Przejdź do treści

Dlaczego będąc młodą matką kupiłam orbitrek? Czyli o tym, czy można ćwiczyć w domu

orbitrek w domu

Wiele młodych mam po ciąży, jeśli nie są gwiazdami instagrama, boryka się z powrotem do formy. Głównym powodem jest nadmiar obowiązków, zmęczenie oraz brak możliwości organizacyjnych i czasowych.

Gdy moje pierwsze dziecko miało ze cztery miesiące zapisałam się na siłownię (na która chodziłam do szóstego miesiąca ciąży), aby wrócić do formy (i brzucha!) sprzed ciąży. Nie wiedziałam jeszcze jakie to będzie trudne. Trudne dla mnie, bo patrząc na młode matki-instagramki wydaje się to łatwizną i właściwie dziwne, że nie każda z nas ma brzuch jak kaloryfer.

Dzięki wsparciu mojego męża, który wracał szybko z pracy udawało mi się ćwiczyć regularnie, nawet trzy razy w tygodniu. Piękniałam nie tylko w męża oczach, ale nawet w swoich, bardziej krytycznych.

Po półtora roku sytuacja się zmieniła. Mąż dostał pracę za granicą a ja oczekiwałam drugiego dziecka. Każdy (naprawdę każdy!!) pytał się wtedy, czy będę miała bliźniaki bo brzuch miałam OGROMNY. Skoro brzuch był naprawdę ogromny, to teoretycznie trudno się spodziewać, że po porodzie po prostu ZNIKNIE.

Mimo, że nie można się tego spodziewać, to nadzieja jednak była. Jednak nie bez powodu nadzieja wzięła głupców pod opiekę. Brzuch kompletnie nie zniknął a na dodatek miałam wrażenie, że rośnie razem z drugim dzieckiem, które już było na świecie przecież a brzuch jakby tego nie dostrzegł.

Mąż daleko, za to obowiązków dwa razy więcej.

Podejmowałam rozpaczliwe próby wychodzenia na ćwiczenia: na basen (dwa razy), na siłownię (trzy razy), na zumbę (może też dobiłam do trzech razy?). Za każdym razem organizacyjnie było to wyzwaniem – dwójka małych dzieci zostawiona pod opieką babci, ja zmęczona samą już organizacją.

Koszmar i poczucie wiecznej porażki.

Wpadłam jednak na genialny pomysł – zakup do domu bieżni lub orbitreka. Bieżnia okazała się za duża. Kupiłam orbitreka.
Odradzały mi wszystkie koleżanki twierdząc, że w ich domach służy głównie za wieszak. Powiedziałam: trudno. Najwyżej będę miała jeden wieszak więcej. Co prawda w salonie, ale jednak.

Okazało się, że domowy orbitrek był i nadal jest (a minęło kilka lat) doskonałym pomysłem. Najlepiej jest, gdy mąż usypia dzieci – bo zaczynam wcześniej. Włączam sobie serial i włączam orbitreka. Czas mija, serial się rozwija a ja ćwiczę 🙂 Serial musi niestety spełniać kilka warunków – być na tyle wciągający by odciągał uwagę od zmęczenia ale na tyle nie zajmujący, żebym mogła rozproszyć się i zmyć z twarzy pot. Z jakiegoś powodu podczas Szkła Kontaktowego ćwiczy mi się nie najlepiej.

Jeśli więc lubicie seriale i macie trochę  miejsca w domu orbitrek może być dobrym pomysłem dla zajętych mam.

 

 

Jolanta Drzewakowska

coach i prawniczka. Redaktorka naczelna magazynu Chcemy Być Rodzicami. Mama dwójki dzieci, czytelniczka dużej ilości książek.

Dzieciaki do czytania! 10 książek na wiosnę

Dzieciaki do czytania
Chociaż zaczyna się wiosna i dzieci zaczną wreszcie spędzać więcej czasu na świeżym powietrzu, warto je przekonać, aby poświęciły 10 do 20 minut na codzienne czytanie. – Fot. Materiały prasowe

Chociaż zaczyna się wiosna i dzieci zaczną wreszcie spędzać więcej czasu na świeżym powietrzu, warto je przekonać, aby poświęciły 10 do 20 minut na codzienne czytanie. To pozwoli im na wyrobienie nawyku, który po krótkim czasie stanie się koniecznością. A książki, które polecamy, to nasz wiosenny wybór – świetne nowości!

I ty możesz zmienić świat. 42 inspirujące historie o niezwykłych dzieciach – Karolina Grabarczyk Wyd. Media Rodzina

Malala Yousafzai, Jan Mela, Jack Andraka, Bronisława Śmidowicz, Anna Frank, Thomas Edison.    To zaledwie kilkoro dzieci, spośród 42, które dokonały wielkich rzeczy, nie zważając na biedę, w której dorastały czy chorobę. W dzieciach tkwi olbrzymia siła, dlatego warto je inspirować od najmłodszych lat.

Gdy do domu przyszła za mną przyjaźń – Paul Griffin Wyd. Nasza Księgarnia

Niezwykła powieść, nagrodzona wieloma nagrodami. Historia Bena, chłopca który większość swojego dzieciństwa spędził w domu dziecka. Od życia ucieka w książki, uwielbia Gwiezdne Wojny i pewnego dnia przygarnia bezpańskiego psa, który odmieni jego życie. 8+

Zobacz też: Dzieciaki, jesteście wspaniałe! Poradnik dla dzieci (i nauczycieli)

Amelka Kieł – Laura Ellen Anderson Wyd. Literackie

Przygody niesfornej wampirzycy w świecie Nokturnii, w którym rządzi ciemność. Gdyby nie ten świat i charakterystyczne zęby, Amelka byłaby zwykłą dziewczynką, która nie lubi sprzątać pokoju, nie cierpi podłych potworów, ale uwielbia bawić się z przyjaciółmi i rozpieszczać Dyńkę. Pełna humoru gotycka opowieść o perypetiach trochę innej dziewczynki. Właśnie ukazał się 3 tom coraz bardziej lubianej opowieści. 7+

Widmo z Głogowego Wzgórza – Edward Fenton Wyd. Dwie Siostry

To książka dla wielbicieli kryminałów i historii o duchach, ukazująca się w serii Mistrz Ilustracji (tym razem Zbigniew Piotrowski). Tajemniczy list, który dostaje główny bohater James od swoich kuzynów Amandy i Obiego jest prośbą o pomoc. W domu na odludziu, do którego się przeprowadzili, dzieją się dziwne rzeczy, które oczywiście przydarzają się tylko dzieciom. To, co dzieci lubią najbardziej – wspaniale napisana historia z tajemnicą i dreszczykiem. +8

Sto godzin nocy – Anna Woltz Wyd. Dwie Siostry

Niemożliwe staje się możliwe dla Emilii December de Wit. Mimo tego, że ma dopiero 14 lat , po burzliwym skandalu związanym z ojcem, udaje jej się uciec z Amsterdamu do Nowego Jorku. Wymarzone miasto nie okaże się wybawieniem, tym bardziej, że uderzy w nie huragan Sandy – co złego może się jeszcze przytrafić niesfornej nastolatce? 10+

Sufrażystki i sufrażetki. Walka o równość – David Roberts Wyd. Egmont

Lektura obowiązkowa dla dziewczynek i chłopaków – równouprawnienie to gorący temat w naszym kraju, w którym 100 lat po przyznaniu praw wyborczych kobietom, ciągle niewiele zmienia się w myśleniu o ich samostanowieniu i prawie decydowania o własnym życiu. Te historie są dowodem na to, jak wielka była potrzeba wolności – i jak trudno było ją zdobyć. Dlatego trzeba ją chronić, a takie książki (wspaniałe wydanie!) przyczyniają się do tego. I wzmacniają. + 7

Zobacz też: Czytamy, czyli 10 rad jak wychować mola książkowego

Cześć Ziemio! – Anna Fiske Wyd. Dwie Siostry

Dzieci to uwielbiają! Wyszukiwanki uczą je spostrzegawczości i uważności, a do tego ćwiczą wzrok. Dużo się dzieje – to szalona podróż dookoła świata, która zaczyna się od listu w butelce, który wysyła Lajla z Dubaju. Czy komuś uda się go przeczytać? Kto kogo spotka? Co ważnego przytrafi się pewnym ludziom? Fascynujące! +3

Marzycielka – Jessie Burton Wyd. Literackie

Dwanaście księżniczek traci matkę, która ginie w wypadku samochodowym – jej pasją były szalone przejażdżki. To ona uczyła dziewczynki kochać naukę i cieszyć się wolnością. Kiedy jej zabrakło, ojciec król zakazuje księżniczkom oddychać pełną piersią, zamyka je w komnacie, aby oduczyły się żyć, tak jak chciały. Nie wie, że w pomieszczeniu jest przejście do innego świata. Co to za świat i co odnajdą w nim zagubione księżniczki? Przepiękna opowieść dla wszystkich, którzy wybierają własną drogę. Szczególnie dla dziewczynek. Mniejszych i większych. +7

No to gramy! Muzyczna awantura od Little Richarda do Björk – Marianna Oklejak Wyd. Egmont

Prawdziwa muzyczna encyklopedia dla małych wielbicieli muzyki – ciekawy zbiór ciekawostek. Zaczyna się od Bacha, a później jest już naprawdę rockandrollowo. Kogo tu nie ma! Rolling Stonesi, Beatlesi, Michael Jackson, Marianne Faithfull, Bob Dylan – jeśli przy okazji czytania będziemy puszczać dzieciom kawałki artystów, wyjdzie z tego niezła lekcja muzyki – na pewno lepsza niż w szkole! + 5

Paul, wychowany na paryskich przedmieściach zna tylko reguły miejskiej dżungli. Kiedy trafia na wieś przyroda go oczarowuje. Zajmuje się nim Borel, łowczy okręgu, ale chłopca bardziej fascynuje sprytny kłusownik, z którym się zaprzyjaźnia. Pewnego dnia spotyka potężnego jelenia. Pragnie ochronić go przed ludźmi i przypadkowo dowiaduje się prawdy o swoim pochodzeniu. Wspaniała historia nie tylko o miłości do natury. +8

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Rodzice i terapia uzależnień dziecka – jak się w tym wszystkim odnaleźć?

Gdy dziecko zderza się z uzależnieniem, albo jakimkolwiek innym problemem, czasami wsparcie rodzica nie wystarcza. Nieraz jest on bowiem tak samo wystraszony, jak jego ukochany syn, czy córka. Terapia staje się wtedy przestrzenią, w której rodzina może poukładać się na nowo. O tym, że wcale nie jest to łatwy proces i dlaczego czasami „gorzej” tak naprawdę oznacza „lepiej”, mówi w rozmowie z nami psycholożka i psychoterapeutka Małgorzata Zembowicz-Kowalska.

Zobacz pierwszą część rozmowy„Czy moje dziecko jest uzależnione?!” – ten wywiad powinni przeczytać wszyscy rodzice!

Katarzyna Miłkowska: Bycie w terapii często samo w sobie jest trudne i nieraz wiąże się z kryzysami. Zastanawiam się, czy może pojawić się moment, w którym dziecko jest w trakcie terapii uzależnień, a ja jako rodzic czuję, że jest tylko gorzej?

Małgorzata Zembowicz-Kowalska: Myślę, że na pewno może się pojawić i co więcej, może mieć to jak najbardziej związek z realnością. Tak jak powiedziałaś, w terapii zdarzają się kryzysy. Raczej nigdy nie jest to historia o tym, że od momentu zgłoszenia się jest już tylko i wyłącznie lepiej. Terapia faktycznie, niezależnie od modalności, jest procesem dynamicznym i jak najbardziej mogą pojawiać się w niej bardzo skomplikowane etapy. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że jest to także proces długotrwały, więc jest czas, aby te kryzysy przepracować. Warto przy tym pamiętać, że każdy tego typu moment załamania, które udaje się w terapii ułożyć, przekłada się na trwalsze efekty po jej zakończeniu.

Czyli trzeba przygotować się na dłuższy czas, bo w miesiąc problem się nie rozwiąże, dziecko nie będzie zdrowe, a wszystko nie wróci do poprzedniego porządku?

Wiesz, raczej myślę sobie, że nawet dobrze by było, żeby nie wracało, bo rozumiem, że skądś się ten problem jednak wziął. Punkt wyjściowy lepiej więc zostawić już za sobą, ale oczywiście, zachodzące w całym systemie zmiany mogą być trudne. Na różnych ich etapach, różne osoby mogą czuć się niezadowolone i mogą chcieć się przeciwko nim buntować. Tak, z całą pewnością jest to też proces długotrwały.

Myślę sobie, że trudne może być dla rodziców, kiedy dziecko zaczyna np. wyrażać złość, a wcześniej nigdy tego nie robiło. Nic dziwnego, że może pojawić się wtedy myśl, że moje dziecko po terapii stało się trudniejsze i jest tylko gorzej. Rozumiem jednak, że wtedy jest to miejsce na pracę rodzica z samym sobą?

Tak, dlatego też najlepsze efekty dają te oddziaływania, w których bierze udział cały system. Niekoniecznie musi to być terapia rodzinna, ale np. każdy z członków rodziny chodzi na terapię własną. Każda z tych osób zyskuje dzięki temu możliwość opracowywania pojawiających się zmian pod własnym kątem. Jest to też przestrzeń na przeżywanie rożnych trudności, znajdowanie dla siebie nowych miejsc w tym zmienionym systemie, nowych środków wyrazu, czy też nowych sposobów reagowania.

Co zatem może być taką „nowością” w relacjach rodzic-dziecko?

Ważna, nie tylko jeśli chodzi o uzależnienie, ale w ogóle w konstrukcjach wychowawczych, jest przede wszystkim konsekwencja. Jeśli u rodzica pojawiają się różne niepokoje, to nieraz zaczyna on działać w panice i podejmuje różne nieprzemyślane ruchy. Może m.in. dużo grozić: „Nie wyjdziesz przez miesiąc z domu, zabiorę ci komórkę, odetnę internet„. Później de facto nigdy to się nie dzieje, albo zamiast miesiąca trwa tydzień i z czasem zupełnie się rozmywa.

Fundamentalne we współżyciu z osobą uzależnioną jest konsekwentne przestrzeganie tego, co mówimy, ale jest to też fundament, na którym w ogóle buduje się wychowanie człowieka.

Konkretniej mówiąc, chodzi o branie odpowiedzialności za własne słowa, a nieraz przecież zdarza się, że będąc w emocjach mówimy dużo za dużo. Dorośli, rodzice, opiekunowie muszą oduczyć się bezmyślnego rzucania słowami na lewo i prawo.

Lepiej zastanowić się trzy razy, co ja mam tak naprawdę do powiedzenia dziecku, żeby później miało to przełożenie na realność. Jeśli bowiem coś mówimy, a nigdy nie dotrzymujemy słowa, to dziecko po prostu przestaje nas traktować poważnie.

Wyobrażam sobie, że na początku może być płacz i krzyk: „Nie oddam telefonu, będę i tak wychodził/wychodziła„. Długoterminowo daje to jednak zapewne poczucie, że po pierwsze, faktycznie mogę liczyć na słowo rodzica i po drugie, czuję się bezpiecznie.

Tak, bo konsekwentna postawa jest kluczowa i to dotyczy zarówno sytuacji trudnych, jak i tych przyjemnych. Jeżeli obiecuję ci, że pójdziemy dzisiaj do kina, to po prostu to robimy. Nie chodzi tu zatem o znak plus, minus, czy jakkolwiek będziemy to rozumieć, tyko o sam fakt konsekwencji. Uczymy wtedy dziecko, że nasze słowo ma prawdziwą wartość i tak jak powiedziałaś, jest to tym samym budowanie poczucia bezpieczeństwa. To jest zaś podstawą dla zdrowego rozwoju.

Czyli i tak wracamy do tego, że rodzic musi popracować przede wszystkim sam ze sobą.

Musi być ze sobą dogadany i musi też wiedzieć, na co go stać. Musi być świadomy tego, co może powiedzieć, bo sam od siebie jest to później w stanie wyegzekwować. Jeśli jednak wie, że nie da sobie z czymś rady, lepiej żeby miał tego świadomość i nie rzucał słów na wiatr. Podkreślam po raz kolejny, tu nawet nie chodzi o to, żeby cokolwiek egzekwować od dziecka, tylko od samego siebie.

Myślę teraz o poczuciu bezsilności. Jeśli odczuwamy ją w takim momencie, to chyba po prostu trzeba to uznać i powiedzieć dziecku, że nie jestem w stanie czegoś zrobić.

Zgadza się, a jeśli do tego sytuacja jest intensywna, możemy też zakomunikować, że to jest dla mnie strasznie trudne, muszę chwilę pomyśleć i wrócę do ciebie. Wcale nie musimy reagować od razu.

Będę w takim razie adwokatem diabła – Ale jak to?! Przecież jestem rodzicem, jestem dorosły, więc nie mogę pokazać dziecku słabości. Muszę wszystko wiedzieć!

Podałaś właśnie idealny przepis na popełnienie całej masy błędów. Jeśli zaś pozwolimy sobie przez chwilę odetchnąć, do czego absolutnie mamy prawo, to jest to jak najbardziej okej. Szczególnie jeśli to nazwiemy i pokażemy, że jest to trudne i potrzebujemy czasu na zastanowienie. Jest to też przy okazji budowanie w dziecku zdrowych nawyków. Dajemy tym samym przykład, że warto jest być blisko siebie, myśleć i przewidywać skutki tego, co robimy.

Być może, kiedy dziecko zderzy się wtedy z zewnętrznymi zagrożeniami, będzie mu też łatwiej pozwolić sobie na taki moment zastanowienia.

Dokładnie, bo przecież wcale nie musi, jak ten koń z klapkami na oczach, iść bezmyślnie za innymi. Może dojść do wniosku, że wcale nie chce uciekać na wagary, czy sięgać po tę substancję.

Zastanawiałam się w trakcie naszej rozmowy, czy może jest jakiś kontrast pomiędzy pracą z rodzicem, który podejrzewa, że jego dziecko jest uzależnione, od pracy z rodzicem, który ma już co do tego pewność. Widzę teraz, że tak naprawdę w jego indywidualnej pracy nie robi to chyba żadnej różnicy.

Nie robi absolutnie żadnej. Nie chcę w żaden sposób oczywiście umniejszać problemowi realnego uzależnienia, bo w sferze faktów są to ogromne różnice. Podejrzenie może być bowiem związane z zupełnie czymś innym, np. zawodem miłosnym i dlatego dziecko schudło, słucha smutnej muzyki i zamyka się w pokoju, przy czym wtedy zupełnie nie ma to nic wspólnego z alkoholem, czy narkotykami. Realne uzależnienie jest bezsprzecznie inną historią. Natomiast jeśli chodzi o przeżycie rodzica, to w obu tych przypadkach musi on poradzić sobie ze stresem, z niepokojem, z lękiem.

Czyli wspólny jest fakt, że chcąc poradzić sobie z uzależnieniem dziecka, albo tak naprawdę jakimkolwiek jego problemem, rodzic powinien zacząć od siebie.

Zasada zawsze jest taka sama – wydolny, sprawdzający się rodzic to rodzic, który dba przede wszystkim sam o siebie. Tylko wtedy ma bowiem realnie coś do zaoferowania. Jeśli jesteśmy dobrze poukładani ze sobą, to mamy zasoby, którymi możemy obdzielać innych.

Zobacz też: Bo macierzyństwo po prostu jest trudne

Małgorzata Zembowicz-Kowalska
psycholożka, psychoterapeutka, specjalistka terapii uzależnień. Prowadzi konsultacje psychologiczne, terapię indywidualną, grupową, terapię par oraz terapię uzależnień. Zajmuję się również prowadzeniem zajęć treningowych, psychoedukacyjnych oraz działalnością szkoleniową i dydaktyczną – www.malgorzatazembowicz.pl

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Trauma we wczesnym dzieciństwie uszkadza mózg

Trauma we wczesnym dzieciństwie uszkadza mózg
Wspomnienia z dzieciństwa decydują o naszym charakterze. – Fot. Pixabay

Traumy w dzieciństwie, takie jak rodzicielskie zaniedbanie, molestowanie seksualne i przemoc powodują uszkodzenie mózgu i doprowadzają do depresji w dorosłym życiu.

Po raz pierwszy badacze połączyli zmiany w strukturze mózgu do traumatycznych wydarzeń we wczesnym dzieciństwie i problemów ze zdrowiem psychicznym w późniejszym życiu.

Już co czwarty Polak w dorosłym życiu cierpi na schorzenia psychiczne takie jak m.in. depresja.              W opublikowanych w piśmie medycznym „Lancet” badaniach odkryto, że kora przedczołowa jest mniejsza u tych dorosłych, którzy w dzieciństwie doświadczali złego traktowania.

Zobacz też: Depresja to nie młodzieńczy bunt

Traumatyczne doświadczenia są bardzo powszechne. 67 % populacji miało przynajmniej jedno doświadczenie tego typu, badania wykazały, że im więcej tego typu doświadczeń, tym gorsze zdrowie.

Jak się okazało, doświadczenia z dzieciństwa nie tylko wpływają na układ nerwowy, ale także przyczyniają się do jego zmiany. Także na poziomie neurologicznym. Wcześniejsze badania łączyły te uszkodzenia mózgu z obecnością nadmiernego stresu w codziennym życiu.

Według danych statystycznych policji w 2017 roku, w ramach działań podjętych w procedurze “Niebieska linia” ogólna liczba ofiar przemocy wynosiła 92 529, a liczba osób podejrzewanych o przemoc w rodzinie to 76 206. W tym samym roku konsultanci pogotowia “Niebieska linia”, odebrali 652 połączenia, od osób małoletnich. Według danych statystycznych GUS 8191 małoletnich, umieszczono po raz pierwszy rodzinnej w pieczy zastępczej, natomiast w instytucjonalnej pieczy zastępczej przebywało ich 16 900.

Zobacz też: Dieta dla mózgu

Do szpitala zostało przyjętych 110 ochotników, borykających się z zaburzeniami psychicznymi, głównie z depresją, którzy monitorowani byli przez kolejne 2 lata. Ich zadaniem było dokładne wypełnienie formularza – wywiad miał na celu wyłapanie incydentów takich jak: przemoc psychiczna i fizyczna, zaniedbanie emocjonalne i molestowanie seksualne. Następnym badaniem był rezonans magnetyczny – sprawdzano rodzaj i wielkość zmian w strukturze mózgu.

Dr Nils Opel, odpowiedzialny za badania powiedział: „Ponieważ zdajemy sobie sprawę, jak duże znaczenie na emocje ma kora przedczołowa, możliwe jest, że zmiany w jej wielkości powodują mniejszą reakcję na konwencjonalne leczenie u tej grupy pacjentów”.

To znaczące odkrycie rzuca nowe światło na choroby psychiczne wynikające z traum dzieciństwa. Przyszłe badania będą skierowane na to, w jaki sposób przełożyć te wyniki na pomoc, opiekę i leczenie ludzi z takimi zaburzeniami.

Jak się okazuje – wspomnienia z wczesnego dzieciństwa nie tylko decydują o charakterze i o tym, kim jesteśmy.  Mogą też trwale uszkodzić mózg.

 

Źrodło: Telegraph.co.uk

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Rok w ogrodzie czyli sposób na codzienną medytację

Rok w ogrodzie czyli sposób na codzienną medytację
Życie w harmonii z przyrodą sprzyja wyrwaniu się z uporczywego kołowrotka niechcianych myśli. – Fot. Pixabay

W dzisiejszych zabieganych czasach, kiedy godziny uciekają zdecydowanie za szybko, ogrodnictwo staje się jednym z zajęć, które choć trochę pomaga spowolnić ten zbyt szybki rytm. Grzebanie w ziemi    i czekanie na pojawienie się pierwszych oznak wiosny to nic innego jak rodzaj medytacji. I uprawia ją coraz więcej ludzi.

Szukamy sposobów na szczęście. Życie w harmonii z przyrodą sprzyja wyrwaniu się z uporczywego kołowrotka niechcianych myśli. Nieważne, czy mamy pod opieką ogród czy kilka doniczek na parapecie okiennym. W Stanach całe ekologiczne ogrody powstają na dachach apartamentowców lub domów, każdy kawałek trawnika wykorzystuje się do hodowania warzyw, owoców i kwiatów.

Zobacz też: Potrzebujesz wyciszenia? Postaw na odpoczynek w Manor House SPA

Zapomnieć o chorobie

Książka „Rok w ogrodzie” to nie tylko przewodnik po tym, jak zaplanować sobie sadzenie, pielęgnowanie i zbieranie, ale przepiękna opowieść o pasji.

Autor opowiada o projekcie, który stworzył dla londyńskiego centrum opieki onkologicznej Maggie’s Centre i pisze o tym, jak bardzo ekscytująca była to praca dla kogoś, kto tak jak on, wierzy w uzdrawiającą moc ogrodów i ogrodnictwa. Cytuje słowa jednej z pacjentek: „gdy dowiesz się, że masz raka, liczy się każda chwila.

Schwytać te chwile w kwiatach magnolii, których w przyszłym roku możesz już nie zobaczyć, natknąć się na niesiony wiatrem aromat mięty gniecionej w palcach – to wszystko staje się coraz bardziej pełne znaczenia”.

Te spotkania z pacjentami centrum, wzmocniły przekonanie Pearsona, że intymność, zmysłowość i sanktuarium ogrodu są kluczem do stworzenia poczucia dobrostanu, a silna więż z naturą może przynieść wielkie korzyści.

Zobacz też:Jak znaleźć szczęście? Radzi guru gwiazd

Sposób na codzienną medytację

Pod koniec tego miesiąca (marca) przestawimy zegarki, dzięki czemu ponurość dni łagodzi dodatkowa godzina na prace w ogrodzie . Nagle wszędzie widać życie: blade pierwiosnki bezłodygowe na zboczach i zapach fiołków schwytany na chwilę w cieple pierwszych wiosennych promieni słońca. Nie daj się jednak zwieść – marzec to miesiąc przeciwieństw”. Czy to nie czysta poezja?

Tak, musimy jeszcze moment poczekać na wiosnę, ale możemy już zaczynać pierwsze prace z pomocą tego podręcznika autorstwa Dana Pearsona. Uznany brytyjski architekt krajobrazu, publikuje w takich gazetach jak The Times, The Observer czy Daily Telegraph, a jego programy o ogrodnictwie zna cały świat. Jak sam mówi, spędzanie czasu w ogrodzie to czysty powrót do dzieciństwa i pewnego rodzaju sanktuarium – łączy przeżycia duchowe z fizycznymi. Warto spróbować!

Wydawnictwo Literackie

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.