Przejdź do treści

Czym jest RIE – czyli jak wychować superbohatera!

Jak najlepiej wychować dziecko? Jak się nim zajmować, żeby wyrosło na szczęśliwego i pewnego siebie człowieka? Jak pomóc dziecku rozwijać jego potencjał? Jak reagować na jego potrzeby, a jednocześnie nie zatracić się w tym? Czy małe dzieci manipulują?

Miliony pytań

Lista wątpliwości, jakie mają przyszli i młodzi rodzice jest długa. Im bardziej rodzicielstwo jest znane, im większe ma się w nim doświadczenie, tym wątpliwości mniej. Łatwiej zaufać sobie, łatwiej uwierzyć, że ma się wystarczające umiejętności do tego, żeby dziecko nie tylko przeżyło dzieciństwo, ale rozpoczęło dorosłość z jako takim poczuciem własnej wartości. Zadajemy więc pytanie, jak ważny jest rodzic w rozwoju dziecka? Analizujemy zachowania rodzica, jego słowa, interwencje. Ale przecież dziecko rodzi się z jakimiś predyspozycjami, temperamentem, zestawem cech. Nietrudno to przeoczyć, skupiając się na rodzicu.

Z pomocą przychodzą liczne systemy i filozofie rodzicielstwa. Można je kochać lub nienawidzić. Można się ich trzymać religijnie lub sięgać po wybrane aspekty. Niektóre są ciekawsze, oparte na rzetelnej wiedzy i obserwacjach, inne zideologizowane, promujące wąski sposób rozumienia dziecka i wywołujące silne poczucie winy w opiekunach.

RIE

Jedną z ciekawszych, również długoterminowo, filozofii opieki nad dzieckiem jest Resources for Infant Educarers, znane również jako RIE. Termin dość trudny do przetłumaczenia na język polski; oznacza przede wszystkim określony sposób interakcji z dziećmi, zwłaszcza niemowlętami. RIE skupia się przede wszystkim na pierwszych dwóch latach życia dziecka wychodząc z założenia, że obrana wówczas filozofia w naturalny sposób będzie kontynuowana w kolejnych etapach jego rozwoju. Co więcej, jest to filozofia, po którą mogą sięgać nie tylko rodzice, ale wszystkie osoby mające regularny kontakt z małymi dziećmi, na przykład opiekunowie w placówkach, lekarze, pielęgniarki.

Wyobraźmy sobie taką sytuację: trzeba zmienić niemowlęciu pieluszkę. Układamy więc dziecko na wybranej powierzchni, sięgamy po pieluchę, zmieniamy, ubieramy dziecko, zużytą pieluszka ląduje w koszu. Dziecko leży podczas „zabiegu” spokojnie albo ucieka, wyraźnie niezadowolone lub rozdrażnione. Czynność średnio przyjemna, którą jednak trzeba wykonać. Albo inny scenariusz: dziecko płacze, matka lub opiekunka wie, że ma mokro. Mówi do dziecka na przykład: „Zmoczyłaś pieluszkę, więc ci ją zmienię”.

Mówienie do dziecka powoduje również, że opiekun zwalnia. Są to dwie główne zasady RIE. Celem takiego działania, zamiast możliwie jak najszybszego wykonania niekoniecznie lubianego zadania, jest szacunek wobec dziecka i uszanowanie jego odrębności. Pozornie nic w tym odkrywczego, przecież każdy rodzic dba o swoje dziecko najlepiej jak umie, szanuje jego potrzeby i reaguje na nie. Jednak jeśli przyjrzymy się  bliżej codziennym czynnościom, którym poddawane jest dziecko, widzimy inną rzeczywistość.

