Przejdź do treści

Co tracimy zyskując współmałżonka? Związek okiem psychologa

Małżeństwo jest rozumiane jako najważniejsza i najbezpieczniejsza forma bycia w relacji – fot. 123 rf

Małżeństwo jest ważną instytucją społeczną. Na wyłączności i trwałej więzi opierają się normy społeczne, prawne, obyczajowe. O prawo do małżeństwa toczą się dyskusję. Osoby, które nie mogą zawierać małżeństwa, głównie ze względów kulturowych, czują się słusznie wykluczone i dyskryminowane. Nie mogą się funkcjonować równie swobodnie i w poczuciu szacunku jak pary, które mogą zdecydować się na małżeństwo.

W kulturze popularnej istnieje przekonanie, że małżeństwo ma na celu pomóc człowiekowi poradzić sobie z samotnością, ma być źródłem szczęścia i zadowolenia.

Na drugim końcu spektrum jest rozwód, który wywołuje poczucie porażki i samotności. I choć o małżeństwie ciągle myślimy jako pewnym wzorcu funkcjonowania społecznego, obserwujemy stały wzrost rozwodów. Decyzję o małżeństwie odsuwa się też w czasie.

Małżeństwo jest rozumiane jako najważniejsza i najbezpieczniejsza forma bycia w relacji. Ważna relacja, wyłączna i oparta na wierności, prędzej czy później powinna przybrać formę małżeństwa. A  przynajmniej mogłoby się tak wydawać. Bo jeśli sięgniemy po najbardziej dostępne, amerykańskie dane, jedynie połowa pełnoletnich Amerykanów jest w związkach małżeńskich. W latach 60-tych ubiegłego wieku odsetek ten wynosił 70%. Badania mówią również o tym, że 14% pełnoletnich Amerykanów w ogóle nie zamierza wchodzić w związek małżeński.

Chcemy wierzyć, że małżeństwo jest najlepszą odpowiedzią na nasze najbardziej podstawowe potrzeby – bliskości, bezpieczeństwa, wyłączności. Pragniemy być w relacji, w której będziemy najważniejsi i która ma trwać wiecznie. A przynajmniej ma być na to spora szansa. Małżeństwo taką nadzieję daje.

Czasem jest to nadzieja, czasem iluzja, czasem obietnica, dodatkowo silnie osadzona społecznie. Małżeństwo zapewnia społeczeństwu względny porządek, ale również zwalnia z analizowania, kontestowania czy radzenia sobie z dysonansem społecznym, jeśli nie jest tym małżeństwem, o którym się marzyło.

Zobacz też: Czy separacja może pomóc rozwiązać konflikt? Tak, jeśli nie tracimy z oczu jej celu

Co tracimy zyskując współmałżonka?

Chyba każdy zna parę, o której można pomyśleć, że dwie osoby stają się jedna. Dwie osoby będące tak blisko, że wydają się być nierozerwalne. Myślą podobnie, mają podobne zainteresowania, podobne poglądy. Sami dla siebie są wystarczającym towarzystwem. Rzadko wychodzą, nie mają zbyt wielu przyjaciół czy znajomych. Nie potrzebują nikogo poza sobą (i ewentualnie dziećmi).

Badania również pokazują, że czasami małżeństwo osłabia inne więzi społeczne. Osoby będące w małżeństwie, w porównaniu do swoich niezamężnych i nieżonatych rówieśników, rzadziej dzwonią lub odwiedzają rodziców oraz rodzeństwo, rzadziej również spotykają się z przyjaciółmi oraz znajomymi (https://journals.sagepub.com/doi/full/10.1177/0265407515597564)

Można by pomyśleć, że świadczy to o dojrzałości emocjonalnej – radzą sobie samodzielnie, uniezależnili się od rodziców. Ale może też świadczyć to o wycofywaniu się z nie do końca jasnego powodu. Być może właśnie dlatego, że małżeństwo daje iluzję wyłączności i wystarczalności.

Te same badania pokazują, że tak zwani single są bardziej zaangażowani politycznie, chętniej pomagają sąsiadom i rodzinie, chętniej również sami z pomocy korzystają. Badacze stawiają hipotezę, że pary małżeńskie często są bardziej zamożne niż osoby samotne i z tego powodu mogą nie potrzebować na przykład różnego rodzaju form wsparcia.

Można się więc zastanawiać, czy współczesne małżeństwo rzeczywiście spełnia wymagania jednostki i społeczeństwa. Czy para tworząca tego rodzaju związek jest wystarczająco pojemna, wspierająca i trwała, by gwarantować porządek, a tworzącym ją ludziom dawać poczucie błogiego bezpieczeństwa. Wydaje się, że małżeństwo ma też inne strony. Jedną z nich jest ryzyko bycia wyizolowanym.

Zobacz też: Przemoc nasza domowa – jak ją rozpoznać?

Poczucie izolacji

Autorka Mandy Len Carlton, idąc za teorią Eli Finkela, zwraca uwagę na to, że wobec współczesnego małżeństwa pojawiają się oczekiwania, które dawniej spełniały całe społeczności. Niegdyś małżeństwo zawierane było z miłości, ale też wprowadzało małżonków do ich społeczności i rodzin. Dziś te społeczności są często niewielkie albo oddalone, dlatego też samo małżeństwo ma dać osobom je tworzącym poczucie przynależności, jak również stwarzać okazje do osobistego rozwoju i autonomii. To spore wyzwanie przed małżeństwem i małżonkami.

Bywa tak, że ludzie, którzy są ze sobą w małżeństwie, bez tej instytucji rozstaliby się. Bo niewątpliwie często małżeństwo może dawać poczucie stabilizacji, być dowodem na zaangażowanie i odpowiadać na bardzo podstawowe potrzeby. Ale też ponieważ małżeństwo jako instytucja jest tak ważne społecznie, czasami trudno je zakończyć. Nawet wówczas, kiedy bywa niszczące.

Poczucie wstydu i obawa przed społecznym ostracyzmem może powodować, że łatwiej trwać w złym związku niż chronić siebie (i nierzadko dzieci). Zresztą dzieci są szczególnie częstą kartą przetargową między małżonkami. Dla „dobra” dzieci wyniszczające małżeństwa trwają. W jakimś sensie małżeństwo staje się ważniejsze niż osoby, które taki układ rodzinny krzywdzi. Taka narracja jest również dominująca w konserwatywnych społeczeństwach. Wówczas to, co powinno być źródłem ukojenia i bezpieczeństwa staje się źródłem opresji.

Miłość, wierność i uczciwość – tego większość z nas, jeśli nie każdy potrzebuje. Małżeństwo wydaje się to dawać. Ale też jest druga strona, nie zawsze miła. Coś zyskujemy i coś tracimy wiążąc się z drugim człowiekiem „węzłem małżeńskim.”

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Olga Tokarczuk – co warto wiedzieć o noblistce

Olga Tokarczuk
flickr.com

Literacki Nobel dla Olgi Tokarczuk sprawił, że rok 2019 będzie jednym z ważniejszych w historii polskiej literatury – nawet, jeśli nagrodę oficjalnie przyznano za 2018. Warto poznać bliżej pisarkę oraz najistotniejsze cechy jej twórczości.

Kolejne egzemplarze Ksiąg jakubowych, Biegunów i innych powieści noblistki znikają z bibliotecznych półek, ona sama zaś cieszy się coraz większą sławą… i jednocześnie zmaga z jej konsekwencjami. Rozgłos jest bowiem dla Tokarczuk czymś utrudniającym pisanie. Jak sama wielokrotnie podkreślała, potrafi wręcz zatracić się w kreowaniu fikcyjnych postaci oraz światów. Wówczas ten realny schodzi na dalszy plan.

Zobacz też: Jak komórka, tablet i komputer wpływają na dziecko? Cyberchoroby plagą XXI wieku

Trudne początki

Olga Tokarczuk przyszła na świat w 1962 roku w Sulechowie. Już jako nastolatka odnosiła pewne sukcesy literackie (w 1979 roku jej opowiadania opublikowało pismo Na przełaj). Błyskotliwą karierę pisarską poprzedziły m.in. studia psychologiczne na Uniwersytecie Warszawskim. Zdobytą wówczas wiedzę przyszła noblistka pogłębiła w trakcie pracy terapeutycznej z osobami cierpiącymi na zaburzenia psychiczne, a z czasem zaczęła wykorzystywać w swoich powieściach. Przed opublikowaniem pierwszej z nich, czyli Podróży ludzi księgi w 1993 roku, Tokarczuk chwytała się również typowo dorywczych zajęć: była pokojówką, kelnerką, montowała anteny w Wielkiej Brytanii. To właśnie tam poznała inną, wielokulturową i wielobarwną rzeczywistość. Obcowanie z mieszanką wyznań i ras, wywarło duży wpływ na osobowość pisarki. Olga Tokarczuk nie od dziś słynie z proekologicznych poglądów, broni praw zwierząt i mniejszości seksualnych. W jej książkach rozmaite tradycje i wierzenia przeplatają się ze sobą, co objawia się już w samym tytule bodaj najsłynniejszej z nich: Księgi Jakubowe albo Wielka podróż przez siedem granic, pięć języków i trzy duże religie, nie licząc tych małych.

Zobacz też: 7 książek o potrzebie i sile macierzyństwa

Dociekania

Powieści Olgi Tokarczuk odzwierciedlają jej zafascynowanie historią, ludzką naturą oraz wielopłaszczyznowością psychiki człowieka. Autorka zarysowuje charaktery swoich bohaterów z analityczną precyzją, zupełnie jakby byli jej pacjentami. Ale pisząc, Tokarczuk tak naprawdę diagnozuje przypadłości całego społeczeństwa: zagubienie, niechęć do tego co nowe, nieznane, różnorodne.

Wielka literatura charakteryzuje się tym, że można ją odczytywać na wiele sposobów. Jakub Frank, tytułowy bohater Ksiąg, wykorzystywał religię do celów politycznych. Potrafił manipulować wiernymi tak samo, jak czynią to współczesne media ze swoimi odbiorcami. Uznawali jego wizje za prawdziwe, tak jak my nie wątpimy w autentyczność obrazów pojawiających się w telewizyjnych wiadomościach, na ekranach naszych telefonów i komputerów. A przecież to tylko jeden z setek wątków obecnych w prozie noblistki i jedna z nieskończenie wielu prób jego interpretacji.

Czytać warto nie tylko na (i od) święta!

Na szczęście nie potrzeba wieczności na zapoznanie się z dorobkiem kolejnej wybitnej, polskiej pisarki. Zachęcamy się do tego, zwłaszcza że w tym roku książki Olgi Tokarczuk znajdą się pod niejedną choinką. W przeciwieństwie do nowych smartfonów, konsol i ubrań, są ponadczasowe.

 

Bartosz Jaster

Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonat i badacz historii, miłośnik literatury faktu. Członek Fundacji Rozszczepowe Marzenia, niosącej pomoc dzieciom z wadami wrodzonymi.

Czytajmy dzieciom!

Czytanie dzieciom to obowiązek każdego rodzica. Ta zasada powinna być zapisana w prawach dziecka. Dzięki temu nie tylko rozwija się mózg i wyobraźnia małego człowieka. Udowodniono, że dzieci, którym rodzice czytają, lepiej mówią i maja mniej problemów z nauką. Oto 13 książek z 2019, które koniecznie przeczytajcie swoim pociechom w Nowym Roku.

 „Tato, ta ci się udała”– Zdenek Sverak Wyd. Dwie Siostry

Mamy, jak wiadomo mają ręce pełne roboty. Tak jak mama Petrzika i Petruszki. Pewnego razu prosi więc tatę, aby wyręczył ją w opowiadaniu bajek na dobranoc. Czy jednak tata będzie potrafił opowiadać tak wspaniałe historie jak mama?

„Gdy do domu przyszła za mną przyjaźń” – Paul Giffin  Wyd. Nasza Księgarnia

Większość życia spędził w domach dziecka, jego jedynymi przyjaciółmi są książki science fiction. To Ben, który pewnego dnia przygarnia bezpańskiego psa i równocześnie w jego życiu pojawia się Halley, tęczowa dziewczynka. Życie już nie będzie takie samo. Razem piszą książce o akrobatce z lękiem wysokości. Nagradzana, wspaniała książka nie tylko o przyjaźni.

„Tippi i ja” – Sarah Crossan Wyd. Dwie Siostry

Poruszająca i wielokrotnie nagradzana opowieść o bliźniaczkach syjamskich. Całe życie muszą słuchać komentarzy na swój temat – często niewybrednych. Kiedy kończą się pieniądze na nauczanie domowe, siostry muszą pójść do szkoły publicznej, gdzie nie będzie łatwo. Połączone na zawsze, kochają się bezwarunkową miłością. A dzieci, dzięki takim historiom, uczą się szanować odmienność.

„Renomowany katalog Walker&Dawn” – Davide Morosinotto Wyd. Dwie Siostry

Niesamowita, przygodowa powieść, która pozwoli przemierzyć Stany Zjednoczone. Czwórka przyjaciół znajduje trzy dolary i w katalogu sprzedaży wysyłkowej zamawia rewolwer. Zamiast niego w przesyłce znajdują stary, zepsuty zegarek. Okazuje się jednak, że ten przedmiot może mieć niesamowitą wartość – przyjaciele ruszają na pełną niebezpieczeństw wyprawę.

„Opowieści o zwierzętach, które zmieniły świat” – G.L Marvel Wyd. Znak

Cher Ami to gołębica, która uratowała wielu ludzi, Balto – pies, który uratował życie wszystkim dzieciom w miasteczku. Jambo, goryl, uratował dziecko, a niedźwiedzia Wojtka wszyscy znamy. Jest tu także historia kota Schrodingera, który jest i jednocześnie go nie ma. Teraz już koniecznie musicie zajrzeć do tej książeczki, bo te historie są niewyobrażalne, a jednak się wydarzyły!

„Ogród do składania” – Joan Aiken Wyd. Dwie Siostry

Kto lubi poniedziałki??? Nikt. Ale szczególnie nie lubią ich Harriet i Mark. W ten dzień wszystko nie jest codziennością – rodzeństwo musi walczyć z czarownicami, duchami i goblinami. A wszystko to za sprawą życzenia, które kiedyś nieopatrznie wypowiedziała mama. Ta zachwycająca powieść należy do klasyki brytyjskiej literatury dziecięcej.

„Śmierć przy myciu zębów” – Mai Thi Nguyen- Kim

Fascynująca podróż po świecie chemii, w którym przewodnikiem jest popularyzatorka nauki z Harvardu. Dowiemy się dlaczego budzik to nie najlepszy pomysł na budzenie, jak bronić się przed trickami marketingowymi, dlaczego pot jest tak nieprzyjemnym zapachem i jak działają dezodoranty. Bardzo użyteczna wiedza!

„Milion miliardów świętych Mikołajów” – Hiroko Motai, Marika Maijala Wyd. Dwie Siostry

Święta co prawda za nami, ale tę książkę warto zachować do przyszłego roku i przeczytać ją wszystkim wątpiącym w istnienie i możliwości świętego Mikołaja. Świetnie zilustrowana, zabawna opowieść o tym, co ważne.

„Śnieżna siostra” – Maja Lunde Wyd. Literackie                                

Skandynawska opowieść wigilijna, którą warto przeczytać nie tylko w święta. Wigilia to ulubiony dzień w roku Juliana, który tego dnia obchodzi także urodziny. Jednak rodzice nei mogą pogodzić się ze śmiercią jego starszej siostry i wygląda na to, że święta będą odwołane. Czy uda mu się uratować święta?

„Atlas odkrywców dla niepoprawnie ciekawych świata” – Michał Gaszyński, Piotr Wilkowiecki Wyd. Insignis

Napakowany mnóstwem informacji, niezwykły atlas dla odkrywców małych i dużych. Informacje o kulturze, historii, ekonomii, przyrodzie, geografii, wydarzeniach sportowych.

„Niesamowite budowle” – Michał Gaszyński Wyd, Insignis

Krzywa wieża w Pizie, muzeum Guggenheima, Kreml, Piramidy w Gizie to tylko kilka budowli, które ukształtowały świat, w którym żyjemy. Dzięki tej niesamowitej przejażdżce po świecie, dzieci poznają najwspanialsze budowle, ich sekrety i dowiedzą się, na czym polega ich wyjątkowość.

„Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? (Prawie wszystkie sekrety ludzi i zwierząt) –Dorota Sumińska Wyd. Literackie                  

No właśnie, dlaczego niektóre grzyby są trujące, a właściwie dlaczego bez grzybów nie będzie drzew? Dlaczego skunks śmierdzi? Skąd wziął się pępek i dlaczego nie pamiętamy, co robiliśmy w brzuchu mamy? Dzieci znajdą tu odpowiedzi na ponad trzysta pytań, których udziela miłośniczka zwierząt, lekarz weterynarii i pisarka Dorota Sumińska. Wspaniała encyklopedia wiedzy!

Turonie, żandary, herody” – Anna Kaźmierak Wyd. Dwie Siostry

Cymprownicy, cymber, szczodrak, pucheroki, siuda baba – to tylko niektóre z wyrazów, które pojawiają się przy okazji polskich świąt. Warto poznać te nazwy – aby nie odeszły w zapomnienie. Przy takiej zabawie, jaką będą miały dzieci czytając tę książkę i wykonując polecenia, na pewno łatwiej pozostaną w pamięci.

„Skąd przyszedł pies?” – Dorota Sumińska Wyd. Literackie

„Pies przyszedł z lasu, a nim to się stało, człowiek nie wiedział jeszcze, że jest człowiekiem, a pies nie był psem”. Tak zaczyna się ta fascynująca opowieść o największym przyjacielu człowieka – o tym, jak stał się psem i jak wyglądało wspólne życie ludzi i psów. Dorota Sumińska zadaje pytanie – czy człowiek jest najlepszym przyjacielem człowieka? Niestety, nie zawsze…

Astrofizyka dla młodych zabieganych” – Neil De Grasse Tyson Wyd, Insignis

Świetny przewodnik po wszechświecie nie tylko dla wielbicieli fizyki. Chociaż będzie jej tu całkiem sporo. Młodzi czytelnicy znajdą tu odpowiedzi na najbardziej skomplikowane zagadnienia, podane w prosty sposób – czym są odległe galaktyki czy czarne dziury. Dzięki tej książce dzieci będą wiedziały o co chodzi z tym kosmosem.

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Drugie dziecko – czy będę kochać równie mocno jak pierwsze?

Rodzice często chcą, żeby starsze dziecko miało rodzeństwo, żeby nie było samotne. – fot. 123rf

Decyzja o drugim dziecku jest znacznie trudniejsza niż decyzja o macierzyństwie w ogóle. Przyzna to wielu rodziców. Oczywiście, można by powiedzieć, że za drugim razem już wiadomo, „jak to jest”. Już wiadomo, jak to jest spać przerywanym snem 5 godzin na dobę, karmić całymi dniami i nocami, rezygnować z własnej aktywności, martwić się, kiedy dziecko choruje. To, oczywiście, też jest fragment rodzicielskiej rzeczywistości.

Jednak znacznie trudniejsze są emocje związane z kolejnym macierzyństwem. Nawet jeśli kolejne macierzyństwo czy ojcostwo jest planowane i bardzo chciane.

Kiedy byłam w ciąży z S., moim drugim synem, byłam przerażona myślą, że nie będę w stanie pokochać go tak, jak pierworodnego. Kiedy czytałam starszakowi wieczorem książeczki, nierzadko płakałam z tęsknoty za nim, z żalu nad upływającym czasem, naszym czasem we dwoje. Jednocześnie miałam ogromne poczucie winy wobec tego malucha, który we mnie rósł. Przecież to nie jego wina, że mam wątpliwości, że się boję. Wydawało mi się, że to niemożliwe, żeby dwoje dzieci kochać tak samo. A kochać mniej byłoby strasznie krzywdzące dla młodszego dziecka.

A potem rodzi się drugie dziecko. Część obaw ustępuje, część nie. Skąd się mogą brać? Czy każde dziecko trzeba kochać „po równo” i czy w ogóle o miłość do dzieci chodzi?

Zobacz też: Kiedy jest czas na drugie dziecko?

Niechciany prezent?

Wydaje się, że motywacja, by mieć drugie dziecko często jest związana z obecnością pierwszego. Rodzice chcą, żeby starsze dziecko miało rodzeństwo, żeby nie było samotne. Często towarzyszy temu pragnienie, by między dziećmi była jak najmniejsza różnica wieku. Rzeczywistość z dwojgiem dzieci okazuje się jednak daleka od tych nawet najdokładniej przemyślanych scenariuszy.

Niektórzy rodzice uważają, że młodsze dziecko powinno dać starszemu powitalny prezent. Wraz z noworodkiem w domu pojawia się podarunek dla starszaka. Wydaje się, że złagodzi on zmianę i pomoże starszemu dziecku szybciej pogodzić się z pojawieniem się brata lub siostry. Być może nawet będzie zaczątkiem tworzenia się więzi.

Czasami rodzice wysyłają do znajomych i rodziny zdjęcia, na których „Zosia całuje młodszego braciszka” albo „Maciuś przytula nowonarodzoną Olę, którą pokochał od pierwszego spotkania”. Oczywiście nie można wysłać zdjęcia, na którym starsze dziecko bierze zamach, żeby uderzyć, dziwnie mocno przytula maleńką siostrzyczkę czy krzyczy, żeby mama przestała karmić braciszka i odniosła go do szpitala. A takie obrazki są znacznie częstsze niż miłość i przywiązanie między rodzeństwem.

Wraz z pojawieniem się rodzeństwa, starsze dzieci zyskują i tracą. Przez długi czas, czasem przez wiele lat, strata jest znacznie bardziej dotkliwa niż zysk. Pierwszemu i jedynemu dziecku łatwo poświęcać dużo uwagi, obsypywać prezentami, posyłać na dodatkowe zajęcia. Rodzice żartują, że mają w domu księcia lub księżniczkę.

Pojawienie się nowego dziecka jest więc aktem detronizacji. Starsze dziecko przestaje być najważniejsze. Musi nauczyć się czekać, dzielić. Jest narażane na frustrację. A przecież nie jest łatwo frustrować dziecko. Nie jest łatwo wytrzymywać jego niezadowolenie, aktywny sprzeciw, patrzeć na łzy. Dopóki dziecko jest jedynakiem, rodzicom często udaje się unikać frustracji. Jeśli dzieci jest dwoje lub więcej, nie jest to już możliwe i budzi w rodzicach mieszankę poczucia winy i złości.

Zobacz też: Dlaczego zdecydowałam się na dziecko? Z pamiętnika młodej mamy

Własne doświadczenia

Rodzicielstwo konfrontuje dorosłych z ich własną historią. Bycie rodzicem dwojga dzieci zakres tych konfrontacji poszerza. Statystycznie większość dzisiejszych dorosłych ma rodzeństwo, doświadczyło więc na przykład rywalizacji na różnych etapach życia. Doświadczyły konfliktów z rodzeństwem, musiały radzić sobie z utratą rodzica, koniecznością wycofania swoich potrzeb w sytuacji, kiedy trzeba było zająć się młodszym rodzeństwem. Często są to wspomnienia, które powstały zanim pojawiły się umiejętności językowe umożliwiające opisanie ich. Są bardziej śladem pamięciowym, uczuciem, emocją. Współczucie, żal, czy nawet rozpacz, która ogarnia rodzica patrzącego na starsze dziecko zmagające się z pojawieniem się rodzeństwa jest współczuciem również dla siebie.

Dlatego też niejasne uczucia, jakie ma się do drugiego dziecka niekoniecznie oznaczają, że się go nie kocha. Mogą oddawać chaos, jaki pojawia się wewnątrz rodziców i rzeczywistości zewnętrznej wraz z pojawianiem się drugiego dziecka. Mogą być też uczuciami rodzica, których doświadczył we własnym dzieciństwie i które wracają, kiedy patrzy na tworzącą się więź miedzy własnymi dziećmi.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Nowy rok, nowe cele! Czyli kilka słów o ich SMART wyznaczaniu

Słowo smart w języku angielskim oznacza sprytny – fot. 123rf

Pożegnaliśmy 2019 rok, witając nowy rok 2020. Wiele osób wraz z nowym rokiem podejmuje pewne kroki związane ze zmianami. Wyznaczamy sobie nowe cele, które zamierzamy zrealizować i wprowadzić w nasze życie. Zmiany mogą dotyczyć różnych sfer naszego życia np. osobistego lub zawodowego. Mogą dotyczyć modyfikacji prowadzonego dotychczas stylu życia, zmiany naszego wyglądu, zmiany nakierowanej na rozwój osobisty czy zmiany dotyczące naszej pracy. Wyznaczanie sobie nowych celów jest świetnym motorem napędzającym. Dzięki temu wzmacniamy własną motywację do działania oraz kierujemy swoją uwagę na własny rozwój osobisty. Jest to bardzo ważne, ponieważ przez wzrost rozwoju osobistego wzmacniamy własne poczucie refleksyjności oraz rozumienia. Wzrasta w nas również zdolność empatii w relacjach interpersonalnych.

Jednocześnie wyznaczanie sobie celów oraz osiąganie ich powoduje poczucie sensu życia i tożsamości, dzięki temu wiem kim jestem, dokąd dążę i czego chcę.

Niezależnie od tego jakie cele zostaną przez nas wyznaczone istotne jest, abyśmy zastanowili się czy w odpowiedni sposób je formułujemy oraz czy prawidłowo planujemy działanie do ich osiągnięcia?

Co tak naprawdę oznacza metoda SMART?

Słowo smart w języku angielskim oznacza sprytny i tym właśnie charakteryzuje się ta metoda, aby wyznaczać sobie sprytnie cele, które wyrażone w odpowiedni sposób będą realnie i w prosty sposób osiągalne.

Jednocześnie SMART to skrótowiec, w którym kryje się pięć cech jakie powinny mieć założone przez nas cele.

Zobacz też: Pokonać prokrastynację? Tak, to możliwe!

Co kryje się w metodzie SMART?

 

  1. S – Specific, czyli Sprecyzowany: Cel musi być konkretnie określony, jednoznaczny bez możliwości innej interpretacji. Warto na samym początku zadać sobie trzy pytania, które ułatwią nam sprecyzowanie celu.
  • Co chcę osiągnąć?
  • Po co chcę to osiągnąć?
  • W jaki sposób chcę to osiągnąć?

 

  1. M – Measurable, czyli Mierzalny: Cel powinien być tak sformułowany, aby móc go określić liczbowo sprawdzające jego stopień lub możliwość postępów realizacji. Ważne jest również to po czym my sami poznamy, że nasz cel został osiągnięty.

 

  1. A – Attractive, czyli Atrakcyjny : Bardzo ważna jest atrakcyjność założonego celu, która będzie nas motywować do jego osiągnięcia. Tutaj możemy zastanowić się czy nasz cel jest łatwy czy trudny? Jak długo będzie trwała jego realizacja? Jak bardzo jest dla nas ważny? Im wyższy stopień atrakcyjności tym większa motywacja. Można zastanowić się nad sporządzeniem własnej tabeli zysków oraz strat, która pomoże nam zaznaczyć jakość atrakcyjności założonego celu.

 

  1. R – Realistic, czyli Realny: Należy pamiętać, ze cele powinno wyznaczać się indywidualnie w zależności od naszych możliwości. Realność osiągnięcia celów jest również bardzo ważna bo wpływa na naszą motywację. Aby przekonać się o tym czy dany cel jest realny do osiągnięcia należy zastanowić się ile czasu, ile naszej pracy oraz ile pieniędzy musimy włożyć w jego osiągnięcie. Zastanówmy się nad tym jakimi zasobami dysponujemy i ile faktycznie możemy osiągnąć.

 

  1. T – Time-based, czyli Określony w czasie: Każdy cel ma określony czas realizacji. Powinniśmy pamiętać, aby wyznaczony deadline był dla nas osiągalny. Konkretna data zakończenia pomoże nam w ustaleniu dokładnego planu działania lub harmonogramu pracy, który będziemy realizować aby osiągnąć założony cel.

 

Wyznaczanie oraz realizowanie założonych celów jest możliwe. Warto zwrócić uwagę i skoncentrować się na formułowaniu ich w odpowiedni sposób. Pamiętajmy, że wymagając od samych siebie wykonujemy najlepszą pracą samorozwojową. Osiąganie założonych celów wpływa na całościowe polepszenie naszego dobrostanu psychicznego.

Autorka: Aleksandra Nosarzewska

Zobacz też: Nowy rok, nowa ja

Aleksandra Nosarzewska

Studentka V roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS. Jej pasją jest psychologia dziecka oraz pedagogika. Na co dzień współpracuje z dziećmi z zaburzeniami ze spektrum autyzmu.