandzki). Anvers (francuski) i Antwerpen (flamandzki).

 

Liège

Brugia

Antwerpia

Bruksela – Atomium

„Château de La Hulpe” / Fondation Folon

Foto: wszystkie zdjęcia pochodzą z prywatnego archiwum

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Jak komórka, tablet i komputer wpływają na dziecko? Cyberchoroby plagą XXI wieku

Jak komórka, tablet i komputer wpływają na dziecko?
Aż 1,2 miliona dzieci w wieku od trzech do ośmiu lat jest regularnie online – fot. Pixabay

Pewnie nie raz byłeś świadkiem sytuacji, kiedy dzieci zamiast wspólnie brykać na trawie lub chodzić po drzewach, podłączone są do ipadów lub smartfonów, nie zauważają świata ani  siebie, tylko bezmyślnie wpatrzone w ekran  przeżywają swoje alternatywne życie.

Jak przekonuje niemiecki neurobiolog i psychiatra Manfred Spitzer, media cyfrowe zakłócają rozwój mózgu i prowadzą do uzależnień. Tylko kontrola i ograniczanie czasu spędzanego przez dziecko przed ekranem może sprawić, że je ocalimy.

Powinniśmy zdać sobie sprawę, że ocalenie zależy od nas. Nie bez powodu Bill Gates pozwolił swoim dzieciom korzystać ze smartfonów w wieku 14 lat. Przecież doskonale zdaje sobie sprawę, jakie zagrożenie niesie ze sobą niekontrolowany dostęp do wirtualnej rzeczywistości.

Czy nie odnosisz wrażenia, że życie toczy się tylko online? Dokucza ci samotność? Zmieni to Facebook. Miłość? Znajdziesz tylko na serwisach randkowych. Nadwaga? Ściągnij sobie aplikację z dietą. Głodny? Wystarczy wejść na jeden z miliona blogów – dzisiaj prawie każdy jest świetnym kucharzem.  Potrzebujesz pieniędzy? Kredyt online czeka na ciebie. Nie mówiąc o mapach, przelicznikach kalorii, licznikach kroków etc. Prawdę mówiąc już teraz nie wyobrażamy sobie życia bez smartfona, myśl o zgubieniu czy choćby porannym zapomnieniu wzięcia go z domu wprawia nas w drżenie.

Niemiecki neurobiolog i psychiatra, Manfred Spitzer po raz kolejny bije na alarm. W latach dziewięćdziesiątych wydał książkę „Uwaga, ekran”, w której przestrzegał przed negatywnymi skutkami telewizji na mózg dzieci.

Kilka lat później w „Cyfrowej demencji” udowadniał jak bardzo wirtualna rzeczywistość niszczy umiejętności, takie jak samodzielne myślenie i zakłóca uwagę oraz orientację przestrzenną. Po tej książce okrzyczano go psychiatrą –chuliganem, który z „niepełnymi i błędnymi” tezami jeździ po kraju, wykorzystując sezon ogórkowy 2012 do reklamowania swojej książki za pomocą demagogicznych uproszczeń.

Zobacz też: Praca dla trolla, czyli jak nami manipulują w internecie

Zagrożenie dla dzieci

Dzisiaj, po czterech latach od „cyfrowej demencji” mówi się powszechnie o niepożądanych skutkach cyfrowej technologii informacyjnej.

Wyniki sondażu przeprowadzonego na próbie reprezentatywnej złożonej z tysiąca niemieckich obywateli na temat „zdolności zapamiętywania i cyfrowych funkcji pamięci” są zatrważające.

W kolejnej książce „Cyberchoroby” Spitzer podsumowuje swoje wieloletnie badania oraz ostrzega, co może zagrażać naszym dzieciom, jeśli pozwolimy im istnieć głównie w wirtualnej rzeczywistości.

Dozwolona dawka

Jak wykazują statystyki, współczesne społeczeństwa wysoko rozwinięte już dawno przekroczyły  dozwoloną dawkę, którą można zaakceptować, zwłaszcza jeśli chodzi o dzieci i młodzież.

