Przejdź do treści

Fakty i mity na temat szczepień przeciw grypie

Fakty i mity nt. szczepień przeciw grypie.
fot. Pixabay

Jesień to okres, w którym jak bumerang powraca temat szczepień przeciw grypie. W gąszczu informacji trudno wyłuskać te rzetelne, a mnogość pokutujących mitów sprawia, że wiele osób odczuwa strach przed wizytą w placówce medycznej. Wraz z Joanną Pietroń lekarzem rodzinnym, z Centrum Medycznego Damiana, przestawiamy najpopularniejsze fakty i mity oraz wyjaśniamy dlaczego nie powinniśmy obawiać się szczepień przeciw grypie.

Zobacz też: Gdy maluch idzie do przedszkola, czyli przepis na szybką adaptację w nowym miejscu

Szczepienia zawierają fragmenty wirusa grypy

FAKT. Szczepienia przeciw grypie zalicza się do tzw. szczepionek inaktywowanych, czyli takich, które zawierają w sobie fragment lub całego zabitego wirusa. Ich skład zmienia się każdego roku i jest uzależniony od sezonu grypowego. Obecnie w naszym kraju dostępna jest szczepionka s zawierająca powierzchniowe białka wirusa – N i  H oraz taka, w której znajduje się  cały, rozszczepiony wirus grypy. Wirus grypy zawarty w szczepionce jest niezdolny do wywołania choroby.

Jego zadaniem jest bowiem pobudzenie układu odpornościowego, który po kontakcie z podaną szczepionką  wytwarza przeciwciała. Sprawia to, że nasz organizm jest przygotowany do walki z „intruzem”, jeżeli dojdzie do konfrontacji z prawdziwym wirusem.

Szybka reakcja układu immunologicznego jest wówczas kluczowa w zatrzymaniu choroby i ochroną przed  groźnymi powikłaniami.

Szczepionka nie chroni w pełni przez chorobą

FAKT. Według Światowej Organizacji Zdrowia skuteczność szczepionki wynosi od 70-90 proc. Chociaż szczepienie nie oznacza stuprocentowej ochrony, w przypadku pojawienia się choroby u osób zaszczepionych przebiega ona zdecydowanie łagodniej, minimalizując jednocześnie możliwość wystąpienia powikłań.

Szczepienia są wciąż  najbardziej  skuteczną metodą  ochrony  przeciw zachorowaniom na grypę. Mają nawet większą skuteczność niż nieswoiste środki ochrony przeciw zakażeniom  takie jak higiena rąk, noszenie maseczek itp.

Dziecko należy zaszczepić tuż po narodzinach

MIT. Światowa Organizacja Zdrowia zaleca, aby szczepieniom przeciw grypie zostały poddane wszystkie osoby po ukończeniu szóstego miesiąca życia.

Wytyczne dotyczą zwłaszcza osób, które znajdują się w grupie podwyższonego ryzyka zachorowania i wstąpienia powikłań pogrypowych (m.in. osoby starsze, kobiety ciężarne, palacze, pacjenci zmagający się z problemami kardiologicznymi, chorobami układu oddechowego, cukrzycą czy otyłością oraz osoby wykazujące obniżony poziom naturalnej odporności organizmu, a także personel medyczny.

Zobacz też: Jak wspierać odporność dziecka – 11 skutecznych sposobów i jeden wątpliwy

Istnieje więcej przeciwskazań niż wskazań do zaszczepienia

MIT. Poza medycznymi wskazaniami istnieją również przeciwskazania do poddania się szczepieniu przeciw grypie. Warto jednak podkreślić, że w zdecydowanej większości przypadków nie są to czynniki bezwzględnie wykluczające, a jedynie odraczające szczepienie.

Należy tutaj wymienić ogólny stan zdrowia – jeżeli u pacjenta występuje gorączka czy ostry stan zapalny, szczepienie  należy przełożyć  na inny termin. Nie powinniśmy również decydować się na szczepienie bezpośrednio po zakończonej chorobie lub kuracji antybiotykowej.

Czynnikiem, który należy również wziąć pod uwagę, choć nie jest elementem wykluczającym, jest zmęczenie organizmu. Jeżeli przytrafiła nam się bezsenna noc lub intensywnie trenujemy i nie zdołaliśmy w krótkim czasie odpowiednio się zregenerować, powinniśmy przynajmniej o kilka dni odłożyć wizytę związaną ze szczepieniem.

Przeciw grypie wystarczy zaszczepić się raz w ciągu życia

MIT. Zalecana częstotliwość przyjmowania szczepionek jest uzależniona od zdolności poszczególnych szczepów wirusów do mutowania a przez to do zmienności. Jako pierwszy przykład podajmy szczepienie przeciw żółtaczce, które może skutecznie chronić nas przed zachorowaniem nawet przez całe życie.

Wirus powodujący tę chorobę nie ulega bowiem niemal żadnym mutacjom, dlatego szczepionka działa tak długo. Na drugim biegunie należy natomiast wymienić szczepienie przeciw grypie. Wirus grypowy wykazuje szczególne zdolności do przeobrażania się w nowe szczepy, które są już odporne na aplikowane wcześniej szczepienia. I dlatego właśnie ważność szczepionki wynosi 1 rok a WHO zaleca, abyśmy szczepili się szczepionką przeciwgrypową co roku.

Zobacz też: Hartowanie niemowlaka jesienią – werandowanie – poznaj porady położnej!

Szczepienia są niebezpieczne dla naszego zdrowia

MIT. U większości pacjentów nie pojawiają się żadne dolegliwości po ich przyjęciu . Szczepienie przeciw grypie jest bezpieczne, należy jednak pamiętać, że stanowi pewnego rodzaju ingerencję w nasz organizm. Konieczność wykorzystania igły sprawia, że zostaje naruszona ciągłość tkanek, dlatego u niektórych osób może pojawić się odczyn skórny w miejscu wykonania wkłucia, utrzymujący się nie dłużej niż 48 godzin (zaleca się stosowanie zimnych okładów).

Ponadto przyjęcie szczepienia może spowodować krótkotrwałą ogólną reakcję organizmu, która może objawiać się poprzez podwyższoną temperaturę ciała, bóle stawów i mięśni, osłabienie, senność, spadek nastroju, dreszcze, nadmierną potliwość czy obniżony apetyt.

Objawy te zazwyczaj ustępują maksymalnie 2-3 dniu po wykonaniu szczepienia i stanowią dla nas sygnał, że organizm rozpoczął proces uodparniania się na określony szczep wirusa. Poważniejsze reakcje alergiczne, zaburzenia czucia czy wstrząs anafilaktyczny to powikłania, które pojawiają się niezwykle rzadko.

Szczepienie przeciw grypie powoduje autyzm

MIT. Badania, które wykazywały rzekomy związek między szczepieniami a autyzmem, zawierały wiele istotnych błędów. Dlatego wydawcy pisma medycznego, które początkowo zdecydowało się na ich publikację, szybko podjęli decyzję o jego wycofaniu.

Ponowne, liczne badanie nie wykazały żadnego powiązania między tymi dwoma czynnikami, niemniej wcześniejsze informacje sprawiły, że pojawiło się wiele teorii spiskowych. Badania potwierdzają natomiast, że zaniechanie szczepień znacząco zwiększa ryzyko wystąpienia choroby oraz pojawienia się groźnych powikłań (np. zapalenia płuc, zapalenia opon mózgowych, a nawet niewydolności serca).

Zobacz też: Karny jeżyk. Czy to dobra metoda wychowawcza?

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Porozmawiajmy o śmierci, niekoniecznie przy kolacji

O śmierci warto rozmawiać zawsze

Mimo ogromu badań naukowych i niezwykłego rozwoju technologicznego, nikomu jeszcze nie udało rozwiązać zagadki śmierci – tego, co dzieje się z nami, kiedy odejdziemy z naszego życia tutaj. Zadaniem na tu i teraz jest pogodzenie się z nieobecnością najbliższych i oswojenie własnej śmiertelności. Czy możemy to zmienić? Czy nadal będziemy mówić o śmierci tak jak o seksie – po cichu i za zamkniętymi drzwiami? 

To ostatnie zdanie należy do Stephen’a Levine’a, amerykańskiego poety i terapeuty, autora bestsellerów m.in. „Gdybyś miał przed sobą rok życia. Eksperyment na świadomości” i „Kto umiera?”, książka, która milionom pomogła przełamać tabu umierania. Rozparci wygodnie w swoich fotelach, oglądamy codzienne wiadomości, w których giną tysiące osób. Myślimy, że nas to nie dotyczy i wydaje nam się, że jesteśmy nieśmiertelni – pisze Levine. Gdyby udało nam się uświadomić sobie fakt przemijania, łatwiej byłoby nam zrozumieć sens istnienia. A tak? W krajach dobrobytu wartość człowieka mierzy się jego stanem posiadania, co najpewniej jest przyczyną przywiązania do „młodego” ciała. Miliony wydane na operacje plastyczne, kosmetyki, farby do włosów, wszystko po to, aby odrzucić naukę ze starzejącego się ciała. Można odnieść wrażenie, że ponosimy karę za to, że jest się starym. Choroba nie jest kluczem do zbadania naszego stosunku do życia lub zrozumienia lęku przed śmierci, tylko nieszczęśliwym zrządzeniem losu. Boimy się spojrzeć na naszych bliskich w trumnie, dlatego pozwalamy na przykrycie ich gruba warstwą makijażu. Odczuwamy paniczny lęk przed śmiercią, chociaż jest ona zjawiskiem naturalnym, która nikogo nie ominie, ale potrzebujemy jej, aby kontynuować zarówno życie wewnętrzne, jak i zewnętrzne. Życie staje się bogatsze, kiedy zaczynamy uznawać, że nie istnieje gwarancja, która pozwoli nam przeżyć dzień dzisiejszy. Tylko chwila obecna jest realna – pisze Levine. „Towarzyszyłem tym, którym dopiero śmierć w pełni przywróciła życie i wzmocniła ich w poczuciu, że jakaś część ich osoby zachowuje ciągłość, pozostając niezmieniona mimo rozpadu ciała. Spotkałem też takich, którzy, choć dotąd żyli w lęku, w obliczu śmierci potrafili otworzyć się i doznać oczekiwanego uczucia spełnienia”.

O śmierci przy kolacji

Według Michaela Hebba, autora książki „Porozmawiajmy o śmierci przy kolacji”, przełamanie tego tabu to sprawa niecierpiąca zwłoki. Wymyślił on filozofię death dinners, która polega na spotykaniu się i wspominaniu zmarłych. Między innymi, bo autor zachęca także do fantazjowania na temat własnej śmierci, co oczywiście jest najtrudniejsze, bo wiąże się z przekraczaniem granic, na które większość z nas nie jest gotowa. Rozmowy mogą jednak sprawić, że uwolnimy się od strachu, a śmierć stanie się naturalną koleją rzeczy. Dlaczego przy jedzeniu? Bo autor twierdzi, że stół biesiadny jest najważniejszym tyglem kulturowym, jaki mamy jako ludzie. „Nadszedł czas, by zmierzyć się z tym, co nieuniknione, i potrzebujemy w tym celu inicjatywy oddolnej – musimy stawić czoła własnej śmiertelności gromadnie, a nie jako wyizolowane jednostki. Pogrzeby, kancelarie prawne i szpitale nie powinny być jedyną przestrzenią, w której konfrontujemy się z odchodzeniem ukochanych osób. Taka rozmowa nie może nabrać odpowiedniej głębi, gdy jesteście przerażeni, przytłoczeni i smutni. Dzieje się tak tylko wtedy, gdy czujemy się komfortowo i nie znajdujemy się w sytuacji kryzysowej”. Podobno coraz więcej ludzi spotyka się i rozmawia o bliskich, którzy odeszli. Te spotkania mają moc oczyszczającą, a nawet jeśli nam się wydaje, że rozmawiamy o śmierci, to przecież wiadomo, że to nic innego tylko rozmowa o życiu.

Zobacz też: Żałoba po śmierci bliskiej osoby – jak poradzić sobie ze stratą?

Jak przeżyć żałobę?

Mąż Long Litt Woon zmarł nagle. Została niewyobrażalna pustka, zniknęła połowa jej życia, przeszłość i przyszłość,. W teraźniejszości rządzi smutek i żałoba. Long zapisuje się na kurs zbierania grzybów, a później pisze fascynująca książkę („Powrót do życia”), która jest dziennikiem wychodzenia z żałoby, przewodnikiem po nowym życiu. To podróż do cudownego, innego świata, niesamowite spotkanie z naturą, nowymi ludźmi. „Dzisiaj mogę powiedzieć, że moja wdowia podróż przez krajobraz smutku i żałoby stopniowo zmieniła się w wędrówkę ku nowej wiośnie. Dzięki zewnętrznym i wewnętrznym podróżom życie ukradkiem do mnie wróciło, a ja niespodziewanie poczułam się nowa sama dla siebie”.

Zobacz też: 10 rzeczy, których nauczyłem się po Twojej śmierci, wzruszający post brytyjskiego taty

Życie po śmierci

Po dziś dzień nikomu nie udało się znaleźć żadnych konkretnych, naukowych dowodów na to, co dzieje się z nami po śmierci – pisze doktor Brian Boxer Wachler w książce „Inteligencja percepcyjna. Jak mózg tworzy iluzje i złudzenia”. „Nasze rozumienie zawiłości ludzkiego mózgu jest co najwyżej powierzchowne. Nasza niewiedza na temat śmierci człowieka i tego, co następuje po niej, jest jakiś miliard razy większa”. Jak pisze autor, wielu filozofów i naukowców nie neguje życia po śmierci albo istnienia życia, a ludzie wiary nie potrzebują, aby zmarli, których przywrócono do życia, pokazali im paszport ze stemplem „bramy niebios”. Doktor Boxer nie zaprzecza istnieniu duszy czy życia pozagrobowego, ale stwierdza, że brakuje nam jakichkolwiek dowodów na życie po życiu. Czy mamy do czynienia ze wzmożoną aktywnością elektryczną mózgu, spowodowaną zbyt wysokim stężeniem dwutlenku węgla we krwi? Potrzebujemy czasu, żeby to zrozumieć, chociaż może to się nigdy nie zdarzyć. To fascynujące spojrzenie na to, jak postrzegamy świat, a raczej jak nasz umysł nam na to pozwala.

Stephen Levine – Kto umiera Wyd. Szafa

Michael Hebb – Porozmawiajmy o śmierci przy kolacji Wyd. Prószyński i s-ka.

Long litt Woon – Powrót do życia Wyd. Literackie

Brian Boxer Wachler – Inteligencja percepcyjna Wyd. Samo sedno

 

 

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Piersi są sztuką! A jak Ty widzisz kobiece ciało? – „Żywicielki, litograficzna kolekcja piersi”

Żywicielki
Żywicielki, litograficzna kolekcja piersi || Fot. Dawid Ścigalski

Jak traktujesz swoje piersi, jak je postrzegasz, czym dla Ciebie są? Czujesz dla nich podziw, czy raczej wolałabyś ich w ogóle nie widzieć? Czy lubisz ich kształt? Czy odczuwasz ich ciężar? Piersi to jeden z symbolicznych, bazowych wręcz atrybutów kobiecości, a mimo wszystko tak rzadko się nad nimi zastanawiamy. Wystawa „Żywicielki, litograficzna kolekcja piersi” jest do tego znakomitą okazją!

Litografia to technika graficzna, której podstawą jest druk płaski wykonywany na kamieniu litograficznym. Służy on za swego rodzaju matrycę, dzięki czemu powstały obraz można później wielokrotnie powielać.

Kamień i piersi? Owszem, okazało się, że technika ta pozwala znakomicie odwzorować naturalne kobiece kształty – blisko 40 kobiet zostawiło ślad swojego biustu na kamieniu litograficznym. Jak napisała Justyna Mazur, autorka projektu: „Kamień był matką obrazu piersi konkretnej kobiety, służył do odbijania na papier takich samych odbitek” – wynikiem tej pracy jest kolekcja prawie 400 printów, które zobaczyć i zakupić będzie można już 24. listopada w Galerii Sztuki OFF FRAME w Krakowie.

Przestrzeń na cielesność

Wydawać by się mogło, że właściwie nie ma o czym mówić! Ot, kawałek ciała i tyle – czy oby na pewno? Ten „kawałek ciała” towarzyszy nam przez całe życie, nieustannie ulega zmianom, na różnych etapach pełni różne funkcje, podlega wielu presjom, działaniom, komentarzom, oczekiwaniom. Wyjątkowość całego tego procesu podkreśla w opublikowanym na Facebooku opisie wystawy pisarka Anna Ciarkowska:

Nosimy swoje piersi, tak, jak się nosi ciężar, obowiązek, odznakę; jak się nosi bieliznę, dziecko na rękach, znamię, torbę podróżną, elegancką kopertówkę; jak się nosi imię. Nosimy nie myśląc o nich i zapominamy, że istnieją, aż do chwili, kiedy dotykamy ich ukradkiem i jest w tym dotyku czułość albo lęk, niepewność albo miłość. Teraz ten dotyk jest pieśnią. Jeśli więc śpiewamy ciało, to piersi śpiewamy tym samym głosem, którym śpiewamy łono; głosem zmiennym, którego nie umie zapisać żadna nuta, żaden znak, który nie pochodzi z ciała.

Te grafiki zdecydowanie z ciała pochodzą. Są odwzorowaniem różnorodności, jaka wiąże się z kobiecymi piersiami, tak jak i z każdym innym aspektem kobiecości, aspektem człowieczeństwa. Warto te różnice widzieć, rozumieć, podkreślać, podziwiać i jednocześnie doceniać. Tym bardziej, że wystawa dedykowana jest bliskim autorce kobietom, które zmagają się z rakiem piersi. Zgadza się, pamiętajmy o tym – nie wszystkie ciała da się zmierzyć jedną miarą.

Żywicielki, litograficzna kolekcja piersi

 

Źródło: Facebook wydarzenia

Zobacz też: Gigantyczne piersi na londyńskich dachach – powiedz STOP stygmatyzacji!

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

10 rzeczy, których nauczyłem się po Twojej śmierci – wzruszający post brytyjskiego taty

10 rzeczy, których nauczyłem się po Twojej śmierci - wzruszający post brytyjskiego taty
fot. Richard Pringle

3- letni synek Richarda Pringle z UK zmarł tragicznie około roku temu. Pogrążony w żałobie tata udostępnił w social media poruszający post. Stworzył listę rzeczy, których nauczył się po śmierci chłopca. Zamierza kierować się nimi wychowując dwójkę dzieci, która mu pozostała. 

Richard Pringle, tata z Wielkiej Brytanii, po śmierci 3 letniego synka stworzył listę 10 rzeczy, których nauczył się po jego śmierci.

Oto ona:

1. Nigdy nie całujesz i nie przytulasz za dużo.

2. Zawsze masz czas. 

Jeśli coś robisz, to przestań na chwilę, choćby na minutkę i skup się na dziecku. Nic nie jest bardziej istotne od niego, naprawdę możesz to na chwilę odłożyć.

3. Rób dużo zdjęć i nagrywaj tak wiele filmików, jak to tylko możliwe. 

Życie jest nieprzewidywalne. Pewnego dnia może to być jedyne, co ci zostanie.

4. Nie dawaj pieniędzy, dawaj swój czas. 

Myślisz, że wydatki są ważne? Nie są. Ważne jest to, co robisz. Skaczcie po kałużach, biegajcie, chodźcie na spacery, pływajcie w morzu, budujecie bazy, bawcie się! Nie potrafię sobie przypomnieć tego, co kupiłem Hughie’mu. Pamiętam tylko to, co razem robiliśmy…

5. Śpiewajcie. 

Śpiewajcie razem. Moje najwspanialsze wspomnienia to te, kiedy on siedzi w moich ramionach albo obok mnie w samochodzie i śpiewamy razem nasze ulubione piosenki. Wspomnienia tworzy też muzyka.

Zobacz też: Pierwsza wizyta u psychoterapeuty – 3 pytania, których możesz się spodziewać

6. Ciesz się najprostszymi rzeczami. 

Wieczorami, usypianiem, czytaniem bajek. Wspólnymi kolacjami czy leniwymi niedzielami. Celebrujcie najzwyklejsze chwile. One są tym, za czym tęsknię najbardziej. Nie pozwól, aby ten czas umknął niezauważony.

7. Zawsze całuj na dobranoc wszystkich tych, których kochasz. 

Nawet jeśli zasną, idź i pocałuj. Nigdy nie wiesz, czy to nie będzie ostatni raz…

8. Sprawiajcie razem, aby nawet nudne czynności były zabawą – wycieczki po zakupy, podróże samochodem, wyjścia do sklepu. 

Żartujcie, śmiejcie się, bawcie się i cieszcie się sobą! Życie jest za krótkie na to, aby się nie bawić.

9. Pisz relacje. 

Zapisuj wszystko, co Twoje dziecko kocha, lubi, robi. Notuj wszystkie zabawne rzeczy, które ono mówi. Dzieci są takie urocze. Niestety, my zaczęliśmy to robić dopiero po stracie Hughie’ego. Chcielibyśmy pamiętać wszystko. Teraz robimy to Hettie. Te wspomnienia zostanie zapisane już na zawsze… Kiedyś będziesz rozkoszować się tymi wszystkim chwilami, znów… Nic nie umknie Twojej pamięci.

10. Jesteś ogromnym szczęściarzem.

Jeśli masz swoje dziecko przy sobie, aby pocałować je na dobranoc, aby zjeść z nim śniadanie, aby odprowadzić je do szkoły czy wysłać na studia, aby patrzeć, jak bierze ślub… Jesteś ogromnym szczęściarzem. Masz wszystko. Nie zapominaj o tym!!!!

Link do oryginalnego posta znajdziesz tutaj. 

 

Redakcja

Portal o rodzinie.

Gdy maluch idzie do przedszkola, czyli przepis na szybką adaptację w nowym miejscu

Gdy maluch idzie do przedszkola, czyli przepis na szybką adaptację w nowym miejscu
fot.Pixabay

Od pierwszych chwil życia dziecko każdy moment spędza pod czujnym okiem rodziców. Ich obecność jest zatem naturalna. Dzieci rzadko mają okazję przebywania dłużej bez opieki rodziców lub w obcym miejscu. Kiedy przychodzi im zmierzyć się nowym otoczeniem, jakim jest żłobek lub przedszkole, mogą czuć lęk. Reakcje malucha bywają problematyczne nie tylko dla rodziców, ale również opiekunów w placówkach edukacyjnych. Jaki jest zatem skuteczny sposób, aby pomóc dziecku szybko zaaklimatyzować się i zaadaptować do nowej rzeczywistości?

Dziecko obserwuje reakcję rodzica

Choć z całych sił pragniemy, aby nasze dziecko szybko dostosowało się do nowych realiów, okazuje się, że problem może tkwić w… nas samych. Maluch obserwując emocje, z jakimi rodzic mierzy się w momencie dłuższej rozłąki dostaje jasny sygnał, że to powód do zmartwień. Dziecięca wyobraźnia może podpowiadać, że np. rodzic zostawi go w przedszkolu na zawsze.
Wysyłając dziecko do przedszkola lub żłobka, skup się na swoich emocjach. Sprecyzuj wątpliwości i obawy. Jeżeli martwisz się o to, czy dziecko będzie jadło w przedszkolu pożywne, domowe dania, zapoznaj się z ofertą żywieniową placówki. Jeśli twoje obiekcje wzbudza oferta edukacyjna lub jakikolwiek z elementów opieki przedszkolnej, porozmawiaj z dyrektorem placówki.
Przed takim spotkaniem przygotuj sobie listę pytań, aby mieć pewność, że poruszysz każdy wątek, który może budzić w tobie wątpliwości. Im prędzej je rozwiejesz, tym szybciej dziecko dostrzeże twoje pozytywne nastawienie do nowego miejsca, do którego będzie chodziło z przyjemnością – jeżeli rodzic uważa, że jest tam fajnie, to z pewnością tak jest!

Zobacz też: “Obywatel Jones” Agnieszki Holland – zapomniana lekcja historii

Zdarza się, że rodzic po pożegnaniu z maluchem, zostaje na korytarzu, aby móc przyglądać mu się podczas zabawy – tak, jakby chciał napatrzeć się na zapas. Gdy dziecko, które zdążyło już poradzić sobie z rozłąką i zająć się zabawą, zauważa rodzica, zaczyna płakać i chce, aby mama czy tata natychmiast zabrali go ze sobą. Opiekunom w placówce jest wtedy ciężko zapanować nad jego emocjami.

Dlatego ważne jest szybkie pożegnanie, bez zbędnych, silnych emocji. Staramy się również, aby rodzice nie przebywali na co dzień w salach zajęć. Ich obecność może okazać się kojąca tylko dla konkretnego malucha, zaś cała grupa stresuje się obecnością obcych im osób. Przestrzeganie tego typu zasad pozwala dzieciom uporządkować w ich głowach czas i przestrzeń, co pozwala osiągnąć im spokój i polubić przedszkole czy żłobek, które stają się ich nowym ulubionym środowiskiem – mówi Anna Kowalska, pedagog i dyrektor regionalny ogólnopolskiej sieci dwujęzycznych przedszkoli oraz żłobków KIDS&Co.

Najczęstsze błędy w momentach rozłąki

  • długie pożegnania – im krótsze i bardziej konkretne, tym lepiej. Odprowadzając dziecko, ucałuj je na do widzenia, zapewnij o swojej miłości i powiedz, że wrócisz po niego np. już po obiedzie;
  • zaburzanie rytmu dnia dziecka – warto, aby w trakcie pożegnania określić maluchowi moment, w którym rodzic wróci po niego. Jeżeli nastawisz malucha, że przyjdziesz po leżakowaniu, nie zmieniaj tej pory bez jego wiedzy – nie spóźniaj się, ani nie przychodź przez. Dziecko w kolejnych dniach może emocjonalnie reagować na pożegnania, a twoje zapewnienia będą już dla niego bezpodstawne;
  • siedzenie na korytarzu i zaglądanie do sali – gdy dziecko zauważy rodzica, nawet najlepsza zabawa może zostać natychmiast przerwana, a maluch ze łzami w oczach zacznie domagać się kontaktu z rodzicem i zabrania go z placówki;
  • zaglądanie przez okno – rodzice, zwłaszcza w pierwszych dniach przebywania dziecka w nowym miejscu, bardzo przeżywają cały proces jego aklimatyzacji i martwią się. Jeżeli maluch zauważy zaglądającego przez okno rodzica, może odebrać to jako sygnał braku zaufania do miejsca, w którym się znajduje oraz opiekunów. Im prędzej rodzic zaufa nauczycielom, tym szybciej dziecko weźmie z niego przykład i polubi miejsce, w którym spędza tak dużo czasu w ciągu dnia;
  • przesadnie radosne powitanie dziecka – nadmierne emocje jak np. łzy szczęścia, mogą być dla dziecka niejasne i budzić niepokój. Postaraj się przywitać dziecko z uśmiechem na twarzy, zapewnić je, że dobrze znów się widzieć, zapytaj, jak dzień. Dziecko zajmie się opowiadaniem i zapomni o emocjach, jakie towarzyszyły mu gdy rano zostawał w przedszkolu.

Zobacz też: Złota jesień w rytmie baby blues – z pamiętnika mamy

Przyzwyczajaj malucha do swojej nieobecności

Staraj się częściej uniezależniać dziecko od swojej obecności. Konfrontując malucha z pozornie obcymi osobami, którymi mogą być dla niego nawet ciocia czy sąsiadka, sprawisz, że towarzystwo innych nie będzie stanowić dla niego źródła stresu. Zanim dziecko zacznie uczęszczać do nowego miejsca – przedszkola lub żłobka – staraj się kilka razy w tygodniu organizować dla niego opiekę u kogoś z rodziny lub sąsiadów.
Podobny skutek osiągniesz stwarzając dziecku więcej okazji do bawienia się z nieznajomymi dziećmi, np. na placu zabaw czy w ogródkach jordanowskich. Nowe twarze oraz miejsca pojawiające się w jego życiu będą stawać się dla niego naturalnym doświadczeniem, dzięki czemu przestawienie się na nową, przedszkolną rzeczywistość odbędzie się bez większych utrudnień.

Wprowadzaj dziecko w nowe otoczenie stopniowo

Niezależnie od tego, czy twoje dziecko zacznie swoją przygodę ze żłobkiem lub wraz z początkiem roku szkolnego, czy w samym środku sezonu, postaraj się już kilka tygodni wcześniej stopniowo oswajać malucha z nowym miejscem. Niektóre przedszkola umożliwiają adaptację, udostępniając placówkę dla dzieci i ich rodziców przez cały rok, np. w weekendy, aby wspólnie mieli szansę na sprawdzenie nowego otoczenia, oswojenie się z nim i przełamanie poczucia niepewności przed nadchodzącymi zmianami.
Podczas pierwszych dni w przedszkolu czy żłobku, dziecko będzie już kojarzyło miejsce, w którym przyjdzie mu spędzać dzień. Dopiero w tym momencie doświadczy faktycznej adaptacji – bez rodzica u boku. Znajomość otoczenia pomoże mu jednak przełamać strach i zniweluje stres do minimum. W rezultacie, zaufanie do opiekunek oraz kolegów z grupy stanie się dla niego łatwiej i prędzej osiągalne.
Nawet spędzając czas z dzieckiem w domu, możesz wprowadzać je w nowe środowisko i oswajać z myślą, że będziecie widywać cię rzadziej w ciągu dnia. W rozmowach przedstawiaj przedszkole czy żłobek w superlatywach, zachęcaj do zwracania się ze sprawami do przedszkolanki, która będzie mogła rozwiązać każdy problem czy wątpliwość malucha. Widząc twój spokój i pozytywne nastawienie do nowych okoliczności, adaptacja będzie szybsza i bardziej owocna.

Dni Otwarte w KIDS&Co.

Aby wraz z maluchem przekonać się, jak wygląda dobrze spędzony dzień w jednej z placówek sieci przedszkoli i żłobków dwujęzycznych KIDS&Co., weź udział w Dniach Otwartych, podczas których będziesz mieć szansę na rozmowę z nauczycielami i dyrektorem oraz poznanie placówki, a dziecko będzie mogło uczestniczyć w pokazowych zajęciach i zabawach, aby poznało nowe środowisko i sprawdzić, że przedszkole nie jest wcale takie złe.

Zobacz też: Problemy z nauką u dzieci. Kilka słów o tym, czym jest SZRUS

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.