Przejdź do treści

Działalność przedszkola w czasie epidemii. Czy w epoce koronawirusa trzeba płacić za przedszkole? [PRAWNIK]

Fot: pixabay.com

O ile na pierwszy plan wysuwają się kwestie medyczne związane z epidemią koronawirusa, o tyle nie omijają nas również problemy ściśle praktyczne, szczególnie skutki ekonomiczne sytuacji. Rodzice dzieci przedszkolnych stają przed następującym dylematem: czy w sytuacji, gdy moje dziecko nie chodzi do przedszkola, bo jest ono zamknięte decyzją władz państwowych, mam za przedszkole płacić czy nie? To pytanie nabiera ekonomicznych rumieńców szczególnie wtedy, gdy maluch chodzi do przedszkola prywatnego – a wiadomo, że to sporo kosztuje.

Co na to umowa?

Tego typu dylematy nie pojawią się wówczas, gdy tego rodzaju sytuacje przewiduje umowa. Będą to jednak sporadyczne przypadki. Większość umów funkcjonujących w obrocie nie przewiduje rozwiązań uwzględniających tego rodzaju sytuacje, nie precyzuje co mają wówczas zrobić rodzice czy właściciele placówek. Z jednej strony rodzice zapewne uważają, a przynajmniej część z nich, że skoro dziecko nie chodzi do przedszkola, a więc nie korzysta z usług opiekuńczych, to nie ma powodu, by opłacać czesne. Należy jednak pamiętać, że z drugiej strony właściciele przedszkoli muszą opłacać rachunki, pensje pracowników czy inne opłaty, aby utrzymać gotowość do podjęcia się opieki na dziećmi, po tym jak stan zagrożenia ustanie. Inspiracją do podjęcia tego tematu i rozważenia jego prawnych aspektów był fakt, że dotarły do mnie opinie, że w obecnej sytuacji rodzice mają po pierwsze prawo żądać zwrotu czesnego, po drugie zaś nie muszą opłacać go w kolejnych miesiącach, do czasu ustania stanu zagrożenia. Moim zdaniem z prawnego punktu widzenia sprawa jest nieco bardziej skomplikowana, a analiza sytuacji prowadzi do wniosku, że przytoczone poglądy rodziców przedszkolaków są nieprawidłowe.

Przyjrzyjmy się zagadnieniu nieco bardziej szczegółowo. W pierwszej kolejności należy ocenić z jakiego rodzaju umową – pod względem cywilistycznym – mamy tu do czynienia. Umowę o świadczenie usług opiekuńczych w placówce przedszkolnej należy zakwalifikować jako tzw. umowę wzajemną, gdyż świadczenie każdej ze stron jest odpowiednikiem świadczenia drugiej strony. Zapewne  pogląd, że rodzice mogą żądać zwrotu czesnego i nie płacić go za miesiące kolejne wynika z założenia, że świadczenie właścicieli przedszkola polega jedynie na sprawowaniu opieki nad dziećmi, zaś świadczeniem rodziców jest zapłata czesnego w odpowiedniej wysokości. Takie założenie pozwala na konkluzję, że skoro świadczenie opieki nad dziećmi przez przedszkole stało się niemożliwe do spełnienia na skutek okoliczności, za które żadna ze stron umowy, tj. ani przedszkole ani rodzice, nie ponosi odpowiedzialności (bo wynika ono z decyzji władz państwowych), to na podstawie art. 495 par. 1 Kodeksu cywilnego strona, która miała to świadczenie spełnić – czyli w tym przypadku przedszkole – nie może żądać świadczenia wzajemnego (tj. zapłaty czesnego), a jeśli je otrzymała, obowiązana jest do zwrotu według przepisów o bezpodstawnym wzbogaceniu.

Przedszkole w czasie epidemii – jego gotowość do opieki

Wydaje się jednak, że zagadnienie to jest bardziej złożone i nie tak oczywiste. W mojej ocenie świadczenie właścicieli przedszkola nie polega jedynie na sprawowaniu opieki nad dziećmi, ale również – co bardzo istotne – na pozostawaniu w gotowości do sprawowania tej opieki, a zatem ma charakter bardziej złożony. Jeżeli przyjmiemy, że świadczenie właścicieli przedszkoli ma ten złożony charakter, tzn. składa się z dwóch wymienionych elementów (sprawowanie opieki, pozostawanie w gotowości do sprawowania opieki), to wówczas zastosowanie powinien znaleźć art. 495 par. 2 Kodeksu cywilnego, zgodnie z którym: „Jeżeli świadczenie jednej ze stron stało się niemożliwe tylko częściowo, strona traci prawo do odpowiedniej części świadczenia wzajemnego”, a więc – w omawianym przypadku – do odpowiedniej wysokości czesnego.

Pojawia się pytanie co w takiej sytuacji mogą zrobić rodzice, którzy uważają, że ta część świadczenia w postaci pozostawania w gotowości do sprawowania opieki nie ma dla nich znaczenia z punktu widzenia zamierzonego celu umowy z przedszkolem, a mówiąc skrótowo, że to ich nie interesuje, a skoro przedszkole nie sprawuje opieki nad ich latoroślą, to w ogóle nie będą płacić czesnego. W takiej sytuacji rodzice ci powinni skorzystać z uprawnienia wynikającego ze zdania drugiego art. 495 par. 2 Kodeksu cywilnego, zgodnie z którym mogą wówczas od umowy odstąpić (mówiąc potocznie, zrezygnować z niej), argumentując to tym, że samo pozostawanie przedszkola w gotowości do sprawowania opieki nie jest dla nich satysfakcjonujące ze względu na cel umowy oraz –  ogólnie – właściwości tego zobowiązania. Konkludując, rodzice, którzy uważają, że w obecnej sytuacji nie chcą ponosić kosztów czesnego, mają możliwość zakończenia współpracy z przedszkolem.

Zobacz też: Koronawirus – co należy o nim wiedzieć?

Perspektywa przyszłości

Byłbym jednak bardzo ostrożny przy korzystaniu z tego uprawnienia, gdyż należy pamiętać, że jeżeli po ponownym otwarciu placówek rodzice będą chcieli, aby ich dziecko powróciło do tego samego przedszkola, będą musieli zawrzeć z placówką nową umowę, a nie jest oczywiste czy wtedy będzie jeszcze dla ich pociechy miejsce. W skrajnych przypadkach może okazać się, że przedszkole przestało istnieć, gdyż jego właściciel nie udźwignął ciężaru ekonomicznego prowadzenia placówki, która nie zarabia, a generuje koszty.

Pytanie, co ma zrobić właściciel przedszkola w sytuacji, gdy rodzice nie płacą tej części czesnego, która jest zapłatą za pozostawanie placówki w gotowości do sprawowania opieki. Oczywiście może windykować tego rodzaju należności, choć raczej będzie to ostateczność w tego rodzaju stosunkach. Właściciel przedszkola może również odstąpić od umowy z powodu nieopłacania czesnego przez rodziców, tak aby zwolnić zajmowane miejsce w przedszkolu, licząc na to, że pozyska nowego podopiecznego.

Racjonalne podejście przede wszystkim

Podsumowując, należy stwierdzić, że obecna sytuacja, w jakiej znaleźli się zarówno rodzice, jak i właściciele wielu małych przedszkoli nie należy do łatwych i wymaga zrozumienia argumentów każdej ze stron. W dzisiejszym stanie rzeczy, w przypadku, gdy umowy nie regulują w sposób szczególny tego rodzaju sytuacji, rekomenduję podjęcie przez właścicieli przedszkoli starań w celu ustalenia odpowiedniej wysokości czesnego, odpowiedniej tzn. takiej, która pozwoli im na pozostawanie przedszkola w gotowości do sprawowania opieki. Chodzi tu o ustalenie takiej kwoty, która będzie wystarczająca na pokrycie niezbędnych kosztów stałych, w tym pensji pracowników, czynszu, mediów czy innych opłat niezbędnych do funkcjonowania przedszkola. Rodzicom przedszkolaków rekomenduję podejście ze zrozumieniem, że w jakiejś części powinni ponosić opłaty za przedszkole, aby po zakończeniu obecnego okresu chaosu ich pociechy miały dokąd wrócić. Jeżeli bowiem właściciele przedszkoli będą zmuszeni do zamknięcia swoich placówek, pojawi się poważny problem ze  znalezieniem nowego miejsca dla maluchów.

