Przejdź do treści

Dieta długowieczności

Dieta długowieczności
Okrzyczany w ostatnich latach „guru długowieczności” Valter Longo jest naukowcem zajmującym się badaniami nad starzeniem i chorobami z nimi związanymi – Fot. Pixabay

Okrzyczany „guru długowieczności” Valter Longo jest naukowcem, zajmującym się badaniami nad starzeniem i chorobami z nimi związanymi. Jego publikacje należą do najbardziej znaczących w świecie medycznym. Jego badania skupiają się na biomedycynie oraz genach odpowiedzialnych za wydłużenie życia. W 2015 roku magazyn Time posłużył się jego badaniami do przygotowania nowych wytycznych w zakresie odżywiania.

Przedstawiamy główne zasady odżywiania, które opracował Valter Longo. Przypomina dietę śródziemnomorskią – opóźnia starzenie, chroni przed chorobami cywilizacyjnymi, takimi jak schorzenia układu krążenia, cukrzyca czy choroba Alzheimera.

  • Najlepszym wyborem jest dieta wegańska, z niewielkim dodatkiem ryb, które powinno się spożywać 2 do 3 razy w tygodniu, mogą to być także skorupiaki, małże, zasadniczo chodzi o dużą zawartość omega–3 i 6 i witaminę B12 (łosoś, anchovies, dorada, sardynki, dorada, pstrąg). Ważna jest jakość ryb, należy wybierać te z niskim poziomem rtęci.
  • Osoby, które mają mniej niż 65 lat nie powinny spożywać zbyt dużo białka (0,31 do 0,36 gramów na pół kilo wagi, czyli osoba ważąca 65 kilogramów powinna jeść od 40 – 47 gramów białka dziennie. Po ukończeniu 65 lat ilość białka w codziennym menu powinna być wyższa – do diety powinno się włączyć ryby, jajka, kurczaka, indyka oraz produkty kozie i owcze, aby nie tracić masy mięśniowej. A oprócz tego w diecie nie powinno zabraknąć fasoli, zielonego groszku oraz innych warzyw strączkowych.

Zobacz też: „Tłuścioch”  jaki jest twój związek z jedzeniem?

  • Należy zmniejszyć ilość tłuszczów nasyconych odzwierzęcych i roślinnych (mięso, ser) oraz cukier. W diecie powinny się znaleźć nienasycone tłuszcze oraz  węglowodany złożone, pełne zboża oraz duże ilości warzyw (pomidory, brokuły, marchew) z dużą ilością oliwy z oliwek (3 łyżki dziennie) i orzechów (około 30 gramów).
  • W diecie nie powinno zabraknąć witamin i minerałów, z dodatkową dawką wysokiej jakości multiwitaminy co trzeci dzień.
  • Najbardziej zdrowe są produkty,  które jedli twoi przodkowie i które rosną w strefie klimatycznej, w której mieszkasz.
  • W zależności od wagi, wieku i obwodu brzucha, zadecyduj jaką ilość posiłków będziesz spożywać w ciągu dnia. Jeśli masz tendencję do tycia, spożywaj 2 posiłki dziennie: śniadanie i lunch lub obiad oraz 2 nisko cukrowe przekąski (mniej niż 5 gramów, mniej niż 100 kalorii każda). Jeśli ważysz odpowiednio do swojego wzrostu, łatwo przychodzi ci utrata wagi, możesz zjeść 3 posiłki dziennie i jedną nisko cukrową przekąskę (mniej niż 3 do 5 gramów, mniej niż 100 kalorii każda).
  • Posiłki powinny być spożywane w ciągu 12 godzin – jeśli zjesz śniadanie o 8, ostatni posiłek powinien być zjedzony do godziny 20. Nie jedz niczego 3 do 4 godzin przed spaniem.

 

Zobacz teżDieta dla mózgu

 

Więcej informacji znajdziecie w książce Valtera Longo „Dieta długowieczności” Bukowy Las

 

 

 

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Owłosione kobiece ciało – kontrowersja, czy natura? Te zdjęcia łamią tabu!

Źródło foto: Ben Hooper Instagram || Kobiece owłosione ciało - kontrowersja, czy natura?

