Przejdź do treści

Czym jest RIE – czyli jak wychować superbohatera!

Jak najlepiej wychować dziecko? Jak się nim zajmować, żeby wyrosło na szczęśliwego i pewnego siebie człowieka? Jak pomóc dziecku rozwijać jego potencjał? Jak reagować na jego potrzeby, a jednocześnie nie zatracić się w tym? Czy małe dzieci manipulują?

Miliony pytań

Lista wątpliwości, jakie mają przyszli i młodzi rodzice jest długa. Im bardziej rodzicielstwo jest znane, im większe ma się w nim doświadczenie, tym wątpliwości mniej. Łatwiej zaufać sobie, łatwiej uwierzyć, że ma się wystarczające umiejętności do tego, żeby dziecko nie tylko przeżyło dzieciństwo, ale rozpoczęło dorosłość z jako takim poczuciem własnej wartości. Zadajemy więc pytanie, jak ważny jest rodzic w rozwoju dziecka? Analizujemy zachowania rodzica, jego słowa, interwencje. Ale przecież dziecko rodzi się z jakimiś predyspozycjami, temperamentem, zestawem cech. Nietrudno to przeoczyć, skupiając się na rodzicu.

Z pomocą przychodzą liczne systemy i filozofie rodzicielstwa. Można je kochać lub nienawidzić. Można się ich trzymać religijnie lub sięgać po wybrane aspekty. Niektóre są ciekawsze, oparte na rzetelnej wiedzy i obserwacjach, inne zideologizowane, promujące wąski sposób rozumienia dziecka i wywołujące silne poczucie winy w opiekunach.

RIE

Jedną z ciekawszych, również długoterminowo, filozofii opieki nad dzieckiem jest Resources for Infant Educarers, znane również jako RIE. Termin dość trudny do przetłumaczenia na język polski; oznacza przede wszystkim określony sposób interakcji z dziećmi, zwłaszcza niemowlętami. RIE skupia się przede wszystkim na pierwszych dwóch latach życia dziecka wychodząc z założenia, że obrana wówczas filozofia w naturalny sposób będzie kontynuowana w kolejnych etapach jego rozwoju. Co więcej, jest to filozofia, po którą mogą sięgać nie tylko rodzice, ale wszystkie osoby mające regularny kontakt z małymi dziećmi, na przykład opiekunowie w placówkach, lekarze, pielęgniarki.

Wyobraźmy sobie taką sytuację: trzeba zmienić niemowlęciu pieluszkę. Układamy więc dziecko na wybranej powierzchni, sięgamy po pieluchę, zmieniamy, ubieramy dziecko, zużytą pieluszka ląduje w koszu. Dziecko leży podczas „zabiegu” spokojnie albo ucieka, wyraźnie niezadowolone lub rozdrażnione. Czynność średnio przyjemna, którą jednak trzeba wykonać. Albo inny scenariusz: dziecko płacze, matka lub opiekunka wie, że ma mokro. Mówi do dziecka na przykład: „Zmoczyłaś pieluszkę, więc ci ją zmienię”.

Mówienie do dziecka powoduje również, że opiekun zwalnia. Są to dwie główne zasady RIE. Celem takiego działania, zamiast możliwie jak najszybszego wykonania niekoniecznie lubianego zadania, jest szacunek wobec dziecka i uszanowanie jego odrębności. Pozornie nic w tym odkrywczego, przecież każdy rodzic dba o swoje dziecko najlepiej jak umie, szanuje jego potrzeby i reaguje na nie. Jednak jeśli przyjrzymy się  bliżej codziennym czynnościom, którym poddawane jest dziecko, widzimy inną rzeczywistość.

Szacunek i miłość

RIE jest historycznie łączone przede wszystkim z Emmi Pikler, pediatrą pracującą między innymi w węgierskich sierocińcach oraz jej bliską współpracownicą Magdą Gerber. Ta ostatnia zaszczepiła ideę RIE w Stanach Zjednoczonych, do których wyemigrowała wraz z rodziną w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Magda Gerber była przekonana, że rozwój dzieci powinien przebiegać naturalnie, nie powinien być w żaden sposób przyspieszany ani modyfikowany. Miała zdolność formułowania myśli w niezwykle celny sposób. Mówiła na przykład: „Jeśli niemowlę jest gotowe, żeby coś zrobić, zrobi to. Co więcej, jeśli niemowlę jest gotowe, musi to zrobić”, „Wcześniej nie znaczy lepiej”, „Rób mniej, obserwuj więcej i przede wszystkim ciesz się”, „Wiele zła zostało wyrządzone w imię miłości, ale nic złego nie może wydarzyć się w imię szacunku[1].

W praktyce więc Magda, podobnie jak jej liczni słuchacze i entuzjaści RIE, odradzali na przykład sadzenie dziecka zanim nabędzie ono naturalną zdolność, kładzenie niemowlęcia na brzuchu (jeśli nie potrafi ono samo wrócić do pozycji wyjściowej; pozycja na brzuchu jest dla niego nieuzasadnioną torturą, mówią osoby praktykujące RIE). Umieszczanie dziecka w huśtawkach, bujaczkach lub nawet nosidłach na wiele godzin również rozumiane jest jako brak szacunku dla niego i służy przede  wszystkim uciszeniu go.  RIE sprzeciwia się również noszeniu dzieci w chuście, poza sytuacjami, kiedy chusta jest traktowana jako środek transportu. Jest to jedna z bardziej kontrowersyjnych zasad RIE, ale też całkowicie zrozumiała w kontekście tej konkretnej filozofii. Gerber wspierała naturalny rozwój dziecka, co wiąże się również z akceptacją wszystkich jego emocji. Rodzice często sięgają po chusty, kiedy dziecko jest niespokojne, płaczliwe lub z innego powodu rozdrażnione. Rodzic działa pośpiesznie, obierając za cel uspokojenie dziecka. Gerber z kolei mówiła o roli obserwacji, która pozwala lepiej zrozumieć, co komunikuje dziecka i przede wszystkim stwarza dziecku przestrzeń do przeżywania wszystkich emocji.

Płacz nie jest niczym złym ani przerażającym. Jeśli rodzic nie czuje się zagrożony emocjami dziecko, również ono nie będzie się ich bać. A to jest bardzo ważne dla jego dalszego rozwoju. W tym sensie zwolennicy RIE widzą chusty jako narzędzie mające na celu przede wszystkim zaspokojenie potrzeb rodzica, nie dziecka.

RIE z zasady pozostaje w kontrze do tego, co wiąże się z brakiem szacunku dla dziecka. Postuluje natomiast traktowanie dziecka jak „pełnej” osoby już od chwili jego narodzin, zdolnej do samodzielnego rozwoju. W konsekwencji zyskuje nie tylko dziecko, ale również rodzice. Bo okazuje się, że rodzic nie musi zabawiać swojego dziecka całymi dniami, nie musi mu organizować rozrywki, nie musi go nosić, jest też bardziej zrelaksowany.

Janet Lansbury, autorka niezwykle poczytnego bloga, właśnie doświadczenie własnego wczesnego macierzyństwa wskazuje jako źródło poszukiwań i zachwytu dla RIE. Pisze w ten sposób: „Czekałam na macierzyństwo całe życie i zakładałam, że będzie ono dla mnie czymś naturalnym. Tymczasem, szybko okazało się, że nie mam o nim pojęcia. Potrzeby mojej wspaniałej córeczki były nie do zaspokojenia, zwłaszcza że błędnie zakładałam, że powinnam ją nieustannie zabawiać. Po tym, jak wkładałam całą energię w odpowiadanie na jej potrzeby, dziecko potrafiło mimo to płakać z nieznanego mi powodu, co z kolei mnie popychało do granic wytrzymałości. Byłam głęboko rozczarowana i zawiedziona sobą, zagubiona i przygnieciona[2] . Dopiero wzięcie udziału w zajęciach prowadzonych przez Magdę Gerber w ramach jej organizacji non-profit pozwoliły Lansbury odkryć, czego tak naprawdę potrzebuje jej dziecko.

Jednych RIE zachwyca, inni pozostają sceptyczni. Warto pamiętać, że jest to pewna propozycja, z której można skorzystać. Ostatecznie jednak trzeba być przede wszystkim wystarczająco dobrym rodzicem, niezależnie od tego, skąd czerpie się wiedzę.

