Przejdź do treści

Najlepsze, co możesz dać swojemu dziecku? Nuda! – sprawdź dlaczego

co robić, gdy dziecko się nudzi

Owszem, nuda może budzić lęk. Może też budzić złość i frustrację. Nie tylko u dzieci, ale także i u dorosłych. Zapewne zatem zadajesz sobie pytanie: „Dlaczego mam skazywać na nią swoje dziecko?!”. Uwierz, nie jest to kara, a ogromna nagroda dla jego rozwoju!

Nuda – czymże ona właściwie jest? Często jest to myśl: „Zrobiłabym coś, ale...”. Jest to zatem niejednokrotnie milion wymówek i de facto chęć pójścia na łatwiznę. Bo każde „ale” wymaga przeważnie jednak jakiegoś wysiłku.

Co więcej, nuda może kryć się także za stwierdzeniami: „Nic ciekawego się nie dzieje, on jest nieciekawy, nie ma dobrego filmu, nie interesuje mnie ta książka”. Tutaj dla odmiany słyszymy więc trochę złości, czy wręcz „obrażenia się” na wszystko i wszystkich dookoła. Nic jednak dziwnego, za nudą idą nieraz niezbyt przyjemne emocje, takie właśnie jak chociażby zdenerwowanie, zrezygnowanie, utrata motywacji.

Z nudą często wiąże się też narzekanie i wprost mówiąc – jęczenie. Szczególnie mogą odczuwać to rodzice, bo czyż zdanie: „Mamo, nudzę się” , nie jest jednym z najgorszych?! Za nim bowiem idzie obowiązek zajęcia się dzieckiem, nawet jeśli właśnie miałaś odpisać na ważnego maila. Może to być także konieczność ruszenia własnej wyobraźni. Ale, ale! Czy tutaj przypadkiem oby nie wyręczysz swojego malucha za bardzo?

Zobacz też: Twoje dziecko kłamie? To dobry znak

Co robić, gdy dziecko się nudzi

U lekarki i pisarki, Alison Escalante, panuje zasada, iż rano dzieci nie mogą korzystać z tabletów. Oczywiście usilnie o to proszą i testują granice swoich rodziców – a nuż uda im się ich złamać! Kluczem jest jednak konsekwencja.

Jeśli bowiem dzieci zobaczą, że rzeczywiście urządzenia nie dostaną, chwila moment i same zaczną szukać sobie zajęcia. Największym plusem nudy jest bowiem konieczność poruszenia kreatywności, wyobraźni oraz wzięcie na siebie odpowiedzialności za własną… no właśnie, nudę.

Dr Ecalante przywołuje w swoim artykule na stronie „PsychologyToday” ciekawe badania, które pokazują, iż osoby nudzące się przed tym, zanim miały wykonać kreatywne zadanie, wykonały je później lepiej, niż osoby nienudzące się wcale.

Nuda bowiem pobudza nasze myślenie, wyobrażamy sobie np. różne sytuacje, co często pomaga nam odnaleźć się lepiej w momencie, kiedy rzeczywiście się one dzieją. Z drugiej zaś strony, nie obciąża naszego mózgu informacjami, które w skrócie mówiąc „zapychają system roboczy”. Pomimo więc tego, że szare komórki pracują na pełnych obrotach, to w tym samym czasie poddajemy się też niezwykłemu relaksowi.

Zobacz też: Jak komórka, tablet i komputer wpływają na dziecko? Cyberchoroby plagą XXI wieku

Dlaczego zatem nuda jest super i jak możesz ją wprowadzić w życie dziecka?

Zrób na nią przestrzeń. Warto pozwolić dziecku mieć moment, w którym nie będzie otaczało je zbyt wiele bodźców. Nie będzie też miało żadnych pilnych zadań, a wręcz przeciwnie, nadmiar wolnego czasu. Zobaczysz, jak szybko dojdzie wtedy do głosu wyobraźnia malucha. Za chwilę kłębek włóczki okaże się być wyprowadzanym na spacer psem, a z kanapy w salonie powstanie statek kosmiczny.

Przede wszystkim należy jednak uwierzyć w siebie i swoje dzieci. W siebie na płaszczyźnie poradzenia sobie z frustracją, że lepiej dziecku czegoś nie dać, nie wymyślać mu zabawy, nie dawać smartfona i mierzyć się jednocześnie z jego złością i być może płaczem. Zaś jeśli chodzi o dziecko, uwierzyć trzeba w jego ogromną moc tworzenia, bowiem to właśnie „potrzeba jest matką wynalazku” – powiedzenie trafiające idealnie w punkt!

Zastanów się nad tym, do czego dobrego doprowadziła nuda właśnie ciebie. Być może znudziła ci się standardowa szarlotka i postanowiłaś poeksperymentować z przyprawami. Tak, pobudziłaś w sobie kreatywność! Skutek? Stworzyłaś przepis, który chcą od ciebie wszyscy znajomi. A może znudziła cię trasa, którą codziennie pokonujesz do pracy i tym razem postanowiłaś pojechać inną drogą? Okazało się, że odkryłaś dzięki temu fantastyczną knajpkę, w sam raz na kolację z przyjaciółmi. U dziecka nuda także może stać się ogromną inspiracją!

Zostawiając dziecko z nudą, dajesz mu też możliwość poczucia odpowiedzialności za siebie. Dziecko bowiem dowiaduje się, że są sytuacje, w których musi radzić sobie samo. Jest to na tyle bezpieczna „lekcja” konieczności zadbania o siebie i zachęta do działania, że chyba lepszej nie możemy sobie wymarzyć.

Co więcej, poradzenie sobie z nudą da dziecku poczucie ogromnej satysfakcji! Zobaczy, że dało radę. Że umie. Poczuje, że może mieć wpływ na to, co się z nim dzieje i jak się czuje. Jeśli bowiem nuda zamieniła się w świetną zabawę, to być może następnym razem uda mi się zrobić coś, co spowoduje, że jak będę smutny, szybciej znów się uśmiechnę? Tak, nuda uczy też dbania o siebie.

To co? Na kolejne pytanie znajomych, co robicie w weekend z dziećmi, odpowiesz teraz: „Nudzimy się”? Oby!

Zobacz też: O współczesnym rodzicielstwie z Moniką Mrozowską: „Ilość dzieci nie zwalnia z tego, żeby czujnie się im przyglądać”

Inspiracją do artykułu był tekst ze strony „PsychologyToday”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Używajmy wyobraźni czyli psychoterapia z Katarzyną Miller

Używajmy wyobraźni czyli psychoterapia z Katarzyną Miller
W terapii najlepsze jest to, że można zmieniać swoją przeszłość – Fot. Pixabay

Ci, którzy nie mają odwagi pójść na terapię mogą poszukać swojego problemu w najnowszej książce Katarzyny Miller. I znaleźć odpowiedź! Filozofka, poetka, psycholożka i psychoterapeutka z trzydziestoletnim doświadczeniem, dzieli się z czytelnikami historiami swoich pacjentów.

Nie do końca pacjentów, którzy siedzą u niej na kozetce, bo w książce „Droga Kasiu, jak żyć lepiej?” psycholożka odpowiada na listy kobiet i mężczyzn, którzy szukają u niej pomocy w trudnych sytuacjach życiowych, ale możemy sobie wyobrazić, że z takimi właśnie problemami trafiają do jej gabinetu.

Zobacz też: Samotność doskwiera też w wielkim mieście. Polska psycholożka znalazła na nią sposób

„Szukaj swojego psychoterapeuty tak długo, aż go znajdziesz, tak jak szukasz dobrego partnera” mówi w jednym z wywiadów jedna z najbardziej znanych psycholożek w naszym kraju, wulkan pozytywnej energii, którą dzieli się ze swoimi pacjentami i nie tylko z nimi. Uważa, że storytelling ma moc i dzieli się swoimi przeżyciami, doświadczeniami – wystarczy zajrzeć do jej książki „Bez cukru, proszę”, w której opowiada o swoim dzieciństwie, rodzicach, lękach i radzeniu sobie z życiem. To nie ekshibicjonizm, tylko chęć niesienia pomocy ludziom.

Możemy zmieniać przeszłość

W terapii najlepsze jest to, że można zmieniać swoją przeszłość – twierdzi psychoterapeutka. Pamiętać ją, szanować, to, co się wydarzyło, ale jednocześnie nadawać jej nowe znaczenie. Jak pisze w jednym z listów w książce „Droga Kasiu, jak żyć lepiej?”, psychoterapia polega na powrocie pamięcią do jakichś wydarzeń z przeszłości i próbie wyobrażenia sobie tego, czego człowiekowi wtedy zabrakło, na przykład osoby, której potrzebował, a jej wtedy nie było, a także tego, co chciałby, żeby ta osoba w tamtym momencie zrobiła, a nie zrobiła.

Ta książka to świetny poradnik, rady Katarzyny Miller pomogą czytelnikowi i czytelniczce odkryć i nazwać to, co boli. Co zrobić, kiedy spotkamy w pracy toksyczne osoby, czujemy się niespełnieni i rozczarowani, opuszczają nas przyjaciele, boimy się przyznać, że na co dzień nosimy maskę uprzejmości, boimy się wyjść ze swojej sfery komfortu, nasze dzieci się kłócą. I wiele innych problemów, które pomaga rozwiązać.

Zobacz też: Samotność doskwiera też w wielkim mieście. Polska psycholożka znalazła na nią sposób

Siła wyobraźni

Katarzyna Miller twierdzi, że wszystko jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Oczywiście nie możemy żyć tylko wyobraźnią, bo brakowałoby nam realności. Ale jeśli połączymy realność z wyobraźnią, to będziemy mieli świetny zestaw. Wyobraźnia pozwala bardzo kreatywnie radzić sobie z tym, na co nie mamy wpływu – pisze psychoterapeutka. I pamiętajmy że, jak pisze „zło zawsze mija, dobro zawsze wraca

Wydawnictwo Literackie

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

In vitro. Rozmowy intymne – książka Małgorzata Rozenek

Warto poznać Małgorzatę Rozenek z innej strony. – Fot. Albert Zawada

Cztery lata temu ukazała się świetna książka Karoliny Domagalskiej „Nie przeproszę, że urodziłam. Historie rodzin z in vitro”. Na rynku ukazał się kolejny, ważny tytuł – książka napisana przez Małgorzatę Rozenek-Majdan pt: „In vitro. Rozmowy intymne”.

Warto poznać Małgorzatę Rozenek z innej strony. Kiedy nie jest celebrytką z pierwszych stron prasy brukowej, ale kobietą z krwi i kości, która niejedno przeszła. Już we wstępie pisze, że gdyby nie in vitro, nie byłaby mamą dwóch wspaniałych synów. To wielka nadzieja dla wielu kobiet, starających się o dziecko. Małgorzata Rozenek sama kilkakrotnie przeszła procedury, więc temat zna od podszewki . „Dlatego – jak mówi – nie może milczeć i czuje, że powinna zabrać głos. Jak pisze „za drzwiami laboratorium kliniki leczenia niepłodności kryje się magia. Magia rodzicielstwa”.

Zobacz też: Gwen Stefani w ciąży! Wraz z partnerem zdecydowali się na metodę in vitro

To, że w naszym kraju odmawia się rodzicom tej metody, jest barbarzyństwem. Prawie 1,5 miliona ludzi boryka się z problemem niepłodności i mimo tego, że na całym świecie, dzięki tej metodzie urodziło się 8 milionów dzieci, w Polsce ten temat zagarnęli ci, którzy nie powinni się wtrącać – Kościół i politycy. In vitro dla większości starających się o dziecko jest życiowym tematem numer jeden i to, co się dzieje wokół tego, nie jest atmosferą normalnej rozmowy.

Trzynaście rozmów, które prowadzi Małgorzata Rozenek, to spotkania z lekarzami, embriologami, księdzem oraz  kobietami, które mają za sobą różne doświadczenia z in vitro. Niektóre wywiady sprawiają, że włos jeży się na głowie – zmiany, które nastąpiły niedawno dotyczące in vitro są przerażające – jak chociażby ta, że singielkom odbiera się prawo do leczenia niepłodności. Prawo dotyczy nas wszystkich, więc koniecznie trzeba je znać. Nigdy nie wiadomo, co może nas spotkać.

JĘZYK IN VITRO

Marta Górna, przewodnicząca zarządu Stowarzyszenia na rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji „Nasz Bocian” zdaje sobie sprawę, jak ważny jest język, którym mówi się o in vitro, dlatego planuje wydać słowniczek w formie ulotek. „ Dzisiaj wszyscy już wiemy, że nie należy mówić „sztuczne zapłodnienie”, „sztuczna inseminacja”, lecz „zapłodnienie pozaustrojowe”, „inseminacja domaciczna”. Naciskamy, żeby nie mówić „ciąża naturalna”, lecz „ciąża spontaniczna”, bo przecież każda ciąża jest naturalna, ciąże sztuczne po prostu nie istnieją. Chcemy działać wszędzie tam, gdzie pojawia się język, który może być oceniający czy wartościujący. … Coraz rzadziej zdarza nam się czytać o „bezpłodności”, tam, gdzie mówimy o „niepłodności”. Bezpłodność jest nieodwracalna, niepłodność można leczyć”.

Zobacz też: Małgorzata Rozenek o in vitro: to skomplikowana procedura

PRAWO DO POWIEDZENIA „STOP”

Każda historia jest inna, są rodzice, którzy się poddają, nie mają siły na dalsze procedury. „Dla niektórych ludzi ten silny pozytywny doping jest agresywny, bo powoduje presję: „walcz!”. Co znaczy „walcz”? A może już nie mam siły walczyć? Może po dziesięciu latach, pięciu kredytach mam dosyć i chcę, by pozwolono mi w spokoju podjąć decyzje dotyczące mojego ciała, mojego życia, mojej przyszłości? Może chcę znowu odnaleźć siebie, swoje przyjemności, odnaleźć swojego partnera? Musimy pozwolić każdemu, by wyznaczył własną granicę. To jest bardzo osobista, intymna decyzja. Mamy różne możliwości finansowe, różną odporność psychiczną, różne sytuacje życiowe, zawodowe, rodzinne. Niektórych trudności mobilizują, innych wręcz przeciwnie. Mamy prawo zrobić tylko tyle, ile możemy czy po prostu chcemy coś zrobić bez szkody dla siebie.”

Małgorzata Rozenek-Majdan. „In vitro. Rozmowy intymne”. PRÓSZYŃSKI I S-KA

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Ciąża Meghan Markle i poród małego Archiego – media policzyły koszta! Pękło ponad 1 mln £

Fot:Screen Youtube The Sun

Narodziny małego Archiego, kolejnego royal baby, to niewątpliwie jedno z najważniejszych brytyjskich wydarzeń tego roku – drogie dla serc miłośników rodziny królewskiej. Drogie także w kontekście finansowym. Media wyliczają, iż poród oraz ciąża Meghan Markle mogły kosztować nawet ponad 1 mln funtów, czyli… 5 mln złotych!

Dziewięć miesięcy ciąży, a następnie poród to dla kobiety wyjątkowy czas. Dla jednych lepszy, dla innych nieco gorszy, ale zdecydowanie wyjątkowy. Biorąc pod uwagę oczekiwanie na małego Archiego i jego pojawienie się na świecie, wyjątkowych chwil było w tym czasie niezwykle wiele. Chociażby patrząc na koszty, które wylicza Daily Mail.

Najwyższa jakość

Co składa się na ponad milionowy koszt ciąży i porodu?

  • Po pierwsze, garderoba ciążowa – jej wartość miała w tym przypadku wynieść około pół miliona funtów. Wiele z noszonych wtedy przez księżną ubrań to kroje stworzone przez uznanych projektantów, takich jak Oscar de la Renta, Stella McCartney, czy Givenchy.
  • Po drugie, były to różnego rodzaju zabiegi, jak np. akupunktura w jednym z londyńskich spa.
  • Po trzecie, wielkim wydarzeniem towarzyskim był też nowojorski baby shower księżnej Meghan. Gościły na nim takie gwiazdy, jak Serena Williams, czy Amal Clooney. Wieczór miał miejsce w jednym z penthouse w hotelu mieszczącym się na Upper East-Side. Uczestniczki uczyły się podczas niego aranżacji kwiatów, a czas umilały im desery zrobione przez szefa kuchni, który szczyci się gwiazdką Michelin. Związane z baby shower koszta obliczono na około… 388 tysięcy £!

Do tego należy też dodać kilka dni, które przed porodem para książęca spędziła w luksusowym hotelu w Hepmshire, gdzie koszt za jedną noc wynosi 10 tysięcy £. Co więcej, wykonano też remont domu, w którym będzie mieszkała rodzina książęca tak, aby był jak najlepiej dostosowany do potrzeb dziecka.

Dużym wydatkiem był też oczywiście prywatny szpital, w którym miał miejsce poród Archiego. Co prawda księżna liczyła na poród domowy, ale niestety okazało się to nie być możliwe. W związku z tym, narodziny miały miejsce w szpitalu w Portland, gdzie „podstawowa” cena porodu to 15 tysięcy £, co daje około 75 tys. złotych. W tym czasie można liczyć nie tylko na doskonałą opiekę medyczną, ale też posiłki, takie jak foie gras, ostrygi, czy szampan na uczczenie udanych narodzin. Ale nie ma co się dziwić – w końcu po królewsku!

Czy warto zaglądać do portfela? 

No właśnie – czy jest sens robić takie wyliczenia? Wiadomym jest, że i tak nie będą to sumy dostępne dla przeciętnej osoby. Z drugiej strony, jeśli kogoś stać na takie życie – fantastycznie. Baza i tak jest ta sama, czyli narodziny małego chłopca. Archie jest zdrowym i jak powiedziała jego mama: „słodkim” człowiekiem. Tej radości się trzymajmy!

Zobacz też: 10 rzeczy, które warto robić, zanim pojawi się dziecko

Źródło: Daily Mail

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Wiosenna miłość to nie mit – o zakochiwaniu się na wiosnę mówi psycholożka

Niezakochani chcą się koniecznie zakochać na wiosnę. Ta pora roku sprzyja wychodzeniu z domu, spacerom, spotykania się ze znajomymi w knajpianych ogródkach, a przede wszystkim miłości. Czy wiosenna jest lepsza od zimowej i jesiennej? Psycholożka Bianca Beata Kotoro wyjaśnia dlaczego warto zakochać się na wiosnę.

Dlaczego zakochujemy się na wiosnę?

Ponieważ na wiosnę wszystko odżywa – przyroda, natura. Jesteśmy częścią tego świata i częścią systemu naturalnego. Nasz organizm również odnawia się na wiosnę.

Hormony szaleją.

Otwieramy się emocjonalnie, ale także fizycznie, zmienia się nasza skóra, wszystko idzie ku odnowie. Nasze ciało się odnawia, promienie słońca powodują to, że mamy więcej energii. Inne zwierzęta łączą się w pary na wiosnę, ludzie też mają taką potrzebę. Jesteśmy przecież istotami stadnymi, ssakami i chcemy mieć nie tylko relacje koleżeńskie czy przyjacielskie, ale również mamy silną potrzebę bycia w związkach intymnych, romantycznych. Często miłość kojarzona jest z wiosną, co oczywiście nie oznacza, że nie możemy zakochać się w innej porze roku.

Ale najmocniej chcemy właśnie teraz, kiedy wszystko kwitnie.

Po jesiennej ciemności i zimowej apatii teraz zdecydowanie szybciej i radośniej się budzimy, pora roku i słońce ma tu swoje kluczowe znaczenie. Wpływ jesienno-zimowej pogody na samopoczucie ludzi żyjących w naszym klimacie udowodniono wielokrotnie. Zresztą, przesilenie wiosenne też ma na nas wpływ.

Myślę sobie, że może nie powinniśmy obsesyjnie zastanawiać się i roztrząsać tematu zakochania się teraz, tylko podążać za swoim pragnieniami i potrzebami organizmu. Skoro czujemy, że to ten moment, to może czas zabrać się do roboty. Często myśląc o wiośnie i zakochaniu, mamy poczucie, że zakochanie ma zjawić się samo, tak po prostu, niczym wiosna. Od dziecka kładzie nam się do głowy mit tego księcia, co na białym koniu przyjedzie i do okienka zapuka.

Zobacz też: Gigantyczne piersi na londyńskich dachach – powiedz STOP stygmatyzacji!

I czekamy zamknięte w wieży.

No właśnie, a moje pytanie do pacjentek brzmi: a co robisz, żeby kogoś poznać? I okazuje się, że niestety niewiele. Słyszę: „długo pracuję”, „w tym wieku to nie ma gdzie”… Może więc po pracy warto gdzieś wyjść ze znajomymi, z kimś się spotkać, pójść na spacer, do czytelni.

Albo wejść na portal randkowy.

Na przykład. Jednym słowem, musimy wykonać jakiś ruch, żeby móc spotkać ludzi. Inaczej nic z tego nie będzie. Oczywiście zdarzają się przypadki, kiedy przechodząc na drugą stronę ulicy spotkamy tego jedynego lub tę jedyną, jak w komedii romantycznej. Takie przypadki, podobnie jak wygrana w totka zdarzają się, owszem, ale prawdopodobieństwo jest znikome.

A życie płynie.

Bez „prowokowania życia” czyli chodzenia na wycieczki, spotkania, wykłady to się nie uda. Ja przynajmniej nie znam innego sposobu.

Coraz bardziej się zamykamy, jesteśmy na Instagramie, na Facebooku, wszędzie nas dużo w wirtualnym świecie, mamy setki przyjaciół, a tak naprawdę nie istniejemy. Podobnie na Tinderze – widzimy tysiące facetów i kobiet – i nie chce nam się nawet z nimi spotkać. I następnego dnia wsiadamy w samochód, znowu sami, bo nie chce nam się jechać metrem, w którym teoretycznie też moglibyśmy kogoś spotkać. I koło się zamyka. Tkwimy w tej swojej samotności. Przyzwyczajamy się do niej.

Aby natura i przebudzenie wiosenne mogły dojść do głosu, to nie może to się kończyć na dobrych chęciach i marzeniach. Powinny iść za tym czyny. Panuje takie przekonanie, że skoro nie stworzyliśmy pary z kimś z liceum, ze studiów, z pierwszej pracy to później coraz trudniej. Owszem, trudniej. Ale nie jest to niemożliwe.

Studia, początki pracy, wydawało się, że wszystko jest możliwe, łącznie z miłością. A tu mamy trzydzieści parę, czterdzieści kilka lat i wiele rzeczy się już nie wydarza.

Kiedy mówimy o młodości, to myślimy 23-28 lat. Kilka dekad temu 45-latek był seniorem, teraz ta granica mocno się przesunęła, jeśli myślimy o seniorach, to jest to 65+. Znam wielu, po siedemdziesiątce, którzy mówią, że do seniora brakuje im jeszcze przynajmniej dziesięciu lat. Rozumiem, że im jesteśmy starsi, tym mniej rzeczy nam się chce. Ale musimy siebie zapytać, co jest dla nas ważne, czego my chcemy. Jeśli to koleżanki są bardziej zainteresowane wyswataniem nas, to sobie odpuśćmy.

Zobacz też: Współczujące niemowlaki – czy empatia jest wrodzona?

A jeśli chcemy?

To zwyczajnie tego sobie nie róbmy. Nie mówmy, że jesteśmy za stare, że się nie uda, że nie wypada. Oczywiście, z wiekiem patrzymy inaczej na ludzi, zmieniają się nam priorytety. I nie chodzi o bylejakość, o to, że „godzę się na wszystko”.

Zauważmy, że my jako ludzie nie pracujemy nad związkiem, nad żadną  relacją – intymną, przyjacielską, koleżeńską. Mamy podejście fastfoodowe – wszystko ma być na szybko, a jak coś nie jest fajne, wyrzucamy, zamieniamy na nowe. Jestem zdania, że większość związków (nie wszystkie oczywiście) funkcjonowałaby całkiem nieźle, gdyby popracowałyby dwie strony. Gdyby nie było w naszych relacjach takich tendencji „na już, na teraz, tak ma być, ja mam takie oczekiwania, a nie inne” . 

A co z traktowaniem mężczyzn jako podnóżka, przedmiotu? Bo często traktuje się ich jak portfel lub bankomat.

Zostały nam te przyzwyczajenia z przeszłości – żeby nam kupowano kwiaty, otwierano drzwi i płacono za kolację. A z drugiej chcemy wyzwolenia – to on ma prać, gotować, zmywać, zarabiać. Nie można mieć ciastka i zjeść ciastka. Na coś się musimy zdecydować, nie jest tak, że z każdego modelu możemy sobie coś wybrać. Złożyć nasz idealny i czytający w myślach i pragnieniach. Wszystko ma swoje konsekwencje. Jeśli traktujemy mężczyznę jak portfel, a później oczekujemy, że on ugotuje, posprząta i guziczek przyszyje, to powinnyśmy zdać sobie sprawę, że to nam się nie uda.

Nie chcemy popełniać błędów naszych matek i babć.

Mamy prawo żyć inaczej, tylko to się wiąże z konsekwencjami. Jeśli się nie zatrzymamy i nie przestaniemy mieć nierealnych oczekiwań, marzeń czy wymogów, to musi pojawić się pewne pytanie, które zadaję swoim pacjentkom. Ono nie jest zbyt wygodne, pytam „co ty możesz dać partnerowi?” Same kobiety są zdziwione tym, co oferują. Samo „jestem” nie wystarczy. Dziecko kocha się za to, że jest. Człowieka dorosłego kochamy zawsze za to, kim jest i co tworzy. Z drugiej strony są kobiety, które mnóstwo dają i także muszą się zastanowić, czy ta droga jest ok. Najważniejsze jest wypośrodkowanie. Wiosna jest dobrą porą na wiele różnych rzeczy – od sprzątania, po miłość, poprzez zatrzymanie się na sobie. Kiedy dużo się dzieje, łatwiej nam zrobić daną rzecz, niż wtedy, kiedy mamy luz.

Mówi się też, że ta wiosenna miłość nie jest trwała.

Ale to już zależy od nas, od tego, czego poszukujemy. Czy chwilówki – coś szybko musi się wydarzyć, czy poszukujemy długotrwałego związku. A przede wszystkim, jeśli coś ma być długotrwałe, potrzebny jest wysiłek dwustronny. Bez względu na to, do czego dążymy, ważne jest ustalenie, czy  dwie strony chcą tego samego. Ludzie często mówią: nie wiadomo jak będzie. Ale czym innym jest deklaracja – pospotykajmy się, zabawmy i nic więcej nie chcę, a czym innym – jestem otwarta i może coś z tego będzie.

Ale żeby to było fajne i dobre jakościowo, będzie wymagało pracy, a nie tylko oczekiwań. Przecież za jakiś krótki czas wyjdziemy z tego stanu zakochania w codzienność i nie zawsze będą fajerwerki. Czasem przecież jest zwyczajnie, normalnie, ale czasem zawieje nudą. Musimy potrafić z niej wyjść i być ze sobą dalej.

Zakochujmy się więc!

Wiosna jest takim momentem, że jesteśmy bardziej otwarci, chcemy spróbować. Nie zapominajmy, że budzi się także nasze libido. I będę mocno trzymała kciuki za miłość wiosenną. Żeby przetrwała!

Ekspert

Bianca Beata Kotoro

Psychoseksuolog, psychoonkolog, terapeuta, psycholog społeczny. Wykładowca na uczelniach wyższych i Uniwersytetach III Wieku. Dyrektor Instytutu Psychologiczno- Psychoseksuologicznego Terapii i Szkoleń „Beata Vita” w Warszawie, gdzie prowadzi terapię oraz szkolenia. Autorka m.in. programu ogólnopolskiego dla młodzieży: „100 % MNIE BEZ ZAGŁUSZACZY” oraz projektu dla kadry i rodziców „Ważne Sprawy Przedszkolaka” czy „Trudne tematy dla mamy i taty”.

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.