Przejdź do treści

Sekretne życie człowieka-psa. Co stoi za nietypowym hobby?

Bohaterowie serialu "Sekretne życie ludzkich szczeniaków" - trzy osoby w strojach psów na trawie /Ilustracja do tekstu: Człowiek-pies i jego sekretne życie
mat. Channel 4

Mówi się, że każde hobby, o ile nie wiąże się z łamaniem prawa, wzbogaca codzienne życie. Ale co, jeśli oznacza to regularne przebieranie się za wielkiego dalmatyńczyka i naśladowanie jego zachowań?

Tak nietypowe hobby ma 32-letni Brytyjczyk Tom Peters. Po powrocie z pracy, gdzie jest technikiem dźwięku i światła, wciela się w postać łaciatego czworonoga o imieniu Spot. Nie ogranicza się jednak do przebieranek i kilkuminutowego odgrywania zabawnej roli. Peters – jako Spot – je psie przysmaki z miski, goni za patykiem, a nawet śpi w specjalnej klatce kennelowej, która pozwala mu okiełznać jego szczenięcy temperament.

Człowiek-pies i ucieczka od rzeczywistości

O swoim niekonwencjonalnym upodobaniu człowiek-pies postanowił opowiedzieć w porannym programie „This Morning”, emitowanym w brytyjskiej telewizji. Jak wyjaśniał, wszystko zaczęło się od przypadku.

– Zobaczyłem strój psa w serwisie aukcyjnym i postanowiłem go kupić. Reszta przyszła naturalnie – okazało się, że przebieranie się za psa daje mi szansę na wyjście poza dotychczasowy schemat życia – skupienie na pracy, pieniądzu. (…) W stroju psa wykraczam poza doświadczenie ludzkiego życia – mówił.

Poprzez występ w telewizji śniadaniowej Peters chciał pokazać, że zmiana roli społecznej i przybieranie alternatywnej tożsamości nie jest niczym niepokojącym. Wyjaśnił np., że na potrzeby wielu czynności powraca na działanie typowo ludzkie. Zapewnił, że na „psi” sposób nie realizuje np. potrzeb fizjologicznych ani tym bardziej seksualnych.

Ludzkie szczeniaki

Mimo to nowy styl życia wygenerował wiele kosztów w jego poukładanym życiu. Aby kontynuować swoje hobby, musiał np. zakończyć wieloletni związek ze swoja narzeczoną.

Jego przypadek nie jest zresztą odosobniony. Istnieje cała społeczność ludzi, którzy wcielają się w postać psa. W wolnych chwilach przywdziewają zwierzęcy kostium wykonany na zamówienie, elegancką obrożę i z pozycji stojącej przechodzą w tryb czterech łap. I – tak jak Peters – dla nietypowego stylu życia musieli wiele poświęcić.

Doświadczenia Toma Petersa i innych członków „psiej” subkultury dokumentuje serial „Sekretne życie ludzkich szczeniaków”, wyprodukowany przez Channel 4. Peters wierzył, że biorąc w nim udział, zdejmie z siebie odium dziwaka, a ludzie zrozumieją, że nie ma nic złego w przyjmowaniu alternatywnych tożsamości.

– Ludzie uważają, że to okropne i nie powinno się tego oglądać. Ale nie robimy tego przecież po to, by wywoływać zgorszenie. Chcemy po prostu dobrze się bawić, jak szczenięta – mówi Tom Peters.

Źródło: Channel 4, viralthread.com

CZYTAJ TEŻ: Rzucił korporację i zabrał rodzinę w podróż dookoła świata

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na UW. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Dziecko i pies czyli 10 powodów, dlaczego warto powiększyć rodzinę

10 powodów, dlaczego warto mieć psa w domu
Pies w domu ma olbrzymi wpływ na rozwój dziecka, jego dzieciństwo i zachowanie. – Fot. Pixabay

Posiadanie psa wiąże jest wyzwaniem i obowiązkiem dla całej rodziny. To oczywiście prawda, ale niekończąca jest lista pozytywnych rzeczy, które możemy otrzymać w zamian za zapewnienie domu zwierzakowi 

Pies w domu ma olbrzymi wpływ na rozwój dziecka, jego dzieciństwo                  i zachowanie

Dzieci uczą się odpowiedzialności, wrażliwości, bezinteresownej miłości, zdobywają przyjaciela, strażnika i nauczyciela. W dzisiejszym świecie, w którym rodzice nie mają zbyt dużo czasu dla dzieci, pies może chociaż minimalnie zniwelować ich brak. Poza tym posiadanie psa to niewątpliwie jedno z największych marzeń dzieci.

