Przejdź do treści

Dzieciaki do czytania! 10 książek na wiosnę

Dzieciaki do czytania
Chociaż zaczyna się wiosna i dzieci zaczną wreszcie spędzać więcej czasu na świeżym powietrzu, warto je przekonać, aby poświęciły 10 do 20 minut na codzienne czytanie. – Fot. Materiały prasowe

Chociaż zaczyna się wiosna i dzieci zaczną wreszcie spędzać więcej czasu na świeżym powietrzu, warto je przekonać, aby poświęciły 10 do 20 minut na codzienne czytanie. To pozwoli im na wyrobienie nawyku, który po krótkim czasie stanie się koniecznością. A książki, które polecamy, to nasz wiosenny wybór – świetne nowości!

I ty możesz zmienić świat. 42 inspirujące historie o niezwykłych dzieciach – Karolina Grabarczyk Wyd. Media Rodzina

Malala Yousafzai, Jan Mela, Jack Andraka, Bronisława Śmidowicz, Anna Frank, Thomas Edison.    To zaledwie kilkoro dzieci, spośród 42, które dokonały wielkich rzeczy, nie zważając na biedę, w której dorastały czy chorobę. W dzieciach tkwi olbrzymia siła, dlatego warto je inspirować od najmłodszych lat.

Gdy do domu przyszła za mną przyjaźń – Paul Griffin Wyd. Nasza Księgarnia

Niezwykła powieść, nagrodzona wieloma nagrodami. Historia Bena, chłopca który większość swojego dzieciństwa spędził w domu dziecka. Od życia ucieka w książki, uwielbia Gwiezdne Wojny i pewnego dnia przygarnia bezpańskiego psa, który odmieni jego życie. 8+

Zobacz też: Dzieciaki, jesteście wspaniałe! Poradnik dla dzieci (i nauczycieli)

Amelka Kieł – Laura Ellen Anderson Wyd. Literackie

Przygody niesfornej wampirzycy w świecie Nokturnii, w którym rządzi ciemność. Gdyby nie ten świat i charakterystyczne zęby, Amelka byłaby zwykłą dziewczynką, która nie lubi sprzątać pokoju, nie cierpi podłych potworów, ale uwielbia bawić się z przyjaciółmi i rozpieszczać Dyńkę. Pełna humoru gotycka opowieść o perypetiach trochę innej dziewczynki. Właśnie ukazał się 3 tom coraz bardziej lubianej opowieści. 7+

Widmo z Głogowego Wzgórza – Edward Fenton Wyd. Dwie Siostry

To książka dla wielbicieli kryminałów i historii o duchach, ukazująca się w serii Mistrz Ilustracji (tym razem Zbigniew Piotrowski). Tajemniczy list, który dostaje główny bohater James od swoich kuzynów Amandy i Obiego jest prośbą o pomoc. W domu na odludziu, do którego się przeprowadzili, dzieją się dziwne rzeczy, które oczywiście przydarzają się tylko dzieciom. To, co dzieci lubią najbardziej – wspaniale napisana historia z tajemnicą i dreszczykiem. +8

Sto godzin nocy – Anna Woltz Wyd. Dwie Siostry

Niemożliwe staje się możliwe dla Emilii December de Wit. Mimo tego, że ma dopiero 14 lat , po burzliwym skandalu związanym z ojcem, udaje jej się uciec z Amsterdamu do Nowego Jorku. Wymarzone miasto nie okaże się wybawieniem, tym bardziej, że uderzy w nie huragan Sandy – co złego może się jeszcze przytrafić niesfornej nastolatce? 10+

Sufrażystki i sufrażetki. Walka o równość – David Roberts Wyd. Egmont

Lektura obowiązkowa dla dziewczynek i chłopaków – równouprawnienie to gorący temat w naszym kraju, w którym 100 lat po przyznaniu praw wyborczych kobietom, ciągle niewiele zmienia się w myśleniu o ich samostanowieniu i prawie decydowania o własnym życiu. Te historie są dowodem na to, jak wielka była potrzeba wolności – i jak trudno było ją zdobyć. Dlatego trzeba ją chronić, a takie książki (wspaniałe wydanie!) przyczyniają się do tego. I wzmacniają. + 7

Zobacz też: Czytamy, czyli 10 rad jak wychować mola książkowego

Cześć Ziemio! – Anna Fiske Wyd. Dwie Siostry

Dzieci to uwielbiają! Wyszukiwanki uczą je spostrzegawczości i uważności, a do tego ćwiczą wzrok. Dużo się dzieje – to szalona podróż dookoła świata, która zaczyna się od listu w butelce, który wysyła Lajla z Dubaju. Czy komuś uda się go przeczytać? Kto kogo spotka? Co ważnego przytrafi się pewnym ludziom? Fascynujące! +3

Marzycielka – Jessie Burton Wyd. Literackie

Dwanaście księżniczek traci matkę, która ginie w wypadku samochodowym – jej pasją były szalone przejażdżki. To ona uczyła dziewczynki kochać naukę i cieszyć się wolnością. Kiedy jej zabrakło, ojciec król zakazuje księżniczkom oddychać pełną piersią, zamyka je w komnacie, aby oduczyły się żyć, tak jak chciały. Nie wie, że w pomieszczeniu jest przejście do innego świata. Co to za świat i co odnajdą w nim zagubione księżniczki? Przepiękna opowieść dla wszystkich, którzy wybierają własną drogę. Szczególnie dla dziewczynek. Mniejszych i większych. +7

No to gramy! Muzyczna awantura od Little Richarda do Björk – Marianna Oklejak Wyd. Egmont

Prawdziwa muzyczna encyklopedia dla małych wielbicieli muzyki – ciekawy zbiór ciekawostek. Zaczyna się od Bacha, a później jest już naprawdę rockandrollowo. Kogo tu nie ma! Rolling Stonesi, Beatlesi, Michael Jackson, Marianne Faithfull, Bob Dylan – jeśli przy okazji czytania będziemy puszczać dzieciom kawałki artystów, wyjdzie z tego niezła lekcja muzyki – na pewno lepsza niż w szkole! + 5

Paul, wychowany na paryskich przedmieściach zna tylko reguły miejskiej dżungli. Kiedy trafia na wieś przyroda go oczarowuje. Zajmuje się nim Borel, łowczy okręgu, ale chłopca bardziej fascynuje sprytny kłusownik, z którym się zaprzyjaźnia. Pewnego dnia spotyka potężnego jelenia. Pragnie ochronić go przed ludźmi i przypadkowo dowiaduje się prawdy o swoim pochodzeniu. Wspaniała historia nie tylko o miłości do natury. +8

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Jak bronić się przed kosmetycznymi oszustwami

Czy parabeny są groźne
Spróbujmy mądrze dbać o urodę. – Fot. Pixabay

Podtytuł książki, w której dowiemy się czy rzeczywiście upiększamy się, używając kremów, odżywek, toników i wielu innych kosmetyków, na które wydajemy fortunę, brzmi „Jak bronić się przed kosmetycznymi oszustwami i mądrze dbać o urodę”.

Bezpośrednią inspiracja do napisania książki było znalezienie przez autorkę ekologicznego produktu o nazwie „Niemydło”. Dziennikarka naukowa, która ma dyplom w biotechnologii i doktorat z neurobologii, postanowiła prześwietlić parabeny, siarczany i inne składniki znajdujące się w centrum dyskusji o ich bezpieczeństwie i ocenić, na ile są one uzasadnione. Beatrice Mautino w swojej książce sprawdza także przepisy prawne, które pozwalają zrozumieć drogę, jaką musi przebyć kosmetyk, aby został dopuszczony do handlu.

Czy parabeny są groźne? 

Z chemicznego punktu widzenia parabeny są pochodnymi kwasu p-hydroksybenzoesowego. Mają działanie przeciwmikrobowe i od sześćdziesięciu lat wykorzystuje się je w przemyśle kosmetycznym, farmaceutycznym i spożywczym.

Istnieją różne rodzaje parabenów i różnie oddziaływują one na mikroorganizmy, ale ich funkcją jest przedłużanie życia produktom. Od dziesięcioleci dodawano je do większości kosmetyków i nikogo nie niepokoiła ich obecność.

Sytuacja zmieniła od momentu, kiedy w czasopiśmie naukowym „Journal Of Applied Toxicology” ukazał się artykuł „Stężenia parabenów w nowotworach piersi”. Philippa Darbre poddała badaniom dwadzieścia pacjentek chorujących na raka piersi. Na ich podstawie stwierdzono określone stężenia parabenów w komórkach rakowych. Odkryto, że parabeny naśladują działanie estrogenów w ludzkim organizmie, a to one mogą przyczyniać się do powstawania raka piersi.

Zobacz też: Najzdrowszy produkt na świecie

Jak się okazało, badanie obarczone było błędem, ponieważ u badanych pacjentek przebadano wyłącznie komórki rakowe, nie uwzględniając komórek zdrowych. Nie przedstawiono także dowodów na to, że parabeny wchłaniane są przez tkanki, następnie zdefiniować mechanizm komórkowy, który wiąże je z wystąpieniem choroby nowotworowej.

Kiedy publikacja badań Philippy Darbre ukazał się, wywołując prawdziwą burzę, biochemiczka oświadczyła: „Ale przecież nigdy nie mówiliśmy, że parabeny powodują raka piersi”. Jak pisze autorka książki –Historia pseudonauki, a raczej – nauki źle uprawianej, wybrakowana jest małym „ale”.

A jeśli chodzi o parabeny? Jak się okazało, nie ma wystarczających danych, które pozwoliłyby uznać je za bezpieczne bez żadnych wątpliwości. Jak na razie parabeny oczyszczono z oskarżeń o wywoływanie raka piersi, uznano za bezpieczne i zalecono dalsze monitorowanie.

 Co to jest kosmetyk?

To substancja lub mieszanina „przeznaczona do kontaktu z zewnętrznymi częściami ciała ludzkiego (…) lub z zębami oraz błonami śluzowymi”, której celem jest utrzymanie ich w czystości, perfumowanie, zmiana ich wyglądu, ochrona, utrzymywanie w dobrej kondycji”. Tyle definicja. Co robi z nami reklama i marketing, ile pieniędzy wyrzucamy codziennie na coś, co nie działa – na przykład kosmetyki na cellulit czy luksusowe kremy. Jednym słowem jak dajemy się nabić w butelkę, której zawartość nic nam nie daje poza przyjemnością. Książka Mautino to skarbnica wiedzy, dzięki której oszczędzimy nie tylko zdrowie, ale i pieniądze. 

Źródło: Bez parabenów. Jak bronić się przed kismetycznymu oszustwami i mądrze dbać o urodę. Wyd. Literackie

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Dzień, który zmienił moje życie – dobre pomysły Mam

pomysły rozwoju dla mam

Podobno najlepsze pomysły wpadają do głowy niespodziewanie podczas prozaicznych codziennych czynności, takich jak kąpiel czy leżenie pod lipą. Tak też było ze mną. Alina HRabina napadła na mnie znienacka i trzyma do teraz.

A to było tak…

Pewnego pochmurnego poranka przewinęłam dziecko i zbierałam rzeczy do wyjścia na spacer. Do przepastnej torby pakowałam mleko, wodę, butelkę, termos, pieluchy, podkłady i… książkę. To był poradnik „Mama wraca do pracy” Adeli Prochyry, pełny inspirujących historii kobiet, które z sukcesem (lub nie) łączą pracę zawodową z wychowaniem dziecka.

Jak dla mnie to pół-naukowa pozycja, bo najeżona wynikami badań i twardymi danymi historycznymi. Autorka, z wykształcenia socjolog, wspominała, że podczas urlopu macierzyńskiego dorabiała pisząc artykuły do portali rodzicielskich.

Pomyślałam, że może ja również mogłabym coś napisać… Nagle coś kliknęło w mojej głowie i nakazało – Pisz! „Tyle czytasz, napisz w końcu coś od siebie”.

Głos w mojej głowie powtórzył – Idź i pisz. Nie czytaj więcej.

– Ale nie potrafię! – broniłam się.

Pisz jak potrafisz. Potem się potnie i zredaguje.

– Ale nie lubię! Wypracowania w szkole to była dla mnie mordęga – kontynuowałam.

To nie na ocenę. A lubisz, gdy ludzie słuchają, gdy mówisz?

– Tak, ale nie mam nic ciekawego do powiedzenia. Nie jestem ekspertem.

 A ci których czytasz są lepsi? Wcale nie – tylko mieli odwagę, aby zacząć.

Taki oto dialog pomiędzy Aliną a HRabiną toczył się w mojej głowie. Wynik znacie – zaczęłam pisać i publikować. Jakieś dwa tygodnie od pomysłu, na portalu Współczesna Rodzina ukazał się mój pierwszy artykuł „Dlaczego zdecydowałam się na dziecko”, do teraz przeczytało go ponad 3000 osób. Machina ruszyła, jeden impuls zmienił moje życie.

Zobacz mój pierwszy artykuł: Dlaczego zdecydowałam się na dziecko?

Zauważyłam, że macierzyństwo budzi w kobietach ogromne pokłady kreatywności, również biznesowej. Podczas comiesięcznych spotkań Klubu Przedsiębiorczych Mam, organizowanych przez fundację „Rodzic w mieście”, poznałam dziesiątki mam i doświadczyłam prawdziwego wulkanu inicjatyw.

Nigdy więcej samotnych spacerów

Na jeden z najlepszych pomysłów wpadły Magda Tereszczuk i Marta Mroczek – przyjaciółki ze studiów, które w tym samym czasie zostały mamami, jednak odległość dzieląca je nie pozwalała na codzienne wspólne spacery.

Samotność dawała im się we znaki, a wrodzona nieśmiałość nie pozwalała na, ot tak, zagadanie do obcych mam na osiedlu. Dlatego pewnego dnia rozmawiając, od słowa do słowa, wpadły na pomysł stworzenia aplikacji na telefon, która pomaga w nawiązywaniu kontaktu z innymi mamami.

Tak powstało Akuku Mamo – nazywane również Tinderem dla mam. Aplikacja działa na podobnej zasadzie geolokalizacji, ale zamiast po zdjęciach, filtruje się po zainteresowaniach, także np. mama joginka może znaleźć koleżankę do ćwiczeń w pobliżu, a wielbicielka kryminałów Bondy wspólniczkę do rozwiązywania zagadek kryminalnych. Nigdy więcej samotnych spacerów z wózkiem – takie jest motto aplikacji, z której obecnie korzysta już ponad 14 tys. użytkowniczek. Pomysł i determinacja zagwarantowały sukces.

Zobacz też: Jak być miłym hejterem? Czyli konstruktywna krytyka zawsze w cenie!

A może powrót do szkoły?

Ja i moja przyjaciółka z dzieciństwa Asia jesteśmy w podobnej sytuacji – zostałyśmy mamami w podobnym czasie i również nie widujemy się zbyt często z racji dzielącej nas odległości. Asia znalazła sposób na samotność i monotonię życia z dzieckiem – dokształcanie się. Zapisała się na studia podyplomowe z zakresu IT, dzięki czemu co weekend miała „pretekst” do wyjścia z domu i ruszenia szarych komórek. W tym czasie mąż zajmował się dzieckiem, co wychodziło im na dobre. Dodatkowo studia (razem z dyplomem inżyniera i doświadczeniem w branży technicznej) okazały się przepustką do nowej, lepszej pracy po urlopie macierzyńskim. Lepszej, bo pozwalającej na spędzanie większej ilości czasu z córeczką i mężem.

Asia podkreśla: „Rodzina jest dla mnie najważniejsza. Jednak równie istotne jest dla mnie, to aby mieć czas dla siebie. Nie można zatracać się w jednej roli w życiu, trzeba mieć swój osobisty areał, aby być szczęśliwym”. Na pytanie co skłoniło Cię do zmiany, odpowiada – „To była spontaniczna decyzja, nie było czasu na refleksje. Mam umysł ścisły i predyspozycje do technicznych zawodów. Studia były bardzo ciężkie, ale nie żałuję decyzji. Myślę, że to był znak od Boga.”

Trzy historie, trzy przemiany. Za decyzją stoi nagły impuls, rozmowa z przyjaciółką, znak z góry. Jeden motywator – dziecko, które rośnie wraz z nami.

Alina HRabina

Zawodowo związana z branżą HR. Obecnie na urlopie macierzyńskim. Mieszka w Warszawie, chętnie odbywa podróże małe i duże.

Psychorysunek – by lepiej zrozumieć świat dziecka. Jak, dlaczego i po co?

Rysunek to nie tylko forma dziecięcej zabawy, to także narzędzie mogące nieść pomoc w diagnozie oraz terapii psychologicznej (także dorosłych). Nie jest to jednak ani proste, ani zero-jedynkowe, bowiem bardzo łatwo „przedobrzyć” z interpretacją psychorysunku i do odpowiedniej z nim pracy niezbędna jest wiedza. Niewątpliwie jednak może to być  znakomite wsparcie w codziennej obserwacji malucha. Co warto wiedzieć o psychorysunku?

Siła kredek i pędzla

Rysunek wykorzystuje się w psychologii i psychiatrii już od dziesięcioleci. W niektórych nurtach stawał się on nawet podstawą do analizy danej osoby, z czym niestety nieraz wiązały się błędnie wysnuwane wnioski. Obecnie na szczęście większość specjalistów korzysta już z tego narzędzia znacznie rozważniej i nie traktuje go jako jedynego źródła informacji.

Po pierwsze, zanim wyciągnie się jakiekolwiek wnioski, warto jest oprzeć się na większej ilości wyników, obserwacji. To pozwala zyskać szerszy pogląd na zachowanie, sposób myślenia, przeżywane przez danego człowieka stany. Po drugie, interpretacja rysunku nie jest „testem”, który spełnia kryteria naukowe. Przede wszystkim nie da się o nim powiedzieć, że jest obiektywny, ponieważ w dużej mierze ocena danej pracy opiera się na perspektywie specjalisty. A jak wiadomo, choć byśmy bardzo chcieli, nawet nieświadomie możemy w swojej interpretacji zawrzeć własne przekonania, postrzeganie problemów etc.

Niewątpliwie jednak tego typu narzędzie projekcyjne (rysunek zalicza się do metod projekcyjnych, które poza świadomymi elementami pozwalają wyrazić także te znajdujące się poza świadomym spostrzeganiem pacjenta) może stać się znakomitą formą wyrazu zarówno dla poznawczych umiejętności, jak i stanów emocjonalnych dziecka.

W psychorysunku bierze się pod uwagę na przykład: użyte kolory, których znaczenie może być nieco inne, niż skłonni jesteśmy potocznie uważać, to, czy linie są spokojne, czy gwałtowne, w której części kartki umieszczony jest rysunek, które element mają najwięcej szczegółów, a które potraktowane są pobocznie etc.

Jakie są plusy pracy z rysunkiem?

 Daje on szansę za zbudowanie relacji i utrzymanie dobrego kontaktu pomiędzy dzieckiem i pracującym z nim dorosłym.

 Pozwala dziecku wyrazić emocje, co jest szczególnie dobrą formą dla maluchów, które mają z tym trudność.

 Pozwala dziecku „opowiedzieć” o trudnych przeżyciach – może być mu łatwiej wykonać rysunek, niż wyrazić kłopotliwe dla niego doświadczenia słowami. Wracając do poprzedniego punktu, mogą wiązać się z tym takie emocje, jak chociażby lęk, strach, wstyd, czy poczucie winy. Są to uczucia trudne także dla dorosłych, nic więc dziwnego, że dziecko może mieć problem z opowiedzeniem o nich.

 Jest szansą na obserwacje nastroju i stanu psychicznego dziecka. Staje się to także dobrym narzędziem do długoterminowego przyglądania się maluchowi, również w kontekście terapii i śledzenia zachodzących w jej trakcie zmian.

 Psychorysunek jest szansą  na poznanie sposobu postrzegania przez dziecko niektórych zależności, np. w rodzinie oraz tego, jak je rozumie. Ułatwia to również obserwację pragnień, potrzeb, czy też ewentualnych braków dziecka.

 Dla dziecka jest to też świetna zabawa, która rozwija kreatywność i zdolności manualne.

Emocje na pierwszym planie

Patrząc na psychorysunek, jak na formę arteterapii (terapii sztuką), abstrahując od rysunku jako narzędzia diagnostycznego, można poznać jeden ze sposobów radzenia sobie z emocjami u dziecka. Sama czynność rysowania pomaga zmniejszyć napięcie i uspokoić te emocje, ponieważ wymaga skupienia na tym, co dzieje się „tu i teraz”. Pozwala to zyskać odpowiednią perspektywę i dystans, z których lęki wydają się mniejsze, a przynajmniej można im się przyjrzeć. Dzięki uspokojeniu intensywnych stanów emocjonalnych, stworzona zostaje do tego przestrzeń. Co ważne, nie chodzi przy tym o odwrócenie uwagi od emocji, bo to byłoby raczej uczenie dziecka unikania, a tego typu strategie nie są na dłuższą metę konstruktywne.

Sposobem pozwalającym dziecku na rozładowanie napięcia, może być zachęcenie go do narysowania przeżywanego teraz stanu, np. „Narysuj mi, jaki jesteś zły”. Na papierze mogą pojawić się bazgroły, wielkie, zamaszyste koła i przedziurawiona od siły nacisku kartka. Nie wystarczy jedna? W porządku, weź kolejną i kolejną, aż dziecko poczuje, że wyładowało ten pierwszy „wyrzut” trudnych do zniesienia emocji. Teraz możecie na spokojnie porozmawiać o tym, co się za tą złością kryje i spróbować tę sytuację rozwiązać.

Oczywiście nie jest to sposób, z którego uda się skorzystać w chwili, gdy owe emocje są zbyt „gorące”. Do tego typu pracy trzeba znaleźć odpowiedni moment i co ważne, mieć czas oraz pełną uważność na to, co dziecko stara się nam zakomunikować. Warto podejść do tego właśnie w taki sposób, może okazać się to bowiem najbardziej treściwa „rozmowa”, jaką odbędziecie na temat tych konkretnych emocji.

Zobacz też„Czy moje dziecko jest uzależnione?!” – ten wywiad powinni przeczytać wszyscy rodzice!

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Perfekcyjne fotki vs. rzeczywistość: „To zdjęcie naprawdę pokazuje, jak wyglądałam po porodzie” – mocne słowa blogerki!

Zdjęcie po prawej było opublikowane jako pierwsze. Zdjęcie po lewej było zrobione tego samego dnia i jest Sarze znacznie bliższe! || Fot. saraaemiliee Instagram

Poród to dla ciała ogromny wyczyn. Jest to obciążenie, z którym kobieta musi poradzić sobie zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie. Kreowanie pięknej wizji macierzyństwa już od pierwszych chwil niestety często mija się z prawdą – owszem, jest pięknie, ale w nieco głębszym znaczeniu, niż to, które przedstawiane jest „na okładce”. Sara, norweska blogerka, odważnie pokazała, co dzieje się poza obiektywami aparatów.

Chwilę trwało zanim Sara podzieliła się ze światem tym, jak wyglądała dwa dni po porodzie – jej córeczka ma prawie rok. Nie ma jednak co się dziwić, potrzeba nieraz wiele czasu na to, aby ułożyć się na nowo ze swoim ciałem, zaakceptować je, docenić. Niewątpliwie jednak jej post na Instagramie jest fantastycznym przedstawieniem tego, co tak naprawdę dzieje się chwilę po tym, jak rodzi się dziecko.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez saraaemiliee (@saraaemiliee)

Pierwsze swoje zdjęcie po porodzie, które umieściłam na Instagramie, zrobione było drugiego dnia połogu w pięknej letniej sukience, w makijażu, sztucznych rzęsach i ułożonej fryzurze… Jednak pierwszym, które zrobiłam tego samego dnia, było to. Z wkładkami laktacyjnymi, stojąc w szpitalu z podkładem poporodowym i z poporodowymi skurczami. Wtedy jednak za żadne skarby nie mogłam go opublikować.

Wiele osób być może pomyśli, że jest to zbyt prywatne, by o tym opowiadać. Chcę jednak użyć swojego głosu, aby podzielić się tą częścią, którą wcześniej odsunęłam. Moją rzeczywistość i to, jak wyglądałam po porodzie, tak naprawdę pokazuje właśnie to zdjęcie. Social media są miejscem, w którym często dzielisz się tylko swoimi najlepszymi stronami, wspomnieniami i kreujesz tym samym własną realność. (…) Nie porównuj siebie i nie myśl, że jesteś mniej piękna, ponieważ nie stoisz drugiego dnia połogu uśmiechając się w pięknej sukience i pełnym makijażu. Wszystkie tam byłyśmy, w naszych podkładach poporodowych tęskniąc za prysznicem.

Realność w świecie perfekcji

Dla wielu kobiet to naprawdę ważne słowa, na co wskazuje chociażby odzew pod Sary postem. Polubiło go już kilkadziesiąt tysięcy osób z całego świata. I nic dziwnego, bo jak pisze Sara o kobietach, które urodziły dziecko: „wszystkie tam byłyśmy”.

Co więcej, blogerka publikuje też inne zdjęcia i opisy wzmacniające w kobietach akceptację ciała, ale też normalizuje trudy macierzyństwa. Często „nie owija w bawełnę”, ale robi to z wielką empatią i nieraz z przymrużeniem oka.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

If anyone ask me to cover up while breastfeeding in public – this is how I do it🤘🏻 #normalizebreastfeeding

Post udostępniony przez saraaemiliee (@saraaemiliee)

Kiedy ktokolwiek prosi mnie, bym zakryła się w czasie karmienia piersią w miejscu publicznym – robię to właśnie tak.

Zobacz też: Gigantyczne piersi na londyńskich dachach – powiedz STOP stygmatyzacji!

Witaj macierzyństwo! To jest dla każdej mamy, która ogląda social media i porównuje siebie do perfekcyjnych zdjęć. To jest dla każdej mamy, która czuła się tak, jak i ja czułam się, gdy pierwszy raz nią zostałam. Internet nauczył nas wstydzić się rozstępów i luźnej skóry. To przypomnienie dla wszystkich mam. Jesteście wspaniałe! Odzyskajmy nasze ciała po porodzie!

Prawo kobiet do ich własnych ciał

Na szczęście coraz więcej podobnych głosów słychać w szerokiej przestrzeni. Kobiety walczą o akceptację i zdrowe podejście do ciała zarówno indywidualnie, jak i poprzez udział w rozmaitych projektach. Jednym z nich jest 4 Trimester Bodies Projecto którym pisaliśmy w naszym portalu [TUTAJ].

Niesamowite zdjęcia są tam połączone z ważnymi historiami, co pokazuje, że każda kobieta ma za sobą wyjątkowe doświadczenia, które są godne uwagi i szacunku. „Kolorowe nagłówki uderzają wręcz w kobiety – i w mężczyzn jak najbardziej też, bowiem ich także to dotyczy – pokazując, jak szybko i łatwo mogą mieć ciało bez skazy już w 4-5-6 tygodni po porodzie! Owszem, jakiś procent kobiet genetycznie tak ma. Ale co z całą resztą?! A nawet jeśli w sekundę forma staje się idealna, to czy to załatwia wszystko?! Doświadczeń różnych ciał nie da się zmierzyć jedną miarą – niezmiennie warto o tym mówić.

Zobacz też: Kobietka ze złączonymi kolankami – czy moje ciało jest naprawdę MOJE?!

Źródło: Instagram saraaemiliee

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.