Przejdź do treści

Jak oswoić stres?

Jak oswoić stres?
Stres całkowicie zawładnął naszym życiem. Oskarża się go o wszelkie choroby – od raka poprzez depresję czy choroby serca do szybszego starzenia. – Fot. Pixabay

Stres całkowicie zawładnął naszym życiem. Oskarża się go o wszelkie choroby – od raka poprzez depresję czy choroby serca do szybszego starzenia. Wydaje nam się, że nie możemy nic zrobić. Poza medytacją, jogą i innymi wyciszającymi metodami. A może warto go oswoić?

Co nas stresuje?

Jeśli wyobrazisz sobie swój poranek – odwiozłaś dzieci do szkoły (spóźnione), w drodze wysłałaś maila, którego zapomniałaś wysłać wczoraj, myślisz o niezapłaconych rachunkach (wczoraj byłaś zbyt zmęczona, żeby usiąść do komputera). Pojawiasz się w  pracy przytłoczona stresem od momentu wstania z łóżka, a wieczorem, przy kieliszku wina, zastanawiasz się, co tak naprawdę go spowodowało .

Kelly McGonigal, psycholożka zdrowia, przez wiele lat traktowała stres jako główną przyczynę chorób u ludzi, jednak po obserwacji i wielu badaniach doszła do wniosku, że ludzie rzeczywiście umierają szybciej, kiedy dopada ich stres, ale dodatkowo wierzą, że to stres powoduje choroby. Jak się okazało, ludzie narażeni na stres, ale nie obwiniający go za złe zdrowie, należeli do grupy, w której najrzadziej występowały przypadki śmierci. To badanie dowodzi, że nie sam stres jest przyczyną naszych problemów ze zdrowiem, ale wiara, że powoduje je stres. Zmiana myślenia o stresie może spowodować inną reakcję organizmu, naszego ciała.                                     

Kiedy jesteśmy zestresowani, nasze serce bije szybciej, szybciej oddychamy i zaczynamy się pocić. Oceniając takie reakcje można powiedzieć, że nie radzimy sobie w danej sytuacji, ale możemy też nauczyć swoje ciało, że takie objawy przygotowują organizm do akcji. Szybsze bicie serca i szybszy oddech oznacza, że przygotowujemy się na coś trudnego, że czeka nas wyzwanie.

Stres szkodzi

Szkodliwą częścią stresu jest zwężenie naczyń krwionośnych, co powoduje choroby serca. Badania pokazują, że stres postrzegany pozytywnienie powoduje zwężenia naczyń – ciało zaczyna postrzegać stres jako powód do radości. Następnym razem, kiedy poczujesz, że stres cię zaatakował, pomyśl o tym, że twoje ciało przygotowuje cię na ważne wyzwanie. Jak to zrobić? Przede wszystkim zaakceptować niepewną przyszłość – tak, jak robią to ludzie, zajmujący się biznesem.

Krok 1. Oczekuj zmiany i przygotuj się na nią

Ci, którzy zajmują się biznesem, przeżywają wzloty i upadki – wiedzą, jak radzić sobie w trudnych momentach – kiedy firma upada i nagle tracą pracę. Różnica jest taka, że mentalnie są na to przygotowani – trzeba się tego nauczyć.

Jeśli nie zdajesz sobie sprawy z tego, że wszelkie zmiany są naturalne – stwórz listę ważnych rzeczy i zaglądaj do niej co tydzień lub co dwa, aktualizuj, kiedy uważasz , że tego wymaga. Celem tego zadania jest to, że nie da się wszystkiego przewidzieć, ale można przygotować mózg na zmiany i nauczyć go pozytywnego reagowania na to, co nowe.  Nawet jeżeli niewiele rzeczy z listy się wydarzy, praktyka przygotowywania się na zmiany wejdzie ci w krew i da poczucie panowania nad przyszłością.

Krok 2. Skup się na swoim poczuciu wolności, nie na tym, co cię ogranicza

Wszyscy powtarzamy mantrę z dzieciństwa – „życie nie jest w porządku” – to głos rozpaczy, strachu i bezczynności. Oczywiście nie posiadamy zdolności do zatrzymywania negatywnych zdarzeń, ale możemy wybrać sposób, w jaki na nie reagujemy.

Zobacz też: Rok w ogrodzie czyli sposób na codzienną medytację

Krok 3. Napisz na nowo scenariusz swojego życia

To najtrudniejsza część, bo będzie trzeba zmienić myślenia, do którego dotychczas byliśmy przyzwyczajeni przez lata dorastania.

Na początek pomyśl o ostatnim trudnym zdarzeniu – co powstrzymało cię przed inną reakcją – co skłoniło cię do takiego, a nie innego przebiegu zdarzenia– dlaczego nie potrafiłaś wyciągnąć z tego, co najlepsze? Spisz ten negatywny scenariusz i nazwij go np. trudna lekcja. Następnie stwórz pozytywny scenariusz przeszłych zdarzeń – jak mogłaby wyglądać taka sytuacja, gdybyś podeszła do tego w sposób, do którego nie jesteś przyzwyczajana od lat.

Skup się na pozytywach. Ma to być scenariusz wzmacniający, który posłuży do zastąpienia poprzedniego. Trzymaj oba na półce, aby mieć je pod ręką w sytuacjach stresu lub silnego niepokoju. W takim momencie porównaj oba scenariusze ze swoim teraźniejszym stanem umysłu – zdasz sobie sprawę, jak zmienia się twoje myślenie pod wpływem pozytywnego scenariusza.

Krok 4. Rozpoznaj i zatrzymaj negatywne myśli

To duży krok w dawaniu sobie rady ze stresem i lękiem – badania jasno pokazują, że im dłużej i częściej dopuszczasz negatywne myśli, tym większą siłę im dajesz.

Większość negatywnych myśli to jednak tylko myśli, nie fakty

Kiedy zdasz sobie sprawę, że zaczynasz wierzyć w negatywne i pesymistyczne scenariusze w twojej głowie, czas się z nimi zmierzyć i spisać je na kartce. Jeśli znajdziesz taki moment, będzie to oznaczać, że potrafisz też racjonalnie sprawdzić ich zasadność.

Zdasz sobie sprawę, że żadna z tych negatywnych myśli nigdy się nie wydarzyła, to tylko naturalna skłonność mózgu do wyolbrzymiania myśli, często się pojawiającej. Zidentyfikowanie ich, nazwanie i oddzieleni od faktów, pomoże ci przerwać ciąg negatywnego myślenia i lęków.

Zobacz też: Droga do bliskości

Krok 5. Naucz się wdzięczności

Oddech i chwila, żeby zastanowić się, za co warto podziękować to nie tylko reguła dotycząca modlitwy – badania wykazały, że ta praktyka redukuje stres o 23 %. Ludzie, którzy praktykują podejście okazywania wdzięczności, doświadczają lepszego samopoczucia, mniej stanów lękowych, więcej energii – to wszystko dzięki obniżeniu hormonu stresu – kortyzolu.

Źrodło: success.com

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Helicopter parenting – dobre intencje, które prowadzą do kiepskich rezultatów

helicopter parenting
Rodzic helikopter ciągle krąży nad swoim dzieckiem.

Rodzic helikopter to rodzic na miarę czasów. To rodzic, który jest odpowiedzią na wymagania, jakie współczesny świat zdaje się stawiać dzieciom i pośrednio rodzinom. Rodzic helikopter jest szczególnie zainteresowany osiągnięciami edukacyjnymi dziecka. Obserwuje z niewielkiej odległości, krąży nad nim, ale też nadzoruje inne sfery życia dziecka. Można by pomyśleć więc, że jest to rodzic głęboko zaangażowany i zainteresowany, rodzic wspierający i myślący przyszłościowo. Dziecko nie musi umieć ocenić wagi wykształcenia, rodzic tak.

Co ciekawe, sam termin „rodzic helikopter” jest nienowy, bo pochodzi z końca lat 60-tych ubiegłego wieku i odnosiło się pierwotnie do rodziców nastolatków, którzy mieli krążyć nad swoimi dziećmi jak helikoptery właśnie.

Jest coś duszącego w tym określeniu. Niemal można poczuć oddech rodzica na plecach, poczuć jak to jest, kiedy każdy krok jest obserwowany. Jednocześnie trudno nie pomyśleć, że przecież rodzic, nawet jeśli krąży, to jednak jest blisko dziecka. W jakiś sposób o nie dba. Bierze na siebie ciężar podejmowania decyzji, być może uznając, że niektóre decyzje są dla młodego człowieka zbyt trudne.

Jednak wiemy już, że ten typ rodzicielstwa wyrządza więcej szkód niż pożytków.

Dobre przedszkole, może dwujęzyczne, porządna podstawówka i gimnazjum, że liceum musi być renomowane, to już oczywistość. Inaczej dziecko nie ma szans na dobre studia, potem dobrze płatną pracę. Presja zaczyna się wcześniej, dla dzieci i rodziców.

Rodzic helikopter staje się bardziej managerem niż rodzicem. Nadzoruje i ocenia, dbając o możliwie najlepszy wynik swojego dziecka. Porażka nie wchodzi w grę. I to zdaje się być najważniejsza różnica pomiędzy byciem czyimś managerem a rodzicem i największa słabość tego rodzaju rodzicielstwa.

Porażki są częścią życia, a zdolność do radzenia sobie z nimi i znoszenia ich skutków jest jedna z najważniejszych życiowych umiejętności. Czego więc doświadcza dziecko, którego rodzic jest tak blisko?

Zobacz też: Jak blisko jest zbyt blisko. Czy rodzice i dzieci mogą się przyjaźnić?

Lęk i depresja dziecka, a rodzic, którego jest za dużo

W 2015 roku przeprowadzono badania, w których poproszono rodziców oraz dzieci o ułożenie określonego rodzaju puzzli. Rodzice mogli pomagać dzieciom w tym zadaniu, ale nie byli do tego zachęcani. Okazało się, że rodzice dzieci, które cierpiały na fobię społeczną, znacznie częściej dotykali puzzli niż rodzice dzieci bez zaburzeń. Badacze uznali, że może to sugerować, iż rodzic helikopter widzi wyzwania jako zagrażające przeszkody i tego samego uczy dziecko. Troska o dziecko może więc być w gruncie rzeczy pochodną lęku rodzica.

Inne badania sugerują, że studenci, których rodzice byli nadmierni zaangażowani w ich edukację, którzy kontaktowali się z dziećmi (sprawdzali je) kilkukrotnie w ciągu tygodnia, częściej cierpieli z powodu depresji i lęków.

To zresztą ciekawe, jakie znaczenie ma częste kontaktowanie się młodych dorosłych z rodzicami. Można myśleć, że telefon komórkowy pełni funkcję nieodciętej pępowiny. Jednym z najważniejszych aspektów dorastania jest separacja od rodziców. Tymczasem pomiędzy rodzicem helikopterem a jego dzieckiem proces separacji może jednak być zaburzony. Relacja, która nie może się zmienić, zatrzymuje dziecko w rozwoju, zatrzymują je w dzieciństwie.

Inne badania z 2016 roku pokazały, że dzieci rodziców nadmiernie wymagających i którzy nadmiernie reagowali na błędy, częściej winiły się za wszystkie błędy i niepowodzenia. Badacze uznali, że rodzic helikopter instaluje w dziecku przekonanie, że nigdy nie jest ono wystarczająco dobre, nigdy nie jest w stanie osiągnąć zadowalających rezultatów, ale ma się nieustannie starać. Jednak niezależnie od starań, zawsze poniesie porażkę.

Zobacz też: Zdrowe granice, czyli jak wiele rodzice powinni mówić dzieciom

Zaangażowanie – tak

Rodzic helikopter ma dobre intencje, które prowadzą do kiepskich rezultatów. Na szczęście zawsze można przerwać błędny krąg zachowań i skutków. Jak zauważa psychoterapeuta, John Gottman, rodzic, który chciałby zmienić swój styl opieki nad dziećmi, powinien rozważyć te kroki:

  • Pomoc w nauce nie oznacza odrabiania za dziecko prac domowych. Praca plastyczna pierwszoklasisty ma być jego pracą, ma pokazywać jego umiejętności, nie rodzica. Dziecko powinno je stopniowo zdobywać i również stopniowo uczyć się o swoich ograniczeniach. To zdaje się być ważniejsze niż osiągnięcie najlepszego wyniku.
  • Nie warto pomagać dzieciom unikać konsekwencji, chyba że są one niesprawiedliwe lub zagrażające dziecku.
  • Nie oczekuj, że twoje dziecko nie będzie traktowane jak inne dzieci.
  • Zaakceptuj to, że twoje dziecko ma mocne strony, jak również słabości.
  • I najbardziej oczywiste, choć najtrudniejsze, bo zwykle nieświadome – pozwól dziecku rozwijać jego zdolności i realizować jego potrzeby, nie własne.

Nie znaczy to, że rodzice mają porzucać dzieci, nie znaczy to, że mają być niezainteresowani ich sprawami. Bardziej chodzi o umiejętne trzymanie się na dystans i znoszenie tego, że czasami dziecku się nie udaje.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

„Bridget na ostro”, czyli „50 twarzy Tindera”

50 twarzy Tindera
fot. materiały prasowe

Tinder sprowadza poszukiwanie partnera/partnerki do paru puknięć palcem w ekran smartfona. Aplikacja stała się tak popularna, że Joanna Jędrusik wydała książkę „50 twarzy Tindera”. Czy warto dać jej szansę?

Tytuł w oczywisty sposób nawiązuje do najpopularniejszej powieści erotycznej ostatnich lat. Na odwrocie książki znajduje się jeszcze jedno odwołanie: „Bridget Jones na ostro!”. Cóż, perypetie Bridget były pełne ciepłego, brytyjskiego humoru. W „50 twarzach Tindera” jest on dużo dosadniejszy, nierzadko wulgarny. Joanna Jędrusik wypracowała własny styl opowiadania, który nie każdemu przypadnie on do gustu.

Zobacz też: Situationship, czyli tak trochę miłość

O sztuce randkowania

Autorka twierdzi, iż ze względu na wyścig szczurów kochamy szybko i powierzchownie. W odniesieniu do Tindera poczyniła szereg użytecznych spostrzeżeń. Z tej arcypopularnej aplikacji randkowej korzystają przedstawiciele najróżniejszych klas społecznych, zwolennicy wszelkich możliwych frakcji politycznych, wyznawcy najróżniejszych religii. Autorka podzieliła mężczyzn na kilka kategorii („naukowcy”, „nerdy”, „dziennikarze kulturalni” itd.), po czym pokrótce opisała, komu dać szansę, a kogo lepiej unikać. Książkę można więc traktować jako niby-poradnik, w którym mniej lub bardziej udane dowcipy przeplatają się z gorzką opowieścią o nieudanym małżeństwie autorki. Jeśli chodzi o walory rozrywkowo-relaksacyjne, trudno coś zarzucić tej konwencji.

Nie dla każdego

Cięty, dosadny, wulgarny język wyraźnie oddaje emocje bohaterki, czyli samej Joanny Jędrusik. Nie wiem, czy nie ubarwiła swoich przeżyć, ale to nie wpływa na wrażenia z czytania. Te zaś generalnie są pozytywne, choć żarty autorki momentami ocierają się o grafomanię: „Przyznałabym się nawet do wydania rozkazu strzelania do górników w kopalni Wujek, gdyby to było konieczne, żeby uratować moje małżeństwo”. W ogólnym rozrachunku odbiór tej książki zależy przede wszystkim od indywidualnej wrażliwości. Jeśli krzywisz się na widok licznych bluzgów, nie wiesz, kto to „nerd” i postrzegasz internetowe randki jako przejaw zepsucia moralnego, rozejrzyj się za inną lekturą.

Zobacz też: Love is all around – Najpiękniejsze sceny miłosne z filmów

Tinderowe kompendium

Przyznam, że „50 twarzy Tindera” niezbyt mi się podobało, gdyż… jako mężczyzna nie mogłem się utożsamić z bohaterką :). Myślę jednak, że większość czytelniczek nie będzie miała tego problemu, szczególnie jeśli doskwiera im samotność i same korzystają z tytułowej aplikacji. Jeśli nie – z książki dowiedzą się o niej praktycznie wszystkiego. Z drugiej strony, sugerowana cena detaliczna tego osobliwego kompendium (40 zł) wydaje mi się dość wygórowana. Nie mam złudzeń co do tego, że za jakiś czas dzieło Joanny Jędrusik trafi do hipermarketowych koszy z napisem „Wyprzedaż”. Ale czy wtedy ktoś będzie jeszcze korzystał z Tindera? Aplikacja powoli traci popularność na rzecz konkurencyjnego Badoo, a o poczciwej sympati.pl pamiętają już głównie osoby 50+. Sięgając po „50 twarzy Tindera”, warto mieć to wszystko na uwadze.

          

 

 

Bartosz Jaster

Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonat i badacz historii, miłośnik literatury faktu. Członek Fundacji Rozszczepowe Marzenia, niosącej pomoc dzieciom z wadami wrodzonymi.

Grajmy, zwłaszcza w planszówki

Wprawdzie zimowe wieczory niedługo się kończą, ale w planszówki można grać przez cały rok. A do tego są ciągle w modzie! W naszym subiektywnym rankingu gier przedstawiamy te, które od lat bawią i uczą oraz kilka nowości. Nie zapominajmy, że gry to świetna okazja do spotkania!

SCRABBLE

To najpopularniejsza gra słowna na świecie.  Ta kultowa układanka to świetna zabawa słowami – można grać w Scrabble Junior (polecamy maluchom do nauki polskiego), niedawno ukazał się Scrabble Harry Potter.

MONOPOLY

Gdyby przyznawać Oscara za udział w filmach, na pewno zdobyłaby go gra Monopoly – hollywoodzcy bohaterowie najczęściej grają właśnie w nią. Nic dziwnego, bo uznano ją za najlepszą grę planszową na świecie  zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. Chociaż przez chwilę można być milionerem lub stracić fortunę

DIXIT

Przepiękna graficznie gra skojarzeń. Każdy może stać się bajarzem i snuć magiczne opowieści  Porusza wyobraźnię!

WSIĄŚĆ DO POCIĄGU

Nie tylko zwiedzasz i poznajesz stolice krajów, ale musisz odkryć, która droga jest najkrótsza. W serii znajdziesz podróż dookoła świata, pojeździsz po Europie, lepiej poznasz Polskę. Familijna gra dla każdego.

Zobacz też: Pomysły na bezkosztowe gry i zabawy-w to mi graj! 

IMAGO

Dla znudzonych wielbicieli kalamburów polecamy IMAGO – wielokrotnie nagradzaną grę, która porusza wyobraźnię. Za pomocą 61 przezroczystych kart z narysowanymi prostymi elementami pokazujesz hasło, reszta zgaduje. Dużo śmiechu!

PĘDZĄCE ŻÓŁWIE

To już wieloletni hit, rodzinna gra, która ciągle podbija serca młodych (i nie tylko!) graczy. Poruszamy się na skorupach konkurencyjnych żółwi, ukrywając własną tożsamość. Wyścig życia!

RYZYK – FIZYK

Jedna z najpopularniejszych gier quizowych z najróżniejszymi pytaniami z wielu dziedzin. Wygrywasz, obstawiając właściwe odpowiedzi i odpowiednio ryzykując. Idealna na imprezę!

PAN TU NIE STAŁ

Gra dla tych, którzy marzą o powrocie do przeszłości oraz dla tych, którzy nie za bardzo wiedzą czym był PRL. Wystarczy powiedzieć, że gracze są cinkciarzami i chcą jak najwięcej zarobić na nielegalnej wymianie walut.

Zobacz też: Grając, dbasz o mózg

S.T.E.M 

Nazwa jest skrótem od Science, Technology, Eingeenering, Maths, czyli Nauka, Technologia, Inżynieria, Matematyka. To łamigłówki i gry rodzinne zaprojektowane tak, aby poprzez zabawę uczyć odkrywania, kreowania i budowania. Wielbiciele manualnych zabaw mają do wyboru dwie serie metalowych i drewnianych łamigłówek o różnych tematach i zróżnicowanym stopniu trudności: Einstein, Great Minds. Wśród debiutujących gier znalazły się także takie, które rozkręcą każdą imprezę: „Avocado Smash!”, „Sumo Slam!”, „Nie przeszkadzać” czy „Caffeine Hit!”. WAvocado Smash!” liczy się refleks i spostrzegawczość. „Sumo Slam!” to gra zręcznościowa polegająca na rzucaniu zawodnikami sumo tak, aby zatrzymali się w jak najlepiej punktującym układzie i nie wypadli poza ring. „Nie przeszkadzać” wymaga od graczy podejmowania decyzji, co by zrobili w zilustrowanej na karcie sytuacji za zamkniętymi drzwiami. A w „Caffeine Hit!” – zawierającej w zestawie kubek do kawy wielokrotnego użytku – zawodnicy muszą zrobić „sałatkę punktową”, zbierając karty z różnymi napojami i obniżając punktację przeciwnikom. Kolekcję uzupełniają gry „Statek, Kapitan i Załoga”, „Peach Snaps”, „Nope!”.

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Żyj i chudnij zgodnie z rytmem okołodobowym

Nauka o rytmie okołodobowym jest już dzisiaj dziedziną wiedzy, którą m.in. zgłębiają biologowie, matematycy, psychologowie, badacze snu, endokrynolodzy, onkolodzy, genetycy. Dlaczego? Otóż okazuje się, że nasz współczesny styl życia narusza głęboko zakorzeniony, pierwotny przepis na zdrowe życie. Konsekwencją tego jest wzrost liczby chorób przewlekłych, zaczynających się już we wczesnym dzieciństwie i trwających przez całe życie. Jak pisze autor książki „Śpij, jedz i ruszaj się” Satchin Panda trzeba zacząć od tego, by wiedzieć, kiedy jeść i kiedy zgasić światło.

Regulacja rytmu okołodobowego nie ma nic wspólnego z dietą i nie ma tu żadnego liczenia kalorii – autor książki zapewnia jednak, że przy zmianie utrata wagi będzie nieunikniona. Dowiemy się, jaka pora dnia będzie najlepsza dla nas na produktywną pracę i w jakich godzinach powinniśmy ćwiczyć, spać i jeść.

Rytmy okołodobowe  optymalizują nasze funkcje biologiczne – ciało nie może  spełnić wszystkich swoich potrzeb naraz, dlatego każda funkcja organizmu odbywa się w określonym czasie. To rzeczywiste procesy biologiczne, które uwidaczniają się codziennie w życiu każdej rośliny, zwierzęcia i człowieka. U różnych gatunków rytmy te są zbieżne, a rządza nimi wewnętrzne zegary, nazywane okołodobowymi lub biologicznymi – nie mylić z „tykającym zegarem biologicznym”.

Jak się okazuje niemal każda z naszych komórek wykorzystuje jeden z takich zegarów, a są one zaprogramowane w taki sposób, by o różnych porach dnia i nocy włączać i wyłączać tysiące genów. Wpływają one na nasze zdrowie i jeśli jesteśmy w pełni sił, śpimy dobrze, rano z łatwością wstajemy i zabieramy się do pracy, nie mamy problemów z jelitami, odczuwamy głód, mamy siłę by regularnie ćwiczyć. Gdy nasze rytmy zostają zaburzone przez dzień lub dwa, nasze zegary nie mogą wysyłać genom prawidłowych informacji, co zaburza funkcjonowanie naszego organizmu. Jeśli trwa to dłużej, dopadają nas infekcje, choroby i najrozmaitsze dolegliwości. Jak się okazuje, każdy narząd w naszym ciele ma swój własny zegar, który do funkcjonowania nie potrzebuje instrukcji od mózgu – odkryto to dopiero  w 1997.  Dobra wiadomość jest taka, że w każdej chwili możemy zgrać się ze swoim rytmem na nowo, możemy dostroić nasze zegary w ciągu zaledwie kilku tygodni. Jak mówi autor – jesteśmy panami naszego zdrowia – zmiana niezdrowych nawyków jest kluczem do poprawy rytmu okołodobowego.

Zobacz też: Co niszczy mózg czyli jak ochronić się przed Alzheimerem

Przetestuj swój rytm okołodobowy

Najpewniej rodzimy się z silnym zegarem okołodobowym – to on ustala codzienny rytm, w którym powinniśmy kłaść się spać, wstawać i trenować. Nasze zdrowie zależy od tego, czy żyjemy w tempie dostosowanym do tego zegara. Pierwszym krokiem na drodze do zdrowia jest rozpoznanie, czy rzeczywiście mamy zaburzony rytm okołodobowy – w książce znajduje się test, który pomoże zrozumieć, jak zdrowie wpływa na jego funkcjonowanie. Wszyscy jesteśmy pracownikami zmianowymi – pisze Panda – i nawet jedna noc przebalowana może mieć opłakane skutki dla naszego rytmu. Ma to nawet swoją nazwę – jet lag społeczny. Co oznacza? Często zarywamy noce i nie martwimy się, że codziennie chodzimy spać po północy, a mózg pracownika zmianowego nie jest w stanie podejmować racjonalnych decyzji. Skutki mogą ciągnąc się przez cały tydzień – są to luki w pamięci lub chwile nieuwagi, które mogą uczynić nas podatnymi na złe nawyki. Dobrze wiemy z doświadczenia, że niewyspanie skutkuje także zmianą apetytu – późną nocą jesteśmy bardziej skłonni podjadać i to często niezdrowe „śmieciowe jedzenie”. Jak wykazały badania, prawdziwi pracownicy zmianowi, czyli ci, którzy pracują na przykład nocą, są grupą zawodową najbardziej zagrożoną zachorowaniem na raka. Jeśli więc nie dbamy o regularność rytmu okołodobowego, konsekwencję mogą być naprawdę groźne.

Zobacz też: Dieta długowieczności

Wystarczy przeanalizować porę jedzenia, snu, wyłączenia komputera lub smartfona  oraz wysiłku fizycznego i powoli wdrażać zdrowe nawyki.

  1. ŚWIATŁO

Współczesny tryb życia, w ramach którego większość czasu spędzamy w budynkach, patrząc na jasne ekrany komputerów, aktywuje melanopsynę (światłoczuła proteina, która jest fotoreceptorem synchronizującym cykl snu i czuwania ze światłem) o niewłaściwych porach dnia i nocy, co zaburza nasz rytm okołodobowy i obniża produkcję melatoniny, co jest powodem tego, że sen nie regeneruje sił.

  1. SEN

Zegary okołodobowe nastroją się najlepiej, gdy uda nam się wyregulować nasz sen co oznacza ograniczenie dostępu do światła. Dlaczego najpierw sen? Bo nie jest zjawiskiem biernym: ludzkie ciało przygotowuje się do nowego dnia już w poprzedzającą go noc. To co dzieje się z naszym organizmem ma fundamentalne znaczenie dla naszego samopoczucia następnego dnia. Jeśli więc jesteśmy zdrowi i sen trwał tyle, ile powinien – budzimy się wypoczęci.

  1. JEDZENIE

Mechanizm działania naszego zegara odpowiedzialnego za trawienie doskonale obrazuje przykład wcześniejszego śniadania przed lotem lub spotkaniem. Jemy o szóstej, chociaż nie jesteśmy głodni i codziennie jemy śniadanie o ósmej. Co się dzieje? Żołądek włącza tryb awaryjny i zaczyna przetwarzać jedzenie. Organizm rzuca wszystko, czym zajmował się np. o 6 rano i poświęca swoja uwagę przybywającemu posiłkowi. Zegary w żołądku, wątrobie, mięśniach, trzustce i innych narządach zdaja sobie sprawę z nadchodzącego śniadania i będą zdezorientowane, myśląc, że się pomyliły i jest ósma. Będą się starały nadrobić stracony czas i przyśpieszyć pracę narządów. Pamiętajmy, że każdy narząd jest tak zaprogramowany, by przy użyciu zegara okołodobowego – przetwarzać żywność około 10 godzin, poczynając od śniadania. Po tym czasie jelita i inne narządy odpowiedzialne za trawienie nadal przetwarzają składniki odżywcze, ale nie są już tak wydajne, bo nie zostały zaprogramowane na 24 /7. A ponieważ soki żołądkowe i hormony jelitowe wytwarzane są teraz w innym tempie, proces trawienia zwalnia, stąd biorą się problemy takie jak niestrawność czy zgaga.

  1. AKTYWNOŚĆ FIZYCZNA

Aktywność fizyczna ma olbrzymi wpływ na nasze zdrowie, a niektóre jej rodzaje mogą oddziaływać na rytm okołodobowy. Wiadomo, że ruch poprawia jakość snu, wzmacnia koncentrację, redukuje poziom lęku czy objawy depresji. Pamiętajmy, że ruch to niekoniecznie codzienny, 10 – kilometrowy bieg, tylko wszystko, co powoduje, że się ruszamy i spalamy kalorie. Tygodniowo potrzebujemy 150 minut wysiłku umiarkowanego lub 75 minut intensywnego wysiłku fizycznego. Czyli 30 minut dziennie przez 5 dni w tygodniu.

Na podstawie książki „Śpij, jedz i ruszaj się” Satchin Panda

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.