My, rodzice boimy się kolejnego obowiązku – tego, że pies przynosi brud z podwórka, co może być potencjalnym zagrożeniem dla zdrowia dziecka, że przenosi pasożyty, bakterie i najróżniejsze choroby. Jeśli jednak zadbamy o zdrowie psa, będziemy regularnie odwiedzać weterynarza, nic złego nie może się wydarzyć.

Jak wykazują badania, dzięki obecności w domu największego przyjaciela człowieka, znacznie może się polepszyć zdrowie naszego dziecka – fizyczne i psychiczne.

Zobacz też: Najlepsze, co możesz dać swojemu dziecku? Nuda! 

Oto 10 powodów, dlaczego warto mieć psa w domu

  1. Mniej alergii u dziecka (na podstawie badań stwierdzono, że w domach, w których są psy, u dzieci rzadziej stwierdza się zachorowania na astmę – obecność psa pozwala zbudować silniejszy system immunologiczny, co zapobiega chorobom,
  2. Zabawa z psem obniża ciśnienie, redukuje stres,
  3. Dzięki spacerom, dzieci spędzają więcej czasu na zewnątrz,
  4. Posiadacze psów rzadziej chodzą do lekarzy,
  5. Karmienie i dbanie o psa uczy dzieci odpowiedzialności,
  6. Dbanie o psa uczy chłopców troski o innych,
  7. Przytulanie i zabawa z psem redukuje stres, lęki i samotność
  8. Kiedy dziecko uczy się czytania i głośno czyta, pies może okazać się świetnym słuchaczem – nie ocenia, nie wytyka błędów,
  9. Psy uczą dzieci optymizmu – dzieci czują się kochane i akceptowane
  10. Zabawa z psem łagodzi objawy nadaktywności i agresji.

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Weekendowa lekcja wrażliwości – czego może nauczyć Cię świnia?

Azyl dla świń Chrumkowo
fot. Chrumkowo

Rodzinne weekendy i wakacje mogą być źródłem przyjemności nie tylko dla nas, ale też dla kogoś poza nami. By tak się stało, możemy połączyć aktywne spędzanie czasu z dziećmi z działaniem na rzecz jakiejś organizacji lub instytucji. Niektórzy decydują się na spacery z psami ze schroniska, albo rodzinne sprzątanie lasu. Inni wolą wybrać się do azylu dla zwierząt i pomóc w opiece nad nimi. Rodzinne robienie “czegoś dobrego”, w porównaniu do innych aktywności, ma pewną dodatkową wartość: pozwala dzieciom zdobyć nowe doświadczenia, uczy je szacunku do zwierząt i przyrody, buduje pozytywny wzorzec postępowania – pokazuje im, że pomaganie innym jest fajną rzeczą, którą mogą robić również same w przyszłości. Miejscem, w którym dziecko może to odkryć jest Azyl „Chrumkowo”, gdzie mieszka 29 świń, kozy, pies i dwie kobiety, które trzymają pieczę nad całym gospodarstwem.

Zobacz też: Dziecko i pies czyli 10 powodów, dlaczego warto powiększyć rodzinę

Azyl dla zwierząt – co to takiego?

Azyl, jak sama nazwa wskazuje, jest miejscem, w którym zwierzęta mogą żyć spokojnie i bezpiecznie, w zgodzie ze swoimi gatunkowymi potrzebami. W odróżnieniu od zoo, gospodarstwa ekologicznego, czy agroturystyki, w azylu zwierzęta nie są atrakcją, ani nie są hodowane dla mięsa, wełny czy jajek. Zwierzęta w azylu nie są dla ludzi, to ludzie są tam dla zwierząt. Idea jest taka, by dać bezpieczny dom potrzebującym: psom, kotom, koniom, zwierzętom fermowym i gospodarskim. Zwierzęta w azylu mają imiona, dostają możliwie najwięcej wolności w warunkach, które możliwie najlepiej pozwalają im realizować ich naturalne zachowanie.

W związku z tym, że zwierzęta w azylu nie są w żaden sposób wykorzystywane, osoby prowadzące takie miejsce nie zarabiają na nich pieniędzy. Utrzymują się zwykle, w zależności od statusu prawnego azylu, z darowizn, 1% podatku, pracy wolontariuszy lub własnych pieniędzy założycieli. Niektórzy darczyńcy przekazują karmę dla zwierząt, inni materiały budowlane lub potrzebny w gospodarstwie sprzęt, jeszcze inni pieniądze.

Wolontariusze pomagają karmić zwierzęta, sprzątać ich zagrody, budować lub remontować coś na terenie azylu. Właśnie w taki sposób można rodzinnie pomóc w azylu w wolnym czasie. A przy okazji pogłaskać krowę, przytulić świnię lub pobiegać z kozą. Poznać zwierzęta i zobaczyć je w warunkach, w których są szczęśliwe.

Azyl dla świń “Chrumkowo”

Azyl dla Świń Chrumkowo (klik)  powstał prawie dwa lata temu. Obecnie mieszka w nim 29 świń: świnie hodowlane, wietnamki, mangalice. “Chrumkowo” zosało założone przez dwie kobiety – Katarzynę i Dobrawę. Dlaczego stworzyły “Chrumkowo”?

Z miłości do świń. Dlatego, że świnie to cudowne, mądre i bardzo emocjonalne zwierzęta. Trzeba tylko dać im szansę i chcieć je poznać

 

Azyl dla Świń Chrumkowo

fot. Chrumkowo

Obie są wegankami (nie jedzą produktów pochodzenia zwierzęcego, takich jak mięso, nabiał, miód, nie noszą skóry ani wełny). Azyl  powstał na wykupionym kawałku ziemi w okolicy Torunia. Nie było tam budynków gospodarskich, ogrodzenia, domków dla świń. Katarzyna i Dobrawa założyły zbiórkę w Internecie i z pomocą ludzi zbudowały wszystko od zera. Ich największym marzeniem jest uratowanie jak największej liczby świń i stworzenie im warunków do wspaniałego, świńskiego życia. Miejsce, które stworzyły ma też misję edukacyjną:

Można przyjechać i pobyć ze świniami żyjącymi w normalnych warunkach, na powietrzu, na słońcu i zobaczyć jakie są wspaniałe, zabawne, czyste, jak kochają życie. Po takim spotkaniu świnie przestają już kojarzyć się wyłącznie z kotletem czy kiełbasą. Stają się pięknymi, czującymi istotami. One zasługują na dobre życie, na podmiotowe traktowanie, dokładnie tak samo jak psy czy koty – mówią Katarzyna i Dobrawa.

Wśród podopiecznych Katarzyny i Dobrawy są dwie lochy z młodymi. Opiekunki opowiadają o relacjach rodzinnych świń, o tym jak silna jest więź między lochą a prosiętami, również, gdy dzieci już dorosną. Świnie w warunkach azylu mają szansę zawierać przyjaźnie, tworzyć relacje społeczne i angażować się w życie stada. W “Chrumkowie” lochy mają możliwość komfortowego karmienia prosiąt tak długo, jak tego potrzebują. Prosięta są cały czas przy matce,  locha otacza je opieką, uczy “świńskich” zachowań.

Azyl dla Świń Chrumkowo

fot. Chrumkowo

Katarzyna i Dobrawa podkreślają, że ich celem jest danie świniom tego, co odbiera im przemysłowa hodowla, gdzie świnie rodzą i karmią prosięta w ciasnych kojcach porodowych, załatwiają się tam, gdzie śpią i jedzą (naturalnie świnie oddzielają te strefy, gdy tylko mają możliwość). W warunkach hodowli przemysłowej prosięta są zabierane od matek po około czterech tygodniach, same zaś po kilku dniach znów są zapładniane i rodzą kolejne dzieci lub trafiają do rzeźni. Świnie hodowane na mięso (tak zwane tuczniki) przetrzymywane są na powierzchni 1 m² do momentu, aż osiągną “masę ubojową” 110-135 kg, po czym trafiają do rzeźni.

Zobacz też: Wakacje po polsku, czyli Janusz i Grażyna nad morzem. 

 

 

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

Pokonać prokrastynację? Tak, to możliwe!

Jak pokonać prokrastynację?
Na patologiczne odkładanie pracy na później zwane naukowo prokrastynacją cierpi wiele osób. – Fot. Pixabay

Okna umyte, trzydaniowy obiad ugotowany, mieszkanie lśni, pranie wstawione, porządki wiosenne zrobione. Na patologiczne odkładanie pracy na później zwane coraz częściej prokrastynacją cierpi wiele osób. Prokrastynację już od końca ubiegłego wieku traktowano jako jedno z zaburzeń psychicznych, takich jak na przykład depresja.

Uznawana za konflikt wewnętrzny między stroną racjonalną a nieracjonalną. Ta pierwsza rozumie, że uporanie się z obowiązkami powoduje lepsze samopoczucie, ale nieracjonalna nie lubi obowiązków, woli przyjemności natychmiast.

Z odkładaniem wszystkiego na później możemy sobie poradzić, jeśli zrozumiemy mechanizm jego działania i spróbujemy zmienić ten uprzykrzający życie nawyk. „Już samo zrozumienie działania nawyków – poznanie struktury pętli nawyku – pozwala je łatwiej kontrolować” – pisze Charles Duhig, autor książki „Siła nawyku”.

Zobacz też: Jak rozpoznać wampira energetycznego?

Pokonać prokrastynację? Tak, to możliwe!

Gdy rozłożysz nawyk na jego składowe, możesz zacząć się nim bawić. Problem polega na tym, że twój mózg nie umie rozróżnić między nawykami dobrymi i złymi, więc jeśli wykształciłeś jakiś nawyk niekorzystny, będzie się o wiecznie gdzieś tam czaił, czyhając na właściwe wyzwalacze i nagrody”.

To pozwala zrozumieć, dlaczego tak trudno wyrobić nawyk na przykład biegania czy praktykowania jogi. Nasz wykształcony przez lata zwyczaj kanapowego spędzania wieczoru i chrupania przekąsek jest wzorcem, który na zawsze zostaje w naszej głowie. Jeśli jednak nauczymy się wykształcać nowe neurologiczne zwyczaje, to możemy zmusić te niekorzystne przyzwyczajenia do zmiany. Kiedy uda nam się wytworzyć nowy wzorzec – joga lub bieganie stanie się tak samo automatyczne jak nawyk siedzenia na kanapie.

Chyba nie ma ludzi całkowicie wolnych od odkładania na później – robimy to kiedy jesteśmy przytłoczeni nawałem pracy, mierzymy się z jakimś problemem czy zwyczajnie nie mamy energii,         żeby się skupić.

Zobacz też: Jak się nie starzeć?

Jedną z metod „wyplenienia” złego nawyku są dzienne sesje (najlepiej kilka) wypracowywania nowego nawyku:

  1. Na Facebooku lub Twitterze napisz post – #porzucam nawyk# – jeśli oczywiście wierzysz w siłę mediów społecznościowych.
  2. Ustaw czas na zegarze. Chcesz zacząć pracę na przykład rano o 7. Budzik o tej godzinie pomoże ci zacząć pracę. Kartka z przypomnieniem też nie zaszkodzi.
  3. Stwórz swoją listę. Będziesz nad nią pracować cały miesiąc. W zależności od tego, co zamierzasz, wypisz w punktach: pisanie książki, projekt do pracy, nowy kierunek studiów, malowanie lub nauka gry na pianinie.                                      Niech to będą rzeczy duże lub małe, ważne czy mniej ważne. Najważniejsze rzeczy wpisz na początek listy. Twoja zasada jest następująca w czasie codziennych sesji wykonujesz właśnie tę pracę – później robisz kolejne rzeczy. W ten sposób nie odkładasz na później najważniejszej rzeczy. Nie musisz się martwić – w końcu to tylko 20 minut dziennie.
  4. Każda sesja trwa 20 minut. Nastawiasz minutnik na 20 minut i skupiasz się tylko na wybranym zadaniu. Jeśli to za długo, zacznij od 10 minut.
  5. Powtarzaj praktykę każdego dnia, rób kilka sesji aż skończysz jedno zadanie (także w weekend!) – dopiero później możesz przejść do kolejnego. To świetne ćwiczenie, pozwalające wyrobić nawyk – twój mózg przyzwyczai się do codziennej pracy, a ty zaczniesz wierzyć w siebie i w to, że poradzisz sobie nawet z najtrudniejszymi zadaniami.

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Jak “zasada trzech minut” może wpłynąć na Twoją relację z dzieckiem?

Jak “zasada trzech minut” może wpłynąć na Twoją relację z dzieckiem?
fot. Pixabay

W dzisiejszym świecie wolny czas to luksus. Często w pędzie odprowadzamy dziecko do przedszkola lub szkoły, biegniemy do pracy, gdzie cały dzień mamy ręce pełne roboty. Po 8 godzinach, z językiem wiszącym do pasa, lecimy odebrać dziecko, wpadamy do domu, robimy obiad… nagle okazuje się, że jest już późny wieczór i czas kłaść się spać. Rano powtórka – biegiem z przedszkola do pracy, z pracy po zakupy… Czy jesteś w stanie w tym pędzie zachować uważność i zaangażowanie w budowanie pozytywnych relacji z Twoimi bliskimi?

Zobacz też: Najlepsze, co możesz dać swojemu dziecku? Nuda! – sprawdź dlaczego

Trzy minuty do dużo czasu

W ciągu trzech minut jesteś w stanie okazać swojemu dziecku zainteresowanie, miłość i troskę, sprawić, że poczuje się zadbane i ważne. To wystarczający czas, by zapytać dziecko jak się czuje, jak minął mu/jej dzień, wysłuchać, co ma Ci do przekazania.

Taka uważność ma też pewien wymiar pragmatyczny: mając te informacje „na wejściu”, możemy na bieżąco modyfikować rodzinne plany, by wesprzeć dziecko lub poświęcić mu/jej więcej czasu, jeśli zachodzi taka potrzeba.

Witaj dziecko jak dawno niewidzianego przyjaciela

Idea “reguły pierwszych trzech minut” jest taka, że za każdym razem, kiedy rodzice spotykają dziecko po jakimś czasie rozłąki (dzień w przedszkolu, szkole, pracy, dłuższe oddzielne wyjście z domu)  powinni witać dziecko tak, jak wita się długo niewidzianego przyjaciela – radośnie, z uważnością i zainteresowaniem.

Większość dzieci w trakcie kilku pierwszych minut spotkania relacjonuje wszystko to, czym pragnie się z nami podzielić. Chodzi o to, żeby nie przegapić czasu, w którym dziecko najbardziej potrzebuje naszej uwagi.

Zobacz też: Weekendowa lekcja wrażliwości – czego może nauczyć Cię świnia?

Oko w oko

W ciągu tych pierwszych trzech minut spotkania ukucnij lub usiądź tak, by mieć oczy na wysokości oczu dziecka. Przytul dziecko i powiedz, że za nim tęskniłaś/tęskniłeś. Wysłuchaj, co ma Ci do powiedzenia.

Zapracowany rodzic z telefonem przy uchu wpada do przedszkola, łapie dziecko za rękę i pędzi dalej – ile razy widzieliście taki obrazek? Wielu rodziców, mimo najszczerszych chęci dbania o kontakt z dzieckiem i dobre samopoczucie całej rodziny, zapętla się w swoich zmartwieniach i obowiązkach.

Nietrudno to zrozumieć, wszyscy mamy wiele na głowie, to, że jesteśmy rozkojarzeni nie czyni to z nas złych ludzi, ani złych rodziców. Jednak aktywna praca nad uważnością może sprawić, że wyrwiemy się z tego schematu i zmienimy naszą relację z dzieckiem na lepsze.

Zobacz też: Własne komórki macierzyste pomagają dzieciom chorym na autyzm

Zaufanie to podstawa

Skupiając całą swoją uwagę na dziecku przez te pierwsze trzy minuty wysyłamy komunikat: jesteś dla mnie ważna/ważny, w tej chwili nic nie jest ważniejsze od Ciebie. Możesz powiedzieć mi wszystko, a ja będę dla Ciebie wsparciem.

Taka postawa sprawia, że kształtuje się między rodzicem a dzieckiem relacja oparta na zaufaniu.

Oczywiście, nie należy się spodziewać, że trzy minuty rozwiążą wszelkie problemy, zastąpią dziecku zabawę z rodzicem, czy wspólne spędzanie czasu. Można je natomiast potraktować jako coś w rodzaju „barometru nastroju”. Ten czas daje możliwość natychmiastowego wysłania pozytywnego komunikatu i zaplanowania dalszego działania adekwatnie do sytuacji.

Z pewnością nie zaszkodzi sprawdzić, jak zasada trzech minut zadziała w Twojej relacji z partnerem lub partnerką! Z dużym prawdopodobieństwem wniesie coś pozytywnego do Waszej relacji. W końcu każda miłość zasługuje na troskę.

 

 

 

 

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.