Przejdź do treści

Jak oswoić stres?

Jak oswoić stres?
Stres całkowicie zawładnął naszym życiem. Oskarża się go o wszelkie choroby – od raka poprzez depresję czy choroby serca do szybszego starzenia. – Fot. Pixabay

Stres całkowicie zawładnął naszym życiem. Oskarża się go o wszelkie choroby – od raka poprzez depresję czy choroby serca do szybszego starzenia. Wydaje nam się, że nie możemy nic zrobić. Poza medytacją, jogą i innymi wyciszającymi metodami. A może warto go oswoić?

Co nas stresuje?

Jeśli wyobrazisz sobie swój poranek – odwiozłaś dzieci do szkoły (spóźnione), w drodze wysłałaś maila, którego zapomniałaś wysłać wczoraj, myślisz o niezapłaconych rachunkach (wczoraj byłaś zbyt zmęczona, żeby usiąść do komputera). Pojawiasz się w  pracy przytłoczona stresem od momentu wstania z łóżka, a wieczorem, przy kieliszku wina, zastanawiasz się, co tak naprawdę go spowodowało .

Kelly McGonigal, psycholożka zdrowia, przez wiele lat traktowała stres jako główną przyczynę chorób u ludzi, jednak po obserwacji i wielu badaniach doszła do wniosku, że ludzie rzeczywiście umierają szybciej, kiedy dopada ich stres, ale dodatkowo wierzą, że to stres powoduje choroby. Jak się okazało, ludzie narażeni na stres, ale nie obwiniający go za złe zdrowie, należeli do grupy, w której najrzadziej występowały przypadki śmierci. To badanie dowodzi, że nie sam stres jest przyczyną naszych problemów ze zdrowiem, ale wiara, że powoduje je stres. Zmiana myślenia o stresie może spowodować inną reakcję organizmu, naszego ciała.                                     

Kiedy jesteśmy zestresowani, nasze serce bije szybciej, szybciej oddychamy i zaczynamy się pocić. Oceniając takie reakcje można powiedzieć, że nie radzimy sobie w danej sytuacji, ale możemy też nauczyć swoje ciało, że takie objawy przygotowują organizm do akcji. Szybsze bicie serca i szybszy oddech oznacza, że przygotowujemy się na coś trudnego, że czeka nas wyzwanie.

Stres szkodzi

Szkodliwą częścią stresu jest zwężenie naczyń krwionośnych, co powoduje choroby serca. Badania pokazują, że stres postrzegany pozytywnienie powoduje zwężenia naczyń – ciało zaczyna postrzegać stres jako powód do radości. Następnym razem, kiedy poczujesz, że stres cię zaatakował, pomyśl o tym, że twoje ciało przygotowuje cię na ważne wyzwanie. Jak to zrobić? Przede wszystkim zaakceptować niepewną przyszłość – tak, jak robią to ludzie, zajmujący się biznesem.

Krok 1. Oczekuj zmiany i przygotuj się na nią

Ci, którzy zajmują się biznesem, przeżywają wzloty i upadki – wiedzą, jak radzić sobie w trudnych momentach – kiedy firma upada i nagle tracą pracę. Różnica jest taka, że mentalnie są na to przygotowani – trzeba się tego nauczyć.

Jeśli nie zdajesz sobie sprawy z tego, że wszelkie zmiany są naturalne – stwórz listę ważnych rzeczy i zaglądaj do niej co tydzień lub co dwa, aktualizuj, kiedy uważasz , że tego wymaga. Celem tego zadania jest to, że nie da się wszystkiego przewidzieć, ale można przygotować mózg na zmiany i nauczyć go pozytywnego reagowania na to, co nowe.  Nawet jeżeli niewiele rzeczy z listy się wydarzy, praktyka przygotowywania się na zmiany wejdzie ci w krew i da poczucie panowania nad przyszłością.

Krok 2. Skup się na swoim poczuciu wolności, nie na tym, co cię ogranicza

Wszyscy powtarzamy mantrę z dzieciństwa – „życie nie jest w porządku” – to głos rozpaczy, strachu i bezczynności. Oczywiście nie posiadamy zdolności do zatrzymywania negatywnych zdarzeń, ale możemy wybrać sposób, w jaki na nie reagujemy.

Zobacz też: Rok w ogrodzie czyli sposób na codzienną medytację

Krok 3. Napisz na nowo scenariusz swojego życia

To najtrudniejsza część, bo będzie trzeba zmienić myślenia, do którego dotychczas byliśmy przyzwyczajeni przez lata dorastania.

Na początek pomyśl o ostatnim trudnym zdarzeniu – co powstrzymało cię przed inną reakcją – co skłoniło cię do takiego, a nie innego przebiegu zdarzenia– dlaczego nie potrafiłaś wyciągnąć z tego, co najlepsze? Spisz ten negatywny scenariusz i nazwij go np. trudna lekcja. Następnie stwórz pozytywny scenariusz przeszłych zdarzeń – jak mogłaby wyglądać taka sytuacja, gdybyś podeszła do tego w sposób, do którego nie jesteś przyzwyczajana od lat.

Skup się na pozytywach. Ma to być scenariusz wzmacniający, który posłuży do zastąpienia poprzedniego. Trzymaj oba na półce, aby mieć je pod ręką w sytuacjach stresu lub silnego niepokoju. W takim momencie porównaj oba scenariusze ze swoim teraźniejszym stanem umysłu – zdasz sobie sprawę, jak zmienia się twoje myślenie pod wpływem pozytywnego scenariusza.

Krok 4. Rozpoznaj i zatrzymaj negatywne myśli

To duży krok w dawaniu sobie rady ze stresem i lękiem – badania jasno pokazują, że im dłużej i częściej dopuszczasz negatywne myśli, tym większą siłę im dajesz.

Większość negatywnych myśli to jednak tylko myśli, nie fakty

Kiedy zdasz sobie sprawę, że zaczynasz wierzyć w negatywne i pesymistyczne scenariusze w twojej głowie, czas się z nimi zmierzyć i spisać je na kartce. Jeśli znajdziesz taki moment, będzie to oznaczać, że potrafisz też racjonalnie sprawdzić ich zasadność.

Zdasz sobie sprawę, że żadna z tych negatywnych myśli nigdy się nie wydarzyła, to tylko naturalna skłonność mózgu do wyolbrzymiania myśli, często się pojawiającej. Zidentyfikowanie ich, nazwanie i oddzieleni od faktów, pomoże ci przerwać ciąg negatywnego myślenia i lęków.

Zobacz też: Droga do bliskości

Krok 5. Naucz się wdzięczności

Oddech i chwila, żeby zastanowić się, za co warto podziękować to nie tylko reguła dotycząca modlitwy – badania wykazały, że ta praktyka redukuje stres o 23 %. Ludzie, którzy praktykują podejście okazywania wdzięczności, doświadczają lepszego samopoczucia, mniej stanów lękowych, więcej energii – to wszystko dzięki obniżeniu hormonu stresu – kortyzolu.

Źrodło: success.com

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Jedz, módl się, kochaj i ciesz się wolnością

Jedz, kochaj, módl się i ciesz się wolnością

Autorka bestsellerowej książki „Jedz, módl się, kochaj” swoją twórczością i życiem udowadnia, że do życia najbardziej potrzebujemy wolności. Właśnie ukazała się kolejna książka Elizabeth Gilbert „Miasto dziewcząt”, której bohaterką jest kobieta, potrafiąca odrzucić strach przed wstydem i stać się osobą, którą jest naprawdę. Pisarka znowu stworzyła historię, która dla wielu kobiet może być drogowskazem.

„Nigdy nie kochałam tych ludzi, których miałam obowiązek kochać” – mówi bohaterka jej najnowszej książki. Jak przyznaje Gilbert, to zdanie z jej życia. „Czasami w życiu mamy plan, coś wygląda na dobry pomysł, więc się na to decydujemy. Ale miłość, prawdziwa miłość nie ma nic wspólnego z wyborem, nic wspólnego z planowaniem. Spada na nas jak nagła zmiana pogody. I zaskakuje nas tym, kogo tak naprawdę kochamy”. Kiedy na Instagramie pokazała zdjęcia z ceremonii ślubnej ze swoją partnerką, wielbicielki jej literatury wstrzymały oddech. Zakochana w kobiecie, rozwiodła się z mężem, aby opiekować się Rayyą (chorą na raka trzustki i wątroby) – miłością swojego życia – i być z nią do końca jej dni. Niczego nie żałuje, bo gdyby próbowała być dobrą żoną i starała się być lojalna w małżeństwie, to – jak pisze – spełniłaby się koszmarna wizja nadchodzącej depresji i potwornej samotności. Dzięki wolności, która w jej życiu ma więcej wartości niż poczucie bezpieczeństwa, jest szczęśliwa. I dlatego miliony kobiet (i mężczyzn) traktują jej książki jak wskazówki do życia lepszego życia.

Zobacz też: Jak żyć czyli 8 lekcji supermodelki

Jedz, módl się, kochaj

10 milionów sprzedanych egzemplarzy na całym świecie. Wbrew pozorom to nie jest książka o jedzeniu pizzy we Włoszech, medytowaniu w Indiach czy zakochiwaniu się na Bali, nie o rozwodzie, duchowości i podróżowaniu. To książka o tym, co się dzieje, kiedy pozwolimy sobie na zmianę. Gilbert mówi, że pisze o zmartwychwstaniu i przeobrażaniu, a książka „A wszystko dzięki Jedz, módl się, kochaj” jest zbiorem esejów ludzi, którzy uwierzyli, że zmiana jest możliwa i przychodzi moment w życiu, w którym mogą sobie powiedzieć „moje życie nie musi już tak wyglądać”. Nawet jak w przypadku bohaterki książki, Liz – można mieć wszystko i czuć się najbardziej nieszczęśliwą osobą na świecie.

Wielka magia 

Jak tworzyć? Jak odkryć w sobie kreatywność lub nasycić swoje życie pasją? Na te pytania szuka odpowiedzi Elizabeth Gilbert w książce, która jest odpowiedzią na wykład autorki na platformie TED, który oglądało 15 mln ludzi. „Twoje własne powody, by tworzyć, są wystarczające. Robiąc to, co kochasz, możesz nieświadomie pomóc nam wszystkim. Rób zatem wszystko, co sprawia, że chce ci się żyć. Kieruj się swoimi fascynacjami, obsesjami czy przymusami. Zaufaj im. Twórz rzeczy, które wywołują poruszenie w twoim sercu”. Reszta potoczy się sama”. Ta książka to podręcznik dla tych, którzy noszą w sobie marzenie, aby tworzyć – co tu kryć, to rady od autorki bestsellerów, tym bardziej cenne.

Zobacz też: Dziennik naszego szczęścia

Miasto dziewcząt

Najnowsza książka Gilbert to wspaniała opowieść o wolności. Osadzona w realiach nowego Jorku krótko przed wybuchem II wojny światowej i w jej trakcie, opowiada historię Vivian, wyrzuconej z prestiżowej uczelni, która trafia do podupadającego teatru rewiowego swojej ciotki. Dzięki „edukacji” tancerek i aktorek staje się wyzwoloną kobietą, a dzięki chwilowemu „upadkowi”, dowie się czego pragnie i jak to osiągnąć. „Zaczęłam myśleć, że małżeństwo to ostatecznie wcale nie jest żadna wielka sprawa dla kobiety. Kiedy tak się przyglądała wszystkim znajomym kobietom, które były mężatkami od pięciu albo dziesięciu lat, to nie zauważyłam ani jednej, której bym miała czego zazdrościć. Romantyczne uczucia z czasem bladły i życie tych kobiet przeobrażało się w nieustającą służbę. (…) Ich mężowie też nie sprawiali wrażenia ekstatycznie szczęśliwych, że żyją w takim układzie, muszę powiedzieć. Nie zamieniłabym się z żadną z nich”.

To książka nie tylko o wolności i znanym już temacie odnajdywania siebie – ale przede wszystkim o niesamowitej miłości dwojga ludzi, których, jak się wydaje na początku – więcej dzieli niż łączy. Kto na kilka godzin chce przenieść się do Nowego Jorku lat trzydziestych, poczuje się jak w kapsule czasu – realia, klimat tamtych lat, a przede wszystkim pełnokrwiste, świetnie nakreślone postaci – sprawiają, że czyta się ją jednym tchem. Wspaniała książka o sile kobiet!

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Żałoba po śmierci bliskiej osoby – jak poradzić sobie ze stratą?

żałoba po stracie centrum medyczne damiana
fot.Centrum Medyczne Damiana

Zbliża się 1 listopada, czyli dzień, w którym szczególnie pamiętamy o naszych zmarłych bliskich. To także czas refleksji i zadumy – moment, by zwolnić i spotkać się z rodziną. Często wtedy wracamy myślami do chwil, gdy te osoby były jeszcze z nami. Wtedy także, częściej niż zazwyczaj, mówi się o temacie żałoby. Psycholożka z Centrum Damiana podpowiada, jak „zmierzyć się” ze stratą kogoś z rodziny czy przyjaciół oraz w jaki sposób pomóc tym, którzy właśnie przeżywają ten trudny i bolesny okres.

Zobacz też: Weekendowa lekcja wrażliwości – czego może nauczyć Cię świnia?

Co to jest żałoba?

Na początku warto zastanowić się, czym tak naprawdę jest żałoba. Najczęściej jest ona rozumiana jako przeżywanie smutku, cierpienia i bólu po utracie bliskiej osoby. Poza znacznym spadkiem formy psychicznej, w procesie żałoby widoczne są także zmiany fizyczne, zmiany w zachowaniu czy w sposobie myślenia. Do najczęstszych dolegliwości należy, obniżenie nastroju, uczucie ciągłego zmęczenia, obniżenie odporności organizmu, problemy ze snem, pamięcią czy zmniejszony apetyt.

Żałoba i przeżywanie straty to bardzo trudny i wymagający czas dla każdego człowieka. Pojawiających się wtedy uczuć, najczęściej bardzo negatywnych, chciałoby się uniknąć, ale, niestety nie da się „przeskoczyć”. To okres, przez który trzeba przejść, pogodzić się ze stratą i jakby nauczyć się żyć na nowo. Pamiętajmy, że każdy przeżywa żałobę na swój sposób.

Zależy to od bardzo wielu zmiennych – przede wszystkim od zażyłości relacji z utraconą osobą, ale także od naszej osobowości i stylu radzenia sobie z trudnymi  sytuacjami. Proces powrotu „do normalności” również może przybierać różną intensywność i tempo. Uczucia towarzyszące stracie mogą pojawiać się falami i z upływem czasu tracą na natężeniu.

Zobacz też: „Przeproś!”, czyli jak uczyć dzieci empatii

Żałoba ma zazwyczaj kilka etapów – nie od razu możliwe jest powrócenie do równowagi i codziennego, zdrowego funkcjonowania

FAZA I – szok i zaprzeczanie

To pierwszy, bardzo burzliwy etap, który następuje tuż po śmierci bliskiej osoby. Często pojawiającą się wtedy reakcja jest zaprzeczeniem temu, co się stało. Zazwyczaj cała uwaga skupia się wówczas na formalnościach pogrzebowych – szczególnie, że często człowiek nie dopuszcza do swojej świadomości tragicznych wydarzeń, zwłaszcza jeśli do śmierci doszło nagle.

FAZA II – dezorganizacja zachowania

Jest to etap, w którym często trudno jest się na czymkolwiek skupić. Codzienne obowiązki schodzą na dalszy plan, aktywność i poziom energii spadają. Wśród dominujących emocji pojawiają się smutek, nieporadność czy przerażenie.

FAZA III – etap doświadczania złości

W tej fazie, osoby w żałobie zazwyczaj odczuwają złość, którą kierują wobec siebie, rodziny, losu czy Boga. Pojawia się także poczucie zazdrości wobec innych osób, których takie nieszczęście nie dotknęło.

FAZA IV – pogrążenie w depresji

To moment wyciszenia i wycofania. Wśród pojawiających się emocji najsilniej oddziałują smutek i żal. Żałobnik czuje się wtedy bardzo samotny, ma wrażenie, że nikt z otoczenia nie jest w stanie go zrozumieć – w konsekwencji zamyka się w sobie, odsuwa od innych ludzi i trudno jest mu cieszyć się codziennością.


FAZA V – czas na akceptację straty

Końcowym etapem wychodzenia z żałoby jest faza akceptacji utracenia bliskiego. Powoli codzienne funkcjonowanie wraca do normy, poziom energii i aktywności wzrastają. W tym okresie osoba zazwyczaj jest już gotowa, by na nowo interesować się życiem towarzyskim czy podejmować nowe role.

 

Wsparcie – czego potrzebuje osoba pogrążona w żałobie?

Człowiek w żałobie przede wszystkim potrzebuje wsparcia, cierpliwości i akceptacji. Powinniśmy pozwolić mu przeżywać trudne emocje, nie bać się z nim rozmawiać – nawet na tematy związane ze śmiercią.

Nasza bliska osoba powinna wiedzieć, że może na nas liczyć, że zostanie wysłuchana i nie będziemy go oceniać ani krytykować. Czasem wystarczy sama obecność i troska, jednak bardzo ważna jest także baczna obserwacja jego zachowania.

Zarówno stłumienie smutku i żalu, jak i nadmierna koncentracja na nich mogą być bardzo niebezpieczne. Jeśli osoba przeżywająca żałobę nie radzi sobie z nową codziennością, co przejawia się np. zaniedbywaniem obowiązków czy w zachowaniach destrukcyjnych (np. nadużywanie alkoholu), to powinniśmy takim reakcjom przeciwdziałać i nie bagatelizować ich.

Nierzadko konieczne okazuje się wsparcie psychologa, psychoterapeuty czy psychiatry, który pomoże poradzić sobie z tym trudnym doświadczeniem

Pamiętajmy jednak, że każdy z nas jest inny, a przeżywanie żałoby to sprawa bardzo indywidualna. Może się zdarzyć, że nie wszystkie fazy żałoby wystąpią, co nie oznacza, że nie przeżyliśmy utraty drugiej osoby. Każdy człowiek ma inny styl radzenia sobie z trudnymi sytuacjami, dlatego jego zachowanie nie powinno być odgórnie klasyfikowane. Powyższe informacje mają na celu jedynie przybliżenie emocji, które zazwyczaj pojawiają się po utracie kogoś bliskiego.

Zobacz też: Czy dzieci powinny brać udział w polowaniach? Psychologiczny punkt widzenia

Ekspert

Marta Kobylińska

Psycholożka w Centrum Medycznym Damiana.

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

“Obywatel Jones” Agnieszki Holland – zapomniana lekcja historii

Obywatel Jones
fot.Kino Świat

„Obywatel Jones” Agnieszki Holland – prezentowany w Konkursie Głównym ostatniego Berlinale film w międzynarodowej obsadzie – już w kinach! Opowiada opartą na faktach historię młodego walijskiego dziennikarza, który wyrusza do Moskwy, by dowiedzieć się, co stoi za szybką modernizacją ZSRR. Prawda, którą odkrywa na temat skrupulatnie ukrywanych konsekwencji działania reżimu Stalina, staje się dla niego zagrożeniem. Film został nagrodzony Złotymi Lwami w Gdyni.

Zobacz też: Kultura nie tylko wzbogaca, ale też leczy. Wiesz jak? [WIDEO]

Niewygodna prawda

“Obywatel Jones” to obraz o przemilczanych wydarzeniach historycznych XX wieku. Filmowa historia człowieka, który przybliżył światu kulisy przerażającego ludobójstwa Ukraińców, to porażająco aktualna opowieść o znaczeniu prawdy i kłamstwach władzy, w której zobaczymy plejadę aktorów światowego formatu.

Młody dziennikarz Gareth Jones (James Norton) zyskał sławę, pisząc artykuł o swoim spotkaniu z Adolfem Hitlerem, zaraz po przejęciu przez niego władzy w 1933 roku. Teraz ambitny Walijczyk przymierza się do kolejnego wielkiego tematu – gwałtownej modernizacji Związku Radzieckiego. Chcąc gruntownie zbadać sprawę, reporter decyduje się na podróż do Moskwy, aby przeprowadzić wywiad ze Stalinem. 

Na miejscu poznaje młodą dziennikarkę Adę Brooks (Vanessa Kirby), pracującą dla Waltera Duranty’ego (Peter Sarsgaard), dzięki której odkrywa, że prawda o stalinowskim reżimie jest brutalnie tłumiona przez sowieckich cenzorów. 

Słysząc zatrważające plotki na temat wielkiej klęski głodowej w ZSRR, Jones udaje się w samotną podróż przez Ukrainę. Dziennikarz staje się naocznym świadkiem tragedii Hołodomoru. Miliony ludzi umierają z głodu, podczas gdy tony zboża sprzedawane są za granicę, by sfinansować proces industrializacji radzieckiego imperium. 

Po powrocie do Londynu, Jones pisze artykuł ukazujący horror, którego doświadczył. Publikacja jest wyciszana, a jej autentyczność podważana przez zachodnich dziennikarzy, pozostających pod wpływem Kremla. 

Zobacz też: Jennifer Aniston pokonała system – tym ZDJĘCIEM podbija Instagram!

Agnieszka Holland o “Obywatel Jones”

Scenariusz filmu w artystyczny i oryginalny sposób dotyka kwestii, które pomimo upływu lat, zupełnie nie straciły na aktualności. Ich spoiwem jest „Folwark zwierzęcy” – znana powieść George’a Orwella. Odsłania ona mechanizmy totalitarnego terroru, które mogą być zwalczane wyłącznie poprzez czynny opór na kłamstwa i przemoc. Nasz bohater, Gareth Jones, jest zaangażowany w misję, która w brutalny sposób konfrontuje jego młodzieńczą odwagę i idealizm z rzeczywistością.

W światku zachodnich korespondentów w Moskwie nikt tak jak on nie chce rzucić światła na okrucieństwa Stalina i nikt tak jak on nie jest na nie narażony. Dzisiaj nie brakuje nam skorumpowanych konformistów i egoistów. Brakuje nam jednak Orwellów i Jonesów. Dlatego to właśnie ich powinniśmy przywrócić do życia.

Polecamy wideorecenzję filmu.

Informacje o filmie

Za dystrybucję w Polsce odpowiada Kino Świat. Zagranicznym agentem

sprzedaży są firmy WestEnd Films oraz William Morris Endeavor Entertainment.

GATUNEK: thriller polityczny

PRODUKCJA: Polska/Wielka Brytania/Ukraina 2019

REŻYSERIA: AGNIESZKA HOLLAND („Pokot”, „W ciemności”, „Europa,Europa”)

SCENARIUSZ: Andrea Chalupa

OBSADA: JAMES NORTON („Wyścig”, „Wojna i pokój”, „Linia życia”), VANESSA KIRBY („Czas na miłość”, serial „The Crown”, „Mission: Impossible – Fallout”), PETER SARSGAARD („Jackie”, „Siedmiu wspaniałych”, „Blue Jasmine”), JOSEPH MAWLE („Gra o tron”), KENNETH CRANHAM („Czarownica”, „Walkiria”),

KRZYSZTOF PIECZYŃSKI („Jack Strong”, „Krew Boga”, „Ziarno prawdy”),

MICHALINA OLSZAŃSKA („Ja, Olga Hepnarova”, „Córki dancingu”),

PATRYCJA VOLNY („Pokot”, „Kurier”)

 

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Karny jeżyk. Czy to dobra metoda wychowawcza?

Dr Siegal mówi dalej, że dzieci odstawione na karny jeżyk często nie tylko nie uspokajają się, ale czują się jeszcze bardziej rozzłoszczone – fot. Canva

Popularna aktorka komediowa, Kristen Bell i jej mąż Dax Shepard czasami zwierzają się w mediach, jakie wartości są dla nich ważne, jeśli chodzi o wychowanie dzieci, jak postępują, jakie mają przekonania. Podczas jednego z wywiadów Kristen powiedziała, że jedna z zasad w ich domu jest taka, że „mama i tata nie reagują na krzyki i płacze dzieci. Reagujemy dopiero, kiedy się uspokoją”. 

Bell i Shepard nie wydają się być odosobnieni w tych poglądach. Dzieci krzyczą, płaczą, rzucają rzeczami, wypowiadają nieprzyjemne słowa. Każdy rodzic ma w zanadrzu historię z serii „a moje dziecko w sklepie/ w przedszkolu/ na placu zabaw….”, po której następuje opis niesamowitego wybuchu dziecięcej furii, zakończonego wyniesieniem młodzieży z miejsca akcji. Oczywiście wbrew jego lub jej woli, co spotęgowało wybuch.

Bywa też tak, że dzieci wybuchają częściej niż statystycznie jest to „akceptowalne”. Mówimy wtedy, że są niegrzeczne, nie potrafią się zachować, zastanawiamy się, co z nimi jest nie tak, a przede wszystkim, jak ukrócić zachowania, które wywołują w dorosłych dyskomfort i narażają rodziców na krytykę za nieumiejętność zapanowania nad dzieckiem.

Karny jeżyk – dobry czy zły pomysł?

Jakiś czas temu niezwykle popularne były programy telewizyjne typu „Superniania”” , w których osoby z różnym przygotowaniem i doświadczeniem uczyły rodziców, jak mają sobie radzić z trudnymi zachowaniami dzieci.

Jeden z pomysłów zakładał, że dziecko powinno mieć w domu miejsce, do którego powinno być odsyłane, kiedy zachowa się w sposób nieodpowiedni lub niegrzeczny – miał to być na przykład karny jeżyk. Idea była taka, że dziecko miało mieć czas i przestrzeń, żeby przemyśleć swoje zachowanie i uspokoić się, a po wszystkim wrócić do rodzica i przeprosić.

Idea karnego jeżyka (czy też time out) ma swoich zwolenników i krytyków. Wydaje się też, że trwale wrosła do repertuaru metod wychowawczych. Z jakim skutkiem?

Zobacz też: Przemoc wobec dzieci. Jak ją rozpoznać?

Złe zachowanie, czyli co?

Dzieci uczą się samokontroli. Nie rodzimy się z tą umiejętności. Każdy z nas potrzebuje czasu i wielu prób, by poczuć się pewnie i bezpiecznie.

Pierwsze doświadczenia, kiedy zalewają nas emocje (a wraz z nimi również na przykład hormony) i różne objawy płynące z ciała, mogą być przerażające. Dlatego też jest w zasadzie jasne, że na przykład niemowlęta mogą potrzebować pomocy w uspokojeniu się. Potrzebują bliskości dorosłej osoby, która nie wpada razem z nimi w przerażenie czy rozpacz, jest spokojna i wie, że głód, niepokój czy ból miną.

Okazuje się jednak, że również starsze dzieci potrzebują czasu, żeby móc opisać swoje uczucia, by móc powiedzieć, że są głodne, zmęczone, wystraszone, zamiast to pokazywać. Im młodsze dziecko, tym możliwości komunikacji werbalnej są mniejsze.

Dlatego też skupiając się na zachowaniu, oceniając je jako choćby niegrzeczne, nieuprzejme, złośliwe, bardzo łatwo przeoczyć to, co najważniejsze, czyli przyczynę. Bo zawsze najważniejsza jest przyczyna. A zachowanie jest jedynie dostępną dziecku formą komunikacji.

Samodzielnie czy samotnie?

Posyłając dziecko do kąta (czy bardziej humanitarnie- na karny jeżyk) pozbawiamy się szansy na zrozumienie sytuacji i swojej reakcji. Jeśli dziecko krzykiem lub płaczem opowiada o jakiejś swojej trudności, kolejny raz zrobi samo zwyczajnie dlatego, że nie potrafi inaczej.

Wybitny psychiatra Dan Siegal mówi o doświadczeniu time out jako o izolującym i porzucającym. Wnioski, do których dziecko może samodzielnie dojść będą raczej wiązały się z przekonaniem, że zostało odepchnięte, skarcone, że za błąd grozi kara, nie wybaczenie czy zrozumienie. A jeśli ma się trudny czas, nie można liczyć nawet na rodzica. W tym sensie karny jeżyk promuje raczej rozbudzenie uczuć związanych z samotnością i odrzuceniem niż samodzielnym osiąganiem wniosków i naprawą.

Dr Siegal mówi dalej, że dzieci odstawione na karny jeżyk często nie tylko nie uspokajają się, ale czują się jeszcze bardziej rozzłoszczone.

Zobacz też: DOBRO i ZŁO – w jaki sposób dzieci uczą się je odróżniać i jakie to ma konsekwencje dla ich zachowania?

Czy można inaczej?

Artykuł, który Dan Siegal oraz Tina Payne Bryson opublikowali w 2014 roku w magazynie Time wprowadził wiele kontrowersji. Padła w nim błędna sugestia, że uczucia  związane z odrzuceniem pobudzają te same obszary mózgu co nadużycie. A więc, że odrzucenie, jakiego doświadcza dziecko „odstawione do kąta” jest równe nadużyciu.

Siegal i Bryson musieli potem tłumaczyć, że time out może być pomocną techniką, jeśli stosowany jest krótko, rzadko, jest częścią strategii, po która sięga rodzić próbujący przerwać określone zachowanie dziecka, a na koniec rodzic tłumaczy dziecku, co się wydarzyło.

Ryzyko

Kąt, karny jeżyk – jakkolwiek to nazwiemy, wiąże się z tym, że rodzic wycofuje swoją uwagę, zainteresowanie i chęć bycia w tym momencie w kontakcie z dzieckiem. Nawet gdyby ktoś powiedział, że nie jest to ignorowanie dziecka, ale tego, konkretnego zachowania, nadal stosowanie zasady time out może wiązać się z poważnymi konsekwencjami. Bo przecież nawet jeśli ignorujemy jakieś zachowanie, ignorujemy również jakiś problem, który za zachowaniem stoi.

Wydaje się to oczywiste w przypadku dorosłych. Płaczącego dorosłego zapytamy, co się stało. Nie polecimy mu, żeby przestał jęczeć czy się mazać, bo dopiero wówczas będziemy mogli porozmawiać. Dlaczego więc stosujemy inne standardy wobec dzieci?

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami