Przejdź do treści

Kevin sam na obozie. Czyli kilka słów o tym, jak spakować walizkę dziecka na zimowy wyjazd

Jak spakować dziecko na obóz?
Podczas pakowania walizki dziecka na obóz należy pamiętać o kilku ważnych zasadach – fot. Fotolia

Trwają ferie zimowe. Zanim opiekunowie przejmą kontrolę nad waszymi pociechami, a wy rozpoczniecie delektowanie się wolnością, musicie odkurzyć walizki i przygotować dziecko do samodzielnej wyprawy. Na obozie nie będzie mamy i taty, którzy są mistrzami improwizacji i z każdej podbramkowej sytuacji wychodzą obronna ręką. Instruktorzy, choć doświadczeni i słusznie przejęci rolą, będą mieli na głowie zdecydowanie więcej niż jedno lub dwoje dzieci. Ułatwmy wszystkim zadanie i spakujmy walizkę dziecka tak, aby niczego w niej nie zabrakło. 

Pamiętając, że dzieci na obozie będą brały udział w zajęciach sportowo-rekreacyjnych i każdy dzień będzie bardzo aktywny, zadbajcie o wyposażenie dziecka w wygodne rzeczy, które sprawdzają się podczas zimowych aktywności (narty, łyżwy, zabawy na śniegu), podczas zajęć plastycznych i sportowych w hali lub świetlicy.

Co zrobić, aby przygotowania do wyjazdu nie stały się koszmarem?

Nie zostawiajcie przygotowań na ostatnią chwilę!

Postarajcie się już kilkanaście dni przed wyjazdem sprawdzić, co będzie potrzebne dziecku na wyjazd. Bieganie po skarpety narciarskie na 15 minut przed zamknięciem sklepu nie ułatwi wam zadania, a na pewno wprowadzi nerwową atmosferę, w której łatwo o czymś zapomnieć.

Zacznijcie od listy potrzebnych rzeczy!

Możecie o nią poprosić organizatora wyjazdu, który często stara się ułatwić rodzicom proces przygotowań. Jeśli takiej nie ma, zróbcie ją sami, sugerując się zajęciami zaproponowanymi w ofercie.

Sprawdźcie czego brakuje, z czego dziecko wyrosło od ostatniego zimowego wyjazdu, ustalcie, co poprzednim razem sprawdziło się dobrze, a z czego lepiej zrezygnować.

Jeśli nadal będziecie mieli wątpliwości, najlepiej dopytać organizatora (przykład listy pod artykułem).

Wybierzcie odpowiednią torbę!

Kiedy już zaopatrzycie się w potrzebny sprzęt i pozostałe rzeczy z listy, czas na wybranie odpowiedniego bagażu. Niezależnie od tego, jakim środkiem transportu dzieci będą się poruszać w drodze na wypoczynek, najlepiej sprawdzi się torba z kółkami i wygodną rączką.

Po wyjściu z autokaru dziecko bez większych kłopotów może przetoczyć torbę w miejsce zakwaterowania. Średniej wielkości plecak świetnie sprawdzi się w podróży jako bagaż podręczny. Schowamy do niego kanapki, coś do picia na drogę, ulubioną książkę, karty do gry i inne gadżety, które umilą dziecku podróż.

W czasie trwania obozu plecak przyda się do zapakowania butów narciarskich na stok lub na wycieczkę.

Zobacz też: Motywuj mnie mamo i wspieraj mnie tato. 5 pomysłów jak zmotywować rodzinę do aktywności fizycznej.

Podzielcie rzeczy na grupy!

Zdecydowanie łatwiej jest pakować rzeczy dzieląc je na grupy. Na przykład: osobno bielizna, spodnie, bluzy, t-shirty, sprzęt do jazdy na nartach, ręczniki, itd.

Każdą grupę włóż do osobnej torby foliowej. Młodszemu dziecku warto te torby również podpisać. Po otwarciu walizki natychmiast zobaczy, gdzie ma piżamę lub skarpetki na zmianę.

Taki sposób pakowania ułatwi zachowanie porządku w obozowej szafie i pozwoli na sprawne przebieranie się między zajęciami.

