Przejdź do treści

„Czy Viagra powinna być na receptę?” Ekspertki pokazują, jak wygląda debata publiczna w Polsce

Kobieta z megafonem
Fot.: Pixabay.com

Dzisiaj porozmawiamy o temacie, który rozgrzał debatę publiczną: czy viagra powinna być na receptę?” – tymi słowami publicystka Agata Diduszko-Zyglewska zapowiedziała program „Przy kawie o sprawie”. Zaproszone do studia ekspertki dyskutowały w nim, jak dalece panowie mogą decydować o własnym ciele. Brzmi znajomo?

Program, zrealizowany przez Krytykę Polityczną i udostępniony na YouTube, jest tylko żartem, ale doskonale obnaża tendencje, które w dyskursie publicznym dominują od dawna.

– Trzeba sobie jasno powiedzieć, tutaj działa lobby proerekcyjne. W Polsce w ciągu ostatniego roku sprzedało się 4,5 miliona opakowań viagry czy też leków, które są oparte na tej samej substancji czynnej. To są ogromne pieniądze – i mężczyzn trzeba przed lobby proerekcyjnym po prostu ochronić – mówi zaproszona do studia dr Elżbieta Korolczuk.

– Ja bym się odwołała do słów papieża, naszego papieża, Jana Pawła II, który pisał, że „przymus pożądliwości jest przeciwieństwem wolności”. Viagra próbuje nas zmusić do McErekcji – ostrzega z kolei publicystka i socjolożka Agata Szczęśniak.

Zabawne? A jednak odwrotna sytuacja, gdy to mężczyźni dyskutują o prawach kobiet, ma miejsce w polskich mediach regularnie. W programie „Kawa na ławę”, wyemitowanym zaledwie dzień po ogólnopolskich manifestacjach organizacji kobiecych, w studiu TVN o ustawie antyaborcyjnej i prawach reprodukcyjnych dyskutowało sześć osób. Nie było wśród nich ani jednej kobiety. A przecież działaczek i ekspertek, które chętnie wypowiedziałyby się na podjęte tematy, jest bardzo wiele.

Twój głos się liczy

Nieobecność kobiet w polskiej debacie publicznej zresztą rzuca się w oczy (czy raczej – w uszy) nie tylko wtedy, gdy poruszane są sprawy kobiet. Pań nie słychać też w merytorycznych dyskusjach, które wykraczają poza tematykę poruszaną w telewizji śniadaniowej. Jak wynika z badań „Media bez kobiet”, aż w 86% przypadków to mężczyźni użyczają opiniotwórczego głosu w polskich mediach. Oznacza to, że tylko jedna na siedem osób występujących w roli ekspertów w mediach jest kobietą. Tę dysproporcję idealnie widać w niemal każdym programie Bogdana Rymanowskiego.

Tymczasem w Polsce kobiet jest nie tylko więcej, ale są też lepiej wykształcone. Zgodnie z danymi GUS, w w 2015 r. wyższe wykształcenie miało w Polsce ponad 28% kobiet i 20% mężczyzn. Istnieją też zawody, w których łatwiej o specjalistkę niż specjalistę. To choćby psychologia, pedagogika, socjologia; od niedawna feminizuje się także medycyna. Jest więc z czego wybierać.

Nic o nas bez nas

Chociaż droga do równości w Polsce wydaje się bardzo długa, w debacie publicznej nie jesteśmy skazane na męskich specjalistów od wszystkiego. Przełamywanie tych dyskryminujących tendencji warto rozpocząć od własnych działań. Jeśli czujemy się na siłach, by samodzielnie wystąpić w mediach jako specjalistki w swojej dziedzinie, dołączmy swoje dane do ogólnopolskiej bazy Ekspertki.org. Jeśli nie – polecajmy ją znanym nam przedstawicielom mediów. Niech w końcu nas usłyszą.

Źródła przedstawionych danych: GUS, Krytyka Polityczna

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na UW. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Czy stać mnie na dziecko?

Czy stać mnie na dziecko?
Mało kto wie, że przy produkcji ubrań rocznie emituje się ponad 1,2 mld ton gazów cieplarnianych – fot. Fotolia

Gdy planuje się zajść w ciążę, jednym z pierwszych pytań jakie się sobie zadaje jest – czy stać mnie na dziecko?

Wg raportu polskiej agencji badawczej SW Research wychowanie dziecka do 18. roku życia kosztuje ponad 300 tys. zł. Sama wyprawka dla noworodka to wydatek ok. 8500 zł.

Więcej liczb w artykule Ani Wencławskiej: Ile kosztuje wychowanie dziecka?  

Czy stać mnie na dziecko?

Można się złapać za głowę – aż tyle! Skąd ja tyle wezmę, toż to Mercedesa klasy S można kupić albo apartament w Warszawie. Moje podejście jest inne. Dziecko kosztuje dokładnie tyle, ile jest się gotowym na nie wydać. Zdziwieni? Tak wynika z mojego doświadczenia oraz obserwacji dzieciatych znajomych, jak również lektury blogów parentingowych promujących coraz to nowe gadżety.

Mam to szczęście, że gdy zaszłam w ciążę, to wokół mnie było dużo znajomych z małymi dziećmi. Jedna koleżanka urodziła córeczkę dwa miesiące przede mną, bobas przyjaciółki z dzieciństwa miał już 5 miesięcy, zaś inna znajoma cieszyła się ponad 2-letnią dziewczynką. Prawdziwy baby boom!

Warto było skorzystać z ich cennych rad oraz… z rzeczy, którymi były gotowe podzielić się za grosze lub wręcz za darmo. Mam wrażenie, że każda ciężarna ma manię kupowania wielu pięknych przedmiotów dla maluszka, z których często nie zdąży skorzystać. W końcu maluch tak szybko rośnie! Mnie również dopadła ta dziwna choroba, dzięki czemu mam w szafie górę mięciutkich kocyków, podczas gdy korzystam na raz maksymalnie z dwóch.

Zobacz też: Dziennik naszego szczęścia

Chłopiec czy dziewczynka?

Gdy tylko na moim teście ciążowym pojawiły się dwie kreski i pochwaliłam się radosną nowiną ze znajomymi, to zaczęły się pytania – chłopiec czy dziewczynka? Co byś wolała?

Oczywiście oprócz tego, że zdrowe i kochane. Od początku czułam płeć żeńską i miałam nadzieję na dziewczynkę, imię też już było dawno wybrane.

Moi dobrzy znajomi mają dwie odchowane dziewczynki w wieku szkolnym i przedszkolnym, oraz tonę pudeł z rzeczami po nich do oddania. Także oni czekali na nowiny odnośnie płci dziecka. Szczęśliwie okazały się po naszej myśli i pudła zmieniły właściciela.

Zobacz też: Swobodna zabawa w rozwoju dziecka. Dlaczego jest tak ważna?

Zero waste

Dobrze pamiętam moje wzruszenie, gdy pierwszy raz oglądałam te małe sukieneczki, koszulki i bodziki niemowlęce. W jednym momencie miałam prawie całą garderobę dziecięcą. A to był dopiero początek…  W ciągu kolejnych miesięcy dostałam od koleżanek torby ubranek po ich dzieciach, niektóre z nich były zupełne nowe, najczęściej najmniejsze rozmiary, gdyż dziecko rodziło się duże i nie mieściło się w 56-tkę.

Co więcej, od mojej wspaniałej świadkowej ślubnej, dostałam wózek dziecięcy, i to nie byle jaki! Najpiękniejszy na świecie i super funkcjonalny. Widząc jak mi się podoba, zdecydowała się pożyczyć mi go do czasu, aż będzie jej znowu potrzebny. W ten sam sposób dostałam w dzierżawę również przewijak, wanienkę i kolejne torby ubranek.

W dobie rozbuchanego konsumpcjonizmu, a jednocześnie mody na ekologie i filozofię zero waste, korzystanie z rzeczy używanych to strzał w dziesiątkę. Mało kto wie, że przy produkcji ubrań rocznie emituje się ponad 1,2 mld ton gazów cieplarnianych, zaś do odzysku trafia mniej niż 1% zużytej odzieży (dane z raportu organizacji proekologicznej Ellen MacArthur Foundation). Dziecku bez różnicy czy ma nowy strój z Disneya, czy lekko spraną koszulkę po kuzynce. I tak trzeba je przebrać kilka razy dziennie.

Tak więc ile naprawdę kosztuje dziecko? Kilka uśmiechów, kapkę dobrej woli, ogrom życzliwości. Bo nie wszystko można kupić za pieniądze.

Alina HRabina

Zawodowo związana z branżą HR. Obecnie na urlopie macierzyńskim. Mieszka w Warszawie, ale chętnie odbywa podróże małe i duże.

Jak “zasada trzech minut” może wpłynąć na Twoją relację z dzieckiem?

Jak “zasada trzech minut” może wpłynąć na Twoją relację z dzieckiem?
fot. Pixabay

W dzisiejszym świecie wolny czas to luksus. Często w pędzie odprowadzamy dziecko do przedszkola lub szkoły, biegniemy do pracy, gdzie cały dzień mamy ręce pełne roboty. Po 8 godzinach, z językiem wiszącym do pasa, lecimy odebrać dziecko, wpadamy do domu, robimy obiad… nagle okazuje się, że jest już późny wieczór i czas kłaść się spać. Rano powtórka – biegiem z przedszkola do pracy, z pracy po zakupy… Czy jesteś w stanie w tym pędzie zachować uważność i zaangażowanie w budowanie pozytywnych relacji z Twoimi bliskimi?

Zobacz też: Najlepsze, co możesz dać swojemu dziecku? Nuda! – sprawdź dlaczego

Trzy minuty do dużo czasu

W ciągu trzech minut jesteś w stanie okazać swojemu dziecku zainteresowanie, miłość i troskę, sprawić, że poczuje się zadbane i ważne. To wystarczający czas, by zapytać dziecko jak się czuje, jak minął mu/jej dzień, wysłuchać, co ma Ci do przekazania.

Taka uważność ma też pewien wymiar pragmatyczny: mając te informacje „na wejściu”, możemy na bieżąco modyfikować rodzinne plany, by wesprzeć dziecko lub poświęcić mu/jej więcej czasu, jeśli zachodzi taka potrzeba.

Witaj dziecko jak dawno niewidzianego przyjaciela

Idea “reguły pierwszych trzech minut” jest taka, że za każdym razem, kiedy rodzice spotykają dziecko po jakimś czasie rozłąki (dzień w przedszkolu, szkole, pracy, dłuższe oddzielne wyjście z domu)  powinni witać dziecko tak, jak wita się długo niewidzianego przyjaciela – radośnie, z uważnością i zainteresowaniem.

Większość dzieci w trakcie kilku pierwszych minut spotkania relacjonuje wszystko to, czym pragnie się z nami podzielić. Chodzi o to, żeby nie przegapić czasu, w którym dziecko najbardziej potrzebuje naszej uwagi.

Zobacz też: Weekendowa lekcja wrażliwości – czego może nauczyć Cię świnia?

Oko w oko

W ciągu tych pierwszych trzech minut spotkania ukucnij lub usiądź tak, by mieć oczy na wysokości oczu dziecka. Przytul dziecko i powiedz, że za nim tęskniłaś/tęskniłeś. Wysłuchaj, co ma Ci do powiedzenia.

Zapracowany rodzic z telefonem przy uchu wpada do przedszkola, łapie dziecko za rękę i pędzi dalej – ile razy widzieliście taki obrazek? Wielu rodziców, mimo najszczerszych chęci dbania o kontakt z dzieckiem i dobre samopoczucie całej rodziny, zapętla się w swoich zmartwieniach i obowiązkach.

Nietrudno to zrozumieć, wszyscy mamy wiele na głowie, to, że jesteśmy rozkojarzeni nie czyni to z nas złych ludzi, ani złych rodziców. Jednak aktywna praca nad uważnością może sprawić, że wyrwiemy się z tego schematu i zmienimy naszą relację z dzieckiem na lepsze.

Zobacz też: Własne komórki macierzyste pomagają dzieciom chorym na autyzm

Zaufanie to podstawa

Skupiając całą swoją uwagę na dziecku przez te pierwsze trzy minuty wysyłamy komunikat: jesteś dla mnie ważna/ważny, w tej chwili nic nie jest ważniejsze od Ciebie. Możesz powiedzieć mi wszystko, a ja będę dla Ciebie wsparciem.

Taka postawa sprawia, że kształtuje się między rodzicem a dzieckiem relacja oparta na zaufaniu.

Oczywiście, nie należy się spodziewać, że trzy minuty rozwiążą wszelkie problemy, zastąpią dziecku zabawę z rodzicem, czy wspólne spędzanie czasu. Można je natomiast potraktować jako coś w rodzaju „barometru nastroju”. Ten czas daje możliwość natychmiastowego wysłania pozytywnego komunikatu i zaplanowania dalszego działania adekwatnie do sytuacji.

Z pewnością nie zaszkodzi sprawdzić, jak zasada trzech minut zadziała w Twojej relacji z partnerem lub partnerką! Z dużym prawdopodobieństwem wniesie coś pozytywnego do Waszej relacji. W końcu każda miłość zasługuje na troskę.

 

 

 

 

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

Droga do bliskości

Prawda, szacunek i trwała miłość w związku

Pia Melody w swojej najnowszej książce uczy, jak wyzwolić się z toksycznych związków i w jaki sposób zbudować bliskość, której tak bardzo potrzebujemy. Jej wskazówki to prawdziwa droga do samouzdrowienia siebie i naszych relacji.

Wybitna amerykańska psychoterapeutka zachęca do duchowego rozwoju – bez tego nie będziemy potrafili stworzyć opartego na miłości i zaufaniu związku. Prawda może nas uzdrowić, bo kiedy poznajemy prawdę o sobie samych, poznajemy swoją wrodzoną, wewnętrzną wartość. Kiedy wchodzimy w relację z drogim człowiekiem, powinniśmy być gotowi na przyjęcie prawdy o naszym partnerze i uszanować (lub pokochać) jego wewnętrzną wartość bez względu na jego zachowanie.

Oto kilka kroków do naprawy siebie i swojego związku:

1. Kiedy godzimy się na życie w prawdzie, odzyskujemy utracony porządek i możemy funkcjonować w tym, co autorka nazywa Wyższą Siłą.

W tej duchowej ścieżce nie chodzi o dobro, tylko o znalezienie prawdy – jeśli żyjemy w kłamstwie, zbaczamy z drogi. Mówiąc prawdę sobie i innym, automatycznie przenosimy się tam, gdzie działa Wyższa Siła. Tylko pogodzenie się ze sobą może pozwolić na to, abyśmy byli spełnioną istotą ludzką

 2.  Wyznaczanie zdrowych granic służy temu, aby stworzyć zdrowe związki i zdrową intymność.

Granice są psychologicznymi punktami naszej drogi, w których potrafimy wypowiedzieć prawdę o sobie, a ta informacja dociera do nas, kiedy jesteśmy w dobrze funkcjonującym związku. Niewłaściwe jest branie odpowiedzialności za to, co dzieje się z ciałem, myślami, emocjami i wyborami innych, jednocześnie niewłaściwe jest winienie innych za to, co dzieje się z naszymi ciałem, myślami, emocjami i wyborami.

Zobacz też: 5 mechanizmów obronnych, które większość z nas stosuje. .Jak mogą wpłynąć na związek?

3. Wszystkie traumy biorą się z uprzedmiotowienia dziecka lub z fałszywego poczucia posiadania silnej pozycji w rodzinie.

Z właściwej drogi schodzimy w różny sposób, ale często dzieje się tak z powodu traumy, przeżytej w dzieciństwie. Toksyczny rodzic zawstydza dziecko, uciszając je, niwelując w ten sposób jej lub jego zewnętrzne objawy stresu – co prowadzi do uprzedmiotowienia dziecka. Często dziecko przejmuje rolę rodzica, co prowadzi do fałszywego poczucia posiadania silnej pozycji w rodzinie.

4. Brak hamulców jest często przyczyną zaburzonego związku.

Stajemy się dysfunkcjonalni, jeśli nie potrafimy przyjąć energii,, która ukrywa się za zdrowymi granicami lub przefiltrować przychodzącą energię innych poprzez zdrowe granice. Kiedy stajemy się osobą bez żadnych zahamowań, pozwalamy na przejmowanie zbyt dużej ilości energii lub dajemy jej zbyt dużo drugiej osobie. Zdrowy związek i prawdziwa intymność jest możliwa tylko wtedy, kiedy mamy do czynienia ze zdrowymi granicami.

5. 5 podstawowych atrybutów prawdziwego dziecka, koncentruje się na następujących wartościach: wrażliwości, powstawaniu rozumu, zależności, odpowiedniej niedojrzałości, żywiołowości.

Dojrzały rodzic jest przewodnikiem dziecka na drodze właściwego wyrażania siebie oraz rozwoju poprzez każdy z powyższych atrybutów poprzez postawienie granic, co pozwoli na autentyczny rozwój dziecka.

6. Podstawą zdrowych granic jest poczucie własnej wartości, co jest także niezbędnym dobrego rodzicielstwa.

Zobacz też: Co nas uszczęśliwia? Relacje, relacje, relacje! PSYCHOLOGIA

Nawet jeżeli twoje dzieciństwo nie było szczęśliwe, możesz nauczyć się budować zdrowe granice, zdrowe poczucie własnej wartości. To będzie wymagało zaopiekowanie się twoim wewnętrznym dzieckiem i skupieniu się na uleczeniu emocjonalnych ran, spowodowanych traumą dzieciństwa (mobing w szkole, molestowanie, zaniedbanie etc.)

 7. Dobry związek wymaga dzielenia się własną prawdą z inną osobą, mówienia i słuchania.

Niezagojone traumy powodują, że wracamy do rodzinnych ról: zagubionego dziecka, bohatera, substytutu partnera, substytutu rodzica, rodzinnego terapeuty, synka mamy/córeczki taty. Myślimy, że taka jest rzeczywistość. Potrzeba prawdziwej wiary w siebie, aby zamknąć przeszłość i zacząć budować zdrowe relacje.

Wyd. Czarna Owca

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Ojce i Dziatki – Międzypokoleniowy Festiwal Literatury Dziecięcej promuje czytelnictwo wśród dzieci

Ojce i Dziatki - Międzypokoleniowy Festiwal Literatury Dziecięcej promuje czytelnictwo wśród dzieci
fot.MFLD

Międzypokoleniowy Festiwal Literatury Dziecięcej promuje wartościową literaturę i jej autorów oraz wydawców. Zaplanowane są interaktywne spotkania z literatami, warsztaty z artystami, happeningi, wystawy, gry i konkursy literackie. Niby wszystko jak zwykle, jednak działania skierowane są do dzieci głównie w kontekście rodziny, jako miejsca, w którym wykształcane i utrwalane są nawyki czytelnicze.

Festiwal literatury dziecięcej

Międzypokoleniowy Festiwal Literatury Dziecięcej rusza w maju w Warszawie i potrwa aż to grudnia. Obejmie swoim działaniem Warszawę, Radom, Wrocław, Opole, Gdynię, Sopot, Lublin, Zamość, Katowice i Dąbrowę Górniczą.

Aktywizujące wszystkich członków rodziny działania wokół książek mają wspierać rodziców i dziadków w ich rolach i wzmacniać więzi międzypokoleniowe. Festiwal ma być sposobem na spędzenie czasu z książką i ze sobą nawzajem inspirująco, literacko i rodzinnie.

To także odpowiedź na potrzeby seniorów, którzy chętnie skorzystają z wydarzeń lokalnych, by dojechać z wnukami do największych miast zwyczajnie brak im siły.

Zobacz też: Rodzic, który chce ‘za bardzo’. Sprawdź, czy nie zatruwasz życia swojemu dziecku!

Pierwsze takie wydarzenie w Polsce

– Mamy za sobą 5 letnią pracę przy jednym z większych festiwali literatury dla dzieci. Gdy go tworzyliśmy, nie było takich imprez w Polsce – teraz jest zupełnie inaczej – a pomimo tego, problem niskich wskaźników czytelnictwa nie znika.

Czasem trzeba się zatrzymać i sprawdzić co można zrobić lepiej. Mamy przynajmniej kilka takich punktów, to nie są łatwe zadania, ale zamierzamy je sukcesywnie wdrażać  – wyjaśnia dyrektorka festiwalu, prezes grupy Czas Dzieci, Agnieszka Karp-Szymańska.

Festiwal zakłada aktywności nie tylko w miastach festiwalowych, ale też szereg atrakcji, w które można włączyć się niezależnie od miejsca zamieszkania.

Zobacz też: „Siedem dni” – skłaniająca do refleksji na temat przemocy w szkole powieść dla nastolatków

Otwarty, partnerski, międzypokoleniowy

Międzypokoleniowy, bo dla dzieci liczy się rodzina.

Partnerski, bo organizatorzy stworzyli ideę miast partnerskich. Duże ośrodki kulturalne, których naturalną rolą jest wyznaczanie kierunków, wskazywanie trendów, odważne parcie do przodu  to nie jedyne miejsca na mapie, gdzie będzie działał festiwal.

Otwarty, bo organizatorzy cieszą się, gdy miasto, instytucja, księgarnia lub wydawca chcą dołączyć.

Szczegółowe informacje na temat Festiwalu znajdziesz tutaj.

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.