Przejdź do treści

Co zrobić, gdy dziecko na obozie tęskni za domem? 5 porad dla rodziców

Dziecko na obozie: co zrobić, gdy płacze
Pierwszym krokiem w celu zbadania sytuacji powinna być rozmowa telefoniczna – fot. Fotolia

Wakacje i ferie zimowe to czas, gdy dzieci wyjeżdżają samodzielnie na zorganizowany wypoczynek. Wiele z nich robi to po raz pierwszy. Pomimo rodzicielskich obaw, dla większości dzieci taki wyjazd to czas wspaniałej zabawy i wielu pozytywnych wrażeń. Zdarza się jednak, że mimo wcześniejszych przygotowań, dziecko już drugiego dnia dzwoni płacząc i chce wracać do domu.

Jak zareagować? Czy powinniśmy natychmiast spełniać jego życzenie? Nie ulegajcie panice!

  1. Poznajcie przyczynę

Rozmawiając z dzieckiem oceńcie, czy powód nie jest zbyt błahy aby zabierać je z obozu: kłótnia z koleżanką lub kolegą, kasza na obiad, której nie lubi, zajęcia sportowe, których w domu ma zdecydowanie mniej, ale też brak elektroniki (tablet, telefon), obowiązek dostosowania się do planu dnia, obozowa dyscyplina…

Zobacz też: Kevin sam na obozie. Czyli kilka słów o tym, jak spakować walizkę dziecka na zimowy wyjazd

  1. Dajcie dziecku czas!

Pierwszy krok w celu zbadania sytuacji to rozmowa telefoniczna. Kiedy dziecko zadzwoni, pozwólcie mu się wyżalić, ale nie wzbudzajcie w nim dodatkowo ckliwych emocji.

Nie skupiajcie się na omawianiu poczucia smutku i chęci powrotu. Starajcie się przekazać słowa otuchy, wsparcia, zachęcajcie do działania w czasie zajęć.

Nie przedłużajcie rozmowy w nieskończoność. Lepiej umówić się na kolejny telefon za dwa dni pamiętając jednak, że zbyt częste rozmowy telefoniczne nie ułatwiają dziecku oswojenia się z nowymi warunkami.

  1. Porozmawiajcie z opiekunem

Niezależnie od powodu jaki wywołał takie emocje, powiadomcie o sytuacji opiekuna. Relacja dziecka nie powinna stanowić jedynego źródła informacji. Jeśli rzeczywiście przyczyna nie jest poważna, dużo łatwiej będzie wam wspólnie zażegnać kryzys.

Od opiekuna dowiecie się, czy dziecko ma taki nastrój przez cały dzień, czy tylko w przerwach między zajęciami lub wieczorem. Być może poinformuje was o jakiejś przykrej sytuacji, o której dziecko wstydzi się opowiedzieć przez telefon.

Zobacz też: Rodzina aktywna fizycznie. Przestań się lenić!

  1. Odróżnijcie traumę od tęsknoty

Jeśli nie wydarzyło się nic złego, dziecko bawi się dobrze, a smuci tylko między zajęciami, przed snem lub kiedy rozmawia z wami przez telefon, najprawdopodobniej przyczyną jest tęsknota. To naturalne uczucie świadczące o poprawnej więzi z najbliższymi.

Zwykle po kilku dniach udaje się zapanować nad sytuacją i dziecko zaczyna funkcjonować jak pozostali, a na koniec wraca do domu z poczuciem sukcesu.

  1. Jeśli wszystko zawiedzie

Jeżeli mimo wszelkich starań ze strony rodziców i opiekunów dziecko nadal ma kłopot z aklimatyzacją, zupełnie nie akceptuje warunków, zajęcia nie sprawiają mu radości i nie chce w nich uczestniczyć, płacze i upiera się przy powrocie, lepiej jest je zabrać do domu.

Pamiętajcie, że wyjazd ma być przede wszystkim dobrą zabawą po której pozostaną wesołe wspomnienia, a nie tylko próbą samodzielności. Każde dziecko ma własny czas na wyfrunięcie spod skrzydeł rodziców i jest to związane z jego rozwojem emocjonalnym. Nie przyspieszajcie tego procesu na silę.

Podejmując decyzję o pierwszym samodzielny wyjeździe dziecka, kierujcie się przede wszystkim zdrowym rozsądkiem.

Dorota Malikowska

Absolwentka Wyższej Szkoły Trenerów Sportu, trener szermierki. Kilkukrotnie nagradzana przez Ministra Edukacji za osiągnięcia szkoleniowe w dziedzinie sportu i kultury fizycznej. Organizator wypoczynku dla dzieci i młodzieży wg autorskiego programu EduAkcja Sport Sztuka Rozwój.

Jednorazowe pobicie to nie przemoc domowa? Premier Morawiecki odpowiada

Jednorazowe pobicie to nie przemoc domowa?
Projekt zmiany ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie zakłada kilka istotnych zmian – fot. Pixabay

Ostatniego dnia grudnia 2018 roku na stronie Rządowego Centrum Legislacji pojawił się projekt nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Zaproponowane zmiany przez wielu uważane są za niebezpieczne.

Wnioskodawcą nowelizacji jest minister rodziny, pracy i polityki społecznej – Elżbieta Rafalska. Projekt zakładania kilka poważnych zmian, a najważniejsze z nich to:

  • Zmiana nazwy ustawy z „ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie” na „ustawę o przeciwdziałaniu przemocy domowej”
  • Usunięcie słowa „jednorazowe” z definicji przemocy domowej opisywanej wcześniej jako: „jednorazowe albo powtarzające się umyślne działanie lub Zaniechanie naruszające prawa lub dobra osobiste”
  • Założenie Niebieskiej Karty (wszczęcie procedury obejmującej ogół czynności podejmowanych i realizowanych w związku z uzasadnionym podejrzeniem zaistnienia przemocy w rodzinie) wyłącznie za zgodą ofiary
  • Przeniesienie odpowiedzialności za decyzję ws. dziecka, którego zdrowie lub życie jest bezpośrednio zagrożone, z pracownika socjalnego na policjanta
  • Sprawca przemocy będzie miał dostęp do dokumentacji na swój temat

Zobacz też: Kodeks rodzinny: dziecko będzie pod większą ochroną. A co z matką?

Jednorazowe pobicie to nie przemoc domowa?

Eksperci są oburzeni. Negatywnie o projekcie wypowiada się m.in. Paweł Maczyński, wiceprzewodniczący Polskiej Federacji Związkowej Pracowników Socjalnych i Pomocy Społecznej.

To projekt mocno ideologiczny i chyba nawet specjalnie nikt tego nie ukrywa – cytuje słowa Maczyńskiego „Gazeta Wyborcza”. Pracownik socjalny uważa, że projekt ma na celu ochronę każdej rodziny, „nawet takiej, która krzywdzi”.

Największe kontrowersje budzi jednak zawężenie definicji przemocy domowej, które sprawi, że jednorazowy akt przemocy względem członka rodziny (w tym także dziecka), nie będzie postrzegany za przemoc domową. Nie będzie więc także podlegał ustawie.

– Trzeba będzie czekać, aż ofiara ponownie dozna krzywdy. To bardzo niebezpieczne i przeciwskuteczne, bo te osoby i tak kiedyś do nas wrócą  – tłumaczy w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” Paweł Maczyński.

Zobacz też: Rodzic nie wywiezie dziecka za granicę tak łatwo jak wcześniej. Sprawę przejmą specjalistyczne sądy

Niebezpieczne zmiany

Niepokój budzi również wymóg zgody ofiary na założenie Niebieskiej Karty. Ekspert zauważa, że pracownicy socjalni wdrażają procedurę co najmniej kilka dni po zarejestrowaniu informacji o przemocy.

Powszechnie wiadomo, że zaraz po wybuchu tzw. przemocy gorącej, czyli np. pobicia, przychodzi etap „miesiąca miodowego” – sprawca przeprasza, przynosi kwiaty itd. Im większa przemoc w rodzinie, tym szybciej następują po sobie te okresy. Bardzo prawdopodobne, że gdy po kilku dniach służby dotrą do ofiary przemocy, będzie ona skłonna do wycofania się z jakichkolwiek działań przeciw sprawcy – mówi Wyborczej Maczyński.

Zgodnie z ustawą pracownicy socjalni nie będą już mieli możliwości interwencji w sprawie pokrzywdzonego dziecka. Będąc świadkiem sceny przemocy pracownik socjalny mógłby jedynie wezwać policję.

Zobacz też: TK wypowie się ws. aborcji w Polsce. O włączenie do postępowania apelują międzynarodowe ekspertki

Morawiecki się tłumaczy

Po głośnej krytyce i burzy medialnej premier Mateusz Morawiecki poinformował, że projekt ustawy wróci do wnioskodawców.

Przeciwdziałanie przemocy domowej jest priorytetem rządu Prawa i Sprawiedliwości, a polskie prawo musi być klarowne i bez cienia wątpliwości w pełni chronić ofiary. Podjąłem decyzję, że projekt ustawy wróci do wnioskodawców w celu wyeliminowania wszystkich wątpliwych zapisów – napisał na Twitterze premier Morawiecki.

Premier podkreśla również, że każdy akt przemocy, również ten „jednorazowy”, musi być traktowany „stanowczo i jednoznacznie”.

fot. Twitter – Mateusz Morawiecki

Źródło: Gazeta Wyborcza, Dziennik Zachodni, Twitter

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.

Nie da się zmierzyć WSZYSTKICH ciał jedną miarą – nie róbmy sobie tego!


Foto i cytat poniżej: 4 Trimester Bodies Project Instagram

Kolorowe nagłówki uderzają wręcz w kobiety – i w mężczyzn jak najbardziej też, bowiem ich także to dotyczy – pokazując, jak szybko i łatwo mogą mieć ciało bez skazy już w 4-5-6 tygodni po porodzie! Owszem, jakiś procent kobiet genetycznie tak ma. Ale co z całą resztą?! A nawet jeśli w sekundę forma staje się idealna, to czy to załatwia wszystko?! Doświadczeń różnych ciał nie da się zmierzyć jedną miarą. Potrzebujesz dowodów? Proszę bardzo!

Wizja i wymagania stawiane przed kobiecym ciałem, są współcześnie niemalże nie do wykonania. Masz mieć wagę poniżej zdrowego BMI (niezależnie od kosztów, z jakimi może się to wiązać). Masz mieć mięśnie, które wymagają codziennych ciężkich treningów. Masz mieć idealną cerę bez żadnych niedoskonałości i wyprysków. Masz mieć gładkie ciało bez żadnego zbędnego włosa. Masz mieć długie i pomalowane paznokcie. No i sorry, nawet jeśli dopiero co urodziłaś, to przecież możesz raz dwa powrócić do szczytu formy – bo „możesz wszystko”, jak to mówią niektóre krzyczące do nas nagłówki.

Jesteś zwycięzcą!

Z jednej strony jak najbardziej. Wierzę, że możesz wszystko, co dotyczy twojego myślenia. Czyli jeżeli np. czujesz presję w związku z wagą i przymus nieustannego bycia na diecie, chociaż w tym czasie tracisz romantyczne kolacje, spotkania z przyjaciółmi i zdrowie fizyczne, możesz obrócić swoje przekonania o 180 stopni. Zamienisz wtedy wspomnianą już presję na możliwość przeżywania pięknych chwil, brak przytłaczających myśli i uderzania w siebie za to, jak myślisz, że inni o tobie myślą… nie brzmi najlepiej, nie? W  takim właśnie kontekście owszem, możesz wszystko!

Jeśli jednak owe „wszystko” odbierasz jako umiejętność zmieniania swojego ciała i nieustannego dostosowywania go do „wymogów” z zewnątrz, to chyba pora krzyknąć „Houston, mamy problem!”. Ciało jest mądre. Jeśli o nie dbamy i staramy się go słuchać, to da nam właśnie to, czego potrzebujemy. Jeśli jednak będziemy ciągle robiły (i robili) mu wbrew, to czeka nas nieustanna walka, w trakcie której jesteśmy na przegranej pozycji. Trudno w końcu stawać w szranki z biologią, z fizjologią, z genetyką…

Taka metafora: opona samochodowa jest okrągła. Jeśli jest odpowiednio napompowana, nie jest pęknięta, nic nie jest w nią wbite – czyli jednym słowem jest taka, jaka ma być – nie zmienisz jej kształtu. Dzięki temu jedzie i pozwala ci przemieszczać się przez setki kilometrów. Kiedy jednak zaczynasz przy niej kombinować, niszcząc ją przy tym, może przy odrobinie szczęścia uda ci się zmienić jej kształt. Coś na podobieństwo kwadratu zapewne da się uformować. Jednak bez twojego nieustannego wysiłku, żeby jakoś ten kształt utrzymać, raczej sama z siebie długo w nim nie przetrwa. A co najważniejsze, z jakiejkolwiek jazdy nici. Rozumiesz? Na przegranej pozycji jest tu opona, samochód, podróżujący i wszelkie plany, w których realizacji przecież miała pomagać… tak samo, jak w życiu pomagać na nam nasze ciało.

Strata za stratą…

A co chyba najważniejsze, na przegranej pozycji nie jest wtedy tylko ono, ale przede wszystkim emocje, relacje z innymi i z samą sobą, podróże, próbowanie nowych smaków, ogniska z przyjaciółmi, relaks na plaży w ulubionym stroju kąpielowym, sprawiająca przyjemność i dająca spełnienie bliskość, macierzyństwo… wymieniać można jeszcze bardzo długo.

Mając takie tło, jakie maluje nam współczesna kultura, tym ważniejsze stają się projekty i przeróżne konta w social mediach, które pokazują nie tylko jeden określony kanon piękna. Pokazują ludzi o różnej wadze, o różnych kolorach skóry, kobiety z nieogolonymi nogami, mężczyzn bez kaloryfera na brzuchu. To jest NORMALNE. To jest ciało. To jest człowiek. Każdy inny. Z innymi doświadczeniami. Nie zawsze są one pozytywne i nie zawsze czujemy się ze sobą okej, nie obwiniajmy się jednak za to. Mamy prawo do słabości, do gorszego samopoczucia, do poproszenia o wsparcie. I chociaż może wydawać nam się dziwne i zaskakujące, że jednak coś poza standardową okładkową postacią może być piękne, to owszem może. Ciało jest niesamowite, a to ile jest w stanie razem z nami znieść, pokazuje dodatkowo oprócz piękna także ogromną siłę i mądrość.

Zobacz też: Te zdjęcia dają jasny przekaz – nasze ciała to nie są manekiny, piękno ma różną formę!

Historie ciał, historie życia

Jednym z projektów, który w niezwykły sposób opowiada historie kryjące się za kobiecymi ciałami, jest praca Ashlee Dean Wells, fotografki i twórczyni projektu „Ciała 4-tego trymestru” [tł. redakcji].

Jej projekt to ruch, który dedykowany jest edukacji, wzmacnianiu i dodawaniu siły kobietom. Realizują go zdjęcia i opowieści. W ich tworzeniu pomagała jej Laura Wilson. Wspólnie pokazały fantastyczne historie dnia codziennego. Codzienności ciał i przeżyć rodziców, a trzeba pamiętać, że rodzicem można stać się w różny sposób – naturalnie i z bezproblemową ciążą, po przeżyciu poronień, dzięki in vitro, dzięki adopcji etc. Mądrość, spokój i po prostu „normalność”. Każda kobieta może i dla własnego dobra (chociaż nie lubię tego słowa) POWINNA odnaleźć je w sobie, nawet jeśli droga jest długa, kręta i prowadzi pod gigantyczną górę. Tego jednak, że jej szczyt jest do osiągnięcia przez każdą z nas, jestem pewna.


Foto i cytat poniżej: 4 Trimester Bodies Project Instagram

Kelly przeszła przez 4 poronienia. Jedno miało miejsce przed pojawieniem się pierwszego syna, kolejne trzy później. Drugi syn przyszedł na świat dzięki in vitro. „Moje ciało nie należy tylko do mnie i jest mi z tym w porządku. Jest to ogromne dostosowanie, matki poświęcają niezwykle wiele siebie i swojego ciała. (…) Jednak to ciało stworzyło ludzi, a to rozwala system!” – mówi Kelly.

Nic nie przygotowuje cię do macierzyństwa. Jest ono wymagające, wyczerpujące emocjonalnie i fizycznie, ale warte każdej minuty. Tak, twoje ciało się zmienia, twoje całe jestestwo się zmienia i jest to ogromny zakręt w rozwoju. Ułożysz to sobie, ale będziesz też robiła podczas tej drogi błędy i to jest w porządku.

Kelly


Foto i cytat poniżej: 4 Trimester Bodies Project Instagram

W pierwszą ciążę Valerie zaszła w wieku 36 lat. Córeczka dobrze się rozwijała, przyszła mama dobrze się czuła. Jednak w 40 tygodniu Valerie przestała czuć ruchy dziecka. Szybko znalazła się w szpitalu, gdzie okazało się, że mała nie żyje. Kobieta nie chciała jednak ani jej zobaczyć, ani przytulić. Odważył się na to mąż Valerie.

Przyczyny śmierci córeczki, nawet po późniejszych badaniach, nikt nie był w stanie podać. Po dwóch miesiącach Valerie była jednak w kolejnej ciąży. Jest przy tym przekonana, że przez cały ten czas cierpiała na PTSD, czyli stresu potraumatyczny. Wiele razy lądowała wtedy w szpitalu będąc przekonaną, że mały Ziggy nie żyje. Tak się nie stało i zarówno on, jak i drugie dziecko, pozwoliły Valerie ruszyć do przodu.

Co więcej, przed pierwszą ciążą nigdy nie lubiła swojego ciała, nie miała ani z nim, ani z jedzeniem, zdrowej relacji. Była na nieustannej diecie, zdarzały jej się napady objadania. W ciąży ważniejsze stało się jednak zdrowe, pełne dobrych emocji odżywianie – dla niej oraz dla dziecka. Od tamtego czasu nie była na diecie i jak mówi, jej mózg został „przeprogramowany”, a ona stała się w końcu wolna.

 


Foto i cytat poniżej: 4 Trimester Bodies Project Instagram

Rodzicielstwo było ciężkim przeżyciem dla obrazu mojego ciała. Żeby jednak być fair, nie był on także za dobry wcześniej. Wiedziałam, że moje ciało w czasie ciąży będzie się zmieniało, ale przechodząc przez te zmiany, zupełnie inaczej ich doświadczałam. Moje ciało było dla mnie obce. Z jednej strony wiedziałam, że tworzy życie i to było bardzo fajne, ale nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że ciąża jest dla mnie obrzydliwa. Miałam mdłości przez dużą część ciąży i różne problemy bólowe, więc już na początku nie byłam w najlepszym miejscu. Później, kiedy nastąpiły fizyczne zmiany, wszystko było dla mnie tak surrealistyczne i zupełnie nie-opowiedziane.

Ludzie nie zawsze mówią, jak ciało może wyglądać od razu po porodzie – opuszczając szpital wyglądałam na 6 miesiąc ciąży, co było dla mnie wstrząsem. Brzuch był opuchnięty i zastanawiałam się, jak moje ciało się jeszcze zmieni i w jakim kierunku. Przez wiele miesięcy nosiłam ciążowe ciuchy i był to cios dla mojej samooceny. Piersi były dla mnie nie do poznania i czułam, że jestem obok tylko po to, żeby dawać mleko. Naczynie, a następnie źródło pokarmu. Teraz czuję się już lepiej ze swoim ciałem i jestem pod wrażeniem, co mogę zrobić. Chcę być pozytywną siłą w życiu mojej córki, więc to oznacza, że ​​muszę nadal pracować nad obrazem swojego ciała.

Kristin

Zarówno połóg, jak i późniejszy czas macierzyństwa był dla Kristin ciężki. Czuła, że zrobiła wszystko, by uniknąć depresji i lęku poporodowego, ale nie udało się. Potrzebowała wsparcia i je dostała. Codziennie jednak wciąż musi pamiętać, aby być dla siebie dobrą i łagodniejszą. Jej podróż trwa.

A na jakim etapie podróży ty jesteś?

 

Przeczytaj: Kobietka ze złączonymi kolankami – czy moje ciało jest naprawdę MOJE?!

Strona projektu:Ciała 4-tego trymestru

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Meningokoki znowu zaatakowały

4-miesięczny chłopiec z Pleszewa w Wielkopolsce i 4-letnia dziewczynka z gminy Czemierniki na Lubelszczyźnie to pierwsze tegoroczne ofiary inwazyjnej choroby meningokokowej. Chłopiec zmarł, natomiast dziewczynka, która trafiła do szpitala w ciężkim stanie, niedawno wróciła do domu. W jaki sposób można obronić się przed atakiem meningokoków?

Meningokoki najczęściej atakują dzieci

O alarmującej sytuacji w przedszkolu w Czemiernikach poinformowały lokalne media. U czteroletniej podopiecznej przedszkola pojawiły się niepokojące objawy infekcji. Dziewczynka trafiła 10 stycznia na Oddział Chorób Zakaźnych Dziecięcych w Samodzielnym Publicznym Szpitalu Wojewódzkim im. Jana Bożego w Lublinie. Jej stan był ciężki, ale stabilny. Badania potwierdziły meningokokowe zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych. Wszystkie osoby, które miały kontakt z dzieckiem (w domu i przedszkolu, w sumie ok. 70 osób) są profilaktycznie leczone antybiotykami. Na szczęście po około tygodniu dziewczynka wróciła do domu. 

Niestety, choroba tragicznie zakończyła się w przypadku czteromiesięcznego chłopca, który 4 stycznia wieczorem trafił z infekcją do szpitala w Pleszewie. – Lekarz ocenił stan niemowlęcia jako bardzo poważny i skierował je natychmiast na oddział dziecięcy. Wdrożono intensywne leczenie. Mimo tego po kilku godzinach dziecko zmarło – portalowi Zpleszewa.pl powiedział Ryszard Bosacki, dyrektor ds. medycznych Pleszewskiego Centrum Medycznego. Powodem śmierci była sepsa, która już w momencie przyjęcia chłopca do szpitala zaatakowała niemal wszystkie jego narządy. W tym przypadku również zastosowano profilaktyczną terapię antybiotykami, którą objęto 45 osób dorosłych i 3 dzieci. Badania wykonane przez Krajowy Ośrodek Referencyjny ds. Diagnostyki Bakteryjnych Zakażeń Ośrodkowego Układu Nerwowego potwierdziły u zmarłego chłopca zakażenie meningokokami typu B, które odpowiadają za większość przypadków inwazyjnej choroby meningokokokowej (IChM) w całym społeczeństwie i za ponad 80 % zachorowań wśród dzieci do pierwszego roku życia. Nieprzypadkowo ofiarami meningokoków zostały małe dzieci. – Bakterie te mogą zaatakować osoby w każdym wieku, ale ponad 75 proc. przypadków zachorowań występuje u dzieci do 5. roku życia, co wynika z niedojrzałości ich układu odpornościowego – tłumaczy dr n. med. Alicja Karney z Fundacji Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie.

Wiedza o zagrożeniu

Fundacja Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie wraz z firmą GSK prowadzi kampanię edukacyjną Wyprzedź meningokoki! Z wiedzą na start, której celem jest zwiększenie świadomości na temat zagrożenia meningokokami oraz możliwości ochrony przed nimi. – Jest to choroba o bardzo szybkim przebiegu (może zabić w ciągu 24 godzin) i największej śmiertelności (20 proc. chorych umiera, a co trzeci zostaje trwale okaleczony). To wszystko sprawia, że każdy jej przypadek jest spektakularny i nawet nam, lekarzom, głęboko zapada w pamięci – mówi dr n med. Alicja Karney. Rokowania są tym lepsze, im szybciej chory zostanie zdiagnozowany i otrzyma odpowiednie leczenie. – Walka z meningokokami to wyścig z czasem, bo stan pacjenta może zmienić się dosłownie z minuty na minutę – opowiada dr Karney. Tymczasem, jak pokazują międzynarodowe badania, co drugie dziecko z IChM trafia do szpitala dopiero po kilku konsultacjach lekarskich. – Początkowe objawy choroby są mało charakterystyczne, przypominają przeziębienie lub grypę. Dlatego rozpoznanie zakażenia nie jest łatwe, a chorzy często otrzymują specjalistyczną pomoc dopiero wtedy, kiedy są już w ciężkim stanie. Wszystko wskazuje na to, że taki scenariusz miał także miejsce w przypadku chłopca z Pleszewa – mówi ekspertka.

W jaki sposób dzieci mogą zarazić się meningokokami?

– Nie jest to trudne, biorąc pod uwagę fakt, że te bakterie przenoszą się drogą kropelkową, czyli przez kaszel lub kichanie. Szacuje się, że ok. 10 proc. społeczeństwa jest nosicielami meningokoków. W skupiskach dziecięcych, takich jak żłobki czy przedszkola, odsetek ten jest dużo wyższy – tłumaczy dr Karney. Jak dodaje, rozwojowi IChM sprzyja chwilowo obniżona odporność, np. z powodu infekcji wirusowej. Ryzyko zakażenia można zmniejszyć poprzez przestrzeganie higienicznych nawyków: nie należy pić z jednej butelki, nie używać tych samych sztućców, nie oblizywać smoczka dziecka. Wskazane jest unikanie czynników ryzyka, takich jak długotrwałe przebywanie w zatłoczonych pomieszczeniach. A kiedy pojawią się objawy przeziębienia lub grypy, należy zachować czujność i uważnie obserwować siebie oraz dziecko. – Trzeba zwrócić uwagę, czy jego stan ogólny nie pogarsza się, czy dziecko nie odmawia jedzenia i picia, nie przysypia, nie staje się niespokojne, czy nie dochodzą nowe objawy, tj. biegunka, wymioty – mówi lekarka.

Szczepienie na meningokoki

Najbardziej skuteczną metodą zapobiegania zachorowaniom wywołanym przez meningokokiszczepienie ochronne. Można je rozpocząć już w 2. miesiącu życia, ale również później, po 6 miesiącu życia. Dr. Karney zaleca szczepienie dziecka najpierw szczepionką chroniącą przed serotypem B, a potem czterowalentną, chroniącą przed serotypami A, C, W-135 i Y. Jak bowiem wynika z danych KOROUN, drugim najbardziej powszechnym serotypem meningokoków w Polsce jest serotyp C, odpowiada za ok. 30 proc. zachorowań. To właśnie on wywołał zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych u czterolatki z gminy Czemierniki. Szczepienia na meningokoki są w Polsce płatne.

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Dostęp do antykoncepcji w Polsce – jak wypadamy na tle innych Europejskich krajów?

Dostęp do antykoncepcji w Polsce - jak wypadamy na tle innych Europejskich krajów?

Polska jest ciemną plamą na mapie Europy jeśli chodzi o dostęp do antykoncepcji i wiedzy na jej temat – wynika z raportu CONTRACEPTION ATLAS 2019 wykonywanego co roku przez Europejskie Forum Parlamentarne oraz seksuologów.

Zobacz też: Jak komórka, tablet i komputer wpływają na dziecko? Cyberchoroby plagą XXI wieku

Dostęp do antykoncepcji

W tym roku wynik Polski to 31,5% (w 2018 roku 44,8%), jeśli chodzi o dostęp do nowoczesnych metod antykoncepcyjnych*, edukacji o antykoncepcji oraz  konsultacji i świadczeń medycznych związanych z antykoncepcją i zdrowiem prokreacyjnym. Jesteśmy ostatni w Europie, zaraz za Węgrami (44,9%), Andorą (47, 9%) i Grecją (48,8%)

Refundacja lub dofinansowanie antykoncepcji jest w Polsce na niższym niż w innych krajach europejskich poziomie. Nie mamy też refundacji programów edukacyjnych oraz pakietów świadczeń związanych z antykoncepcją dla młodzieży poniżej 19 roku życia. Antykoncepcja hormonalna, w tym antykoncepcja awaryjna, jest wydawana wyłącznie na receptę.

Zobacz też: Nie da się zmierzyć WSZYSTKICH ciał jedną miarą – nie róbmy sobie tego!

Dostęp do informacji

Wskaźnik dostępu do informacji online na temat antykoncepcji wynosi w Polsce 43,4%. Jest to istotny spadek w porównaniu z zeszłym rokiem, kiedy wyniósł 62,5%. Nie ma łatwo dostępnych źródeł informacji o cenach środków antykoncepcyjnych, ani wykazu miejsc, w których można określone środki dostać. Wszystkie informacje, które są dostępne pochodzą ze źródeł pozarządowych.

Reszta Europy

Według ostatnich badań, w całej Europie około 69% kobiet stosuje wybraną formę antykoncepcji. Co zaskakujące, jednocześnie aż 43% (co druga!) ciąż to tak zwana “wpadka”.

Na czele tegorocznego rankingu, podobnie jak w zeszłym roku, znajdują się:  Portugalia, Belgia, Luksemburg, UK, Niemcy, Francja, Szwajcaria i Holandia. Najwyższy wynik – 91% przypada UK i Belgii.

Nowoczesne metody antykoncepcyjne*

Zgodnie z definicją Światowej Organizacji Zdrowia, nowoczesne metody antykoncepcyjne to: doustna antykoncepcja hormonalna, wkładka domaciczna, zastrzyki z progesteronem, kombinowane zastrzyki antykoncepcyjne, implanty domaciczne, antykoncepcja awaryjna, plastry antykoncepcyjne, krążki dopochwowe, kapturki, męskie i damskie prezerwatywy, wazektomia oraz sterylizacja.

Raport CONTRACEPTION ATLAS 2019 znajduje się tutaj.

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. Zawodowo interesuje się prawami człowieka i etyką medyczną. W czasie wolnym dużo czyta - najchętniej z kotem na kolanach, trenuje roller derby i fotografuje.