Ciało nieustannie jest pod ostrzałem – za grube, za chude, na niskie, za wysokie, zbyt piegowate, zbyt pomarszczone, no i przede wszystkim (szczególnie jeśli chodzi o kobiety) zbyt owłosione. Na szczęście coraz częściej pojawiają się na całym świecie akcje mające na celu normalizację owłosienia na ciele. Kontrowersja, czy natura?

Niemalże każde podobne zdjęcia publikowane w mediach budzą ogromną dyskusję. Z jednej strony pojawiają się głosy, że jest to obrzydliwe, że owłosione kobiety nie są kobiece, że to niehigieniczne, że śmierdzi, że nie da się do kogoś takiego dotknąć… Zbliżonych stwierdzeń (nieraz wyrażanych w znacznie ostrzejszych formach) są miliony. Z drugiej strony, coraz częściej pojawiają się też zdania, że jest to po prostu natura. Tak stworzone zostało ludzkie ciało, a depilacja to wymysł kultury, który de facto ma niewiele wspólnego chociażby z higieną. Otaczają nas takie, a nie inne normy kulturowe świadczące o „zadbanym” ciele i to nimi się posługujemy. Zostały w nas wdrukowane i tak dogłębnie zinternalizowane, że nawet nie poddajemy ich głębszemu namysłowi.

Mądrość ciała

Jednak, gdy przyjrzymy się ciału z nieco większą uważnością, dojdziemy do wniosku, że jest maszyną idealną. Czy gdyby owłosienie nie było nam potrzebne – albo może inaczej: gdyby było dla nas szkodliwe – to naprawdę ewolucja całkiem by go nie wyeliminowała? Biorąc pod uwagę np. owłosienie okolic intymnych, jest ono u kobiet znakomitą naturalną barierą dla bakterii. Chroni przed podrażnieniami i zakażeniami tych przecież tak bardzo delikatnych miejsc. To raczej zbyt inwazyjna depilacja jest w tym przypadku szkodliwa, a nie obecność włosów!

Patrząc na hejt, jaki zbierają tego typu projekty, można dojść do wniosku, że nie ma się co angażować, emocjonować sprawą i lepiej odpuścić. Jeśli jednak nie będziemy normalizować wyglądu, funkcji, fizjologii ciała, to zawsze jego akceptacja będzie obwarowana niesamowicie wygórowanymi standardami, z którymi nie każdy człowiek ma siłę walczyć. A ciało to my. Fajnie, byśmy zatem nie musiały walczyć same ze sobą.

Zobacz też: Nie da się zmierzyć WSZYSTKICH ciał jedną miarą – nie róbmy sobie tego!

Sztuką w fikcję

Projekt „Natural Beauty” jest pomysłem londyńskiego artysty, fotografika i twórcy filmów, Bena Hoopera. Postanowił on w swojej pracy zmierzyć się ze standardami kobiecego piękna i dowiedzieć się, co stoi właśnie za tym, że kobiety z owłosieniem na ciele uważane są za męskie, obrzydliwe, czy wręcz odrażające.

Zastanawia się przy tym, dlaczego jest to tak ogromnym tabu, dlaczego ludzie czują silny przymus jego obrony. Do swoich sesji zaprosił kobiety, które biorąc pod uwagę panujące kanony, uważane są za piękne – modelki, aktorki. O zgrozo, mogą jednak pochwalić się także widocznym owłosieniem! Jak zatem mają się do siebie te dwa, zupełnie przecież sprzeczne, „bieguny piękna”?

Pod zdjęciami kobiety opowiadały swoje historie, doświadczenia z ciałem i owłosieniem. Jakie dostawały na jego temat komentarze z zewnątrz, czy jest to według nich akceptowalne i, co chyba najważniejsze, jak się z tym czują. Już po tych kilku wypowiedziach widać wielkie różnice. Dla jednych kobiet owłosienie jest całkowicie naturalne i wyrastały w domu, w którym nie było pod tym względem żadnej opresji. Dla innych zaś, przyzwolenie sobie na brak depilacji, jest ogromnym krokiem ku poczuciu wolności, swobody i walki o samoakceptację.