Szacunek i miłość

RIE jest historycznie łączone przede wszystkim z Emmi Pikler, pediatrą pracującą między innymi w węgierskich sierocińcach oraz jej bliską współpracownicą Magdą Gerber. Ta ostatnia zaszczepiła ideę RIE w Stanach Zjednoczonych, do których wyemigrowała wraz z rodziną w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Magda Gerber była przekonana, że rozwój dzieci powinien przebiegać naturalnie, nie powinien być w żaden sposób przyspieszany ani modyfikowany. Miała zdolność formułowania myśli w niezwykle celny sposób. Mówiła na przykład: „Jeśli niemowlę jest gotowe, żeby coś zrobić, zrobi to. Co więcej, jeśli niemowlę jest gotowe, musi to zrobić”, „Wcześniej nie znaczy lepiej”, „Rób mniej, obserwuj więcej i przede wszystkim ciesz się”, „Wiele zła zostało wyrządzone w imię miłości, ale nic złego nie może wydarzyć się w imię szacunku[1].

W praktyce więc Magda, podobnie jak jej liczni słuchacze i entuzjaści RIE, odradzali na przykład sadzenie dziecka zanim nabędzie ono naturalną zdolność, kładzenie niemowlęcia na brzuchu (jeśli nie potrafi ono samo wrócić do pozycji wyjściowej; pozycja na brzuchu jest dla niego nieuzasadnioną torturą, mówią osoby praktykujące RIE). Umieszczanie dziecka w huśtawkach, bujaczkach lub nawet nosidłach na wiele godzin również rozumiane jest jako brak szacunku dla niego i służy przede  wszystkim uciszeniu go.  RIE sprzeciwia się również noszeniu dzieci w chuście, poza sytuacjami, kiedy chusta jest traktowana jako środek transportu. Jest to jedna z bardziej kontrowersyjnych zasad RIE, ale też całkowicie zrozumiała w kontekście tej konkretnej filozofii. Gerber wspierała naturalny rozwój dziecka, co wiąże się również z akceptacją wszystkich jego emocji. Rodzice często sięgają po chusty, kiedy dziecko jest niespokojne, płaczliwe lub z innego powodu rozdrażnione. Rodzic działa pośpiesznie, obierając za cel uspokojenie dziecka. Gerber z kolei mówiła o roli obserwacji, która pozwala lepiej zrozumieć, co komunikuje dziecka i przede wszystkim stwarza dziecku przestrzeń do przeżywania wszystkich emocji.

Płacz nie jest niczym złym ani przerażającym. Jeśli rodzic nie czuje się zagrożony emocjami dziecko, również ono nie będzie się ich bać. A to jest bardzo ważne dla jego dalszego rozwoju. W tym sensie zwolennicy RIE widzą chusty jako narzędzie mające na celu przede wszystkim zaspokojenie potrzeb rodzica, nie dziecka.

RIE z zasady pozostaje w kontrze do tego, co wiąże się z brakiem szacunku dla dziecka. Postuluje natomiast traktowanie dziecka jak „pełnej” osoby już od chwili jego narodzin, zdolnej do samodzielnego rozwoju. W konsekwencji zyskuje nie tylko dziecko, ale również rodzice. Bo okazuje się, że rodzic nie musi zabawiać swojego dziecka całymi dniami, nie musi mu organizować rozrywki, nie musi go nosić, jest też bardziej zrelaksowany.

Janet Lansbury, autorka niezwykle poczytnego bloga, właśnie doświadczenie własnego wczesnego macierzyństwa wskazuje jako źródło poszukiwań i zachwytu dla RIE. Pisze w ten sposób: „Czekałam na macierzyństwo całe życie i zakładałam, że będzie ono dla mnie czymś naturalnym. Tymczasem, szybko okazało się, że nie mam o nim pojęcia. Potrzeby mojej wspaniałej córeczki były nie do zaspokojenia, zwłaszcza że błędnie zakładałam, że powinnam ją nieustannie zabawiać. Po tym, jak wkładałam całą energię w odpowiadanie na jej potrzeby, dziecko potrafiło mimo to płakać z nieznanego mi powodu, co z kolei mnie popychało do granic wytrzymałości. Byłam głęboko rozczarowana i zawiedziona sobą, zagubiona i przygnieciona[2] . Dopiero wzięcie udziału w zajęciach prowadzonych przez Magdę Gerber w ramach jej organizacji non-profit pozwoliły Lansbury odkryć, czego tak naprawdę potrzebuje jej dziecko.

