Przejdź do treści

Jak wzmocnić odporność dziecka? Oto 5 naturalnych produktów – czy znasz je wszystkie?

Jak wzmocnić odporność dziecka - poznaj produkty, które w naturalny sposób wspierają układ immunologiczny!

Dużym wsparciem dla rozwijającego się układu immunologicznego dziecka jest odpowiednia dieta, która wraz z aktywnością fizyczną stanowi podstawę codziennej troski o zdrowie. Chcąc zatem jak najlepiej wykorzystać tak ogromny potencjał, warto poznać produkty, które rzeczywiście zadziałają immunostymulująco – sprawdź, jak wzmocnić odporność dziecka!

1. Propolis (kit pszczeli)

Propolis może poszczycić się licznymi składnikami odznaczającymi się dużą aktywnością biologiczną. Jest źródłem witamin – A, C, E które są silnymi antyoksydantami. Dostarcza organizmowi także inne istotne przeciwutleniacze – flawonoidy. Posiada w swoim składzie mikroelementy, m.in. bardzo ważny dla odporności cynk oraz takie substancje prozdrowotne, jak chociażby kwas salicylowy.

Ciekawostka – pochodne wspomnianego tu hydroksykwasu (tj. kwasu salicylowego) stanowią ważny element aspiryny!

2. Imbir

Imbir świetnie sprawdza się m.in. w problemach związanych z układem trawiennym (zaparcia, niestrawność) – co ciekawe, ponieważ działa również przeciwwymiotnie, nieraz wchodzi w skład środków stosowanych w przypadku choroby lokomocyjnej.

Jeśli zaś skupimy się na wirusowych infekcjach dróg oddechowych (potocznie nazywanych przeziębieniem), imbir pomoże w łagodzeniu takich objawów, jak ból gardła, czy gorączka. Swój udział mają w tym m.in. olejki eteryczne i gingerole – działają przeciwzapalnie, przeciwwirusowo, aseptycznie, a także łagodzą ból.

Co ważne, ze względu na intensywny smak, imbiru nie powinno podawać się dzieciom zanim skończą rok. Następnie również należy zachować umiar i wprowadzać go do diety malucha stopniowo.

3. Zioła

Fitoterapia (ziołolecznictwo) to oddzielna gałąź medycyny, co wskazuje na poparte badaniami dowody dotyczące skuteczności oddziaływania tego typu roślin. W zakresie odporności warto stosować je zarówno w przypadku leczenia zaistniałej już infekcji, jak i w ramach prewencji. 

Jakie zioła pomagają wzmocnić układ immunologiczny dziecka?

  • Bez czarny
  • Jeżówka purpurowa
  • Rumianek
  • Tymianek
  • Szałwia i inne.

Pamiętaj jednak, że zioła – pomimo naturalnego pochodzenia i szerokiej dostępności – także mają swoje przeciwwskazania do stosowania. Przede wszystkim jest to ewentualna alergia. Jeżeli zatem dziecko miało lub ma problemy z różnego typu uczuleniami (zwłaszcza związanymi z produktami roślinnymi), należy stosować tego typu wsparcie z odpowiednią dozą uwagi – najlepiej pod okiem specjalisty.

Zobacz też: Olejek esencjonalny z rozmarynu poprawia pamięć

4. Czosnek

W aptekach i sklepach zielarskich dostępne są środki, np. w formie kapsułek lub syropów, które bazują właśnie na tym produkcie. Czosnek powinno się jednak spożywać przede wszystkim w świeżej formie, ponieważ wtedy jego aktywność jest największa. Jak przemycić go dziecku? Świetnie sprawdza się jako składnik sosu do sałatek – co ważne, nie musimy poddawać go wtedy obróbce termicznej (gotowanie, pieczenie, smażenie czosnku znacznie zmniejsza jego walory terapeutyczne).

Dlaczego warto podawać dziecku – jak i sobie – czosnek? Działa on bowiem przeciwbakteryjnie (wykazują na niego wrażliwość m.in. bakterie Salmonelli), przeciwgrzybiczo, przeciwzapalnie, przeciwnowotworowo, immunomodulująco, a także wspierająco dla układu sercowo-naczyniowego. 

5. Rokitnik

Jest to roślina, która stanowi znakomite źródło “królowej odporności” – witaminy C. Dane wskazują, iż w 100 g owoców znajduje się nawet 600 mg kwasu askorbinowego! Rokitnik dostarcza organizmowi również m.in. flawonoidy, aminokwasy, sole mineralne, nienasycone kwasy tłuszczowe oraz liczne mikroelementy. 

Wszystko to sprawia, że rokitnik jest niezwykle silnym środkiem wspomagającym odporność, jak i również ułatwiającym walkę z bieżącymi objawami przeziębienia i grypy. Co ważne w przypadku dzieci, podawany jest w wielu formach, w tym także pod postacią dżemów, syropów i soków – takimi witaminami nawet największy niejadek nie pogardzi!

Konsultacja merytoryczna – Aneta Łańcuchowska

Dyplomowany dietetyk kliniczny, blogerka kulinarna na anetalancuchowska.pl i kucharka telewizyjna.
Jako ekspert w zakresie żywienia oraz gotująca dietetyczka, zapraszana cyklicznie do wszystkich największych telewizji śniadaniowych w Polsce.

Jak wzmocnić odporność dziecka – źródła:

Dymarska, E., Grochowalska, A., Krauss, H., Chęcińska-Maciejewska, A., Naturalne modyfikatory odpowiedzi immunologicznej, Problemy Higieny i Epidemiologii 2016, 97(4): 297-307 [dostęp: 02.05.2019] LINK

Krzysik, M., Biernat, J., Grajeta, H., Wpływ wybranych składników odżywczych pożywienia na funkcjonowanie układu odpornościowego Cz. II. Immunomodulacyjne działanie witamin i pierwiastków śladowych na organizm człowieka, Advances in Clinical and Experimental Medicine, 2007, vol. 16, nr 1, s. 123–133 [dostęp: 02.05.2019] LINK

Kwiecień, M., Winiarska-Mieczan, A., Czosnek jako zioło kształtujące właściwości prozdrowotne, Problemy Higieny i Epidemiologii2011, 92(4): 810-812  [dostęp: 30.04.2019] LINK

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Drugie dziecko – czy będę kochać równie mocno jak pierwsze?

Rodzice często chcą, żeby starsze dziecko miało rodzeństwo, żeby nie było samotne. – fot. 123rf

Decyzja o drugim dziecku jest znacznie trudniejsza niż decyzja o macierzyństwie w ogóle. Przyzna to wielu rodziców. Oczywiście, można by powiedzieć, że za drugim razem już wiadomo, „jak to jest”. Już wiadomo, jak to jest spać przerywanym snem 5 godzin na dobę, karmić całymi dniami i nocami, rezygnować z własnej aktywności, martwić się, kiedy dziecko choruje. To, oczywiście, też jest fragment rodzicielskiej rzeczywistości.

Jednak znacznie trudniejsze są emocje związane z kolejnym macierzyństwem. Nawet jeśli kolejne macierzyństwo czy ojcostwo jest planowane i bardzo chciane.

Kiedy byłam w ciąży z S., moim drugim synem, byłam przerażona myślą, że nie będę w stanie pokochać go tak, jak pierworodnego. Kiedy czytałam starszakowi wieczorem książeczki, nierzadko płakałam z tęsknoty za nim, z żalu nad upływającym czasem, naszym czasem we dwoje. Jednocześnie miałam ogromne poczucie winy wobec tego malucha, który we mnie rósł. Przecież to nie jego wina, że mam wątpliwości, że się boję. Wydawało mi się, że to niemożliwe, żeby dwoje dzieci kochać tak samo. A kochać mniej byłoby strasznie krzywdzące dla młodszego dziecka.

A potem rodzi się drugie dziecko. Część obaw ustępuje, część nie. Skąd się mogą brać? Czy każde dziecko trzeba kochać „po równo” i czy w ogóle o miłość do dzieci chodzi?

Zobacz też: Kiedy jest czas na drugie dziecko?

Niechciany prezent?

Wydaje się, że motywacja, by mieć drugie dziecko często jest związana z obecnością pierwszego. Rodzice chcą, żeby starsze dziecko miało rodzeństwo, żeby nie było samotne. Często towarzyszy temu pragnienie, by między dziećmi była jak najmniejsza różnica wieku. Rzeczywistość z dwojgiem dzieci okazuje się jednak daleka od tych nawet najdokładniej przemyślanych scenariuszy.

Niektórzy rodzice uważają, że młodsze dziecko powinno dać starszemu powitalny prezent. Wraz z noworodkiem w domu pojawia się podarunek dla starszaka. Wydaje się, że złagodzi on zmianę i pomoże starszemu dziecku szybciej pogodzić się z pojawieniem się brata lub siostry. Być może nawet będzie zaczątkiem tworzenia się więzi.

Czasami rodzice wysyłają do znajomych i rodziny zdjęcia, na których „Zosia całuje młodszego braciszka” albo „Maciuś przytula nowonarodzoną Olę, którą pokochał od pierwszego spotkania”. Oczywiście nie można wysłać zdjęcia, na którym starsze dziecko bierze zamach, żeby uderzyć, dziwnie mocno przytula maleńką siostrzyczkę czy krzyczy, żeby mama przestała karmić braciszka i odniosła go do szpitala. A takie obrazki są znacznie częstsze niż miłość i przywiązanie między rodzeństwem.

Wraz z pojawieniem się rodzeństwa, starsze dzieci zyskują i tracą. Przez długi czas, czasem przez wiele lat, strata jest znacznie bardziej dotkliwa niż zysk. Pierwszemu i jedynemu dziecku łatwo poświęcać dużo uwagi, obsypywać prezentami, posyłać na dodatkowe zajęcia. Rodzice żartują, że mają w domu księcia lub księżniczkę.

Pojawienie się nowego dziecka jest więc aktem detronizacji. Starsze dziecko przestaje być najważniejsze. Musi nauczyć się czekać, dzielić. Jest narażane na frustrację. A przecież nie jest łatwo frustrować dziecko. Nie jest łatwo wytrzymywać jego niezadowolenie, aktywny sprzeciw, patrzeć na łzy. Dopóki dziecko jest jedynakiem, rodzicom często udaje się unikać frustracji. Jeśli dzieci jest dwoje lub więcej, nie jest to już możliwe i budzi w rodzicach mieszankę poczucia winy i złości.

Zobacz też: Dlaczego zdecydowałam się na dziecko? Z pamiętnika młodej mamy

Własne doświadczenia

Rodzicielstwo konfrontuje dorosłych z ich własną historią. Bycie rodzicem dwojga dzieci zakres tych konfrontacji poszerza. Statystycznie większość dzisiejszych dorosłych ma rodzeństwo, doświadczyło więc na przykład rywalizacji na różnych etapach życia. Doświadczyły konfliktów z rodzeństwem, musiały radzić sobie z utratą rodzica, koniecznością wycofania swoich potrzeb w sytuacji, kiedy trzeba było zająć się młodszym rodzeństwem. Często są to wspomnienia, które powstały zanim pojawiły się umiejętności językowe umożliwiające opisanie ich. Są bardziej śladem pamięciowym, uczuciem, emocją. Współczucie, żal, czy nawet rozpacz, która ogarnia rodzica patrzącego na starsze dziecko zmagające się z pojawieniem się rodzeństwa jest współczuciem również dla siebie.

Dlatego też niejasne uczucia, jakie ma się do drugiego dziecka niekoniecznie oznaczają, że się go nie kocha. Mogą oddawać chaos, jaki pojawia się wewnątrz rodziców i rzeczywistości zewnętrznej wraz z pojawianiem się drugiego dziecka. Mogą być też uczuciami rodzica, których doświadczył we własnym dzieciństwie i które wracają, kiedy patrzy na tworzącą się więź miedzy własnymi dziećmi.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Olga Tokarczuk – co warto wiedzieć o noblistce

Olga Tokarczuk
flickr.com

Literacki Nobel dla Olgi Tokarczuk sprawił, że rok 2019 będzie jednym z ważniejszych w historii polskiej literatury – nawet, jeśli nagrodę oficjalnie przyznano za 2018. Warto poznać bliżej pisarkę oraz najistotniejsze cechy jej twórczości.

Kolejne egzemplarze Ksiąg jakubowych, Biegunów i innych powieści noblistki znikają z bibliotecznych półek, ona sama zaś cieszy się coraz większą sławą… i jednocześnie zmaga z jej konsekwencjami. Rozgłos jest bowiem dla Tokarczuk czymś utrudniającym pisanie. Jak sama wielokrotnie podkreślała, potrafi wręcz zatracić się w kreowaniu fikcyjnych postaci oraz światów. Wówczas ten realny schodzi na dalszy plan.

Zobacz też: Jak komórka, tablet i komputer wpływają na dziecko? Cyberchoroby plagą XXI wieku

Trudne początki

Olga Tokarczuk przyszła na świat w 1962 roku w Sulechowie. Już jako nastolatka odnosiła pewne sukcesy literackie (w 1979 roku jej opowiadania opublikowało pismo Na przełaj). Błyskotliwą karierę pisarską poprzedziły m.in. studia psychologiczne na Uniwersytecie Warszawskim. Zdobytą wówczas wiedzę przyszła noblistka pogłębiła w trakcie pracy terapeutycznej z osobami cierpiącymi na zaburzenia psychiczne, a z czasem zaczęła wykorzystywać w swoich powieściach. Przed opublikowaniem pierwszej z nich, czyli Podróży ludzi księgi w 1993 roku, Tokarczuk chwytała się również typowo dorywczych zajęć: była pokojówką, kelnerką, montowała anteny w Wielkiej Brytanii. To właśnie tam poznała inną, wielokulturową i wielobarwną rzeczywistość. Obcowanie z mieszanką wyznań i ras, wywarło duży wpływ na osobowość pisarki. Olga Tokarczuk nie od dziś słynie z proekologicznych poglądów, broni praw zwierząt i mniejszości seksualnych. W jej książkach rozmaite tradycje i wierzenia przeplatają się ze sobą, co objawia się już w samym tytule bodaj najsłynniejszej z nich: Księgi Jakubowe albo Wielka podróż przez siedem granic, pięć języków i trzy duże religie, nie licząc tych małych.

Zobacz też: 7 książek o potrzebie i sile macierzyństwa

Dociekania

Powieści Olgi Tokarczuk odzwierciedlają jej zafascynowanie historią, ludzką naturą oraz wielopłaszczyznowością psychiki człowieka. Autorka zarysowuje charaktery swoich bohaterów z analityczną precyzją, zupełnie jakby byli jej pacjentami. Ale pisząc, Tokarczuk tak naprawdę diagnozuje przypadłości całego społeczeństwa: zagubienie, niechęć do tego co nowe, nieznane, różnorodne.

Wielka literatura charakteryzuje się tym, że można ją odczytywać na wiele sposobów. Jakub Frank, tytułowy bohater Ksiąg, wykorzystywał religię do celów politycznych. Potrafił manipulować wiernymi tak samo, jak czynią to współczesne media ze swoimi odbiorcami. Uznawali jego wizje za prawdziwe, tak jak my nie wątpimy w autentyczność obrazów pojawiających się w telewizyjnych wiadomościach, na ekranach naszych telefonów i komputerów. A przecież to tylko jeden z setek wątków obecnych w prozie noblistki i jedna z nieskończenie wielu prób jego interpretacji.

Czytać warto nie tylko na (i od) święta!

Na szczęście nie potrzeba wieczności na zapoznanie się z dorobkiem kolejnej wybitnej, polskiej pisarki. Zachęcamy się do tego, zwłaszcza że w tym roku książki Olgi Tokarczuk znajdą się pod niejedną choinką. W przeciwieństwie do nowych smartfonów, konsol i ubrań, są ponadczasowe.

 

Bartosz Jaster

Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonat i badacz historii, miłośnik literatury faktu. Członek Fundacji Rozszczepowe Marzenia, niosącej pomoc dzieciom z wadami wrodzonymi.

Oparzenie – co o nim wiedzieć i jak pomóc ratować innych?

oparzenie

Oparzenia i pojawiające się po ich blizny to problem dotyczący wielu osób. Osób, które nieraz zmagać się muszą z ogromnym bólem, ograniczeniami w poruszaniu się, rozwoju (jeśli do wypadku dojdzie we wczesnych latach życia), nieraz problemami finansowymi, ponieważ rehabilitacje i potrzebne operacje zabierają wiele środków, a także trudnościami na tle psychicznym. Warto wiedzieć więc o oparzeniach jak najwięcej!

Do oparzenia dojść może na wiele sposobów. Zwykle jego przyczyną jest wysoka temperatura, uraz termiczny, wpływ substancji chemicznych, silnego tarcia czy prądu. Co ważne, są to szczególnie częste urazy wśród dzieci – dane wskazują, że najczęściej ulegają im dzieci poniżej 5. roku życia.

Zobacz też: Odwodnienie u dzieci – jak działają rotawirusy [INFOGRAFIKA]

Oparzenia – objawy, rozpoznanie, skutki

W kontekście sposobu postępowania oraz ewentualnego dalszego leczenia, szczególnie ważny jest stopień poparzenia – stosujemy do tego odpowiednią, czterostopniową skalę:

  • I Stopień– oparzenie powierzchowne (objawy to zaczerwienienie oraz intensywny ból)
  • II Stopień – oparzenie pośredniej grubości (poza intensywnym bólem pojawiają się pęcherze wypełnione płynem surowiczym)
  • III Stopień – oparzenie pełnej grubości (skóra staje się twarda i woskowata, nie obserwuje się jednak bólu, co jest wynikiem uszkodzenia nerwów)
  • IV Stopień – oparzeniu ulegają głębsze struktury (występuje zwęglenie lub martwica tkanek, np. ścięgien i mięśni)

W pierwszym przypadku gojenie trwa około tygodnia, a po ranie nie pozostają blizny. Nie jest wymagane przy tym specjalistyczne wsparcie medyczne. W przypadku oparzenia II stopnia jest to już okres 2-3 tygodni, a jeżeli przebiega w prawidłowy sposób, również nie powinno skutkować trwałymi zmianami w wyglądzie skóry (jeśli oparzenie II stopnia przekracza 10 proc. powierzchni ciała, konieczna może być terapia w warunkach szpitalnych).

Zupełnie inaczej przebiega jednak proces gojenia oparzeń głębokich – zajmuje kilka tygodni, pozostają po nim trwałe ślady, czego konsekwencją mogą być przykurcze wymagające specjalistycznego leczenia (operacji, rehabilitacji etc.).

Jak reagować na oparzenia?

Podstawą jest zaopatrywanie poszkodowanej osoby w bezpiecznym miejscu – tak, by człowiek niosący pomoc był bezpieczny. Oparzenie w pierwszej kolejności należy schłodzić oraz poddać zabezpieczeniu przy pomocy sterylnego opatrunku (chłodzenie zimną wodą powinno trwać minimum 15 minut).

Jeśli zaś osoba płonie, należy ją położyć, co już samo w sobie powinno osłabić siłę działania ognia. W gaszeniu pomaga też przetaczanie poszkodowanego po ziemi, gaszenie kocem lub oblewanie wodą.

Pomóż zawalczyć!

Niestety, jak to zostało wyżej wspomniane, oparzeniom ulegają najczęściej małe dzieci. Tak też było w przypadku Basi, która w wieku 3 lat poparzyła się wrzącą wodą. Oparzenie objęło 40 proc. powierzchni ciała, a około 30 proc. stanowiły poparzenia III stopnia. Dziś dziewczyna jest nastolatką i potrzebuje kolejnych operacji, bowiem blizny ograniczają jej ruch i dalszy rozwój. Do tej pory przeszła dwie, lecz to wciąż nie koniec. Rodzice dzielnie walczą o jej zdrowie, zawalczmy i my! >>KLIK<<

oparzenie

Zobacz też: Rehabilitacja neurologiczna u dzieci – kiedy nasze pociechy potrzebują fachowej pomocy?

Źródła:

mp.pl

– Burzec, A., Mess, E.,  Ornat, M., Pirogowicz, I., Oparzenia u dzieci – rodzaje, ocena ciężkości oraz zasady postępowania. Współczesne Pielęgniarstwo i Ochrona Zdrowia Vol. 6, Nr 3 | 2017 [dostęp: 02.01.2020] LINK

Redakcja

Portal o rodzinie.

Alternatywka, czyli parę słów o języku młodych

Młodzieżowe Słowo Roku
Konkurs na Młodzieżowe Słowo Roku odbywa się od 2016 r.

Polacy nie gęsi, iż swój język mają. – napisał przed wiekami klasyk. Swój język ma też polska młodzież, o czym każdy rodzic wiedzieć powinien. Jeśli po powrocie z pracy słyszysz Eluwina! z ust dziecka, spokojnie – ono po prostu się wita. A Ty powinieneś/powinnaś przeczytać poniższy tekst.

Od 2016 roku Wydawnictwo Naukowe PWN organizuje konkurs na Młodzieżowe Słowo Roku. Jest wybierane przez internautów, a więc i nastolatki. Ich kreatywność zdaje się nie mieć granic: zastąpiły anglosaski weekend swojskim dwudzionkiem, wyrazu dzban używają w charakterze obelgi (o kimś tępym, mało rozgarniętym), a przymiotnik masny służy im do określenia czegoś fajnego lub… tłustego. Słowa zgłoszone do plebiscytu zostają przeanalizowane przez językoznawców, a sam konkurs ma na celu nie tylko zabawę. Z jednej strony dobrze świadczy o wyobraźni polskich nastolatków, z drugiej – stanowi odpowiedź na falę anglicyzmów przenikających do naszego języka.

Zobacz też: WOŚP vs. wyzwania!

Pociśnij (czytaj) dalej…

Spragnionych wiedzy na temat młodzieżowego slangu odsyłamy do internetowego słownika miejski.pl. Liczy setki, jeśli nie tysiące wyrazów. Nie każdy z nich wymaga szczegółowej definicji, bo np. taki zwyklak (ktoś nader przeciętny) ma na tyle przejrzystą budowę, iż mówi sam za siebie. Rodziców o bardziej socjologicznym zacięciu z pewnością zainteresuje fakt, że język dzieci dostosowuje się do obrazu współczesnego społeczeństwa. Jesteś mamadżerką (młodą matką na stanowisku menadżerskim)? Nic, tylko pogratulować! Nie lubisz, gdy twoja pociecha spędza długie godziny z telefonem w ręku, więc dajesz jej szlaban? A czy sama przypadkiem nie cierpisz na smartficę (chorobliwe uzależnienie od telefonu komórkowego)? Pamiętaj – bierze przykład z ciebie.

Zobacz też: Świąteczna depresja

…i nie lachaj się (nie śmiej się) z nas

Jak wydać, młodzież jest wrażliwa na zmiany zachodzące w naszym otoczeniu. Ukuła nawet nieco kpiarskie określenie odjaniepawlić, którym niejako dystansuje się od kultu polskiego papieża i kościoła w ogóle. Na podstawie przytoczonych wyrazów łatwo wysnuć wniosek, iż powinniśmy ostrożnie oceniać język nastolatków. To prawda, że bywa kąśliwy, a nawet wulgarny w odniesieniu do rzeczywistości. Ale to właśnie my, ludzie dojrzali, ją kształtujemy. Dzieci są bardzo świadome. Prześmiewczo odnoszą się do wyścigu szczurów i kwestii politycznych. Słysząc młodzieżowy slang, możemy wzruszyć ramionami: jakie to dziwaczne i głupie. Tyle tylko, że on jest jak zwierciadło, w którym odbija się nasz świat – świat dorosłych.

Bartosz Jaster

Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonat i badacz historii, miłośnik literatury faktu. Członek Fundacji Rozszczepowe Marzenia, niosącej pomoc dzieciom z wadami wrodzonymi.