Przejdź do treści

Jon Krakauer „Pod sztandarem nieba” – jak rodzi się religia

Fot. okładka "Pod sztandarem nieba"

Nimb wieków. Oto co powoduje, że tak chętnie przyjmowane są najdziwniejsze nawet opowieści. Kiedy od dzieciństwa, w domu i każdej instytucji, słychać, że dwa tysiące lat temu, gdzieś na pustyni, a niebo się rozstąpiło…, a wszystko stoi w odwiecznej księdze (tu bardzo pomaga archaiczna gramatyka) i już wyłącza się dociekliwość, wątpliwości i krytyczne podejście.

Co innego, kiedy sprawa nowa. Kiedy istniały już technologie zapisu faktów i relacji świadków. Ba! Kiedy twórcy opowieści sami wydawali gazety, drukowali książki. A i jeszcze jedno, ta nowa opowieść powstała trochę za miedzą, a więc tutaj nie jest wkładana do głów na każdym kroku. Od razu łatwiej dostrzec przyczynę, sprzeczność i, no cóż, kłamstwa. Przy poznaniu takiej opowieści – z dystansu i ze źródłami pisanymi nie tylko przez jej propagatorów – udaje się myśleć krytycznie.

Jon Krakauer, Pod sztandarem nieba. Wspaniale napisana relacja, jak się rodzi religia. Mormonizm – bo o nim pisze Krakauer – powstał w XIX wieku. Współcześni potrafią pisać i czytać, dawno się rozpowszechnił wynalazek Gutenberga, narodziny nowej wiary zostały doskonale udokumentowane. Na koniec najważniejsze. Po lekturze przyłóżcie powstałe refleksje do tych religii, których geneza jest przykryta płaszczem wielu wieków. Np. tej sprzed naszej ery, tej z pierwszego wieku i tej z siódmego wieku, tych zza miedzy i tych stąd.

Fajnie, co?

 

Marcin Malesiński

Pisze, czyta, recenzuje. Współpracownik wydawnictw i agencji autorskich. Oprócz tego zwykły czytelnik.

Olejek esencjonalny z rozmarynu poprawia pamięć

Olejek esencjonalny z rozmarynu poprawia pamięć
fot.Pixabay

Ludowe wierzenia dotyczące rozmarynu były trafne – uważają naukowcy. Uczniowie, którzy wdychali zapach esencjonalnego olejku rozmarynowego osiągali lepsze wyniki w teście pamięci. 

Zobacz też: Dieta dla mózgu

Medycyna ludowa pod lupą nauki

Badanie przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu Northumbria wykazało, że uczniowie, którzy rozwiązywali test “na pamięć” w pokoju, w którym rozpylany był esencjonalny olejek rozmarynowy, osiągali o 5-7% lepsze wyniki, niż uczniowie, którzy rozwiązywali test bez rozpylonego zapachu.

Dr Mark Moss, jeden z badaczy, powiedział w trakcie corocznej konferencji Brytyjskiego Towarzystwa Psychologicznego, że wyniki potwierdzają trafność dawnych wierzeń dotyczących rozmarynu, z którego, na przykład, wyplatane były wieńce dla studentów zdających egzaminy w starożytnej Grecji. We współczesnej aromaterapii rozmaryn jest stosowany w podobnym celu, jednak jak dotąd nie dowiedziono naukowo jego skuteczności. 

Zobacz też: 7 EKO-sposobów, jak oszczędzać wodę!

Badanie wpływu rozmarynu na pamięć

W testach prowadzonych przez doktora Moss’a i Victorię Earle, 40 uczniów w wieku 10-11 lat rozwiązywało serię zadań sprawdzających zdolność zapamiętywania. Uczniowie podzieleni byli na dwie grupy – jedna z nich rozwiązywała zadania w pokoju, w którym rozpylono esencjonalny olejek rozmarynowy, druga w pokoju, w którym nie rozpylono żadnego zapachu.

Uczniowie nie wiedzieli na czym polega różnica między dwoma grupami, nie zostali poinformowani o celu badania, powiedziano im tylko, że będzie badana ich pamięć. 

Badanie wpływu zapachu rozmarynu na zapamiętywanie było kolejną turą badań przeprowadzonych przez naukowców z Uniwersytetu Northumbria. W poprzednich badaniach wzięły udział osoby starsze i osiągnęły podobne wyniki.

Zobacz też: Posiłek czy podpaski? Ubóstwo menstruacyjne istnieje także w Polsce

Siła zapachu ziół

Ludzki zmysł węchu jest bardzo wrażliwy i przesyła informacje do mózgu, na które mózg w określony sposób odpowiada. 

Nasz organizm wyposażony jest w neurotransmitery, które są związane w mózgu z pamięcią i procesem zapamiętywania. Dr Moss uważa, że zapachy mogę je aktywować i pobudzać do efektywnego zapamiętywania.

Hipoteza badacza jest taka, że wdychane zapachy mają zdolność oddziaływania na określone części mózgu i pobudzania ich aktywności elektrycznej. Farmakologicznie aktywne komponenty zapachu mogą być absorbowane w trakcie wdychania olejków esencjonalnych. 

Dr Moss zapowiada duże badania nad możliwością wykorzystania arometerapii w brytyjskim systemie edukacji. Badacz podkreśla, że istnieje niewiele leków, które mogę oddziaływać na pamięć, jednocześnie nie wywołując efektów ubocznych. Naukowe przyjrzenie się metodom, które dotąd uważane były za niepewna medycynę alternatywną może dać konwencjonalnej medycynie nową wiedzę i możliwości terapeutyczne.

Zobacz też: Dzień WEGE w stołówkach szkolnych – pomysł warszawskiego radnego

Źródło: BBC

 

 

 

 

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

O zakazach w życiu dziecka

Zamiast przekazywać negatywne emocje budzące w dziecku lęk, starajmy się wytłumaczyć zaistniałą maluchowi sytuację – fot. Pixabay

Od najmłodszych lat możemy dostrzec, że w okresie naszego dorastania przewijają się ciągłe zakazy. Na każdym kroku jesteśmy upominani aby uważać lub czegoś zwyczajnie NIE robić. Jest to nieodzowny element wpisany w nasze wychowanie.

Niezliczona ilość wypowiadanych słów ,,nie” może przysłonić nam prawdziwy obraz tego, co tak naprawdę możemy, a czego nie. Zapewne za słowami ,,nie biegaj tak szybko” kryje się troska o nasze dziecko i wyobrażenie, co może mu się stać, kiedy upadnie.

Możemy też nadużywać członu ,,nie” dla własnej wygody bo jest to mniej angażujące. Albo po prostu ciągłe zakazy tak bardzo weszły nam w  krew, że nie potrafimy z nich zrezygnować?

Ale czy zastanawialiście się, jakie konsekwencje w życiu dziecka może nieść za sobą powtarzanie tych samych ograniczeń?

Zobacz też: Kilka powodów, które utrudniają rozumienie dzieci

Zakazy w życiu dziecka

Niestety, nadużywanie przez osoby dorosłe zakazów może zachwiać budowanie bezpiecznej więzi co spowoduje u dziecka:

– wycofanie się

– poczucie niesprawiedliwości

– etykietowanie – zniekształcenie myślenia o sobie i innych

– zmuszenie do niechcianego buntu

– zmuszenie do posłuszeństwa i postępowaniu wbrew sobie

– nie zrozumienie sytuacji, która w skutkach wywołuje poczucie irytacji i płaczu

– zmniejszające się poczucie zaufania w stosunku do osoby dorosłej

Relacja oparta na odczuwaniu ciągłego stresu jest niekorzystna dla zdrowia fizycznego oraz psychicznego dziecka. Rezultatem takich doświadczeń będzie obniżona samoocena, która może rzutować na dalsze życie dziecka.

Powinniśmy pamiętać, że to my dorośli kształtujemy obraz naszych dzieci. To, jak postrzegają siebie oraz innych. Poczucie własnej wartości jest uwarunkowane przez kilka czynników. Mają na to wpływ między innymi predyspozycje genetyczne, uwarunkowania środowiskowe oraz wychowanie – rodzice bądź opiekunowie prawni.

Jesteśmy w dużej mierze odpowiedzialni za budowanie solidnego fundamentu poczucia własnej wartości naszego dziecka.W relacji powinniśmy wymagać od siebie zaangażowania, wsparcia oraz dobrych emocji, które będą podstawą dla naszych dzieci. Dlatego tak ważne jest, abyśmy potrafili w kwestiach codziennych „zakazów” wypracować odpowiednią strategię, która będzie wspierać nasze dziecko.

Zobacz też: „Przeproś!”, czyli jak uczyć dzieci empatii

Co zamiast zakazów?

Nauczmy się na nowo wypracować system komunikacji z dzieckiem. Ograniczmy wypowiadane przez nas zwroty zaczynające się słowem ,,nie”. Zamiast przekazywać negatywne emocje budzące w dziecku lęk, starajmy się wytłumaczyć zaistniałą sytuację – ewentualne niebezpieczeństwo.

Prosty plan jak zacząć i o czym pamiętać:

  • Skupmy się na odczuwanych przez nas oraz dziecko emocjach. Mówmy wprost co nas zaniepokoiło, co chcielibyśmy zmienić. Zastanówmy się również, co w danej sytuacji mogło poczuć dziecko, zapytajmy o to – nie bójmy się emocji.
  • Niech nasza wypowiedź będzie prosta oraz zrozumiała (uwarunkowana zgodnie z wiekiem dziecka).
  • Postarajmy się dać dziecku wybór w jego postępowaniu – uczy to wypracowania kompromisu.
  • Bądźmy konsekwentni w relacji z naszym dzieckiem. Pokażmy, że wywiązujemy się z obietnic.
  • Szanujmy nasze dziecko, a sami będziemy szanowani (i to z nawiązką).
  • Wprowadźmy w relację z dzieckiem więcej pochwał, które będą opisywać to, co widzimy oraz to, co czujemy – będą szczere i zgodne z prawdą.
  • Nie bójmy się okazywać uczuć własnemu dziecku. Budowanie bliskości psychicznej oraz fizycznej jest jednym ze składników poczucia zaufania oraz akceptacji.

Wychowywanie dziecka to ciągła droga do samodoskonalenia się. Czasem musimy popełnić kilka błędów, aby później móc coś zmienić. Dlatego powinniśmy umieć wyciągać wnioski. Stawiajmy nasze dzieci zawsze na pierwszym miejscu. Bo dla nich jesteśmy autorytetem i towarzyszymy im w tworzeniu własnej tożsamości.

Redakcja

Portal o rodzinie.

Marnowanie żywności – problem, którego skala jest większa niż sądzimy

Marnowanie żywności
fot. 38pr

W Europie wyrzuca się średnio ok. 179 kg żywności/osobę rocznie. Szacuje się, że w samej Polsce wynik ten wynosi aż 235 kg, gdzie do kosza najczęściej trafia aż 50% kupionego pieczywa oraz 1/3 warzyw i wędlin. Skutki takiego marnotrawstwa odbijają się nie tylko na domowym budżecie, ale mają również wymiar ekonomiczny, społeczny i ekologiczny. To, co kupujemy i w jakich ilościach, ma realny wpływ na otaczające nas środowisko oraz zmiany klimatu.

Zobacz też: Jestem czekoladoholikiem! Czyżby wszystkiemu winne było DNA?

Nieekologicznie

Marnotrawstwo żywności wywiera negatywny wpływ na wiele aspektów naszego życia. Mało kto ma świadomość, że ponad 20% produkcji gazów cieplarnianych dotyczy produkcji, przetwarzania oraz transportu żywności. Powstający w czasie psucia się żywności metan, jest prawie dwudziestokrotnie bardziej niebezpiecznym gazem cieplarnianym niż CO2.

Ponadto, produkcja żywności wymaga dużych nakładów ze strony środowiska, głównie wody i energii, które są marnotrawione wraz z wyrzuconą żywnością. Wyrzucenie do kosza 1 kg wołowiny wiąże się ze zmarnowaniem od 5 do 10 ton wody użytej na jej wyprodukowanie.

Nieekonomicznie

Marnotrawstwo żywności jest nie tylko szkodliwe dla środowiska, ale również nieuzasadnione ekonomicznie. Przyczynia się ono do zwiększenia konsumpcji żywności, co w przypadku pojawienia się ograniczeń jej dystrybucji, może skutkować wzrostem cen żywności.

To z kolei może spowodować, że dla większości konsumentów zakup pełnowartościowej żywności nie będzie możliwy, przez co będą oni kupować produkty gorszej jakości, co przyczyni się do tzw. ubóstwa jakościowego konsumowanych dań. Mimo że obecnie w produkcji żywności obowiązuje głównie odwrotny trend, wywołany efektem skali i koszt jednostkowy produktów spożywczych spada, tego typu sytuacje już się dzieją.

Zobacz też: 7 EKO-sposobów, jak oszczędzać wodę!

„Przysmaki Zachodu”

W 2009 roku Oscar Nogueira ostrzegał, że rosnąca popularność jagód acai, będących dla wielu mieszkańców amazońskiej dżungli głównym źródłem protein, sprawia, że „typowe jedzenie biednych ludzi staje się czymś w rodzaju przysmaku”, osiągając status „superfood”[1].

Problem polega na tym, że mieszkańcy krajów wysokorozwiniętych w przeciwieństwie do Indian mają znacznie większy dostęp do bogatej w składniki odżywcze żywności. Niestety, w związku z panującym trendem, coraz częściej jagody acai, zamiast trafiać do społeczności lokalnej, kierowane są  na eksport. Wątek moralny nie jest tu bez znaczenia.

Marnowanie żywności przez konsumentów z „bogatej Północy” jest zwyczajnie nieetyczne ze względów na problem ubóstwa oraz biedy na świecie. W jaki sposób można zatem temu zapobiec.

Unia Europejska w walce z marnotrawieniem jedzenia

Problem nie mógł zostać niezauważony przez Parlament Europejski. W nowelizacji dyrektywy odpadowej dodana została kategoria „odpady żywności” oraz zapisy dotyczące redukcji, prewencji, budowania świadomości, monitoringu i przekazywania nadwyżek żywności. To nie wszystko. Państwa członkowskie powinny wprowadzić środki mające na celu promowanie zapobiegania powstawania oraz redukcji odpadów żywności.

Zgodnie z Agendą na rzecz zrównoważonego rozwoju 2030, przyjętą przez Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych (ONZ) w dniu 25 września 2015 r., środki te powinny mieć na celu zapobieganie powstawania odpadów żywności i zmniejszenie ich wytwarzania w produkcji podstawowej, przetwórstwie i produkcji, w sprzedaży detalicznej i innej dystrybucji, w restauracjach i usługach gastronomicznych oraz w gospodarstwach domowych.

Państwa członkowskie powinny dążyć do osiągnięcia orientacyjnego ogólnounijnego celu zmniejszenia ilości odpadów żywności o 30% do 2025 r. i o 50% do roku 2030. Co więcej, państwa członkowskie powinny wprowadzić zachęty do zbierania niesprzedanych produktów spożywczych na wszystkich etapach łańcucha dostaw żywności oraz wspierać bezpieczne przekazywanie ich dalej, w tym organizacjom charytatywnym.

Kolejnym krokiem będzie podjęcie środków mających na celu zachęcanie do recyklingu, w tym kompostowania i fermentacji bioodpadów, a także zachęcanie do stosowania materiałów powstałych z bioodpadów. Wszystko w sposób zapewniający wysoki poziom ochrony środowiska.

Zobacz też: Jak być zdrowym? Rewolucji wegańskiej ciąg dalszy.

Twój wybór ma znaczenie

14 sierpnia 2019 roku Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności. Na jej podstawie sprzedawcy żywności w placówkach o powierzchni sprzedaży powyżej 250 m kw. będą zobligowani do zawierania umów z organizacjami pozarządowymi o nieodpłatnym przekazywaniu jedzenia na cele społeczne, a także są zobowiązani do opłat za każdy kilogram marnowanej żywności. Niestety, jak wynika z danych Eurostatu, sprzedaż hurtowa i detaliczna odpowiada jedynie za 5% strat, podczas gdy gospodarstwa domowe za 42% marnowanej żywności. Właśnie dlatego decyzje zakupowe pojedynczych osób mają tak ogromne znaczenie.

 

Więcej informacji o tym, jak można zapobiegać zmianom klimatu już wkrótce znajdziecie tutaj.

[1] https://www.bloomberg.com/news/articles/2009-05-14/-

 

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

„Karmisz piersią?” Następnym razem zastanów się, zanim zadasz to pytanie! STOP laktoterrorowi!

Mówią, że karmienie zaczyna się w głowie – jednak nie jest to kwestia decyzji, a fizjologii na którą nie zawsze mamy wpływ – fot. 123 rf

Karmienie piersią jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych tematów związanych z macierzyństwem. Wystarczy rzucić hasło, wyrazić odmienną opinię, aby zostać zjedzonym na drugie śniadanie przez tzw. laktoterrorystki. To te matki, którym się udało – karmią życiodajnym pokarmem z własnej piersi. Mają monopol na zdrowie i prawdę. Nie karmisz, nie udało ci się? Za mało się starałaś!

Po drugiej stronie trucicielki karmiące mm – mlekiem modyfikowanym. Czasem z wyboru, częściej z przymusu. Bo karmienie piersią nie jest proste, przyjemne, ani nie przychodzi naturalnie. To bardzo indywidualna sprawa, intymne przeżycie zarezerwowane dla nielicznych. A jak było ze mną?

W teorii wiedziałam wszystko. Przeczytałam poradniki, odbyłam szkołę rodzenia, przeczesałam fora internetowe. Jednak nadal to, że po porodzie z moich piersi będzie płynąć mleko, a dziecko będzie je pić, wydawało mi się czymś dziwnym, nieprawdopodobnym i… magicznym. Ale skoro tak obiecują! To tak będzie. Wiedziałam, że po cesarskim cięciu mogę nie mieć od razu mleka. Zaopatrzyłam się w laktator, aby od razu stymulować laktację w razie problemów.

Nadszedł dzień porodu. Po wszystkim położyli mi noworodka na piersi. Dwie godziny kontaktu skóra do skóry. Dziecko nie szuka piersi, przystawiane nie ssie. Położna na sali pooperacyjnej patrzy i mówi: „Z tych piersi nic nie będzie”. Zachowuję spokój – czytałam na ten temat, położne w szpitalu nie znają się. Choć słyszałam też, że jednym zdaniem można zabić laktację. Ale spokojnie, mam czas.

Zobacz też: Wyrzuty sumienia po odstawieniu dziecka od piersi

Laktoterror ze wszystkich stron

Jest północ, przewożą nas na salę docelową. Od razu wyciągam laktator. Dostałam ulotkę według której powinnam odciągać mleko metodą 7-5-3. Tak też robię. Przychodzi położna i mówi: „Niech pani lepiej idzie spać”. Kładę się, całą noc nie zmrużę oka. Obok dziecko smacznie śpi w plastikowym łóżeczku na kółkach. W nocy przywożą dwie inne mamy, ich dzieci krzyczą, one karmią. Moja nic, śpi.

Rano przychodzi inna położna i gani mnie od progu: „Czemu nie karmię dziecka i nie odciągam laktatorem”. Także maszyna w ruch. Rana na brzuchu tak mnie boli, że nie mogę wziąć dziecka na ręce. Cały dzień walczę z bólem i laktatorem. Dziecko śpi. Kilka razy proszę położne o pomoc – nic, mówią żeby czekać, mleko będzie. W razie pytań czytać ulotkę – czytam, oglądam zdjęcia, wszystko pięknie.

Mijają 24 godziny od porodu, dziecko nadal nic nie jadło. Jest spokojne, może za spokojne, może z głodu nie ma siły płakać? Idę do dyżurki pielęgniarek, krok po kroku, zgięta w pół jak staruszka. Przynoszą butelkę z mlekiem modyfikowanym, dziecko wypija i śpi dalej. Ja dalej walczę z laktatorem; mówią, że nawał pokarmu przychodzi na 2-3 dzień. Na razie nie mogę wycisnąć ani kropelki.

Zobacz też: Hejtujące matki na Facebooku. „Fotelik tego typu to dno, śmierć na miejscu”. Skąd ta zawiść?

Karmienie nie zawsze jest „w głowie”

Próbuję dostawiać dziecko. Przychodzi położna i widząc moje nieporadne próby krzyczy: „Dwa dni po porodzie i jeszcze nie potrafi pani karmić piersią!”. Szybko instruuje mnie, jak przystawić dziecko. Dziecko łapie. Cud! Jednak na ulotce pisali, że warunkiem efektywnego karmienia jest wygoda, nie da się wysiedzieć długo w niekomfortowej pozycji. Mnie wszystko boli, siedzę nienaturalnie wykręcona i trzymam dziecko jedną ręką ze wszystkich sił.

Kolejny dzień nie przynosi laktacyjnego sukcesu. Za to dziecko zaczyna być bardziej aktywne i płacze z głodu. Trzymam je na rękach i też płaczę. Na korytarzu łapię panią ze szpitalnej poradni laktacyjnej. Mówi, że nie ma czasu; pochlipując błagam o pomoc… Wpada do mnie na 5 minut przed końcem zmiany. Daje kilka dobrych rad, dzięki którym udaje mi się potem karmić przez kilka miesięcy. Nie bez trudu, z dużym wysiłkiem i koniecznością dokarmiania mlekiem modyfikowanym.

Także następnym razem zanim zapytasz młodą mamę – czy karmisz? – dobrze się zastanów. Przecież nie głodzi. A sposób karmienia jest jej indywidualną sprawą. Faktem naukowym jest, że karmienie piersią jest najlepsze dla dziecka. Faktem jest również, że człowiek do prawidłowego funkcjonowania potrzebuje snu i odpoczynku. Mówią, że karmienie zaczyna się w głowie – jednak nie jest to kwestia decyzji, a fizjologii na którą nie zawsze mamy wpływ.

Alina HRabina

Zawodowo związana z branżą HR. Obecnie na urlopie wychowawczym. Mieszka w Warszawie, chętnie odbywa podróże małe i duże.