Jednych RIE zachwyca, inni pozostają sceptyczni. Warto pamiętać, że jest to pewna propozycja, z której można skorzystać. Ostatecznie jednak trzeba być przede wszystkim wystarczająco dobrym rodzicem, niezależnie od tego, skąd czerpie się wiedzę.

[1] http://www.azquotes.com/author/53467-Magda_Gerber

[2] http://www.janetlansbury.com/about/

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Alergia czy nietolerancja pokarmowa – jak je odróżnić?

Alergia czy nietolerancja
Niepożądane reakcje organizmu na pewne produkty są bardzo powszechne. – Fot. Pixabay

Niepożądane reakcje organizmu na pewne produkty są bardzo powszechne, ale większość z nich wynika bardziej z nietolerancji pokarmowej niż z alergii. Nietolerancja pokarmowa może wywoływać podobne objawy jak w przypadku alergii. Pewnie dlatego często się je myli. Warto wybrać się do lekarza, aby poprawnie zdiagnozować problem. 

Prawdziwa alergia powoduje reakcję systemu odpornościowego, która wpływa na wiele organów, co powoduje wiele objawów. W niektórych przypadkach alergiczna reakcja może być bardzo silna, a nawet zagrażająca życiu. W przeciwieństwie do nich, objawy nietolerancji są mniej groźne i najczęściej wiążą się z problemami z trawieniem.

Zobacz też: Dieta dla mózgu

Przyczyny nietolerancji pokarmowej

Jeśli cierpisz na nietolerancję pokarmową, możesz jeść niewielkie ilości jedzenia powodującego problemy, a nawet zapobiec reakcji. W przypadku nietolerancji mleka, możesz wypić mleko bez laktozy lub zażyć tabletki z enzymem – laktazą, które pomogą w trawieniu mleka.

Przyczyny nietolerancji mogą być następujące:

1.Brak enzymu wspomagającego trawienie

Najbardziej powszechnym przykładem jest nietolerancja laktozy.

2. Zespół drażliwego jelita

Objawy tej przypadłości to ból i wzdęcia brzucha, problemy z   wypróżnieniem, biegunka.

3. Wrażliwość na dodatki do jedzenia.

Przykładem mogą być suszone owoce, do których w celu konserwacji dodawane są siarczyny. Puszkowane jedzenie oraz wino mogą powodować atak astmy.

4. Wpływ stresu

Czasami nawet samo myślenie o jedzeniu może powodować problemy z trawieniem. Dlaczego tak się dzieje? Ciągle trwają badania na ten temat, ale wiadomo, że jelita nazywa się drugim mózgiem.

5. Celiakia

To choroba, która postrzegana jest jako alergia, ponieważ zaburza pracę systemu immunologicznego. Objawy najczęściej dotyczą układu pokarmowego i ludzie cierpiący na tę chorobę nie są narażeni na wstrząs anafilaktyczny. Tę chroniczną chorobę powoduje gluten, białko znajdujące się głównie w pszenicy oraz innych zbożach (jęczmień, żyto, owies).

Zobacz też: Dieta, która pomoże nam zakwitnąć na wiosnę!

Leczenie

Jeśli dokuczają ci dolegliwości po spożyciu niektórych produktów, warto odwiedzić lekarza i sprawdzić, czy cierpisz na nietolerancję lub alergię. Jeśli to alergia, pamiętaj, że może się ona wiązać z zagrażającą życiu alergiczną reakcją (anafilaksja) – nawet, jeśli poprzednie reakcje nie były uciążliwe. Nauczysz się, jak reagować w przypadku wystąpienia alergii.

W przypadku nietolerancji lekarz może zaproponować dietę lub zastosować leczenie, które pomoże zlikwidować objawy.

Źródło: Mayo Clinic

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Zgłoś położną w konkursie „Położna na medal”

Zgłoś położną do konkursu
Podstawowym celem kampanii „Położna na medal” jest zwrócenie uwagi na konieczność podnoszenia i wdrażania w życie standardów opieki okołoporodowej w Polsce – fot. materiały prasowe

W środę 1 maja minął miesiąc od startu 6. edycji kampanii społeczno-edukacyjnej i konkursu „Położna na medal”, organizowanej przez Akademię Malucha Alantan. Celem kampanii jest zwiększenie świadomości kobiet na temat opieki okołoporodowej oraz roli położnej. W ramach kampanii prowadzony jest konkurs, który wyłania położne, które wykazały się indywidualnym podejściem do rodzącej i dostosowały się do jej potrzeb. Zgłoszenia do konkursu przyjmowane są na stronie poloznanamedal.info.Mecenasem kampanii została marka Oktaseptal. 

Doceń położną – nominuj ją w konkursie „Położna na medal”!

Od początku kwietnia można zgłaszać i oddawać głosy na kandydatki nominowane do 6. edycji konkursu „Położna na medal”. Konkurs jest częścią kampanii społeczno-edukacyjnej o tej samej nazwie. Ma on na celu wyłonienie najlepszej położnej w kraju oraz wyróżnienie najlepszych położnych w poszczególnych województwach. 

Jak wynika z badania przeprowadzonego na FB kampanii „Położna na medal”, najważniejszą cechą położnej na medal powinna być przede wszystkim wiedza i traktowanie rodzącej z szacunkiem. Położna powinna też budzić zaufanie oraz być zaangażowana i opiekuńcza wobec kobiety.Właśnie takie położne zostają nagradzane i doceniane przez pacjentki od 5 lat.

Zobacz też: Ruszyła 6. edycja kampanii i konkursu „Położna na medal”

Zgłoś położną do konkursu „Położna na medal”

Położne obecne są w życiu kobiety w najważniejszym dla niej okresie. Wspierają, służą pomocą, edukują. Dzięki konkursowi Położna na medal, udaje się nam zwrócić uwagę na fakt, że zawód położnej jest zawodemo wysokim stopniu zaufania społecznego. Świadczy, o tym m.in. zwiększająca się z każdym rokiem ilość nominacji położnych do konkursu. Podopieczne, zgłaszając swoje położne, chcą docenić ich zaangażowanie, wiedzę i doświadczenie. Dla położnych wyróżnienie w konkursie jest największą nagrodą za ich ciężką i odpowiedzialną pracę – powiedziała Iwona Barańska z Akademii Malucha Alantan, pomysłodawca i organizatora kampanii „Położna na medal”.

Zgłoszenia położnych można składać od 1 kwietnia do 31 lipca poprzez formularz zgłoszeniowy znajdujący się na stronie internetowej kampanii pod nową nazwą adresową strony –www.poloznanamedal.info. Formularz zgłoszeniowy znajduje się w zakładce „Zgłoś położną”. W celu zgłoszenia kandydatki należy wypełnić wymagane pola z danymi osobowymi zgłaszanej położnej, a także podać imię i nazwisko oraz e-mail osoby zgłaszającej. Położne nominować można do 31 lipca, a samo oddawanie głosów trwa do 31 grudnia. 

Zobacz też: Rola położnej w życiu kobiety – wyniki ankiety internetowej „Położna na medal”

Kampania „Położna na medal”

Położna na medal to kampania społeczna, której pierwsza edycja miała miejsce w 2014. Kampania popularyzuje zawód położnej i jej ważny udział w opiece okołoporodowej w Polsce. Podstawowym celem kampanii „Położna na medal jest zwrócenie uwagi na konieczność podnoszenia i wdrażania w życie standardów opieki okołoporodowej w Polsce. Kluczowym elementem kampanii jest informowanie o roli położnej, jej kompetencjach i odpowiedzialności w standardach opieki okołoporodowej.