Na zakończenie chcę podkreślić, że – abstrahując od powyższej interpretacji prawnej wynikającej z praktycznych problemów, jakie przynosi obecny czas „wstrzymania świata” – zawsze w pierwszej kolejności należy brać pod uwagę postanowienia umowne, a dopiero w sytuacji, gdy nie dają one odpowiedzi na wszystkie nurtujące nas pytania, powinniśmy poszukiwać rozwiązań w przepisach ogólnych. W moim przekonaniu przedstawiona w niniejszym artykule prawna ocena bieżącej sytuacji związanej z opieką przedszkolną skłania się ku wyważeniu interesów obydwu stron:  zarówno rodziców, jak i właścicieli przedszkoli. Bez wzajemnego zrozumienia może dojść bowiem do jeszcze większego chaosu wówczas, gdy świat zacznie wracać do normalności.

Szymon Zięba – radca prawny, członek Okręgowej Izby Radców Prawnych w Warszawie, w której również ukończył aplikację radcowską pod patronatem Mecenas Joanny Hetman – Krajewskiej.

Kancelaria Prawnicza PATRIMONIUM w Warszawie.

 

 

 

 

 

Zobacz też: „Chcę się rozwieść!” – rozwód czy separacja? [EKSPERTKA]

Redakcja

Portal o rodzinie.

Witaminy a zdrowie psychiczne – o czym musisz pamiętać w swojej diecie?

Witaminy a zdrowie psychiczne
Fot: ra2studio / 123RF

Powszechnie wiadomo, że niedobór witamin źle wpływa na organizm. Okazuje się jednak, że skutki tego niedostatku mogą negatywnie oddziaływać również na ludzką psychikę.

Witaminy vs. zdrowie układu nerwowego i psychiki

Warto zdawać sobie sprawę z tego, jak duże znaczenie dla funkcjonowania ludzkiego umysłu mają witaminy. Przykładowo, witamina D pozytywnie wpływa na ponad 1000 genów odpowiedzialnych za samopoczucie, sen, motywację oraz pamięć. Co więcej, wspomaga wydzielanie dopaminy i serotoniny w mózgu, czyli tzw. hormonów szczęścia. Łatwo stąd wysnuć wniosek, że niedostateczna ilość witaminy D w organizmie sprzyja depresji i poirytowaniu. Podobne, równie niepożądane skutki, wywołuje niedobór witaminy B12. Odgrywa ona ważną rolę przy powstawaniu czerwonych krwinek, które „transportują” tlen; gdy komórki otrzymują go zbyt mało, człowiekowi stale towarzyszy m.in. poczucie zmęczenia, nawet jeśli jest wyspany.

Witamina B6 także ma niebagatelne znaczenie dla prawidłowego funkcjonowania mózgu i układu nerwowego. Dzieje się tak, ponieważ bierze udział w tworzeniu wielu neuroprzekaźników, takich jak wspomniana już serotonina.

Oczywiście wpływ wszystkich wymienionych witamin na organizm jest znacznie większy. Gdy którejś brakuje – ciało zwykle nas o tym informuje. Wysypka, zmiany koloru skóry, wypadanie włosów, bóle mięśni, kości, pleców, obniżona odporność… objawów jest wiele. Zdrowa, zbilansowana dieta pozwala ich uniknąć i stanowi naturalną alternatywę dla suplementacji, której z kolei nie warto przeceniać. Fakt, że ktoś zmaga się z depresją, nie musi być spowodowany brakiem witamin. Kupiona w aptece multiwitamina nie jest cudownym remedium na wszelkie problemy z nastrojem, może jedynie wspomóc naturalne procesy zachodzące w ludzkim ciele. Te zaś w największej mierze zależą od trybu życia.

Minerały idą z pomocą!

