Przejdź do treści

Czy przetrwamy pandemię?

pandemia
Fot - pixabay

Książka Sonii Shah „Epidemia. Od dżumy przez HIV po ebolę” ukazała się rok temu, kiedy nikt nie podejrzewał, że rozedrgany i pędzący świat stanie w ciągu jednego popołudnia. Kiedy piszę te słowa, liczba zmarłych na koronowirusa wynosi 230 tys. na całym świecie. Jakie mechanizmy rządzą epidemią, co robimy źle i dlaczego nadal przenosimy wirusy? Nie ma prostej odpowiedzi i wiele powinniśmy się dowiedzieć – tę książkę powinien przeczytać każdy.

„Epidemiolodzy twierdzą, że za kilkadziesiąt lat wybuchnie pandemia, która może zabić 165 milionów osób. Przewaga liczebna drobnoustrojów nad nami już teraz wynosi sto tysięcy do jednego. Czy jesteśmy w stanie wygrać tę nierówną walkę?” – czytam na okładce książki. Czy to już? Czy tak, jak przepowiedziała autorka, chorobotwórczy drobnoustrój lub patogen, który wywoła na świecie kolejną pandemię, czaił się wśród nas kilka miesięcy temu? Czy to właśnie koronawirus, który już zabił tysiące i zrujnował życie milionom? A może to dopiero próba przed czymś o wiele groźniejszym?

Zobacz też: Jak rozmawiać z dziećmi o pandemii?

Bakteria cholery to jeden z niewielu patogenów – obok dżumy, grypy, ospy prawdziwej i HIV – które nawet współcześnie zachowały zdolność do wywoływania epidemii. Do tej pory wywołała ich aż siedem, ostatnia wybuchła na Haiti w 2010 roku. Częstotliwość występowania epidemii była poważnym wyzwaniem dla polityków i organizacji społecznych. Międzynarodowa współpraca, skuteczne zarządzanie na szczeblu lokalnym i społeczna spójność były warunkami, które pozwalały na opanowanie choroby. Przez 100 lat epidemie dotykały wielkie miasta, takie jak Nowy Jork, Paryż czy Londyn i wyglądało na to, że wreszcie udało się ich pozbyć. Aby do tego doszło, konieczne było wprowadzenie zmian, które obejmowały budownictwo, zarządzaniem wodą pitną oraz odpadami, działalnością służby zdrowia, stosunkami międzynarodowymi i podniesieniem wiedzy o zdrowiu oraz chorobach.

Zbyt późna reakcja

Jak pisze autorka, to, jak radziły sobie współczesne społeczeństwa z ogniskami nowych chorób, nie wróży dobrze. Wirus ebola pojawił się w Nowej Gwinei w 2014 roku i gdyby opanowano go u źródła we wczesnym stadium rozwoju, jego rozprzestrzenianie się byłoby zahamowane. Tymczasem pojawił się on w sąsiednich krajach, wywołując zakażenie u ponad 26 tysięcy ludzi. W 2009 pojawiła się nowa odmiana grypy H1N1, na którą zmarło ponad 0,5 miliona osób. Pierwsze przypadki koronawirusa, powodującego COVID-19, pojawiły się w Chinach w okolicy 17 listopada – gdyby wtedy odpowiednio zareagowano, być może nie musielibyśmy borykać się z pandemią. Przynajmniej nie na taką skalę.

Zobacz też: Bezsenność vs koronawirus – jak spać spokojnie w czasach pandemii?

Książka Sonii Shah śledzi podróż (od dzikich terenów kolonialnej Azji Południowej, przez XIX- wieczne slumsy Nowego Jorku, aż po dżungle Afryki Środkowej i współczesne podmiejskie podwórka domowe na amerykańskim Wschodnim Wybrzeżu) patogenów wywołujących choroby, które w przypadku cholery i jej potomków zaczyna się w organizmach otaczających nas dzikich zwierząt.

Sonia Shah – Epidemia. Od dżumy poprzez HIV po ebolę. Wyd. Znak

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Dom dla nieletnich matek – poruszająca serce akcja Fundacji Martyny Wojciechowskiej

Martyna Wojciechowska Unaweza
Fot UNAWEZA Foundation Facebook

Martyna Wojciechowska planuje wybudować DOM dla niepełnoletnich, usamodzielniających się i niemogących liczyć na wsparcie rodziny matek. To wyjątkowa akcja, do której może przyłączyć się każdy z nas!

Dzień Mamy i Dzień Taty – nie dla każdego

Niedawno świętowaliśmy Dzień Ojca – wyjątkowe i niezwykle ważne dla wielu mężczyzn święto, podobnie jak dla kobiet Dzień Matki. Uśmiech dziecka, własnoręcznie przygotowana laurka czy zerwany na łące kwiatek – dla rodzica nie ma nic piękniejszego.

Niestety, nie wszystkie maluchy i nie wszyscy rodzice w taki właśnie sposób mogą celebrować te magiczne dni. Według Danych Głównego Urzędu Statystycznego w 2019 roku w Polsce urodziło się prawie 2 tys. dzieci, których mamy miały 17 lat lub też mniej, a aż 183 z nich w chwili narodzin dziecka miało 15 lat lub mniej. Zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem nieletnie osoby nie mogą sprawować władzy rodzicielskiej, jednak opiekę nad niemowlęciem może przejąć rodzina.

Smutny jest fakt, że wiele młodych mam nie może liczyć na wsparcie najbliższych – i to właśnie one przeżywają ogromny dramat. Oddanie dziecka do rodziny zastępczej jest dla kobiety – która chce, ale nie może go wychowywać – jednym z trudniejszych wydarzeń w życiu.

Zobacz też: Niewidzialne matki. Dlaczego nikt nie pamięta o ich potrzebach?

Wyjątkowy dom

Sytuacje tego typu poruszyły serce Martyny Wojciechowskiej – matki i podróżniczki, założycielki Fundacji UNAWEZA. 23 czerwca, w Dzień Ojca, rozpoczęła ona akcję #MęskaOdpowiedzialność.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Martyna Wojciechowska (@martyna.world)

„Dziś ze świetnymi facetami oraz ojcami ogłaszam ważną akcję! W imię MĘSKIEJ SOLIDARNOŚCI I MĘSKIEJ ODPOWIEDZIALNOŚCI za wszystkie dzieci, zwłaszcza te, które nie mogą liczyć na swoich ojców, chcemy głośno mówić o tej sprawie, bo sprawa jest ważna.” – pisze na Instagramie Martyna Wojciechowska.

Fundacja UNAWEZA rozpoczęła zbiórkę pieniędzy na budowę domu dla nastoletnich i usamodzielniających się mam i ich dzieci. Podróżniczka podkreśla, że nie będzie to typowa placówka. Będzie to dom, w którym młode mamy zostaną otoczone opieką, troską i dowiedzą się, czym jest macierzyństwo. A co najważniejsze, dziewczyny, które nie mogą liczyć na wsparcie bliskich, nie będą musiały rozstawać się ze swoimi dziećmi – dla ich i swojego dobra.

 

 

Źródło: govunaweza.org

Zobacz też: Samotne matki czy samodzielne matki? O rodzicielstwie w pojedynkę

6 porad ekologicznego rodzicielstwa

eko rodzicielstwo
Fot choreograph/ 123RF

Ciąża to idealny czas na zaprzyjaźnienie się z naturą i przyrodą, a także okazja do rozpoczęcia prowadzenia ekologicznego trybu życia. Każdego dnia narażeni jesteśmy na toksyczne chemikalia, które niekorzystnie wpływają zarówno na nasze zdrowie, jak i otoczenie. Nadeszła pora na zmiany! Eko rodzicielstwo – oto 6 istotnych porad!

1. Ekologiczny pokoik

Podczas aranżacji pokoju dla nowego członka rodziny, choć oczywiście także i dla przedszkolaka czy nastolatka, warto wybierać nietoksyczne farby – pozwoli ograniczyć to ryzyko kontaktu z niepotrzebnymi chemikaliami. Ponadto nawet meble, dywany czy dekoracje mogą zawierać lotne związki organiczne (LZO) czyli substancje chemiczne, które w wysokich stężeniach powodują bóle głowy lub nudności. Poszukajcie mebli wykonanych z litego drewna, zwiększcie wentylację i zwróćcie uwagę na temperaturę oraz wilgotność w pomieszczeniu. Gorąco i wilgoć sprzyjają uwalnianiu większej ilości LZO.

2. Pieluchy wielorazowe

Pieluchy jednorazowe, choć młodym rodzicom ułatwiają życie, niekorzystnie wpływają na środowisko – pampersy niemalże zawładnęły wysypiskami śmieci. Pieluchy wykonane z materiału wielokrotnego użytku, mimo iż wymagają prania, są o wiele bardziej ekologiczne. Jeśli mimo wszystko zdecydowaliście się na zakup jednorazowych, wybierzcie te biodegradowalne.

3. Ekologiczne środki czystości

Większość środków czystości, które zawładnęły półkami sklepowymi, przepełnione są toksycznymi chemikaliami, szczególnie niebezpiecznymi dla kobiet w ciąży i małych dzieci. Dlatego popularne środki czyszczące lepiej zamienić na równie skuteczne i zdecydowanie bezpieczniejsze produkty, które znajdują się niemal w każdym domu – ocet, soda oczyszczona czy sok z cytryny.   

4. Drewniane zabawki

Niestety, wciąż w wielu plastikowych zabawkach ukryte są szkodliwe dla dzieci chemikalia. Dodatkowo tanie, plastikowe butelki, miseczki czy smoczki zawierają toksyczny bisfenol A, będący trującym związkiem organicznym. Warto rozważyć używanie szklanych butelek, a szkodliwe, niewiadomego pochodzenia plastikowe zabawki zastąpić drewnianymi, najlepiej produkowanymi w Polsce.

Zobacz też: Gluten, laktoza, masło czy margaryna? Dr Hanna Stolińska obala żywieniowe mity! [WYWIAD]

5. Ekologiczna żywność

Przygotowanie domowych przecierów dla niemowląt, które jest niezwykle proste, pozwoli uniknąć nadmiaru soli, cukru i konserwantów. Ponadto pamiętajmy, że niektóre dzieci mogą być szczególnie wrażliwe na pestycydy, które znajdziemy głównie w nawożonych jabłkach, gruszkach czy brzoskwiniach. Dlatego wybierajmy ekologiczne owoce i warzywa, których spożycie nie wpłynie negatywnie na zdrowie zarówno dzieci, jak i rodziców.

6. Kąpiel

Nie zapominajmy o oszczędzaniu wody podczas kąpieli, czy w trakcie zmywania naczyń. Plastikowe zasłony prysznicowe zastąpmy tymi wykonanymi z tkanin, a przepełnione chemią produkty kosmetyczne – naturalnymi. Skorzysta na tym nie tylko ekologia, lecz także cała Twoja rodzina!

Zobacz też: 5 EKO-sposobów, jak oszczędzać prąd

Czy moja relacja z ćwiczeniami jest toksyczna?

ćwiczenia
Fot Andriy Bezuglov/ 123RF

W erze „diet culture” (kulturze diet), która jest bardzo opresyjna wobec ciała, trudna może być nie tylko relacja z jedzeniem, lecz także ze sportem. Idealne smukłe ciała medialnych trenerek, stroje sportowe, które na reklamach opinają płaskie brzuchy i chudziutkie uda – cóż, nie każdy tak wygląda. Owszem, regularne ćwiczenia są bardzo ważne, ale zdarza się, że stają się narzędziem do robienia sobie krzywdy. Kiedy powinna się nam zapalić czerwona lampka?

Toksyczna relacja z ćwiczeniami – pytania, które warto sobie zadać:
  • Czy za „ćwiczenia” uznaję tylko określony formy ruchu?

Wiele osób za ćwiczenia uznaje tylko konkretne formy ruchu, które wykonuje się w określonym celu. Niektórzy zapominają, że ćwiczeniami jest także taniec do ulubionej muzyki, długi spacer z psem czy poranne rozciąganie po spaniu. Co jeśli odłączymy ruch od założenia zmiany naszych ciał i skorzystamy z niego w celu redukcji stresu, zabawy, rozciągania, wyjścia do natury, rehabilitacji kontuzji, próbowania czegoś nowego, czy nawet połączenia z naszymi cennymi ciałami? – pytanie to zadaje Kristy Fassio, doradczyni zdrowia psychicznego z Waszyngtonu, której słowa cytuje huffpost.

Co ważne, nie chodzi tu o zaprzestanie stawiania sobie jakichkolwiek celów związanych z ruchem, ale raczej poszerzenie swojej perspektywy o to, jak wielki jest jego zakres i przy jak wielu okazjach tak naprawdę ćwiczymy.

  • Co się stanie, jeśli nie będę ćwiczyć przez tydzień?

Jeśli to pytanie wywołuje w Tobie stres, niewątpliwie warto pochylić się nad tematem. Owszem, regularność ćwiczeń jest ważna, ale jeśli nasz kalendarz zależny jest właśnie od nich i nie przewidujemy żadnych przerw – lub nie mamy otwartości na to, że mogą pojawić się sprawy ważniejsze niż trening – coś tu się nie zgadza. Co ważne, tydzień czy dwa bez ćwiczeń nie wpłyną negatywnie na Twoje zdrowie, ale jeśli sama myśl o tym wywołuje w Tobie trudności, pojawiająca się w związku z ćwiczeniami motywacja może nie być do końca zdrowa.

Zobacz też: “Łatwo jest przypiąć komuś łatkę lenia albo pustej lali” – Kaya Szulczewska i Ciałopozytyw! Czy soma już całkiem zgubiła psyche?!

  • Ćwiczenia redukują mój stres, czy raczej go wywołują?

Zgadza się, ćwiczenia mogą być jednym ze sposobów radzenia sobie ze stresem. Należy jednak podkreślić – „jednym z” – jeśli jest to Twój jedyny mechanizm łagodzenia napięcia, też nie jest dobrze.

Przyjrzyjmy się jednak przede wszystkim przeciwieństwu tego typu sytuacji, czyli ćwiczeniom, które de facto zamiast pomagać, powodują opisywany tu stres. Warto odnieść się do wcześniejszych punktów – jeśli nie jesteśmy elastyczni w swoim postrzeganiu ruchu, jesteśmy zależni od kalendarza treningów i nie wyobrażamy sobie kilku chwil odpuszczenia, siłą rzeczy pojawi się dodatkowe napięcie. Napięcie, które niewątpliwie jest dla nas toksyczne.

Zagadnienie jest oczywiście znacznie szersze i warto, abyśmy przyglądali się sobie oraz swoim przekonaniom w tym aspekcie. Bądźmy uważni nie tylko na to, co nam służy, lecz także to, co pod przykrywką „troski o siebie” tak naprawdę robi nam krzywdę. Granica jest czasami bardzo cienka – dla swojego dobra starajmy się jej nie przekraczać.

Pamiętaj, dieta i ćwiczenia to nie jest jedyny sposób na dbanie o siebie!Jeśli czujesz, że musisz przestać, nie ulegaj naciskom, że „dasz radę pokonać swoje ciało – nie musisz z nim walczyć!Nie osiągnąłeś/łaś super szczupłości, więc to oznacza, że nie ćwiczysz wystarczająco ciężko? Nie, to nie powinien być wyznacznik!

Zobacz też:Moje dziecko nie lubi swojego ciała!” Jak możemy pomóc dzieciom w samoakceptacji?

Inspiracja: huffpost

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Środek nocy, małe dziecko, ogromny pies – jak kończy się ta historia?!

dzieko i pies
Fot: Screen Daily Mail YouTube

Liczne badania wskazują na to, że dzieci wychowujące się wspólnie z psem są bardziej empatyczne, otwarte i na wielu płaszczyznach rozwijają się lepiej. Jeśli spojrzymy na niespełna dwuletniego Finn’a, nie powinniśmy się tym twierdzeniom dziwić – jak reaguje na malucha śpiący przy jego łóżku bokser? 

Brutus to najlepszy przyjaciel 23-miesięcznego Finn’a. Nic dziwnego, ponieważ znają się przez całe życie chłopca. Nagranie, które pojawiło się w sieci, dowodzi tylko, jak silna miłość łączy tę dwójkę! Mama Finn’a zainstalowała kamerkę, by odkryć… że jej synek każdą noc dzieli ze swoim czteroletnim psim ulubieńcem!

W rozmowie z dailymail mama Finn’a opowiada, że ta wyjątkowa para jest nierozłączna już od pierwszych chwil, gdy tylko syn znalazł się w domu. A trzeba przyznać – początki nie były łatwe. Chłopiec urodził się z wadą serca i konieczne były liczne zabiegi ratujące mu życie. Gdy w końcu po długich siedmiu tygodniach został wypisany ze szpitala, pies czuł, że mały potrzebuje dodatkowej opieki. Od razu stał się jego osobistym strażnikiem!

Dziecko i pies – duet idealny

Dziś maluch jest niezwykłym spryciarzem. Kiedy tylko gasną światła, wymyka się z łóżka i przechodzi do legowiska swojego czworonoga. A co na to Brutus? Zupełnie… nic! Chłopiec przez kilka dobrych minut przewraca się na większym od siebie psie, pełza mu po plecach, turla się w każdym możliwym kierunku i nie spotyka się z żadną reakcją. Psiak pozwala robić sobie niemalże wszystko – to jest dopiero cierpliwość, miłość i zaufanie!

Co jednak najważniejsze, rodzice zapewniają, że Brutus nigdy nie wykazywał agresji ani do ludzi, ani żadnego innego stworzenia. Widzieli też, że już wcześniej pozwalał Finn’owi i jego rodzeństwu na tego typu zachowania, dlatego też mu ufają. Zresztą to on sam chce spać obok łóżka malca – widać, że jest on dla niego całym światem!

Bo psy mają moc!

Masz wątpliwość co do psich emocji? Musisz zatem przeczytać historię Ritter’a, którego smutek po opuszczeniu rodzinnego domu łamał nawet najtwardsze serca – opisaliśmy ją tutaj [KLIK]. Tak, zwierzęta też czują. Tak, mogą zbudować silną więź z człowiekiem. Tak, współtworzymy ten świat razem, więc i wzajemnie powinniśmy się sobą opiekować – Brutus i Finn są najlepszym przykładem tej niesamowitej wspólnoty.

Źródło historii: dailymail

Zobacz też: Czy powinniśmy martwić się tym, co pies widzi na ekranie telewizora?

Redakcja

Portal o rodzinie.