Przejdź do treści

Droga do bliskości

Prawda, szacunek i trwała miłość w związku

Pia Melody w swojej najnowszej książce uczy, jak wyzwolić się z toksycznych związków i w jaki sposób zbudować bliskość, której tak bardzo potrzebujemy. Jej wskazówki to prawdziwa droga do samouzdrowienia siebie i naszych relacji.

Wybitna amerykańska psychoterapeutka zachęca do duchowego rozwoju – bez tego nie będziemy potrafili stworzyć opartego na miłości i zaufaniu związku. Prawda może nas uzdrowić, bo kiedy poznajemy prawdę o sobie samych, poznajemy swoją wrodzoną, wewnętrzną wartość. Kiedy wchodzimy w relację z drogim człowiekiem, powinniśmy być gotowi na przyjęcie prawdy o naszym partnerze i uszanować (lub pokochać) jego wewnętrzną wartość bez względu na jego zachowanie.

Oto kilka kroków do naprawy siebie i swojego związku:

1. Kiedy godzimy się na życie w prawdzie, odzyskujemy utracony porządek i możemy funkcjonować w tym, co autorka nazywa Wyższą Siłą.

W tej duchowej ścieżce nie chodzi o dobro, tylko o znalezienie prawdy – jeśli żyjemy w kłamstwie, zbaczamy z drogi. Mówiąc prawdę sobie i innym, automatycznie przenosimy się tam, gdzie działa Wyższa Siła. Tylko pogodzenie się ze sobą może pozwolić na to, abyśmy byli spełnioną istotą ludzką

 2.  Wyznaczanie zdrowych granic służy temu, aby stworzyć zdrowe związki i zdrową intymność.

Granice są psychologicznymi punktami naszej drogi, w których potrafimy wypowiedzieć prawdę o sobie, a ta informacja dociera do nas, kiedy jesteśmy w dobrze funkcjonującym związku. Niewłaściwe jest branie odpowiedzialności za to, co dzieje się z ciałem, myślami, emocjami i wyborami innych, jednocześnie niewłaściwe jest winienie innych za to, co dzieje się z naszymi ciałem, myślami, emocjami i wyborami.

Zobacz też: 5 mechanizmów obronnych, które większość z nas stosuje. .Jak mogą wpłynąć na związek?

3. Wszystkie traumy biorą się z uprzedmiotowienia dziecka lub z fałszywego poczucia posiadania silnej pozycji w rodzinie.

Z właściwej drogi schodzimy w różny sposób, ale często dzieje się tak z powodu traumy, przeżytej w dzieciństwie. Toksyczny rodzic zawstydza dziecko, uciszając je, niwelując w ten sposób jej lub jego zewnętrzne objawy stresu – co prowadzi do uprzedmiotowienia dziecka. Często dziecko przejmuje rolę rodzica, co prowadzi do fałszywego poczucia posiadania silnej pozycji w rodzinie.

4. Brak hamulców jest często przyczyną zaburzonego związku.

Stajemy się dysfunkcjonalni, jeśli nie potrafimy przyjąć energii,, która ukrywa się za zdrowymi granicami lub przefiltrować przychodzącą energię innych poprzez zdrowe granice. Kiedy stajemy się osobą bez żadnych zahamowań, pozwalamy na przejmowanie zbyt dużej ilości energii lub dajemy jej zbyt dużo drugiej osobie. Zdrowy związek i prawdziwa intymność jest możliwa tylko wtedy, kiedy mamy do czynienia ze zdrowymi granicami.

5. 5 podstawowych atrybutów prawdziwego dziecka, koncentruje się na następujących wartościach: wrażliwości, powstawaniu rozumu, zależności, odpowiedniej niedojrzałości, żywiołowości.

Dojrzały rodzic jest przewodnikiem dziecka na drodze właściwego wyrażania siebie oraz rozwoju poprzez każdy z powyższych atrybutów poprzez postawienie granic, co pozwoli na autentyczny rozwój dziecka.

6. Podstawą zdrowych granic jest poczucie własnej wartości, co jest także niezbędnym dobrego rodzicielstwa.

Zobacz też: Co nas uszczęśliwia? Relacje, relacje, relacje! PSYCHOLOGIA

Nawet jeżeli twoje dzieciństwo nie było szczęśliwe, możesz nauczyć się budować zdrowe granice, zdrowe poczucie własnej wartości. To będzie wymagało zaopiekowanie się twoim wewnętrznym dzieckiem i skupieniu się na uleczeniu emocjonalnych ran, spowodowanych traumą dzieciństwa (mobing w szkole, molestowanie, zaniedbanie etc.)

 7. Dobry związek wymaga dzielenia się własną prawdą z inną osobą, mówienia i słuchania.

Niezagojone traumy powodują, że wracamy do rodzinnych ról: zagubionego dziecka, bohatera, substytutu partnera, substytutu rodzica, rodzinnego terapeuty, synka mamy/córeczki taty. Myślimy, że taka jest rzeczywistość. Potrzeba prawdziwej wiary w siebie, aby zamknąć przeszłość i zacząć budować zdrowe relacje.

Wyd. Czarna Owca

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Tabletka antykoncepcyjna dla mężczyzn coraz bliżej – zakończyła się I faza badań klinicznych

Tabletka antykoncepcyjna dla mężczyzn coraz bliżej - zakończyła się I faza badań klinicznych
fot.Pixabay

Pierwsza faza badań klinicznych nad męską tabletką antykoncepcyjną prowadzona była na Uniwersytecie Medycznym w Waszyngtonie i zakończyła się sukcesem.

Zobacz też: Szczepionka MMR nie powoduje autyzmu – nowe dowody naukowe

Jak działa tabletka antykoncepcyjna dla mężczyzn?

Tabletka antykoncepcyjna dla mężczyzn zawiera substancję czynną, która naśladuje działanie androgenów (głównie testosteronu) w kombinacji z progesteronem. Dowiedziono, że lek o nazwie 11-beta-MNTDC obniża poziom hormonów LH i FSH, które odpowiedzialne są za produkcję spermy.

Naukowcy przebadali 40 zdrowych mężczyzn z prawidłowymi wynikami badań nasienia. Mężczyźni zażywali jedną tabletkę dziennie przez 28 dni, część mężczyzn otrzymywała 200mg substancji, część 400mg. Ich wyniki badań krwi i nasienia po tym czasie porównano z wynikami badań grupy kontrolnej, która zażywała placebo – substancję obojętną. Celem badania było przede wszystkim sprawdzenie, czy 11-beta-MNTDC jest bezpieczna. Długotrwałych, poważnych skutków ubocznych nie odnotowano, tabletka była dobrze tolerowana i przeszła test bezpieczeństwa.

Jedyne skutki uboczne, które pojawiły się u mężczyzn zażywających zarówno mniejszą jak i większą dawkę 11-beta-MNTDC, to ból głowy, trądzik i uczucie zmęczenia.

Po odstawieniu tabletki antykoncepcyjnej poziom hormonów u mężczyzn wracał do normy – działanie obniżające jakość nasienia jest odwracalne, podobnie jak działanie tabletek antykoncepcyjnych dla kobiet.

Zobacz też: Lybrido, czylil Viagra dla kobiet – w trosce o kobiece libido

Kiedy tabletka antykoncepcyjna dla mężczyzn wejdzie na rynek?

Badacze planują dalsze badania, w których zamierzają sprawdzić długotrwałą skuteczność tabletki antykoncepcyjnej u czynnych seksualnie par.

Celem jest znalezienie substancji, która będzie gwarantowała skuteczność antykoncepcji, przy minimalnym działaniu nieporządanym. Pracujemy równolegle nad dwoma preparatami ( 11-beta-MNTDC i DMAU) oraz nad najepszą dawką, które pozwolą osiągnąć oczekiwane efekty – mówiła magazynowi Drug Development profesor Stephanie Page z Uniwersytetu Waszyngtońskiego, kierowniczka badań.

– Badania nad DMAU, które przeprowadziliśmy w zeszłym roku, wykazały, że ta substancja również ma szansę stać się skutecznym środkiem antykoncepcyjnym dla mężczyzn i będziemy ją badać dalej –  mówiła profesor.

Wejścia tabletek antykoncepcyjnych dla mężczyzn na rynek możemy spodziewac się za około 10 lat.

Zobacz też: “Szczepimy bo myślimy” – obywatelska inicjatywa na rzecz obowiązkowych szczepień

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

Nie bójmy się menopauzy

M jak menopauza
Menopauza to ustanie miesiączkowania w wyniku nieodwracalnej utraty aktywności jajników. – Fot. Pixabay

Menopauza. Ciągle temat tabu w naszym kraju, chociaż to naturalna faza cyklu życia. Objawy towarzyszące mogą być uciążliwe, jednak wcześniejsze zadbanie o siebie może je zmniejszyć lub zupełnie wyeliminować.

Menopauza to ostateczne ustanie miesiączkowania w wyniku nieodwracalnej utraty aktywności jajników. Jest to ostatnia w życiu kobiety miesiączka, po której nie obserwujemy krwawienia przez kolejne 12 miesięcy. Średni wiek to 50 – 52 lata, ale wczesna menopauza u kobiet około 45 roku życia, występuje u prawie 10% kobiet.

Zobacz też: Wypadanie włosów. Problem mężczyzn i kobiet. Jakie mogą być przyczyny?

Tyle statystyka, jednak kobiety bardziej interesuje indywidualna strona tego etapu. Poznanie własnego ciała, odpowiednie badania czyli przede wszystkim wiedza, pozwolą na przejście menopauzy bez objawów uprzykrzających życie takich jak: uderzenia gorąca, brak snu, depresja czy inne  dolegliwości. Właśnie ukazały się dwie książki na ten temat.

„Czy mnie się wydaje, czy tu jest bardzo gorąco. Nie bój się menopauzy” napisały dwie Hiszpanki, dziennikarki, – Charo Izquierdo i Laura Ruiz de Galarreta.

„Pora, by każdy z nas zrozumiał, że nic złego się z nami nie dzieje i nie jesteśmy histeryczkami. Każdą z nas czeka nowe życie. Owszem, czasem może być wyzwaniem, ale za to otworzy przed nami bramy do niepowtarzalnego okresu dojrzałości i bogactwa przeżyć. I nie jest to pocieszenie, ale prawda. Bo podczas menopauzy można cieszyć się życiem” – piszą. Nic dodać, nic ująć, chociaż zamiast „można”, zamieniamy na „trzeba” lub „powinnyśmy”. To poradnik, w którym kobiety dowiedzą się, że menopauza nie wiąże się z podupadaniem na zdrowiu, chociaż „profil zdrowotny ulega pewnym zmianom”, tylko z zawirowaniem hormonalnym, które przy odpowiednim podejściu i przy właściwej wiedzy, można uspokoić. Jak się odżywiać, dlaczego warto się ruszać i uprawiać seks, a nie warto pić alkoholu, zbyt dużo kawy i palić papierosów. I jak powtarzają autorki – brak menstruacji nie oznacza starości i końca życia.

Zobacz też: Ciemna strona kawy

„Menopauza. Zmiana na lepsze” to poradnik, który został napisany przez Henpicked, internetową społeczność brytyjskich kobiet. Wykorzystano w nim porady i informacje uzyskane od ekspertów w dziedzinie zdrowia kobiet oraz menopauzy. Jak piszą autorki – „naszym celem jest obiektywne przedstawienie szerokiego wachlarza opcji i opinii. Wybór należy do ciebie i gorąco zachęcamy, abyś dodatkowo poszerzyła wiedzę na wszystkie tematy, które cię zainteresują. Opinie i porady poszczególnych ekspertów mogą się niekiedy różnić – to ty musisz zdecydować, którą drogę wybrać”. Co to znaczy? Czytelniczki tej książki (podobnie jak poprzedniej) poznają różne rodzaje wsparcia – od HTZ (hormonalna terapia zastępcza) po naturalne metody – i dzielą się swoimi doświadczeniami. Wiadomo – w grupie raźniej.

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Dlaczego zdecydowałam się na dziecko? Z pamiętnika młodej mamy

Dlaczego zdecydowałam się na dziecko?
W zależności od dnia tygodnia spacerujemy po osiedlu, idziemy po zakupy lub wsiadamy do autobusu i jedziemy na zajęcia – fot. Fotolia

Nigdy nie marzyłam o tym, aby zostać mamą. Wręcz przeciwnie – kojarzyło mi się to z niewolą domową, wiecznym niewyspaniem, ciągle płaczącym niemowlakiem i odmóżdżoną matką-wariatką. Zero radości z życia oraz wizji „lukrowanego” macierzyństwa. Nie marzyłam o słodkim dzidziusiu, a do dzieci koleżanek uśmiechałam się z obowiązku, aby świeżo upieczonym mamusiom nie było przykro. Obecnie jestem mamą 6-miesięcznej córeczki Larysy i stwierdzam, że bycie mamą wcale nie jest takie złe!

Pewnego dnia koleżanka zapytała mnie: – Jak się czujesz w roli mamy? – Dobrze, dziękuję – odpowiedziałam bez namysłu.

To z pozoru proste pytanie i moja grzecznościowa odpowiedź dały mi wiele do myślenia. Otóż, ja się wcale nie czuję! Nie czuję się matką, ale bardziej jak ktoś, kto dostał pod opiekę niemowlę i zajmuje się nim teraz przez 24 godziny 7 dni w tygodniu. Bycie mamą to nie jest jednorazowy akt, to jest długi proces stawania się, dzień po dniu.

Jak to się stało, że pomimo niechęci do dzieci zaszłam w ciąże i urodziłam dziecko? Chciane, planowane i kochane. Bez namawiania, nacisków rodziny (które oczywiście były, ale nie miały wpływu na moją decyzję), tykania zegara biologicznego itp.

Zobacz też: Rodzic idzie do lekarza, czyli kilka słów o zgubnych skutkach pośpiechu

Dlaczego zdecydowałam się na dziecko?

W pewnym momencie poczułam, że nadszedł TEN czas. Najlepszy na dziecko.

Czerpię z życia pełnymi garściami – pracuję, podróżuję, czytam książki (nałogowo), ćwiczę fitness (czasami), mam grono oddanych przyjaciół. W zeszłym roku wyszłam za mąż za Mariusza, którego znam od 10 lat; właśnie kupiliśmy własne mieszkanie na kredyt. Idealny moment.

Z drugiej strony – trudne relacje rodzinne, choroby i problemy finansowe. Każdy ma swoje ciemne strony i zakamarki, w które nie chce wpuszczać najbliższych.

Zapadła decyzja na TAK. Chcemy mieć dziecko. Chcę doświadczyć w życiu wszystkiego co jest potencjalnie dobre, a posiadanie dziecka takie jest; mimo wielu trudności i niedogodności po drodze. To stworzenie nowego człowieka. No i ta ciekawość jak wymieszają się nasze geny.

Teraz siedzę u ulubionej kawiarni na osiedlu „Słodkie Chwile”. Dziecko śpi smacznie w wózeczku, a ja piję ciepłą kawę i jem pyszne ciasto. Wzięłam ze sobą książkę „Mama wraca do pracy” Adeli Prochyry i najnowszy numer „Polityki”. Cudowne, spokojne chwile.

Przedtem byłam na spacerze dookoła pobliskiego jeziorka i obchodzie ulubionych miejsc na osiedlu, czyli żłobka i przedszkola. Od kiedy mam własne dziecko to lubię patrzeć na inne dzieci, aż sama się sobie dziwie, bo nigdy przedtem najmłodsi nie budzili we mnie takich emocji.

Jakiś czas temu poszłam na pocztę odebrać awizo. Przed wejściem stał wózek dziecięcy. Sam. Odruchowo zajrzałam do środka, aby zerknąć na dzidziusia śpiącego w środku. Po chwili z budynku poczty wybiegła zaniepokojona kobieta z pytaniem: – Co się stało? Czy obudził się?

Zawstydzona uśmiechnęłam się i odparłam, że nic. Chciałam tylko popatrzyć na dzidziusia – pomyślałam.

Zobacz też: A może by tak wyjść bez dziecka? „Ruszyliśmy bez obaw. Niesłusznie, oj jak niesłusznie…”

Jak wygląda mój dzień z dzieckiem?

To zależy od dnia tygodnia. We wtorki chodzimy na pilates do „Mama Ćwiczy”; klubu fitness na Kabatach, gdzie ja ćwiczę, a córeczka bawi się w sali obok pod okiem animatorki. W środy do Multikina na seanse dla mam z dziećmi. Czwartek to dzień w muzeum, dzięki darmowym wejściom zwiedziłyśmy m.in. Zachętę, Polin, Muzeum Etnograficzne i Pałac w Łazienkach. W piątki chodzimy na gordonki, zajęcia umuzykalniające dla najmłodszych, do Domu Kultury Kadr na Mokotowie oraz na kurs Pozytywnej Dyscypliny do Służewskiego Domu Kultury (aby przygotować się na tzw. bunt dwulatka i inne wyzwania rodzicielskie). Weekend spędzamy wspólnie z mężem na wizytach u rodziny i znajomych oraz spacerach po Warszawie z przewodnikiem.

Jak widać nasz każdy dzień, oprócz poniedziałku, jest zaplanowany i wypełniony ciekawymi zajęciami. Czy jest to potrzebne dziecku? Nie wiem. Na pewno jest to niezbędne mi. A dziecko nie narzeka, śpi w wózku kołysane spacerem niezależnie gdzie pójdziemy, lub z ciekawością rozgląda się dookoła. Zauważyłam, że córeczka jest o wiele spokojniejsza i mniej płacze, gdy wyjdziemy z domu; zaś ja jestem o niebo szczęśliwsza, gdy mogę uczestniczyć w zajęciach, robić coś konstruktywnego i spotkać się z innymi ludźmi.

A jak wygląda szara codzienność?

Każdego dnia przy dziecku trzeba wykonać szereg powtarzalnych czynności higienicznych, takich jak karmienie, przewijanie, mycie.

Rano wstajemy zwykle ok. godz. 6.00, czasami jest to 5.00, czasami 7.00, w zależności od „humoru” małego lokatora, który codziennie rano radosnym marudzeniem oznajmia mi, że się wyspał. Po przywitaniu i porannym obchodzie mieszkania, odkładam córeczkę na matę lub do bujaczka, a sama szybko ubieram się, ogarniam i szykuje śniadanie dla nas.

Po posiłku biorę wózek i wychodzimy z domu. W zależności od dnia tygodnia spacerujemy po osiedlu, idziemy po zakupy lub wsiadamy do autobusu i jedziemy na zajęcia – pilates, gordonki, do kina lub muzeum itd. Wracamy do domu ok. godz. 14:00 i czekamy, aż tatuś wróci z pracy. W międzyczasie karmię i przewijam dziecko.

W większości miejsc do których chodzę, jest dobra infrastruktura pro-dzieciowa, typu przewijak w toalecie, a w niektórych centrach handlowych takich jak Galeria Mokotów, Arkadia lub Blue City znajduje się nawet specjalny pokój dla matki z dzieckiem, gdzie można podgrzać butelkę z mlekiem w podgrzewaczu, obiadek w mikrofalówce, oraz nakarmić dziecko piersią w wygodnym fotelu.

Popołudnia spędzamy razem z tatą, w trójkę bawimy się, jemy obiad i oglądamy telewizję. Od czasu do czasu wychodzę sama z domu na dwie godziny do dentysty lub kosmetyczki. Czasami odwiedza nas babcia i pomaga przy dziecku.

O godz. 19:00 rozpoczynamy wieczorny rytuał – kąpiel, masaż oliwką i karmienie. O 20:00 dziecko zwykle już śpi w swoim łóżeczku. Wtedy mamy czas dla siebie, choć zazwyczaj nie trwa on długo, bo zaraz po 21:00 zbieram się do łóżka, gdzie czytam przed snem.

Weekendy wyglądają inaczej. Uwielbiam sobotnie i niedzielne poranki, ponieważ mąż wstaje wtedy rano razem z córeczką  i zabiera ją do drugiego pokoju, więc ja mogę wyspać się bez przeszkód, a następnie wziąć długą kąpiel, na co brakuje mi czasu w tygodniu.

Zobacz też: Podróż z dzieckiem. „Odkąd N. jeździ z nami bierzemy ze sobą kosmiczną ilość walizek”

Czy żałuję zostania mamą?

Na pewno nie! Pomimo ciężkich chwil, frustracji brakiem ciszy i spokoju, mocno ograniczonego czasu dla siebie; dziecko daje coś ważniejszego – sens istnienia i powrót do pierwotnych małych radości oraz zabawy.

Nie czuję się typową mamą, nie jestem kurą domową, nie spędzam czasu jedynie na bezcelowych spacerach i niańczeniu dziecka. Mam własne zainteresowania i pasje, dużo czytam i myślę o powrocie do pracy. Dziecko nie zabrało mi nic z siebie, a dało dużo od siebie. Kocham je i kocham cała moją trzy osobową rodzinę.

Mam nadzieję, że zawsze będziemy tacy szczęśliwi w naszej małej codzienności. 

Alina HRabina

Zawodowo związana z branżą HR. Obecnie na urlopie macierzyńskim. Mieszka w Warszawie, chętnie odbywa podróże małe i duże.

Współczujące niemowlaki – czy empatia jest wrodzona?

Współczujące niemowlaki
Niemowlęta, zanim nauczą się chodzić czy mówić, potrafią ocenić postępowanie innych – Fot. Pixabay

Niemowlęta, zanim nauczą się chodzić czy mówić, potrafią ocenić postępowanie innych jako dobre lub złe, odczuwają empatię i współczucie, pocieszają i odczuwają coś, co nazywa się elementarnym poczuciem sprawiedliwości.

Do takich wniosków doszli naukowcy  z Uniwersytetu Yale analizując wyniki badań z udziałem małych dzieci. Profesor Paul Bloom, psycholog rozwojowy, badał moralność niemowląt i małych dzieci poprzez obserwację ich zachowań.

Jego książka „To tylko dzieci. Narodziny dobra i zła” jest teorią rozwoju moralności, próbą wyjaśnienia wpływu genów i środowiska na to, jakim człowiekiem się stajemy. Kilkudniowe noworodki nie lubią słuchać płaczu innych, najczęściej same wtedy zaczynają płakać. Jak się okazało, nie jest to bezsensowna reakcja na sam dźwięk – niemowlęta płaczą mocniej, kiedy słyszą płacz innego dziecka. Podejrzewa się, że jest to odruch empatii, współodczuwania z dzieckiem, które przeżywa negatywne emocje.

Zobacz też: Twoje dziecko kłamie? To dobry znak

Wrodzona moralność

Wielu naukowców już wcześniej podzielało zdanie Blooma, że zmysł moralny stanowi element naszego naturalnego wyposażenia. Thomas Jefferson pisał: „Zmysł moralny, czyli sumienie, to taka sama część człowieka, jak noga czy ręka. Jest dany wszystkim ludziom, choć u jednych jest silniejszy, a u innych słabszy, tak jak siła członków bywa większa lub mniejsza”.

Czym więc obdarza nas natura od najwcześniejszych lat?

  • zmysłem moralnym – pewną zdolnością do odróżniania dobra i zła,
  • empatią i współczuciem – doświadczaniem cierpienia w obliczu bólu doznawanego przez osoby z naszego otoczenia i pragnienia ulżenia im w tym bólu,
  • elementarnym poczuciem sprawiedliwości – skłanianiem się ku równemu podziałowi zasobów,
  • podstawowym poczuciem prawości – pragnieniem, by dobre uczynki były nagradzane, a złe – karane.

Ta nasza wrodzona dobroć ma jednak swoje granice – bywamy obojętni , czujemy wrogość wobec obcych, często jesteśmy małostkowi i nietolerancyjni. Nasze emocjonalne, instynktowne reakcje, szczególnie wstręt, mogą spowodować straszliwe czyny.

Jak nauczyć dzieci empatii?

Martin Hoffman, amerykański psycholog proponuje rodzicom prosty sposób na rozbudzenie w dziecku empatii. Tę praktykę nazywa indukcją. Polega ona na tym, że jeśli dziecko kogoś skrzywdziło lub niebezpiecznie zbliża się do wyrządzenia komuś krzywdy, rodzic zachęca do przyjęcia roli tej osoby – to empatyczne kuksańce, dzięki którym młodzi ludzie wdrażani są do nawykowego przyjmowania punktu widzenia innych osób. Komunikat, który otrzymują brzmi: nie masz żadnych moralnych przywilejów.

Zobacz też: Przedszkole czy niania? Zobacz, która opcja jest korzystniejsza dla rozwoju dziecka

Często wydaje nam się, że jesteśmy niewolnikami naszych emocji, a nasze moralne sądy i działania są skutkiem mechanizmów, których nie jesteśmy świadomi i nad którymi nie jesteśmy w stanie zapanować. A prawda jest taka, że nasza moralność działa zgoła inaczej – wiemy o tym na podstawie naszego codziennego doświadczenia oraz naukowych odkryć psychologii rozwojowej – twierdzi Paul Bloom.

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.