Oprócz witamin istnieje jeszcze szereg minerałów niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania organizmu. W kontekście zdrowia psychicznego warto wyróżnić chociażby magnez, który pomaga w redukcji stresu, obniża nerwowość, a także poprawia koncentrację. Z tego powodu zaleca się go osobom wykonującym pracę umysłową.

Również cynk sprawia, że łatwiej skupić się na wykonywanym zadaniu. Gdy człowiekowi brakuje tego pierwiastka, męczą go stany apatii. Trudniej mu też zapamiętywać nowe informacje, ponieważ cynk odgrywa ważną rolę w komunikacji zachodzącej między neuronami.

Żelazo z kolei – tak jak witamina B12 – jest niezbędne w procesie „dystrybucji” tlenu do poszczególnych narządów i komórek ciała. Przyczynia się także do powstawania wspomnianych już hormonów, serotoniny i dopaminy. Oprócz witamin i minerałów warto spożywać także kwasy Omega-3, wspomagające prawidłową pracę mózgu – na zdrowie!

Zobacz też: Kwasy omega-3 – sposób na odporność! Co musisz o nich wiedzieć i gdzie możesz je znaleźć?

Na podstawie: huffpost.com

Bartosz Jaster

Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonat i badacz historii, miłośnik literatury faktu. Członek Fundacji Rozszczepowe Marzenia, niosącej pomoc dzieciom z wadami wrodzonymi.

Chroń psyche w czasach zarazy – apelują psychiatrzy!

Chroń psyche w czasach zarazy
#chronpsyche_wczasachzarazy – || Fot. 123RF

„Żarty się skończyły, kolejne próby samobójcze! DOŚĆ. MÓWIĘ DOŚĆ! Wszyscy już wiedzą #zostanwdomu” – alarmuje na swoim Instagramowym profilu dr Maja Herman, specjalistka psychiatrii i psychoterapeutka. Pozostawanie w izolacji i sianie paniki to znakomity sposób, aby „oszaleć”. Czy są jakieś metody na zachowanie normalności w tych… nienormalnych czasach?

Panika może być groźniejsza od koronawirusa. Przedłużający się stres, lęk i hormony z nimi związane mają negatywny wpływ na naszą odporność. Sytuacja jest szczególnie trudna dla osób z zaburzeniami psychicznymi, które mają problem z adaptacją do zmieniających się warunków.

Dr Maja Herman apeluje, aby wziąć się za siebie, ponieważ grozi nam „apokalipsa paniki”. Ludzie zarażają się strachem tak samo jak wirusami.

Jak możemy sobie pomóc?

Dr Maja Herman zwraca uwagę na leczniczą funkcję humoru. Zamiast śledzenia non stop wiadomości z frontu walki z COVID-19 radzi oglądanie programów, które bawią i cieszą, oraz dzielenie się w mediach radosnymi newsami  (np. jak @dr_anna_wasiewicz, która puszcza muzykę z balkonu).

Źródło i więcej pomocnych treści:

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Maja Herman🧠🦢 (@maja_herman_amici)

Pomocne wskazówki, jak przetrwać ten trudny okres, daje też lek. Aleksandra Pięta, znana w sieci jako psychiatra_ola. Pisze na swoim Instagramie:

➡️ Zachowuj podstawowe zasady higieny.

➡️ Sprawdzaj wiadomości TYLKO Z OFICJALNYCH źródeł: www.gov.pl maksymalnie 2 razy dziennie o stałych porach, tak, żeby nie przegapić ważnych komunikatów.

➡️ Unikaj portali społecznościowych (chyba, że w celach rozrywkowych), portali plotkarskich i innych źródeł szukających sensacji i aktualizujących sytuację CO PÓŁ MINUTY. Naprawdę nie potrzebujesz być aż tak na bieżąco.

➡️ Szukaj rozwiązań problemu i tego jak pomóc, stosuj się do zaleceń i jeśli możesz #zostańwdomu

➡️ Szukaj wsparcia oraz UDZIELAJ GO: zadzwoń do babci, dziadka, mamy, przyjaciółki. Fizyczna izolacja, nie oznacza, że nie możesz utrzymywać innych kontaktów z otoczeniem.

➡️ Jeśli czujesz, że sytuacja Cię przerasta, nie radzisz sobie lub szukasz wsparcia możesz zadzwonić bezpłatnie i całodobowo na LINIĘ WSPARCIA Itaki pod nr 800 70 2222.

➡️ Jeśli cierpisz na zaburzenia lękowe, OCD, depresję lub inne zaburzenie SKORZYSTAJ Z TELEPORADY U PSYCHIATRY lub LEKARZA RODZINNEGO. Każdy z nich może wystawić Ci e-receptę na potrzebne leki np. uspokajające lub nasenne.

Źródło wskazówek:

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Lek. Aleksandra Pięta (@psychiatra_ola)

Zobacz też: Ratunku, moja przyjaciółka chce się zabić. Co robić?

Psychiatryczna pomoc koleżeńska

Jak pisze dr Maja Herman, panika pochłania coraz więcej osób, co najgorsze również z kadry medycznej. Aby temu przeciwdziałać, zainicjowała powstanie na Facebooku grupy konsolidującej środowisko lekarskie pod hasłem #chronpsyche_wczasachzarazy.

Grupa ma na celu pomoc psychologiczną czy to otwartą (posty, dyskusje) czy zamkniętą, rozmowy ze specjalistami. Mamy prawo wszyscy się bać, panika jest wszechobecna i zbiera żniwo, jak widać śmiertelne…a uwierzcie mi, psychiatrce ilość próśb o pomoc od kolegów rośnie z dnia na dzień. Sama już nie daję rady. […] My będziemy dodawać ciekawe treści, rozpoczynać dyskusje. Ale obowiązywać będzie zamordyzm w zakresie siania paniki. #chronpsyche_wczasachzarazy pod tym hasztagiem znajdziecie ciekawe treści na Instagramie również, ale tam już w formie ogólnodostępnej. Jeśli macie ochotę dołączyć, napiszcie do mnie na priv.

Grupa jest dedykowana lekarzom, pielęgniarkom, ratownikom medycznym, diagnostom laboratoryjnym, studentom kierunków medycznych i innym przedstawicielom zawodów medycznych zmagającym się z codziennością związaną z batalią z koronawirusem.

Na grupie obowiązuje zakaz wrzucania newsów, doniesień ze świata i statystyk dotyczących koronawirusa na świecie. Oby jak najszybciej nie były nam już w ogóle potrzebne!

Zobacz też: In vitro i depresja poporodowa – dr Maja Herman opowiada o jej leczeniu

Alina Windyga-Łapińska

Dziennikarka portalu Współczesna Rodzina. Absolwentka resocjalizacji na Uniwersytecie Warszawskim. Kilka lat pracowała w dziale HR zagranicznych firm produkcyjnych, po urlopie macierzyńskim postanowiła nie wracać i zajęła się pisaniem.

Dlaczego tak trudno zdecydować się na terapię?

Dlaczego tak trudno zdecydować się na terapię?
Nie bądź sam ze swoimi problemami.

Często na początku roku obserwujemy wzmożone zainteresowanie różnymi formami wsparcia, które mają prowadzić do zmiany. Początek roku wydaje się dobrym momentem na zmianę. Stwarza nadzieję, że tym razem będzie inaczej, że tym razem coś uda się poprawić, a to, co złe, trudne, czy niepotrzebne zostawić w mijającym roku.

Czasami taka motywacja jest początkiem, na którym da się zbudować coś trwałego. Czasami wystarcza na chwilę. Bywa, że początek roku wydaje się dobrym powodem, by rozpocząć psychoterapię. Wówczas, podobnie jak z innymi noworocznymi powodami, może się ona skończyć równie szybko, jak się zaczęła, zostawiając poczucie, że jednak nic nie można zmienić.

Decyzja, by pójść do psychoterapeuty, zwykle jest bardzo trudna i poprzedzona długim cierpieniem. Podejmowana jest zwykle wówczas, kiedy wszystkie inne środki zawiodły, kiedy objawy nie pozwalają normalnie funkcjonować, kiedy związek się sypie, dziecko cierpi z powodu fobii, nie ma już badań, którym można by się poddać i które tłumaczyłyby objawy.

Zobacz też: Pierwsza wizyta u psychoterapeuty – 3 pytania, których możesz się spodziewać

Dlaczego tak trudno rozpocząć psychoterapię i dlaczego tak trudno sobie pomóc?

1. Powinienem sam sobie poradzić z moimi problemami

Bo przecież „inni” sobie radzą. W naszych fantazjach zawsze są jacyś „inni”, ludzie, których nic nie dotyka, nie wzrusza, którzy sobie „świetnie radzą” z trudnościami. Równie częste jest przekonanie, że leczeniu należy poddawać ciało, nie uczucia i myśli. Leczyć można złamaną nogę. To jest zrozumiałe. Trudniej sobie wyobrazić, że można zmienić to, co dzieje się w głowie. Nawet przy pomocy drugiego człowieka.

Tymczasem psychoterapia jest leczeniem, które przynosi ulgę, ale również dostarcza umiejętności i nowych doświadczeń, na których można budować. Nawet wówczas, kiedy psychoterapia się zakończyła.

2. Inni mają gorzej

Częste jest przekonanie, że psychoterapia jest zarezerwowana dla osób, które mają „prawdziwe” problemy. Pacjenci mówią, że skoro nie mieli – ich zdaniem- trudnego dzieciństwa, nie doświadczyli przemocy, nadużyć, nikt z ich bliskich nie był uzależniony, to ich aktualne kłopoty są niezrozumiałe. I jako takie nie wymagają leczenia, ale silnej woli.

Jednak skutek może – i często bywa – taki, że ludzie zgłaszają się do terapii, kiedy mają już nasilone objawy, utrwalone mechanizmy działania, w określony sposób budują relacje z innymi. Zgłaszają się więc w momencie, kiedy czują się już bardzo źle i kiedy pomóc im jest trudno.

3. Czy kiedykolwiek będę w stanie funkcjonować bez terapii?

Woody Allen przyzwyczaił nas do myśli, że terapia może w zasadzie trwać całe życie. Psychoterapia kojarzona jest z kozetką, obok której siedzi milczący i wycofany analityk. Albo też jako spotkanie dwojga osób, z których jedna wie, jak należy postępować, potrafi udzielać rad, chętnie dzieli się swoją wiedzą, czasami zadaje prace do wykonania w domu. O tym drugim typie terapii łatwiej myśleć jako o bardziej skutecznym i szybciej przynoszącym ulgę. Jednak w pytaniu o to, czy terapia kiedykolwiek się skończy, zdaje się pobrzmiewać lęk przed zależnością. Ale może być  też wynikiem trudności w komunikacji pomiędzy pacjentem a terapeutą. Terapia nigdy nie trwa wiecznie. Pacjent ma prawo ją przerwać w dowolnym momencie, ale też zawsze warto tę decyzję omówić z terapeutą.

4. Czy będę potrafił/a się otworzyć przed obcą osobą?

Terapia jest szczególnym rodzajem rozmowy. Bardzo intymnej, kiedy ujawniane są osobiste sprawy, nierzadko nigdy niewypowiedziane na głos. To może być trudne. Ale równie trudne może być to, że tylko jedna osoba odkrywa się w ten sposób, co może budzić w pacjencie/kliencie dodatkowe napięcie.

Jednak zanim zacznie się ujawniać najbardziej bolesne myśli, pomiędzy pacjentem i terapeutą musi stworzyć się bezpieczna więź, a przynajmniej pojawić się poczucie, że temu człowiekowi można zaufać.

5. Czy zostanę oceniony/a przez terapeutę?

Jeśli ujawniamy najbardziej osobiste czy wstydliwe myśli, to zupełnie naturalnie, że obawiamy się oceny. Obawiamy się więc potępienia, odrzucenia, wyśmiania. Jednak w terapii, o ile nie jest zagrożone czyjeś zdrowie czy życie, zachowania, czy tym bardziej fantazje nie są oceniane. Są oglądane, omawiane, a pacjent jest zachęcany na przykład do weryfikacji swoich poglądów. Wszystko w celu poprawy jego samopoczucia oraz funkcjonowania.

6. Kiedy nastąpi zmiana?

Powodów, dla których ludzie jednak decydują się na terapie, jest wiele. Zwykle jest to jakaś forma cierpienie. Naturalnym więc wydaje się, że żeby cierpienie ustąpiło, coś mu się zmienić. Jednak często bywa tak, że świadome pragnienie bywa torpedowane przez nieświadome. Można więc sądzić, że chce się zmiany i jednocześnie być nią przerażonym. Przyszły pacjent czy klient terapeuty może więc sądzić, że zmiana będzie konieczna, że takie też będzie oczekiwanie ze strony terapeuty. Czy jednak w ogóle dojdzie zmiany i w jakim tempie, to już bardziej złożony proces.

7. Jeśli mam wątpliwości, czy to znaczy, że terapia nie jest dla mnie?

Wątpliwości mogą świadczyć o różnych rzeczach. W zasadzie trudno sobie wyobrazić, żeby ktokolwiek rozpoczynał tak osobisty proces, jakim jest psychoterapia bez jakichś obaw i pytań. Dlatego też psychoterapia poprzedzona jest konsultacjami, które stwarzają pacjentowi szanse na zadanie pytań, określenie (jeśli jest w stanie, a nie musi) celów, urealnienie ich, jeśli trzeba. A przede wszystkim są czasem, kiedy pacjent przygląda się temu, jak czuje się w relacji z tą określoną terapeutką lub terapeutą.

Zobacz też: Coach czy psychoterapeuta – kto lepiej pomoże Ci się zmienić?

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Rozstania i powroty, pęknięcia i naprawa, czyli o zmienności relacji z dziećmi

relacja z dziećmi
Fot: Aleksandr Davydov / 123RF

Nie ma większego specjalisty, przekonanego o swojej spokojnej naturze niż ten, kto jeszcze nie został rodzicem. Rodzicielstwo jest zaskakujące. Bywa, że zaczynamy je z myślą, że to niemożliwe podnieść głos na swoje dziecko. Nie możemy zrozumieć zmęczenia matek, które nie pracują zawodowo, tylko zajmują się dziećmi. Czasami nie rozumieją ich nawet ojcowie rzeczonych dzieci.

Rodzicielstwo jest nieprzewidywalne. Każde dziecko trzeba poznać, nawet jeśli rodzi się ono jako piąte w rodzinie. Doświadczenie w opiece nad dziećmi bywa pomocne, ale nie zastąpi żmudnego – i fascynującego – procesu poznawania każdego kolejnego młodego człowieka. Proces ten jest doświadczeniem niezwykle ważnym, a jego przebieg będzie miał skutki w kolejnych etapach życia dziecka oraz stworzy podwaliny pod kolejne relacje.

Niemowlęta

Okres niemowlęcy długo nie cieszył się szczególnym zainteresowaniem specjalistów różnych dziedzin. Jako że niemowlęta nie potrafią mówić, forsowana była nawet teza, że niewiele czują – emocjonalnie i fizycznie. Pozwalało to nawet przeprowadzać operacje na niemowlętach bez znieczulenia. Dziś wiadomo, że jest to fundamentalny okres w życiu człowieka.

Komunikacja pomiędzy dzieckiem a głównym opiekunem, zwykle matką, zaczyna się w chwili porodu. Noworodek, a potem niemowlę, pełne jest różnorodnych uczuć, których nie rozumie i z którymi samodzielnie nie potrafi sobie poradzić. Psychoanalityk, Wilfred Bion, mówił o kontenerującej funkcji matki. Kontenerującej, czyli przyjmującej to, co dziecko jej daje w formie niestrawionej i oddawanie mu w formie strawnej. To, czego dziecko nie rozumie, co je przeraża, matka bierze, ogarnia swoim umysłem i oddaje dziecku w takiej formie, która nie jest już tak silnie zalewająca. Matka trzyma dziecko, zarówno dosłownie, obejmując je, jak i nieco bardziej metaforycznie – w umyśle. Jednak żeby to zrobić, musi je zauważyć, musi być w stanie odczytać jego komunikaty.

Stąd tak ważna jest uważność na dziecko i uznanie, że aktywnie komunikuje ono bardzo złożone uczucia. Również wówczas, kiedy nie ma jeszcze zdolności używania słów.

Zobacz też: Helicopter parenting – dobre intencje, które prowadzą do kiepskich rezultatów

Wrażliwość i uważność

Jest to głęboko zaskakujące, że pomimo wiedzy, jaką dziś mamy na temat rozwoju człowieka, nadal pokutuje przekonanie, że bardzo małe dziecko może manipulować i wymuszać.  Lub też, że można dziecko „zepsuć” nosząc je, karmiąc piersią powyżej roku czy też generalnie spędzając z nim dużo czasu. Dlatego też przekonania, które zamieszkują głowy rodziców, mogą w znaczącym stopniu wpływać na komunikację pomiędzy dzieckiem a jego opiekunem i w konsekwencji prowadzić do mniej lub bardziej trwałego pęknięcia w relacji.

Jeśli więc relacja pomiędzy rodzicami i dziećmi ma zostać utrzymana, jeśli dziecko ma poczuć się zakorzenione w świecie i w sobie, warto żeby rodzice:

  • Byli wyczuleni na komunikaty płynące od dziecka. Oznacza to patrzenie poza zachowanie dziecka, a czasami wbrew niemu. Dziecko, które najbardziej potrzebuje pomocy i wsparcia, może jednocześnie być tym dzieckiem, które najgorzej się zachowuje.
  • Naprawa pęknięć w relacji jest konieczna, a ciężar tego działania spoczywa na rodzicu. Polega ona na ponownym wejściu w relację, w której dziecko będzie się czuło bezpieczne, zaopiekowane i trzymane w umyśle rodzica.
Nieuniknione

Pęknięcia w relacji są nieuniknione. Nawet najlepszy, najbardziej zaangażowany rodzic traci cierpliwość. Czasami relacja z dzieckiem cierpi, ponieważ rodzic choruje. Tak się dzieje, np. jeśli matka cierpi na depresję poporodową. Nie jest to niczyja wina, wybór czy świadome działanie.

Doskonale to, co dzieje się z dzieckiem, czego doświadcza w relacji z nieobecną matką, pokazał eksperyment dr Edwarda Tronicka, znany jako „still face experiment”. W pierwszej części matka reaguje na dziecko, odpowiada na jego zachęty, uśmiecha się, ale też nie zalewa go sobą. Powiedzielibyśmy, że jest do dziecka dostrojona. W dalszej części eksperymentu matka nie reaguje na swoją pociechę. Jest obok niej, jest fizycznie obecna, ale nie odpowiada, nie uśmiecha się. W codziennym życiu tak mogłaby wyglądać reakcja depresyjna – matka zajmuje się dzieckiem, karmi je, przewija, ale nie jest w stanie na nie reagować, robi to z opóźnieniem lub też reaguje przesadnie, jej reakcje są nadmiarowe.

W eksperymencie Tronicka dziecko wyraźnie przechodzi od zaskoczenia, poprzez dyskomfort do rozpaczy. Podobnych uczuć doświadczamy w codziennym życiu, kiedy bliscy nam ludzie, z którymi łączy nas bliska i ważna relacja emocjonalna, nie są w stanie być dostępni emocjonalnie. Co jednak ważne, dorośli, dobrze funkcjonujący ludzie wiedzą, że konflikt nie oznacza całkowitego rozpadu. Mają doświadczenie wielu różnorodnych pęknięć w relacji, które prędzej czy później uda się naprawić.

Jeśli jednak ów dorosły nie miał szczęścia doświadczać naprawy, a jego świat rozpadał się wielokrotnie, wycofanie bliskiej osoby może przeżywać jak ostateczne i nienaprawialne, a z czasem sam zacząć się wycofywać i niszczyć. Dlatego właśnie naprawa jest tak ważna.

Zobacz też: Toksyczna matka – po czym ją poznać?

 

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami