Przejdź do treści

Najlepsze, co możesz dać swojemu dziecku? Nuda! – sprawdź dlaczego

co robić, gdy dziecko się nudzi

Owszem, nuda może budzić lęk. Może też budzić złość i frustrację. Nie tylko u dzieci, ale także i u dorosłych. Zapewne zatem zadajesz sobie pytanie: „Dlaczego mam skazywać na nią swoje dziecko?!”. Uwierz, nie jest to kara, a ogromna nagroda dla jego rozwoju!

Nuda – czymże ona właściwie jest? Często jest to myśl: „Zrobiłabym coś, ale...”. Jest to zatem niejednokrotnie milion wymówek i de facto chęć pójścia na łatwiznę. Bo każde „ale” wymaga przeważnie jednak jakiegoś wysiłku.

Co więcej, nuda może kryć się także za stwierdzeniami: „Nic ciekawego się nie dzieje, on jest nieciekawy, nie ma dobrego filmu, nie interesuje mnie ta książka”. Tutaj dla odmiany słyszymy więc trochę złości, czy wręcz „obrażenia się” na wszystko i wszystkich dookoła. Nic jednak dziwnego, za nudą idą nieraz niezbyt przyjemne emocje, takie właśnie jak chociażby zdenerwowanie, zrezygnowanie, utrata motywacji.

Z nudą często wiąże się też narzekanie i wprost mówiąc – jęczenie. Szczególnie mogą odczuwać to rodzice, bo czyż zdanie: „Mamo, nudzę się” , nie jest jednym z najgorszych?! Za nim bowiem idzie obowiązek zajęcia się dzieckiem, nawet jeśli właśnie miałaś odpisać na ważnego maila. Może to być także konieczność ruszenia własnej wyobraźni. Ale, ale! Czy tutaj przypadkiem oby nie wyręczysz swojego malucha za bardzo?

Zobacz też: Twoje dziecko kłamie? To dobry znak

Co robić, gdy dziecko się nudzi

U lekarki i pisarki, Alison Escalante, panuje zasada, iż rano dzieci nie mogą korzystać z tabletów. Oczywiście usilnie o to proszą i testują granice swoich rodziców – a nuż uda im się ich złamać! Kluczem jest jednak konsekwencja.

Jeśli bowiem dzieci zobaczą, że rzeczywiście urządzenia nie dostaną, chwila moment i same zaczną szukać sobie zajęcia. Największym plusem nudy jest bowiem konieczność poruszenia kreatywności, wyobraźni oraz wzięcie na siebie odpowiedzialności za własną… no właśnie, nudę.

Dr Ecalante przywołuje w swoim artykule na stronie „PsychologyToday” ciekawe badania, które pokazują, iż osoby nudzące się przed tym, zanim miały wykonać kreatywne zadanie, wykonały je później lepiej, niż osoby nienudzące się wcale.

Nuda bowiem pobudza nasze myślenie, wyobrażamy sobie np. różne sytuacje, co często pomaga nam odnaleźć się lepiej w momencie, kiedy rzeczywiście się one dzieją. Z drugiej zaś strony, nie obciąża naszego mózgu informacjami, które w skrócie mówiąc „zapychają system roboczy”. Pomimo więc tego, że szare komórki pracują na pełnych obrotach, to w tym samym czasie poddajemy się też niezwykłemu relaksowi.

Zobacz też: Jak komórka, tablet i komputer wpływają na dziecko? Cyberchoroby plagą XXI wieku

Dlaczego zatem nuda jest super i jak możesz ją wprowadzić w życie dziecka?

Zrób na nią przestrzeń. Warto pozwolić dziecku mieć moment, w którym nie będzie otaczało je zbyt wiele bodźców. Nie będzie też miało żadnych pilnych zadań, a wręcz przeciwnie, nadmiar wolnego czasu. Zobaczysz, jak szybko dojdzie wtedy do głosu wyobraźnia malucha. Za chwilę kłębek włóczki okaże się być wyprowadzanym na spacer psem, a z kanapy w salonie powstanie statek kosmiczny.

Przede wszystkim należy jednak uwierzyć w siebie i swoje dzieci. W siebie na płaszczyźnie poradzenia sobie z frustracją, że lepiej dziecku czegoś nie dać, nie wymyślać mu zabawy, nie dawać smartfona i mierzyć się jednocześnie z jego złością i być może płaczem. Zaś jeśli chodzi o dziecko, uwierzyć trzeba w jego ogromną moc tworzenia, bowiem to właśnie „potrzeba jest matką wynalazku” – powiedzenie trafiające idealnie w punkt!

Zastanów się nad tym, do czego dobrego doprowadziła nuda właśnie ciebie. Być może znudziła ci się standardowa szarlotka i postanowiłaś poeksperymentować z przyprawami. Tak, pobudziłaś w sobie kreatywność! Skutek? Stworzyłaś przepis, który chcą od ciebie wszyscy znajomi. A może znudziła cię trasa, którą codziennie pokonujesz do pracy i tym razem postanowiłaś pojechać inną drogą? Okazało się, że odkryłaś dzięki temu fantastyczną knajpkę, w sam raz na kolację z przyjaciółmi. U dziecka nuda także może stać się ogromną inspiracją!

Zostawiając dziecko z nudą, dajesz mu też możliwość poczucia odpowiedzialności za siebie. Dziecko bowiem dowiaduje się, że są sytuacje, w których musi radzić sobie samo. Jest to na tyle bezpieczna „lekcja” konieczności zadbania o siebie i zachęta do działania, że chyba lepszej nie możemy sobie wymarzyć.

Co więcej, poradzenie sobie z nudą da dziecku poczucie ogromnej satysfakcji! Zobaczy, że dało radę. Że umie. Poczuje, że może mieć wpływ na to, co się z nim dzieje i jak się czuje. Jeśli bowiem nuda zamieniła się w świetną zabawę, to być może następnym razem uda mi się zrobić coś, co spowoduje, że jak będę smutny, szybciej znów się uśmiechnę? Tak, nuda uczy też dbania o siebie.

To co? Na kolejne pytanie znajomych, co robicie w weekend z dziećmi, odpowiesz teraz: „Nudzimy się”? Oby!

Zobacz też: O współczesnym rodzicielstwie z Moniką Mrozowską: „Ilość dzieci nie zwalnia z tego, żeby czujnie się im przyglądać”

Inspiracją do artykułu był tekst ze strony „PsychologyToday”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

O zakazach w życiu dziecka

Zamiast przekazywać negatywne emocje budzące w dziecku lęk, starajmy się wytłumaczyć zaistniałą maluchowi sytuację – fot. Pixabay

Od najmłodszych lat możemy dostrzec, że w okresie naszego dorastania przewijają się ciągłe zakazy. Na każdym kroku jesteśmy upominani aby uważać lub czegoś zwyczajnie NIE robić. Jest to nieodzowny element wpisany w nasze wychowanie.

Niezliczona ilość wypowiadanych słów ,,nie” może przysłonić nam prawdziwy obraz tego, co tak naprawdę możemy, a czego nie. Zapewne za słowami ,,nie biegaj tak szybko” kryje się troska o nasze dziecko i wyobrażenie, co może mu się stać, kiedy upadnie.

Możemy też nadużywać członu ,,nie” dla własnej wygody bo jest to mniej angażujące. Albo po prostu ciągłe zakazy tak bardzo weszły nam w  krew, że nie potrafimy z nich zrezygnować?

Ale czy zastanawialiście się, jakie konsekwencje w życiu dziecka może nieść za sobą powtarzanie tych samych ograniczeń?

Zobacz też: Kilka powodów, które utrudniają rozumienie dzieci

Zakazy w życiu dziecka

Niestety, nadużywanie przez osoby dorosłe zakazów może zachwiać budowanie bezpiecznej więzi co spowoduje u dziecka:

– wycofanie się

– poczucie niesprawiedliwości

– etykietowanie – zniekształcenie myślenia o sobie i innych

– zmuszenie do niechcianego buntu

– zmuszenie do posłuszeństwa i postępowaniu wbrew sobie

– nie zrozumienie sytuacji, która w skutkach wywołuje poczucie irytacji i płaczu

– zmniejszające się poczucie zaufania w stosunku do osoby dorosłej

Relacja oparta na odczuwaniu ciągłego stresu jest niekorzystna dla zdrowia fizycznego oraz psychicznego dziecka. Rezultatem takich doświadczeń będzie obniżona samoocena, która może rzutować na dalsze życie dziecka.

Powinniśmy pamiętać, że to my dorośli kształtujemy obraz naszych dzieci. To, jak postrzegają siebie oraz innych. Poczucie własnej wartości jest uwarunkowane przez kilka czynników. Mają na to wpływ między innymi predyspozycje genetyczne, uwarunkowania środowiskowe oraz wychowanie – rodzice bądź opiekunowie prawni.

Jesteśmy w dużej mierze odpowiedzialni za budowanie solidnego fundamentu poczucia własnej wartości naszego dziecka.W relacji powinniśmy wymagać od siebie zaangażowania, wsparcia oraz dobrych emocji, które będą podstawą dla naszych dzieci. Dlatego tak ważne jest, abyśmy potrafili w kwestiach codziennych „zakazów” wypracować odpowiednią strategię, która będzie wspierać nasze dziecko.

Zobacz też: „Przeproś!”, czyli jak uczyć dzieci empatii

Co zamiast zakazów?

Nauczmy się na nowo wypracować system komunikacji z dzieckiem. Ograniczmy wypowiadane przez nas zwroty zaczynające się słowem ,,nie”. Zamiast przekazywać negatywne emocje budzące w dziecku lęk, starajmy się wytłumaczyć zaistniałą sytuację – ewentualne niebezpieczeństwo.

Prosty plan jak zacząć i o czym pamiętać:

  • Skupmy się na odczuwanych przez nas oraz dziecko emocjach. Mówmy wprost co nas zaniepokoiło, co chcielibyśmy zmienić. Zastanówmy się również, co w danej sytuacji mogło poczuć dziecko, zapytajmy o to – nie bójmy się emocji.
  • Niech nasza wypowiedź będzie prosta oraz zrozumiała (uwarunkowana zgodnie z wiekiem dziecka).
  • Postarajmy się dać dziecku wybór w jego postępowaniu – uczy to wypracowania kompromisu.
  • Bądźmy konsekwentni w relacji z naszym dzieckiem. Pokażmy, że wywiązujemy się z obietnic.
  • Szanujmy nasze dziecko, a sami będziemy szanowani (i to z nawiązką).
  • Wprowadźmy w relację z dzieckiem więcej pochwał, które będą opisywać to, co widzimy oraz to, co czujemy – będą szczere i zgodne z prawdą.
  • Nie bójmy się okazywać uczuć własnemu dziecku. Budowanie bliskości psychicznej oraz fizycznej jest jednym ze składników poczucia zaufania oraz akceptacji.

Wychowywanie dziecka to ciągła droga do samodoskonalenia się. Czasem musimy popełnić kilka błędów, aby później móc coś zmienić. Dlatego powinniśmy umieć wyciągać wnioski. Stawiajmy nasze dzieci zawsze na pierwszym miejscu. Bo dla nich jesteśmy autorytetem i towarzyszymy im w tworzeniu własnej tożsamości.

Redakcja

Portal o rodzinie.

Często używasz telefonu przy dziecku? Zobacz, jak to wpływa na jego psychikę

Niedawne badania pokazały, że rodzice małych dzieci średnio aż 67 razy dziennie sprawdzają telefon – fot. 123rf

Kto jest bez winy, niech pierwszy…wyłączy telefon. Rzeczywistość jest taka, że telefony, tablety i inne ekrany są wszędzie. Zwłaszcza telefony. Nie tak dawno temu dzieci czekały na wieczór, by móc obejrzeć dobranockę. Wspólne oglądanie filmu było rodzinnym rytuałem, który trzeba było zaplanować wokół programu telewizyjnego lub kinowego. Jednak te czasy minęły- wydaje się – bezpowrotnie.

Dziś filmy, kreskówki czy drugi człowiek są na wyciągniecie ręki. Strony z filmami, komunikatory –  wszystko to jest dostępne po jednym kliknięciu. Ten brak ograniczeń jest kuszący. Informacje można znaleźć w kilka sekund, porozmawiać ze znajomym – albo nieznajomym – będącym na drugim krańcu świata, obejrzeć dowolnie wybrany film.

Jesteśmy pierwszym pokoleniem, które ma takie możliwości i chętnie z nich korzystamy. To musi mieć jakiś wpływ na zmianę dynamiki relacji rodzinnych. Pytanie, jaki i co możemy z tym zrobić.

Dzisiejsze dzieci znają swoich rodziców z telefonem w ręku. Nawet na salę porodową można zabrać telefon. Potem bywa równie interesująco. Bo czasem dziecko musi poczekać aż mama czy tata odpowiedzą na maila, bo na plac zabaw idą z rodzicem i jego telefonem, bo to, co wyświetla się na ekranie wymaga natychmiastowej uwagi mamy lub taty.

Zobacz też: Roztargnieni rodzice, zagubione dzieci – „Który współczesny rodzic wyobraża sobie dzień bez telefonu?”

Rodzic i telefon komórkowy

Wszyscy tego doświadczyliśmy, rodzice i dzieci ery telefonów komórkowych.

Jednak dziecko, które bawi się na przykład na placu zabaw i nie uzyska odpowiedzi na zadane pytanie, ponieważ rodzic jest zajęty telefonem – z jakiegokolwiek byłoby to powodu – może poczuć, że jest mniej ważne, mniej interesujące, nie warte tego, by odłożyć aktualnie wykonywaną czynność.

To czasami dla rodzica również trudna sytuacja, ponieważ choćby z racji powszechnej dostępności Internetu oraz urządzeń mobilnych, również wobec pracowników pojawiają się wymagania bycia ciągle dostępnym. Internet, który zdaje się nie mieć granic, również w jego użytkownikach te granice zaciera.

Dlatego też ojciec czy mama wpatrzeni w ekran telefonu mogą być zajęci pracą i mogą czuć, że muszą tę pracę wykonać. Jednak dla dziecka nie ma to większego znaczenia.

Badania pokazują, że zajęci ekranem rodzice mniej mówią do dzieci, mniej z nimi rozmawiają, co może zaburzać rozwój mowy.

Inne z kolei badania pokazały, że rodzice zajęci tabletem czy telefonem podczas rodzinnej wyprawy do restauracji, byli bardziej skorzy do gwałtownych reakcji w odpowiedzi na zachowanie dzieci. Rodzice ci reagowali ostrzej i mieli mniej cierpliwości do dzieci. Jak zauważają badacze, silne zaabsorobowanie rodziców ekranem przekładało się też na zniecierpliwienie dzieci i w konsekwencjipogarszało ich zachowanie [1].

Nawet starsze dzieci i młodzież czują, kiedy ich rodzice są pochłonięci ekranem. Czują, że ekran odgradza ich od rodziców. [2]To z kolei modeluje określone zachowanie i sposób funkcjonowania, zgodnie z którym komórka czy tablet ostatecznie bywa ważniejszy niż druga osoba.

