Przejdź do treści

Jak rozmawiać z dzieckiem o zmianach klimatu bez wywoływania w nim lęku?

jak rozmawiać z dzieckiem
Jak rozmawiać z dzieckiem o zmianach klimatycznych bez lęku?

Zmiany klimatu i zagrożenia, jakie się z tym wiążą, to obecnie jeden z ważniejszych globalnych problemów. Dyskusji często towarzyszą też dzieci i w wielu narracjach to właśnie na nich nakłada się największą odpowiedzialność za to, co wydarzy się w przyszłości. Słusznie czy nie, ale niewątpliwie warto się do tego odnieść. Jak rozmawiać z dzieckiem o zmianach klimatu w taki sposób, by nie wywoływać z nich lęku?

1. Nie unikaj tematu

Większość rodziców chciałaby uchronić swoje pociechy przed wszelkimi problemami, zagrożeniami i trudnymi emocjami. Jest to jednak niemożliwe, a pogodzenie się z tym faktem pozwala na bardziej konstruktywne podejście do sprawy. Unikanie tematu niewątpliwie nie ułatwi dziecku ułożenia sobie w głowie jego własnego rozumienia zmian klimatycznych, nie pomoże mu poradzić sobie z emocjami, jakie mogą się w związku z tym pojawić, nie zobaczy też, że ma w rodzicach oparcie i to oni są w stanie wyjaśniać mu świat.

Warto więc tłumaczyć dziecku kryzys klimatyczny i jego skutki, przy czym powinno być to dostosowane do jego wieku. Powinno dziać się też na bieżąco, np. podczas oglądania programu, który opowiada o topniejących lodowcach – zbadanie tego, co dziecko tak naprawdę z tego rozumie, pozwoli poprowadzić rozmowę w taki sposób, by nie przesadzić z katastroficznymi wizjami i nie wywołać wspomnianego lęku.

2. Katastrofizacja – domena dorosłych

Owszem, media bombardują nas najgorszymi scenariuszami, naukowcy straszą, a my sami dopowiadamy sobie nasze osobiste konsekwencje zmian klimatycznych. I o ile nie jest to do końca pomocna dla nas strategia, to dorosły człowiek jest zwykle w stanie ją unieść. Dziecku jednak tego oszczędźmy, ponieważ jego schematy dopiero się kształtują, a wejście w życie z wizją przerażającej przyszłości na pewno nie ułatwi mu budowania poczucia bezpieczeństwa i wiary w dobre jutro.

3. Budujmy małe, rutynowe nawyki

Dzieci najwięcej uczą się de facto przez obserwacje, słowa są w tym wszystkim drugorzędne. Jeśli więc maluch od najmłodszych lat będzie obserwował, że segregujemy śmieci, unikamy kupowania napojów w plastikowych butelkach, kanapki pakujemy w papier, opiekujemy się roślinami i zwierzętami, a światło zawsze za sobą gasimy, będą to dla niego czynności wręcz automatyczne, naturalne. A to właśnie takie niewielkie nawyki każdego z nas są podstawą, na której możemy budować wkład w troskę o ekologię – uczmy tego dzieci, a dzięki temu rzeczywiście wniosą w przyszłość nową jakość.

Zobacz też: 5 EKO-sposobów, jak oszczędzać prąd

4. Przebywaj wśród natury – niech dziecko poczuje jej bliskość

Zdarza się, ze „miejskie dzieciaki” przez pół swojego życia nie widzą na własne oczy krowy czy kury. Nie pozwólmy na to, ponieważ zwierzęta, rośliny, ziemia, woda, powietrze to nieodłączne elementy naszej egzystencji. Starajmy się więc pokazać dziecku jak najwięcej naturalnego świata, niech poczuje, jak wiele może z niego czerpać, a z drugiej strony, jak ogromną ma on siłę.

5. Bądź uważny na emocje – rozbrajaj oznaki lęku

Temat zdrowia psychicznego dzieci w ostatnich latach zapala nam wszystkim czerwoną lampkę. Bądźmy więc na nie uważni. Jeśli widzimy oznaki lęku u naszej pociechy, jak np. problemy ze snem, obgryzanie paznokci, niechęć do wychodzenia z domu czy unikanie konkretnych sytuacji, rozmawiajmy z nim o tym. Bądźmy ciekawi świata wewnętrznego dzieci, ponieważ tylko wtedy możemy adekwatnie zareagować.

Niezależnie od tego, czy tego typu stany dotyczą tematu zmian klimatycznych czy innych problemów, jeśli sami nie wiemy, jak możemy pomóc najmłodszym, nie bójmy się szukać pomocy psychologicznej. Ich zdrowie – zarówno fizyczne, jak i psychiczne – to rzeczywiście przyszłość całego świata. Zadbajmy więc najpierw o nie, a dzięki temu wielkie, ważne rzeczy będą miały silną bazę.

Zobacz też: Jak wzmocnić odporność dziecka? Oto 5 naturalnych produktów – czy znasz je wszystkie?

Inspiracja: huffpost.com

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Fakty i mity na temat szczepień przeciw grypie

Fakty i mity nt. szczepień przeciw grypie.
fot. Pixabay

Jesień to okres, w którym jak bumerang powraca temat szczepień przeciw grypie. W gąszczu informacji trudno wyłuskać te rzetelne, a mnogość pokutujących mitów sprawia, że wiele osób odczuwa strach przed wizytą w placówce medycznej. Wraz z Joanną Pietroń lekarzem rodzinnym, z Centrum Medycznego Damiana, przestawiamy najpopularniejsze fakty i mity oraz wyjaśniamy dlaczego nie powinniśmy obawiać się szczepień przeciw grypie.

Zobacz też: Gdy maluch idzie do przedszkola, czyli przepis na szybką adaptację w nowym miejscu

Szczepienia zawierają fragmenty wirusa grypy

FAKT. Szczepienia przeciw grypie zalicza się do tzw. szczepionek inaktywowanych, czyli takich, które zawierają w sobie fragment lub całego zabitego wirusa. Ich skład zmienia się każdego roku i jest uzależniony od sezonu grypowego. Obecnie w naszym kraju dostępna jest szczepionka s zawierająca powierzchniowe białka wirusa – N i  H oraz taka, w której znajduje się  cały, rozszczepiony wirus grypy. Wirus grypy zawarty w szczepionce jest niezdolny do wywołania choroby.

Jego zadaniem jest bowiem pobudzenie układu odpornościowego, który po kontakcie z podaną szczepionką  wytwarza przeciwciała. Sprawia to, że nasz organizm jest przygotowany do walki z „intruzem”, jeżeli dojdzie do konfrontacji z prawdziwym wirusem.

Szybka reakcja układu immunologicznego jest wówczas kluczowa w zatrzymaniu choroby i ochroną przed  groźnymi powikłaniami.

Szczepionka nie chroni w pełni przez chorobą

FAKT. Według Światowej Organizacji Zdrowia skuteczność szczepionki wynosi od 70-90 proc. Chociaż szczepienie nie oznacza stuprocentowej ochrony, w przypadku pojawienia się choroby u osób zaszczepionych przebiega ona zdecydowanie łagodniej, minimalizując jednocześnie możliwość wystąpienia powikłań.

Szczepienia są wciąż  najbardziej  skuteczną metodą  ochrony  przeciw zachorowaniom na grypę. Mają nawet większą skuteczność niż nieswoiste środki ochrony przeciw zakażeniom  takie jak higiena rąk, noszenie maseczek itp.

Dziecko należy zaszczepić tuż po narodzinach

MIT. Światowa Organizacja Zdrowia zaleca, aby szczepieniom przeciw grypie zostały poddane wszystkie osoby po ukończeniu szóstego miesiąca życia.

Wytyczne dotyczą zwłaszcza osób, które znajdują się w grupie podwyższonego ryzyka zachorowania i wstąpienia powikłań pogrypowych (m.in. osoby starsze, kobiety ciężarne, palacze, pacjenci zmagający się z problemami kardiologicznymi, chorobami układu oddechowego, cukrzycą czy otyłością oraz osoby wykazujące obniżony poziom naturalnej odporności organizmu, a także personel medyczny.

Zobacz też: Jak wspierać odporność dziecka – 11 skutecznych sposobów i jeden wątpliwy

Istnieje więcej przeciwskazań niż wskazań do zaszczepienia

MIT. Poza medycznymi wskazaniami istnieją również przeciwskazania do poddania się szczepieniu przeciw grypie. Warto jednak podkreślić, że w zdecydowanej większości przypadków nie są to czynniki bezwzględnie wykluczające, a jedynie odraczające szczepienie.

Należy tutaj wymienić ogólny stan zdrowia – jeżeli u pacjenta występuje gorączka czy ostry stan zapalny, szczepienie  należy przełożyć  na inny termin. Nie powinniśmy również decydować się na szczepienie bezpośrednio po zakończonej chorobie lub kuracji antybiotykowej.

Czynnikiem, który należy również wziąć pod uwagę, choć nie jest elementem wykluczającym, jest zmęczenie organizmu. Jeżeli przytrafiła nam się bezsenna noc lub intensywnie trenujemy i nie zdołaliśmy w krótkim czasie odpowiednio się zregenerować, powinniśmy przynajmniej o kilka dni odłożyć wizytę związaną ze szczepieniem.

Przeciw grypie wystarczy zaszczepić się raz w ciągu życia

MIT. Zalecana częstotliwość przyjmowania szczepionek jest uzależniona od zdolności poszczególnych szczepów wirusów do mutowania a przez to do zmienności. Jako pierwszy przykład podajmy szczepienie przeciw żółtaczce, które może skutecznie chronić nas przed zachorowaniem nawet przez całe życie.

Wirus powodujący tę chorobę nie ulega bowiem niemal żadnym mutacjom, dlatego szczepionka działa tak długo. Na drugim biegunie należy natomiast wymienić szczepienie przeciw grypie. Wirus grypowy wykazuje szczególne zdolności do przeobrażania się w nowe szczepy, które są już odporne na aplikowane wcześniej szczepienia. I dlatego właśnie ważność szczepionki wynosi 1 rok a WHO zaleca, abyśmy szczepili się szczepionką przeciwgrypową co roku.

Zobacz też: Hartowanie niemowlaka jesienią – werandowanie – poznaj porady położnej!

Szczepienia są niebezpieczne dla naszego zdrowia

MIT. U większości pacjentów nie pojawiają się żadne dolegliwości po ich przyjęciu . Szczepienie przeciw grypie jest bezpieczne, należy jednak pamiętać, że stanowi pewnego rodzaju ingerencję w nasz organizm. Konieczność wykorzystania igły sprawia, że zostaje naruszona ciągłość tkanek, dlatego u niektórych osób może pojawić się odczyn skórny w miejscu wykonania wkłucia, utrzymujący się nie dłużej niż 48 godzin (zaleca się stosowanie zimnych okładów).

Ponadto przyjęcie szczepienia może spowodować krótkotrwałą ogólną reakcję organizmu, która może objawiać się poprzez podwyższoną temperaturę ciała, bóle stawów i mięśni, osłabienie, senność, spadek nastroju, dreszcze, nadmierną potliwość czy obniżony apetyt.

Objawy te zazwyczaj ustępują maksymalnie 2-3 dniu po wykonaniu szczepienia i stanowią dla nas sygnał, że organizm rozpoczął proces uodparniania się na określony szczep wirusa. Poważniejsze reakcje alergiczne, zaburzenia czucia czy wstrząs anafilaktyczny to powikłania, które pojawiają się niezwykle rzadko.

Szczepienie przeciw grypie powoduje autyzm

MIT. Badania, które wykazywały rzekomy związek między szczepieniami a autyzmem, zawierały wiele istotnych błędów. Dlatego wydawcy pisma medycznego, które początkowo zdecydowało się na ich publikację, szybko podjęli decyzję o jego wycofaniu.

Ponowne, liczne badanie nie wykazały żadnego powiązania między tymi dwoma czynnikami, niemniej wcześniejsze informacje sprawiły, że pojawiło się wiele teorii spiskowych. Badania potwierdzają natomiast, że zaniechanie szczepień znacząco zwiększa ryzyko wystąpienia choroby oraz pojawienia się groźnych powikłań (np. zapalenia płuc, zapalenia opon mózgowych, a nawet niewydolności serca).

Zobacz też: Karny jeżyk. Czy to dobra metoda wychowawcza?

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Zima z dzieckiem w Warszawie – gdzie warto się wybrać?

Zima z dzieckiem w Warszawie
Zima z dzieckiem w Warszawie - jakie atrakcje nas czekają?

Zima w mieście potrafi być nużąca… a wcale nie musi! Gdzie wybrać się z maluchem? Co zobaczyć? Jak zapewnić mu frajdę i wyjątkowe atrakcje? Zima z dzieckiem w Warszawie – oto najciekawsze propozycje (radość przyniosą nie tylko najmłodszym)!

Wielka Fabryka Elfów


Świąteczny klimat pełną parą! Od 24.11 do 22.12 po raz kolejny Wielka Fabryka Elfów gości na PGE Narodowym. Jak sama nazwa wskazuje, Elfy biorą tam dzieciaki w obroty i oprowadzają po zakamarkach swojej fabryki.

Maluchy pomagają im w przygotowaniach, a przy tym rozwiązują różnego rodzaju zagadki logiczne, zręcznościowe, uczą się, ruszają i tworzą Melodię Świąt. Na koniec każdej wizyty nie może obyć się rzecz jasna bez Świętego Mikołaja – każdy maluch dostaje prezent, w tym także Dyplom Pomocnika Elfa!

Czas trwania zabawy: około 2 godziny.

Wejście: dla osób bez samochodu – brama nr 5, z samochodami – brama nr 6, poziom -3

Cena biletów: osoby przybywające indywidualnie zapłacą około 50-60 zł

Wielka Fabryka Elfów jest w tym roku także w Gdańsku oraz Katowicach!

Smart Kids Planet


Mali odkrywcy będą w swoim żywiole! Smart Kids Planet to kolejna atrakcja, która znajduje się w PGE Narodowym. Są to edukacyjne sale zabaw, do których inspiracją były światowe trendy – „edutainment”, czyli inaczej mówiąc „nauka przez zabawę”.

Frajda dla wyobraźni, kreatywności, ruchu malucha. Do tego interakcje społeczne, ale też towarzystwo rodzica (lub innego opiekuna), co nie pozbawia malucha poczucia bezpieczeństwa. A nie jest to bez znaczenia – zwłaszcza dla młodszych dzieci (ze Smart Kids Planet można korzystać w wieku 0-10 lat). Masa atrakcji i kilka stref tematycznych, które dopasowane są do wieku odwiedzających – ech… gdybyśmy byli teraz dziećmi, sami chętnie byśmy tam poszli!

Cena biletów: indywidualnie zapłacimy od 25 do około 40 zł (za dziecko), warto śledzić ewentualne promocje

W dniach poniedziałek-czwartek maluchy poniżej 1 roku wchodzą bez opłaty

Wejście: brama nr 1

Chiński Festiwal Światła


Odbywał się już w wielu państwa Europy, zagościł także w Nowym Jorku – pora więc na nas! Po raz pierwszy w Polsce ogromne świetlne figury zostały umieszczone w warszawskich Fortach Bema. Są to konstrukcje sięgające nawet 4 metrów, a ogromny chiński smok jest długi na około 20, co niewątpliwie zrobi wrażenie nie tylko na najmłodszych, lecz także na tych starszych widzach.

Czym jednak jest Chiński Festiwal Światła? Jest to wielowiekowa tradycja, którą obchodzi się w Chinach już od dynastii Han. W naszym wydaniu setki świateł witają odwiedzających już od wejścia – kolorowej bramy w tematycznych motywach nie da się przegapić. Dalej czeka nas jeszcze więcej – tradycyjne chińskie motywy i związane z nimi figury, w tym smoki, pandy, ale też kwiaty i co ważne w okresie około świątecznym – mikołajowe motywy.

Należy też dodać, że w czasie trwania Festiwalu odbywać się będą różnego rodzaju jarmarki chińskiego rękodzieła, pokazy sztuk walki, tańca, a smakosze będą mogli odwiedzić stoiska z potrawami z kuchni chińskiej.

Czas trwania Festiwalu: 30.11.2019-02.02.2020

Miejsce: Forty Bema, wejście od Waldorffa 34, Warszawa

Cena biletów: 20-45 zł

Chiński Festiwal Światła

Fot. redakcja

Chiński Festiwal Światła

Fot. redakcja

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Gdy maluch idzie do przedszkola, czyli przepis na szybką adaptację w nowym miejscu

Gdy maluch idzie do przedszkola, czyli przepis na szybką adaptację w nowym miejscu
fot.Pixabay

Od pierwszych chwil życia dziecko każdy moment spędza pod czujnym okiem rodziców. Ich obecność jest zatem naturalna. Dzieci rzadko mają okazję przebywania dłużej bez opieki rodziców lub w obcym miejscu. Kiedy przychodzi im zmierzyć się nowym otoczeniem, jakim jest żłobek lub przedszkole, mogą czuć lęk. Reakcje malucha bywają problematyczne nie tylko dla rodziców, ale również opiekunów w placówkach edukacyjnych. Jaki jest zatem skuteczny sposób, aby pomóc dziecku szybko zaaklimatyzować się i zaadaptować do nowej rzeczywistości?

Dziecko obserwuje reakcję rodzica

Choć z całych sił pragniemy, aby nasze dziecko szybko dostosowało się do nowych realiów, okazuje się, że problem może tkwić w… nas samych. Maluch obserwując emocje, z jakimi rodzic mierzy się w momencie dłuższej rozłąki dostaje jasny sygnał, że to powód do zmartwień. Dziecięca wyobraźnia może podpowiadać, że np. rodzic zostawi go w przedszkolu na zawsze.
Wysyłając dziecko do przedszkola lub żłobka, skup się na swoich emocjach. Sprecyzuj wątpliwości i obawy. Jeżeli martwisz się o to, czy dziecko będzie jadło w przedszkolu pożywne, domowe dania, zapoznaj się z ofertą żywieniową placówki. Jeśli twoje obiekcje wzbudza oferta edukacyjna lub jakikolwiek z elementów opieki przedszkolnej, porozmawiaj z dyrektorem placówki.
Przed takim spotkaniem przygotuj sobie listę pytań, aby mieć pewność, że poruszysz każdy wątek, który może budzić w tobie wątpliwości. Im prędzej je rozwiejesz, tym szybciej dziecko dostrzeże twoje pozytywne nastawienie do nowego miejsca, do którego będzie chodziło z przyjemnością – jeżeli rodzic uważa, że jest tam fajnie, to z pewnością tak jest!

Zobacz też: “Obywatel Jones” Agnieszki Holland – zapomniana lekcja historii

Zdarza się, że rodzic po pożegnaniu z maluchem, zostaje na korytarzu, aby móc przyglądać mu się podczas zabawy – tak, jakby chciał napatrzeć się na zapas. Gdy dziecko, które zdążyło już poradzić sobie z rozłąką i zająć się zabawą, zauważa rodzica, zaczyna płakać i chce, aby mama czy tata natychmiast zabrali go ze sobą. Opiekunom w placówce jest wtedy ciężko zapanować nad jego emocjami.

Dlatego ważne jest szybkie pożegnanie, bez zbędnych, silnych emocji. Staramy się również, aby rodzice nie przebywali na co dzień w salach zajęć. Ich obecność może okazać się kojąca tylko dla konkretnego malucha, zaś cała grupa stresuje się obecnością obcych im osób. Przestrzeganie tego typu zasad pozwala dzieciom uporządkować w ich głowach czas i przestrzeń, co pozwala osiągnąć im spokój i polubić przedszkole czy żłobek, które stają się ich nowym ulubionym środowiskiem – mówi Anna Kowalska, pedagog i dyrektor regionalny ogólnopolskiej sieci dwujęzycznych przedszkoli oraz żłobków KIDS&Co.

Najczęstsze błędy w momentach rozłąki

  • długie pożegnania – im krótsze i bardziej konkretne, tym lepiej. Odprowadzając dziecko, ucałuj je na do widzenia, zapewnij o swojej miłości i powiedz, że wrócisz po niego np. już po obiedzie;
  • zaburzanie rytmu dnia dziecka – warto, aby w trakcie pożegnania określić maluchowi moment, w którym rodzic wróci po niego. Jeżeli nastawisz malucha, że przyjdziesz po leżakowaniu, nie zmieniaj tej pory bez jego wiedzy – nie spóźniaj się, ani nie przychodź przez. Dziecko w kolejnych dniach może emocjonalnie reagować na pożegnania, a twoje zapewnienia będą już dla niego bezpodstawne;
  • siedzenie na korytarzu i zaglądanie do sali – gdy dziecko zauważy rodzica, nawet najlepsza zabawa może zostać natychmiast przerwana, a maluch ze łzami w oczach zacznie domagać się kontaktu z rodzicem i zabrania go z placówki;
  • zaglądanie przez okno – rodzice, zwłaszcza w pierwszych dniach przebywania dziecka w nowym miejscu, bardzo przeżywają cały proces jego aklimatyzacji i martwią się. Jeżeli maluch zauważy zaglądającego przez okno rodzica, może odebrać to jako sygnał braku zaufania do miejsca, w którym się znajduje oraz opiekunów. Im prędzej rodzic zaufa nauczycielom, tym szybciej dziecko weźmie z niego przykład i polubi miejsce, w którym spędza tak dużo czasu w ciągu dnia;
  • przesadnie radosne powitanie dziecka – nadmierne emocje jak np. łzy szczęścia, mogą być dla dziecka niejasne i budzić niepokój. Postaraj się przywitać dziecko z uśmiechem na twarzy, zapewnić je, że dobrze znów się widzieć, zapytaj, jak dzień. Dziecko zajmie się opowiadaniem i zapomni o emocjach, jakie towarzyszyły mu gdy rano zostawał w przedszkolu.

Zobacz też: Złota jesień w rytmie baby blues – z pamiętnika mamy

Przyzwyczajaj malucha do swojej nieobecności

Staraj się częściej uniezależniać dziecko od swojej obecności. Konfrontując malucha z pozornie obcymi osobami, którymi mogą być dla niego nawet ciocia czy sąsiadka, sprawisz, że towarzystwo innych nie będzie stanowić dla niego źródła stresu. Zanim dziecko zacznie uczęszczać do nowego miejsca – przedszkola lub żłobka – staraj się kilka razy w tygodniu organizować dla niego opiekę u kogoś z rodziny lub sąsiadów.
Podobny skutek osiągniesz stwarzając dziecku więcej okazji do bawienia się z nieznajomymi dziećmi, np. na placu zabaw czy w ogródkach jordanowskich. Nowe twarze oraz miejsca pojawiające się w jego życiu będą stawać się dla niego naturalnym doświadczeniem, dzięki czemu przestawienie się na nową, przedszkolną rzeczywistość odbędzie się bez większych utrudnień.

Wprowadzaj dziecko w nowe otoczenie stopniowo

Niezależnie od tego, czy twoje dziecko zacznie swoją przygodę ze żłobkiem lub wraz z początkiem roku szkolnego, czy w samym środku sezonu, postaraj się już kilka tygodni wcześniej stopniowo oswajać malucha z nowym miejscem. Niektóre przedszkola umożliwiają adaptację, udostępniając placówkę dla dzieci i ich rodziców przez cały rok, np. w weekendy, aby wspólnie mieli szansę na sprawdzenie nowego otoczenia, oswojenie się z nim i przełamanie poczucia niepewności przed nadchodzącymi zmianami.
Podczas pierwszych dni w przedszkolu czy żłobku, dziecko będzie już kojarzyło miejsce, w którym przyjdzie mu spędzać dzień. Dopiero w tym momencie doświadczy faktycznej adaptacji – bez rodzica u boku. Znajomość otoczenia pomoże mu jednak przełamać strach i zniweluje stres do minimum. W rezultacie, zaufanie do opiekunek oraz kolegów z grupy stanie się dla niego łatwiej i prędzej osiągalne.
Nawet spędzając czas z dzieckiem w domu, możesz wprowadzać je w nowe środowisko i oswajać z myślą, że będziecie widywać cię rzadziej w ciągu dnia. W rozmowach przedstawiaj przedszkole czy żłobek w superlatywach, zachęcaj do zwracania się ze sprawami do przedszkolanki, która będzie mogła rozwiązać każdy problem czy wątpliwość malucha. Widząc twój spokój i pozytywne nastawienie do nowych okoliczności, adaptacja będzie szybsza i bardziej owocna.

Dni Otwarte w KIDS&Co.

Aby wraz z maluchem przekonać się, jak wygląda dobrze spędzony dzień w jednej z placówek sieci przedszkoli i żłobków dwujęzycznych KIDS&Co., weź udział w Dniach Otwartych, podczas których będziesz mieć szansę na rozmowę z nauczycielami i dyrektorem oraz poznanie placówki, a dziecko będzie mogło uczestniczyć w pokazowych zajęciach i zabawach, aby poznało nowe środowisko i sprawdzić, że przedszkole nie jest wcale takie złe.

Zobacz też: Problemy z nauką u dzieci. Kilka słów o tym, czym jest SZRUS

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

„Warto być drogowskazem, nie dyktatorem” – wywiad z ekspertką na temat Pozytywnej Dyscypliny w wychowaniu dzieci

Rodzic w życiu dziecka powinien być jak drugi pilot w samolocie – fot. 123rf

Maria Stoksik jest certyfikowaną edukatorką Pozytywnej Dyscypliny. To nowoczesna metoda wychowania oparta na szacunku i empatii do dziecka, przy jednocześnie byciu stanowczym rodzicem. Dzięki temu dzieci uczą się szacunku, samodzielności i odpowiedzialności, a życie rodzinne staje się spokojniejsze i przynosi wiele radości.

Alina Windyga-Łapińska: Czym zajmujesz się na co dzień? Skąd w Twoim życiu wzięła się Pozytywna Dyscyplina?

Maria Stoksik: Z zawodu jestem prawnikiem. Jednak obecnie większość mojego życia to rodzina i dzieci. Mam trzech synów – mają po 4, 10 i 12 lat. Dzieci były ze mną w domu aż do przedszkola. Chłopcy byli, i są wciąż w centrum mojego życia. Dzieci nie chodziły do żłobka ani nie miały niani. Gdy podrosły i zaczęłam mieć więcej czasu dla siebie, zainteresowałam się różnymi projektami rozwoju osobistego. Droga rozwoju osobistego jest niesamowicie fascynująca, jednak ciągle brakowało mi kompleksowego rozwoju dla całej mojej rodziny. I tak się stało, że na mojej drodze stanęła Pozytywna Dyscyplina. Jej zasady trafiły do mojego serca. Można powiedzieć, że była to miłość od pierwszych stron książki.

Pozytywna Dyscyplina dała mi ramy i narzędzia, których moja rodzina potrzebowała. Mam trzech synów – dzieje się! Dzięki przestrzeganiu zasad Pozytywnej Dyscypliny prowadzimy spokojniejsze, bardziej poukładane i przyjemniejsze życie. Mniej jest awantur i krzyków, a więcej szacunku i zrozumienia z obu stron. W Pozytywnej Dyscyplinie nie chodzi o to, aby mieć super dziecko i być super rodzicem. Tu chodzi o to, aby świadomie wspierać dziecko w rozwoju samodyscypliny, odpowiedzialności i samodzielności. Takie podejście przydaje się na co dzień, na przykład, podczas porannego wychodzenia z domu. Zwykle pojawiają się nerwy, a tego nikt nie lubi. Używając narzędzi Pozytywnej Dyscypliny można to zmienić.

Zobacz też: Zawstydzanie i jego dramatyczne skutki

Pozytywna Dyscyplina – co to znaczy? Skąd wzięło się to pojęcie?

Samo pojęcie istnieje od ponad 30 lat. Jane Nelsen, mama siedmiorga dzieci, stworzyła Pozytywną Dyscyplinę w Stanach Zjednoczonych, bazując na teorii Alfreda Adlera i Rudolfa Dreikusa. W  latach dwudziestych XX wieku Adler i Dreikus twierdzili, że do wychowania dziecka trzeba podchodzić z szacunkiem, ale bez rozpieszczania. Ani nadmierna surowość, ani zbytnia pobłażliwość nie wpływają korzystnie na postawę dziecka. Tworzenie w rodzinie relacji opartych na szacunku, stanowczości i uprzejmości daje solidne podłoże do kształtowania w dziecku cennych życiowych kompetencji takich jak odpowiedzialność, zaradność czy uczciwość.

Dlaczego dyscyplina? Kojarzy się z czymś negatywnym, ustawianiem wszystkich pod linijkę – czy słusznie?

Kiedyś mówiło się, że „dyscyplina wisi na ścianie”. Dyscyplina kojarzy się z wojskiem, musztrą, uleganiem czyimś rozkazom. Niesłusznie! Znaczenie tego słowa zostało wypaczone. „Dyscyplina” pochodzi od łacińskiego słowa disciplus oznaczającego osobę, którą podąża za prawdą, zasadami lub nauczycielem. Dzieci potrzebują wiedzieć, w jakim kierunku zmierzają. Rodzic, który zna i stosuje zasady Pozytywnej Dyscypliny, pomaga dziecku kształtować wiele cennych i wartościowych kompetencji życiowych.

5 Fundamentalnych Zasad Pozytywnej Dyscypliny

  1. Pomaga dzieciom poczuć łączność i przynależność, pomaga im poczuć, że są ważne w rodzinie i społeczności.
  2. Jest jednocześnie pełna szacunku i wymagająca: miękka i zdecydowana w tym samym czasie, czyli twarda dla problemu i miękka dla osoby.
  3. Jest skuteczna długofalowo: bierze pod uwagę to, co dziecko myśli, czuje, czego się uczy i jakie podejmuje decyzje o sobie samym i o swoim świecie i jak decyduje się postępować w przyszłości, aby przetrwać i odnosić sukcesy.
  4. Uczy ważnych umiejętności społecznych i życiowych: szacunku, dbania o innych, rozwiązywania problemów, współpracy oraz umiejętności wnoszenia wkładu i bycia pożytecznym w domu, przedszkolu, szkole i większej społeczności.
  5. Zaprasza dzieci do odkrywania, jak bardzo są zdolne i kompetentne. Zachęca je do konstruktywnego używania swojej osobistej siły i autonomii.

 

Jak w praktyce można stosować Pozytywną Dyscyplinę?

Jednym z moich ulubionym narzędzi jest pozytywna przerwa. Pozwala wyciszyć się w momencie, gdy poziom emocji sięga zenitu. Wycofać się, aby poczuć się lepiej, aby wrócić do siebie i zacząć logicznie myśleć. Ważne, aby wcześniej omówić to z dzieckiem. Może nie z 2-latkiem, ale nawet on wywnioskuje z naszego zachowania co się dzieje – mama wycofała się. Nawet na 10 sekund, aby złapać dystans. Jeżeli obawiamy się o bezpieczeństwo dziecka, możemy poprosić kogoś o pomoc. Ktoś mógłby powiedzieć, że skoro się wycofałam, to znaczy, że dziecku się  „upiekło”. Ale wcale tak nie jest. Kiedy już ochłoniemy, powinniśmy wrócić do tematu na spokojnie. Emocje nie koniecznie są dobrymi doradcami, a szczególnie te negatywne.

Innym dobrym narzędziem są pytania pełne ciekawości. Pytania dzielą się na zachęcające do rozmowy i na takie, na które odpowiedź brzmi tak lub nie. Wyobraź sobie taką sytuację: dziecko wraca ze szkoły i słyszy pytania – jak było w szkole? Zjadłeś obiad? Coś jest zadane? Dziecko odpowiada: Dobrze, tak, nie. Na tym kończy się rozmowa. To był przykład pytań, które nie są nakierowane na poznanie.

Dla odmiany inny przykład. Przychodzi informacja na dzienniczek elektroniczny z uwagą, że na lekcji angielskiego  syn rozmawiał i nie uważał na lekcji. Można zareagować w dwojaki sposób – awanturą albo pytaniem: „Co się stało, że rozmawiałeś?”. Pada odpowiedź: „Nie wiem”. Pytam dalej: „Coś się wydarzyło, czegoś potrzebowałeś?”. „Bo ja się mamo nudziłem” – odpowiada syn. „Dlaczego?” – pytam. „Bo ja to wszystko wcześniej już przerabiałem. Ja to wiedziałem i nudziłem się” – pada odpowiedź. Od razu wiedziałam co zrobić, jakie podjąć działania.

Zobacz też: Klaps skuteczną metodą wychowawczą? Poznaj psychologiczny punkt widzenia

Pozytywna Dyscyplina nie dopuszcza stosowania kar, nie tylko fizycznych, ale również każdych innych. Czy to znaczy, że zakłada tzw. wychowanie bezstresowe?

Nie dopuszcza żadnych kar – ani fizycznych, ani psychicznych, ani tym bardziej emocjonalnych (np. oziębłość matki). Wyklucza również nadmierne rozpieszczanie dziecka i wychowanie bezstresowe. Pozytywna dyscyplina to złoty środek pomiędzy nadmiernym rozpieszczaniem a karaniem. Badania dowodzą, że dzieci, wobec których często stosuje się kary częściej się buntują, są strachliwe, łatwo ulegają wpływom, mają niską samoocenę. Natomiast dzieci nadmiernie rozpieszczane stają się roszczeniowe, nie potrafią współpracować, a cały świat ma się kręcić wkoło ich potrzeb. Pozytywna dyscyplina patrzy na wychowanie długofalowo, a jednocześnie uczy już dziś odpowiedzialności i współpracy.

Rodzic w życiu dziecka powinien być jak drugi pilot w samolocie. Dziecko trzyma ster, a rodzic pilnuje, aby dziecko trzymało dobry kurs. Warto być drogowskazem, nie dyktatorem.

            

fot. własne. Marysia odwiedziła nas w redakcji 31 października 2019 r.

 

Alina Windyga-Łapińska

Dziennikarka portalu Współczesna Rodzina. Absolwentka resocjalizacji na Uniwersytecie Warszawskim. Kilka lat pracowała w dziale HR zagranicznych firm produkcyjnych, po urlopie macierzyńskim postanowiła nie wracać i zajęła się pisaniem.