W dzisiejszym świecie dopuszczamy dzieci do świata cyfrowego, zanim zaczną chodzić i mówić, a w wieku 12-16 lat spędzają one w nim nawet 7, 5 godzin dziennie. Błyskawiczne rozpowszechnienie smartfonów w ciągu ostatnich pięciu lat zmieniło ten stan wyłącznie pod jednym względem: zakres wykorzystywania cyfrowej technologii informacyjnej gwałtownie wzrósł, ponieważ smartfon jest w zasięgu naszej ręki (i naszych dzieci) prawie przez 24 godziny na dobę – od budzenia, poprzez czytanie porannych newsów, sprawdzenia Facebooka etc.

Już nie pytamy nikogo o drogę – mapę mamy w kieszeni, nie pytamy sąsiadów, jak uruchomić pralkę – wystarczy otworzyć internet. Nasze dzieci nie zadają nam pytań. Przecież tyle razy sami odsyłaliśmy je do Googla, który często jest szybszy i dokładniejszy od nas.

Zobacz też: W sieci nie jesteś anonimowy. Cyfrowy ślad zdradza, ile zarabiasz, i zawyża ceny produktów

Droga donikąd

Konsekwencje takiego postępowania są zatrważające:

Po pierwsze:

mózg dzieci nie jest dojrzały, do rozwoju potrzebują one określonych warunków i doświadczeń , których przez cyfrowe media nie nabędą.

– wspólnego czasu z rodzicami i rodzeństwem – przytulania, przepychanek, kontaktu wzrokowego i dialogu, okazywania uczuć, pomocy i sprzeczek, pocieszania, rozwiązywania problemów ,

– ruchu na świeżym powietrzu i doświadczeń w rzeczywistym świecie  aż po doświadczenie zmysłowe, pokonywanie przeszkód i realizację własnych pomysłów i projektów.

Młodzi ludzie nie są w stanie ocenić, co jest dla nich dobre, a co nie. Tak jak z cukrem, który przez to, że jest ogólnie i w każdej chwili dostępny – jest potencjalnym zagrożeniem dla maluchów. Gdybyśmy nie stawiali granic, jadłyby je codziennie w olbrzymich ilościach. W tej sytuacji nie mówimy: „Same wiedzą, co jest dla nich najlepsze”, tylko wydzielamy im porcje lub  ustalamy „słodkie dni”.

Zobacz też: UNICEF: Jeden na trzech użytkowników internetu to dziecko

Działania uboczne

Spritzer  nie jest wrogiem technologii, chodzi mu o niepożądane działania uboczne – podobnie jak w farmakologii. Tam także mamy nie tylko działania korzystne i pożądane, ale też skutki uboczne. Wiadomo także, że owe działania uboczne mogą być odmienne w zależności od wieku. Nieprzebadanego medykamentu raczej nie podajemy sobie, a tym bardziej swoim dzieciom.

Dzieci  poruszają się samodzielnie w cyfrowym świecie. Aż 1,2 miliona dzieci w wieku od trzech do ośmiu lat jest regularnie online. Dzieci, które nie potrafią jeszcze czytać i pisać, rozpoznają symbole umożliwiające im korzystanie z internetowych ofert. Musimy je edukować i kształcić, żeby wiedziały jak się bronić i żeby wirtualna rzeczywistość była pomocnym narzędziem, a nie ich światem.

Jeśli pozostawimy ich zdrowie i umysły kilku bogatym firmom, dla których zyski ważniejsze są od dobrostanu kolejnego pokolenia, popełniamy błąd, którego skutki mogą być bardzo poważne.

Zobacz też: Nauki ścisłe nie muszą być nudne. Polscy uczniowie wykorzystali je w kosmicznych wynalazkach

Konsekwencje cyfrowej technologii

Do psychicznych i społecznych konsekwencji cyfrowej technologii informacyjnej należą: lęk, deficyty uwagi, stres, bezsenność, brak ruchu, a co za tym idzie otyłość, problemy w relacjach, rozwody, depresja i osamotnienie.

Amerykańscy naukowcy dowiedli niedawno w badaniu eksperymentalnym, że skłonność do grania w gry na komputerach i smartfonach, prowadzi do bezsensownych czynności, nie mających nic wspólnego z myśleniem, natomiast sprzyjających umysłowej nieobecności.

