Przejdź do treści

Jak być zdrowym? Rewolucji wegańskiej ciąg dalszy.

Jak być zdrowym?
Wieloletnie badania dowiodły, jak olbrzymi wpływ na nasze zdrowie ma wykluczenie mięsa w diecie. – Fot. Pixabay

„China Study” czyli „Nowoczesne zasady odżywiania” wydano w Stanach w 2004. Ta książka zapoczątkowała światową rewolucję wegańską i potwierdziła wiele wcześniejszych odkryć dotyczących niejedzenia lub ograniczenia spożywania mięsa. 

Doktor T. Colin Campbell i jego współpracownicy na podstawie wieloletnich badań dowiedli, jak olbrzymi wpływ na nasze zdrowie ma wykluczenie lub ograniczenie mięsa w diecie. Rewolucja wegańska dotarła także do naszego kraju. Warszawa jest na czele miejsc najbardziej przyjaznym weganom na świecie, a 43 % Polaków przyznaje się do tego, że stara się ograniczyć spożycie mięsa lub nie jeść go w ogóle. Jak dowodzą prognozy społeczne , ten trend będzie się umacniał.

Dzisiaj, kilkanaście lat od żywieniowej rewolucji doktora Campbella, kiedy dodatkowo zdajemy sobie sprawę, że losy planety zależą od tego, czy produkcja zwierząt hodowlanych będzie wyglądała tak jak wygląda od kilkudziesięciu lat, wydaje się, że jedynym ratunkiem może być ograniczenie lub zmiana diety. Wzmożone emisje amoniaku, siarkowodoru, tlenków azotu i siarki, gazów cieplarnianych stanowią ważny czynnik wzrostu zanieczyszczeń powietrza. Emisje fosforu i azotu związane z olbrzymią ilością niewłaściwie zagospodarowanych odchodów powodują poważne zanieczyszczenie wód i gleby. Jedząc codziennie mięso pochodzące z intensywnej hodowli szkodzimy także sobie.

Zobacz też: Dieta długowieczności

Zmiana diety może zmienić nasze życie – twierdzi dr Thomas Campbell, syn doktora T.Colina Campbella, który pomagał ojcu w pisaniu „Nowoczesnych zasad odżywiania”. Wykładowca klinicznej medycyny i lekarz rodzinny należy do nowego pokolenia lekarzy, którzy wierzą w to, że dzięki odpowiedniej diecie możemy nie tylko skutecznie schudnąć, ale przede wszystkim żyć zdrowiej i dłużej.

Książka dr Thomasa Campbella „Plan Campbella” to rzeczywiście prosty plan wprowadzenia wyników badań naukowych do codziennej diety. Przekonują się o tym jego pacjenci, którzy przychodzą do jego gabinetu z chronicznymi chorobami cywilizacyjnymi takimi jak cukrzyca czy choroby krążenia (udowodniono, że wysokowęglowodanowa dieta bogata w ziarna zdecydowanie i szybko odwraca rozwój cukrzycy i wielu innych chorób).

Zobacz też: Alergia czy nietolerancja pokarmowa,jak je odróżnić?

Autor mierzy się z mitami i tematami poruszanymi w debacie dotyczącej zdrowego odżywiania takimi jak: gluten, zboża, białko, kwasy tłuszczowe omega-3, suplementy. Jak pisze „leczyłem wielu pacjentów cierpiących na choroby wynikające ze złego trybu życia. I chociaż każdy przypadek był inny, prawie wszyscy zyskali na wprowadzeniu zdrowszej diety (…) Pacjenci zasługują na lepsze traktowanie, zasługują na to, żeby wiedzieć, jak zrzucić wagę, zmniejszyć ból, zredukować dawki leków lub odstawić je całkowicie. Powinni również wiedzieć, jak opóźnić rozwój pewnych chorób, lub nawet je cofnąć jedynie dzięki zmianie składu posiłków. Chciałbym, aby każdy wiedział, jak być zdrowym.”      Czy to nie są argumenty, żeby chociaż spróbować?

Na podstawie książki „Plan Campbella” dr Thomas Campbell wyd. Galaktyka

 

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Podróże z niemowlakiem. „Pierwszy raz wyjechaliśmy, gdy córeczka miała 2 miesiące”

podróże z niemowlakiem
Przed narodzinami dziecka wiele osób mówiło: "Zobaczycie – teraz skończy się jeżdżenie!" No i zobaczyliśmy – wiele nowych, ciekawych miejsc – fot. Fotolia

„Serdeczne pozdrowienia znad morza przesyła Alina, Mariusz i Laryska. Pogoda dopisuje, słońce świeci i jest ciepło, aczkolwiek wietrznie. Mieszkamy u cioci Jasi pod Słupskiem, codziennie jeździmy nad morze do Ustki, gdzie spacerujemy i chodzimy na obiad do lokalnej smażalni na najlepszego w okolicy dorsza z masełkiem. Szkoda, że Was tu nie ma. Do zobaczenia w przyszłym tygodniu”.

Tak mogłaby wyglądać nasza pocztówka z wakacji. To już któryś rodzinny wyjazd w tym roku. W erze przed dzieciowej bardzo lubiliśmy podróżować i nie przestaliśmy również potem.

Zobacz też: Hejtujące matki na Facebooku. „Fotelik tego typu to dno, śmierć na miejscu”. Skąd ta zawiść?

Pierwsze podróże z niemowlakiem 

Na pierwszym wspólnym wyjeździe byliśmy, gdy córeczka skończyła 2 miesiące. I to był najwyższy czas, ponieważ już zaczynałam wariować w domu. Ze zmęczenia oraz samotności, bo jednak dużo czasu spędzałyśmy same w domu; mężowi już dawno skończył się urlop tacierzyński i przez większość czasu opieka nad niemowlakiem spoczywała na mnie.

Pojechaliśmy nad morze, do tej samej cioci, u której jesteśmy teraz. Cała droga minęła spokojnie, aczkolwiek jechaliśmy o wiele dłużej niż zwykle ze względu na częste karmienia. Córeczka przespała większość drogi, dopiero ostatnią godzinę marudziła. Nudziło się jej, jak nam wszystkim. Towarzyszyła nam teściowa, która następnie razem z ciocią odciążyła nas w opiece nad dzieckiem.

Pozostały nam wspomnienia z chwili oddechu oraz piękne pierwsze zdjęcia z nad morza. Pomimo listopada było słonecznie, a morze spokojne jak jezioro bez fal.

Dalsze podróże

Następny był wyjazd do Katowic w styczniu i zwiedzanie tamtejszych postindustrialnych terenów; oraz Częstochowa z Jasnogórskim klasztorem, który udekorowany śnieżnym puchem, świątecznymi lampkami i lasem choinek stwarzał prawdziwie magiczne wrażenie.

Z kolei w lutym odbyliśmy jedną z najdalszych podróży w naszym życiu – ponad 5 tys. kilometrów i 7 godzin w samolocie. Cabo Verde, czyli Wyspy Zielonego Przylądka przywitały nas huraganowym wiatrem oraz szerokim uśmiechem mieszkających tam Kreolów. Córeczka była trochę zdziwiona widząc ciemniejsze twarze, jednak szybko przywykła i z radością witała nowych znajomych.

W marcu odwiedziliśmy Ciechocinek, gdzie stwierdziłam, iż stolica seniorów i miłości emeryckiej doskonale nadaje się na relaks z dzieckiem, zaś kilometrowe spacery wzdłuż tężni cudownie uspokajają. W pobliskim Toruniu wypiekaliśmy własnoręcznie zrobione pierniki oraz nawiedziliśmy monumentalną świątynię Ojca Rydzyka.

Zobacz też: Dlaczego zdecydowałam się na dziecko? Z pamiętnika młodej mamy

„Zobaczycie, teraz skończy się jeżdżenie”

Przed narodzinami dziecka wiele osób, znając nasze upodobanie do podróży, mówiło: „Zobaczycie – teraz skończy się jeżdżenie!” No i zobaczyliśmy – wiele nowych, ciekawych miejsc, a kolejne pół świata czeka na nas.

Dlatego zachęcam każdego kogo ciągnie w świat i planuje dziecko, aby nie rezygnował z marzeń. Oczywiście pewnym ograniczeniem mogą być tu finanse; podróże kosztują, a dziecko nie dokłada do budżetu. Jednak największym ograniczeniem są chęci i determinacja. W końcu zawsze można, jak Wojciech Cejrowski, sprzedać lodówkę i wyjechać do Meksyku.

Alina HRabina

Zawodowo związana z branżą HR. Obecnie na urlopie macierzyńskim. Mieszka w Warszawie, chętnie odbywa podróże małe i duże.

Alergia czy nietolerancja pokarmowa – jak je odróżnić?

Alergia czy nietolerancja
Niepożądane reakcje organizmu na pewne produkty są bardzo powszechne. – Fot. Pixabay

Niepożądane reakcje organizmu na pewne produkty są bardzo powszechne, ale większość z nich wynika bardziej z nietolerancji pokarmowej niż z alergii. Nietolerancja pokarmowa może wywoływać podobne objawy jak w przypadku alergii. Pewnie dlatego często się je myli. Warto wybrać się do lekarza, aby poprawnie zdiagnozować problem. 

Prawdziwa alergia powoduje reakcję systemu odpornościowego, która wpływa na wiele organów, co powoduje wiele objawów. W niektórych przypadkach alergiczna reakcja może być bardzo silna, a nawet zagrażająca życiu. W przeciwieństwie do nich, objawy nietolerancji są mniej groźne i najczęściej wiążą się z problemami z trawieniem.

Zobacz też: Dieta dla mózgu

Przyczyny nietolerancji pokarmowej

Jeśli cierpisz na nietolerancję pokarmową, możesz jeść niewielkie ilości jedzenia powodującego problemy, a nawet zapobiec reakcji. W przypadku nietolerancji mleka, możesz wypić mleko bez laktozy lub zażyć tabletki z enzymem – laktazą, które pomogą w trawieniu mleka.

Przyczyny nietolerancji mogą być następujące:

1.Brak enzymu wspomagającego trawienie

Najbardziej powszechnym przykładem jest nietolerancja laktozy.

2. Zespół drażliwego jelita

Objawy tej przypadłości to ból i wzdęcia brzucha, problemy z   wypróżnieniem, biegunka.

3. Wrażliwość na dodatki do jedzenia.

Przykładem mogą być suszone owoce, do których w celu konserwacji dodawane są siarczyny. Puszkowane jedzenie oraz wino mogą powodować atak astmy.

4. Wpływ stresu

Czasami nawet samo myślenie o jedzeniu może powodować problemy z trawieniem. Dlaczego tak się dzieje? Ciągle trwają badania na ten temat, ale wiadomo, że jelita nazywa się drugim mózgiem.

5. Celiakia

To choroba, która postrzegana jest jako alergia, ponieważ zaburza pracę systemu immunologicznego. Objawy najczęściej dotyczą układu pokarmowego i ludzie cierpiący na tę chorobę nie są narażeni na wstrząs anafilaktyczny. Tę chroniczną chorobę powoduje gluten, białko znajdujące się głównie w pszenicy oraz innych zbożach (jęczmień, żyto, owies).

Zobacz też: Dieta, która pomoże nam zakwitnąć na wiosnę!

Leczenie

Jeśli dokuczają ci dolegliwości po spożyciu niektórych produktów, warto odwiedzić lekarza i sprawdzić, czy cierpisz na nietolerancję lub alergię. Jeśli to alergia, pamiętaj, że może się ona wiązać z zagrażającą życiu alergiczną reakcją (anafilaksja) – nawet, jeśli poprzednie reakcje nie były uciążliwe. Nauczysz się, jak reagować w przypadku wystąpienia alergii.

W przypadku nietolerancji lekarz może zaproponować dietę lub zastosować leczenie, które pomoże zlikwidować objawy.

Źródło: Mayo Clinic

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

In vitro. Rozmowy intymne – książka Małgorzata Rozenek

Warto poznać Małgorzatę Rozenek z innej strony. – Fot. Albert Zawada

Cztery lata temu ukazała się świetna książka Karoliny Domagalskiej „Nie przeproszę, że urodziłam. Historie rodzin z in vitro”. Na rynku ukazał się kolejny, ważny tytuł – książka napisana przez Małgorzatę Rozenek-Majdan pt: „In vitro. Rozmowy intymne”.

Warto poznać Małgorzatę Rozenek z innej strony. Kiedy nie jest celebrytką z pierwszych stron prasy brukowej, ale kobietą z krwi i kości, która niejedno przeszła. Już we wstępie pisze, że gdyby nie in vitro, nie byłaby mamą dwóch wspaniałych synów. To wielka nadzieja dla wielu kobiet, starających się o dziecko. Małgorzata Rozenek sama kilkakrotnie przeszła procedury, więc temat zna od podszewki . „Dlatego – jak mówi – nie może milczeć i czuje, że powinna zabrać głos. Jak pisze „za drzwiami laboratorium kliniki leczenia niepłodności kryje się magia. Magia rodzicielstwa”.

Zobacz też: Gwen Stefani w ciąży! Wraz z partnerem zdecydowali się na metodę in vitro

To, że w naszym kraju odmawia się rodzicom tej metody, jest barbarzyństwem. Prawie 1,5 miliona ludzi boryka się z problemem niepłodności i mimo tego, że na całym świecie, dzięki tej metodzie urodziło się 8 milionów dzieci, w Polsce ten temat zagarnęli ci, którzy nie powinni się wtrącać – Kościół i politycy. In vitro dla większości starających się o dziecko jest życiowym tematem numer jeden i to, co się dzieje wokół tego, nie jest atmosferą normalnej rozmowy.

Trzynaście rozmów, które prowadzi Małgorzata Rozenek, to spotkania z lekarzami, embriologami, księdzem oraz  kobietami, które mają za sobą różne doświadczenia z in vitro. Niektóre wywiady sprawiają, że włos jeży się na głowie – zmiany, które nastąpiły niedawno dotyczące in vitro są przerażające – jak chociażby ta, że singielkom odbiera się prawo do leczenia niepłodności. Prawo dotyczy nas wszystkich, więc koniecznie trzeba je znać. Nigdy nie wiadomo, co może nas spotkać.

JĘZYK IN VITRO

Marta Górna, przewodnicząca zarządu Stowarzyszenia na rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji „Nasz Bocian” zdaje sobie sprawę, jak ważny jest język, którym mówi się o in vitro, dlatego planuje wydać słowniczek w formie ulotek. „ Dzisiaj wszyscy już wiemy, że nie należy mówić „sztuczne zapłodnienie”, „sztuczna inseminacja”, lecz „zapłodnienie pozaustrojowe”, „inseminacja domaciczna”. Naciskamy, żeby nie mówić „ciąża naturalna”, lecz „ciąża spontaniczna”, bo przecież każda ciąża jest naturalna, ciąże sztuczne po prostu nie istnieją. Chcemy działać wszędzie tam, gdzie pojawia się język, który może być oceniający czy wartościujący. … Coraz rzadziej zdarza nam się czytać o „bezpłodności”, tam, gdzie mówimy o „niepłodności”. Bezpłodność jest nieodwracalna, niepłodność można leczyć”.

Zobacz też: Małgorzata Rozenek o in vitro: to skomplikowana procedura

PRAWO DO POWIEDZENIA „STOP”

Każda historia jest inna, są rodzice, którzy się poddają, nie mają siły na dalsze procedury. „Dla niektórych ludzi ten silny pozytywny doping jest agresywny, bo powoduje presję: „walcz!”. Co znaczy „walcz”? A może już nie mam siły walczyć? Może po dziesięciu latach, pięciu kredytach mam dosyć i chcę, by pozwolono mi w spokoju podjąć decyzje dotyczące mojego ciała, mojego życia, mojej przyszłości? Może chcę znowu odnaleźć siebie, swoje przyjemności, odnaleźć swojego partnera? Musimy pozwolić każdemu, by wyznaczył własną granicę. To jest bardzo osobista, intymna decyzja. Mamy różne możliwości finansowe, różną odporność psychiczną, różne sytuacje życiowe, zawodowe, rodzinne. Niektórych trudności mobilizują, innych wręcz przeciwnie. Mamy prawo zrobić tylko tyle, ile możemy czy po prostu chcemy coś zrobić bez szkody dla siebie.”

Małgorzata Rozenek-Majdan. „In vitro. Rozmowy intymne”. PRÓSZYŃSKI I S-KA

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Ciemne i jasne strony poczucia winy u matek

Jeśli jest coś, co jest wspólne dla wszystkich matek, to jest to poczucie winy. Wszędzie na świecie żyją kobiety, które czują, zawiodły swoje dzieci. 
fot.Pixabay

Jeśli jest coś, co jest wspólne dla wszystkich matek, to jest to poczucie winy. Wszędzie na świecie żyją kobiety, które czują, zawiodły swoje dzieci, że nie zadbały o nie wystarczająco. 

Czego nie mogą sobie wybaczyć matki?

Czasami nie mogą sobie wybaczyć, że ich dorosłe już dzieci nadużywają alkoholu, wiążą się z nieodpowiednimi ludźmi, że nie potrafią o siebie zadbać. Albo o tego, że dziecko nie zjadło ciepłego posiłku danego dnia, że nie spędziło się z nim wtorkowego popołudnia, nie przeczytało bajki na dobranoc, choć się obiecało. Albo też, że niemowlę zajmuje jej tyle czasu, że niemal nie widuje się ze swoim starszym dzieckiem.

Poczucie winy może być niszczące. Może odbierać jakąkolwiek radość z macierzyństwa. Podsyca wątpliwości i ambiwalencje, które ma w sobie matka. Żywi się jej niepewnością. Odbiera spokój nocą, nie pozwala zasnąć, odpocząć. Może tak być. Ale poczucie winy może też pełnić funkcje rozwojowe, ponieważ pozwala zobaczyć i zmienić to, co zmiany wymaga.

Poczucie winy nie pojawia się w próżni. Pojawia się wewnątrz człowieka i między ludźmi. Według badań poczucie winy może wzmacniać więź społeczną, ponieważ pomaga wczuć się w stan psychiczny innych osób, pomaga poczuć to, co mogą czuć inni. Dlatego też może być cenną wskazówką dotyczącą funkcjonowania społecznego, źródłem rozwoju osobistego i moralnego, wzmacniaczem empatii.

Zobacz też: Jak “zasada trzech minut” może wpłynąć na Twoją relację z dzieckiem?

Pozytywne skutki poczucia winy

Nie ma wątpliwości, że takie istnieją! Poczucie winy może wskazać matce obszary funkcjonowania lub relacji z dziećmi, które wymagają przyjrzenia się, albo naprawy. Czasami po prostu mamy powody, by  odczuwać poczucie winy. W tym rozumieniu poczucie winy jest jak alarm, który startuje, kiedy coś się dzieje w relacji z dzieckiem. Może się pojawiać, kiedy mniej lub bardziej świadomie je krzywdzimy, kiedy w jakiś sposób je zaniedbujemy. To też się przecież zdarza.

Poczucie winy wspiera też matki w ciągłym doskonaleniu się, w stawaniu się coraz lepszymi rodzicami. Poczucie winy motywuje. Jest nieprzyjemnym uczuciem, którego pozbyłybyśmy się z radością. Ale jest też uczuciem, wobec którego nie można pozostać obojętną. Zaczynamy się przyglądać i zastanawiać, co i jak mogłybyśmy zrobić inaczej wobec naszych dzieci.

Może wreszcie pomóc naprawić relację z dziećmi – naszymi najwierniejszymi i najbardziej spostrzegawczymi obserwatorami. O ile nie jest zalana uczuciami, nad którymi nie ma kontroli, matka może przyznać, że popełniła błąd.

Dziecko widzi wówczas, że rodzic jest niedoskonały, co jemu samemu pozwala być niedoskonałym. Widzi również, że błędy można naprawiać. Widzi wreszcie, że ludzie podlegają emocjom i że są to tylko emocje, których nie trzeba się bać. To lekcje, których wartość jest nie do przecenienia.

Zobacz też: Biżuteria antykoncepcyjna – pierwsze testy przeszła pomyślnie! Na jakiej zasadzie ma działać?

Ciemna strona poczucia winy

Poczucie winy ma też drugą, ciemną, niszcząca stronę. Może być uczuciem bardzo dotkliwym, możemy mieć wielką potrzebę pozbycia się go. Ciężko wówczas nam znaleźć w sobie przestrzeń na to, by zobaczyć, czego tak naprawdę dotyczy to uczucie.

Bywa też tak, że poczucie winy jest używane jako broń, można dojść w tej dziedzinie do mistrzostwa. Rodzic może podejmować próby zmiany swoich zachowań, może zachowywać się tak, jakby dobro dziecka było dla niego najwyższą wartością, gdy tymczasem otoczenie widzi zupełnie coś innego. Dlatego też poczucie winy może być orężem używanym w celu realizacji potrzeb rodzica, nie dziecka.

Matka, która:

  • jest szczególnie wrażliwa na krytykę,
  • mocno wątpi w swoje kompetencje rodzicielskie,
  • tkwi w nieudanym związku z ojcem dziecka lub
  • ma nie najlepszą więź z własna matką,
  • widzi swoją winę w sytuacjach, na które nie ma wpływu

 

Matka może mieć „skłonności” do tkwienia w poczuciu winy. Może też sięgać po poczucie winy w celu ukarania siebie, wychodząc z założenia, że jeśli nie może rzeczy naprawić albo chociaż poprawić, jeśli czuje się bezsilna, słaba, uwikłana w nieprzyjemne sytuacje, przynajmniej może w swoim mniemaniu „ponieść konsekwencje”.

Jeśli matka ma poczucie, że nie spełnia oczekiwań – własnych lub cudzych – może sięgać po poczucie winy, jako po dowód na to, że się stara, że jest zaangażowana.

Zobacz też: Dlaczego zdecydowałam się na dziecko? Z pamiętnika młodej mamy

Dążenia matek

Rodzicielstwo jest ciągłym dążeniem do lepszego. Poradniki, które zalewają rynek wydawniczy, docierają też do rodziców. Mówią, jak należy postępować, by wychować szczęśliwe, kompetentne, asertywne, ambitne dziecko.

Te poradniki wyznaczają pewien, mniej lub bardziej niedościgniony, standard. Po poradniki sięgają zwykle osoby, które mają poczucie, że sobie nie radzą. Schemat działania jest prosty: jeśli nie można posługiwać się własnymi, uwewnętrznionymi przekonaniami (ponieważ na przykład wątpi się w ich słuszność), trzeba szukać ich na zewnątrz (na przykład w poradnikach).

Rodzice zaczynają dążyć do określonego celu, chcąc dać swoim dzieciom to, co jest dla nich najlepsze, to, co najlepiej wyposaży je na resztę życia. A kiedy to się nie udaje, kiedy okazuje się, że mimo wysiłków dziecko średnio sobie radzi, kiedy wpada w kłopoty, jest nieszczęśliwe, w rodzicach budzi się poczucie winy.

Fantazja o byciu idealnym rodzicem idealnych dzieci – jak z poradnika lub rad koleżanek – rozbudza poczucie winy. Nie tylko w rodzicach, w dzieciach również. One także czują, że nie spełniają oczekiwań, zawodzą rodziców, są niewystarczające.

Nie możemy mieć kontroli nad każdym aspektem życia, nad przeszłością, genetyką. Nawet najbardziej wrażliwa matka nie może sprawić (na szczęście!), żeby jej niemowlę nigdy nie płakało. A dzieci będą miały swoje kłopoty i trudności, niezależnie od tego, jak bardzo rodzice będą się starać. Będzie się tak działo, choćby dlatego, że są odrębnymi ludźmi, ze swoją osobowością i swoim prawem do błędów.

Zobacz też: Własne komórki macierzyste pomagają dzieciom chorym na autyzm

 

 

 

Ekspert

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami