Przejdź do treści

Dlaczego tak trudno zdecydować się na terapię?

Dlaczego tak trudno zdecydować się na terapię?
Nie bądź sam ze swoimi problemami.

Często na początku roku obserwujemy wzmożone zainteresowanie różnymi formami wsparcia, które mają prowadzić do zmiany. Początek roku wydaje się dobrym momentem na zmianę. Stwarza nadzieję, że tym razem będzie inaczej, że tym razem coś uda się poprawić, a to, co złe, trudne, czy niepotrzebne zostawić w mijającym roku.

Czasami taka motywacja jest początkiem, na którym da się zbudować coś trwałego. Czasami wystarcza na chwilę. Bywa, że początek roku wydaje się dobrym powodem, by rozpocząć psychoterapię. Wówczas, podobnie jak z innymi noworocznymi powodami, może się ona skończyć równie szybko, jak się zaczęła, zostawiając poczucie, że jednak nic nie można zmienić.

Decyzja, by pójść do psychoterapeuty, zwykle jest bardzo trudna i poprzedzona długim cierpieniem. Podejmowana jest zwykle wówczas, kiedy wszystkie inne środki zawiodły, kiedy objawy nie pozwalają normalnie funkcjonować, kiedy związek się sypie, dziecko cierpi z powodu fobii, nie ma już badań, którym można by się poddać i które tłumaczyłyby objawy.

Zobacz też: Pierwsza wizyta u psychoterapeuty – 3 pytania, których możesz się spodziewać

Dlaczego tak trudno rozpocząć psychoterapię i dlaczego tak trudno sobie pomóc?

1. Powinienem sam sobie poradzić z moimi problemami

Bo przecież „inni” sobie radzą. W naszych fantazjach zawsze są jacyś „inni”, ludzie, których nic nie dotyka, nie wzrusza, którzy sobie „świetnie radzą” z trudnościami. Równie częste jest przekonanie, że leczeniu należy poddawać ciało, nie uczucia i myśli. Leczyć można złamaną nogę. To jest zrozumiałe. Trudniej sobie wyobrazić, że można zmienić to, co dzieje się w głowie. Nawet przy pomocy drugiego człowieka.

Tymczasem psychoterapia jest leczeniem, które przynosi ulgę, ale również dostarcza umiejętności i nowych doświadczeń, na których można budować. Nawet wówczas, kiedy psychoterapia się zakończyła.

2. Inni mają gorzej

Częste jest przekonanie, że psychoterapia jest zarezerwowana dla osób, które mają „prawdziwe” problemy. Pacjenci mówią, że skoro nie mieli – ich zdaniem- trudnego dzieciństwa, nie doświadczyli przemocy, nadużyć, nikt z ich bliskich nie był uzależniony, to ich aktualne kłopoty są niezrozumiałe. I jako takie nie wymagają leczenia, ale silnej woli.

Jednak skutek może – i często bywa – taki, że ludzie zgłaszają się do terapii, kiedy mają już nasilone objawy, utrwalone mechanizmy działania, w określony sposób budują relacje z innymi. Zgłaszają się więc w momencie, kiedy czują się już bardzo źle i kiedy pomóc im jest trudno.

3. Czy kiedykolwiek będę w stanie funkcjonować bez terapii?

Woody Allen przyzwyczaił nas do myśli, że terapia może w zasadzie trwać całe życie. Psychoterapia kojarzona jest z kozetką, obok której siedzi milczący i wycofany analityk. Albo też jako spotkanie dwojga osób, z których jedna wie, jak należy postępować, potrafi udzielać rad, chętnie dzieli się swoją wiedzą, czasami zadaje prace do wykonania w domu. O tym drugim typie terapii łatwiej myśleć jako o bardziej skutecznym i szybciej przynoszącym ulgę. Jednak w pytaniu o to, czy terapia kiedykolwiek się skończy, zdaje się pobrzmiewać lęk przed zależnością. Ale może być  też wynikiem trudności w komunikacji pomiędzy pacjentem a terapeutą. Terapia nigdy nie trwa wiecznie. Pacjent ma prawo ją przerwać w dowolnym momencie, ale też zawsze warto tę decyzję omówić z terapeutą.