Jeśli chodzi o procesy towarzyszące edukacji udało się już dosyć dobrze udokumentować negatywne skutki korzystania ze smartfonów – zebrane dane jasno pokazują zakłócanie procesów uczenia się i osłabienia osiągnięć akademickich. Uzależnienie od internetu i gier, zakorzeniło się w naszych społeczeństwach na dobre i na pewno będzie wyzwaniem dla systemu opieki zdrowotnej.

Rodzice, którzy są w kontakcie ze swoimi dziećmi, świetnie zdają sobie sprawę, jak bardzo cyfrowe życie szkodzi ich dzieciom, jak kradnie czas, który powinien być poświęcony na inne czynności wspierające rozwój (sport, majsterkowanie, muzykowanie, zabawa na podwórku, chodzenie po drzewach, etc).

Naukowcy radzą rodzicom dzieci i młodzieży ograniczać im czas korzystania ze smartfonu do 60 minut dziennie (szczególnie w przypadku gier). Pamiętajmy, że rozsądnie stosowana cyfrowa technologia informacyjna może ułatwić nam życie, czasem nawet ratować.

Nie zapominajmy jednak o skutkach ubocznych i zagrożeniach – szczególnie o uzależnieniach. Także o tym, że to głównie od nas samych uczą się nasze dzieci. Dlatego szczególnie, kiedy jesteśmy z nimi, warto wyłączyć smartfon i odejść od komputera.  Bo ani Skype ani e- mail czy sms nie zastąpi realnego spotkania.

Źródło: Manfred Spitzer „Cyberchoroby”

Wydawnictwo: Dobra Literatura

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Suplementy – szkodzą czy pomagają?

Czy suplementy są potrzebne

Większość z nas każdego dnia wzbogaca swoją dietę suplementami, kupionymi w aptece i dostępnymi dla każdego. Czy suplementy są potrzebne i czy przyjmując je bez żadnej kontroli i zaleceń lekarskich możemy sobie zaszkodzić?

Suplementy nie zastąpią zdrowej, zbalansowanej diety – twierdzi dr JoAnn Manson, profesor medycyny i epidemiologii na Harvardzkim Wydziale Medycznym. – Ich stosowanie może być niepotrzebnym odejściem od zdrowych praktyk żywieniowych

Zobacz też: Nowa Piramida Zdrowego Żywienia dla dzieci. Rodzicu, przeczytaj!

Czym jest suplement?

Termin suplement obejmuje specyfiki takie jak witaminy, minerały, wyciągi roślinne. Mimo tego, że od lat są bardzo popularne, to ciągle nie ma wystarczających badań, potwierdzających ich pozytywne działanie na organizm człowieka.

Materiał, który ukazał się w magazynie „Journal of the American College of Cardiology”  dowodzi, że multiwitamina, witamina D, wapń i witamina C nie chronią organizmu przed chorobami związanymi z układem krążenia, tak jak niedawno sądzono.

Nie ma wątpliwości, że suplementy, które codziennie zażywamy bez żadnych ograniczeń to olbrzymi biznes. W Polsce to rynek warty ponad 4 mld zł.

Powinniśmy więc sobie zdać sprawę, że suplement to przede wszystkim środek spożywczy i produkt, który ktoś chce sprzedać. Włączając suplement do codziennego menu trzeba też pamiętać, że przy wprowadzaniu na rynek w Polsce nie potrzeba badań jakościowych ani ilościowych. Wystarczy tylko  poinformować Głównego Inspektora Sanitarnego, co oznacza, co ciągle mamy w naszym kraju wolną amerykankę jeśli chodzi o suplementy.

Sytuacja powinna zmienić się w tym roku. Profesor Przemysław Kardas z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi prowadzi badania dotyczące bezpieczeństwa zażywania suplementów diety. Jego celem jest uświadomienie pacjentom, lekarzom i tym, którzy takie środki sprowadzają lub produkują, jakie niebezpieczeństwo może nieść spożywanie suplementów bez żadnego nadzoru i porady.

Zobacz też: Zdrowa, roślinna i niebanalna. Poznaj dietę wege!

Czy suplementy są potrzebne?

Często nie zdajemy sobie sprawy, że suplementy mogą wchodzić w reakcje z lekami lub wywoływać niezamierzone skutki. Większość z nich nie wywołuje skutków ubocznych, a na przykład witamina B i kwas foliowy mogą zredukować ryzyko wylewu.

Badania opublikowane w 2012 roku wykazały, że grupa mężczyzn, która przez 11 lat regularnie przyjmowała multiwitaminę, obniżyła o 8% ryzyko wystąpienia raka i o 9% wystąpienie katarakty w porównaniu do grupy, przyjmującej placebo.

Niekontrolowanie zażywanie tego typu środków jednak nieść za sobą nieprzyjemne konsekwencje. Możliwe zagrożenia przyjmowania suplementów:

  • wysokie dawki beta karotenu mogą podwyższyć ryzyko raka płuc o osób palących,
  • wysokie dawki witaminy D i wapnia mogą skutkować pojawieniem się kamieni żółciowych,
  • wysokie dawki witaminy E mogą skutkować krwawieniem w mózgu,
  • witamina K może zaburzać działanie środków na rozrzedzenie krwi
  • zbyt wysokie dawki witaminy B6 przyjmowanej przez rok lub dłużej, mogą prowadzić do osłabienia funkcji mózgu, co może skutkować zaburzeniami w koordynacji ciała.

Rola suplementów w grupach podwyższonego ryzyka

Osoby ze zdiagnozowaną osteoporozą potrzebują większej dawki witaminy D i wapnia, niż ta którą otrzymują z pożywienia. Także chorzy na chorobę Crohna lub celiakię, z powodu nieprzyswajania ważnych składników, powinni wspierać się suplementacją. Ci, którzy mają zdiagnozowany niedobór witaminy B12 powinni przyjmować suplement.

Niektóre badania dowodzą, że formuła, w której znajdą się witamina C, witamina D, karoteny, cynki i miedź, może powstrzymywać degenerację ciałka żółtego u starszych osób.

Badania jasno dowodzą, że suplementacja może wspomóc organizm w niektórych stanach chorobowych, w innym przypadku najlepiej „pobierać” naturalną suplementację z właściwej diety.

Źródło: Harvard Health Publishing, Bankier.pl

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Od czego może się uzależnić Twoje dziecko i co ma do tego depresja?

Od czego może się uzależnić Twoje dziecko i co ma do tego depresja?
Dostępność środków psychoaktywnych lub możliwości korzystania z urządzeń elektronicznych stanowią istotne źródło zagrożeń dla rozwoju psychiki młodego człowieka. – fot. CM Damiana

Potrzeba skorzystania z pomocy psychiatrycznej to dla wielu osób trudny temat, często zamiatany pod dywan, budzący wstyd i niechęć. Niesłusznie, bowiem problemy natury psychicznej dotyczą nawet 8 milionów dorosłych Polaków. Co więcej, stale przybywa również dzieci i młodzieży, która często nie radzi sobie ze stresem, presją ze strony rówieśników czy rodziny. To może skutkować popadaniem w uzależnienia np. od Internetu (siecioholizm) albo pojawieniem się zaburzeń natury psychicznej. Coraz powszechniejszym problemem wśród nastolatków jest depresja – związane z nią samookaleczenia czy nawet myśli samobójcze. O skali zjawiska może świadczyć fakt, że w Polsce jest dwa razy więcej samobójstw niż ofiar wypadków samochodowych. Jak pomóc dzieciom i młodzieży zmagającym się z depresją i co zrobić, by nie „przegapić” problemu odpowiada dr n. społ. Monika Dragunajtys-Sudoł, psycholog w Centrum Medycznym Damiana.

Depresja wśród najmłodszych? Tak, to możliwe i bardzo niebezpieczne

Istnieje wiele zachowań lub stanów, które wymagają konsultacji z psychologiem czy psychoterapeutą. Leczenie psychiatryczne czy psychoterapia są jednak nadal tematami, których podejmowania unikamy w obawie przed negatywną oceną lub samooceną. Dopuszczenie do siebie myśli, że nasze dziecko może potrzebować pomocy specjalisty wywołuje wstyd i powoduje, że często ukrywamy taki fakt przed znajomymi i rodziną. Wolimy tłumaczyć te zachowania różnymi czynnikami sytuacyjnymi lub umniejszamy ich znaczenie – „to normalne w tym wieku”. Robimy tak, bo nie zaakceptowaliśmy tego, że nasze dziecko być może jest chore, bo uderza to w nasze rodzicielskie kompetencje lub uważamy, że psychiatra czy psycholog to ostateczność i stygmatyzacja.

