Przejdź do treści

Burger King zachwala „piękno pleśni” na swoich kanapkach – smacznego!

Whooper po 34 dniach nie wygląda zbyt apetycznie. – fot. materiały prasowe

Fast foody i zdrowy tryb życia to pojęcia tak przeciwstawne jak ogień i woda. Aby zmienić ten stan rzeczy, McDonald wprowadził sałatki do menu, a Burger King przygotował „niesmaczną” kampanię reklamową.

Gnijący hamburger. Tak można by pokrótce opisać to, co sieć zaprezentowała w 45-sekundowym filmiku promocyjnym. Materiał przedstawia proces gnicia kanapki (Whoppera) na przestrzeni 34 dni. Wszystko po to, aby pokazać, że jest pozbawiona sztucznych dodatków i barwników. Reklama nie ujmuje swoją estetyką, ale nie sposób odmówić jej oryginalności.

Burger, który „uczciwie” gnije

 Powstało wiele dowcipnych anegdot o „długowieczności” burgerów. Ponoć jednego wystawiono na aukcji internetowej po tym, jak przeleżał 20 lat w kieszeni kurtki pewnego Amerykanina. Po wydobyciu na światło dzienne kanapka wyglądała zadziwiająco świeżo, co wywarło duże wrażenie na jej niedoszłym konsumencie. Trudno orzec, czy to rzeczywista historia, ale nie o prawdę chodzi w tym przypadku. Raczej o powszechne przekonanie, iż fast foody wprost ociekają konserwantami, upodabniającymi jedzenie do plastikowych zabawek. Społeczna świadomość na temat skutków niezdrowej diety znacząco wzrosła w ciągu ostatnich dwóch dekad. Sieci sprzedające „śmieciową” żywność starają się więc zmienić swój negatywny wizerunek.

Zobacz też: Toksyczna matka – po czym ją rozpoznać?

„Piękno pleśni”

Na kampanię reklamową Burger Kinga, oprócz wspomnianego filmiku, składają się również plakaty z napisami wychwalającymi „piękno pleśni” i fotografiami tejże. Można wyśmiać ten slogan lub uznać go za coś śmiałego i odkrywczego. W tym miejscu wypada jednak zauważyć, że burger – spleśniały czy też nie – zdrowiu nie służy i żadna kampania reklamowa tego nie zmieni. Nowy, pozbawiony konserwantów Whopper jest w najlepszym razie nieco mniej szkodliwy niż jego poprzednia, „chemiczna” wersja.

Nadal przyczynia się do powstawania otyłości. Wciąż sprzyja rozwojowi choroby wieńcowej. Fakt, że przy okazji nie zatruwa organizmu paroma związkami chemicznymi, ma raczej iluzoryczne znaczenie. Wszystko jest jednak dla ludzi – wybierając spośród kilku fast foodów (a te często graniczą ze sobą na lotniskach i w galeriach handlowych) chyba warto wybrać „mniejsze zło”.

Smacznego

Abstrahując od przedmiotu kontrowersyjnej kampanii, należy pochwalić firmę za skłonność do eksperymentowania. Pomysł ze zgniłym burgerem jest poniekąd nader… świeży. Żadna inna sieć fast foodów nie zaprezentowała wcześniej nic podobnego. Ciekawe, czy Burger King umieści wspomniane plakaty w pobliżu swoich restauracji. Widząc zgniłe bułkę i mięso, klienci mogliby stracić ochotę na szybki posiłek. Byłoby to ze strony firmy realne, prozdrowotne działanie.

Zobacz też: 7 EKO-sposobów, jak oszczędzać wodę!

Bartosz Jaster

Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonat i badacz historii, miłośnik literatury faktu. Członek Fundacji Rozszczepowe Marzenia, niosącej pomoc dzieciom z wadami wrodzonymi.

Witaminy a zdrowie psychiczne – o czym musisz pamiętać w swojej diecie?

Witaminy a zdrowie psychiczne
Fot: ra2studio / 123RF

Powszechnie wiadomo, że niedobór witamin źle wpływa na organizm. Okazuje się jednak, że skutki tego niedostatku mogą negatywnie oddziaływać również na ludzką psychikę.

Witaminy vs. zdrowie układu nerwowego i psychiki

Warto zdawać sobie sprawę z tego, jak duże znaczenie dla funkcjonowania ludzkiego umysłu mają witaminy. Przykładowo, witamina D pozytywnie wpływa na ponad 1000 genów odpowiedzialnych za samopoczucie, sen, motywację oraz pamięć. Co więcej, wspomaga wydzielanie dopaminy i serotoniny w mózgu, czyli tzw. hormonów szczęścia. Łatwo stąd wysnuć wniosek, że niedostateczna ilość witaminy D w organizmie sprzyja depresji i poirytowaniu. Podobne, równie niepożądane skutki, wywołuje niedobór witaminy B12. Odgrywa ona ważną rolę przy powstawaniu czerwonych krwinek, które „transportują” tlen; gdy komórki otrzymują go zbyt mało, człowiekowi stale towarzyszy m.in. poczucie zmęczenia, nawet jeśli jest wyspany.

Witamina B6 także ma niebagatelne znaczenie dla prawidłowego funkcjonowania mózgu i układu nerwowego. Dzieje się tak, ponieważ bierze udział w tworzeniu wielu neuroprzekaźników, takich jak wspomniana już serotonina.

Oczywiście wpływ wszystkich wymienionych witamin na organizm jest znacznie większy. Gdy którejś brakuje – ciało zwykle nas o tym informuje. Wysypka, zmiany koloru skóry, wypadanie włosów, bóle mięśni, kości, pleców, obniżona odporność… objawów jest wiele. Zdrowa, zbilansowana dieta pozwala ich uniknąć i stanowi naturalną alternatywę dla suplementacji, której z kolei nie warto przeceniać. Fakt, że ktoś zmaga się z depresją, nie musi być spowodowany brakiem witamin. Kupiona w aptece multiwitamina nie jest cudownym remedium na wszelkie problemy z nastrojem, może jedynie wspomóc naturalne procesy zachodzące w ludzkim ciele. Te zaś w największej mierze zależą od trybu życia.

Minerały idą z pomocą!

Oprócz witamin istnieje jeszcze szereg minerałów niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania organizmu. W kontekście zdrowia psychicznego warto wyróżnić chociażby magnez, który pomaga w redukcji stresu, obniża nerwowość, a także poprawia koncentrację. Z tego powodu zaleca się go osobom wykonującym pracę umysłową.

Również cynk sprawia, że łatwiej skupić się na wykonywanym zadaniu. Gdy człowiekowi brakuje tego pierwiastka, męczą go stany apatii. Trudniej mu też zapamiętywać nowe informacje, ponieważ cynk odgrywa ważną rolę w komunikacji zachodzącej między neuronami.

Żelazo z kolei – tak jak witamina B12 – jest niezbędne w procesie „dystrybucji” tlenu do poszczególnych narządów i komórek ciała. Przyczynia się także do powstawania wspomnianych już hormonów, serotoniny i dopaminy. Oprócz witamin i minerałów warto spożywać także kwasy Omega-3, wspomagające prawidłową pracę mózgu – na zdrowie!

Zobacz też: Kwasy omega-3 – sposób na odporność! Co musisz o nich wiedzieć i gdzie możesz je znaleźć?

Na podstawie: huffpost.com

Bartosz Jaster

Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonat i badacz historii, miłośnik literatury faktu. Członek Fundacji Rozszczepowe Marzenia, niosącej pomoc dzieciom z wadami wrodzonymi.

Czy da się przygotować na śmierć dziecka? ONI są tak blisko niej…

Gajusz-TenCzas - śmierć dziecka

ONI – pracownicy Fundacji Gajusz – co i rusz spotykają się oko w oko ze śmiercią. Tym trudniejszą, że dotyczącą najmłodszych. Pomagają bliskim przejść przez ten trudny czas, dodają sił do ostatnich uśmiechów, wycierają łzy przepełnione bólem. W kampanii społecznej #TenCzas opowiadają, jak wygląda ich praca i czy w ogóle można się na śmierć przygotować?

Śmierci są różne. Tak jak i różne są życia. Stąd też jedni wolą i mogą żegnać się w zaciszu swojego domu, co wspiera hospicjum domowe Fundacji Gajusz, inni zaś ostatnie swoje dni spędzają w Pałacu, jak mówi się na hospicjum stacjonarne. W obu tych przypadkach nie da się jednak zapomnieć, że nawet krótki uśmiech może za chwilę pociągnąć za sobą ostatni oddech. Mimo tej niemocy i ogromnych kosztów, jakie sami ponoszą, ONI i tak są: „Najtrudniej jest przestać coś robić. Nie robić nic, tylko towarzyszyć. Zostać, potrzymać za rękę i poczekać, aż nastąpi ten koniec” – mówi Sylwia Tymińska-Kamińska, pielęgniarka.

ONI – towarzysze odchodzenia

Lekarze, pielęgniarki, psychologowie, pracownicy socjalni – przecież każdy z nich jest po prostu człowiekiem. Z jednej więc strony bliski jest im lęk przed śmiercią, a z drugiej jakże bardzo rozumieją jej nieuchronność. Czy zawsze się z nią godzą? Pewnie nie, ale widzą też, jak owa zgoda potrzebna jest ich najmłodszym podopiecznym.

Jeżeli ktoś z rodziny krzyczy: “Nie odchodź, nie pozwalam Ci!”, to dziecko zostanie. Oczywiście to nie jest regułą, ale często jest tak, że dzieci łapią kolejny oddech i nie odchodzą, bo mama nie pozwala. Dzieci się słuchają.

Agnieszka Szulc, pracownik socjalny w hospicjach dziecięcych

Kampania #TenCzas wydaje się być stworzona z prostych rozmów, jakże jednak ważnych, głębokich i urealniających doświadczenie śmierci najmłodszych. Jest to niezwykle potrzebne w świecie dorosłych, którzy tak bardzo boją się o tym rozmawiać. A przecież to ich spokój, zrozumienie i troska stanowią bazę do odejścia. Dają też poczucie, że tam, dokąd idzie maluch – gdziekolwiek to jest – będzie mu lepiej.

Przygotowując się na odejście dziecka, dorosły musi najpierw zmierzyć się z własnymi obawami. Zarówno od strony medycznej (łatwiejszej), jak i emocjonalnej. Powinien najpierw założyć maskę sobie, dopiero później dziecku. Jak podczas awarii w samolocie.

Urszula Dryja, lekarz w hospicjum domowym

 

 


Zobacz też: 10 rzeczy, których nauczyłem się po Twojej śmierci – wzruszający post brytyjskiego taty

Fundacja Gajusz

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Być nastolatkiem – wyzwanie dla rodziców, wyzwanie dla niego samego

Być nastolatkiem – wyzwanie dla rodziców, wyzwanie dla niego samego
Być nastolatkiem – wyzwanie dla rodziców, wyzwanie dla niego samego

Psychoterapeuci zauważają, że okres nastoletni jest swego rodzaju powtórzeniem okresu niemowlęcego. To, co poszło nie tak wcześniej, te konflikty wewnętrzne dziecka, które nie zostały rozwiązane, wrócą w okresie nastoletnim.

Rodzicowi trudno będzie cieszyć się bezpieczną więzią z dzieckiem nastoletnim, jeśli wcześniej się jej nie zbudowało. Trudno dawać mu wolność i mieć wiarę w jego umiejętności, jeśli nie miało się jej wcześniej. Trudno nagle nauczyć się słuchać, jeśli wcześniej uważało się, że niemowlę ma niewiele do przekazania.

Zobacz też: Depresja to nie młodzieńczy bunt

Z kolei nastolatek będzie musiał poradzić sobie z wypracowaną dotąd prawdą o sobie oraz swoich bliskich, jak również o relacji z nimi. Jak pisze Margot Waddel w „O nastolatkach. Opowieści o światach wewnętrznych”:

Okres pokwitania to najszybsza spośród wielu innych dynamicznych zmian zachodzących w całym cyklu życia. W czasie tego przejścia dochodzi do najbardziej radykalnych i najszybszych zmian  fizjologicznych, endokrynologicznych i neurologicznych spośród wszystkich zachodzących w ciągu całego życia, może z wyłączeniem życia płodowego. (s. 70)

Waddell pisze dalej, że zmiany na poziomie emocjonalnym są równie przerażające dla młodego człowieka. Stawanie się dorosłym wiąże się z licznymi stratami. Trzeba się na przykład rozstać z pozycją dziecka – znaną i bezpieczną.

Być nastolatkiem = bycie w konflikcie

Młody człowiek weryfikuje swoją relację z rodzicami oraz postawę każdego z nich z osobna. Wystarczająco dobra relacja z rodzicem tej samej płci pozwoli nastolatkowi czerpać z tego i z mniejszym trudem zaakceptować siebie w roli kobiety lub mężczyzny. Trudności w tej relacji mogą przełożyć się na identyfikację z płcią i podjęciem odpowiedniej roli psycho-społecznej.

Bycie nastolatkiem jest więc trudne, bycie jego rodzicem również. Nie bez powodu również praca z nastolatkami jest taka trudna, nie bez powodu na przykład tak niewielu nauczycieli chciało pracować niegdyś w gimnazjach. Szybko zapominamy o okresie nastoletnim, o własnych konfliktach, dylematach, upokorzeniach związanych ze zmieniającym się ciałem.

Nie ma złotej rady, jak przetrwać okres nastoletni swoich dzieci. Pomocne może być otwarcie się na ich doświadczenia, ale też własne z tamtego okresu. Ważne też, by nie lekceważyć i nie umniejszać trudności młodych ludzi. Może nie bez powodu tak łatwo zapomnieć, jak to jest mieć naście lat.

Zobacz też: Gnębiony w szkole chłopiec opublikował poruszające nagranie. W jego obronie stanęły gwiazdy

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Miłość braterska nie ma granic! Zobacz filmik, który wzrusza do łez

Chłopiec bez rąk pomaga bratu
Fot – Screen YouTube The Greene Family

Nagranie, które pojawiło się w sieci, pokazuje, jak wielka potrafi być miłość braterska. Trudno ukryć wzruszenie, widząc, jak 3-letni chłopiec – bez rączek i nóżek – czule opiekuje się swoim młodszym bratem. Łzy same cisną się do oczu!

Wyjątkowa miłość

Katie Whiddon udostępniła w internecie krótkie nagranie, które od kilku lat porusza cały świat. Jej 3-letni syn Camden, podaje swojemu młodszemu braciszkowi smoczek. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że chłopiec cierpi na rzadką wadę, w wyniku której nie wykształciły się u niego nóżki ani rączki. Jednak pomimo niepełnosprawności, Camden otacza swojego brata wyjątkową opieką i troską.

W jednym z opublikowanych na blogu postów Kate napisała: Pomimo braku rąk, Camden zawsze stara się otoczyć troską swojego młodszego braciszka. Poza fizyczną różnicą, Camden jest typowym trzylatkiem. Dłubie w nosie, nie przestaje mówić i ciągle broi. Potrafi rysować, samodzielnie siadać, nakarmić się, umyć twarz i zęby. Jest bardzo samodzielny”. Tutaj możecie przeczytać cały post Kate [KLIK].

Zobacz też: Dzieci nie można szufladkować. Zobacz, jak znana marka walczy ze stereotypami!

Siła rodzeństwa

Internauci z całego świata są pod ogromny wrażeniem. Przesyłają niepełnosprawnemu chłopcu mnóstwo wsparcia i nie ukrywają, że ten krótki filmik jest niezwykle poruszający. Nagranie to, podobnie jak wiele innych umieszczonych przez Kate, cieszy się niesłabnącą popularnością, co tylko dowodzi siły, jaką ma w sobie rodzeństwo.

Równie mocno podkreśla to historia Julii i Michael’a – bliźniąt, z których jedno urodziło się z zespołem Downa. Nie ogranicza to jednak ich miłości i wsparcia, jakie sobie wzajemnie dają. Jak wyznaje Julia: „Czasami, gdy byłam młodsza, zastanawiałam się, jak by to było, gdyby Michael nie miał zespołu Downa. Zdałam sobie jednak sprawę, że nie ma sensu myśleć w ten sposób. Ważne, aby skupić się na tym, co jest teraz i co możemy uczynić, aby jak najlepiej wykorzystać to, co mamy” – cytowaliśmy jej słowa na naszym portalu [KLIK].

Źródło: Youtube