Przejdź do treści

Karny jeżyk. Czy to dobra metoda wychowawcza?

Dr Siegal mówi dalej, że dzieci odstawione na karny jeżyk często nie tylko nie uspokajają się, ale czują się jeszcze bardziej rozzłoszczone – fot. Canva

Popularna aktorka komediowa, Kristen Bell i jej mąż Dax Shepard czasami zwierzają się w mediach, jakie wartości są dla nich ważne, jeśli chodzi o wychowanie dzieci, jak postępują, jakie mają przekonania. Podczas jednego z wywiadów Kristen powiedziała, że jedna z zasad w ich domu jest taka, że „mama i tata nie reagują na krzyki i płacze dzieci. Reagujemy dopiero, kiedy się uspokoją”. 

Bell i Shepard nie wydają się być odosobnieni w tych poglądach. Dzieci krzyczą, płaczą, rzucają rzeczami, wypowiadają nieprzyjemne słowa. Każdy rodzic ma w zanadrzu historię z serii „a moje dziecko w sklepie/ w przedszkolu/ na placu zabaw….”, po której następuje opis niesamowitego wybuchu dziecięcej furii, zakończonego wyniesieniem młodzieży z miejsca akcji. Oczywiście wbrew jego lub jej woli, co spotęgowało wybuch.

Bywa też tak, że dzieci wybuchają częściej niż statystycznie jest to „akceptowalne”. Mówimy wtedy, że są niegrzeczne, nie potrafią się zachować, zastanawiamy się, co z nimi jest nie tak, a przede wszystkim, jak ukrócić zachowania, które wywołują w dorosłych dyskomfort i narażają rodziców na krytykę za nieumiejętność zapanowania nad dzieckiem.

Karny jeżyk – dobry czy zły pomysł?

Jakiś czas temu niezwykle popularne były programy telewizyjne typu „Superniania”” , w których osoby z różnym przygotowaniem i doświadczeniem uczyły rodziców, jak mają sobie radzić z trudnymi zachowaniami dzieci.

Jeden z pomysłów zakładał, że dziecko powinno mieć w domu miejsce, do którego powinno być odsyłane, kiedy zachowa się w sposób nieodpowiedni lub niegrzeczny – miał to być na przykład karny jeżyk. Idea była taka, że dziecko miało mieć czas i przestrzeń, żeby przemyśleć swoje zachowanie i uspokoić się, a po wszystkim wrócić do rodzica i przeprosić.

Idea karnego jeżyka (czy też time out) ma swoich zwolenników i krytyków. Wydaje się też, że trwale wrosła do repertuaru metod wychowawczych. Z jakim skutkiem?

Zobacz też: Przemoc wobec dzieci. Jak ją rozpoznać?

Złe zachowanie, czyli co?

Dzieci uczą się samokontroli. Nie rodzimy się z tą umiejętności. Każdy z nas potrzebuje czasu i wielu prób, by poczuć się pewnie i bezpiecznie.

Pierwsze doświadczenia, kiedy zalewają nas emocje (a wraz z nimi również na przykład hormony) i różne objawy płynące z ciała, mogą być przerażające. Dlatego też jest w zasadzie jasne, że na przykład niemowlęta mogą potrzebować pomocy w uspokojeniu się. Potrzebują bliskości dorosłej osoby, która nie wpada razem z nimi w przerażenie czy rozpacz, jest spokojna i wie, że głód, niepokój czy ból miną.

Okazuje się jednak, że również starsze dzieci potrzebują czasu, żeby móc opisać swoje uczucia, by móc powiedzieć, że są głodne, zmęczone, wystraszone, zamiast to pokazywać. Im młodsze dziecko, tym możliwości komunikacji werbalnej są mniejsze.

Dlatego też skupiając się na zachowaniu, oceniając je jako choćby niegrzeczne, nieuprzejme, złośliwe, bardzo łatwo przeoczyć to, co najważniejsze, czyli przyczynę. Bo zawsze najważniejsza jest przyczyna. A zachowanie jest jedynie dostępną dziecku formą komunikacji.

Samodzielnie czy samotnie?

Posyłając dziecko do kąta (czy bardziej humanitarnie- na karny jeżyk) pozbawiamy się szansy na zrozumienie sytuacji i swojej reakcji. Jeśli dziecko krzykiem lub płaczem opowiada o jakiejś swojej trudności, kolejny raz zrobi samo zwyczajnie dlatego, że nie potrafi inaczej.

Wybitny psychiatra Dan Siegal mówi o doświadczeniu time out jako o izolującym i porzucającym. Wnioski, do których dziecko może samodzielnie dojść będą raczej wiązały się z przekonaniem, że zostało odepchnięte, skarcone, że za błąd grozi kara, nie wybaczenie czy zrozumienie. A jeśli ma się trudny czas, nie można liczyć nawet na rodzica. W tym sensie karny jeżyk promuje raczej rozbudzenie uczuć związanych z samotnością i odrzuceniem niż samodzielnym osiąganiem wniosków i naprawą.

Dr Siegal mówi dalej, że dzieci odstawione na karny jeżyk często nie tylko nie uspokajają się, ale czują się jeszcze bardziej rozzłoszczone.

Zobacz też: DOBRO i ZŁO – w jaki sposób dzieci uczą się je odróżniać i jakie to ma konsekwencje dla ich zachowania?

Czy można inaczej?

Artykuł, który Dan Siegal oraz Tina Payne Bryson opublikowali w 2014 roku w magazynie Time wprowadził wiele kontrowersji. Padła w nim błędna sugestia, że uczucia  związane z odrzuceniem pobudzają te same obszary mózgu co nadużycie. A więc, że odrzucenie, jakiego doświadcza dziecko „odstawione do kąta” jest równe nadużyciu.

Siegal i Bryson musieli potem tłumaczyć, że time out może być pomocną techniką, jeśli stosowany jest krótko, rzadko, jest częścią strategii, po która sięga rodzić próbujący przerwać określone zachowanie dziecka, a na koniec rodzic tłumaczy dziecku, co się wydarzyło.

Ryzyko

Kąt, karny jeżyk – jakkolwiek to nazwiemy, wiąże się z tym, że rodzic wycofuje swoją uwagę, zainteresowanie i chęć bycia w tym momencie w kontakcie z dzieckiem. Nawet gdyby ktoś powiedział, że nie jest to ignorowanie dziecka, ale tego, konkretnego zachowania, nadal stosowanie zasady time out może wiązać się z poważnymi konsekwencjami. Bo przecież nawet jeśli ignorujemy jakieś zachowanie, ignorujemy również jakiś problem, który za zachowaniem stoi.

Wydaje się to oczywiste w przypadku dorosłych. Płaczącego dorosłego zapytamy, co się stało. Nie polecimy mu, żeby przestał jęczeć czy się mazać, bo dopiero wówczas będziemy mogli porozmawiać. Dlaczego więc stosujemy inne standardy wobec dzieci?

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

10 rzeczy, których nauczyłem się po Twojej śmierci – wzruszający post brytyjskiego taty

10 rzeczy, których nauczyłem się po Twojej śmierci - wzruszający post brytyjskiego taty
fot. Richard Pringle

3- letni synek Richarda Pringle z UK zmarł tragicznie około roku temu. Pogrążony w żałobie tata udostępnił w social media poruszający post. Stworzył listę rzeczy, których nauczył się po śmierci chłopca. Zamierza kierować się nimi wychowując dwójkę dzieci, która mu pozostała. 

Richard Pringle, tata z Wielkiej Brytanii, po śmierci 3 letniego synka stworzył listę 10 rzeczy, których nauczył się po jego śmierci.

Oto ona:

1. Nigdy nie całujesz i nie przytulasz za dużo.

2. Zawsze masz czas. 

Jeśli coś robisz, to przestań na chwilę, choćby na minutkę i skup się na dziecku. Nic nie jest bardziej istotne od niego, naprawdę możesz to na chwilę odłożyć.

3. Rób dużo zdjęć i nagrywaj tak wiele filmików, jak to tylko możliwe. 

Życie jest nieprzewidywalne. Pewnego dnia może to być jedyne, co ci zostanie.

4. Nie dawaj pieniędzy, dawaj swój czas. 

Myślisz, że wydatki są ważne? Nie są. Ważne jest to, co robisz. Skaczcie po kałużach, biegajcie, chodźcie na spacery, pływajcie w morzu, budujecie bazy, bawcie się! Nie potrafię sobie przypomnieć tego, co kupiłem Hughie’mu. Pamiętam tylko to, co razem robiliśmy…

5. Śpiewajcie. 

Śpiewajcie razem. Moje najwspanialsze wspomnienia to te, kiedy on siedzi w moich ramionach albo obok mnie w samochodzie i śpiewamy razem nasze ulubione piosenki. Wspomnienia tworzy też muzyka.

Zobacz też: Pierwsza wizyta u psychoterapeuty – 3 pytania, których możesz się spodziewać

6. Ciesz się najprostszymi rzeczami. 

Wieczorami, usypianiem, czytaniem bajek. Wspólnymi kolacjami czy leniwymi niedzielami. Celebrujcie najzwyklejsze chwile. One są tym, za czym tęsknię najbardziej. Nie pozwól, aby ten czas umknął niezauważony.

7. Zawsze całuj na dobranoc wszystkich tych, których kochasz. 

Nawet jeśli zasną, idź i pocałuj. Nigdy nie wiesz, czy to nie będzie ostatni raz…

8. Sprawiajcie razem, aby nawet nudne czynności były zabawą – wycieczki po zakupy, podróże samochodem, wyjścia do sklepu. 

Żartujcie, śmiejcie się, bawcie się i cieszcie się sobą! Życie jest za krótkie na to, aby się nie bawić.

9. Pisz relacje. 

Zapisuj wszystko, co Twoje dziecko kocha, lubi, robi. Notuj wszystkie zabawne rzeczy, które ono mówi. Dzieci są takie urocze. Niestety, my zaczęliśmy to robić dopiero po stracie Hughie’ego. Chcielibyśmy pamiętać wszystko. Teraz robimy to Hettie. Te wspomnienia zostanie zapisane już na zawsze… Kiedyś będziesz rozkoszować się tymi wszystkim chwilami, znów… Nic nie umknie Twojej pamięci.

10. Jesteś ogromnym szczęściarzem.

Jeśli masz swoje dziecko przy sobie, aby pocałować je na dobranoc, aby zjeść z nim śniadanie, aby odprowadzić je do szkoły czy wysłać na studia, aby patrzeć, jak bierze ślub… Jesteś ogromnym szczęściarzem. Masz wszystko. Nie zapominaj o tym!!!!

Link do oryginalnego posta znajdziesz tutaj. 

 

Redakcja

Portal o rodzinie.

Żałoba po śmierci bliskiej osoby – jak poradzić sobie ze stratą?

żałoba po stracie centrum medyczne damiana
fot.Centrum Medyczne Damiana

Zbliża się 1 listopada, czyli dzień, w którym szczególnie pamiętamy o naszych zmarłych bliskich. To także czas refleksji i zadumy – moment, by zwolnić i spotkać się z rodziną. Często wtedy wracamy myślami do chwil, gdy te osoby były jeszcze z nami. Wtedy także, częściej niż zazwyczaj, mówi się o temacie żałoby. Psycholożka z Centrum Damiana podpowiada, jak „zmierzyć się” ze stratą kogoś z rodziny czy przyjaciół oraz w jaki sposób pomóc tym, którzy właśnie przeżywają ten trudny i bolesny okres.

Zobacz też: Weekendowa lekcja wrażliwości – czego może nauczyć Cię świnia?

Co to jest żałoba?

Na początku warto zastanowić się, czym tak naprawdę jest żałoba. Najczęściej jest ona rozumiana jako przeżywanie smutku, cierpienia i bólu po utracie bliskiej osoby. Poza znacznym spadkiem formy psychicznej, w procesie żałoby widoczne są także zmiany fizyczne, zmiany w zachowaniu czy w sposobie myślenia. Do najczęstszych dolegliwości należy, obniżenie nastroju, uczucie ciągłego zmęczenia, obniżenie odporności organizmu, problemy ze snem, pamięcią czy zmniejszony apetyt.

Żałoba i przeżywanie straty to bardzo trudny i wymagający czas dla każdego człowieka. Pojawiających się wtedy uczuć, najczęściej bardzo negatywnych, chciałoby się uniknąć, ale, niestety nie da się „przeskoczyć”. To okres, przez który trzeba przejść, pogodzić się ze stratą i jakby nauczyć się żyć na nowo. Pamiętajmy, że każdy przeżywa żałobę na swój sposób.

Zależy to od bardzo wielu zmiennych – przede wszystkim od zażyłości relacji z utraconą osobą, ale także od naszej osobowości i stylu radzenia sobie z trudnymi  sytuacjami. Proces powrotu „do normalności” również może przybierać różną intensywność i tempo. Uczucia towarzyszące stracie mogą pojawiać się falami i z upływem czasu tracą na natężeniu.

Zobacz też: „Przeproś!”, czyli jak uczyć dzieci empatii

Żałoba ma zazwyczaj kilka etapów – nie od razu możliwe jest powrócenie do równowagi i codziennego, zdrowego funkcjonowania

FAZA I – szok i zaprzeczanie

To pierwszy, bardzo burzliwy etap, który następuje tuż po śmierci bliskiej osoby. Często pojawiającą się wtedy reakcja jest zaprzeczeniem temu, co się stało. Zazwyczaj cała uwaga skupia się wówczas na formalnościach pogrzebowych – szczególnie, że często człowiek nie dopuszcza do swojej świadomości tragicznych wydarzeń, zwłaszcza jeśli do śmierci doszło nagle.

FAZA II – dezorganizacja zachowania

Jest to etap, w którym często trudno jest się na czymkolwiek skupić. Codzienne obowiązki schodzą na dalszy plan, aktywność i poziom energii spadają. Wśród dominujących emocji pojawiają się smutek, nieporadność czy przerażenie.

FAZA III – etap doświadczania złości

W tej fazie, osoby w żałobie zazwyczaj odczuwają złość, którą kierują wobec siebie, rodziny, losu czy Boga. Pojawia się także poczucie zazdrości wobec innych osób, których takie nieszczęście nie dotknęło.

FAZA IV – pogrążenie w depresji

To moment wyciszenia i wycofania. Wśród pojawiających się emocji najsilniej oddziałują smutek i żal. Żałobnik czuje się wtedy bardzo samotny, ma wrażenie, że nikt z otoczenia nie jest w stanie go zrozumieć – w konsekwencji zamyka się w sobie, odsuwa od innych ludzi i trudno jest mu cieszyć się codziennością.


FAZA V – czas na akceptację straty

Końcowym etapem wychodzenia z żałoby jest faza akceptacji utracenia bliskiego. Powoli codzienne funkcjonowanie wraca do normy, poziom energii i aktywności wzrastają. W tym okresie osoba zazwyczaj jest już gotowa, by na nowo interesować się życiem towarzyskim czy podejmować nowe role.

 

Wsparcie – czego potrzebuje osoba pogrążona w żałobie?

Człowiek w żałobie przede wszystkim potrzebuje wsparcia, cierpliwości i akceptacji. Powinniśmy pozwolić mu przeżywać trudne emocje, nie bać się z nim rozmawiać – nawet na tematy związane ze śmiercią.

Nasza bliska osoba powinna wiedzieć, że może na nas liczyć, że zostanie wysłuchana i nie będziemy go oceniać ani krytykować. Czasem wystarczy sama obecność i troska, jednak bardzo ważna jest także baczna obserwacja jego zachowania.

Zarówno stłumienie smutku i żalu, jak i nadmierna koncentracja na nich mogą być bardzo niebezpieczne. Jeśli osoba przeżywająca żałobę nie radzi sobie z nową codziennością, co przejawia się np. zaniedbywaniem obowiązków czy w zachowaniach destrukcyjnych (np. nadużywanie alkoholu), to powinniśmy takim reakcjom przeciwdziałać i nie bagatelizować ich.

Nierzadko konieczne okazuje się wsparcie psychologa, psychoterapeuty czy psychiatry, który pomoże poradzić sobie z tym trudnym doświadczeniem

Pamiętajmy jednak, że każdy z nas jest inny, a przeżywanie żałoby to sprawa bardzo indywidualna. Może się zdarzyć, że nie wszystkie fazy żałoby wystąpią, co nie oznacza, że nie przeżyliśmy utraty drugiej osoby. Każdy człowiek ma inny styl radzenia sobie z trudnymi sytuacjami, dlatego jego zachowanie nie powinno być odgórnie klasyfikowane. Powyższe informacje mają na celu jedynie przybliżenie emocji, które zazwyczaj pojawiają się po utracie kogoś bliskiego.

Zobacz też: Czy dzieci powinny brać udział w polowaniach? Psychologiczny punkt widzenia

Ekspert

Marta Kobylińska

Psycholożka w Centrum Medycznym Damiana.

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Jak rozmawiać z dzieckiem o zmianach klimatu bez wywoływania w nim lęku?

jak rozmawiać z dzieckiem
Jak rozmawiać z dzieckiem o zmianach klimatycznych bez lęku?

Zmiany klimatu i zagrożenia, jakie się z tym wiążą, to obecnie jeden z ważniejszych globalnych problemów. Dyskusji często towarzyszą też dzieci i w wielu narracjach to właśnie na nich nakłada się największą odpowiedzialność za to, co wydarzy się w przyszłości. Słusznie czy nie, ale niewątpliwie warto się do tego odnieść. Jak rozmawiać z dzieckiem o zmianach klimatu w taki sposób, by nie wywoływać z nich lęku?

1. Nie unikaj tematu

Większość rodziców chciałaby uchronić swoje pociechy przed wszelkimi problemami, zagrożeniami i trudnymi emocjami. Jest to jednak niemożliwe, a pogodzenie się z tym faktem pozwala na bardziej konstruktywne podejście do sprawy. Unikanie tematu niewątpliwie nie ułatwi dziecku ułożenia sobie w głowie jego własnego rozumienia zmian klimatycznych, nie pomoże mu poradzić sobie z emocjami, jakie mogą się w związku z tym pojawić, nie zobaczy też, że ma w rodzicach oparcie i to oni są w stanie wyjaśniać mu świat.

Warto więc tłumaczyć dziecku kryzys klimatyczny i jego skutki, przy czym powinno być to dostosowane do jego wieku. Powinno dziać się też na bieżąco, np. podczas oglądania programu, który opowiada o topniejących lodowcach – zbadanie tego, co dziecko tak naprawdę z tego rozumie, pozwoli poprowadzić rozmowę w taki sposób, by nie przesadzić z katastroficznymi wizjami i nie wywołać wspomnianego lęku.

2. Katastrofizacja – domena dorosłych

Owszem, media bombardują nas najgorszymi scenariuszami, naukowcy straszą, a my sami dopowiadamy sobie nasze osobiste konsekwencje zmian klimatycznych. I o ile nie jest to do końca pomocna dla nas strategia, to dorosły człowiek jest zwykle w stanie ją unieść. Dziecku jednak tego oszczędźmy, ponieważ jego schematy dopiero się kształtują, a wejście w życie z wizją przerażającej przyszłości na pewno nie ułatwi mu budowania poczucia bezpieczeństwa i wiary w dobre jutro.

3. Budujmy małe, rutynowe nawyki

Dzieci najwięcej uczą się de facto przez obserwacje, słowa są w tym wszystkim drugorzędne. Jeśli więc maluch od najmłodszych lat będzie obserwował, że segregujemy śmieci, unikamy kupowania napojów w plastikowych butelkach, kanapki pakujemy w papier, opiekujemy się roślinami i zwierzętami, a światło zawsze za sobą gasimy, będą to dla niego czynności wręcz automatyczne, naturalne. A to właśnie takie niewielkie nawyki każdego z nas są podstawą, na której możemy budować wkład w troskę o ekologię – uczmy tego dzieci, a dzięki temu rzeczywiście wniosą w przyszłość nową jakość.

Zobacz też: 5 EKO-sposobów, jak oszczędzać prąd

4. Przebywaj wśród natury – niech dziecko poczuje jej bliskość

Zdarza się, ze „miejskie dzieciaki” przez pół swojego życia nie widzą na własne oczy krowy czy kury. Nie pozwólmy na to, ponieważ zwierzęta, rośliny, ziemia, woda, powietrze to nieodłączne elementy naszej egzystencji. Starajmy się więc pokazać dziecku jak najwięcej naturalnego świata, niech poczuje, jak wiele może z niego czerpać, a z drugiej strony, jak ogromną ma on siłę.

5. Bądź uważny na emocje – rozbrajaj oznaki lęku

Temat zdrowia psychicznego dzieci w ostatnich latach zapala nam wszystkim czerwoną lampkę. Bądźmy więc na nie uważni. Jeśli widzimy oznaki lęku u naszej pociechy, jak np. problemy ze snem, obgryzanie paznokci, niechęć do wychodzenia z domu czy unikanie konkretnych sytuacji, rozmawiajmy z nim o tym. Bądźmy ciekawi świata wewnętrznego dzieci, ponieważ tylko wtedy możemy adekwatnie zareagować.

Niezależnie od tego, czy tego typu stany dotyczą tematu zmian klimatycznych czy innych problemów, jeśli sami nie wiemy, jak możemy pomóc najmłodszym, nie bójmy się szukać pomocy psychologicznej. Ich zdrowie – zarówno fizyczne, jak i psychiczne – to rzeczywiście przyszłość całego świata. Zadbajmy więc najpierw o nie, a dzięki temu wielkie, ważne rzeczy będą miały silną bazę.

Zobacz też: Jak wzmocnić odporność dziecka? Oto 5 naturalnych produktów – czy znasz je wszystkie?

Inspiracja: huffpost.com

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Piersi są sztuką! A jak Ty widzisz kobiece ciało? – „Żywicielki, litograficzna kolekcja piersi”

Żywicielki
Żywicielki, litograficzna kolekcja piersi || Fot. Dawid Ścigalski

Jak traktujesz swoje piersi, jak je postrzegasz, czym dla Ciebie są? Czujesz dla nich podziw, czy raczej wolałabyś ich w ogóle nie widzieć? Czy lubisz ich kształt? Czy odczuwasz ich ciężar? Piersi to jeden z symbolicznych, bazowych wręcz atrybutów kobiecości, a mimo wszystko tak rzadko się nad nimi zastanawiamy. Wystawa „Żywicielki, litograficzna kolekcja piersi” jest do tego znakomitą okazją!

Litografia to technika graficzna, której podstawą jest druk płaski wykonywany na kamieniu litograficznym. Służy on za swego rodzaju matrycę, dzięki czemu powstały obraz można później wielokrotnie powielać.

Kamień i piersi? Owszem, okazało się, że technika ta pozwala znakomicie odwzorować naturalne kobiece kształty – blisko 40 kobiet zostawiło ślad swojego biustu na kamieniu litograficznym. Jak napisała Justyna Mazur, autorka projektu: „Kamień był matką obrazu piersi konkretnej kobiety, służył do odbijania na papier takich samych odbitek” – wynikiem tej pracy jest kolekcja prawie 400 printów, które zobaczyć i zakupić będzie można już 24. listopada w Galerii Sztuki OFF FRAME w Krakowie.

Przestrzeń na cielesność

Wydawać by się mogło, że właściwie nie ma o czym mówić! Ot, kawałek ciała i tyle – czy oby na pewno? Ten „kawałek ciała” towarzyszy nam przez całe życie, nieustannie ulega zmianom, na różnych etapach pełni różne funkcje, podlega wielu presjom, działaniom, komentarzom, oczekiwaniom. Wyjątkowość całego tego procesu podkreśla w opublikowanym na Facebooku opisie wystawy pisarka Anna Ciarkowska:

Nosimy swoje piersi, tak, jak się nosi ciężar, obowiązek, odznakę; jak się nosi bieliznę, dziecko na rękach, znamię, torbę podróżną, elegancką kopertówkę; jak się nosi imię. Nosimy nie myśląc o nich i zapominamy, że istnieją, aż do chwili, kiedy dotykamy ich ukradkiem i jest w tym dotyku czułość albo lęk, niepewność albo miłość. Teraz ten dotyk jest pieśnią. Jeśli więc śpiewamy ciało, to piersi śpiewamy tym samym głosem, którym śpiewamy łono; głosem zmiennym, którego nie umie zapisać żadna nuta, żaden znak, który nie pochodzi z ciała.

Te grafiki zdecydowanie z ciała pochodzą. Są odwzorowaniem różnorodności, jaka wiąże się z kobiecymi piersiami, tak jak i z każdym innym aspektem kobiecości, aspektem człowieczeństwa. Warto te różnice widzieć, rozumieć, podkreślać, podziwiać i jednocześnie doceniać. Tym bardziej, że wystawa dedykowana jest bliskim autorce kobietom, które zmagają się z rakiem piersi. Zgadza się, pamiętajmy o tym – nie wszystkie ciała da się zmierzyć jedną miarą.

Żywicielki, litograficzna kolekcja piersi

 

Źródło: Facebook wydarzenia

Zobacz też: Gigantyczne piersi na londyńskich dachach – powiedz STOP stygmatyzacji!

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.