Zobacz też: Kobietka ze złączonymi kolankami – czy moje ciało jest naprawdę MOJE?!

Opresją nie zwalczysz opresji

Co ważne, należy też pamiętać, abyśmy z tym, co tworzy opresję, nie walczyły takimi samymi metodami, jakie właśnie owa opresja wykorzystuje. Jeśli zatem odnosisz wrażenie, że musisz teraz skończyć z depilacją, bo tylko to będzie dla ciebie drogą do bycia blisko ze swoim ciałem, ale tak naprawdę nie czujesz się na to gotowa i zupełnie nie masz takiej potrzeby, nie twórz sobie w głowie kolejnego wymagania.

Sensem jest raczej zaakceptowanie faktu, że jest to naturalna składowa część ciała – nie definiuje nas, nie ogranicza, nie powinna stać się koniecznością, ani tym bardziej bazą do jakiejkolwiek oceny. To, czy decydujesz się depilować, czy nie, jest twoją indywidualną sprawą. Chodzi o to, abyś nie musiała podejmować tej decyzji pod presją i niezależnie od tego, jaka ona będzie, będziesz czuła się z nią jak najbardziej w porządku.

Źródło info: boredpanda

Źródło foto: Ben Hooper Instagram

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Dlaczego musimy sprzątać?

Dlaczego musimy sprzątać?
Co roku chcemy zaczynać coś od nowa. Dlatego zaczynamy od sprzątanie najbliższego świata. – Fot. Pixabay

Dlaczego ciągle męczy nas przymus sprzątania i to szczególnie na wiosnę? Czy uporządkowanie przestrzeni jest ważne i czy warto stać się minimalistą? Psycholog Bianca Beata Kotoro odpowiada na pytania.

Dlaczego tak bardzo zależy nam na posprzątaniu naszej przestrzeni na wiosnę?

Co roku chcemy zaczynać coś od nowa. Dlatego zaczynamy od sprzątanie najbliższego świata czyli przestrzeni, w której przebywamy. Jest to głęboko zakorzenione i bardzo potrzebne. Pytanie tylko, czy robimy to umiejętnie, ponieważ nie chodzi tylko o posprzątanie, tylko takie uporządkowanie tej przestrzeni, żeby mobilizowało nas do tego,, żeby to utrzymywać”.

Żeby za rok znowu nie obudzić się w tym samym miejscu – z nadmiarem rzeczy i podobnym bałaganem.

Nie jest to wbrew pozorom takie łatwe, ponieważ jesteśmy nauczeni sprzątania, gdzie musimy coś odkurzyć, poprzekładać, wytrzeć kurze, a nie bardzo umiemy świadomie pozbywać się rzeczy, których nie potrzebujemy. Dużo osób ma syndrom zbieracza, a panuje przecież kult dobrobytu, że dobrze jest mieć. Dużo.

Czasy i przebywanie w galeriach handlowych sprzyjają obrastaniu w rzeczy.

Tak, nabywamy je pod wpływem impulsu emocjonalnego, pod hasłem, że inni to mają, to i my musimy to mieć. Nie zastanawiamy się nad energetycznością przedmiotu, który kupujemy. Nie zadajemy sobie nawet pytania, czy on nam się podoba, czy wywołuje w nas radość. Wymieniamy stare, a dobre – na nowe, bo coś nam się znudziło albo zobaczyliśmy w reklamie. Z jednej strony mówi się o kwestiach dbania o środowisko, a z drugiej znikają usługi najróżniejszego typu – szewc, poprawki krawieckie, naprawy sprzętu – są na wymarciu.

Taniej kupić.

Nie staramy się nawet naprawiać, a jeśli nie dbamy o przedmioty, to jednocześnie uczymy się też, że nie ma co naprawiać innych rzeczy, na przykład relacji, skoro możemy je wymienić na nowe.

Przebija się skandynawski czy japoński minimalizm. Niektórzy chcą tak żyć.

Byłabym daleka od minimalizmu, skoro uwielbiamy płyty, zdjęcia, książki, figurki z podróży…

30 książek wg Marie Kondo?

Marie Kondo mówi w swoich programach i pisze w książkach –co jest mi bardzo bliskie – żeby posegregować przedmioty i zostawiać te, które lubimy, które są nam potrzebne, ale do których mamy także pozytywne nastawienie . Przedmiot wywołuje dane konotacje emocjonalne – na przykład od kogo i kiedy go otrzymaliśmy, lub dlaczego go nabyliśmy, przypominamy sobie, w jakiej wtedy byliśmy sytuacji życiowej, co z nami się działo.

Ale jak nam się zbije później ta filiżanka, którą dostaliśmy od brata, to rozpacz i bardziej boli.

Tak, ale mamy w swoim otoczeniu też inne rzeczy, które sprawiają nam radość. I to absolutnie nie chodzi o ich wyjątkowość . To nie muszą być luksusowe dary od prababci czy pradziadka. Ten komplet od kawy lubię, korzystam z niego, ale te dwa inne stoją i się kurzą. Mogę przecież zapytać znajomego, czy nie potrzebuje. Jest dużo miejsc, gdzie można to oddać – niech to trafi do ludzi, którzy się ucieszą tym drobiazgiem. Więc jeśli nasze myślenie idzie torem – robimy porządki wiosenne i musimy koniecznie wyrzucić dużo rzeczy – to nic dobrego z tego nie wyniknie.

No tak, bo wtedy wchodzimy do garderoby i musimy wyrzucić sukienkę, której nie miałyśmy na sobie dwa lata… I robi nam się smutno.

Niektórzy głoszą tę metodę, że jeśli jakiejś rzeczy nie nosiliśmy rok czy dwa, a jeżeli już trzy, to absolutnie się jej pozbywamy. Ale jeżeli to jest taka rzecz, którą lubimy i może jest szansa, że ją przerobimy albo schudniemy czy przytyjemy za moment, to jej nie wyrzucajmy. Tylko odłóżmy na górną półkę i przy segregowaniu stosujmy zasadę – zostawiam rzeczy, które sprawiają mi szeroko rozumianą radość. I mam przyjemność w ich posiadaniu. Wtedy pozbywamy się całej reszty – wyrzucamy na przysłowiowy śmietnik, ale niech to będzie miejsce, z którego ktoś, kto potrzebuje będzie mógł sobie te rzeczy wziąć, skorzystać z nich. Nam to nie jest potrzebne, ale innym może się bardzo przydać.

To jak sprzątać?

Na początku warto posegregować rzeczy tematycznie. Na przykład wszystkie ręczniki niech leżą w jednym miejscu, czy to będzie łazienka, sypialnia czy przedpokój. Wszystkie buty, wszystkich domowników w jednym miejscu. W danej szufladzie będą rzeczy tylko papiernicze – kredki, farby, długopisy.

Ułatwiamy sobie życie.

Tak, później łatwiej będzie je znaleźć, nie stracimy energii na szukanie. Te nasze metody sprzątania „po troszeczku” nie za bardzo się sprawdzają. Powinniśmy raczej przed rozpoczęciem skupić się na myśli – dzisiaj zajmuję się tylko bielizną, segreguję ją i umieszczam w jednym miejscu – najlepiej wyrzucić wszystko na łóżko, bo wtedy mamy ogląd całości i jestem w stanie dać sobie z tym radę. To na początku wydaje się trudne, ale ludzie, którzy zaczęli to robić i przeszli ten etap, zdecydowanie lepiej potrafili skupić się na relacjach i pracy. Ponieważ każdy z nas pewnie, a przynajmniej dobre 90% ma taki objaw, że kiedy mamy coś ważnego do zrobienia – mam do napisania artykuł, muszę przygotować się do egzaminu…to zaczyna sprzątać i nie zajmuje się tym co ważne na dana chwilę. A tak nie będzie wymówki i ucieczki.

Muszę zapłacić rachunki i nie robię tego teraz. A kiedy to już za mną, przychodzi ulga…

Właśnie. Uzależniamy się od adrenaliny i potrzebujemy tego ciśnienia. Jest jeszcze grupa ludzi, która odkładając coś ważniejszego na później, przykrywa to myśleniem: „teraz tego nie zrobię, bo muszę posprzątać, okna przetrzeć…”

Ugotować zupę…

I kiedy uda nam się zrobić tę ważną rzecz, to już odchodzi się od sprzątania i innych rozpraszaczy. To tylko pokazuje, jakim to jest kamuflażem. Ludzie, którzy nauczyli się porządkować swoją przestrzeń, zdają sobie sprawę, że muszę skupić się na jednej rzeczy. Czyli napisać artykuł czy zapłacić te rachunki, bo już nie mają innej wymówki.

Czyli jak mam bałagan i przez niego nie mogę się skupić, to nie jest to dobre?

Nie, bo musisz go uporządkować. I jak to zrobię, że chętnie usiądę do pisania? Nie chodzi o chętnie, tylko nie będziemy mieć tej alternatywy, co możemy innego „ważnego” zrobić. W praktyce znaczy to tyle, że możemy zmierzyć się z tym, że robimy sobie takie skoki adrenalinowe, od których się uzależniamy, w przesuwaniu pewnych czynności i maskowaniu tego.

Jak to zaplanować?

Wbić do kalendarza czy zapisać, w jakich godzinach pracujemy – a potem co dziennie 3 godziny, a w weekend nawet 7-8 godzin to segregowanie i porządkowanie. Każdy ma swój sposób, swoją metodę, ale zdecydowanie musi być plan, którego powinniśmy się trzymać. Musimy odczarować mit, bo kiedy usłyszymy hasło „wiosenne porządki” to widzimy kolejne 3-5 dni wypełnione sprzątaniem. A prawda jest taka, że jeżeli chcemy 50-60 metrowe mieszkanie posprzątać i posegregować to zajmie to nam około miesiąca. Trzeba sobie dać tę przestrzeń, że to nie będzie tak szybko. Z tym porządkowaniem to jest tak, że jeśli sobie zaplanujemy segregowanie przestrzeni zewnętrznej, żeby skupić się na tej wewnętrznej, to musimy przyjrzeć się swoim przekonaniom, które mamy na temat rzeczy, dbania o przedmioty, porządkowania. Bo oczywiście ta granica, w której traktuje się dom jak muzeum, jest bardzo cienka. Żeby była jasność – ten dom ma być do mieszkania. Zastanowić się, skąd mamy nawyki dotyczące sprzątania – czy przejęliśmy je od mamy czy od babci. Jak to przekonanie, że w sobotę zawsze trzeba sprzątnąć mieszkanie.

A najlepiej zacząć od piątku.

Tak, a jeśli tego nie zrobię, to mam wyrzuty sumienia. Bez zajrzenia w głąb siebie nie ruszymy do przodu, bo będzie to blokada, która na to nie pozwoli. Warto, tak jak przyroda się odradza, iść za tym cyklem, abyśmy mogli zrobić nasze wewnętrzne odrodzenie. Żebyśmy nie mówili sobie: teraz muszę posprzątać – i to jest okropne, straszne i wisi nade mną, to kara za bycie dorosłym. Z takim nastawieniem to się nie uda. Powinniśmy je robić z myślą, że są one do zrobienia, i będziemy mieli z tego korzyść, a nie uciemiężenie.

Jednym słowem to krok do dalszej drogi. A jak nauczyć nasze dzieci radzenia sobie ze sprzątaniem, żeby nie miały traumy.

Jeśli dzieci wychowują się w domu, w którym dba się o porządek, to będą umiały go utrzymać. Ja bym nie mówiła do 3-latka „ale masz tutaj bałagan, trzeba posprzątać”, tylko raczej, „kiedy wstajemy i idziemy myć ząbki, to tak samo powinniśmy wygładzić pościel, ułożyć ją”. Po zabawie mówimy: „a teraz bawimy się w układanie w pudełku, na półce”. Wszelkie badania pokazują, że jeśli było to zaszczepione od najmłodszych lat, to ten nawyk zostaje. Nawet jak w okresie nastoletnim mamy wrażenie jako rodzice, że nie. Modelowania poprzez naszą postawę jest kluczowe. Ważne jest, żeby dzieci dostawały dobry przekaz dotyczący sprzątania czy segregowania. To nie ma być kara.

Ekspert

Bianca Beata Kotoro
Psychoseksuolog, psychoonkolog, terapeuta, psycholog społeczny. Wykładowca na uczelniach wyższych i Uniwersytetach III Wieku. Dyrektor Instytutu Psychologiczno- Psychoseksuologicznego Terapii i Szkoleń „Beata Vita” w Warszawie, gdzie prowadzi terapię oraz szkolenia. Autorka m.in. programu ogólnopolskiego dla młodzieży: „100 % MNIE BEZ ZAGŁUSZACZY” oraz projektu dla kadry i rodziców „Ważne Sprawy Przedszkolaka” czy „Trudne tematy dla mamy i taty”.

 

 

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

„Przeproś!”, czyli jak uczyć dzieci empatii

Jak uczyć dzieci empatii
Jeśli dziecko „ma przeprosić”, zwykle wynika to stąd, że zawstydzony jest dorosły – fot. Fotolia

Znakomity psychoterapeuta dziecięcy, Peter Fonagy uważa, że wiele trudności psychicznych dzieci i młodzieży wynika z tego, że w kulturze zachodniej rodzice kładą nacisk na rozwój self, natomiast w innych kulturach priorytetem jest rozumienie innych. Mówi, że część dzieci wyrasta w przekonaniu, że są centrum wszechświata, co utrudnia im radzenie sobie z wyzwaniami życia codziennego.

Umiejętność myślenia o tym, co czują inni i reagowania na to jest ważna z kilku powodów. Na przykład ułatwia życie w grupie czy społeczeństwie. Ułatwia współpracę, planowanie, wspólne działania. Zjednuje przyjaciół, pomaga budować i podtrzymywać ważne relacje. Wrażliwość na potrzeby innych –  o ile nie jest przesadna – wiąże się też zwykle z umiejętnością rozpoznawania własnych uczuć i stanów psychicznych.

Większość rodziców czuje więc, że rozwijanie empatii u dzieci jest ważne. Tyle tylko, że sposób, w jaki często to robią przynosi skutki odwrotne od zamierzonych.

Zobacz też:  „Bo mamusi będzie przykro”. Wzbudzanie poczucia winy u dziecka, czyli kilka słów o okrutnej manipulacji

O co w tym tak naprawdę chodzi?

Przeproś kolegę.

Antoś nie będzie chciał się z tobą bawić, jeśli go nie przeprosisz.

Przeproś, nie udawaj.

Nie wstyd ci? Idź i ją przeproś.

Tak mniej więcej wyglądają reakcje dorosłych, kiedy dzieci są w konflikcie, powiedzą do dorosłej osoby coś lub w sposób, który ta uzna za obraźliwy, odburkną. Często wówczas w rodzicach czy opiekunach pojawia się potrzeba „korygowania” zachowania.

Jednak, jeśli się przyjrzeć, niekoniecznie wynika ona z myśli, że dziecko potrzebuje wsparcia w nabyciu bardziej konstruktywnych czy prospołecznych zachowań. Bardziej prawdopodobne, że to dorosły czuje się zawstydzony lub też na przykład:

  • Uważa, że zachowanie dziecka odzwierciedla jego umiejętności wychowawcze
  • Że zachowanie dziecka pokazuje, że jest zaniedbane lub dostaje zły przykład
  • Że to dorosły ma rację – w myśl zasady, że świat, w którym dzieci miałyby głos, stałby się chaosem
  • Że musi być zachowana hierarchia, w której dziecko powinno słuchać starszych
  • Że dorosły ma kontrolę nad sytuacją (i dzieckiem)

Ta lista mogłaby by dłuższa. Jeśli dziecko „ma przeprosić”, zwykle wynika to stąd, że zawstydzony jest dorosły. Nie ma to więc wiele wspólnego z możliwościami do oceny sytuacji przez dziecko czy tym bardziej jego autentyczną i szczerą chęcią, by przeprosić.

Co więcej, widzimy tylko fragment sytuacji, nie jesteśmy jej częścią. Może więc zagniewanie dziecka ma uzasadnienie? Może wydarzyła się sytuacja, którą przeżywa jako raniącą czy krzywdzącą i reaguje tak, jak zareagowałby każdy człowiek, niezależnie od wieku?

Zobacz też: Współczujące niemowlaki – czy empatia jest wrodzona?

Jak uczyć dzieci empatii?

Wielu dorosłych ma również doświadczenie bycia zawstydzanym i pouczanym w sytuacjach społecznych.  Nie mieli okazji dowiedzieć się, dlaczego postępowali w sposób, który spotykał się z krytyka i nakazem przeproszenia. Ale co ważniejsze, jako dzieci nie mieli okazji podjąć własnych decyzji, mających naprawić trudną sytuację.

Żeby „przepraszam” było szczere, musi być osobistą decyzją. Musi wypływać z wnętrza człowieka. Żeby przeprosić, trzeba mieć świadomość, własną, którą nabywa się z wiekiem i doświadczeniem, że kogoś się zraniło, czy też że ktoś na skutek naszych działań cierpi.

W przeciwnym razie jest to puste słowo. Dziecko przymuszane – niezależnie od tego, czy w łagodny, niemal niezauważalny sposób, czy też całkiem bezpośrednio – uczy się, że ktoś za nie podejmuje decyzje i że same sobie nie może ufać. Nie może też poznać swoich emocji.

Zobacz też: Empatia w rodzicielstwie. Skąd wynika nasze poczucie winy?

Co w zamian?

To, co najtrudniejsze, czyli modelowanie. Żeby dziecko mogło być empatyczne i szczerze przepraszać, samo musi tego doświadczać. Musi również widzieć, jak najważniejsi dla niego ludzie innych traktują z empatią.

Warto dziecku tłumaczyć sytuacje społeczne. Można je omawiać, opisywać i przede wszystkim nazywać, zarówno wydarzenia, jak i uczucia, które mogły się pojawić w dziecku.

Z czasem nauczy się ono reagować na uczucia innych ludzi. Nauczy się rozpoznawać ich stany psychiczne, podobnie jak własne.

Czy nazwiemy to uczeniem dziecka manier, czy rozwijaniem empatii, chodzi o budowanie relacji. Tej z dzieckiem, ale również dziecka z samym sobą. Rzecz w zaufaniu do dziecka.

Ważna jest również zgoda, jaką dorosły musi mieć w sobie na to, by postępować czasem inaczej niż większość. W wierze w to, że jego przekonania są słuszne, że jego relacja z dzieckiem wystarczająco silna i wspierająca.

Mogłoby się wydawać, że oczywista czynność związana z przypominaniem dziecku o tym, że trzeba przepraszać za wyrządzone szkody, nie powinna budzić wątpliwości. Nie ma powodu sądzić, ze jest czymś więcej niż zwykłym elementem wychowania. A jednak bez wątpienia jest.26

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Czy ekspresowa szkoła rodzenia przygotuje Cię do porodu?

Ekspresowa szkoła rodzenia
Z pomocą zagubionym rodzicom przychodzą szkoły rodzenia, które przygotowują na przyjście na świat nowego człowieka – fot. materiały prasowe

Każda przyszła mama pragnie jak najlepiej przygotować się na przyjście na świat potomka. Nie chodzi tylko o wyprawkę i zestaw ubranek dla maluszka, ale także o wiedzę jak przebiega poród i jak opiekować się noworodkiem w pierwszych tygodniach jego życia.

Nie ma co ukrywać – pojawienie się dziecka w rodzinie to prawdziwa rewolucja dla rodziców, zwłaszcza gdy rodzicami zostaną po raz pierwszy. Z pomocą zagubionym rodzicom przychodzą szkoły rodzenia, które przygotują Was na przyjście na świat nowego człowieka.

Zobacz też: Dziewiąty miesiąc ciąży – czego się spodziewać?

Ekspresowa szkoła rodzenia w Salve Medica R Warszawa

Alternatywą dla trwających kilka tygodni zajęć jest ekspresowa szkoła rodzenia. Jest to oferta skierowana do tych osób, które z powodu braku czasu nie mogą pozwolić sobie na regularne uczestnictwo w zajęciach standardowo trwających dwa miesiące lub nie pomyśleli wcześniej o skorzystaniu z zajęć w szkole rodzenia, a ich upragniony potomek już za miesiąc pojawi się na świecie.

Ekspresowa szkoła rodzenia w Salve Medica R Warszawa to skondensowana wiedza przekazywana podczas 5 spotkań w okresie 2 tygodni. Zajęcia odbywają się w formie kameralnych spotkań i warsztatów z położną i licencjonowaną doradczynią laktacyjną mgr Alicją Truszkowską.

Autorski program Ekspresowej Szkoły Rodzenia w Salve Medica R obejmuje te same zagadnienia, które omawiane są na zajęciach trwających kilka tygodni, dzięki czemu rodzice mogą posiąść pełną wiedzę jak podczas uczestnictwa w pełnowymiarowych programach.

Osoby biorące udział w zajęciach mają możliwość uczestniczenia w całych warsztatach lub wybranych blokach tematycznych. Zajęcia prowadzone są w małych grupach, co pozwala na bardziej indywidualny, efektywny i dostosowany do potrzeb uczestników charakter zajęć.

Zobacz też: Jak przetrwać wczesne macierzyństwo? Poznaj kilka sposobów

Co nam daje szkoła rodzenia?

Udział w zajęciach pozwala posiąść nową wiedzę i sprawi, że przyszli rodzice poczują się pewniej w roli, w której przyjdzie im się pełnić po upływie 9 miesięcy ciąży. Szkoła rodzenia pozwoli także zaktualizować wiedzę dotyczącą standardów opieki nad noworodkiem kobietom, które rodziły kilka lat temu.

Szkoła rodzenia to miejsce, w którym przyszli rodzice mogą po raz pierwszy doświadczyć, jak wygląda kąpiel noworodka, jak należy go przewijać czy otulać oraz wiele więcej.

Wszystkie te rzeczy dla kobiety spodziewającej się pierwszego dziecka mogą wydawać się skomplikowane, a udział w zajęciach sprawi, że będzie czuć się pewnie i bezpiecznie oswajając się z nowymi obowiązkami wynikającymi z faktu zostania mamą. Szkoła rodzenia to także możliwość nawiązania kontaktu z innymi mamami, które dzielą te same obawy.

Zobacz też: Szybciej nie znaczy lepiej. Czy warto przyspieszać rozwój dziecka?

Czego dowiesz się w szkole rodzenia?

23-27 tydzień ciąży to przeważnie czas, w którym pary przeważnie rozpoczynają zajęcia w szkole rodzenia. Zazwyczaj cały program trwa kilka tygodni i wymaga kilkunastu spotkań.

Program szkoły rodzenia standardowo obejmuje:

  • Omówienie III trymestru ciąży i przygotowanie do porodu (rozwój dziecka w III trymestrze, zmiany fizyczne i psychiczne u kobiet i mężczyzn, badania w ostatnich tygodniach przed porodem – USG, KTG, wyprawka do szpitala)
  • fazy porodu (objawy zbliżającego się porodu, wyjazd do szpitala, poród aktywny, techniki radzenia sobie z bólem
  • połóg (jak długo trwa, zmiany jakie zachodzą w ciele kobiety, planowanie kolejnego dziecka, seksualność po porodzie, metody antykoncepcji w okresie karmienia piersią)
  • laktacja (techniki i mechanizmy sterujące karmieniem piersią, jak radzić sobie z nawałem czy zastojem pokarmu, karmienie alternatywne)
  • pielęgnacja noworodka (praktyczna nauka kąpania, pielęgnacji  i masażu dziecka)

Szkoła rodzenia to doskonałe miejsce dla przyszłych rodziców, aby dobrze przygotowali się do nowej roli. Pozwala zdobyć wiedzę i umiejętności w zakresie prawidłowej pielęgnacji nowo narodzonej pociechy, aby mogli bez stresu podołać nowemu życiowemu wyzwaniu.

Ekspert

Mgr Alicja Truszkowska

Położna, Instruktorka Szkoły Rodzenia, Doradczyni Laktacyjna CDL.

Redakcja

Portal o rodzinie.