Przejdź do treści

Jestem czekoladoholikiem! Czyżby wszystkiemu winne było DNA?

Jedni lubią słodycze i „śmieciowe” jedzenie, inni kompletnie nie mają problemu z jego odstawieniem. Zapewne wiele leży po stronie naszych przyzwyczajeń i przekonań. Z drugiej jednak strony, ważną rolę odgrywa w tym także nasz organizm. Eksperci znaleźli grupę genów, która odpowiada za to, jak nasz mózg reaguje na jedzenie!

Mądrość ciała

Większość ludzi ma trudności z modyfikowaniem nawyków żywieniowych, nawet jeśli wiedzą, że leży to w ich najlepszym interesie” – powiedziała Silvia Berciano z Universidad Autonoma de Madrid. „Nasze badanie, jako pierwsze opisuje, jak geny wpływają na spożywanie pokarmów i dietetyczne preferencje w grupie zdrowych ludzi” – jej słowa cytuje „Daily Mail”.

Eksperci poddali analizie genetykę 818 mężczyzn i kobiet. Zebrali też informacje dotyczące ich diety. Odkryli, że badane przez nich geny odgrywają znaczącą rolę w wyborach i nawykach żywieniowych uczestników badania. Przykładowo, wyższe spożycie czekolady oraz większy rozmiar talii były związane z określonymi formami genu receptora oksytocyny. Co więcej, gen związany z otyłością odgrywały widoczną rolę w spożyciu warzyw i błonnika.

Wielkie emocje wagi

Są to ważne odkrycia, nie tylko ze względów zdrowotnych – możliwość opracowywania skuteczniejszych diet – ale także z punktu widzenia psychologicznego. Być może siłową walkę z własnymi potrzebami, którą niejedna osoba przeżywa na co dzień, trzeba byłoby zacząć od odpowiedniego poznania swojego organizmu.

We współczesnym świecie kwestie związane z wyglądem ciała i stylem życia otaczają nas z wielką intensywnością niemal z każdej możliwej strony. Nie pozostaje to bez echa: „Nie ma chyba człowieka, który co jakiś czas nie zastanawia się nad swoją wagą. Nie rozważa tego, jak wygląda, jak wyglądać powinien, jak się czuje. Wydaje się nam, że kolejna dieta coś zmieni. Podejmujemy więc wysiłek (…) A przecież nasze decyzje i starania mają silne ograniczenia w postaci naturalnych biologicznych procesów” – przypominała już w naszym portalu psycholog, Katarzyna Mirecka >>KLIK<<

Przede wszystkim warto złapać odpowiedni dystans. Jeśli lubisz czekoladę, to niezależnie od genów, jedna kostka krzywdy nie powinna ci zrobić. Smacznego!

Źródło: „Daily Mail”

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Rodzice i terapia uzależnień dziecka – jak się w tym wszystkim odnaleźć?

Gdy dziecko zderza się z uzależnieniem, albo jakimkolwiek innym problemem, czasami wsparcie rodzica nie wystarcza. Nieraz jest on bowiem tak samo wystraszony, jak jego ukochany syn, czy córka. Terapia staje się wtedy przestrzenią, w której rodzina może poukładać się na nowo. O tym, że wcale nie jest to łatwy proces i dlaczego czasami „gorzej” tak naprawdę oznacza „lepiej”, mówi w rozmowie z nami psycholożka i psychoterapeutka Małgorzata Zembowicz-Kowalska.

Zobacz pierwszą część rozmowy„Czy moje dziecko jest uzależnione?!” – ten wywiad powinni przeczytać wszyscy rodzice!

Katarzyna Miłkowska: Bycie w terapii często samo w sobie jest trudne i nieraz wiąże się z kryzysami. Zastanawiam się, czy może pojawić się moment, w którym dziecko jest w trakcie terapii uzależnień, a ja jako rodzic czuję, że jest tylko gorzej?

Małgorzata Zembowicz-Kowalska: Myślę, że na pewno może się pojawić i co więcej, może mieć to jak najbardziej związek z realnością. Tak jak powiedziałaś, w terapii zdarzają się kryzysy. Raczej nigdy nie jest to historia o tym, że od momentu zgłoszenia się jest już tylko i wyłącznie lepiej. Terapia faktycznie, niezależnie od modalności, jest procesem dynamicznym i jak najbardziej mogą pojawiać się w niej bardzo skomplikowane etapy. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że jest to także proces długotrwały, więc jest czas, aby te kryzysy przepracować. Warto przy tym pamiętać, że każdy tego typu moment załamania, które udaje się w terapii ułożyć, przekłada się na trwalsze efekty po jej zakończeniu.

Czyli trzeba przygotować się na dłuższy czas, bo w miesiąc problem się nie rozwiąże, dziecko nie będzie zdrowe, a wszystko nie wróci do poprzedniego porządku?

Wiesz, raczej myślę sobie, że nawet dobrze by było, żeby nie wracało, bo rozumiem, że skądś się ten problem jednak wziął. Punkt wyjściowy lepiej więc zostawić już za sobą, ale oczywiście, zachodzące w całym systemie zmiany mogą być trudne. Na różnych ich etapach, różne osoby mogą czuć się niezadowolone i mogą chcieć się przeciwko nim buntować. Tak, z całą pewnością jest to też proces długotrwały.

Myślę sobie, że trudne może być dla rodziców, kiedy dziecko zaczyna np. wyrażać złość, a wcześniej nigdy tego nie robiło. Nic dziwnego, że może pojawić się wtedy myśl, że moje dziecko po terapii stało się trudniejsze i jest tylko gorzej. Rozumiem jednak, że wtedy jest to miejsce na pracę rodzica z samym sobą?

Tak, dlatego też najlepsze efekty dają te oddziaływania, w których bierze udział cały system. Niekoniecznie musi to być terapia rodzinna, ale np. każdy z członków rodziny chodzi na terapię własną. Każda z tych osób zyskuje dzięki temu możliwość opracowywania pojawiających się zmian pod własnym kątem. Jest to też przestrzeń na przeżywanie rożnych trudności, znajdowanie dla siebie nowych miejsc w tym zmienionym systemie, nowych środków wyrazu, czy też nowych sposobów reagowania.

Co zatem może być taką „nowością” w relacjach rodzic-dziecko?

Ważna, nie tylko jeśli chodzi o uzależnienie, ale w ogóle w konstrukcjach wychowawczych, jest przede wszystkim konsekwencja. Jeśli u rodzica pojawiają się różne niepokoje, to nieraz zaczyna on działać w panice i podejmuje różne nieprzemyślane ruchy. Może m.in. dużo grozić: „Nie wyjdziesz przez miesiąc z domu, zabiorę ci komórkę, odetnę internet„. Później de facto nigdy to się nie dzieje, albo zamiast miesiąca trwa tydzień i z czasem zupełnie się rozmywa.

Fundamentalne we współżyciu z osobą uzależnioną jest konsekwentne przestrzeganie tego, co mówimy, ale jest to też fundament, na którym w ogóle buduje się wychowanie człowieka.

Konkretniej mówiąc, chodzi o branie odpowiedzialności za własne słowa, a nieraz przecież zdarza się, że będąc w emocjach mówimy dużo za dużo. Dorośli, rodzice, opiekunowie muszą oduczyć się bezmyślnego rzucania słowami na lewo i prawo.

Lepiej zastanowić się trzy razy, co ja mam tak naprawdę do powiedzenia dziecku, żeby później miało to przełożenie na realność. Jeśli bowiem coś mówimy, a nigdy nie dotrzymujemy słowa, to dziecko po prostu przestaje nas traktować poważnie.

Wyobrażam sobie, że na początku może być płacz i krzyk: „Nie oddam telefonu, będę i tak wychodził/wychodziła„. Długoterminowo daje to jednak zapewne poczucie, że po pierwsze, faktycznie mogę liczyć na słowo rodzica i po drugie, czuję się bezpiecznie.

Tak, bo konsekwentna postawa jest kluczowa i to dotyczy zarówno sytuacji trudnych, jak i tych przyjemnych. Jeżeli obiecuję ci, że pójdziemy dzisiaj do kina, to po prostu to robimy. Nie chodzi tu zatem o znak plus, minus, czy jakkolwiek będziemy to rozumieć, tyko o sam fakt konsekwencji. Uczymy wtedy dziecko, że nasze słowo ma prawdziwą wartość i tak jak powiedziałaś, jest to tym samym budowanie poczucia bezpieczeństwa. To jest zaś podstawą dla zdrowego rozwoju.

Czyli i tak wracamy do tego, że rodzic musi popracować przede wszystkim sam ze sobą.

Musi być ze sobą dogadany i musi też wiedzieć, na co go stać. Musi być świadomy tego, co może powiedzieć, bo sam od siebie jest to później w stanie wyegzekwować. Jeśli jednak wie, że nie da sobie z czymś rady, lepiej żeby miał tego świadomość i nie rzucał słów na wiatr. Podkreślam po raz kolejny, tu nawet nie chodzi o to, żeby cokolwiek egzekwować od dziecka, tylko od samego siebie.

Myślę teraz o poczuciu bezsilności. Jeśli odczuwamy ją w takim momencie, to chyba po prostu trzeba to uznać i powiedzieć dziecku, że nie jestem w stanie czegoś zrobić.

Zgadza się, a jeśli do tego sytuacja jest intensywna, możemy też zakomunikować, że to jest dla mnie strasznie trudne, muszę chwilę pomyśleć i wrócę do ciebie. Wcale nie musimy reagować od razu.

Będę w takim razie adwokatem diabła – Ale jak to?! Przecież jestem rodzicem, jestem dorosły, więc nie mogę pokazać dziecku słabości. Muszę wszystko wiedzieć!

Podałaś właśnie idealny przepis na popełnienie całej masy błędów. Jeśli zaś pozwolimy sobie przez chwilę odetchnąć, do czego absolutnie mamy prawo, to jest to jak najbardziej okej. Szczególnie jeśli to nazwiemy i pokażemy, że jest to trudne i potrzebujemy czasu na zastanowienie. Jest to też przy okazji budowanie w dziecku zdrowych nawyków. Dajemy tym samym przykład, że warto jest być blisko siebie, myśleć i przewidywać skutki tego, co robimy.

Być może, kiedy dziecko zderzy się wtedy z zewnętrznymi zagrożeniami, będzie mu też łatwiej pozwolić sobie na taki moment zastanowienia.

Dokładnie, bo przecież wcale nie musi, jak ten koń z klapkami na oczach, iść bezmyślnie za innymi. Może dojść do wniosku, że wcale nie chce uciekać na wagary, czy sięgać po tę substancję.

Zastanawiałam się w trakcie naszej rozmowy, czy może jest jakiś kontrast pomiędzy pracą z rodzicem, który podejrzewa, że jego dziecko jest uzależnione, od pracy z rodzicem, który ma już co do tego pewność. Widzę teraz, że tak naprawdę w jego indywidualnej pracy nie robi to chyba żadnej różnicy.

Nie robi absolutnie żadnej. Nie chcę w żaden sposób oczywiście umniejszać problemowi realnego uzależnienia, bo w sferze faktów są to ogromne różnice. Podejrzenie może być bowiem związane z zupełnie czymś innym, np. zawodem miłosnym i dlatego dziecko schudło, słucha smutnej muzyki i zamyka się w pokoju, przy czym wtedy zupełnie nie ma to nic wspólnego z alkoholem, czy narkotykami. Realne uzależnienie jest bezsprzecznie inną historią. Natomiast jeśli chodzi o przeżycie rodzica, to w obu tych przypadkach musi on poradzić sobie ze stresem, z niepokojem, z lękiem.

Czyli wspólny jest fakt, że chcąc poradzić sobie z uzależnieniem dziecka, albo tak naprawdę jakimkolwiek jego problemem, rodzic powinien zacząć od siebie.

Zasada zawsze jest taka sama – wydolny, sprawdzający się rodzic to rodzic, który dba przede wszystkim sam o siebie. Tylko wtedy ma bowiem realnie coś do zaoferowania. Jeśli jesteśmy dobrze poukładani ze sobą, to mamy zasoby, którymi możemy obdzielać innych.

Zobacz też: Bo macierzyństwo po prostu jest trudne

Małgorzata Zembowicz-Kowalska
psycholożka, psychoterapeutka, specjalistka terapii uzależnień. Prowadzi konsultacje psychologiczne, terapię indywidualną, grupową, terapię par oraz terapię uzależnień. Zajmuję się również prowadzeniem zajęć treningowych, psychoedukacyjnych oraz działalnością szkoleniową i dydaktyczną – www.malgorzatazembowicz.pl

 

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Jak oswoić stres?

Jak oswoić stres?
Stres całkowicie zawładnął naszym życiem. Oskarża się go o wszelkie choroby – od raka poprzez depresję czy choroby serca do szybszego starzenia. – Fot. Pixabay

Stres całkowicie zawładnął naszym życiem. Oskarża się go o wszelkie choroby – od raka poprzez depresję czy choroby serca do szybszego starzenia. Wydaje nam się, że nie możemy nic zrobić. Poza medytacją, jogą i innymi wyciszającymi metodami. A może warto go oswoić?

Co nas stresuje?

Jeśli wyobrazisz sobie swój poranek – odwiozłaś dzieci do szkoły (spóźnione), w drodze wysłałaś maila, którego zapomniałaś wysłać wczoraj, myślisz o niezapłaconych rachunkach (wczoraj byłaś zbyt zmęczona, żeby usiąść do komputera). Pojawiasz się w  pracy przytłoczona stresem od momentu wstania z łóżka, a wieczorem, przy kieliszku wina, zastanawiasz się, co tak naprawdę go spowodowało .

Kelly McGonigal, psycholożka zdrowia, przez wiele lat traktowała stres jako główną przyczynę chorób u ludzi, jednak po obserwacji i wielu badaniach doszła do wniosku, że ludzie rzeczywiście umierają szybciej, kiedy dopada ich stres, ale dodatkowo wierzą, że to stres powoduje choroby. Jak się okazało, ludzie narażeni na stres, ale nie obwiniający go za złe zdrowie, należeli do grupy, w której najrzadziej występowały przypadki śmierci. To badanie dowodzi, że nie sam stres jest przyczyną naszych problemów ze zdrowiem, ale wiara, że powoduje je stres. Zmiana myślenia o stresie może spowodować inną reakcję organizmu, naszego ciała.                                     

Kiedy jesteśmy zestresowani, nasze serce bije szybciej, szybciej oddychamy i zaczynamy się pocić. Oceniając takie reakcje można powiedzieć, że nie radzimy sobie w danej sytuacji, ale możemy też nauczyć swoje ciało, że takie objawy przygotowują organizm do akcji. Szybsze bicie serca i szybszy oddech oznacza, że przygotowujemy się na coś trudnego, że czeka nas wyzwanie.

Stres szkodzi

Szkodliwą częścią stresu jest zwężenie naczyń krwionośnych, co powoduje choroby serca. Badania pokazują, że stres postrzegany pozytywnienie powoduje zwężenia naczyń – ciało zaczyna postrzegać stres jako powód do radości. Następnym razem, kiedy poczujesz, że stres cię zaatakował, pomyśl o tym, że twoje ciało przygotowuje cię na ważne wyzwanie. Jak to zrobić? Przede wszystkim zaakceptować niepewną przyszłość – tak, jak robią to ludzie, zajmujący się biznesem.

Krok 1. Oczekuj zmiany i przygotuj się na nią

Ci, którzy zajmują się biznesem, przeżywają wzloty i upadki – wiedzą, jak radzić sobie w trudnych momentach – kiedy firma upada i nagle tracą pracę. Różnica jest taka, że mentalnie są na to przygotowani – trzeba się tego nauczyć.

Jeśli nie zdajesz sobie sprawy z tego, że wszelkie zmiany są naturalne – stwórz listę ważnych rzeczy i zaglądaj do niej co tydzień lub co dwa, aktualizuj, kiedy uważasz , że tego wymaga. Celem tego zadania jest to, że nie da się wszystkiego przewidzieć, ale można przygotować mózg na zmiany i nauczyć go pozytywnego reagowania na to, co nowe.  Nawet jeżeli niewiele rzeczy z listy się wydarzy, praktyka przygotowywania się na zmiany wejdzie ci w krew i da poczucie panowania nad przyszłością.

Krok 2. Skup się na swoim poczuciu wolności, nie na tym, co cię ogranicza

Wszyscy powtarzamy mantrę z dzieciństwa – „życie nie jest w porządku” – to głos rozpaczy, strachu i bezczynności. Oczywiście nie posiadamy zdolności do zatrzymywania negatywnych zdarzeń, ale możemy wybrać sposób, w jaki na nie reagujemy.

Zobacz też: Rok w ogrodzie czyli sposób na codzienną medytację

Krok 3. Napisz na nowo scenariusz swojego życia

To najtrudniejsza część, bo będzie trzeba zmienić myślenia, do którego dotychczas byliśmy przyzwyczajeni przez lata dorastania.

Na początek pomyśl o ostatnim trudnym zdarzeniu – co powstrzymało cię przed inną reakcją – co skłoniło cię do takiego, a nie innego przebiegu zdarzenia– dlaczego nie potrafiłaś wyciągnąć z tego, co najlepsze? Spisz ten negatywny scenariusz i nazwij go np. trudna lekcja. Następnie stwórz pozytywny scenariusz przeszłych zdarzeń – jak mogłaby wyglądać taka sytuacja, gdybyś podeszła do tego w sposób, do którego nie jesteś przyzwyczajana od lat.

Skup się na pozytywach. Ma to być scenariusz wzmacniający, który posłuży do zastąpienia poprzedniego. Trzymaj oba na półce, aby mieć je pod ręką w sytuacjach stresu lub silnego niepokoju. W takim momencie porównaj oba scenariusze ze swoim teraźniejszym stanem umysłu – zdasz sobie sprawę, jak zmienia się twoje myślenie pod wpływem pozytywnego scenariusza.

Krok 4. Rozpoznaj i zatrzymaj negatywne myśli

To duży krok w dawaniu sobie rady ze stresem i lękiem – badania jasno pokazują, że im dłużej i częściej dopuszczasz negatywne myśli, tym większą siłę im dajesz.

Większość negatywnych myśli to jednak tylko myśli, nie fakty

Kiedy zdasz sobie sprawę, że zaczynasz wierzyć w negatywne i pesymistyczne scenariusze w twojej głowie, czas się z nimi zmierzyć i spisać je na kartce. Jeśli znajdziesz taki moment, będzie to oznaczać, że potrafisz też racjonalnie sprawdzić ich zasadność.

Zdasz sobie sprawę, że żadna z tych negatywnych myśli nigdy się nie wydarzyła, to tylko naturalna skłonność mózgu do wyolbrzymiania myśli, często się pojawiającej. Zidentyfikowanie ich, nazwanie i oddzieleni od faktów, pomoże ci przerwać ciąg negatywnego myślenia i lęków.

Zobacz też: Droga do bliskości

Krok 5. Naucz się wdzięczności

Oddech i chwila, żeby zastanowić się, za co warto podziękować to nie tylko reguła dotycząca modlitwy – badania wykazały, że ta praktyka redukuje stres o 23 %. Ludzie, którzy praktykują podejście okazywania wdzięczności, doświadczają lepszego samopoczucia, mniej stanów lękowych, więcej energii – to wszystko dzięki obniżeniu hormonu stresu – kortyzolu.

Źrodło: success.com

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Uwaga! Cyberprzemoc!

Cyberprzemoc dotyczy wszstkich
Dostęp do nowych technologii ma dzisiaj 98 % dzieci i młodzieży. – Foto: Pixabay

Seksting, grooming, cyberbullying to słowa w języku nowych technologii, z którymi obcujemy na co dzień. Znając słowa z tego słownika mamy większą szansę ochronić nasze dzieci (i siebie) przed wirtualną przemocą. 

Co to jest cyberprzemoc?

Dostęp do nowych technologii ma dzisiaj 98 % dzieci i młodzieży. Zmienia się nasza rzeczywistość, zmienia się charakter relacji międzyludzkich. Starsze pokolenie ciągle jeszcze odróżnia świat rzeczywisty od wirtualnego.  Dla młodzieży ta granica ulega zatarciu, codzienność młodych ludzi to cyberprzestrzeń.

Zobacz też: Jak komórka, tablet i komputer wpływają na dziecko? Cyberchoroby plagą XXI wieku

Internet to podwórko i biblioteka XXI wieku ze wszystkimi swoimi skutkami” – piszą autorzy podręcznika  „100 % Ciebie czyli książka o miłości, seksie i zagłuszaczach

Komunikacja internetowa, podobnie jak każdy inny rodzaj interakcji, może łączyć się  z nadużyciami –  z mobbingiem elektronicznym, cyberprzemocącyberbullyingiem.

Cyperprzemoc to akt agresywnego, intencjonalnego działania, dokonywanego przez jednostkę lub grupę, poprzez użycie telefonów komórkowych lub komputera podłączonego do internetu wobec bezbronnej ofiary.

W Polsce cyberbullying to termin używany głównie w odniesieniu do agresji pojawiającej się w internecie, w której sprawcy i ofiary należą do grupy rówieśniczej.

Rodzaje cyberprzemocy

Seksting – rozsyłanie za pośrednictwem social media erotycznych filmów ze swoim udziałem, zamieszczanie na portalach nagich lub półnagich zdjęć.

Groomingcyberpedofilia. Dorośli ludzie, często podszywając się pod rówieśników dzieci, dążą do nawiązania z nimi relacji o podtekście pedofilskim. 

Pamiętajmy! W internecie każdy może wykreować taką osobę, jaką chce.

Zobacz też: Praca dla trolla, czyli jak nami manipulują w internecie

Nie możemy już uciec od cyberprzestrzeni, to jasne. Jednak możemy obronić siebie i swoje dzieci przed cyberprzemocą. Niezbędna jest edukacja i uświadomienie, jakie konsekwencje mogą spotkać tych, którzy niewłaściwie i nadmiernie korzystają z multimediów.

ŹRÓDŁA:

Bianca-Beata Kotoro, Wiesław Sokoluk – 100 % Ciebie czyli książka o miłości, seksie i zagłuszaczach.

http://zobaczjestem.pl/

 

 

 

 

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Pokonać prokrastynację? Tak, to możliwe!

Jak pokonać prokrastynację?
Na patologiczne odkładanie pracy na później zwane naukowo prokrastynacją cierpi wiele osób. – Fot. Pixabay

Okna umyte, trzydaniowy obiad ugotowany, mieszkanie lśni, pranie wstawione, porządki wiosenne zrobione. Na patologiczne odkładanie pracy na później zwane coraz częściej prokrastynacją cierpi wiele osób. Prokrastynację już od końca ubiegłego wieku traktowano jako jedno z zaburzeń psychicznych, takich jak na przykład depresja.

Uznawana za konflikt wewnętrzny między stroną racjonalną a nieracjonalną. Ta pierwsza rozumie, że uporanie się z obowiązkami powoduje lepsze samopoczucie, ale nieracjonalna nie lubi obowiązków, woli przyjemności natychmiast.

Z odkładaniem wszystkiego na później możemy sobie poradzić, jeśli zrozumiemy mechanizm jego działania i spróbujemy zmienić ten uprzykrzający życie nawyk. „Już samo zrozumienie działania nawyków – poznanie struktury pętli nawyku – pozwala je łatwiej kontrolować” – pisze Charles Duhig, autor książki „Siła nawyku”.

Zobacz też: Jak rozpoznać wampira energetycznego?

Pokonać prokrastynację? Tak, to możliwe!

Gdy rozłożysz nawyk na jego składowe, możesz zacząć się nim bawić. Problem polega na tym, że twój mózg nie umie rozróżnić między nawykami dobrymi i złymi, więc jeśli wykształciłeś jakiś nawyk niekorzystny, będzie się o wiecznie gdzieś tam czaił, czyhając na właściwe wyzwalacze i nagrody”.

To pozwala zrozumieć, dlaczego tak trudno wyrobić nawyk na przykład biegania czy praktykowania jogi. Nasz wykształcony przez lata zwyczaj kanapowego spędzania wieczoru i chrupania przekąsek jest wzorcem, który na zawsze zostaje w naszej głowie. Jeśli jednak nauczymy się wykształcać nowe neurologiczne zwyczaje, to możemy zmusić te niekorzystne przyzwyczajenia do zmiany. Kiedy uda nam się wytworzyć nowy wzorzec – joga lub bieganie stanie się tak samo automatyczne jak nawyk siedzenia na kanapie.

Chyba nie ma ludzi całkowicie wolnych od odkładania na później – robimy to kiedy jesteśmy przytłoczeni nawałem pracy, mierzymy się z jakimś problemem czy zwyczajnie nie mamy energii,         żeby się skupić.

Zobacz też: Jak się nie starzeć?

Jedną z metod „wyplenienia” złego nawyku są dzienne sesje (najlepiej kilka) wypracowywania nowego nawyku:

  1. Na Facebooku lub Twitterze napisz post – #porzucam nawyk# – jeśli oczywiście wierzysz w siłę mediów społecznościowych.
  2. Ustaw czas na zegarze. Chcesz zacząć pracę na przykład rano o 7. Budzik o tej godzinie pomoże ci zacząć pracę. Kartka z przypomnieniem też nie zaszkodzi.
  3. Stwórz swoją listę. Będziesz nad nią pracować cały miesiąc. W zależności od tego, co zamierzasz, wypisz w punktach: pisanie książki, projekt do pracy, nowy kierunek studiów, malowanie lub nauka gry na pianinie.                                      Niech to będą rzeczy duże lub małe, ważne czy mniej ważne. Najważniejsze rzeczy wpisz na początek listy. Twoja zasada jest następująca w czasie codziennych sesji wykonujesz właśnie tę pracę – później robisz kolejne rzeczy. W ten sposób nie odkładasz na później najważniejszej rzeczy. Nie musisz się martwić – w końcu to tylko 20 minut dziennie.
  4. Każda sesja trwa 20 minut. Nastawiasz minutnik na 20 minut i skupiasz się tylko na wybranym zadaniu. Jeśli to za długo, zacznij od 10 minut.
  5. Powtarzaj praktykę każdego dnia, rób kilka sesji aż skończysz jedno zadanie (także w weekend!) – dopiero później możesz przejść do kolejnego. To świetne ćwiczenie, pozwalające wyrobić nawyk – twój mózg przyzwyczai się do codziennej pracy, a ty zaczniesz wierzyć w siebie i w to, że poradzisz sobie nawet z najtrudniejszymi zadaniami.

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.