Rozsądnym rozwiązaniem jest również oznaczenie rzeczy na metkach flamastrem. Dziecko po takim oznaczeniu łatwo rozpozna swoją garderobę. Zwiększy to prawdopodobieństwo, że wszystkie rzeczy wrócą po wyjeździe do domu i nie zwiększymy ilości prania o bluzę kolegi😊. Nie zapomnijcie o torbie na brudne rzeczy (najlepiej bawełnianej, w której wyschną też te wilgotne).

Pakujcie torbę razem z dzieckiem!

Chcąc przyspieszyć udrękę pakowania nie róbcie tego w nocy, kiedy dziecko już śpi i nie przeszkadza.

Zamiast zarywać noc spakujcie torbę w dzień, razem z dzieckiem, które chętnie wybierze ulubione koszulki czy dres, w którym jest mu najwygodniej.

Mały obozowicz powinien wiedzieć, gdzie wspólnie schowaliście przybory toaletowe, klapki pod prysznic, w której kieszeni znajdzie chusteczki do nosa i czy ma ze sobą krem ochronny.

Nie pakujcie leków do torby!

Pamiętajcie, że dzieci mogą przyjmować leki tylko od osoby dorosłej. Może je podawać obsługa medyczna ośrodka lub opiekun.

Jeśli dziecko przyjmuje leki na stałe lub jeszcze przez kilka dni musi wspomagać się po przebytej niedawno chorobie, zapakujcie je w zamykany woreczek podpisany imieniem i nazwiskiem dziecka. Do środka włóżcie zapisaną na kartce instrukcję podawania leku (nazwa, dawkowanie dzienne oraz do kiedy dziecko ma przyjmować lek).

Tak przygotowane lekarstwa przekażcie opiekunowi w dniu wyjazdu, krótko wyjaśniając sytuację. Bardziej szczegółowo powinniście opisać temat w karcie kwalifikacyjnej, którą organizator zapewne przekazał wam do wypełnienia znacznie wcześniej. W tej samej karcie powinniście wyrazić zgodę na podawanie wymienionych leków.

Zobacz też: Rodzina aktywna fizycznie. Przestań się lenić!

Pieniądze na drobne wydatki

Pamiętajcie, by pieniądze rozmienić na małe nominały. Porozmawiajcie z dzieckiem wskazując dzienny limit, który pozwoli mu spokojnie dotrwać do końca obozu zachowując płynność finansową😊. W przeciwnym razie już trzeciego dnia będziecie robić przekaz pocztowy lub przelewać dodatkową kwotę na rachunek wychowawcy.

Najmłodsze dzieci chętnie trzymają pieniądze u opiekunów. Jeśli wybierzecie takie rozwiązanie, postępujcie podobnie. Pieniądze włóżcie do koperty podpisanej imieniem i nazwiskiem dziecka. Warto napisać na niej również kwotę.

Opiekun każdego dnia może wydawać dziecku odliczoną kwotę. Pieniądze nie zginą w torbie, nie wpadną za łóżko i w ten sposób unikniemy zmartwienia i zamieszania związanego z poszukiwaniem zaginionego portfela.

Telefon na obozie

Najczęściej organizator określa wyraźnie, czy można zabrać telefon, a jeśli tak, to w jakich dniach i godzinach dzieci będą mogły z niego korzystać.

Zasady powinny dotyczyć wszystkich dzieci w danej grupie niezależnie od tego, jak znoszą rozłąkę z rodziną. Dzieci, które nie mają swoich telefonów na obozie, mogą zadzwonić z telefonu opiekuna, z którym stały kontakt mogą mieć też rodzice.

Przykładowa lista – co zabrać na obóz narciarski:
  • STREFA NARCIARZA: bielizna termoaktywna, skarpety narciarskie x 2, rękawiczki x 2, kominiarka pod kask, szalik lub komin, gogle, kask, narty, buty narciarskie, kije. Narty i kije najlepiej przewozić w pokrowcu, który ułatwia przenoszenie i przechowywanie sprzętu na miejscu.
  • STREFA HIGIENY: przybory toaletowe: mydło najlepiej w płynie, szampon, szczotka i pasta do zębów, grzebień lub szczotka do włosów, mała suszarka, ręcznik kąpielowy x 1, ręcznik do rąk i twarzy x 1, piżama, gumki do związania włosów w czasie zajęć, krem ochronny na mróz, chusteczki higieniczne x 2.
  • STREFA ODZIEŻY I OBUWIA: bielizna (majtki i skarpetki) przynajmniej jedna zmiana na każdy dzień pobytu, rajstopy x 3, ciepła bluza x 2, t-shirt na każdy dzień, bluzki z długim rękawem x 3, ciepła czapka (oprócz kominiarki pod kask), dres, spodnie długie x 2, koszulka na zajęcia plastyczne x 1 (którą można po obozie wyrzucić). Buty: klapki pod prysznic, śniegowce lub inne buty zimowe, które sprawdzą się w trakcie zabaw na śniegu i spacerów, kapcie do chodzenia w ośrodku.
  • BAGAŻ PODRĘCZNY: w zależności od czasu podróży kanapki, woda niegazowana lub naturalny sok w małych zakręcanych butelkach, ulubiony pluszak, książka, coś do rysowania, mała poduszka do autokaru…
  • LEKARSTWA: lekarstwa z opisem podawania leku w woreczku do przekazania opiekunowi w dniu wyjazdu
  • DOKUMENTY: w zależności od rodzaju wyjazdu: w kraju organizator może poprosić o zabranie legitymacji szkolnej. Jeśli jest to wyjazd za granicę koniecznie trzeba spakować lub przekazać opiekunowi dowód osobisty lub paszport.
    CZEGO NIE ZABIERAMY określa zwykle organizator, najczęściej: elektroniki typu laptop, tablet, konsola, duży aparat fotograficzny, nie wskazana jest nadmierna ilość słodyczy „na zapas”. Można zabrać mp3 do słuchania muzyki.

Rodzicom życzę cierpliwości i powodzenia, a dzieciom wesołej zabawy! 😊

 

Dorota Malikowska

Absolwentka Wyższej Szkoły Trenerów Sportu, trener szermierki. Kilkukrotnie nagradzana przez Ministra Edukacji za osiągnięcia szkoleniowe w dziedzinie sportu i kultury fizycznej. Organizator wypoczynku dla dzieci i młodzieży wg autorskiego programu EduAkcja Sport Sztuka Rozwój.

Suplementy – szkodzą czy pomagają?

Czy suplementy są potrzebne

Większość z nas każdego dnia wzbogaca swoją dietę suplementami, kupionymi w aptece i dostępnymi dla każdego. Czy suplementy są potrzebne i czy przyjmując je bez żadnej kontroli i zaleceń lekarskich możemy sobie zaszkodzić?

Suplementy nie zastąpią zdrowej, zbalansowanej diety – twierdzi dr JoAnn Manson, profesor medycyny i epidemiologii na Harvardzkim Wydziale Medycznym. – Ich stosowanie może być niepotrzebnym odejściem od zdrowych praktyk żywieniowych

Zobacz też: Nowa Piramida Zdrowego Żywienia dla dzieci. Rodzicu, przeczytaj!

Czym jest suplement?

Termin suplement obejmuje specyfiki takie jak witaminy, minerały, wyciągi roślinne. Mimo tego, że od lat są bardzo popularne, to ciągle nie ma wystarczających badań, potwierdzających ich pozytywne działanie na organizm człowieka.

Materiał, który ukazał się w magazynie „Journal of the American College of Cardiology”  dowodzi, że multiwitamina, witamina D, wapń i witamina C nie chronią organizmu przed chorobami związanymi z układem krążenia, tak jak niedawno sądzono.

Nie ma wątpliwości, że suplementy, które codziennie zażywamy bez żadnych ograniczeń to olbrzymi biznes. W Polsce to rynek warty ponad 4 mld zł.

Powinniśmy więc sobie zdać sprawę, że suplement to przede wszystkim środek spożywczy i produkt, który ktoś chce sprzedać. Włączając suplement do codziennego menu trzeba też pamiętać, że przy wprowadzaniu na rynek w Polsce nie potrzeba badań jakościowych ani ilościowych. Wystarczy tylko  poinformować Głównego Inspektora Sanitarnego, co oznacza, co ciągle mamy w naszym kraju wolną amerykankę jeśli chodzi o suplementy.

Sytuacja powinna zmienić się w tym roku. Profesor Przemysław Kardas z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi prowadzi badania dotyczące bezpieczeństwa zażywania suplementów diety. Jego celem jest uświadomienie pacjentom, lekarzom i tym, którzy takie środki sprowadzają lub produkują, jakie niebezpieczeństwo może nieść spożywanie suplementów bez żadnego nadzoru i porady.

Zobacz też: Zdrowa, roślinna i niebanalna. Poznaj dietę wege!

Czy suplementy są potrzebne?

Często nie zdajemy sobie sprawy, że suplementy mogą wchodzić w reakcje z lekami lub wywoływać niezamierzone skutki. Większość z nich nie wywołuje skutków ubocznych, a na przykład witamina B i kwas foliowy mogą zredukować ryzyko wylewu.

Badania opublikowane w 2012 roku wykazały, że grupa mężczyzn, która przez 11 lat regularnie przyjmowała multiwitaminę, obniżyła o 8% ryzyko wystąpienia raka i o 9% wystąpienie katarakty w porównaniu do grupy, przyjmującej placebo.

Niekontrolowanie zażywanie tego typu środków jednak nieść za sobą nieprzyjemne konsekwencje. Możliwe zagrożenia przyjmowania suplementów:

  • wysokie dawki beta karotenu mogą podwyższyć ryzyko raka płuc o osób palących,
  • wysokie dawki witaminy D i wapnia mogą skutkować pojawieniem się kamieni żółciowych,
  • wysokie dawki witaminy E mogą skutkować krwawieniem w mózgu,
  • witamina K może zaburzać działanie środków na rozrzedzenie krwi
  • zbyt wysokie dawki witaminy B6 przyjmowanej przez rok lub dłużej, mogą prowadzić do osłabienia funkcji mózgu, co może skutkować zaburzeniami w koordynacji ciała.

Rola suplementów w grupach podwyższonego ryzyka

Osoby ze zdiagnozowaną osteoporozą potrzebują większej dawki witaminy D i wapnia, niż ta którą otrzymują z pożywienia. Także chorzy na chorobę Crohna lub celiakię, z powodu nieprzyswajania ważnych składników, powinni wspierać się suplementacją. Ci, którzy mają zdiagnozowany niedobór witaminy B12 powinni przyjmować suplement.

Niektóre badania dowodzą, że formuła, w której znajdą się witamina C, witamina D, karoteny, cynki i miedź, może powstrzymywać degenerację ciałka żółtego u starszych osób.

Badania jasno dowodzą, że suplementacja może wspomóc organizm w niektórych stanach chorobowych, w innym przypadku najlepiej „pobierać” naturalną suplementację z właściwej diety.

Źródło: Harvard Health Publishing, Bankier.pl

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Jak znaleźć szczęście? Radzi guru gwiazd

Jak znaleźć szczęście
Tu i teraz czyli jak cieszyć się codziennością – Fot. Pixabay

Czytanie książek to terapia sama w sobie, dla ludzi w każdym wieku. Lektura szczególnej książki na pewnym etapie życia zmieniła niejednego człowieka, wskazała drogę, uczyniła życie łatwiejszym. Książki Eckharta Tolle uczą jak przeżywać życie tu i teraz.

Dzięki książkom niemieckiego przewodnika duchowego, Oprah Winfrey i Jim Carrey poradzili sobie z depresją i jak sami przyznają, autor bestsellerowej książki „Potęga teraźniejszości” stał się ich życiowym guru. Nic dziwnego, bo jego książki czytają ludzie na całym świecie i właśnie dzięki nim doznają oświecenia, czyli przemiany. „Klucz do wyzwolenia tkwi w bieżącej chwili”.

Nie możesz jej jednak znaleźć, dopóki jesteś swoim umysłem” – pisze Eckhart Tolle. Szczególnie dzisiaj, w czasach nieokiełznanego konsumpcjonizmu i pędu, kiedy myślimy o przeszłości, a tkwimy myślami w nieuporządkowanej przeszłości – narażeni jesteśmy na ciągłe myślenie, które staje się rodzajem przymusu. „Nie móc przestać myśleć to straszliwa przypadłość…ten nieustanny zgiełk umysłu uniemożliwia nam dotarcie do sfery wewnętrznego bezruchu i ciszy, nieodłącznie związanej z Istnieniem” – pisze Tolle w „Potędze teraźniejszości”.

Zobacz też: Szczęście – A MOŻE STARASZ SIĘ ZA BARDZO?

Tu i teraz czyli jak znaleźć szczęście

We współczesnej psychoterapii „tu i teraz” jest najsilniejszym i jednocześnie najprostszym narzędziem do odkrywania problemów pacjenta – dzielenie się przychodzącą w danym momencie myślą oraz obserwacja przychodzących emocji pozwala na szybsze i trafniejsze postawienie diagnozy. Pisał o tym także znany psychoterapeuta Irvin Yalom. Aby być wolnym – uważa Tolle – należy uświadomić sobie, że nie jesteśmy myślicielami, a myśl jest tylko znikomym aspektem niezmierzonych rejonów inteligencji.

Gdy zaczniemy obserwować naszego wewnętrznego myśliciela, jesteśmy w stanie uruchomić wyższy poziom świadomości, który pozwoli w uświadomieniu, że wszystko, co naprawdę ważne: miłość, piękno, twórczość, radość, spokój wewnętrzny ma źródło w czymś głębszym niż umysł, który jest tylko narzędziem. Jeśli potrafimy to dostrzec, zaczynamy się budzić, przychodzi oświecenie.

Oświeceniem nazywa – naturalny stan autentycznie odczuwanej jedności z istnieniem, rodzaj odnalezienia własnej natury, która wymyka się wszelkim nazwom i formom. Brak tej więzi oznacza wrażenie osobności – oddzielenia od samego siebie i od otaczającego świata. Jesteśmy fragmentem, nie całością i tak siebie widzimy. Ten obraz powoduje lęki, co skutkuje konfliktami wewnętrznymi i zewnętrznymi. Poza tym w oświeceniu nie ma miejsca na cierpienie, na które jesteśmy podatni, kiedy myślimy. Myśli mogą zaprowadzić nas tam, gdzie wcale nie chcemy być.

Zobacz też: Co nas uszczęśliwia? Relacje, relacje, relacje! 

Codzienność czyli praktykowanie medytacji

Tolle pisze, że możemy także medytować, czyli skupiać się na teraźniejszości, na obecnej chwili. Kiedy idziesz po schodach, myjesz ręce, wsiadasz do samochodu – ćwicz umiejętność codziennej medytacji czyli skupienia się na tej jednej rzeczy i wyłączania myślenia – nie analizuj, tylko obserwuj. Twórczość wszystkich artystów powstaje ze stanu, w której umysł znika. Obserwuj także swoje emocje, bo są one reakcją ciała na działania umysłu.

Jak napisała Oprah, która jego książki ma zawsze w zasięgu ręki: „Ta książka odmieni twoje myślenie…  A rezultat? Więcej radości – już teraz!

Źródło: Eckhart Tolle – Potęga teraźniejszości

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Nastolatek w domu, czyli 6 najlepszych książek o dorastaniu

Poradniki dla nastolatków

To niełatwy czas dla nastolatków i ich rodziców, ale otwartość i rozmowy pozwolą łatwiej pokonać tę drogę – tak przynajmniej obiecują psychologowie. A my pokazujemy książki, które mogą być prawdziwym ratunkiem.

O te pozycje warto uzupełnić swoją biblioteczkę.

Jesper Jull „Nastolatki” Wyd. MiND

Tę książkę powinien przeczytać absolutnie każdy rodzic. Duński pedagog i i terapeuta rodzinny, autor bestsellera „Twoje kompetentne dziecko”, dla którego najważniejsze są  szacunek oraz współdziałanie w relacjach z dzieckiem w tej książce tłumaczy zagmatwany świat nastolatków.

Kiedy nasze dzieci kończą 10 lat, rozpoczyna się otwieranie drzwi dorosłości, a cztery lata później jest już za późno na wychowanie. A to właśnie wtedy przerażeni rodzice próbują nadrobić stracony czas – Jull nazywa to turbowychowaniem. To niestety nie przynosi żadnych pozytywnych efektów  – wręcz przeciwnie.

Jedynym rozwiązaniem może być partnerstwo – dojrzali rodzice mogą pomóc dziecku wejść w dorosłość poprzez przekazywanie dziecku swoich wartości i wyciąganie wniosków z doświadczenia.

Zobacz też: „Nie musisz rozumieć kobiet, wystarczy, że je zaliczysz”. Kontrowersyjny poradnik dla nastolatków

Poradniki dla nastolatków: Sonya Renee Taylor „Ciało śmiało! Przewodnik po dojrzewaniu” Wyd. Znak

To książka dla dziewczynek, która powstała po to, by pomóc im zrozumieć zmiany, które przechodzą – jak sobie z nimi poradzić i jak się nimi cieszyć, a nie frustrować.

„Każda dziewczyna na świecie może wejść na czubek wysokiej góry i krzyczeć stamtąd: „Hej, ludzie, moje ciało jest rewelacyjne” – pisze autorka i odpowiada na najskrytsze pytania dziewczyn.

Nie ma tabu, bo nie powinno być – ten czas jest wystarczającym rollercoasterem dla nastolatków – więc nie ma powodu, żeby miały się czegoś wstydzić lub bać.

Poradniki dla nastolatków: Robert Winston „Dorastanie – jakie to proste!” Wyd. Arkady

„Dojrzewanie jest jak przejażdżka kolejką górską – doświadczamy radości, ekscytacji, a czasami strachu” pisze autor tego niesamowitego poradnika.

Robert Wilson, światowej sławy naukowiec oraz zaproszeni do współpracy specjaliści będą towarzyszyć dzieciom w niesamowitej podróży, jednej z najbardziej zadziwiających w życiu: przemiany w dorosłego.

To prawdziwa encyklopedia dorastania – tematy takie jak m.in. tożsamość, zmiany nastrojów, co dzieje się w mózgu, samodzielność, pryszcze, zdrowa dieta, zdrowie psychiczne, rodzaje zawodów, uzależnienia  – to niekończąca się seria odpowiedzi na dręczące pytania.

Zobacz też: Powstała gra oswajająca dziewczynki z pierwszą miesiączką

Poradniki dla nastolatków: Jenni Pääskysaari „Powerbook dla dziewczyn” „Powerbook dla chłopaków” Wyd. Media Rodzina

Książki dla nastolatków, które wzmacniają i objaśniają świat – jak radzić sobie z uczuciami, rozwijać zdolności i dążyć do spełnienia marzeń, czyli jak stać się superbohaterką i superbohaterem w tym trudnym czasie i nie dać się hormonom.

Dziewczyny znajdą w tej książce historie dorosłych kobiet, które osiągnęły sukces oraz dowiedzą się, jakie cechy powinny pielęgnować w sobie, aby pewnie wejść w świat dorosłości.

Autorka przekona chłopców, że męskość to nie tylko silna dłoń, ale przede wszystkim silne serce. Życiorysy aktorów, sportowców, muzyków, polityków, którzy spełnili się zawodowo i prywatnie zainspirują i wskażą właściwą drogę.

Poradniki dla nastolatków: Bianca Beata Kotoro, Wiesław Sokoluk „100% ciebie, czyli książka o miłości, seksie i zagłuszaczach” Wyd. Czarna Owca

Kolejne wznowienie świetnej książki jednych z najlepszych seksedukatorów, która zapełnia lukę edukacyjną w szkolnym programie nauczania bardzo lekceważonego przysposobienia do życia w rodzinie.

Jak rozpocząć nowy etap życia bez strachu i obaw, jak czerpać z niego maksimum przyjemności? Fałszywe mity, tematy tabu, stereotypy dotyczące seksu  – wyprostowanie tych chowanych do szafy tematów to niełatwe zadanie dla autorów.

A jednak im się udało. Dzięki ich pracy, młodym ludziom łatwiej będzie zaakceptować swoją cielesność, zrozumieć skomplikowane uczucia, nauczyć się stawiać granice, by w relacji czuć się bezpiecznie. Wchodzący na drogę dorosłości znajdą tu wiele informacji o zdrowiu, metodach antykoncepcji, o seksie niepełnosprawnych, o chorobach. O wszystkim co cieszy i boli w tym trudnym czasie. Do czytania także z rodzicami.

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Jak komórka, tablet i komputer wpływają na dziecko? Cyberchoroby plagą XXI wieku

Jak komórka, tablet i komputer wpływają na dziecko?
Aż 1,2 miliona dzieci w wieku od trzech do ośmiu lat jest regularnie online – fot. Pixabay

Pewnie nie raz byłeś świadkiem sytuacji, kiedy dzieci zamiast wspólnie brykać na trawie lub chodzić po drzewach, podłączone są do ipadów lub smartfonów, nie zauważają świata ani  siebie, tylko bezmyślnie wpatrzone w ekran  przeżywają swoje alternatywne życie.

Jak przekonuje niemiecki neurobiolog i psychiatra Manfred Spitzer, media cyfrowe zakłócają rozwój mózgu i prowadzą do uzależnień. Tylko kontrola i ograniczanie czasu spędzanego przez dziecko przed ekranem może sprawić, że je ocalimy.

Powinniśmy zdać sobie sprawę, że ocalenie zależy od nas. Nie bez powodu Bill Gates pozwolił swoim dzieciom korzystać ze smartfonów w wieku 14 lat. Przecież doskonale zdaje sobie sprawę, jakie zagrożenie niesie ze sobą niekontrolowany dostęp do wirtualnej rzeczywistości.

Czy nie odnosisz wrażenia, że życie toczy się tylko online? Dokucza ci samotność? Zmieni to Facebook. Miłość? Znajdziesz tylko na serwisach randkowych. Nadwaga? Ściągnij sobie aplikację z dietą. Głodny? Wystarczy wejść na jeden z miliona blogów – dzisiaj prawie każdy jest świetnym kucharzem.  Potrzebujesz pieniędzy? Kredyt online czeka na ciebie. Nie mówiąc o mapach, przelicznikach kalorii, licznikach kroków etc. Prawdę mówiąc już teraz nie wyobrażamy sobie życia bez smartfona, myśl o zgubieniu czy choćby porannym zapomnieniu wzięcia go z domu wprawia nas w drżenie.

Niemiecki neurobiolog i psychiatra, Manfred Spitzer po raz kolejny bije na alarm. W latach dziewięćdziesiątych wydał książkę „Uwaga, ekran”, w której przestrzegał przed negatywnymi skutkami telewizji na mózg dzieci.

Kilka lat później w „Cyfrowej demencji” udowadniał jak bardzo wirtualna rzeczywistość niszczy umiejętności, takie jak samodzielne myślenie i zakłóca uwagę oraz orientację przestrzenną. Po tej książce okrzyczano go psychiatrą –chuliganem, który z „niepełnymi i błędnymi” tezami jeździ po kraju, wykorzystując sezon ogórkowy 2012 do reklamowania swojej książki za pomocą demagogicznych uproszczeń.

Zobacz też: Praca dla trolla, czyli jak nami manipulują w internecie

Zagrożenie dla dzieci

Dzisiaj, po czterech latach od „cyfrowej demencji” mówi się powszechnie o niepożądanych skutkach cyfrowej technologii informacyjnej.

Wyniki sondażu przeprowadzonego na próbie reprezentatywnej złożonej z tysiąca niemieckich obywateli na temat „zdolności zapamiętywania i cyfrowych funkcji pamięci” są zatrważające.

W kolejnej książce „Cyberchoroby” Spitzer podsumowuje swoje wieloletnie badania oraz ostrzega, co może zagrażać naszym dzieciom, jeśli pozwolimy im istnieć głównie w wirtualnej rzeczywistości.

Dozwolona dawka

Jak wykazują statystyki, współczesne społeczeństwa wysoko rozwinięte już dawno przekroczyły  dozwoloną dawkę, którą można zaakceptować, zwłaszcza jeśli chodzi o dzieci i młodzież.

W dzisiejszym świecie dopuszczamy dzieci do świata cyfrowego, zanim zaczną chodzić i mówić, a w wieku 12-16 lat spędzają one w nim nawet 7, 5 godzin dziennie. Błyskawiczne rozpowszechnienie smartfonów w ciągu ostatnich pięciu lat zmieniło ten stan wyłącznie pod jednym względem: zakres wykorzystywania cyfrowej technologii informacyjnej gwałtownie wzrósł, ponieważ smartfon jest w zasięgu naszej ręki (i naszych dzieci) prawie przez 24 godziny na dobę – od budzenia, poprzez czytanie porannych newsów, sprawdzenia Facebooka etc.

Już nie pytamy nikogo o drogę – mapę mamy w kieszeni, nie pytamy sąsiadów, jak uruchomić pralkę – wystarczy otworzyć internet. Nasze dzieci nie zadają nam pytań. Przecież tyle razy sami odsyłaliśmy je do Googla, który często jest szybszy i dokładniejszy od nas.

Zobacz też: W sieci nie jesteś anonimowy. Cyfrowy ślad zdradza, ile zarabiasz, i zawyża ceny produktów

Droga donikąd

Konsekwencje takiego postępowania są zatrważające:

Po pierwsze:

mózg dzieci nie jest dojrzały, do rozwoju potrzebują one określonych warunków i doświadczeń , których przez cyfrowe media nie nabędą.

– wspólnego czasu z rodzicami i rodzeństwem – przytulania, przepychanek, kontaktu wzrokowego i dialogu, okazywania uczuć, pomocy i sprzeczek, pocieszania, rozwiązywania problemów ,

– ruchu na świeżym powietrzu i doświadczeń w rzeczywistym świecie  aż po doświadczenie zmysłowe, pokonywanie przeszkód i realizację własnych pomysłów i projektów.

Młodzi ludzie nie są w stanie ocenić, co jest dla nich dobre, a co nie. Tak jak z cukrem, który przez to, że jest ogólnie i w każdej chwili dostępny – jest potencjalnym zagrożeniem dla maluchów. Gdybyśmy nie stawiali granic, jadłyby je codziennie w olbrzymich ilościach. W tej sytuacji nie mówimy: „Same wiedzą, co jest dla nich najlepsze”, tylko wydzielamy im porcje lub  ustalamy „słodkie dni”.

Zobacz też: UNICEF: Jeden na trzech użytkowników internetu to dziecko

Działania uboczne

Spritzer  nie jest wrogiem technologii, chodzi mu o niepożądane działania uboczne – podobnie jak w farmakologii. Tam także mamy nie tylko działania korzystne i pożądane, ale też skutki uboczne. Wiadomo także, że owe działania uboczne mogą być odmienne w zależności od wieku. Nieprzebadanego medykamentu raczej nie podajemy sobie, a tym bardziej swoim dzieciom.

Dzieci  poruszają się samodzielnie w cyfrowym świecie. Aż 1,2 miliona dzieci w wieku od trzech do ośmiu lat jest regularnie online. Dzieci, które nie potrafią jeszcze czytać i pisać, rozpoznają symbole umożliwiające im korzystanie z internetowych ofert. Musimy je edukować i kształcić, żeby wiedziały jak się bronić i żeby wirtualna rzeczywistość była pomocnym narzędziem, a nie ich światem.

Jeśli pozostawimy ich zdrowie i umysły kilku bogatym firmom, dla których zyski ważniejsze są od dobrostanu kolejnego pokolenia, popełniamy błąd, którego skutki mogą być bardzo poważne.

Zobacz też: Nauki ścisłe nie muszą być nudne. Polscy uczniowie wykorzystali je w kosmicznych wynalazkach

Konsekwencje cyfrowej technologii

Do psychicznych i społecznych konsekwencji cyfrowej technologii informacyjnej należą: lęk, deficyty uwagi, stres, bezsenność, brak ruchu, a co za tym idzie otyłość, problemy w relacjach, rozwody, depresja i osamotnienie.

Amerykańscy naukowcy dowiedli niedawno w badaniu eksperymentalnym, że skłonność do grania w gry na komputerach i smartfonach, prowadzi do bezsensownych czynności, nie mających nic wspólnego z myśleniem, natomiast sprzyjających umysłowej nieobecności.

Jeśli chodzi o procesy towarzyszące edukacji udało się już dosyć dobrze udokumentować negatywne skutki korzystania ze smartfonów – zebrane dane jasno pokazują zakłócanie procesów uczenia się i osłabienia osiągnięć akademickich. Uzależnienie od internetu i gier, zakorzeniło się w naszych społeczeństwach na dobre i na pewno będzie wyzwaniem dla systemu opieki zdrowotnej.

Rodzice, którzy są w kontakcie ze swoimi dziećmi, świetnie zdają sobie sprawę, jak bardzo cyfrowe życie szkodzi ich dzieciom, jak kradnie czas, który powinien być poświęcony na inne czynności wspierające rozwój (sport, majsterkowanie, muzykowanie, zabawa na podwórku, chodzenie po drzewach, etc).

Naukowcy radzą rodzicom dzieci i młodzieży ograniczać im czas korzystania ze smartfonu do 60 minut dziennie (szczególnie w przypadku gier). Pamiętajmy, że rozsądnie stosowana cyfrowa technologia informacyjna może ułatwić nam życie, czasem nawet ratować.

Nie zapominajmy jednak o skutkach ubocznych i zagrożeniach – szczególnie o uzależnieniach. Także o tym, że to głównie od nas samych uczą się nasze dzieci. Dlatego szczególnie, kiedy jesteśmy z nimi, warto wyłączyć smartfon i odejść od komputera.  Bo ani Skype ani e- mail czy sms nie zastąpi realnego spotkania.

Źródło: Manfred Spitzer „Cyberchoroby”

Wydawnictwo: Dobra Literatura

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.