[1] http://www.azquotes.com/author/53467-Magda_Gerber

[2] http://www.janetlansbury.com/about/

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Koczują na korytarzach od dwóch tygodni. Wszystko po to, by ich dzieci miały lepsze życie

Korytarz, a na nim dwa wózki inwalidzkie przy ścianie / Ilustracja do tekstu: Protest rodziców osób niepełnosprawnych
Fot.: Pixabay.com

Na korytarzach Sejmu, w trudnych i dalekich od komfortu warunkach, mieszkają ze swoimi podopiecznymi już 12. dobę. Mimo niewygód i braku dostępu do codziennej fizjoterapii, budynku nie opuszczą, bo najprawdopodobniej już nie mogliby do niego wrócić. A tylko tu mogą wywalczyć to, po co przyszli: godne życie dla osób z niepełnosprawnością.

Rodzice i opiekunowie osób z niepełnosprawnością protestują w Sejmie od 18 kwietnia br.

– Pierwsza noc była najgorsza, obudziliśmy się obolali. Ale człowiek jest w stanie przyzwyczaić się do trudnych warunków – mówi w rozmowie z Polsat News jedna ze strajkujących matek.

Podobnie jak inni rodzice, przyszła tu po to, by wywalczyć realizację postulatów, które choć częściowo poprawiłyby jakość życia ich dorosłych, ale niezdolnych do samodzielnego życia dzieci.

Pierwszy z postulatów, które wystosowali, to zrównanie kwoty renty socjalnej z najniższą rentą ZUS z tytułu całkowitej niezdolności do pracy, a następnie stopniowe podwyższanie tej kwoty. Finalnie miałaby ona osiągnąć równowartość minimum socjalnego obliczonego dla gospodarstwa domowego, w którym mieszka osoba z niepełnosprawnością.

Drugim postulatem strajkujących rodziców i opiekunów jest wprowadzenie dodatku dla osób z niepełnosprawnością, które ukończyły 18. rok życia i są niezdolne do samodzielnej egzystencji. Dodatek ten, zgodnie z oczekiwaniami rodziców, powinien wynosić 500 złotych miesięcznie, niezależnie od kryterium dochodowego. Zgodnie z propozycją strajkujących, miałby być wprowadzany stopniowo – 300 zł od czerwca 2018 r., 400 zł od stycznia 2019 r., a 500 zł od stycznia 2020 r.

Protest rodziców osób niepełnosprawnych trwa. Czy jest szansa na porozumienie?

Mimo że protest trwa już dwa tygodnie, rząd i rodzice osób z niepełnosprawnością wciąż nie doszli do porozumienia. W czwartek politycy – w porozumieniu z konsultantami i organizacjami pozarządowymi – przyjęli projekt o podwyższeniu renty socjalnej do wysokości minimalnej renty z tytułu całkowitej niezdolności do pracy. Na podstawie tego dokumentu świadczenie wzrośnie z obecnych 865,03 zł do 1029,80 zł brutto. Przepisy mają wejść w życie we wrześniu br.

Po stronie rządowej nie ma jednak zgody na zapewnienie rodzinom osób z niepełnosprawnością dodatku pieniężnego we wnioskowanej kwocie. Zamiast tego protestującym zaproponowano inne rozwiązanie – gwarancję zwrotu ok. 520 zł miesięcznie z tytułu wydatków na wyroby medyczne i rehabilitację. Protestujący odrzucili jednak tę propozycję, podkreślając, że z uwagi na zróżnicowane potrzeby osób z niepełnosprawnością oczekują one nie świadczeń rzeczowych, a gotówki.

– To jest tak, jakbym ja zaproponowała na przykład posłowi Kaczyńskiemu, żeby zamiast wypłaty, otrzymywał pięć kilogramów karmy dla kota. I do tego jeszcze dołożę panu posłowi z pięć paczek podpasek. Mnie to nie interesuje, że nie potrzebuje – mówiła Iwona Hartwich, liderka protestu opiekunów osób z niepełnosprawnością, ukazując absurd sytuacji.

Oczekiwanie na rozmowy w Sejmie

Strajkujący liczą, że do sejmowych rozmów z nimi powróci Elżbieta Rafalska, minister rodziny i polityki społecznej.

– Pani minister, apelujemy do pani z tego miejsca, żeby się pani spotkała z nami, przyszła już naprawdę z takimi konkretnymi rozwiązaniami – podkreśliła Marzena Stanewicz, jedna z protestujących matek. – Proszę nas stąd nie wyciągać, proszę z nami rozmawiać, proszę nas tutaj nie zostawiać samych sobie – apelowała.