Zagrożenia dla naszych dzieci – czy nowe technologie mogą wywołać depresję?

Etiologia zaburzeń psychicznych jest wieloczynnikowa i oprócz aspektów biologicznych, genetycznych, istotną rolę pełni środowisko, w jakim żyjemy. Wśród młodzieży, do czynników, które zasługują na naszą szczególną uwagę należą: negatywne myślenie, mało wzmocnień pozytywnych (takich konsekwencji jakiegoś zachowania, które spowodują, że będą one występowały częściej, np. nagród), stresujące wydarzenia i niskie poczucie własnej wartości.

Środki psychoaktywne i nowe media

Dostępność środków psychoaktywnych lub możliwości korzystania z urządzeń elektronicznych stanowią istotne źródło zagrożeń dla rozwoju psychiki młodego człowieka. Otrzymanie nagrody, osiągnięcie przyjemności to elementy dostępne na wyciągnięcie ręki, bez większego wysiłku, a jednocześnie stwarzające ryzyko m.in. uzależnienia. Zjawiska społeczne, których dzieci i młodzież są uczestnikami lub obserwatorami, dają z jednej strony poczucie pewnej anonimowości, z drugiej przynależności do jakiejś grupy społecznej. Przywiązywanie zbyt dużej wagi do bycia popularnym czy docenianym (np. w mediach społecznościowych) prowadzi do niezdrowego porównywania się z rówieśnikami, co może przyczynić się do spadku samooceny i pewności siebie. To niestety często prowadzi do zjawiska osamotnienia, wycofywania się z relacji w rzeczywistym świecie, wzmacniając smutek i depresję. To czynniki sprawiające, że młodych ludzi, którzy potrzebują konsultacji psychiatrycznej z każdym rokiem przybywa.

Urządzenia elektroniczne a rozwój poznawczy

Korzystanie z urządzeń – telewizora, komputera, smartfona niekorzystnie wpływa również na rozwój poznawczy, a zwłaszcza na procesy uwagi, która pod ich wpływem jest ciągle rozproszona. Dzieci mają coraz większe problemy ze skupieniem się na wykonywanym zadaniu, a także trudniej wykonywać im przez dłuższy czas jedną czynność, stają się rozdrażnione, a czasem nawet agresywne. W dobie smartfonów i niemal nieustannego bycia online, nie jesteśmy w stanie skontrolować, w jaki sposób korzystają one z Internetu, co dokładnie robią w sieci. Dlatego tak ważna jest obserwacja ich zachowania, rozmowa, budowanie bliskości i zaufania w świecie rzeczywistym. Pamiętajmy, że dzieci uczą się przez obserwację naszych zachowań. W znacznej części my modelujemy ich zachowania związane z technologiami i sposób nawiązywania relacji z ludźmi.

Depresja nie przychodzi z zaskoczenia – czujność pozwoli uniknąć tragedii

Depresja może być mylona z nastoletnim buntem i buzowaniem hormonów. Okres dojrzewania, przeżywania związanego również z procesami biologicznymi jest czasem szczególnej wrażliwości. Dlatego zawsze powinniśmy uważnie przyglądać się naszemu dziecku, być z nim w bezpiecznej więzi. Każda zmiana w zachowaniu powinna zwrócić uwagę zarówno nauczycieli, jak i rodziców. U młodzieży dotkniętej depresją często obserwuje się wycofanie z kontaktów społecznych – ma to związek ze spadkiem zarówno energii, jak i negatywnymi myślami oraz niskim poczuciem własnej wartości. Ponadto, mogą pojawić się problemy z koncentracją, niechęć chodzenia do szkoły, często nieuzasadniona złość, smutek oraz poczucie samotności – komentuje dr n. społ. Monika Dragunajtys-Sudoł, psycholog w Centrum Medycznym Damiana.

Symptomy depresji

Jednak objawy nie zawsze są tak oczywiste. Bywa, że pierwszymi symptomami są bóle głowy, brzucha czy występowanie zaburzeń snu, lęków, a nawet drażliwość czy agresja. Jeśli jako rodzice zauważymy, że w ostatnim czasie zachowanie naszego dziecka uległo zmianie – nie bagatelizujmy tego. Niestety bez naszej interwencji, objawy depresji narastają, nabierają na sile, dlatego ważne jest, aby jak najszybciej zweryfikować ich przyczyny i ewentualnie rozpocząć psychoterapię. W chwili, gdy objawy są już bardzo groźne – np. gdy pojawią się myśli samobójcze, samookaleczenia, konieczne jest niezwłoczne podjęcie odpowiedniego leczenia. Jednak pamiętajmy, że wsparcie bliskich jest jednym z pierwszych i kluczowych czynników w procesie powrotu do formy. W zależności od nasilenia objawów, depresja może być całkowicie wyleczona, dzięki terapii z psychologiem czy psychoterapeutą. Choć w niektórych przypadkach niezbędne będzie leczenie farmakologiczne.

Bezpieczeństwo dzieci to wspólna odpowiedzialność rodziny, szkoły i opieki medycznej

– Uważam, że możliwości korzystania z pomocy psychologicznej powinny być większe, zwłaszcza w szkołach, gdzie istotna jest współpraca psychologa z gronem pedagogicznym (wsparcie pracy nauczycieli) i rodzicami już na etapie identyfikowania czy diagnozowania problemów, które często właśnie w szkole się ujawniają. Ponadto, niezbędna jest specjalistyczna pomoc psychoterapeutów w placówkach opiekuńczych i resocjalizacyjnych (domach dziecka, młodzieżowych ośrodkach socjoterapii oraz młodzieżowych ośrodkach wychowawczych) czy poradniach psychologiczno-pedagogicznychdodaje Monika Dragunajtys-Sudoł

Niestety w wielu polskich szkołach brakuje psychologa, który mógłby udzielić wsparcia czy pomóc w rozpoznaniu problemu. Ponadto część dzieci, które potrzebują pomocy zamiast możliwości rozmowy dostaje naganę (od rodziców, wychowawców), bywa uznawane za niegrzeczne lub niewychowane. Rodzice i nauczyciele zbyt często przerzucają się odpowiedzialnością za problemy, które dotykają dzieci. W ten sposób, bagatelizując lub po prostu nie dostrzegając pierwszych symptomów istniejących zaburzeń, wiele przypadków nie jest diagnozowanych i dzieci nie otrzymują potrzebnego wsparcia.

Problemy psychologiczne dzieci i młodzieży powinny być traktowane poważnie i priorytetowo. Rola czujnych rodziców, zaangażowanych pedagogów, psychologów i lekarzy jest w tym aspekcie kluczowa. Współpraca środowiska rodzinnego, szkolnego i medycznego jest warunkiem udzielenia szybko odpowiedniej pomocy. Dlatego należy zrobić wszystko, aby młodzi pacjenci mieli swobodny dostęp do opieki medycznej i mogli liczyć na wsparcie w trudnych dla siebie chwilach.

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Oto jak wygląda ciało kobiety, która urodziła trojaczki – ważny głos młodej mamy!

Fot. Instagram triplets_of_copenhagen

Ciało jest niesamowite! Dowód? Oto zdjęcia, które przedstawiają podróż kobiecego ciała przez 35 tygodni trojaczej ciąży. Co ważniejsze, Maria pokazuje także swoje ciało już po pojawieniu się na świecie dzieci – jej głos jest niesamowicie ważny!

Ciąża trojacza to zawsze ciąża podwyższonego ryzyka. Maria w jednym z postów napisała, średnia długość trwania ciąży z trójką dzieci w brzuchu, wynosi 32 tygodnie. Na szczęście w tym wypadku udało się szczęśliwie dotrwać do 35. tygodnia. Ciąża obyła się bez większych problemów, a mama dzielnie nosiła ten 20-kilogramowy bagaż!

Maluchy przyszły na świat we wrześniu 2018 roku – dwoje z nich ważyło ponad 2000g, jedna z dziewczynek ważyła zaś 1950. Urodziły się silne i dzielne tak jak mama! Już po dwóch dniach zostały odłączone od elektronicznego monitoringu, a po 9-ciu mogły już opuścić szpital i pojechać do domu. >>KLIK<<

Fot. Instagram triplets_of_copenhagen

Na pewno pojawienie się na świecie trojaczków wywraca życie całej rodziny do góry nogami. W tym wypadku maleństwa mają jeszcze 2-letniego brata, który siłą rzeczy też wymaga opieki, uwagi, miłości. Ręce pełne roboty! Jest to tym większe wyzwanie dla kobiety, że w czasie ciąży musiała zrobić „potrójną” robotę. Jej ciało podlegało olbrzymim obciążeniom, a przecież trzeba dojść do siebie… I jedno to zająć się tym, co dzieje się z nim z medycznego punktu widzenia, drugie to zaś zaakceptować zewnętrzena zmiany, jakie w nim zaszły. Maria swoimi zdjęciami niewątpliwie normalizuje ten temat.

Fot. Instagram triplets_of_copenhagen35 tydzień ciąży

Tydzień po narodzinach trojaczków

Mam teraz naprawdę dziwnie wiszący brzuch, który wciąż jest dość ciężki. Moja macica się jeszcze nie obkurczyła. W związku z tym, że mój brzuch był tak rozciągnięty, zajmuje to dłużej niż zwykle. Założę jak najszybciej opaskę podtrzymująca, ponieważ jest to dość denerwujące, a do tego to, co wisi, powoduje ból blizny po cesarskim cięciu. Jestem naprawdę niecierpliwa, by odzyskać z powrotem swoje ciało!

Fot. Instagram triplets_of_copenhagen1 tydzień po ciąży

Moc ciała

Maria opublikowała też zdjęcie miesiąc po porodzie, pod którym nie kryła rozczarowania w związku z tym, jak w dalszym ciągu wygląda jej ciało. Kolejne zdjęcie pokazała zaś 12 tygodni po narodzinach trojaczków. Opisała, że zmiany są bardzo powolne, nie może też wciąż przemęczać się fizycznie i być może ma przepuklinę. Jest na szczęście pod opieką lekarzy oraz trenerki, która specjalizuje się w pracy z kobietami po ciąży. U Marii pojawiły się m.in. problemy z mięśniami brzucha, czy też kręgosłupem. Pogorszeniu uległa postawa kobiety, co ma wpływ np. na oddychanie oraz pojawianie się przeróżnych bólów.

Co ważne, młoda mama zaopiekowała się swoim ciałem. I nie chodzi tu o idealny wygląd, ale przede wszystkim o zdrowie. Także o zdrowie psychiczne! Z jednej strony, kiedy ciało zacznie wracać „do siebie”, to i głowie będzie łatwiej. Z drugiej, akceptacja ciała, szacunek do jego historii oraz urealnianie innym tego, jak wygląda ciało po trojaczej ciąży, to jest największa wygrana. I nie tylko dla Marii, ale też dla wszystkich obserwujących ją kobiet.

Fot. Instagram triplets_of_copenhagen4 tygodnie po ciąży

 

Fot. Instagram triplets_of_copenhagen12 tygodni po ciąży

Jest to przekaz niezwykle ważny. Tym bardziej cieszy, że ludzie mają odwagę dzielić się coraz większą ilością takich doświadczeń. „To jest NORMALNE. To jest ciało. To jest człowiek. Każdy inny. Z innymi doświadczeniami. Nie zawsze są one pozytywne i nie zawsze czujemy się ze sobą okej, nie obwiniajmy się jednak za to. Mamy prawo do słabości, do gorszego samopoczucia, do poproszenia o wsparcie. I chociaż może wydawać nam się dziwne i zaskakujące, że jednak coś poza standardową okładkową postacią może być piękne, to owszem może. Ciało jest niesamowite, a to ile jest w stanie razem z nami znieść, pokazuje dodatkowo oprócz piękna także ogromną siłę i mądrość” – pisałam o projekcie „Ciała 4-tego trymestru” [tł. redakcji]. Znów to zatem powtórzę: wszystkich ciał nie da się zmierzyć jedną miarą. Szanujmy i bądźmy dobre/dobrzy dla każdego z nich.

 

Zobacz też: Te zdjęcia dają jasny przekaz – nasze ciała to nie są manekiny, piękno ma różną formę!

Źródło zdjęć i historii: Instagram @triplets_of_copenhagen

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.