Przejdź do treści

Czym jest RIE – czyli jak wychować superbohatera!

Jak najlepiej wychować dziecko? Jak się nim zajmować, żeby wyrosło na szczęśliwego i pewnego siebie człowieka? Jak pomóc dziecku rozwijać jego potencjał? Jak reagować na jego potrzeby, a jednocześnie nie zatracić się w tym? Czy małe dzieci manipulują?

Miliony pytań

Lista wątpliwości, jakie mają przyszli i młodzi rodzice jest długa. Im bardziej rodzicielstwo jest znane, im większe ma się w nim doświadczenie, tym wątpliwości mniej. Łatwiej zaufać sobie, łatwiej uwierzyć, że ma się wystarczające umiejętności do tego, żeby dziecko nie tylko przeżyło dzieciństwo, ale rozpoczęło dorosłość z jako takim poczuciem własnej wartości. Zadajemy więc pytanie, jak ważny jest rodzic w rozwoju dziecka? Analizujemy zachowania rodzica, jego słowa, interwencje. Ale przecież dziecko rodzi się z jakimiś predyspozycjami, temperamentem, zestawem cech. Nietrudno to przeoczyć, skupiając się na rodzicu.

Z pomocą przychodzą liczne systemy i filozofie rodzicielstwa. Można je kochać lub nienawidzić. Można się ich trzymać religijnie lub sięgać po wybrane aspekty. Niektóre są ciekawsze, oparte na rzetelnej wiedzy i obserwacjach, inne zideologizowane, promujące wąski sposób rozumienia dziecka i wywołujące silne poczucie winy w opiekunach.

RIE

Jedną z ciekawszych, również długoterminowo, filozofii opieki nad dzieckiem jest Resources for Infant Educarers, znane również jako RIE. Termin dość trudny do przetłumaczenia na język polski; oznacza przede wszystkim określony sposób interakcji z dziećmi, zwłaszcza niemowlętami. RIE skupia się przede wszystkim na pierwszych dwóch latach życia dziecka wychodząc z założenia, że obrana wówczas filozofia w naturalny sposób będzie kontynuowana w kolejnych etapach jego rozwoju. Co więcej, jest to filozofia, po którą mogą sięgać nie tylko rodzice, ale wszystkie osoby mające regularny kontakt z małymi dziećmi, na przykład opiekunowie w placówkach, lekarze, pielęgniarki.

Wyobraźmy sobie taką sytuację: trzeba zmienić niemowlęciu pieluszkę. Układamy więc dziecko na wybranej powierzchni, sięgamy po pieluchę, zmieniamy, ubieramy dziecko, zużytą pieluszka ląduje w koszu. Dziecko leży podczas „zabiegu” spokojnie albo ucieka, wyraźnie niezadowolone lub rozdrażnione. Czynność średnio przyjemna, którą jednak trzeba wykonać. Albo inny scenariusz: dziecko płacze, matka lub opiekunka wie, że ma mokro. Mówi do dziecka na przykład: „Zmoczyłaś pieluszkę, więc ci ją zmienię”.

Mówienie do dziecka powoduje również, że opiekun zwalnia. Są to dwie główne zasady RIE. Celem takiego działania, zamiast możliwie jak najszybszego wykonania niekoniecznie lubianego zadania, jest szacunek wobec dziecka i uszanowanie jego odrębności. Pozornie nic w tym odkrywczego, przecież każdy rodzic dba o swoje dziecko najlepiej jak umie, szanuje jego potrzeby i reaguje na nie. Jednak jeśli przyjrzymy się  bliżej codziennym czynnościom, którym poddawane jest dziecko, widzimy inną rzeczywistość.

Szacunek i miłość

RIE jest historycznie łączone przede wszystkim z Emmi Pikler, pediatrą pracującą między innymi w węgierskich sierocińcach oraz jej bliską współpracownicą Magdą Gerber. Ta ostatnia zaszczepiła ideę RIE w Stanach Zjednoczonych, do których wyemigrowała wraz z rodziną w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Magda Gerber była przekonana, że rozwój dzieci powinien przebiegać naturalnie, nie powinien być w żaden sposób przyspieszany ani modyfikowany. Miała zdolność formułowania myśli w niezwykle celny sposób. Mówiła na przykład: „Jeśli niemowlę jest gotowe, żeby coś zrobić, zrobi to. Co więcej, jeśli niemowlę jest gotowe, musi to zrobić”, „Wcześniej nie znaczy lepiej”, „Rób mniej, obserwuj więcej i przede wszystkim ciesz się”, „Wiele zła zostało wyrządzone w imię miłości, ale nic złego nie może wydarzyć się w imię szacunku[1].

W praktyce więc Magda, podobnie jak jej liczni słuchacze i entuzjaści RIE, odradzali na przykład sadzenie dziecka zanim nabędzie ono naturalną zdolność, kładzenie niemowlęcia na brzuchu (jeśli nie potrafi ono samo wrócić do pozycji wyjściowej; pozycja na brzuchu jest dla niego nieuzasadnioną torturą, mówią osoby praktykujące RIE). Umieszczanie dziecka w huśtawkach, bujaczkach lub nawet nosidłach na wiele godzin również rozumiane jest jako brak szacunku dla niego i służy przede  wszystkim uciszeniu go.  RIE sprzeciwia się również noszeniu dzieci w chuście, poza sytuacjami, kiedy chusta jest traktowana jako środek transportu. Jest to jedna z bardziej kontrowersyjnych zasad RIE, ale też całkowicie zrozumiała w kontekście tej konkretnej filozofii. Gerber wspierała naturalny rozwój dziecka, co wiąże się również z akceptacją wszystkich jego emocji. Rodzice często sięgają po chusty, kiedy dziecko jest niespokojne, płaczliwe lub z innego powodu rozdrażnione. Rodzic działa pośpiesznie, obierając za cel uspokojenie dziecka. Gerber z kolei mówiła o roli obserwacji, która pozwala lepiej zrozumieć, co komunikuje dziecka i przede wszystkim stwarza dziecku przestrzeń do przeżywania wszystkich emocji.

Płacz nie jest niczym złym ani przerażającym. Jeśli rodzic nie czuje się zagrożony emocjami dziecko, również ono nie będzie się ich bać. A to jest bardzo ważne dla jego dalszego rozwoju. W tym sensie zwolennicy RIE widzą chusty jako narzędzie mające na celu przede wszystkim zaspokojenie potrzeb rodzica, nie dziecka.

RIE z zasady pozostaje w kontrze do tego, co wiąże się z brakiem szacunku dla dziecka. Postuluje natomiast traktowanie dziecka jak „pełnej” osoby już od chwili jego narodzin, zdolnej do samodzielnego rozwoju. W konsekwencji zyskuje nie tylko dziecko, ale również rodzice. Bo okazuje się, że rodzic nie musi zabawiać swojego dziecka całymi dniami, nie musi mu organizować rozrywki, nie musi go nosić, jest też bardziej zrelaksowany.

Janet Lansbury, autorka niezwykle poczytnego bloga, właśnie doświadczenie własnego wczesnego macierzyństwa wskazuje jako źródło poszukiwań i zachwytu dla RIE. Pisze w ten sposób: „Czekałam na macierzyństwo całe życie i zakładałam, że będzie ono dla mnie czymś naturalnym. Tymczasem, szybko okazało się, że nie mam o nim pojęcia. Potrzeby mojej wspaniałej córeczki były nie do zaspokojenia, zwłaszcza że błędnie zakładałam, że powinnam ją nieustannie zabawiać. Po tym, jak wkładałam całą energię w odpowiadanie na jej potrzeby, dziecko potrafiło mimo to płakać z nieznanego mi powodu, co z kolei mnie popychało do granic wytrzymałości. Byłam głęboko rozczarowana i zawiedziona sobą, zagubiona i przygnieciona[2] . Dopiero wzięcie udziału w zajęciach prowadzonych przez Magdę Gerber w ramach jej organizacji non-profit pozwoliły Lansbury odkryć, czego tak naprawdę potrzebuje jej dziecko.

Jednych RIE zachwyca, inni pozostają sceptyczni. Warto pamiętać, że jest to pewna propozycja, z której można skorzystać. Ostatecznie jednak trzeba być przede wszystkim wystarczająco dobrym rodzicem, niezależnie od tego, skąd czerpie się wiedzę.

[1] http://www.azquotes.com/author/53467-Magda_Gerber

[2] http://www.janetlansbury.com/about/

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Mój brat bliźniak ma zespół Downa. Poznaj niesamowitą historię wyjątkowego rodzeństwa

bliźniak z zespołem Downa
fot. Pixabay

Julia i Michael są bliźniętami. Mają ze sobą wiele wspólnego: obydwoje uwielbiają spędzać czas nad wodą i są nierozłączni. To wyjątkowe rodzeństwo różni jedna rzecz. Michael ma o jeden chromosom więcej niż jego siostra.

Matka rodzeństwa – Grażyna – zaszła w ciążę, gdy miała 40 lat. Aż do porodu nie zdawała sobie jednak sprawy, że jedno z dzieci przyjdzie na świat chore. Jej dzieci mają dziś 21 lat. – Pokochałam moje dzieci od pierwszego spojrzenia – wyznaje Grażyna. – Bardzo się od siebie różniły, Julia była niezależna od początku, natomiast Michael był zależny ode mnie – dodaje.

Zobacz także: Niedobory choliny zwiększają ryzyko wystąpienia zespołu Downa

Bliźniak z zespołem Downa, historia prawdziwa

Michael nie potrafi mówić, jednak Julia zapewnia, że są w stanie komunikować się za pomocą mimiki.
– Nie ma rozwiniętych umiejętności motorycznych, więc nie może też komunikować się rękami – wyjaśnia Julia. – Dlatego też obserwuję jego twarz. Jest w stanie zrozumieć, czy jesteś szczęśliwy czy smutny – dodaje.

Julia uważa, że wiele nauczyła się od swojego brata. – Byłam strasznym dzieckiem, płakałam cały czas i wymagałam uwagi. Myślę, że Michael pomógł mi się stać bardziej niezależną – wyznaje dziewczyna.

Rodzeństwo uczęszczało do tej samej szkoły średniej, jednak Julia wyjechała z miasta, aby kontynuować naukę na University of California San Diego. Studiuje biologię.

Początkowo Michael ciężko znosił rozłąkę z siostrą. – Przyjeżdżał do mnie z mamą w każdy weekend. Przez pierwsze 15 minut nie chciał na mnie patrzeć ani ze mną rozmawiać – wyznaje Julia. Aby uspokoić brata, dziewczyna zabierała go nad wodę. – Uwielbia patrzeć na fale, to go uspokaja –wyjaśnia.

Zobacz także: Dzieci nie można szufladkować. Zobacz, jak znana marka walczy ze stereotypami!

Życie z zespołem Downa

Na początku 2018 roku Julia zaczęła prowadzić bloga „Beyond The Waves”. Nazwa ta odnosi się do miłości, jaką darzy Michaela, plaży i oceanu. – Ta strona została stworzona nie tylko po to, aby opisać historią mojego życia z Michaelem. Służy również dla innych osób, które chciałaby podzielić się swoimi historiami – mówi Julia.

Kobieta pragnie edukować społeczeństwo i mówi głośno, że życie z niepełnosprawnością lub z osobą niepełnosprawną również może być satysfakcjonujące.

Julia wyznaje, że chociaż Michael wymaga nieustannej opieki, nie zmieniłaby niczego w swoim bracie.
– Czasami, gdy byłam młodsza, zastanawiałam się, jak by to było, gdyby Michael nie miał zespołu Downa. Zdałam sobie jednak sprawę, że nie ma sensu myśleć w ten sposób. Ważne, aby skupić się na tym, co jest teraz i co możemy uczynić, aby jak najlepiej wykorzystać to, co mamy – mówi.

Zobacz także: Wyjątkowa okładka magazynu „Vogue” – zobacz dlaczego?

Zespół Downa – czym się charakteryzuje?

Zespół Downa (trisomia 21) to zespół wad wrodzonych spowodowany obecnością dodatkowego chromosomu 21. Osoby z zespołem Downa mają mniejsze zdolności poznawcze niż średnia w populacji zdrowej. Wahają się one od lekkiej do umiarkowanej niepełnosprawności intelektualnej. Częstość występowania trisomii 21 szacuje się na jeden przypadek na 800-1000 żywych urodzeń.

Do głównych objawów przedmiotowych zespołu Downa zalicza się pojedynczą bruzdę dłoniową, migdałowaty kształt oczu, krótsze kończyny, osłabione napięcie mięśniowe oraz wystający język. Osoby z trisomią 21 są również częściej narażone na wystąpienie wrodzonych wad serca.

Ryzyko urodzenia dziecka z zespołem Downa wzrasta po ukończeniu przez kobietę 35 roku życia. W wieku 40 lat prawdopodobieństwa poczęcia chorego dziecka wynosi jeden na 100, a w wieku 45 lat – to już jeden na trzydzieści.

Julia i Michael uwielbiają spędzać razem czas // fot. Daily Mail

Źródło: Daily Mail  

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Pracowali ze sobą od kilku lat. Nie wiedzieli, że są bliską rodziną

Pracownicy nie wiedzieli, że są bliską rodziną
fot. abc7ny.com

Chociaż ci dwaj mężczyźni pracowali w tej samej firmie od kilku lat, nie mieli pojęcia, że są spokrewnieni. Prawdy o sobie dowiedzieli się przez przypadek. 

Nathan Boos z Tilden (stan Wisconsin) jako małe dziecko został adoptowany i nigdy nie poznał swoich biologicznych rodziców. – Od zawsze wiedziałem, że jestem adoptowany, nigdy jednak nie pomyślałem, że mógłbym poznać biologicznych rodziców – powiedział Nathan.

Pewnego dnia matka Nathana przeglądając Facebooka zauważyła, że jej syn ma na swojej liście znajomych… biologicznego ojca. Po krótkiej rozmowie okazało się, że mężczyzna o imieniu Bob Degaro jest, tak jak Nathan, kierowcą ciężarówek. Bob pracował w Rock Solid Transport w Chippewa Falls. Panowie pracowali zatem w ten samej firmie od dwóch lat!

Po odkryciu tego faktu Nathan postanowił wysłać do biologicznego ojca wiadomość.

Pracownicy nie wiedzieli, że są bliską rodziną

Bob wraz ze swoją byłą żoną poza Nathanem mieli jeszcze dwoje dzieci. Jak tłumaczy, zdecydowali się oddać dziecko do adopcji, ponieważ borykali się z problemami finansowymi.

Nathan i Bob starają się teraz nadrobić stracone lata i próbują poznać się lepiej. – Wciąż jestem w szoku i bywają dni, w których nie do końca wiem, co powiedzieć i jak się zachować. To mój syn, ale nie rozwinęliśmy nigdy relacji na płaszczyźnie ojciec-syn. Zostaliśmy kolegami z pracy zanim jeszcze odkryliśmy o sobie prawdę – wyjaśnia Bob.

Mężczyźni przyznają, że spotkanie po latach przyniosło im ulgę. Wkrótce Nathan bierze ślub i nie wyobraża sobie, żeby w tym wyjątkowym dniu zabrakło Boba.

Źródło: weau.com

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Dziarska dziewucha czy bokserka losu? Sprawdź, którym typem współczesnej Polki jesteś

Grafika przedstawiająca 5 typów kobiet /Ilustracja do tekstu: Współczesna Polka: dzierska dziewucha czy bokserka losu?
Grafika: mat. prasowe

W ostatniej dekadzie istotnie zmieniły się role kobiet i mężczyzn w życiu społecznym, a także model rodziny i związku. Powoli odchodzą do lamusa tradycyjne role społeczne, a współczesne kobiety mają odwagę, by realizować funkcje stereotypowo przypisane mężczyźnie. Tyle na świecie. A jak to wygląda w naszym kraju?

Cele, aspiracje, poglądy obyczajowe i plany rodzinne Polek postanowiły sprawdzić agencja badawcza IQS i Ringier Axel Springer Polska. Wnioski z tej analizy okazały się dość zaskakujące. Choć badanie wyróżniło pięć różnych typów kobiet, wiele z nich w wybranych kwestiach jest mniej liberalnych, niż może się wydawać.

Jakie typy reprezentują zatem współczesne Polki?

Współczesna Polka – typ I: ogarniaczka rzeczywistości

To najbardziej liczny segment kobiet, do którego należy 21 proc. Polek. Ich domeną jest ogarnianie wszystkiego wokół. Chcą się realizować w każdej dziedzinie życia – być rodzinnym kaowcem w domu i idealną pracowniczką w swoim środowisku zawodowym. Niestety, często brakuje im czasu dla siebie. Utrata kontroli jest głównym źródłem ich codziennych napięć, a poczucie bycia niezastąpioną istotnie je napędza. Potrzebę godzenia tak wielu zadań postrzegają jako swoją kobiecą siłę.

Ogarniaczki rzeczywistości mają konserwatywne poglądy obyczajowe, ale odchodzą częściowo od tradycyjnego modelu rodziny, zwalniając partnera od odpowiedzialności za innych. To dlatego – w każdej sytuacji – cenią niezależność finansową kobiety. Doceniają też dorobek feministek, ale nie lubią otwartych konfliktów. Uważają, że w Polsce jest już równouprawnienie, a feministki zrobiły już swoje .

Współczesna Polka – typ II: bokserka losu

Z losem boksuje się 20 proc. kobiet w Polsce. Mają dużą potrzebę bezpieczeństwa. Sensem ich życia są dzieci i wnuki. Poświęcają się dla rodziny. Biorą na siebie wiele zadań, w konsekwencji czego bywają zmęczone natłokiem obowiązków.

Bokserki to grupa kobiet, która jest najbardziej niezadowolona z pracy i życia. Prywatnie i zawodowo czują się niedoceniane. Ciężko im głośno wyrażać swoje potrzeby.

Przedstawicielki tego segmentu opowiadają się za tradycyjnym modelem rodziny. Wierzą, że kobieta spełnia się przede wszystkim w macierzyństwie i małżeństwie, choć cenią niezależność finansową i zachowanie niezależności w związku.

Współczesna Polka – typ III: dziarska dziewucha

To segment inny niż wszystkie. Przynależą do niego kobiety, które inwestują w siebie i mają czas, aby realizować swoje pasje i zainteresowania.

Jednym z obszarów samorealizacji jest dla nich praca zawodowa. To soczewka skupiająca większość wartości, z którymi się utożsamiają: niezależności i szacunku. Dla dziarskich dziewuch rodzina również jest bardzo ważna, choć akceptują także inny niż tradycyjny jej model. Dbają o swoją pozycję w rodzinie oraz wzajemne relacje, choć są realistkami w kwestii macierzyństwa.

Współczesna Polka reprezentująca typ dziarskiej dziewuchy opowiada się za partnerstwem w związku, ale podkreśla, że wymaga to od nich ciągłego wysiłku, co rodzi liczne konflikty. Uważa też, że walka feministek jest niezakończona.

Dziarskie dziewuchy mają liberalne poglądy obyczajowe i chcą mieć realny wpływ na rzeczywistość – nawet gdyby to wymagało od nich wzięcia udziału w demonstracji czy wystąpieniu publicznym. Takich kobiet w Polsce jest 18  proc.

CZYTAJ TAKŻE: „Czy Viagra powinna być na receptę?”. Ekspertki pokazują, jak wygląda debata publiczna w Polsce

Współczesna Polka – typ IV: domowa królowa

Domowe królowe to czwarty pod względem wielkości segment w Polsce, do którego należy 18 proc. kobiet. Realizują się przede wszystkim w życiu rodzinnym. Dzieci to dla nich absolutny priorytet, choć nie mają w sobie nic z męczennic. Domowy mikroświat jest miejscem, w którym czują się bezpiecznie. Tu realizują swoją niezależność. Praca? Tylko wtedy, kiedy nie zagraża ich rodzinnemu szczęściu.

Tradycyjny model rodziny jest dla nich naturalny – mężczyzna ma zarabiać na dom, kobieta dbać o ciepło domowego ogniska. Nie rozumieją feministek i im współczują. Praca jest jedynie dodatkiem do życia, „możliwością wyjścia do ludzi”. Kusi, bo wiąże się z posiadaniem własnych pieniędzy, które stają się… kartą przetargową w związkach.

Współczesna Polka – typ V: e-księżniczki

Stosunkowo najmłodszy segment kobiet, do którego przynależy 17 proc. kobiet w Polsce. Są zadowolone z siebie i swojego życia. Aktywne zarówno zawodowo, jak i towarzysko, także w mediach społecznościowych.

E-księżniczki cenią wolność, ale hołdują tradycyjnej wizji kobiecości – delikatnej i wymagającej opieki. Ważne jest dla nich posiadanie partnera, formalizacja związku oraz posiadanie dzieci. Uważają, że równość płci dawno już zapanowała, a dalsza walka – ich zdaniem – godzi w interesy kobiet (m.in ogranicza przywilej szarmanckiego traktowania).

Bolesny jest dla nich brak kobiecej solidarności. Cenią sobie zdobywanie i kolekcjonowanie doświadczeń.

Polki bardziej konserwatywne, niż się wydaje

Wynik badania IQS może zaskakiwać – szczególnie w kontekście obyczajowym.

– Kobiety z większości segmentów mają konserwatywne poglądy obyczajowe i popierają tradycyjny model rodziny i ról społecznych, choć dzieje się tak z różnych powodów – komentuje uzyskany wynik Katarzyna Krzywicka-Zdunek, jedna z liderek badania IQS.

Jak przyznają badacze, zaskoczeniem jest też fakt, że aż 49 proc. kobiet w Polsce nie pracuje zawodowo.

– Ponadto 44 proc. kobiet ma miesięczne dochody w wysokości 2 tys. zł. lub niższe, choć znaczna większość – bo 77 proc. – twierdzi, że kobieta powinna być niezależna finansowo od innych – wyjaśnia Dorota Peretiatkowicz z IQS.

Badaniem IQS, realizowanym w ramach projektu „Women Power” objęto 1500 kobiet w wieku 18-65 lat. Respondentki pochodziły z miast, miasteczek i wsi oraz miały różny status ekonomiczny i poziom wykształcenia.

POLECAMY: Maria Skłodowska-Curie najbardziej wpływową kobietą w historii. Wyprzedziła Margaret Thatcher i Maryję

 

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na UW. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Dziecko w ciąży chwali się zdjęciami na Instagramie. „Kocham swój brzuszek”

dziecko w ciąży
fot. Fotolia

Zdecydowała się relacjonować swoją ciążę na Instagramie. Jej profil budzi jednak wiele kontrowersji. Wszystko przez wiek ciężarnej.

Wiele kobiet w ciąży decyduje się na publikację zdjęć brzucha w mediach społecznościowych. Według niektórych to okazja do dzielenia się szczęściem ze znajomymi i rodziną, a opublikowane fotografie mogą w przyszłości stać się miłą pamiątką.

Część kobiet zakłada nawet specjalne profile, na których przez kilka miesięcy relacjonuje doświadczenia związane z ciążą. Taki profil na Instagramie założyła również Melanie. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że… miała wówczas 13 lat!

Zobacz także: 12 mln dziewczynek na świecie wychodzi za mąż w dzieciństwie. Czy uda się to zmienić?

Dziecko w ciąży

Melanie to nastolatka mieszkająca w Kentucky. Jak sama o sobie pisze „lubi drobiazgi i stara się być jak najlepszym człowiekiem”.

Pierwsze zdjęcie na profilu zatytułowanym „melanielovesherbump” (czyli Melania kocha swój brzuch) pojawiło się 9 sierpnia 2017 roku.

Na fotografii widzimy uśmiechniętą dziewczynkę o blond włosach. Jeden szczegół szczególnie przykuwa uwagę. To wyraźnie zarysowujący się ciążowy brzuch.

Zobacz także: „Instamatka” robi zawrotną karierę w internecie. Jej profil obserwuje ponad 6 mln internautów!

Dziewczyna ostrzega inne nastolatki

Melanie zaszła w ciążę w wieku 13 lat. „Oto efekt odwiedzin chłopaka pod nieobecność jego rodziców” – podpisała jedno ze zdjęć. „Ciężko uwierzyć, że ta fotografia została zrobiona pod koniec sierpnia… Wydaje mi się, jakby to było wczoraj. Tęsknię za moim brzuchem” – napisała na początku tego roku.

Melanie urodziła synka pod koniec sierpnia 2017 roku. Jak można wywnioskować z komentarzy, dzieckiem zajęli się ciotka i wujek dziewczyny. Dziecko trafiło do otwartej adopcji.

Choć z fotografii spogląda na nas roześmiana nastolatka, Melanie przestrzega inne dziewczynki przed sytuacją, w której sama się znalazła. „Kiedy chłopak mówi – zaufaj mi, nie zajdziesz w ciążę – nie wierz mu” – ostrzega.

Melanie, jak sama o sobie pisze, „lubi drobiazgi i stara się być jak najlepszym człowiekiem” // fot. https://www.instagram.com/melanielovesherbump

 

Nastolatka urodziła pod koniec sierpnia 2017 r. // fot. https://www.instagram.com/melanielovesherbump

 

Dzieckiem Melanie zajęła się rodzina // fot. https://www.instagram.com/melanielovesherbump

Źródło: Instagram, pikio.pl

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.