Jej słowa jak dotąd nie przekonały minister Rafalskiej. Szefowa resortu polityki społecznej zaprosiła przedstawicieli protestujących na wspólne rozmowy do Centrum Dialog. Ten pomysł, zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, został przez nich odrzucony.

Źródło: Polsat News, gazeta.pl, newsweek.pl

CZYTAJ TEŻ: Hejter twierdził, że jej córka nie powinna była się urodzić. Nie spodziewała się, że tyle osób stanie po jej stronie

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na UW. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Czy Polacy są homofobami? Raport nie pozostawia złudzeń

homofobia w Polsce
fot. Unspash - Sharon McCutcheon

Polska znalazła się w niechlubnej czołówce najbardziej homofobicznych i transfobicznych państw świata. Tyko jedno państwo miało gorszy wynik? Które?

17 maja obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Przeciw Homofobii, Bifobii i Transfobii. Organizacja ILGA Europe, jak co roku opublikowała ranking europejskich państw, w których osoby LGBT mają największe prawa.

Zobacz także: Żyd, muzułmanin, uchodźcy i gej upiekli chleb dla Polaków. Wierzą, że nienawiść nie jest normą

Homofobia w Polsce

Wyniki nie napawają optymizmem. W tym roku Polska zajęła 38 miejsce na 49 badanych krajów. Wśród państw Unii Europejskiej z wynikiem 18 na 100 punktów uplasowała się… na przedostatnim miejscu. Gorsza od nas była tylko Łotwa. Zdecydowanym liderem rankingu jest Malta, która uzyskała aż 91 punktów.

Warto dodać, że w 2017 roku Polska z takim samym wynikiem zajęła trzecie miejsce od końca, przed Litwą i Łotwą.

Zobacz także: Anna Kalczyńska popiera adopcję dzieci przez pary homoseksualne

Zasady punktacji

W rankingu ILGA Europe punkty przyznawane są w sześciu kategoriach.

  •  równość i zakaz dyskryminacji (m.in. konstytucyjna gwarancja ochrony praw mniejszości seksualnych, ochrona równości w dostępie do edukacji, opieki zdrowotnej)
  • rodzina (związki partnerskie, równość małżeńska i adopcje)
  • wolność zgromadzeń, zrzeszania się i ekspresji (możliwość organizowania parad bez utrudnień ze strony władz, brak prawa zakazującego „propagandę homoseksualną”)
  • ściganie przestępstw z nienawiści popełnianych z motywów związanych z orientacją seksualną i tożsamością płciową
  • uzgodnienie płci i integralność cielesna (możliwość uzgodnienia płci, medyczna diagnoza „zaburzeń płci” jako warunek konieczny uzgodnienia płci, ograniczenie wiekowe do uzgodnienia płci)
  • prawo do azylu (stworzenie krajowej strategii dot. azylantów LGBTI, orientacja seksualna czy tożsamość płciowa jako przesłanka uprawniająca do ubiegania się o azyl).

Polska to jeden z sześciu krajów UE, w którym zawarcie legalnego związku dwóch osób jednopłciowych wciąż nie jest legalne. Poza nami takie samo prawo obowiązuje na Litwie, Łotwie, Słowacji oraz w Rumunii i Bułgarii. W pozostałych 22 krajach członkowskich geje i lesbijki bez przeszkód mogą się pobrać lub zawrzeć związek partnerski.

Źródło: Oko Press

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Miękki króliczek, który uprzyjemni dziecku codzienną kapiel

Niemowlę owinięte białym ręcznikiem-króliczkiem Samiboo /Ilustracja do: Ręcznik-króliczek uprzyjemni dziecku kąpiel
Fot.: Samiboo

Miękkie, urocze, przyjemne w dotyku i uwielbiane przez dzieci – dziś tak określić możemy nie tylko pluszaki, ale też liczne akcesoria. Do tej listy dołączył kolejny gadżet – ręcznik bambusowy w kształcie króliczka.

Ręcznik-króliczek, dostępny w trzech kolorach: białym, szarym i różowym, dołączył do oferty polskiej marki Samiboo. Wykonano go z miękkiej i chłonnej tkaniny frotte, która idealnie sprawdzi się w swojej podstawowej funkcji: osuszania delikatnej skóry maluszka.

ZOBACZ TEŻ: Gwiazdy i ich dzieci wybrały Zabawkę Roku

Ręcznik-króliczek: ujmujący i użyteczny

Codzienną kąpiel uprzyjemni dziecku zabawny kształt ręcznika – wzbogaconego w kaptur z uszkami i autorską aplikacją. Z tyłu ręcznika doszyto zaś miękki pompon stylizowany na ogonek.

Tkanina wykorzystana w ręczniku to wiskoza bambusowa o właściwościach antybakteryjnych i antygrzybicznych. Produkt zaprojektowano i wyprodukowano w Polsce. Można go nabyć na stronie www.samiboo.com.

POLECAMY TEŻ:  Uff, jak gorąco! „Zjeżdżalnie parzą, piach gorący, huśtawki grzeją w pieluchę. Zaczekamy na jesień”

Dlaczego warto mieć konto na Instagramie? Oto 6 powodów

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Protest opiekunów osób niepełnosprawnych trwa. Gdzie jesteśmy w nim my, współobywatele?

Mężczyzna prowadzi wózek inwalidzki, w którym siedzi kobieta /Ilustracja do tekstu: Protest rodziców osób niepełnosprawnych trwa. Gdzie jesteśmy my, obywatele?
Fot.: Pixabay.com

Wyższa jakość życia, prawo do decydowania o sobie i zwykła ludzka godność – o tylko (i aż) tyle od lat apelują rodzice i opiekunowie osób z niepełnosprawnością. Pomogłaby im w tym realizacja zaledwie dwóch – nieradykalnych przecież – postulatów. Dlaczego czekają na nią tak długo i jak to świadczy o nas, współobywatelach?

Przypomnijmy, że rodzice i opiekunowie osób z niepełnosprawnością protestują w Sejmie już 21 dni – nieprzerwanie od 18 kwietnia br. Próbują w ten sposób wywalczyć realizację dwóch postulatów, które choć częściowo poprawiłyby jakość życia ich podopiecznych i dzieci. Chodzi o podwyższenie kwoty renty socjalnej oraz uzyskanie pieniężnego dodatku rehabilitacyjnego dla osób z niepełnosprawnością, które ukończyły 18. rok życia i są niezdolne do samodzielnej egzystencji. Dodatek miałby wynosić 500 złotych miesięcznie, niezależnie od kryterium dochodowego.

Wyjść z niedostatku

Choć rodziców i opiekunów osób z niepełnosprawnością wspierają obywatele, organizacje pozarządowe i środowiska feministyczne, protestujący wciąż nie doczekali się pełnej realizacji swoich postulatów.  8 maja br., po trzech tygodniach od rozpoczęcia strajku, sejmowa komisja polityki społecznej i rodziny poparła rządowy projekt nowelizacji ustawy o rencie socjalnej. Przewiduje on podwyższenie renty do wysokości minimalnego świadczenia z ZUS, czyli do 1030 złotych. To wzrost o 190 zł – ważny, ale niezaspokajający ogromnych potrzeb rodzin, w których są osoby ze znacznym stopniem niepełnosprawności.

Pomysłem rządzących na załagodzenie narastającego konfliktu jest też ustawa o szczególnych rozwiązaniach dla osób o znacznym stopniu niepełnosprawności. To projekt przygotowany przez PiS, który umożliwiałby osobom o znacznym stopniu niepełnosprawności uzyskanie szczególnych uprawnień w dostępie do świadczeń opieki zdrowotnej, usług farmaceutycznych oraz wyrobów medycznych. Jego autorzy wskazują, że przyniósłby gospodarstwom domowym, w których mieszkają osoby z niepełnosprawnością, ok. 520 zł oszczędności miesięcznie. Rządzący wciąż jednak nie zaproponowali dodatku pieniężnego, o który od tygodni proszą protestujący.

– Jak poczyta się przedstawioną przez rząd ustawę, to widać, że zawarto w niej propozycje, które są bardzo potrzebne, ale które powinny być zapewnione z racji Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych i naszej konstytucji. Tymczasem zaoferowane przez rząd wsparcie rzeczowe nie pomoże wszystkim osobom z niepełnosprawnością – zauważyła w rozmowie z portalem Niepelnosprawni.pl Maria Kozłowska, studentka z mózgowym porażeniem dziecięcym. Razem z setkami innych uczestników wspierała protestujących podczas manifestacji, która odbyła się 5 maja pod Sejmem.

CZYTAJ TEŻ: Bezbronni i wykluczeni. Najmłodsze ofiary ponoszą tu najwyższy koszt

Niedostatek w budżecie

Podobny strajk odbył się przed czterema laty, w 2014 r. Opiekunowie i rodzice okupowali wówczas korytarze sejmowe przez kilkadziesiąt dni.  Wtedy także spotykali się jedynie z obietnicami bez pokrycia.

Dlaczego protestujący tak długo czekają na pomoc? Rząd zaznacza, że zapewnienie jej w oczekiwanym kształcie wymagałoby ogromnych środków finansowych, którymi budżet państwa nie dysponuje. Tymczasem z wyliczeń portalu oko.press wynika, że potrzeba  na ten cel 4,8 mld zł. Niemało, ale rząd chwalił się, że w 2017 r. deficyt budżetowy był najniższy od lat. Dodatkowo Międzynarodowy Fundusz Walutowy obniżył prognozę deficytu finansów publicznych na 2018 rok – z 2,7 proc. na zaledwie 1,9 proc. – Budżet bez trudu udźwignąłby dodatkowy wydatek, pozostając bezpiecznie poniżej 3 proc. unijnego limitu deficytu finansów publicznych – czytamy w artykule oko.press.

Niedostatek zrozumienia

Wiele wskazuje na to, że za niespełnieniem postulatów protestujących rodziców i opiekunów kryje się brak wrażliwości i zrozumienia, że po drugiej stronie stoi taki sam człowiek, jak my. Pod  adresem strajkujących padają co rusz gorzkie, lekceważące słowa, nie brakuje też podejrzeń o zachłanność i inspiracje polityczne. Tymczasem walczą oni przecież o sprawy najbardziej podstawowe – prawo do niezależnego życia.

– Niepełnosprawni postawili nam lustro. Widzimy w nim społeczeństwo, które (…) od zawsze odwraca wzrok od tych, którzy bez pomocy po prostu nie są w stanie przeżyć. Tu nie chodzi o PiS, PO czy jeszcze innego czorta. Chodzi o nas. O to, z jaką łatwością przechodzimy w Polsce obojętnie obok faktu, że życie z niepełnosprawnością jest u nas koszmarem. My wszyscy, a nie tylko politycy i urzędnicy, choć to do nich należą decyzje – zauważa w swoim felietonie Paulina Młynarska.

Niedostatek empatii

Dziennikarka podkreśla również, że dopóki pełne wyrzeczeń i granicznego wręcz zmęczenia życie osób z niepełnosprawnością oraz ich opiekunów odbywa się na marginesie zainteresowania społeczeństwa, „nie ma żadnego wstawania z kolan”.

– Jak to możliwe, że komuś jeszcze zgadza się równanie, w którym wartością jest ratowanie każdego życia, zaś niewiadomą pozostaje to, jak to życie utrzymać przy życiu, nie mając środków do życia? Jak to możliwe, że pozwalamy na ten festiwal hipokryzji w wydaniu kolejnych rządów i za każdym razem rzucamy się na śmierdzącą kiełbasę wyborczą, nie pytając: a co z najsłabszymi? Co z tymi, którzy bez pomocy państwa są skazani na pełną bólu wegetację? Jaką dla nich macie propozycję? – pyta retorycznie Paulina Młynarska.

W podobnym tonie wypowiedziała się na temat strajku siostra Joanna Chmielewska.

– To powinien być dla nas wszystkich potworny wyrzut sumienia. Zepchnęliśmy ludzi najsłabszych na margines, dając im michę, i to bardzo skromną. Natomiast nie dajemy im możliwości życia – mówiła w ‘Faktach po faktach” w TVN24.

Jak zatem my, jako obywatelki i obywatele, możemy stanąć po właściwej stronie? Przede wszystkim musimy uświadomić sobie, że niepełnosprawność nie jest wcale problemem marginalnym – występuje u dorosłych, u dzieci i już dziś dotyczy co czwartej polskiej rodziny. Gdy przyjmiemy to wreszcie do wiadomości, być może zaczniemy rozliczać kandydatki i kandydatów planujących start w wyborach z ich propozycji dla tych rodaków, którzy otrzymali w życiu równe prawa, ale nierówne szanse.

Źródło: inf. własna, PAP, niepelnosprawni.pl, oko.press, kobieta.onet.pl

POLECAMY TEŻ: Skazano gimnazjalistki, które brutalnie biły koleżanki. Psycholog: Uczmy dzieci, jak odreagowywać emocje

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na UW. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.