Przejdź do treści

Jak być miłym hejterem? Czyli konstruktywna krytyka zawsze w cenie!

Jak być miłym hejterem
Doradzając drugiej osobie, tak naprawdę doradzasz sam sobie będącym w podobnej sytuacji – fot. Fotolia

Mój ostatni artykuł o hejtujących mamach wywołał duże kontrowersje. Część czytelników zgodziła się z nim, część oburzyła, że jak to?! Widzę, że ktoś coś robi źle i naraża dziecko, trzeba reagować! I racja – znieczulica to jedna z najgorszych plag dzisiejszego społeczeństwa.

Dlatego postanowiłam napisać poradnik miłego hejtera, inaczej jak krytykować i doradzać, aby nie zostać posądzonym o hejt.

Dlaczego krytykuję?

Na początek – zacznij od siebie, tj. odpowiedz sobie na pytanie DLACZEGO? Jakie są moje motywy postępowania? Czy krytykuję, aby krytykować i pokazać, że wiem co najlepsze dla mojego dziecka (i wszystkich innych)? Czy też naprawdę zależy mi na tym, aby druga osoba zmieniła swoje postępowanie, dla JEJ dobra?

Jeżeli to pierwsze to zalecam nie odzywanie się i pracę nad samooceną, ewentualnie inwestycję w dobrego psychoterapeutę. A może założysz bloga, gdzie będziesz dzielić się swoją ekspercką wiedzą? Oczywiście tylko z tymi, którzy będą chcieli to przeczytać.

Jeżeli interesuje Cię druga opcja to mam dla Ciebie złą wiadomość – musisz pokonać GADA. Tak, dobrze czytasz. Małego, oślizłego, z łuskami, czasami nawet ziejącego ogniem. Mieszkającego głęboko w ludzkiej głowie.

Zobacz też: Dlaczego tak trudno o ojca w domu? Wyznania pełnoetatowego taty

Jak pokonać gada?

Wszyscy jesteśmy zwierzętami i o naszym przetrwaniu zadecydował nasz pierwotny gadzi mózg, który automatycznie podpowiada nam – wróg czy nie-wróg? Uciekać, atakować czy udawać martwego? Gad nienawidzi krytyki i uwielbia zjadać odważnych na drugie śniadanie. Jeżeli nie chcesz skończyć jak Daenerys w Grze o Tron to lepiej się go słuchać.

Najlepszy sposób na rozprawienie się ze smokiem to… uwierzenie w niego i danie mu prawa do istnienia. Musisz zaakceptować to, że ktoś może mieć inne zdanie niż Ty, a przede wszystkim musisz dać mu odczuć, że akceptujesz go w całości, taki jaki jest. To już połowa sukcesu, przepis na uśpienie czujności gada i dotarcie do mózgu człowieczego, zwanego też rozumem.

Ta część naszego ciała zwykle zdolna jest przyjmować logiczne argumenty. Chociaż walka na słowa też nie jest najlepszym pomysłem na ten moment. Aby przekonać kogoś do zmiany zdania warto na początku… przyznać mu rację! Na pewno jesteś w stanie znaleźć jakiś punkt wspólny, choćby to były „dobre chęci” lub ogólnie pojęta „troska o dziecko”. Jeżeli nie, możesz spróbować wczuć się w drugą osobę, aby stwierdzić, że „będąc na jej miejscu, mając taki, a nie inny bagaż doświadczeń i wiedzę, być może twierdziłbyś tak samo”. Przy okazji parafrazujesz argument drugiej osoby, upewniasz się, że dobrze rozumiesz i dajesz prawo do własnej opinii.

Zobacz też: Mama inna niż wszystkie – rzuciła pracę i otworzyła kawiarnie będąc w ciąży

Pozytywne zakończenie

Teraz, gdy opadły emocje i smok smacznie śpi w swojej jaskini, nadszedł czas na zdefiniowanie różnic – bo ogólnie zgadzacie się już i może nawet trochę lubicie, tylko różnicie się w jednym detalu. Przedstaw swoje stanowisko jasno i zaproponuj rozwiązanie. Zapytaj drugą osobę o zdanie.

Uff, dotarliśmy do końca rozprawy. Ale czy warto? Musisz sam ocenić. Doradzając drugiej osobie, tak naprawdę doradzasz sam sobie będącym w podobnej sytuacji. Czy jesteś w stanie wziąć pod uwagę wszystkie zmienne? A co z konsekwencjami działań? Może najlepszym rozwiązaniem jest po prostu wysłuchać i przytulić. „Dobre rady – zawsze w cenie”. Jednak to nie Ty zapłacisz rachunek.

Alina HRabina

Zawodowo związana z branżą HR. Obecnie na urlopie macierzyńskim. Mieszka w Warszawie, chętnie odbywa podróże małe i duże.

Podróże z niemowlakiem. „Pierwszy raz wyjechaliśmy, gdy córeczka miała 2 miesiące”

podróże z niemowlakiem
Przed narodzinami dziecka wiele osób mówiło: "Zobaczycie – teraz skończy się jeżdżenie!" No i zobaczyliśmy – wiele nowych, ciekawych miejsc – fot. Fotolia

„Serdeczne pozdrowienia znad morza przesyła Alina, Mariusz i Laryska. Pogoda dopisuje, słońce świeci i jest ciepło, aczkolwiek wietrznie. Mieszkamy u cioci Jasi pod Słupskiem, codziennie jeździmy nad morze do Ustki, gdzie spacerujemy i chodzimy na obiad do lokalnej smażalni na najlepszego w okolicy dorsza z masełkiem. Szkoda, że Was tu nie ma. Do zobaczenia w przyszłym tygodniu”.

Tak mogłaby wyglądać nasza pocztówka z wakacji. To już któryś rodzinny wyjazd w tym roku. W erze przed dzieciowej bardzo lubiliśmy podróżować i nie przestaliśmy również potem.

Zobacz też: Hejtujące matki na Facebooku. „Fotelik tego typu to dno, śmierć na miejscu”. Skąd ta zawiść?

Pierwsze podróże z niemowlakiem 

Na pierwszym wspólnym wyjeździe byliśmy, gdy córeczka skończyła 2 miesiące. I to był najwyższy czas, ponieważ już zaczynałam wariować w domu. Ze zmęczenia oraz samotności, bo jednak dużo czasu spędzałyśmy same w domu; mężowi już dawno skończył się urlop tacierzyński i przez większość czasu opieka nad niemowlakiem spoczywała na mnie.

Pojechaliśmy nad morze, do tej samej cioci, u której jesteśmy teraz. Cała droga minęła spokojnie, aczkolwiek jechaliśmy o wiele dłużej niż zwykle ze względu na częste karmienia. Córeczka przespała większość drogi, dopiero ostatnią godzinę marudziła. Nudziło się jej, jak nam wszystkim. Towarzyszyła nam teściowa, która następnie razem z ciocią odciążyła nas w opiece nad dzieckiem.

Pozostały nam wspomnienia z chwili oddechu oraz piękne pierwsze zdjęcia z nad morza. Pomimo listopada było słonecznie, a morze spokojne jak jezioro bez fal.

Dalsze podróże

Następny był wyjazd do Katowic w styczniu i zwiedzanie tamtejszych postindustrialnych terenów; oraz Częstochowa z Jasnogórskim klasztorem, który udekorowany śnieżnym puchem, świątecznymi lampkami i lasem choinek stwarzał prawdziwie magiczne wrażenie.

Z kolei w lutym odbyliśmy jedną z najdalszych podróży w naszym życiu – ponad 5 tys. kilometrów i 7 godzin w samolocie. Cabo Verde, czyli Wyspy Zielonego Przylądka przywitały nas huraganowym wiatrem oraz szerokim uśmiechem mieszkających tam Kreolów. Córeczka była trochę zdziwiona widząc ciemniejsze twarze, jednak szybko przywykła i z radością witała nowych znajomych.

W marcu odwiedziliśmy Ciechocinek, gdzie stwierdziłam, iż stolica seniorów i miłości emeryckiej doskonale nadaje się na relaks z dzieckiem, zaś kilometrowe spacery wzdłuż tężni cudownie uspokajają. W pobliskim Toruniu wypiekaliśmy własnoręcznie zrobione pierniki oraz nawiedziliśmy monumentalną świątynię Ojca Rydzyka.

Zobacz też: Dlaczego zdecydowałam się na dziecko? Z pamiętnika młodej mamy

„Zobaczycie, teraz skończy się jeżdżenie”

Przed narodzinami dziecka wiele osób, znając nasze upodobanie do podróży, mówiło: „Zobaczycie – teraz skończy się jeżdżenie!” No i zobaczyliśmy – wiele nowych, ciekawych miejsc, a kolejne pół świata czeka na nas.

Dlatego zachęcam każdego kogo ciągnie w świat i planuje dziecko, aby nie rezygnował z marzeń. Oczywiście pewnym ograniczeniem mogą być tu finanse; podróże kosztują, a dziecko nie dokłada do budżetu. Jednak największym ograniczeniem są chęci i determinacja. W końcu zawsze można, jak Wojciech Cejrowski, sprzedać lodówkę i wyjechać do Meksyku.

Alina HRabina

Zawodowo związana z branżą HR. Obecnie na urlopie macierzyńskim. Mieszka w Warszawie, chętnie odbywa podróże małe i duże.

Jak bronić się przed kosmetycznymi oszustwami

Czy parabeny są groźne
Spróbujmy mądrze dbać o urodę. – Fot. Pixabay

Podtytuł książki, w której dowiemy się czy rzeczywiście upiększamy się, używając kremów, odżywek, toników i wielu innych kosmetyków, na które wydajemy fortunę, brzmi „Jak bronić się przed kosmetycznymi oszustwami i mądrze dbać o urodę”.

Bezpośrednią inspiracja do napisania książki było znalezienie przez autorkę ekologicznego produktu o nazwie „Niemydło”. Dziennikarka naukowa, która ma dyplom w biotechnologii i doktorat z neurobologii, postanowiła prześwietlić parabeny, siarczany i inne składniki znajdujące się w centrum dyskusji o ich bezpieczeństwie i ocenić, na ile są one uzasadnione. Beatrice Mautino w swojej książce sprawdza także przepisy prawne, które pozwalają zrozumieć drogę, jaką musi przebyć kosmetyk, aby został dopuszczony do handlu.

Czy parabeny są groźne? 

Z chemicznego punktu widzenia parabeny są pochodnymi kwasu p-hydroksybenzoesowego. Mają działanie przeciwmikrobowe i od sześćdziesięciu lat wykorzystuje się je w przemyśle kosmetycznym, farmaceutycznym i spożywczym.

Istnieją różne rodzaje parabenów i różnie oddziaływują one na mikroorganizmy, ale ich funkcją jest przedłużanie życia produktom. Od dziesięcioleci dodawano je do większości kosmetyków i nikogo nie niepokoiła ich obecność.

Sytuacja zmieniła od momentu, kiedy w czasopiśmie naukowym „Journal Of Applied Toxicology” ukazał się artykuł „Stężenia parabenów w nowotworach piersi”. Philippa Darbre poddała badaniom dwadzieścia pacjentek chorujących na raka piersi. Na ich podstawie stwierdzono określone stężenia parabenów w komórkach rakowych. Odkryto, że parabeny naśladują działanie estrogenów w ludzkim organizmie, a to one mogą przyczyniać się do powstawania raka piersi.

Zobacz też: Najzdrowszy produkt na świecie

Jak się okazało, badanie obarczone było błędem, ponieważ u badanych pacjentek przebadano wyłącznie komórki rakowe, nie uwzględniając komórek zdrowych. Nie przedstawiono także dowodów na to, że parabeny wchłaniane są przez tkanki, następnie zdefiniować mechanizm komórkowy, który wiąże je z wystąpieniem choroby nowotworowej.

Kiedy publikacja badań Philippy Darbre ukazał się, wywołując prawdziwą burzę, biochemiczka oświadczyła: „Ale przecież nigdy nie mówiliśmy, że parabeny powodują raka piersi”. Jak pisze autorka książki –Historia pseudonauki, a raczej – nauki źle uprawianej, wybrakowana jest małym „ale”.

A jeśli chodzi o parabeny? Jak się okazało, nie ma wystarczających danych, które pozwoliłyby uznać je za bezpieczne bez żadnych wątpliwości. Jak na razie parabeny oczyszczono z oskarżeń o wywoływanie raka piersi, uznano za bezpieczne i zalecono dalsze monitorowanie.

 Co to jest kosmetyk?

To substancja lub mieszanina „przeznaczona do kontaktu z zewnętrznymi częściami ciała ludzkiego (…) lub z zębami oraz błonami śluzowymi”, której celem jest utrzymanie ich w czystości, perfumowanie, zmiana ich wyglądu, ochrona, utrzymywanie w dobrej kondycji”. Tyle definicja. Co robi z nami reklama i marketing, ile pieniędzy wyrzucamy codziennie na coś, co nie działa – na przykład kosmetyki na cellulit czy luksusowe kremy. Jednym słowem jak dajemy się nabić w butelkę, której zawartość nic nam nie daje poza przyjemnością. Książka Mautino to skarbnica wiedzy, dzięki której oszczędzimy nie tylko zdrowie, ale i pieniądze. 

Źródło: Bez parabenów. Jak bronić się przed kismetycznymu oszustwami i mądrze dbać o urodę. Wyd. Literackie

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

„Czy ktoś stosuje przemoc wobec mojego dziecka?” – jakie są sygnały ostrzegawcze i jak na nie reagować?

Przemoc może dotknąć każdego dziecka - bądźmy na nią uważni.

Świat każdego z nas w dużej mierze zbudowany jest na tym, jakie sygnały dostajemy z zewnątrz. Gdy ludzie są nam przychylni, czujemy się akceptowani, nasze granice są szanowane i mamy szansę na wyrażanie własnego zdania, dużo łatwiej jest nam budować zdrowe Ja. Niestety dzieci, które mierzą się z przemocą, często są tego wszystkiego pozbawione. Jak poznać, że nasze dziecko doznaje przemocy – także tej rówieśniczej – i co powinniśmy wtedy zrobić?

Radzenie sobie z emocjami jest bardzo trudne nawet dla dorosłych. Dzieci dopiero się tego uczą, co oznacza, że ich pełnym prawem jest nieumiejętność konstruktywnego z nich korzystania. Podobnie jak niewiedza dotycząca tego, gdzie przebiegają granice, których nikt nie powinien wobec nich przekraczać. Wiedzę zarówno o emocjach, granicach, jak i o samych sobie budują na bazie tego, co dostają od najbliższych im dorosłych, szczególnie rodziców, a później także od rówieśników i innych znaczących w ich środowisku osób. Stąd też bardzo łatwo jest postawić dziecko w pozycji ofiary, na co jednak my – dorośli – nie powinniśmy dawać przyzwolenia!

Co powinno mnie zaniepokoić?

Niepokojących sygnałów wysyłanych przez dziecko może być bardzo wiele. Zależą one zarówno od tego, jaki dziecko ma temperament, jak i chociażby od przekazów, które poznało. Jeśli chłopczyk od małego słyszy: „Chłopaki nie płaczą”, to trudno wymagać od niego, aby pozwolił sobie na sygnalizowanie w ten sposób bezradności, bezsilności, smutku, wstydu – a co ważne, w dużej mierze właśnie takie emocje mogą towarzyszyć najmłodszym, którzy są odrzucani, szykanowani lub ośmieszani przez kolegów z klasy, czy jakąkolwiek inną grupę.

Wiele dzieci nie przyjdzie do rodziców, wychowawców, czy innych opiekunów i nie powie wprost, że czują się odepchnięte lub ktoś z klasy robi im krzywdę. Dlatego też warto mieć szczególną uważność na tego typu objawy:

  • Brak chęci chodzenia do szkoły lub na dane zajęcia, na których pojawia się przemoc.
  • Objawy somatyczne – gorączka, ból brzucha, wymioty (np. przed wyjściem do szkoły), zmiany skórne etc.
  • Niechęć do robienia rzeczy, które dotąd sprawiały dziecku przyjemność.
  • Milczenie, częste przebywanie w samotności.
  • Niechęć do zabawy z innymi dziećmi, do korzystania z rozrywek, wychodzenia na imprezy urodzinowe.
  • Koszmary, trudności ze snem.
  • Brak apetytu.
  • To, co widać na pierwszy rzut oka: siniaki, zadrapania, rozerwane ubrania, ginące rzeczy.
  • Złość, frustracja, napięcie – lęk i wstyd często przykryte są właśnie złością!
  • Robienie sobie krzywdy, zachowania autodestrukcyjne.
  • Obniżenie ocen w szkole – pojawiają się trudności w koncentracji, co może wiązać się m.in. z tym, że w umyśle dziecka nie ma już miejsca na naukę i rozwój. Jego zdolności poznawcze skupione są raczej na przetrwaniu w danej grupie i wyszukiwaniu sygnałów, które mogłyby zwiastować kolejne akty przemocy. W związku z tym, mogą pojawiać się także tendencje unikowe. Przykładowa myśl: „Ostatnio, kiedy zgłosiłem się do odpowiedzi, na przerwie zabrali i porwali mi zeszyty. Lepiej nie będę się odzywał i udam, że mnie tu w ogóle nie ma”.

Pamiętaj!

Nie są to oczywiście wszystkie możliwe znaki, które mogą świadczyć o doznawanej przez dziecko przemocy. Co jednak należy pamiętać, zawsze sygnałem alarmowym powinna być nagła zmiana. Jeśli dziecko w krótkim czasie rezygnuje ze swoich przyzwyczajeń, odmienia zachowanie, czy środowisko, zawsze powinniśmy starać się poszukać przyczyny. Być może jest to tylko kolejny etap rozwoju i nie ma się o co martwić. W tak ważnych sprawach, nie powinno się jednak zachowywać bierności.

Co mogę zrobić?

Jak zatem reagować? Przede wszystkim rozmową – to ona jest podstawą wszystkiego. Co istotne, nigdy nie jest za późno na jej podjęcie. Owszem, jeśli wcześniej nie udawało nam się komunikować w bliski i otwarty sposób, może być to dużym wyzwaniem. Kiedy jednak dziecko znajduje się w kryzysie, nawet jeśli jest to dla nas trudne, powinniśmy podjąć szczerą rozmowę.

Ważne, aby dziecko czuło się w relacji z rodzicem, czyli osobą będącą dla niego bazą, bezpiecznie. Powinno móc powiedzieć rodzicowi o „słabości, porażce, byciu nie do zaakceptowania” – co nieraz czują osoby doświadczające przemocy – i nie musiało obawiać się z tego powodu odrzucenia ze strony mamy lub taty. Dziecko musi mieć przestrzeń na wyrażenie swoich emocji, na łzy i zakomunikowanie potrzeb, np. „przytul mnie”. Pokazanie dziecku, że jesteś obok, że przyjmujesz te wszystkie emocje i jak najbardziej je akceptujesz, uczy dziecko, że jego uczucia są ważne, zasadne i nie są one obojętne dla innych.

Dziecko musi dostać zapewnienie, że jest kochane i może na rodzica liczyć. Co ważne, powinno też usłyszeć, że nikt nie ma prawa stosować wobec niego przemocy, a to, czego doświadcza, nie powinno mieć miejsca. Dziecko musi dostać jasny sygnał, że nie zasłużyło na takie traktowanie oraz że nie ma w tym jego winy. Co więcej, musi wiedzieć, że rodzic ma siłę i sprawczość, które pozwolą mu tę sytuację rozwiązać. Dziecko może się na nim oprzeć i zaufać, że rodzic sobie z takim problemem poradzi.

Przemoc wobec dzieci? Akcja-reakcja!

Co istotne, w razie pojawienia się podejrzeń o przemocy, nie czekaj z reakcją! Po pierwsze, czasami nie wiesz, ile to już może trwać. Po drugie, trzeba to błędne koło, które ma tendencję do nakręcania się, jak najszybciej zatrzymać. Reaguj więc także na zewnątrz – porozmawiaj z innymi rodzicami z klasy twojego dziecka lub skonsultuj się z wychowawcą. A jeśli to nie pomoże, być może potrzebna będzie rozmowa z dyrektorem szkoły?

Jeśli jednak czujesz, że i ciebie ta sytuacja przerasta, a twoje dziecko być może potrzebuje także innego wsparcia, nie bój się prosić o pomoc. Od tego są psychologowie, aby ułatwić tego typu procesy – bo tak, radzenie sobie z przemocą jest procesem. Przeważnie bowiem zakończenie krzywdzących zachowań, wcale nie jest równoznaczne zakończeniu związanych z nimi emocji. Daj na to czas zarówno dziecku, jak i sobie.

Zobacz też: „Moje dziecko nie lubi swojego ciała!” Jak możemy pomóc dzieciom w samoakceptacji?

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Perfekcyjne fotki vs. rzeczywistość: „To zdjęcie naprawdę pokazuje, jak wyglądałam po porodzie” – mocne słowa blogerki!

Zdjęcie po prawej było opublikowane jako pierwsze. Zdjęcie po lewej było zrobione tego samego dnia i jest Sarze znacznie bliższe! || Fot. saraaemiliee Instagram

Poród to dla ciała ogromny wyczyn. Jest to obciążenie, z którym kobieta musi poradzić sobie zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie. Kreowanie pięknej wizji macierzyństwa już od pierwszych chwil niestety często mija się z prawdą – owszem, jest pięknie, ale w nieco głębszym znaczeniu, niż to, które przedstawiane jest „na okładce”. Sara, norweska blogerka, odważnie pokazała, co dzieje się poza obiektywami aparatów.

Chwilę trwało zanim Sara podzieliła się ze światem tym, jak wyglądała dwa dni po porodzie – jej córeczka ma prawie rok. Nie ma jednak co się dziwić, potrzeba nieraz wiele czasu na to, aby ułożyć się na nowo ze swoim ciałem, zaakceptować je, docenić. Niewątpliwie jednak jej post na Instagramie jest fantastycznym przedstawieniem tego, co tak naprawdę dzieje się chwilę po tym, jak rodzi się dziecko.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez saraaemiliee (@saraaemiliee)

Pierwsze swoje zdjęcie po porodzie, które umieściłam na Instagramie, zrobione było drugiego dnia połogu w pięknej letniej sukience, w makijażu, sztucznych rzęsach i ułożonej fryzurze… Jednak pierwszym, które zrobiłam tego samego dnia, było to. Z wkładkami laktacyjnymi, stojąc w szpitalu z podkładem poporodowym i z poporodowymi skurczami. Wtedy jednak za żadne skarby nie mogłam go opublikować.

Wiele osób być może pomyśli, że jest to zbyt prywatne, by o tym opowiadać. Chcę jednak użyć swojego głosu, aby podzielić się tą częścią, którą wcześniej odsunęłam. Moją rzeczywistość i to, jak wyglądałam po porodzie, tak naprawdę pokazuje właśnie to zdjęcie. Social media są miejscem, w którym często dzielisz się tylko swoimi najlepszymi stronami, wspomnieniami i kreujesz tym samym własną realność. (…) Nie porównuj siebie i nie myśl, że jesteś mniej piękna, ponieważ nie stoisz drugiego dnia połogu uśmiechając się w pięknej sukience i pełnym makijażu. Wszystkie tam byłyśmy, w naszych podkładach poporodowych tęskniąc za prysznicem.

Realność w świecie perfekcji

Dla wielu kobiet to naprawdę ważne słowa, na co wskazuje chociażby odzew pod Sary postem. Polubiło go już kilkadziesiąt tysięcy osób z całego świata. I nic dziwnego, bo jak pisze Sara o kobietach, które urodziły dziecko: „wszystkie tam byłyśmy”.

Co więcej, blogerka publikuje też inne zdjęcia i opisy wzmacniające w kobietach akceptację ciała, ale też normalizuje trudy macierzyństwa. Często „nie owija w bawełnę”, ale robi to z wielką empatią i nieraz z przymrużeniem oka.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

If anyone ask me to cover up while breastfeeding in public – this is how I do it🤘🏻 #normalizebreastfeeding

Post udostępniony przez saraaemiliee (@saraaemiliee)

Kiedy ktokolwiek prosi mnie, bym zakryła się w czasie karmienia piersią w miejscu publicznym – robię to właśnie tak.

Zobacz też: Gigantyczne piersi na londyńskich dachach – powiedz STOP stygmatyzacji!

Witaj macierzyństwo! To jest dla każdej mamy, która ogląda social media i porównuje siebie do perfekcyjnych zdjęć. To jest dla każdej mamy, która czuła się tak, jak i ja czułam się, gdy pierwszy raz nią zostałam. Internet nauczył nas wstydzić się rozstępów i luźnej skóry. To przypomnienie dla wszystkich mam. Jesteście wspaniałe! Odzyskajmy nasze ciała po porodzie!

Prawo kobiet do ich własnych ciał

Na szczęście coraz więcej podobnych głosów słychać w szerokiej przestrzeni. Kobiety walczą o akceptację i zdrowe podejście do ciała zarówno indywidualnie, jak i poprzez udział w rozmaitych projektach. Jednym z nich jest 4 Trimester Bodies Projecto którym pisaliśmy w naszym portalu [TUTAJ].

Niesamowite zdjęcia są tam połączone z ważnymi historiami, co pokazuje, że każda kobieta ma za sobą wyjątkowe doświadczenia, które są godne uwagi i szacunku. „Kolorowe nagłówki uderzają wręcz w kobiety – i w mężczyzn jak najbardziej też, bowiem ich także to dotyczy – pokazując, jak szybko i łatwo mogą mieć ciało bez skazy już w 4-5-6 tygodni po porodzie! Owszem, jakiś procent kobiet genetycznie tak ma. Ale co z całą resztą?! A nawet jeśli w sekundę forma staje się idealna, to czy to załatwia wszystko?! Doświadczeń różnych ciał nie da się zmierzyć jedną miarą – niezmiennie warto o tym mówić.

Zobacz też: Kobietka ze złączonymi kolankami – czy moje ciało jest naprawdę MOJE?!

Źródło: Instagram saraaemiliee

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.