Przejdź do treści

Bezdzietność męskim okiem – „Czy nasze wybory były do końca świadome? Nie wiem”

Bezdzietność – temat, który wciąż zdaje się budzić kontrowersje. Czy rzeczywiście posiadanie potomstwa to „naturalna ścieżka życia”? Skąd w nas takie przekonania i jakie idą za nimi skutki? Poznaj męską perspektywę bezdzietności.

„Każdy ma swoją drogę. (…) A czy to jest dobre, złe, świadome, nieświadome? Nie wiem” 
Czy do świadomej decyzji o nieposiadaniu dzieci prowadzi długa droga?

Sebastian Milewski: U nas potoczyło się to troszeczkę inaczej, z tego względu, że moja żona jest chora. Jest to trombocytopenia, czyli niska krzepliwość krwi. Do tego doszły jeszcze „kobiece sprawy” i dosyć poważna operacja. 15 lat temu, kiedy braliśmy ślub, wiedziałem o chorobie. Może jeszcze nie docierało jednak do nas, że później mogą być takie problemy z zajściem w ciążę. Przy chorobie żony wystarczy, że się mocniej skaleczy, pojawi się krwotok i tak naprawdę można jej nie odratować.

Przy takim stanie ciąża może być ogromnym zagrożeniem.

Tak, chociaż wiele osób „ryzykuje”. My też staraliśmy się o dziecko, nie był to temat omijany szerokim łukiem. Dlaczego jednak mówię o ryzyku? Przykładem może być film „Chemia”. Oglądaliśmy go razem z żoną i powiem szczerze – daje do myślenia. Jest świetnie zagrany aktorsko, emocje też są przekazane i chociaż nie byłem na miejscu tych osób, to mniej więcej wiem, co mogli czuć. Gdy moja żona miała operację, nastawialiśmy się na to, że może tego nie przeżyć. Taką ewentualność przedstawiali nam też lekarze. Przypuśćmy więc, że w takim momencie pojawia się wybór: żona, czy dziecko?

Chyba nie ma dobrego wyjścia.

Są to bardzo trudne wybory i osoby z zewnątrz, które nie do końca nas znają, nie wiedzą jaka jest historia naszego związku i dlaczego nie mamy dzieci, może to mylnie oceniać. Wiele osób myśli: „nie mają dzieci, to mają wygodne życie”. Nie jest więc do końca tak, że nasza decyzja o tym, że nie mamy dzieci, była podjęta świadomie. Tak się po prostu potoczyło życie. Patrząc jednak na reakcje innych ludzi, mamy z żoną coś, czego wielu rodzicom brakuje.

No to buduje pan teraz suspens…

Nie wiem czy spotkała się pani z opinią, że osoby nieposiadające dzieci, nie wiedzą tak naprawdę, jak je wychowywać. Do nas dzieci lgną, jak do magnesu. Mamy z żoną 6-cioro chrześniaków, ale wokół jest też bardzo dużo innych maluchów. Nawet sąsiedzi w naszym bloku, którzy mają genialne bliźniaki, są w szoku, że tak potrafimy się nimi zająć. Mamy wspólny balkon i zdarzało się, że w sobotę o 9-tej rano słyszeliśmy przez szybę: „Ciocia Rrrrenia”, bo dzieciaki nie potrafiły jeszcze wymówić „r”. To, że nie mam dzieci, nie zwalnia mnie z posiadania instynktu.

Rzeczywiście często słyszy się, że ludzie nie chcą mieć dzieci, bo po prostu ich nie lubią. Z drugiej strony, zdarzają się też przypadki osób nieposiadających potomstwa, które świetnie sprawdzają się w zawodach, w których pełnią funkcje opiekuńcze – nauczyciele, wychowawcy.

Wydaje mi się, że część osób tak naprawdę ukrywa, jaka jest przyczyna tego, że nie ma dzieci.

Nic dziwnego. Wciąż panuje swego rodzaju „presja rodzicielstwa”. Dla wielu osób wydaje się to być „naturalną” ścieżką życia.

Sam zostałem wychowany w układzie: drzewo, rodzina, dom. Teraz jednak czasy się trochę zmieniły. Jest dom, drzewo niekoniecznie, rodzina też nie zawsze. Patrząc na młodsze pokolenie, a jestem po 40-stce, oni widzą siebie inaczej. Mają teraz zupełnie inne perspektywy. Wydaje mi się, że jest im dużo łatwiej „odnieść sukces”. Pozwolić sobie na dużo więcej, niż my kiedyś. Czy więc nasze wybory były do końca świadome? Nie wiem.

Pojawia się we mnie w tym momencie myśl o adopcji, która też jest równie ważną drogą do rodzicielstwa. Na to się państwo nie zdecydowaliście, więc jednak swego rodzaju świadoma decyzja jest.

Rozmawialiśmy o tym z żoną. Miałem jednak pewne obawy, a nie chcę traktować tego dziecka, jak zabawki. Dla mnie adopcja nie jest takim hop-siup: „Weźmy sobie dziecko, będzie super”. Wydaje mi się to dużo większym problemem, niż podjęcie decyzji, że w ogóle dzieci nie chcemy mieć. A człowiek zna siebie na tyle, na ile mógł się sprawdzić.

Słyszę swego rodzaju bilans?

Dużo z żoną rozmawiamy, także na ten temat. Staramy się do wszystkiego podejść z dystansem, bo wydaje mi się, że nie ma co się załamywać. Liczy się to, co jest tu i teraz.

Patrząc na całokształt, cieszę z tego, co mam. Mam wspaniałą żonę, która mnie kocha i ja ją kocham. Mamy coś wspólnego, coś co razem osiągnęliśmy.  Nie mamy potomka? W porządku, nie robimy z tego tragedii. Dla mnie najważniejsze jest to, że moja żona jest zdrowa. Na tyle zdrowa, że możemy razem żyć. Mamy wspólne pasje, lubimy razem wyjeżdżać.

Kiedyś znajomi zaprosili nas na imprezę. Zaczęliśmy rozmawiać i padły słowa: „Jak na was patrzę, to się dziwię. Nie macie dzieci, a tacy jesteście szczęśliwi”. Zapytałem, dlaczego mamy nie być szczęśliwi? Czym w tym wszystkim jest dziecko? Jest tyle rodzin, które mają dzieci, a są nieszczęśliwe. Ile jest rozwodów i walki o maluchy. Dziecko jest traktowane instrumentalnie, a nie powinno tak być. Warto zastanowić się, co nas łączy poza dziećmi. Dlaczego się w sobie zakochaliśmy.

To są właśnie te głęboko zakorzenione w nas społeczne przekonania o dziecku, jako niezbędnym elemencie prawidłowej drogi życiowej. Chyba jednak u mężczyzn tego typu presja jest mniejsza?

Nie wiem, nie wszyscy moi znajomi mają dzieci. Tak naprawdę trudno stwierdzić, czy decyzja o nieposiadaniu dzieci jest dobra, czy zła. Łatwa, czy trudna. Nie mi to oceniać. Ja się czuję szczęśliwy. Czy się czuję spełniony? Pewnie tak. Chociaż padały pytania: „I co teraz zrobicie?”.

A co mamy zrobić? Będziemy żyć dalej. Różne przypadki się zdarzają, więc nie rezygnujemy, ale zdajemy sobie sprawę, że ten czas już na pewno uciekł. Nie robimy z tego jednak dramatu. Nie rozpaczamy, nie wszczynamy kłótni.

Wydaje się to być niezmiernie ważne, by obie strony w związku potrafiły to zrozumieć.

Jedno to zrozumieć, a drugie zaakceptować. To jest moim zdaniem podstawa. Przede wszystkim ludzie muszą zaakceptować w związku siebie takimi, jakimi są.

Wyobrażam sobie jednak sytuacje, gdy któraś ze stron może mieć ogromny żal o nieposiadanie dziecka. Żal, którego nie jest w stanie udźwignąć.

No dobra, ale pojawia się pytanie: „Do kogo ten żal?”. Zdarzaj się różne wypadki w życiu, na które człowiek nie jest przygotowany. My z żoną mieliśmy wiele takich etapów, podczas których można się było załamać. Dlaczego jednak mieliśmy się po nich nie podnieść? Jeżeli chcę być razem z jakąś osobą, to jestem. Biorę to ze wszystkim. Wiadomo, że nie ma idealnych związków. My też czasami potrafimy się pokłócić i to jak się okazuje o największe głupoty. Kiedy jednak są poważne tematy, to rozmawiamy poważnie.

Moim zdaniem kobieta może bardziej czuć się rozczarowana tym, że nie może spełnić się jako matka. Facet chyba lepiej sobie z tym radzi, chociaż jakby nie było – też czuje. Myślę jednak, że w dużej mierze jest to kwestia zrozumienia tego, że jest to związek. Nie są to tylko jednostkowe decyzje. Wiele osób chowa się ze swoimi problemami, nie chce nawet mówić o nich najbliższej rodzinie.

Być może z tego powodu, że ludzie bardzo łatwo i szybko nas oceniają.

Ja już przestałam zwracać uwagę na to, co mówią inni.

A było tak, że robiło to na panu wrażenie?

Nie powiem, że nie bolało. Nie raz, nie dwa było mi z tego powodu przykro. Tym bardziej, jeżeli fakt nieposiadania przez nas dzieci był wykorzystywany jako atak, który w formie argumentu miał w nas uderzyć. Każdy ma swoją drogę. Jedni powiedzą, że Bóg im tak wybrał. Inni powiedzą, że sami tak wybrali i taką właśnie ścieżką idą. My z żoną obraliśmy taką, a nie inną drogę i nią podążamy. A czy to jest dobre, złe, świadome, nieświadome? Nie wiem.

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Matki kręcą porno!

Matki kręcą porno
Nietypowa edukacja seksualna – Fot.Pixabay

W Wielkiej Brytanii coraz więcej coraz młodszych nastolatków ogląda filmy porno. Cztery matki przerażone statystykami i zdegustowane tym, co znalazły w sieci, postanowiły wziąć sprawy we własne ręce i nakręciły etyczny film porno, aby pokazać młodzieży, że to, co tak chętnie oglądają, nijak ma się do łóżkowej rzeczywistości.

Filmy porno to dla wielu młodych ludzi jedyna forma edukacji seksualnej – jak się okazuje nie tylko u nas. W Polsce coraz więcej nastolatków zaczyna współżycie w wieku 15 lat, ponad połowa bez zabezpieczenia, a źródłem wiedzy o seksie nie jest wychowanie do życia w rodzinie, czy rodzice (którzy uważają, że edukacja seksualna demoralizuje) tylko Internet.

Zobacz też: Nastolatek w domu, czyli 6 najlepszych książek o dorastaniu

W Wielkiej Brytanii 65 % chłopców w wielu 15-16 lat i 28 % 11 i 12-latków czerpie wiedzę o seksie właśnie z takich filmów i tak też traktuje swoje partnerki. Poza tym spora część młodych ludzi uzależnia się od oglądania filmów porno, a młode kobiety nie czują się komfortowo, kiedy są zmuszane przez swoich partnerów do odtwarzania sytuacji oglądanych w filmach. Wiele z nich porównuje się także do aktorek, co ma negatywny wpływ na postrzeganie własnego ciała.

Czym innym jest korzystanie z pornografii po rozpoczęciu życia seksualnego, a czym innym zaczynanie życia seksualnego od pornografii – co do tego zgadzają się psychologowie i seksuolodzy.

Zobacz też: Jak rozmawiać z dzieckiem o seksie?

Jak przyznają twórczynie (Sarah-Louise, Sarah, Emma i Anita), kręcenie filmu nie było łatwym zadaniem. W trakcie zdjęć jedna z mam odeszła z projektu (nie było to w zgodzie z jej wiarą i zasadami moralnymi). Kolejna załamała się, kiedy w trakcie zbierania informacji otworzyła film, w którym gwałcono kobietę. Nie wspominając o tej, która zwymiotowała na planie.

Film oczywiście przeznaczony jest dla widzów, którzy ukończyli 18 lat. Jedna z reżyserek zaprosiła na premierę syna z grupą znajomych, którzy podczas dyskusji po premierze przyznali, że film spełnił ich oczekiwania i był przydatną lekcją nienaruszania granic i intymności.

Źrodło:

https://inews.co.uk

https://www.youtube.com/watch?v=eMkUVlIuprM

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

“Szczepimy bo myślimy” – obywatelska inicjatywa na rzecz obowiązkowych szczepień

“Szczepimy bo myślimy” - obywatelska inicjatywa na rzecz obowiązakowych szczepień to reakcja na ruch antyszczepionkowy
fot.Pixabay

Inicjatywa obywatelska “Szczepimy bo myślimy” zrodziła się w odpowiedzi na rosnącą liczbę niezaszczepionych dzieci w publicznych żłobkach, przedszkolach i szkołach.

Rodzice i lekarze, którzy wyszli z projektem zmian w ustawach* chcą, by warunkiem przyjęcia dziecka do publicznej placówki było okazanie dokumentów potwierdzających, że dziecko było szczepione.  W opozycji do nich stoją osoby związane z ruchem antyszczepionkowym, które odmawiają szczepienia dzieci ze wzglądu na niebezpieczne konsekwencje szczepionek dla zdrowia i dalszego rozwoju dziecka. W Polskich mediach teoba te głosy są słyszalne dość wyraźnie, przez co wiele niezgodnych z prawdą twierdzeń jest powielanych.

* Projekt ustawy obywatelskiej znajdziecie tutaj. Zmiany miałyby dotyczyć następujących aktów prawnych: u. o podstawowej opiece zdrowotnej, r. o opiece nad dziećmi w wieku do lat 3, prawo oświatowe.

O komentarz na temat mitów, którymi obrosła kwestia szczepień poprosiłyśmy pediatrę z Centrum Medycznego Damiana, lek.med. Renatę Sękowską.

Chbr: Często słyszymy twierdzenie, że z powodu szczepień mamy “epidemię autyzmu”. Ile w tym prawdy?

RS: Liczne badania kliniczne nie potwierdziły związku przyczynowo-skutkowego między szczepieniami, w tym skojarzoną szczepionką przeciw odrze, śwince, różyczce a ryzykiem wystąpienia zaburzeń ze spektrum autyzmu. W 2019 roku opublikowano badanie przeprowadzone z udziałem ponad 600 tys. Dzieci, które porównujące częstość występowania zaburzeń ze spektrum autyzmu u dzieci szczepionych i nieszczepionych. Autorzy badania wysunęli wniosek, że szczepienie MMR nie zwiększa ryzyka rozwoju autyzmu i zaburzeń ze spektrum autyzmu u dzieci, w tym również u dzieci z grup ryzyka rozwoju tych zaburzeń.

Szersze omówienie wspomnianego badania opublikowałyśmy tutaj: Szczepionka MMR nie powoduje autyzmu – nowe dowody naukowe

Chbr: Rodzice przeciwni szczepieniom mówią, że ich dziecko nie zaszkodzi innym dzieciom, bo one są zaszczepione. Czy te choroby w ogóle jeszcze istnieją?

RS: Dziecko, które nie zostało poddane szczepieniom jest narażone na zachorowanie na chorobę zakaźną. Tym samym jest źródłem zakażenia dla dzieci z  jego otoczenia, które mają realne przeciwwskazania do wykonywania szczepień, np. dzieci z niedoborami odporności, dzieci po leczeniu przeciwko nowotworom.

Czy te choroby istnieją? Dzięki wysokiemu odsetkowi wyszczepialności, na szczęście obserwujemy je bardzo rzadko. Ale niestety nadal występują. Najlepiej świadczy o tym zwiększona w ostatnich miesiącach ilość dzieci i dorosłych, którzy zachorowali na odrę. Potwierdzone przypadki zachorowań dotyczą dzieci i dorosłych, którzy nie otrzymali szczepionki przeciw odrze.  Również częstsze występowanie krztuśca tłumaczy się m.in. rezygnacją ze szczepień w niektórych środowiskach.

Zobacz też: Depresja – choroba naszych czasów. Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją

Według przeciwników szczepień, wiele dzieci po szczepieniach doznaje wstrząsów i zapaści, niewydolności oddechowej, paraliżu. Zdarzają się przypadki śmiertelne.

NOP niepożądany odczyn poszczepienny – to wg definicji WHO medyczny objaw czasowo związany ze szczepieniem, który może być spowodowany wieloma przyczynami. Do najczęstszych niepożądanych odczynów poszczepiennych należy reakcja miejscowa (obrzęk, zaczerwienienie, bolesność), gorączka, wysypka po szczepieniu przeciwko odrze, śwince, różyczce.

Po podaniu każdej szczepionki może wystąpić reakcja anafilaktyczna (zagrażająca życiu, uogólniona reakcja nadwrażliwości na kontakt z podanym czynnikiem). Najcięższą postacią anafilaksji jest wstrząs anafilaktyczny. Średnie ryzyko wystąpienia anafilaksji po najczęściej stosowanych szczepionkach wynosiło 0,65 na milion podanych dawek. Najczęstszą przyczyna anafilaksji są pokarmy i leki.

Zobacz też: Jak rozmawiać z dzieckiem o seksie?

A co z argumentem, że szczepionki zawierają rtęć i inne metale ciężkie, które odkładają się w organizmie dziecka?  

Tiomersal, czyli etylen rtęci wykorzystywany był przy produkcji szczepionek jako substancja hamująca namnażanie bakterii. W latach 90. wysunięto podejrzenie, że związki te mogą kumulować się w organizmach niemowląt, powodując zaburzenia neurologiczne. W związku z tą hipotezą producenci szczepionek zastąpili etylen rtęci innymi konserwantami. Tiomersal jest wydalany z organizmu w ciągu 7 dni. Aktualne badania nie potwierdzają toksycznego działania tiomersalu, ani też jego kumulacji w organizmie. Obecnie spośród szczepionek stosowanych w Polsce etylen rtęci zawiera jedynie szczepionka DTPw (przeciwko krztuścowi). Nie wchodzi jednak w skład szczepionek wysoko skojarzonych (tzw.  „5 w 1” i „6 w 1”).

Na liście badań naukowych przytaczanych przez przeciwników szczepień znajdują się dane rzekomo dowodzące wpływu szczepień na zwiększenie ryzyka wystąpienia chorób alergicznych i autoimmunologicznych.

Nie stwierdzono wpływu szczepień na zwiększenie ryzyka wystąpienia chorób alergicznych.

Nie potwierdzono negatywnego wpływu szczepień na rozwój neuropsychologiczny dzieci. Badania obejmowały również szczepionki zawierające tiomersal.

Brak również danych potwierdzających hipotezę o wpływie szczepionek na występowanie chorób autoimmunologicznych. Wykluczono negatywny  wpływ szczepień na występowanie cukrzycy typu 1. Ostatnie doniesienia wskazują na zmniejszoną częstość rozpoznawania cukrzycy typu 1 u dzieci, które otrzymały szczepionkę przeciw rotawirusom. Wykluczono hipotezę o zwiększeniu  ryzyka zachorowań na stwardnienie rozsiane po szczepieniu przeciw WZW typu B.\

Czy w skład szczepionek wchodzą tkanki pochodzące od ludzkich płodów?

W Polsce zarejestrowane są szczepionki (MMRVax-Pro, Priorix i Priorix Tetra)  do produkcji których wykorzystuje się jedną z zarodkowych linii komórkowych. Linię te pobrano z płodu poddanego aborcji z przyczyn społecznych. Wykorzystuje się ją do namnażania wirusa różyczki przy produkcji szczepionki przeciwko odrze, śwince, różyczce.

Linie komórkowe stworzono w latach 60 XX wieku. Aborcji nie dokonano bezpośrednio w celu pobrania komórek, lekarze wykorzystali płody uprzednio usunięte z przyczyn pozamedycznych.

Zobacz też: Standardy edukacji seksualnej WHO to zagrożenie dla dzieci?

Czy szczepionki łączone (np. Infanrix hexa) powodują nagłą śmierć niemowląt?

Analiza przypadków nagłej śmierci łóżeczkowej i badania kontrolne szczepionki Infanrix hexa nie wykazały związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy podaniem szczepionki a nagłym zgonem dzieci.

Czy wprowadzenie w życie założeń projektu “Szczepimy bo myślimy” jest w stanie skutecznie chronić dzieci przez chorobami zakaźnymi?

Gdy rozważamy temat szczepień u dzieci i rezygnacji ze szczepień musimy pamiętać, że decyzje podejmują rodzice, ale konsekwencje tych decyzji ponoszą dzieci. Gdy w mojej praktyce lekarskiej spotykam się z rodzicami, którzy odmawiają szczepień swojego dziecka wiem, że kierują się jego dobrem. Tak akurat to dobro pojmują. Takie informacje uzyskali – z Internetu czy od znajomych.

Zobacz też: Szczepionka przeciwko HPV będzie refundowana w Warszawie

Czy rozmowa Pani, jako lekarza, z niechętnymi wobec szczepień rodzicami przynosi efekty?

Moją rolą jest przekazać rodzicom rzetelną wiedzę na temat bezpieczeństwa szczepień. Rodzice muszą wiedzieć, dlaczego uważamy, że szczepienia są tak ważne i  przed jakimi chorobami zakaźnymi chronią. Jakie jest ryzyko wystąpienia tych chorób, jakie są następstwa zachorowania, oraz, że nie ma innych dostępnych metod, które mogłyby zapobiec zakażeniom.  

Edukacja i przekonanie tej grupy rodziców dałoby szansę na skuteczną ochronę ich dzieci i dzieci z otoczenia. Są bowiem dzieci, które ze względów medycznych nie mogą być szczepione. Na poziomie samorządów, władz państwowych powinny być podejmowane działania, które zapewnia tym dzieciom ochronę. Takim rozwiązaniem może być weryfikacja realizacji szczepień przy przyjmowaniu do publicznych placówek edukacyjnych.

 

Ekspert

lek.med. Renata Sękowska

Pediatra, Centrum Medyczne Damiana

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

Z pamiętnika Pierwszej Damy

Książka Michelle Obamy
Michelle Obama skrupulatnie opisuje swoje życie, to, co ją ukształtowało – Fot. Pixabay

Nie ma wątpliwości, że Michelle Obama przerosła sławą swojego męża i przez osiem lat jego prezydentury stała się jedną z najbardziej wpływowych i popularnych kobiet na całym świecie.               Jej książka to szczera opowieść o drodze do Białego Domu i życia w nim.

Nie boi się pisać o swoich poronieniach, terapii dla par, na którą uczęszczali z Barackiem i innych trudnych momentach w życiu. Storytelling staje się coraz bardziej popularny, poprzez historie innych, ludzie odnajdują swoje problemy i sposób na ich rozwiązanie.

Może dlatego biografia zdecydowanie najbardziej lubianej Pierwszej Damy Stanów Zjednoczonych stała się bestsellerem na całym świecie.

Zobacz też10 ilustracji, które idealnie pokazują codzienne problemy kobiet. Śmiać się, czy płakać?

Książka Michelle Obamy

Michelle Obama skrupulatnie opisuje swoje życie, to, co ją ukształtowało – dzieciństwo w Chicago, studia, poznanie męża, pogodzenie kariery z wychowywaniem dzieci i wreszcie prezydentura Baracka Obamy. Jak sama pisze, nie chciała nigdy odgrywać roli ładnej osoby, która przecina wstęgi i uświetnia przyjęcia.

Pierwszym krokiem było założenie ogrodu w Białym Domu – misją stało się zdrowe żywienie, zachęcenie do publicznej debaty osób zajmujących się szkolnictwem, służbą zdrowia. Następstwem było przegłosowanie ustawy na temat żywienia dzieci, dzięki której polepszył się dostęp do zdrowego jedzenia wysokiej jakości w szkołach publicznych i po raz pierwszy od 30 lat zwiększyły się państwowe dotacje na posiłki – Pierwsza Dama zaangażowała się w walkę z otyłością, szczególnie wśród dzieci i młodzieży.

Osiem lat mieszkania w Waszyngtonie – zapis życia pod ciągłą kontrolą, pod okiem podatników i prasy czyhającej na najmniejsze potknięcia. Każde wyjście Michelle poruszało media społecznościowe – co ubrała, jak wygląda, dlaczego włożyła szorty, dlaczego ten kolor, a nie inny? Wyglądało na to, że moje ubrania liczą się dla ludzi bardziej niż to, co mam do powiedzenia” – wspomina. Dziennikarzy bardziej interesowało, kto zaprojektował jej sukienkę niż co jest przedmiotem spotkania.

Zobacz też: „Pilotka” – seria książek, która pokazuje, że mamy też pracują!

„Nigdy nie zamierzam kandydować”

Czy myśli o kandydowaniu? To pytanie interesuje wszystkich – tych, którzy ją kochają i tych, którzy nie darzą jej sympatią .

Ponieważ ludzie często mnie o to pytają, udzielę jasnej odpowiedzi: nigdy nie zamierzam kandydować. Nigdy nie lubiłam polityki i moje doświadczenia z minionej dekady tego nie zmieniły”(…) Wierzę, że dobrze prowadzona polityka może być narzędziem zmiany na lepsze, ale ta sfera życia jest po prostu nie dla mnie – pisze w swojej książce.

Jeśli rzeczywiście nie będzie kandydować, na pewno w oczach wyborców pozostanie Pierwszą Damą Która Chciała Być Sobą. I to jej się udało.

Wyd. Agora

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Biżuteria antykoncepcyjna – pierwsze testy przeszła pomyślnie! Na jakiej zasadzie ma działać?

Nie są to kolczyki, na których przeprowadzano badania. Można jednak założyć, że odpowiednie zapięcie pasowało by także i do tej pary - biżuteria antykoncepcyjna to coś dla ciebie?

Co i rusz specjaliści ogłaszają wynalezienie nowej metody antykoncepcyjnej. I chociaż wybór teoretycznie jest dość spory, to w większości kończy się na tabletkach. Wiele kobiet z chęcią zrezygnowałaby z tego codziennego obowiązku. A jeśli dodatkowo będzie wiązało się to z ładną biżuterią – przyjemne z pożytecznym!

Naukowcy opracowują bowiem specjalne podkładki, właśnie np. pod kolczyki, czy zegarek, które umożliwią uwalnianie odpowiedniej ilości hormonów. Kontakt owej podkładki ze skórą pozwoli na wchłanianie się hormonów do organizmu.

Wstępne testy przeprowadzane w Stanach Zjednoczonych pokazują, że biżuteria antykoncepcyjna rzeczywiście może dostarczyć odpowiednich dawek niezbędnych substancji, co pozwoli skutecznie zabezpieczyć się przed ciążą. Co prawda nie przeprowadzono jeszcze testów na ludziach, ale zakłada się, że zdecydowanie może ułatwić to odpowiednie dawkowanie i regularność przyjmowania leków.

„Czy kobiety rzeczywiście…”

Metoda ta opiera się na działaniu plastrów transdermalnych, które wykorzystywane są np. we wspomaganiu rzucania palenia, czy też w zapobieganiu chorobie lokomocyjnej. Owszem, plastry antykoncepcyjne także są dostępne na rynku, ale nie były one dotąd łączone z biżuterią. Jakie stoją za tym argumenty? Ma to być z jednej strony dyskretniejsze, z drugiej zaś być może bardziej atrakcyjne dla niektórych kobiet, jak przytacza opinie ekspertów portal news.gatech.edu.

Jeśli tego typu biżuteria antykoncepcyjna przejdzie pomyślnie testy na ludziach, będzie musiała być zmieniana po upływie około tygodnia. Co ważne, ma być jednak na tyle uniwersalna, by można było założyć ją w różnych sytuacjach.

Nad czym jeszcze zastanawiają się obecnie badacze? „Musimy zrozumieć nie tylko skuteczność biżuterii antykoncepcyjnej, ale także czynniki społeczne i osobiste, które są istotne dla kobiet na całym świecie”- powiedział Mark Prausnitz, profesor z Georgia Institute of Technology. „Musielibyśmy upewnić się, że idea biżuterii antykoncepcyjnej jest czymś, czego kobiety rzeczywiście chcą i używają” – dodaje.

W poszukiwaniu złotej metody

Jak widać, sporo dzieje się w temacie antykoncepcji. Jedne pomysły są lepsze, inne gorsze – ocena zapewne będzie indywidualna. Co jednak istotne, coraz widoczniej angażuje się w ten temat także mężczyzn, czego przykładem jest męska tabletka antykoncepcyjna. Przeszła ona niedawno z sukcesem pierwszą fazę badań klinicznych. Cały proces pozostaje więc w toku: „Wejścia na rynek tabletek antykoncepcyjnych dla mężczyzn możemy spodziewać się za około 10 lat” – pisaliśmy w naszym portalu >>TUTAJ<<.

Zobacz też: Jak dobrać najlepsze tabletki antykoncepcyjne? Antykoncepcja na miarę twoich potrzeb

Źródło: news.gatech.edu

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.