Zobacz też: Uwaga! Cyberprzemoc!

Rzeczywistość i potrzeby

Nie wyeliminujemy telefonów komórkowych z naszej rzeczywistości. Chyba też nie ma też potrzeby. Wydaje się natomiast, że trzeba raczej korzystać z tych urządzeń z większą świadomością.

Przede wszystkim nie zawsze telefon musi znajdować się w dłoni, nie na każdego maila trzeba odpowiadać natychmiast. A jeśli telefon jest używany do rozrywki, warto określić ramy, w których po niego sięgamy. Można na przykład zrezygnować ze wszystkich ekranów na czas posiłku. Jest to czas, który w naturalny sposób sprzyja wymianie i rozmowom. Włączanie w tym czasie telefonu może tę dynamikę znacznie zaburzyć.

Wydaje się, że nieważne jest co zrobimy z telefonem czy tabletem, ale czy cokolwiekw ogóle zrobimy. Dopiero kiedy odłożymy sprzęt na półkę można zobaczyć, jak wiele czasu spędzamy patrząc na ekran.

Bardzo niedawno przeprowadzane badania pokazały, że rodzice małych dzieci aż 67 razy dziennie sprawdzali telefon, choć deklarowali, że robią znacznie rzadziej (i zapewne tak też sądzili)[3].

Dlatego też uzasadnionym działaniem wydaje się zaplanowanie sobie korzystania z telefonu. Można go sprawdzać co godzinę lub w określonych momentach dnia. I znowu – nie chodzi o religijne trzymanie się zasad, ale raczej o świadomość, jak wiele czasu może pochłaniać telefon i jaki to może mieć wpływ zwłaszcza na dzieci.

Technologia nie jest zła z zasady. Możliwość skorzystania z urządzenia mobilnego w wyjątkowo trudnym dniu, możliwość porozmawiania poprzez komunikator z ważnym dorosłym, który jest daleko w chwili, kiedy wyjątkowo trudno być rodzicem, może pomóc rodzicowi przywrócić dobre samopoczucie.

Dlatego cała rzecz w rozsądnym używaniu sprzętu elektronicznego i uznaniu, że rodzic skupiony na ekranie telefonu jest obserwowany przez dzieci. Uwaga, która poświęca urządzeniu jest uwagą, której nie daje swojemu dziecku. Dzieci bacznie obserwują swoich rodziców. A to, co widzą jest ważniejsze od tego, co słyszą podczas najdłuższych nawet pogadanek.

[1]https://pediatrics.aappublications.org/content/133/4/e843.full

[2]https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S074756321830311X

[3]https://www.nature.com/articles/s41390-019-0452-2

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

„Karmisz piersią?” Następnym razem zastanów się, zanim zadasz to pytanie! STOP laktoterrorowi!

Mówią, że karmienie zaczyna się w głowie – jednak nie jest to kwestia decyzji, a fizjologii na którą nie zawsze mamy wpływ – fot. 123 rf

Karmienie piersią jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych tematów związanych z macierzyństwem. Wystarczy rzucić hasło, wyrazić odmienną opinię, aby zostać zjedzonym na drugie śniadanie przez tzw. laktoterrorystki. To te matki, którym się udało – karmią życiodajnym pokarmem z własnej piersi. Mają monopol na zdrowie i prawdę. Nie karmisz, nie udało ci się? Za mało się starałaś!

Po drugiej stronie trucicielki karmiące mm – mlekiem modyfikowanym. Czasem z wyboru, częściej z przymusu. Bo karmienie piersią nie jest proste, przyjemne, ani nie przychodzi naturalnie. To bardzo indywidualna sprawa, intymne przeżycie zarezerwowane dla nielicznych. A jak było ze mną?

W teorii wiedziałam wszystko. Przeczytałam poradniki, odbyłam szkołę rodzenia, przeczesałam fora internetowe. Jednak nadal to, że po porodzie z moich piersi będzie płynąć mleko, a dziecko będzie je pić, wydawało mi się czymś dziwnym, nieprawdopodobnym i… magicznym. Ale skoro tak obiecują! To tak będzie. Wiedziałam, że po cesarskim cięciu mogę nie mieć od razu mleka. Zaopatrzyłam się w laktator, aby od razu stymulować laktację w razie problemów.

Nadszedł dzień porodu. Po wszystkim położyli mi noworodka na piersi. Dwie godziny kontaktu skóra do skóry. Dziecko nie szuka piersi, przystawiane nie ssie. Położna na sali pooperacyjnej patrzy i mówi: „Z tych piersi nic nie będzie”. Zachowuję spokój – czytałam na ten temat, położne w szpitalu nie znają się. Choć słyszałam też, że jednym zdaniem można zabić laktację. Ale spokojnie, mam czas.

Zobacz też: Wyrzuty sumienia po odstawieniu dziecka od piersi

Laktoterror ze wszystkich stron

Jest północ, przewożą nas na salę docelową. Od razu wyciągam laktator. Dostałam ulotkę według której powinnam odciągać mleko metodą 7-5-3. Tak też robię. Przychodzi położna i mówi: „Niech pani lepiej idzie spać”. Kładę się, całą noc nie zmrużę oka. Obok dziecko smacznie śpi w plastikowym łóżeczku na kółkach. W nocy przywożą dwie inne mamy, ich dzieci krzyczą, one karmią. Moja nic, śpi.

Rano przychodzi inna położna i gani mnie od progu: „Czemu nie karmię dziecka i nie odciągam laktatorem”. Także maszyna w ruch. Rana na brzuchu tak mnie boli, że nie mogę wziąć dziecka na ręce. Cały dzień walczę z bólem i laktatorem. Dziecko śpi. Kilka razy proszę położne o pomoc – nic, mówią żeby czekać, mleko będzie. W razie pytań czytać ulotkę – czytam, oglądam zdjęcia, wszystko pięknie.

Mijają 24 godziny od porodu, dziecko nadal nic nie jadło. Jest spokojne, może za spokojne, może z głodu nie ma siły płakać? Idę do dyżurki pielęgniarek, krok po kroku, zgięta w pół jak staruszka. Przynoszą butelkę z mlekiem modyfikowanym, dziecko wypija i śpi dalej. Ja dalej walczę z laktatorem; mówią, że nawał pokarmu przychodzi na 2-3 dzień. Na razie nie mogę wycisnąć ani kropelki.

Zobacz też: Hejtujące matki na Facebooku. „Fotelik tego typu to dno, śmierć na miejscu”. Skąd ta zawiść?

Karmienie nie zawsze jest „w głowie”

Próbuję dostawiać dziecko. Przychodzi położna i widząc moje nieporadne próby krzyczy: „Dwa dni po porodzie i jeszcze nie potrafi pani karmić piersią!”. Szybko instruuje mnie, jak przystawić dziecko. Dziecko łapie. Cud! Jednak na ulotce pisali, że warunkiem efektywnego karmienia jest wygoda, nie da się wysiedzieć długo w niekomfortowej pozycji. Mnie wszystko boli, siedzę nienaturalnie wykręcona i trzymam dziecko jedną ręką ze wszystkich sił.

Kolejny dzień nie przynosi laktacyjnego sukcesu. Za to dziecko zaczyna być bardziej aktywne i płacze z głodu. Trzymam je na rękach i też płaczę. Na korytarzu łapię panią ze szpitalnej poradni laktacyjnej. Mówi, że nie ma czasu; pochlipując błagam o pomoc… Wpada do mnie na 5 minut przed końcem zmiany. Daje kilka dobrych rad, dzięki którym udaje mi się potem karmić przez kilka miesięcy. Nie bez trudu, z dużym wysiłkiem i koniecznością dokarmiania mlekiem modyfikowanym.

Także następnym razem zanim zapytasz młodą mamę – czy karmisz? – dobrze się zastanów. Przecież nie głodzi. A sposób karmienia jest jej indywidualną sprawą. Faktem naukowym jest, że karmienie piersią jest najlepsze dla dziecka. Faktem jest również, że człowiek do prawidłowego funkcjonowania potrzebuje snu i odpoczynku. Mówią, że karmienie zaczyna się w głowie – jednak nie jest to kwestia decyzji, a fizjologii na którą nie zawsze mamy wpływ.

Alina HRabina

Zawodowo związana z branżą HR. Obecnie na urlopie wychowawczym. Mieszka w Warszawie, chętnie odbywa podróże małe i duże.

Jak ważne są kolejne kroki rozwojowe dziecka?

kroki rozwojowe dziecka
Badania przeprowadzone na zlecenie Mead Johnson Nutrition pokazały, że 54% matek ma obawy, czy ich dzieci osiągają kolejne stadia rozwojowe zgodnie z normą – fot. 123rf

Wizyta szczepienna, a jeszcze bardziej bilans dwulatka mogą przyprawić rodzica – zwykle matkę – niemal o zawał. Dziecko mówi pojedyncze słowa, ale nie zdania. Reaguje na swoje imię, ale nie zawsze. Ma 4 miesiące i jeszcze nie przewraca się na brzuszek, nie chodzi, choć skończyło już 13 miesięcy. Długo można by wymieniać, co powinny umieć i robić dzieci, kiedy osiągną określony wiek. I zwykle osiągają, choć w różnym tempie.

Jednak ten moment, kiedy rodzic nie może twierdzącą odpowiedzieć na pytanie na przykład pediatry, czy dziecko tworzy już dwuwyrazowe zdania, albo czy jego niemowlę już raczkuje, kiedy widzi, że syn sąsiadów młodszy o dwa tygodnie samodzielnie chodzi, podczas kiedy jego jeszcze przytrzymuje się mebli, może być bardzo stresujący.

Zobacz też: Szybciej nie znaczy lepiej. Czy warto przyspieszać rozwój dziecka?

Kroki rozwojowe dziecka

Jednym ze źródeł stresu może być niepokój o rozwój dziecka. Normy są potrzebne właśnie dlatego, żeby można było wychwycić nieprawidłowości i pomóc dziecku. Są swego rodzaju miernikiem, wzorem, do którego można się odnieść i z tego powodu są ważnym narzędziem oceny stanu rozwoju dziecka.

Ale…bo jednak jest ale. Normy są umową i są dość szerokie. Dlatego też dzieci różnie się na nich plasują i trudno powiedzieć, co na pewno jest problemem, a co jedynie przypuszczeniem. Jednak to, co w rozwoju dziecka nie jest dokładnie po środku lub dziecko nie jest czymś wyraźnie dobre, budzi w rodzicu niepokój. Bywa też, że dzieci są odsyłane na ewaluację do specjalisty, na przykład psychologa czy logopedy.

Lęk o rozwój dzieci jest bardzo częsty wśród rodziców, zwłaszcza matek. Badania przeprowadzone na zlecenie Mead Johnson Nutrition pokazały, że 54% matek ma obawy, czy ich dzieci osiągają kolejne stadia rozwojowe zgodnie z normą.

Można się jednak zastanawiać, czy jest to lęk uzasadniony. Rozwój bowiem przebiega dynamicznie i jest sprawą subiektywną. Dziecko na przykład ma dużo czasu na opanowanie nauki chodzenia, bo aż do 18 miesiąca życia, choć rzeczywiście większość maluchów chodzi całkiem pewnie mając 13 czy 14 miesięcy. Norma rozwojowa związana z chodzeniem mówi, że większość dzieci zrobi pierwsze samodzielne kroki przed ukończeniem roku. W szczególnej sytuacji są dzieci urodzone przedwcześnie, ich „norma” jest jeszcze szersza i zindywidualizowana.

Zobacz też: Przedszkole czy niania? Zobacz, która opcja jest korzystniejsza dla rozwoju dziecka

Od punktu A do punktu B?

Rozwój dzieci – być może jak każdy inny rodzaj rozwoju – nie przebiega linearnie. Wydaje się, że kiedy dziecko osiągnęło jakąś umiejętność, będzie z niej chętnie korzystało i rozwijało ją.

A bywa różnie, bo na przykład dziecko, które całkiem sprawnie chodzi, może w nieoczekiwanym momencie chcieć jednak wrócić do raczkowania.

Co ciekawe, wielu rodziców potwierdzi na podstawie obserwacji, że kiedy ich dzieci rozwiną umiejętności w jednym obszarze, zdają się tracić w innym. Na przykład dziecko, które nagle zaczyna mówić, nagle staje się bardziej niezdarne w czynnościach fizycznych, które od dłuższego czasu nie sprawiały mu kłopotu.

Perspektywa

Pomocna z radzeniu sobie z rodzicielskim stresem jest świadomość, że normy rozwojowe są pewnego rodzaju umową i często mają szeroki zakres.

Na dziecko natomiast trzeba patrzeć całościowo. Być może rozwija się wolniej w jednym obszarze, ponieważ koncentruje się na innym? Być może generalnie potrzebuje więcej czasu, by osiągać kolejne etapy rozwoju, ale ostatecznie dociera wszędzie tam, gdzie dotrzeć powinno? Być może jest nieśmiałe lub ostrożne i potrzebuje więcej czasu, by swobodnie wspinać się po drabinkach na placu zabaw lub poczuć dobrze w przedszkolu? Przyglądanie się wyjętym z kontekstu elementom rozwoju dziecka nie pokaże prawdziwych postępów.

Zobacz też: Tysiąc pierwszych dni. Czy Twoje dziecko ma szansę na sukces?

Przyszłość

Wielu rodziców obawia się, że jeśli ich dzieci rozwijają się wolniej niż ich rówieśnicy lub jeśli według norm później osiągają kolejne etapy rozwoju, jest to zapowiedź generalnych trudności rozwojowych.

Pojawia się obawa, że dziecko, które na przykład nauczy się czytać w ósmym roku życia, gorzej będzie sobie radziło w szkole. Czasami rzeczywiście jest tak, że dziecko, które bardzo wcześnie przejawia wyjątkowe zdolności, potem będzie je rozwijało do mistrzowskiego poziomu. Ale wiemy też, że nawet Einstein nawet jako dorosły człowiek uznawany był człowieka całkiem przeciętnego.

Być może czasami obawy o rozwój dzieci bardziej wiążą się rywalizacją po stronie rodziców?

Choć normy są umową, którą nie należy się przesadnie przejmować, są też ważną umową. Ważną, ponieważ pomagają wychwycić sytuacje, kiedy dziecku trzeba pomóc. Pozwalają zapobiegać zaniedbaniom, tym celowym i niezamierzonym. Jeśli dziecko przestaje mieścić się w normie lub rodzic po prostu jest zaniepokojony, warto porozmawiać ze specjalistą.

Na szczęście dzieciom można pomóc na wiele sposób. Często jest to pomoc dająca szybkie efekty.

Dzieci rozwijają się w swoim tempie, niezależnym od czyichkolwiek pragnień i planów. Ich rozwój jest osobistą, bardzo indywidualną drogą, nie odzwierciedlającą umiejętności rodzicielskich. To jak rozwija się dziecko nie świadczy o rodzicu. Co więcej, o ile dziecko nie jest zaniedbywane, w ogóle ma z rodzicem niewiele wspólnego. I czasami właśnie to trudno zaakceptować.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami