Przejdź do treści

Gwen Stefani w ciąży! Wraz z partnerem zdecydowali się na metodę in vitro

Gwen Stefani
Georges Biard, Wikipedia, CC BY-SA 3.0

47- letnia amerykańska piosenkarka Gwen Stefani po dwóch latach związku z wokalistą Blakem Sheltonem jest w ciąży! Zgodnie z informacjami „Radar Online”, para spodziewa się swojego pierwszego dziecka, które zostało poczęte metodą in vitro.

Kilka dni temu w internecie pojawiły się zdjęcia Stefani wychodzącej kościoła w luźnej stylizacji. Ubranie to, jak twierdzą plotkarskie portale, miało ukryć ciążowy brzuszek. Do tej pory piosenkarka nie skomentowała jednak tych doniesień.

Gwen uwielbia być matką, a Blake od miesięcy myśli o dziecku, zwłaszcza po tym, kiedy poznał synów Gwen – mówi anonimowe źródło z otoczenia gwiazdy. – Wiedzieli, że nie mają czasu do stracenia, więc perfekcyjnie zaplanowali ciążę od początku do końca – dodaje źródło.

Mówi się, że para całkowicie podporządkowała swój harmonogram pod przygotowania na narodziny pierwszego, wspólnego dziecka. Gwiazdy nie ujawniły jednak daty spodziewanego porodu.

Gwen Stefani ma już trójkę dzieci

Jak podaje „Radar Online”, para zdecydowała się na poczęcie potomka metodą in vitro u jednego z najlepszych hollywoodzkich specjalistów.

Gwen Stefani ma już trójkę synów z małżeństwa z muzykiem Gavinem Rossdale. Dzieci piosenkarki to 11-letni Kingston, 9-letni Zuma i 3-letni Apollo.

Zobacz także:

Księżna Kate spodziewa się trzeciego dziecka

Piękna sesja Sereny Williams na okładce „Vanity Fair” – nagość, ciąża, kobiecość!

Jennifer Lopez wzruszyła cały świat – oto jakie życzenia urodzinowe złożyła swoim dzieciom!

Źródło: Radar Online, Starcasm, JastrzabPost

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.

Ile wymagać od dzieci?

Ile wymagać od dzieci?
Złe zachowania, naruszające normy społeczne, mamy potrzebę szybko korygować – fot. Fotolia

„Nie ma dzieci – są ludzie.” To bardzo znane powiedzenie autorstwa Janusza Korczaka, które stało się również mottem kampanii społecznej organizowanej przez Rzecznika Praw Dziecka. Oczywiście, nie mamy pewności, co Korczak dokładnie miał na myśli, w jakich okolicznościach doszedł do takiego wniosku, dlaczego uważał, że to było ważne, by powtarzać to zdanie wielokrotnie. Możemy jednak zastanowić się, czy i jakie znaczenia mają słowa sprzed dziesiątków lat dzisiaj. Bo że mają, nie ma wątpliwości.

Nie trudno dzieciom wpaść w kłopoty. Choć uważamy, że dzieciństwo to czas zabawy, spontaniczności, prób, większość rodziców zdaje się mieć świadomość i wewnętrzną zgodę na to, by ich dzieci były dziećmi.

Jednak w praktyce okazuje się, że w zasadzie oczekujemy, że jednak dzieci będą się zachowywały w określony sposób. Oczekujemy, że od bardzo wczesnego dzieciństwa będą potrafiły kontrolować impulsy, przewidywać konsekwencje swoich działań, spodziewamy się, że potrafią logicznie wyjaśnić swoje zachowanie.

Zobacz też: Swobodna zabawa w rozwoju dziecka. Dlaczego jest tak ważna?

Oczekiwania

Oczywiście, im młodsze dziecko, tym te oczekiwania są mniejsze. Albo też trudniej się przyznać do tego, że mamy oczekiwania. Jeśli dwulatki chcą się w tym samym czasie bawić tą samą zabawką, wielu dorosłych sięgnie po dorosłe metody rozstrzygające tę kwestię – dzieci powinny się bawić sprawiedliwie. Czyli na przykład na przemian. Dorośli dziecku tłumaczą, wyjaśniają i w zasadzie to powinno wystarczyć, by usunąć niepożądane zachowanie.

Nawet o bardzo małych dzieciach zdarza się dorosłym myśleć (i mówić), że są rozwydrzone, złośliwe, że działają celowo, by zwrócić na siebie uwagę. Niektóre dzieci zdaniem dorosłych mają tendencję do gwiazdorzenia. Można by długo wymieniać, w jaki sposób widzimy dzieci, jakie przymioty i intencje im przypisujemy.

Złe zachowania, naruszające normy społeczne, mamy potrzebę szybko korygować. Albo wyciszyć. Jeśli przedszkolak odebrany w przedszkola bardzo późno jest płaczliwy, nie ma ochoty wsiąść do samochodu, długo zakłada kurtkę. Rodzic, czasami też zmęczony po pracy, zaczyna popędzać, pokrzykiwać, grozić.

Z jakiegoś powodu, gdybyśmy mieli do czynienia z osobą dorosłą powiedzielibyśmy, ze miała długi dzień, jest zmęczona, że może ktoś był dla niej niemiły. Jest to zrozumiałe, że dorośli mają swoje sprawy i niezbywalne prawo do gorszego momentu, dnia czy nawet miesięcy. Z jakiegoś jednak powodu często nie mamy takiej wyrozumiałości dla dzieci.

Zobacz też: „Bo mamusi będzie przykro”. Wzbudzanie poczucia winy u dziecka, czyli kilka słów o okrutnej manipulacji

Wady i niedoskonałości

Nancy McWilliams, psychoanalityczka, zauważa, że ludzie często trafiają do terapii w momencie, kiedy ich dzieci osiągają wiek, kiedy im samym coś się przytrafiło. Niekoniecznie robią to świadomie. Nagle zaczynają mieć obawy, czują, że coś się niedobrego dzieje, zaczynają się gorzej czuć czy funkcjonować. I długo w żaden sposób nie łączą tego z własnymi dziećmi.

Dzieci wywołują w nas wiele, bardzo żywych uczuć. Ciąża, poród czy wczesne rodzicielstwo uznawane jest za szczególny czas ze względu na liczne zmiany hormonalne. Jednak tłumaczenie to, choć pomocne, jest jednocześnie nazbyt upraszczające.

Opieka nad noworodkiem czy małym dzieckiem konfrontuje nas z zależnością (dziecka od nas i nad od dziecka), bezradnością i bezbronnością. To nie są uczucia, które chcielibyśmy sobie przypominać. Może więc być tak, że jeśli rodzic ma tego rodzaju kłopot, będzie potrzebował, by jego dziecko jak najszybciej się usamodzielniło w żłobku lub przedszkolu.

Zobacz też: „Trudne” dziecko – czy jest w życiu skazane na porażkę?

Ile wymagać od dziecka?

Większość z nas, rodziców, jest świetna w teorii. W teorii wiemy, jak dziecko powinno się zachować, co powinno, a czego nie powinno robić. Wiemy, że nie powinno bić innych dzieci, zabierać zabawek, że powinno szanować innych. Mówimy o tym dzieciom. Czasami spokojnie, czasami w złości, karząc. Ale to, czego dzieci naprawdę się uczą to to, co widzą.

Co jakiś czas w Internecie pojawia się relacja rodzica, który postanowił „nauczyć” dziecko czegoś. Widzimy więc nastolatka, który maszeruje do szkoły, ponieważ ojciec zakazał mu korzystania ze szkolnego autobusu, ponieważ młody człowiek prześladował kolegę. Albo mama pokazuje pokój córki opróżniony z wszystkich zabawek, ponieważ dziecko nie potrafiło lub nie chciało dzielić się zabawkami.

Internet się, oczywiście, dzieli. Większość czytających oraz oglądających nagranie uważa postawę rodzica za wyraz dojrzałości i przykład konsekwencji. Czasami trzeba być twardym, prawda? Tyle tylko, że jak dziecko ma się „oduczyć” prześladowania, skoro samo jest prześladowane? Jak ma czymkolwiek się dzielić, jeśli jego rzeczy nie należą do niego i w każdej chwili ktoś silniejszy może przyjść i je zabrać? Jak ma szanować innych, jeśli samo jest nieszanowane? Karykaturą jest sytuacją, kiedy rodzic ze słowami „Nie będziesz więcej bił” wymierza klapsa dziecku.

Wymagajmy od dzieci. Wymagania i frustracja sprzyjają rozwojowi. Ale też trzeba pamiętać o określonych możliwościach dzieci, adekwatnych do ich rozwoju i wieku. I tak jak mamy współczucie i zrozumienie dla dorosłych, to samo winni jesteśmy dzieciom. Tak jak my bywamy zmęczeni i rozdrażnieni, tak również dzieci.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Chodzenie do tyłu wzmacnia pamięć!

Chodzenie do tyłu
Być może ruch do tyłu kojarzymy z przeszłością. – Fot. Pixabay

Badanie opublikowane w magazynie „Cognition” dowodzi, że kiedy chodzimy do tyłu lub wyobrażamy sobie chodzenie tyłem, to nasza pamięć krótkotrwała lepiej przechowuje wspomnienia niż wtedy, kiedy chodzimy normalnie lub siedzimy.

Dlaczego tak się dzieje? Naukowcy z Wydziału Psychologii na Harvardzie nie znaleźli jednoznacznej odpowiedzi. Być może ruch do tyłu kojarzymy z przeszłością, a to powoduje reakcję obszarów mózgu odpowiedzialnych za pamięć. W języku angielskim chodzenie do tyłu to retro walking. W dawnych Chinach praktykowano tę metodę w celu lepszego zdrowia, dzisiaj chodzenie do tyłu zaleca się osobom, które mamą problemy z kolanami i tym, którzy chcą poprawić swoją kondycję.

Zobacz też: Jak komórka, tablet i komputer wpływają na dziecko? Cyberchoroby plagą XXI wieku

Naukowcy zdecydowali się na dalsze badania nad tym zagadnieniem, ponieważ znaleźli połączenia pomiędzy ruchem i pamięcią. Zaproszono 114 ochotników do wzięcia udziału w sześciu różnych eksperymentach. Uczestnicy obejrzeli grupy obrazów, wideo z zainscenizowanej zbrodni, przeczytali listę słów, następnie mieli pójść naprzód, cofnąć się, usiąść, obejrzeć wideo symulujące ruch do przodu i tyłu. Po przeanalizowaniu wszystkich przypadków okazało się, że uczestnicy eksperymentu – którzy się cofali, myśleli o tym, lub zobaczyli film – potrafili szybciej przypomnieć sobie informacje, które dostali wcześniej w porównaniu z tymi, którzy siedzieli nieruchomo. Efekt lepszej pamięci trwał jeszcze 10 minut po tym, kiedy ludzie przestali się poruszać.

Zobacz też: Wady postawy u dzieci – jak nie dopuścić do ich powstania?

Jak można wykorzystać te badania? Dr Schacter, jeden z naukowców przeprowadzających eksperyment, uważa, że ruch w tył można włączyć do istniejących metod poprawiania pamięci np. w wywiadzie poznawczym. Ta technika pomaga przywołać świadkom przestępstwa szczegóły towarzyszących wydarzeń.

Przyszłe badania na pewno będą obejmowały takie zagadnienia jak pomoc ludziom z demencją czy osobom starszym i włączenia terapii ruchowej do codziennej opieki. A na razie dr Schacter radzi chodzenie do tyłu od czasu do czasu i sprawdzanie efektu. 

Jeśli chcesz zacząć praktykować chodzenie do tyłu, wybierz ustronne miejsce i najlepiej na taki spacer wybierz się z kimś znajomym, żeby uchronić cię przed przeszkodami. Badania wykazały, że chodzenie do tyłu 15-20 minut, znacznie poprawia ruchomość stawów.

Źrodło: Harvard Health Publising

 

 

 

 

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Każda rodzina jest wyjątkowa – „To wszystko rodzina” uczy empatii

Każda rodzina jest wyjątkowa - “To wszystko rodzina” uczy empatii
Wyd.Sam

“To wszystko rodzina! O dziecku nowej partnerki brata poprzedniej żony taty i o innych krewnych” nie wyklucza nikogo. Są tu rodziny biologiczne, adopcyjne, tęczowe, dziecięce wioski, dzieci urodzone przez surogatki, patchworkowe rodziny z tak zagmatwaną siecią relacji, że potrzeba dłuższej chwili skupienia, żeby się w tym zamieszaniu połapać.

Autorki – Alexandra Maxeiner i Anke Kuhl nie zapominają o rodzinach z wyboru – wspólnie żyjących grupach przyjaciół, ani o parach, które nie decydują się na wychowywanie dzieci. Całe towarzystwo jest wieloetniczne, nosi polskie i nie-polskie imiona, opiekuje się zwierzętami domowymi, które na kartach książki uwzględniane są  jako pełnoprawni członkowie rodzin.

Lekcja sympatii i tolerancji

Każdy z nas ma inne przyzwyczajenia, każda z nas została wychowana nieco inaczej, wszyscy – czy tego chcemy, czy nie – wynosimy z naszych domów pewne wzorce.

Maxeiner i Kuhl w dowcipny sposób pokazują to, jak bardzo się różnimy:

Niektóre rodziny nigdy nie wietrzą mieszkania. A inne robią to bez przerwy i wtedy wszyscy marzną. 

W niektórych rodzinach jest ciągły hałas. Wszyscy mówią dużo i głośno, grają na jakichś instrumentach, często się kłócą, biegają, tupią, chrapią albo głosno puszczają bąki. W innych rodzinach jest zawsze bardzo spokojnie. Wszyscy mówią cicho, albo wcale.

Są takie rodziny, które bardzo mało się poruszają, inne z kolei są w ustawicznym biegu. Po niektórych od razu widać, że należą do jednej rodziny, a po innych wcale.

Kolorowe, minimalistyczne ilustracje w jasny i przyjazny sposób prezentują tę różnorodność. Najważniejsze przesłanie płynące z tej kolorowej mieszanki indywidualności to równość.

Nikt nie jest ani lepszy, ani gorszy, każdy jest po prostu inny. Bez względu na to, czy ma biologicznych rodziców, dwie mamy, stworzyła adopcyjną rodzinę, czy zdecydował zamieszkać sam z psem. Wszystkie te osoby zasługują na szacunek i mają takie samo jak my prawo, by cieszyć się życiem.

Zobacz też: Dziecko i pies czyli 10 powodów, dlaczego warto powiększyć rodzinę

Kłótnie zdarzają się w każdym domu

Autorki nie idealizują obrazu rodziny. Pokazują kłótnie między rodzeństwem, rodzicami, dziećmi i dorosłymi, piszą o śmierci i o tym, że niektórzy rodzice nie są dobrzy dla swoich dzieci. Kłótnie zdarzają się w każdym domu. W każdym domu pojawia się śmierć. Każdy z nas pamięta ze swojej szkoły jakąś osobę, która miała ciężką sytuację rodzinną i potrzebowała pomocy.

Książka może być doskonałym wstępem do rozmowy o trudnych emocjach, które pojawiają się w życiu dziecka. Może dawać dziecku poczucie, że to, co przeżywa jest normalne, inne dzieci i dorośli też głęboko przeżywają różne sytuacje, a potem im przechodzi. Autorki biorą na warsztat takie emocje jak: niechęć do nowej partnerki taty, czuć złość na mamę i siostrę, zazdrość wobec innego dziecka, czy tęsknota za zmarłą mamą.

Zobacz też: Kultura nie tylko wzbogaca, ale też leczy. Wiesz jak? [WIDEO]

Opisz swoją rodzinę

Po przeczytaniu książki każde dziecko może uzupełnić przedstawiony w niej obraz świata o własną rodzinę.  Autorki zostawiły małym czytelnikom miejsce na narysowanie portretu ich rodziny i napisanie imion jej wszystkich członków. Pytają też o ulubione rodzinne potrawy, miejsca, do których rodzina lubi chodzić, najpiękniejsze wspólne wspomnienia, hobby i przezwiska, które nadają sobie domownicy. To szansa na świetną zabawę dla całej rodziny i celebrację własnej wyjątkowości.

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

Najzdrowszy produkt na świecie

Najzdrowszy produkt na świecie
Za najbardziej zdrowy uważa się miód manuka. – Fot. Pixabay

Aby wyprodukować łyżkę miodu, 12 pszczół musi pracować całe swoje życie (ponad miesiąc). To dlatego weganie rezygnują z jego jedzenia, chociaż być może nie wiedzą co tracą. Miód jest najzdrowszym naturalnym produktem na naszej planecie.

Badania naukowe potwierdzają, że miód zabija bakterie, wirusy i grzyby, obniża cholesterol oraz likwiduje stany zapalne – skład oraz wartości odżywcze zależą od liczby pszczół, które przekazują sobie nektar. Co jeszcze ma w sobie? Wiele witamin z grupy B, magnez, wapń i potas, dzięki czemu zapobiega przeziębieniom i wspomaga system odpornościowy.

To jednak, co możemy znaleźć na półce sklepowej bardzo różni się od tego, co „produkują” pszczoły. Producenci i dystrybutorzy miodu na całym świecie chcą sprzedawać dużo i mają swoje sposoby na powiększenie zysków. Badania wykazują, że miód pomaga zwalczyć objawy alergii nawet o 60 % – musi jednak być ekologiczny, czyli wolny od wszelkich zanieczyszczeń.

Zobacz też: Brudna 12 czyli co kupować w zieleniaku w 2019 roku

Najzdrowszy produkt na świecie

Większość miodu na sklepowych półkach nie ma nic wspólnego z prawdziwym, zdrowym produktem. To, co kupujemy, to czysty cukier, a ci, którzy go wytwarzają, otwarcie przyznają, że nie zawiera on żadnych wartości odżywczych oraz pyłków. Głównie z powodu braku pyłków ma dłuższą datę przydatności do spożycia i trudno zweryfikować, skąd pochodzi.

Klienci chętniej go kupują, bo jest przejrzysty i ma odpowiednią, płynną konsystencję przez cały czas. Co jest dodawane do takiego produktu? Przede wszystkim sztuczne słodziki, syrop kukurydziany lub ryżowy. Miód sprowadzany z Chin może zawierać antybiotyki.

Na szczęście na naszym rynku możemy znaleźć ten cud natury, musimy tylko wiedzieć, jak rozpoznać prawdziwy. Przede wszystkim kupujmy miód od ekologicznych dostawców, w ekologicznych sklepach, z odpowiednim certyfikatem – zapewnienia pana pszczelarza na ryneczku nic nie znaczą. Miód bez dodatków jest mętny i w temperaturze pokojowej – ma stałą konsystencję.

Zobacz też: Dieta, która pomoże nam zakwitnąć na wiosnę!

Który najzdrowszy?

Za najbardziej zdrowy uważa się miód manuka. Pochodzi z Nowej Zelandii, zawiera olbrzymie ilości methylglyoxalu (związek organiczny, uczestniczący w budowie komórek ).

Już w XIX wieku naukowcy odkryli jego antybakteryjne właściwości – uznawany jest za naturalny antybiotyk. Leczy zakażenia, niegojące się rany, odmrożenia, wpływa korzystnie na pracę przewodu pokarmowego, jest niezastąpiony w leczeniu przeziębień i grypy.

Łyżka ekologicznego miodu zjedzona po obiedzie – jeśli lubimy zjeść coś słodkiego – będzie idealna, ale nie przesadzajmy z ilością, bo nie da się ukryć, że miód to jednak cukier.

Źródła:

https://www.webmd.com

https://www.institutefornaturalhealing.com

http://wcinaj-miod.pl/

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.