Kampania „Położna na medal” organizowana jest przez Akademię Malucha Alantan pod patronatem Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych, Polskiego Towarzystwa Położnych, Fundacji Rodzić po Ludzku oraz Stowarzyszenia Dobrze Urodzeni.

Mecenasem kampanii jest marka Oktaseptal.

W kampanię zaangażowało się wielu partnerów medialnych oraz blogerów. Lista patronów medialnych znajduje się na stronie www.poloznanamedal.info.

 

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Używajmy wyobraźni czyli psychoterapia z Katarzyną Miller

Używajmy wyobraźni czyli psychoterapia z Katarzyną Miller
W terapii najlepsze jest to, że można zmieniać swoją przeszłość – Fot. Pixabay

Ci, którzy nie mają odwagi pójść na terapię mogą poszukać swojego problemu w najnowszej książce Katarzyny Miller. I znaleźć odpowiedź! Filozofka, poetka, psycholożka i psychoterapeutka z trzydziestoletnim doświadczeniem, dzieli się z czytelnikami historiami swoich pacjentów.

Nie do końca pacjentów, którzy siedzą u niej na kozetce, bo w książce „Droga Kasiu, jak żyć lepiej?” psycholożka odpowiada na listy kobiet i mężczyzn, którzy szukają u niej pomocy w trudnych sytuacjach życiowych, ale możemy sobie wyobrazić, że z takimi właśnie problemami trafiają do jej gabinetu.

Zobacz też: Samotność doskwiera też w wielkim mieście. Polska psycholożka znalazła na nią sposób

„Szukaj swojego psychoterapeuty tak długo, aż go znajdziesz, tak jak szukasz dobrego partnera” mówi w jednym z wywiadów jedna z najbardziej znanych psycholożek w naszym kraju, wulkan pozytywnej energii, którą dzieli się ze swoimi pacjentami i nie tylko z nimi. Uważa, że storytelling ma moc i dzieli się swoimi przeżyciami, doświadczeniami – wystarczy zajrzeć do jej książki „Bez cukru, proszę”, w której opowiada o swoim dzieciństwie, rodzicach, lękach i radzeniu sobie z życiem. To nie ekshibicjonizm, tylko chęć niesienia pomocy ludziom.

Możemy zmieniać przeszłość

W terapii najlepsze jest to, że można zmieniać swoją przeszłość – twierdzi psychoterapeutka. Pamiętać ją, szanować, to, co się wydarzyło, ale jednocześnie nadawać jej nowe znaczenie. Jak pisze w jednym z listów w książce „Droga Kasiu, jak żyć lepiej?”, psychoterapia polega na powrocie pamięcią do jakichś wydarzeń z przeszłości i próbie wyobrażenia sobie tego, czego człowiekowi wtedy zabrakło, na przykład osoby, której potrzebował, a jej wtedy nie było, a także tego, co chciałby, żeby ta osoba w tamtym momencie zrobiła, a nie zrobiła.

Ta książka to świetny poradnik, rady Katarzyny Miller pomogą czytelnikowi i czytelniczce odkryć i nazwać to, co boli. Co zrobić, kiedy spotkamy w pracy toksyczne osoby, czujemy się niespełnieni i rozczarowani, opuszczają nas przyjaciele, boimy się przyznać, że na co dzień nosimy maskę uprzejmości, boimy się wyjść ze swojej sfery komfortu, nasze dzieci się kłócą. I wiele innych problemów, które pomaga rozwiązać.

Zobacz też: Samotność doskwiera też w wielkim mieście. Polska psycholożka znalazła na nią sposób

Siła wyobraźni

Katarzyna Miller twierdzi, że wszystko jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Oczywiście nie możemy żyć tylko wyobraźnią, bo brakowałoby nam realności. Ale jeśli połączymy realność z wyobraźnią, to będziemy mieli świetny zestaw. Wyobraźnia pozwala bardzo kreatywnie radzić sobie z tym, na co nie mamy wpływu – pisze psychoterapeutka. I pamiętajmy że, jak pisze „zło zawsze mija, dobro zawsze wraca

Wydawnictwo Literackie

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Ciąża Meghan Markle i poród małego Archiego – media policzyły koszta! Pękło ponad 1 mln £

Fot:Screen Youtube The Sun

Narodziny małego Archiego, kolejnego royal baby, to niewątpliwie jedno z najważniejszych brytyjskich wydarzeń tego roku – drogie dla serc miłośników rodziny królewskiej. Drogie także w kontekście finansowym. Media wyliczają, iż poród oraz ciąża Meghan Markle mogły kosztować nawet ponad 1 mln funtów, czyli… 5 mln złotych!

Dziewięć miesięcy ciąży, a następnie poród to dla kobiety wyjątkowy czas. Dla jednych lepszy, dla innych nieco gorszy, ale zdecydowanie wyjątkowy. Biorąc pod uwagę oczekiwanie na małego Archiego i jego pojawienie się na świecie, wyjątkowych chwil było w tym czasie niezwykle wiele. Chociażby patrząc na koszty, które wylicza Daily Mail.

Najwyższa jakość

Co składa się na ponad milionowy koszt ciąży i porodu?

  • Po pierwsze, garderoba ciążowa – jej wartość miała w tym przypadku wynieść około pół miliona funtów. Wiele z noszonych wtedy przez księżną ubrań to kroje stworzone przez uznanych projektantów, takich jak Oscar de la Renta, Stella McCartney, czy Givenchy.
  • Po drugie, były to różnego rodzaju zabiegi, jak np. akupunktura w jednym z londyńskich spa.
  • Po trzecie, wielkim wydarzeniem towarzyskim był też nowojorski baby shower księżnej Meghan. Gościły na nim takie gwiazdy, jak Serena Williams, czy Amal Clooney. Wieczór miał miejsce w jednym z penthouse w hotelu mieszczącym się na Upper East-Side. Uczestniczki uczyły się podczas niego aranżacji kwiatów, a czas umilały im desery zrobione przez szefa kuchni, który szczyci się gwiazdką Michelin. Związane z baby shower koszta obliczono na około… 388 tysięcy £!

Do tego należy też dodać kilka dni, które przed porodem para książęca spędziła w luksusowym hotelu w Hepmshire, gdzie koszt za jedną noc wynosi 10 tysięcy £. Co więcej, wykonano też remont domu, w którym będzie mieszkała rodzina książęca tak, aby był jak najlepiej dostosowany do potrzeb dziecka.

Dużym wydatkiem był też oczywiście prywatny szpital, w którym miał miejsce poród Archiego. Co prawda księżna liczyła na poród domowy, ale niestety okazało się to nie być możliwe. W związku z tym, narodziny miały miejsce w szpitalu w Portland, gdzie „podstawowa” cena porodu to 15 tysięcy £, co daje około 75 tys. złotych. W tym czasie można liczyć nie tylko na doskonałą opiekę medyczną, ale też posiłki, takie jak foie gras, ostrygi, czy szampan na uczczenie udanych narodzin. Ale nie ma co się dziwić – w końcu po królewsku!

Czy warto zaglądać do portfela? 

No właśnie – czy jest sens robić takie wyliczenia? Wiadomym jest, że i tak nie będą to sumy dostępne dla przeciętnej osoby. Z drugiej strony, jeśli kogoś stać na takie życie – fantastycznie. Baza i tak jest ta sama, czyli narodziny małego chłopca. Archie jest zdrowym i jak powiedziała jego mama: „słodkim” człowiekiem. Tej radości się trzymajmy!

Zobacz też: 10 rzeczy, które warto robić, zanim pojawi się dziecko

Źródło: Daily Mail

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.