4. Czy będę potrafił/a się otworzyć przed obcą osobą?

Terapia jest szczególnym rodzajem rozmowy. Bardzo intymnej, kiedy ujawniane są osobiste sprawy, nierzadko nigdy niewypowiedziane na głos. To może być trudne. Ale równie trudne może być to, że tylko jedna osoba odkrywa się w ten sposób, co może budzić w pacjencie/kliencie dodatkowe napięcie.

Jednak zanim zacznie się ujawniać najbardziej bolesne myśli, pomiędzy pacjentem i terapeutą musi stworzyć się bezpieczna więź, a przynajmniej pojawić się poczucie, że temu człowiekowi można zaufać.

5. Czy zostanę oceniony/a przez terapeutę?

Jeśli ujawniamy najbardziej osobiste czy wstydliwe myśli, to zupełnie naturalnie, że obawiamy się oceny. Obawiamy się więc potępienia, odrzucenia, wyśmiania. Jednak w terapii, o ile nie jest zagrożone czyjeś zdrowie czy życie, zachowania, czy tym bardziej fantazje nie są oceniane. Są oglądane, omawiane, a pacjent jest zachęcany na przykład do weryfikacji swoich poglądów. Wszystko w celu poprawy jego samopoczucia oraz funkcjonowania.

6. Kiedy nastąpi zmiana?

Powodów, dla których ludzie jednak decydują się na terapie, jest wiele. Zwykle jest to jakaś forma cierpienie. Naturalnym więc wydaje się, że żeby cierpienie ustąpiło, coś mu się zmienić. Jednak często bywa tak, że świadome pragnienie bywa torpedowane przez nieświadome. Można więc sądzić, że chce się zmiany i jednocześnie być nią przerażonym. Przyszły pacjent czy klient terapeuty może więc sądzić, że zmiana będzie konieczna, że takie też będzie oczekiwanie ze strony terapeuty. Czy jednak w ogóle dojdzie zmiany i w jakim tempie, to już bardziej złożony proces.

7. Jeśli mam wątpliwości, czy to znaczy, że terapia nie jest dla mnie?

Wątpliwości mogą świadczyć o różnych rzeczach. W zasadzie trudno sobie wyobrazić, żeby ktokolwiek rozpoczynał tak osobisty proces, jakim jest psychoterapia bez jakichś obaw i pytań. Dlatego też psychoterapia poprzedzona jest konsultacjami, które stwarzają pacjentowi szanse na zadanie pytań, określenie (jeśli jest w stanie, a nie musi) celów, urealnienie ich, jeśli trzeba. A przede wszystkim są czasem, kiedy pacjent przygląda się temu, jak czuje się w relacji z tą określoną terapeutką lub terapeutą.

Zobacz też: Coach czy psychoterapeuta – kto lepiej pomoże Ci się zmienić?

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Trudne odpowiedzi na równie trudne pytania – jak rozmawiać z dzieckiem o śmierci?

jak rozmawiać z dzieckiem o śmierci
fot. 123rf.com

Doświadczanie śmierci jest wpisane w nasz cykl życia. Trudne przeżycia, które towarzyszą nam po stracie bliskiej osoby są nieodzownym elementem straty. Dokładnie tak samo jak osoby dorosłe, dzieci zmagają się z ciężarem niełatwych emocji podczas żałoby – jak rozmawiać z dzieckiem o śmierci?

Pojęcie śmierci jest przez dzieci postrzegane na różne sposoby – w zależności od wieku. Młodsze dzieci postrzegają śmierć jako proces, który jest nierzeczywisty, który można zmienić. Natomiast dopiero w okresie nastoletnim śmierć jest postrzegana jako nieodwracalna zmiana, która prowadzi do wielu naprawdę trudnych i przykrych uczuć.

Nie istnieje gotowy scenariusz na przeprowadzenie z dzieckiem rozmowy dotyczącej śmierci. Bardzo istotne jest zaś to, aby pamiętać, że śmierć nie powinna być tematem tabu. To proces, który dotyczy wszystkich. Warto konfrontować się z nim, dając jednocześnie przestrzeń na emocje dziecka, jak również własne.

W rozmowach z dziećmi bardzo ważna jest szczerość i przedstawienie sytuacji w taki sposób, aby dziecko czuło spokój i zrozumienie. Nie należy jednak katastrofizować, aby nie stworzyć wyobrażenia, w którym dziecko będzie odczuwało zwiększony lęk (nie każda choroba oraz nie każdy odczuwany ból jest przecież związany ze śmiercią).

Jak rozmawiać z dzieckiem o śmierci – o tym warto pamiętać:
  • Dajmy przestrzeń na emocje – starajmy się je nazywać i opisywać. Odpowiadajmy na zadawane pytania. Owszem, jest to trudne doświadczenie, ponieważ wymaga od nas samych konfrontacji z dzieckiem oraz jego uczuciami. Koniec końców nas to jednak wzmocni, podobnie jak nasze pociechy. Co więcej, zbuduje w nich fundament do szerszego rozumienia pojęcia śmierci i przeżywanego stresu w czasie jej doświadczania.
  • Dobierzmy odpowiedni język do wieku dziecka – ważna jest zrozumiała forma wypowiedzi, czyli przede wszystkim odpowiednie dostosowanie ilości i rodzaju informacji do wieku naszego dziecka. Posługujmy się prostym językiem, który będzie w stanie wytłumaczyć dziecku sytuację.
  • Nie bójmy się powiedzieć „nie wiem” – rodzic nie musi znać odpowiedzi na wszystkie pytania. Czasami warto jest przyznać się do tego, że nie zna się wyjaśnienia. Wzajemne szukanie rozwiązań może zachęcić i ułatwić przebieg rozmowy.
  • Bądźmy szczerzy – od najmłodszych lat powinniśmy przekazywać wartości związane z konstruowaniem fundamentu, jakim jest wewnętrzny spokój dziecka. Dlatego kierując się takimi celami pamiętajmy, że nasze relacje z dzieckiem powinny opierać się na autentyczności. Wzmacnia to budowanie poczucia bezpieczeństwa.

 

Zobacz też: 10 rzeczy, których nauczyłem się po Twojej śmierci – wzruszający post brytyjskiego taty

Aleksandra Nosarzewska

Studentka V roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS. Jej pasją jest psychologia dziecka oraz pedagogika. Na co dzień współpracuje z dziećmi z zaburzeniami ze spektrum autyzmu.

Dobrostan psychiczny – poznaj wskazówki, jak wspomóc swoje samopoczucie jesienią!

dobrostan psychiczny
fot. 123rf.com

Początek jesieni to wymagający czas dla naszej kondycji fizycznej oraz psychicznej. Zmiany, które pojawiają się wraz z nadejściem jesieni, mogą negatywnie wpłynąć na samopoczucie i motywację. Istotna jest w związku z tym świadomość działań, które mogą pomóc wspierać nasz dobrostan psychiczny.

Czym jest dobrostan psychiczny?

Określany jest jako doświadczanie wysokiej satysfakcji oraz spełnienia w życiu, przez przeżywanie pozytywnych emocji, które występują częściej niż nieprzyjemne doznania i nastroje. Dobrostan psychiczny można osiągnąć na każdym etapie swojego życia. Osoby, które odczuwają wysoki poziom dobrostanu wykazują się w życiu większą motywacją oraz efektywnością. W literaturze poświęconej psychologii, można odnaleźć sześć elementów dobrostanu, na które składają się:

  • samoakceptacja,
  • cel w życiu,
  • rozwój osobisty,
  • autonomia,
  • panowanie na otoczeniem,
  • utrzymywanie pozytywnych relacji z innymi osobami.

 

Zobacz też: “Łatwo jest przypiąć komuś łatkę lenia albo pustej lali” – Kaya Szulczewska i Ciałopozytyw! Czy soma już całkiem zgubiła psyche?!

Dlaczego dobrostan psychiczny jest tak ważny?

Świadomość swojego zdrowia psychicznego oraz praca nad zwiększaniem dobrostanu wpływają pozytywnie na wszystkie aspekty życia. Jak wskazują badania, im większe poczucie dobrostanu, tym większe poziom energii oraz motywacja do działania. Dobrostan sprzyja budowaniu relacji społecznych. Podwyższa poczucie własnej wartości. Wzmacnia sprawczość, pobudza myślenie kreatywne oraz służy rozwiązywaniu problemów. Wspieranie dobrostanu psychicznego wpływa również na zdrowie fizyczne, poprzez uodparnianie układu immunologicznego.

Jak wspierać dobrostan psychiczny?

Nie istnieje uniwersalna metoda, gwarantująca osiągnięcie wysokiego poziomu dobrostanu. Niemniej należy pamiętać, że pracowanie nad samym sobą zawsze przynosi pozytywne rezultaty.

Budowanie umiejętności wsłuchiwania się we własne ciało oraz duszę jest początkiem przewartościowania życia i stawiania siebie na pierwszym miejscu. Aby wzmacniać w sobie te części pamiętajmy o:

  • samoakceptacji, która zwiększa zrozumienie własnych zalet oraz wad.
  • stawianiu sobie celów oraz realizacji założonych planów, w czym pomocna może być metoda SMART (więcej o niej przeczytasz TUTAJ). Formułowanie zadań nadaje sens oraz pobudza motywację do działania.
  • dbaniu o rozwój osobisty poprzez pielęgnowanie nabytych kompetencji oraz poszerzanie ich o nowe doświadczenia.
  • budowaniu relacji społecznych przy jednoczesnym zaznaczaniu własnej autonomii.

 

Zobacz też: Jak oswoić stres?

Aleksandra Nosarzewska

Studentka V roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS. Jej pasją jest psychologia dziecka oraz pedagogika. Na co dzień współpracuje z dziećmi z zaburzeniami ze spektrum autyzmu.

Czy wiesz, jak gra na instrumencie wpływa na dzieci? To może zaskoczyć!

gra na instrumencie

Neurolodzy odkryli, że gra na instrumencie korzystnie wpływa na rozwój mózgu dziecka. Dzieci wyszkolone muzycznie mają lepszą pamięć, są uważniejsze i bardziej kreatywne. Wyniki przeprowadzonego badania zostały opublikowane w czasopiśmie Frontiers in Neuroscience.

Gra na instrumencie vs pamięć robocza dziecka

Zespół kierowany przez dr Leonie Kausel, skrzypaczkę i neurobiolog, przetestował uwagę i pamięć roboczą dzieci. W badaniu udział wzięło 40 chilijskich dzieci w wieku od 10 do 13 lat – 20 z nich przez co najmniej dwa lata grało na instrumencie – ćwiczyło co najmniej 2 godziny tygodniowo i regularnie grało w orkiestrze lub zespole. Z kolei dwadzieścia dzieci z grupy kontrolnej nie miało żadnego wykształcenia muzycznego poza szkolnym programem nauczania.

Ich uwagę i pamięć roboczą oceniono za pomocą wcześniej opracowanego i sprawdzonego „zadania bimodalnej (słuchowo-wizualnej) uwagi i pamięci roboczej”. Naukowcy monitorowali aktywność mózgu dzieci za pomocą funkcjonalnego rezonansu magnetycznego, wykrywając nawet niewielkie zmiany w przepływie krwi w mózgu.

Zobacz też: Zabawa lalkami Barbie aktywuje u dzieci obszary mózgu związane z… – sprawdź, co pokazują badania!

Jak przebiegało badanie?

Dzieci zostały poproszone, aby skupiły się na jednym, obu lub żadnym bodźcu z pary – abstrakcyjnej figurze i krótkiej melodii, które prezentowane były jednocześnie przez 4 s – była to tak zwana „faza kodowania”. Dwie sekundy później dzieci zostały poproszone o przypomnienie sobie tego co widziały i słyszały „faza odzyskiwania pamięci”.  Naukowcy zmierzyli również dokładność odpowiedzi i czas reakcji.

Co się okazało? Pomiędzy dziećmi z dwóch grup nie zaobserwowano różnicy pod względem czasu reakcji. Jednak dzieci wyszkolone muzycznie znacznie lepiej radziły sobie z zadaniem pamięciowym.

Zatem przeprowadzone badanie dowodzi, że powinniśmy zapisywać dzieci na zajęcia muzyczne?

Oczywiście, poleciłabym. Uważam jednak, że rodzice powinni zapisywać swoje dzieci na zajęcia muzyczne nie tylko dlatego, że oczekują, że pomoże im to w poprawie ich funkcji poznawczych, ale także dlatego, że jest to również aktywność, która zapewni im radość i możliwość uczenia się uniwersalnego języka muzyki – mówi dr Leonie Kausel, którą cytuje portal News Medical

Źródło: News Medical

Zabawa lalkami Barbie aktywuje u dzieci obszary mózgu związane z… – sprawdź, co pokazują badania!

Barbie
fot. pixabay.com

Najnowsze badania przeprowadzone przez zespół neurobiologów z Cardiff University, we współpracy z marką Barbie, wykazały, że zabawa lalkami aktywuje obszary mózgu, które umożliwiają dzieciom rozwijanie empatii i umiejętności przetwarzania informacji społecznych.

Zabawa lalkami Barbie pod lupą

W trwającym 18 miesięcy badaniu monitorowano podczas zabawy lalkami aktywność mózgu 33 dzieci w wieku od czterech do ośmiu lat,. Do przeprowadzenia badania naukowcy wykorzystali technologię neuroobrazowania, która dostarczyła im cennych informacji na temat korzyści płynących z zabawy lalkami Barbie.

Badacze monitorując aktywność mózgu dzieci podczas zabawy lalkami odkryli, że tylna górna bruzda skroniowa (pSTS), obszar mózgu związany z przetwarzaniem informacji społecznych – takich jak np. empatia – uaktywniał się nawet wtedy, gdy dziecko bawiło się samodzielnie. 

Używamy tego obszaru mózgu, kiedy myślimy o innych ludziach, zwłaszcza gdy myślimy o myślach lub uczuciach innej osoby. Lalki zachęcają do tworzenia własnych wyimaginowanych światów, w przeciwieństwie do rozwiązywania problemów lub budowania gier. Zachęcają dzieci do myślenia o innych ludziach i ich wzajemnych interakcjach – powiedziała kierowniczka badań, dr Sarah Gerson.

Ponadto zabawę dzieci podzielono na różne sekcje – tak, aby zespół z Cardiff mógł osobno rejestrować aktywność mózgu związaną z innymi rodzajami zabawy: samodzielna zabawa lalkami, zabawa lalkami z drugą osobą, samodzielna gra na tablecie oraz gra na tablecie z inną osobą. Użyte lalki obejmowały różnorodną gamę lalek Barbie i zestawów do zabawy, a zabawa na tablecie została przeprowadzona przy użyciu gier, które pozwalają dzieciom angażować się w otwartą i kreatywną zabawę, aby zapewnić podobne wrażenia z zabawy jak zabawa lalkami.

Zobacz też: Współczujące niemowlaki – czy empatia jest wrodzona?

Co się okazało? Wyniki badania dowodzą, że dzieci bawiące się same lalkami, wykazywały taki sam poziom aktywacji pSTS, jak podczas zabawy z innymi. Ponadto aktywacja pSTS u dzieci samodzielnie grających na tabletach, była znacznie mniejsza, pomimo iż gry zawierały znaczny element twórczy.

Globalna ankieta – lepsze zrozumienie odkrycia neuronauki

Aby jeszcze lepiej zrozumieć odkrycie neuronauki, Barbie zleciło globalną ankietę, w której wzięło udział ponad 15 000 rodziców dzieci z 22. krajów. Wyniki pokazały, że 91 proc. rodziców uznało empatię za kluczową umiejętność społeczną, którą chcieliby, aby ich dziecko rozwijało, ale tylko 26 proc. było świadomych, że zabawa lalkami może pomóc dziecku rozwinąć te umiejętności.

„Jako liderzy w kategorii lalek zawsze wiedzieliśmy, że zabawa lalkami ma pozytywny wpływ na dzieci, ale do tej pory nie dysponowaliśmy danymi neuronaukowymi, które potwierdzałyby te korzyści” – powiedziała Lisa McKnight, globalny szef Barbie.

Źródło: mojo-nation.com

Zobacz też: Empatia w rodzicielstwie. Skąd wynika nasze poczucie winy?