Przejdź do treści

„Zostaw to ciało w świętym spokoju!” – Agata Ziemnicka i Kobiety bez diety! Dlaczego dla własnego dobra lepiej się w ogóle się odchudzać?

Kobiety bez diety - czyżbyśmy robiły kolejny krok ku sobie? || Fot: Facebook Kobiety bez diety

Pogoń za idealną sylwetką, wieczna dieta, ćwiczenia aż do braku tchu i nieustanna krytyka – krytyka samej siebie. I chociaż teoretycznie punktem wyjścia jest chęć lepszego samopoczucia, to koniec końców lądujemy zazwyczaj w zupełnie innym miejscu. Niewątpliwie świadkami tego są dietetyczki, które zapewne milion razy w swoim życiu słyszały zdanie: „Muszę schudnąć!”. Czy oby na pewno muszę? „Zostaw to ciało w świętym spokoju!” – mówi w rozmowie z nami Agata Ziemnicka, jedna z siedmiu twórczyń Fundacji „Kobiety bez diety”.

Katarzyna Miłkowska: Dietetyczki mówiące diecie „nie” – chyba domyślasz się, że budzi to zdziwienie?

Agata Ziemnicka: Właściwie to nawet trochę o to chodzi. Przy czym nasze „nie” skierowane jest do osób zdrowych. Jeżeli ktoś musi stosować dany sposób żywienia, bo zmaga się np. z insulinoopornością, czy różnego rodzaju kłopotami ze strony układu pokarmowego, to na „nie” miejsca tutaj oczywiście nie ma. Często jednak bazowym problemem okazuje się nie tyle stan zdrowia, co chęć bycia ekstremalnie szczupłą.

To ciekawe, że decydujecie się o tym mówić. Wyobrażam sobie, że duża część Waszych pacjentek to właśnie kobiety, które chcą schudną i najzwyczajniej w świecie starają się jakoś sprostać wymaganiom diet culture.

Dokładnie tak jest! Szczerze mówiąc, w moim gabinecie pojawiają się głównie takie pacjentki. Część ma zaburzenia odżywiania i one wymagają zupełnie innej pomocy, ale gro z nich chce po prostu zrzucić kilogramy. I mówienie diecie „nie” wcale nie oznacza, że „zakazujemy” tym kobietom chudnięcia. Tym bardziej nie promujemy też otyłości – zupełnie nie o to chodzi.

Zobacz też: Te zdjęcia dają jasny przekaz – nasze ciała to nie są manekiny, piękno ma różną formę!

A zapewne mogą pojawić się tego typu komentarze.

Dlatego też ważne jest, żeby dokładnie posłuchać i otworzyć się na zrozumienie konceptu, jakim jest intuicyjne jedzenie. Jest ono czymś zupełnie przeciwnym, niż diety polegające na ekspresowym ograniczeniu dużej ilości kalorii, wszelkiego rodzaju mono-diety, czy też diety wyłączają całą grupę składników, jak np. dieta dr Dąbrowskiej, w trakcie której zupełnie przestajesz jeść białko. Nie mówię już nawet o korzystaniu z takich absurdalnych pomysłów, jak picie pszenicy, czy jedzenie przez kilka tygodni tylko samej kaszy. Tego typu rozwiązania, które na celu mają wyłącznie pozbycie się jak najwięcej tkanki tłuszczowej w jak najkrótszym czasie, są dla nas bez sensu. Zresztą nie tylko dla nas! To nie jest tak, że nagle kilka dietetyczek wymyśliło sobie, że zacznie mówić: Ludzie nie odchudzajcie się. Chcemy raczej powiedzieć:

Ludzie bądźcie zdrowi, dbajcie o siebie, ale nie korzystajcie przy tym z diet, które po prostu nie działają.

 

Będę adwokatem diabła – jak to nie działają? Przecież internet pełen jest niesamowitych przemian!

Jest to w pełni potwierdzone badaniami naukowymi. Po stosowaniu nieadekwatnych do potrzeb ciała diet, poziom tkanki tłuszczowej i ewentualny nadmiar kilogramów wracają z nawiązką. Kończy się to gorzej, niż było na początku.

To dlaczego my-kobiety wciąż jednak to sobie robimy?

Bo na piedestale stawiana jest szczupłość! Ciało, które jest zdrowe i ma dobrą wagę, ale nie mieści się w wymarzonym rozmiarze M, albo nawet L, przymuszamy do tego, żeby na siłę chudło. Nawet jeśli od zawsze miałaś mocniejszą budowę ciała, czyli dużą ilość tkanki tłuszczowej i mocne kości – mówisz nie i już! Nagle ma to być ciało drobne i wyglądać tak, jak wszystkie inne panie, które akurat w standardy diet culture wpisują się idealnie.

Bądź taka, jaka jesteś i odpuść sobie! Dopóki nie jesteś chora, dopóki nie masz problemów z układem pokarmowym, czy nie borykasz się z innymi trudnościami somatycznymi, to daj sobie po prostu luz. Zostaw to ciało w świętym spokoju!

 

Ale jak tu sobie ten spokój dać skoro sama mówisz, że koniec końców dieta powoduje przytycie?! Przecież tym bardziej trzeba się za siebie wziąć i na nowo starać się zredukować te „nadprogramowe” kilogramy – rozumiem, że tak zaczyna się błędne koło odchudzania?

Co więcej, popadasz w tym kole w irracjonalną wręcz obsesję. Biegniesz jak ten chomik w kołowrotku, a cała energia dotycząca cielesności i jedzenia jest w tym czasie skoncentrowana wokół tego, czego ci nie wolno. Cały czas trzeba coś ograniczyć – najpierw kalorie, później wielkość porcji, następnie konkretne składniki, szukasz kolejnych i kolejnych sposobów…

Czyli zupełnie tracimy rozeznanie w tym, co się tak naprawdę dzieje?

Tak, takie myślenie jest kompletnie odklejone od tego, czym ciało faktycznie jest i co dzięki niemu możemy zrobić – że możemy chodzić, rozmawiać, przyjaźnić się, uprawiać seks, smakować, pracować, doświadczać. Zamiast tego, zamykamy się w swego rodzaju pudełku, które musi wyglądać i to wyglądać w bardzo konkretny sposób. Tak, jak wszystkie inne ciała w gazetach – niezależnie od tego, czy są wyretuszowane, czy nie. Wybacz, ale nie wszyscy jesteśmy tacy szczupli, tak jak i nie wszyscy jesteśmy wysocy.

 

Wzrost i waga to chyba jednak coś innego. Kilogramy wydają się być czymś, nad czym „przejęliśmy” kontrolę.

Tylko wiesz… chęć bycia szczupłą i wpasowania się w panujący kanon powoduje kompletne odklejenie od rzeczywistych potrzeb ciała. Wręcz od odczuwania cielesności w ogóle, a co za tym idzie, także kobiecości. Nie jest to bowiem coś, co ogranicza się tylko do aspektu fizycznego. Potrafi generować szereg różnych problemów, od depresji po natręctwa, nerwice, zaburzenia seksualne, rozpady związków, relacji. Tak potwornie skupiasz się na własnym ciele, że nic więcej się nie liczy, a błędne koło osiągania tego, co jest po prostu niemożliwe, nakręca się tylko i wyłącznie jeszcze bardziej.

Brzmi to przerażająco, niebezpiecznie, wręcz nieludzko… A przecież nieraz w ogóle tego nie zauważamy.

Dlatego właśnie głośno mówimy STOP. Chcemy pokazać kobietom, żeby tego chorego kręgu w ogóle nie zaczynały.

Jeśli bowiem ciągle zabraniasz sobie kawałka czekolady, to w pewnym momencie myślisz już tylko o niej! Sęk w tym, że wtedy nie jest to przyjemna myśl, a wręcz poczucie popełniania jakiejś przerażającej zbrodni. Wyrzuty sumienia stają się gigantyczne, pojawia się wstyd i poczucie porażki.

A przecież tak naprawdę zjedzenie od czasu do czasu deseru jest czymś absolutnie normalnym! I to deseru z cukrem, a nie ksylitolem i z mąką, a nie ze zmiksowanymi kasztanami – prawdziwej słodkości z cukrem, mąką i masłem!

 

Już samo to, jak o tym mówisz, sprawia błogą przyjemność (śmiech).

No widzisz! A wyobraź sobie jak ten cukier, masło i mąkę własnoręcznie przerabiasz. Widzisz ile tego jest, co się tam znajduje, że to są prawdziwe składniki. Później wystarczy zjedzenie jednego kawałka i już wiesz, że to było to!

Dzięki daniu sobie przyzwolenia na cieszenie się wszystkim tym, co teoretycznie jest „zakazane”, nie czujesz, że zaraz rzucisz się na jedzenie. Wiesz, że może być pysznie, że możesz w tym maśle „być”, a jednocześnie nie musisz się za to dobijać. Nie napinasz się niepotrzebnie, kortyzol nie skacze, nie musisz też tkwić w poczuciu wiecznego prześladowania samej siebie.

Brzmi to niczym prawda objawiona, a przecież powinno być to coś zupełnie naturalnego.

Wiesz, sama przechodzę teraz etap, w którym w pewnym sensie wracam do korzeni. Staram się na swój własny sposób połączyć ciało z duszą. Koncept jest taki, żeby najzwyczajniej w świecie móc się w odpowiednim momencie zatrzymać i zapytać siebie:

Dobra, czego ja tak naprawdę chcę? Czego potrzebuję? Co lubię?

 

No dobrze, zadajesz sobie takie pytania i co dalej?

Akurat dzisiaj miałam właśnie taki dzień. Obudziłam się z poczuciem, że nie jestem w stanie nic zjeść. Rzeczywiście nie zrobiłam więc sobie śniadania, a normalnie Pani Dietetyczka zawsze rano je odpowiedni posiłek i koniec kropka – jestem pod tym względem dla siebie dość surowa. Co ciekawe, po dwóch godzinach poczułam, że wcale nie chcę owsianki, którą miałam zaplanowaną. Potrzebuję białka, pieczywa i bardzo dużej ilości pomidorów. Gdybym siebie o to nie zapytała, zjadłabym to, co było rozpisane – o to mi właśnie chodzi!

Owszem, czasem pewnie moje śniadanie nie będzie w związku z tym idealne. Dziś usmażyłam sobie jajko sadzone – czy to jest szał? Nie, ale kluczem jest to, że akurat właśnie tego potrzebowałam. Nawet jeżeli więc twoje ciało mówi ci, żebyś przez dwa tygodnie jadła cały czas czekoladę, to nie powinnaś przestawać go słuchać. Być może tak długo zabraniałaś sobie tej słodkości, że jak tylko poczuło wolność, to musi odreagować. Przysięgam, po dwóch tygodnia usłyszysz: Wszystko fajnie, ale teraz wolę coś sensownego. Teraz potrzebuję botwinki i to koniecznie z fetą, która właściwie jest ohydna, ale coś mnie w niej kręci. Powie ci to twoje własne ciało – nie dietetyczki, nie profesorowie.

Zobacz też: Nie da się zmierzyć WSZYSTKICH ciał jedną miarą – nie róbmy sobie tego!

Czyli wszystko co wiemy, mamy odstawić na bok?

Nie, nie chodzi tu o kompletne odejście od nauki – to byłaby skrajność w drugą stronę. Bardzo fajnie jest wiedzieć, że orzechy włoskie mają omega-3, a migdały są bogate w witaminę E. Kiedy np. masz problemy ze skórą, to siadasz i sprawdzasz, jakie składniki będą pomocne i na nich się skupiasz. Znajdujesz powiedzmy 50 produktów będących źródłem potrzebnych ci elementów i wtedy zadajesz sobie pytania o to, które z nich lubisz? Jaki jest teraz sezon? Na co masz ochotę?

Mam jednak wrażenie, że nauczyliśmy się na tyle narzędziowo traktować swoje ciała, że chyba ciężej jest odnajdywać w sobie te odpowiedzi na nowo, niż gdybyśmy zaczynali od zera.

Pewnie, że tak! Trzeba włożyć w to ogromny wysiłek, ale jest to naprawdę możliwe i przez lata tak przecież właśnie było. Czy to, że pojawiła się wielka nauka o żywieniu sprawiło, że nagle nikt nie może niczego zjeść sam, bo nie umie? Oczywiście, że umie! Być może trochę będzie trzeba poeksperymentować, popróbować, posprawdzać. Może przy okazji się przez to przytyje – a cholera to wie, może przytyjesz. No trudno! Jeśli będzie ci z tym źle, to zastanowisz się, co mogłabyś ewentualnie zmienić i najwyżej będziesz szukać dalej.

Dopóki nie jesteś chora, ty sama wiesz, co masz jeść. Kluczem jest jednak to, żeby odpuścić sobie myślenie o jedzeniu i aktywności fizycznej jedynie przez pryzmat potrzeby bycia szczupłą, czy wręcz wyjątkowo chudą – właśnie takiemu myśleniu Kobiety Bez Diety mówią „nie”.

 

Zobacz też: „Moje dziecko nie lubi swojego ciała!” Jak możemy pomóc dzieciom w samoakceptacji?

Ekspert

Agata Ziemnicka

Jestem dietetyczką i psycholożką. Zajmuję się zdrowym odchudzaniem lub zdrowym tyciem. Specjalizuję się w psychodietetycznej pracy z osobami odchudzającymi się i z zaburzeniami odżywiania, również z młodzieżą. Od 2006 roku prowadzę Centrum Psychodietetyki RÓWNOWAGA. Odbywają się tam konsultacje indywidualne oraz warsztaty. Z Olgą Kwiecińską prowadziłam program kulinarno-dietetyczny w TVN Style „REWOLUCJA NA TALERZU“. Następnie, w tym samym kanale,  program o zdrowym gotowaniu “Szczypta Smaku”. Wydałam książki kulinarne z przepisami z programów oraz najnowszą SOKI I KOKTAJLE W MINUTĘ. Jestem mamą Niny i Gai. Uwielbiam jeść i gotować

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Czytajmy i żyjmy dobrze w 2020!

Oto 10 książek, które ukazały się w 2019 roku, Warto je przeczytać, zagłębić się w te fascynujące historie. Nie tylko słupki czytelnictwa skoczą do góry, ale przede wszystkim poprawi się nasze samopoczucie. Czytajmy, bo bez tego nie da się żyć dobrze!

„Tamara Łempicka” – Virginie Greiner, Daphne Collignon Wyd. Marginesy

Fascynujący portret wolnej, niezależnej i silnej kobiety. Tamara Łempicka, gwiazda paryskiej bohemy, przyjaźni się z Andrem Gidem i Jeanem Cocteau i to w ich towarzystwie spędza wieczory w nocnych klubach miasta. Noce należą do kobiet lub mężczyzn, w zależności od tego, kogo wybierze nowoczesna artystka. Świetnie narysowany portret czołowej artystki stylu art deco.

„W niemieckim domu” – Anette Hess Wyd. Literackie

Główna bohaterka, Ewa, młoda tłumaczka dostaje zadanie – ma przetłumaczyć zeznania świadków podczas rozprawy sądowej –jest rok 1963, a to pierwszy w mieście proces przeciw funkcjonariuszom SS, którzy służyli w Auschwitz. Młoda, nie znająca przeszłości dziewczyna, nie zdaje sobie sprawy, że ten proces odmieni życie jej i mieszkańców miasteczka.

„Warto poczekać” – Liliana Fabisińska, Maria Fabisińska Wyd. Silver

Nowe wydawnictwo, nowy pomysł – założeniem jest publikowanie historii o zwykłym życiu, w którym każde pokolenie znajdzie inspirację. Tym razem to historia Doroty, której życie nie układa się tak, jak sobie wymarzyła – dzień urodzin nie jest szczęśliwym podsumowaniem, tylko dniem, w którym troski zdają się wychodzić z każdego kąta. Ale los ma własny plan… Książka ze specjalną czcionką, ułatwiającą czytanie.

„Podróż na okręcie Beagle” – Karol Darwin Wyd. Marginesy

Rewelacyjna opowieść o odkrywaniu nieznanego, dziewiczego świata, na którym nigdy nie stanęła stopa człowieka – to dzięki tej wyprawie oraz obserwacjom fauny i flory genialny przyrodnik Karol Darwin stworzył teorię ewolucji. Ten dziennik podróży czyta się jak powieść przygodową!

„Dobra zmiana” – Katarzyna Kłosińska, Michał Rusinek Wyd. Znak

„Polska w ruinie”, „Mordy zdradzieckie”, „Seksualizacja dzieci” wejdą na stałe do polskiego słownika. Jak wpływa na nas język, który codziennie słyszymy? Co staje się z naszą codziennością i postrzeganiem świata? Dwoje językoznawców śledzi i obserwuje język, który od 2015 do 2019 atakuje nas z telewizji, radia i prasy. Genialny słownik „nowej” nowomowy.

„Światła wojny” – Michael Ondaatje Wyd. Albatros

Autor „Angielskiego pacjenta” wraca z kolejną powieścią. Główny bohater, 14-letni Nathaniel, żyje w powojennym Londynie i próbuje zrozumieć swoją historię – rodzice zostawili go wraz z siostrą pod opieką kryminalistów. Co staje się ze zdradzonym dzieckiem, kiedy dorośnie? Czy odnajdzie się w rzeczywistości? Świetna powieść, wspaniały materiał na następny przebój kinowy?

„Nasze życie” – Marie-Helene Lafon Wyd. Literackie

Gordana to piękna, ale bardzo skryta kasjerka, pracująca w sklepie Franprix w Paryżu. Z nikim nie rozmawia, nie sposób z nią wejść w relację, choćby krótką. Pewnego dnia z jej portfela wypada zdjęcie, rodzinna pamiątka. Widzi to Jeanne, klientka. Postanawia nakreślić życie Gordany, a przy okazji przyjrzeć się swojemu.

„Dzienniki 1950-1962” – Sylvia Plath Wyd. Marginesy

Jedna z największych poetek XX wieku przez całe swoje krótki życie pisała dzienniki – pisała o wszystkim: o zmartwieniach, lękach, namiętnościach, małżeństwie z Tedem Hughesem – później o rozstaniu, samotnym macierzyństwie, braku pieniędzy. Te dzienniki to ostatnie 12 lat jej życia – przejmujący autoportret Sylvii Plath.

„Maszyny takie jak ja” – Ian McEwan Wyd. Albatros

Znamy trójkąty – jeśli nie z autopsji, to z filmu, literatury lub z życia znajomych. Takiej jednak konfiguracji, jaką wymyślił Ian McEwan jeszcze nie spotkamy w życiu. Główny bohater, Charlie (bogaci przedstawiciele klasy średniej w Londynie mogą sobie sprawić robota) kupuje Adama i wraz ze swoją dziewczyną programuje go tak, aby odpowiadał ich potrzebom. Jednak nie wszystko idzie po myśli właścicieli  – okazuje się, że nie tylko staje się on źródłem konfliktów, ale ma wielką wadę – nie umie kłamać.

„Poezje zebrane (1931-1944)” – Zuzanna Ginczanka Wyd. Marginesy

Julian Tuwim odkrył jej talent poetycki. Zamordowana w 1944 wybitna poetka i legenda przedwojennej cyganerii, wydała jeden tom poezji. Pozostał po niej jednak spory dorobek literacki i każda nowa publikacja wzbogacona jest o odnalezione utwory – poezja Ginczanki to liryzm połączony z poczuciem humoru i sarkazmem . Kto ma niedosyt w odkrywaniu poetki, będzie zachwycony.

„Czarne lustro. Po drugiej stronie” – Charlie Brooker, Annabel Jones Wyd. Insignis

To zdecydowanie jeden z najgłośniejszych seriali ostatnich lat. „Czarne lustro” stało się globalnym fenomenem, historiami, które były science fiction w 2010 roku, a kilka lat później oglądaliśmy je w newsowej rzeczywistości. To książka o tym, jak powstawał kultowy serial i skąd twórcy czerpią pomysły. Rozmowy fascynujące jak film.

 

 

 

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Czytajmy dzieciom!

Czytanie dzieciom to obowiązek każdego rodzica. Ta zasada powinna być zapisana w prawach dziecka. Dzięki temu nie tylko rozwija się mózg i wyobraźnia małego człowieka. Udowodniono, że dzieci, którym rodzice czytają, lepiej mówią i maja mniej problemów z nauką. Oto 13 książek z 2019, które koniecznie przeczytajcie swoim pociechom w Nowym Roku.

 „Tato, ta ci się udała”– Zdenek Sverak Wyd. Dwie Siostry

Mamy, jak wiadomo mają ręce pełne roboty. Tak jak mama Petrzika i Petruszki. Pewnego razu prosi więc tatę, aby wyręczył ją w opowiadaniu bajek na dobranoc. Czy jednak tata będzie potrafił opowiadać tak wspaniałe historie jak mama?

„Gdy do domu przyszła za mną przyjaźń” – Paul Giffin  Wyd. Nasza Księgarnia

Większość życia spędził w domach dziecka, jego jedynymi przyjaciółmi są książki science fiction. To Ben, który pewnego dnia przygarnia bezpańskiego psa i równocześnie w jego życiu pojawia się Halley, tęczowa dziewczynka. Życie już nie będzie takie samo. Razem piszą książce o akrobatce z lękiem wysokości. Nagradzana, wspaniała książka nie tylko o przyjaźni.

„Tippi i ja” – Sarah Crossan Wyd. Dwie Siostry

Poruszająca i wielokrotnie nagradzana opowieść o bliźniaczkach syjamskich. Całe życie muszą słuchać komentarzy na swój temat – często niewybrednych. Kiedy kończą się pieniądze na nauczanie domowe, siostry muszą pójść do szkoły publicznej, gdzie nie będzie łatwo. Połączone na zawsze, kochają się bezwarunkową miłością. A dzieci, dzięki takim historiom, uczą się szanować odmienność.

„Renomowany katalog Walker&Dawn” – Davide Morosinotto Wyd. Dwie Siostry

Niesamowita, przygodowa powieść, która pozwoli przemierzyć Stany Zjednoczone. Czwórka przyjaciół znajduje trzy dolary i w katalogu sprzedaży wysyłkowej zamawia rewolwer. Zamiast niego w przesyłce znajdują stary, zepsuty zegarek. Okazuje się jednak, że ten przedmiot może mieć niesamowitą wartość – przyjaciele ruszają na pełną niebezpieczeństw wyprawę.

„Opowieści o zwierzętach, które zmieniły świat” – G.L Marvel Wyd. Znak

Cher Ami to gołębica, która uratowała wielu ludzi, Balto – pies, który uratował życie wszystkim dzieciom w miasteczku. Jambo, goryl, uratował dziecko, a niedźwiedzia Wojtka wszyscy znamy. Jest tu także historia kota Schrodingera, który jest i jednocześnie go nie ma. Teraz już koniecznie musicie zajrzeć do tej książeczki, bo te historie są niewyobrażalne, a jednak się wydarzyły!

„Ogród do składania” – Joan Aiken Wyd. Dwie Siostry

Kto lubi poniedziałki??? Nikt. Ale szczególnie nie lubią ich Harriet i Mark. W ten dzień wszystko nie jest codziennością – rodzeństwo musi walczyć z czarownicami, duchami i goblinami. A wszystko to za sprawą życzenia, które kiedyś nieopatrznie wypowiedziała mama. Ta zachwycająca powieść należy do klasyki brytyjskiej literatury dziecięcej.

„Śmierć przy myciu zębów” – Mai Thi Nguyen- Kim

Fascynująca podróż po świecie chemii, w którym przewodnikiem jest popularyzatorka nauki z Harvardu. Dowiemy się dlaczego budzik to nie najlepszy pomysł na budzenie, jak bronić się przed trickami marketingowymi, dlaczego pot jest tak nieprzyjemnym zapachem i jak działają dezodoranty. Bardzo użyteczna wiedza!

„Milion miliardów świętych Mikołajów” – Hiroko Motai, Marika Maijala Wyd. Dwie Siostry

Święta co prawda za nami, ale tę książkę warto zachować do przyszłego roku i przeczytać ją wszystkim wątpiącym w istnienie i możliwości świętego Mikołaja. Świetnie zilustrowana, zabawna opowieść o tym, co ważne.

„Śnieżna siostra” – Maja Lunde Wyd. Literackie                                

Skandynawska opowieść wigilijna, którą warto przeczytać nie tylko w święta. Wigilia to ulubiony dzień w roku Juliana, który tego dnia obchodzi także urodziny. Jednak rodzice nei mogą pogodzić się ze śmiercią jego starszej siostry i wygląda na to, że święta będą odwołane. Czy uda mu się uratować święta?

„Atlas odkrywców dla niepoprawnie ciekawych świata” – Michał Gaszyński, Piotr Wilkowiecki Wyd. Insignis

Napakowany mnóstwem informacji, niezwykły atlas dla odkrywców małych i dużych. Informacje o kulturze, historii, ekonomii, przyrodzie, geografii, wydarzeniach sportowych.

„Niesamowite budowle” – Michał Gaszyński Wyd, Insignis

Krzywa wieża w Pizie, muzeum Guggenheima, Kreml, Piramidy w Gizie to tylko kilka budowli, które ukształtowały świat, w którym żyjemy. Dzięki tej niesamowitej przejażdżce po świecie, dzieci poznają najwspanialsze budowle, ich sekrety i dowiedzą się, na czym polega ich wyjątkowość.

„Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? (Prawie wszystkie sekrety ludzi i zwierząt) –Dorota Sumińska Wyd. Literackie                  

No właśnie, dlaczego niektóre grzyby są trujące, a właściwie dlaczego bez grzybów nie będzie drzew? Dlaczego skunks śmierdzi? Skąd wziął się pępek i dlaczego nie pamiętamy, co robiliśmy w brzuchu mamy? Dzieci znajdą tu odpowiedzi na ponad trzysta pytań, których udziela miłośniczka zwierząt, lekarz weterynarii i pisarka Dorota Sumińska. Wspaniała encyklopedia wiedzy!

Turonie, żandary, herody” – Anna Kaźmierak Wyd. Dwie Siostry

Cymprownicy, cymber, szczodrak, pucheroki, siuda baba – to tylko niektóre z wyrazów, które pojawiają się przy okazji polskich świąt. Warto poznać te nazwy – aby nie odeszły w zapomnienie. Przy takiej zabawie, jaką będą miały dzieci czytając tę książkę i wykonując polecenia, na pewno łatwiej pozostaną w pamięci.

„Skąd przyszedł pies?” – Dorota Sumińska Wyd. Literackie

„Pies przyszedł z lasu, a nim to się stało, człowiek nie wiedział jeszcze, że jest człowiekiem, a pies nie był psem”. Tak zaczyna się ta fascynująca opowieść o największym przyjacielu człowieka – o tym, jak stał się psem i jak wyglądało wspólne życie ludzi i psów. Dorota Sumińska zadaje pytanie – czy człowiek jest najlepszym przyjacielem człowieka? Niestety, nie zawsze…

Astrofizyka dla młodych zabieganych” – Neil De Grasse Tyson Wyd, Insignis

Świetny przewodnik po wszechświecie nie tylko dla wielbicieli fizyki. Chociaż będzie jej tu całkiem sporo. Młodzi czytelnicy znajdą tu odpowiedzi na najbardziej skomplikowane zagadnienia, podane w prosty sposób – czym są odległe galaktyki czy czarne dziury. Dzięki tej książce dzieci będą wiedziały o co chodzi z tym kosmosem.

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Jak blisko to zbyt blisko. Czy rodzice i dzieci mogą się przyjaźnić?

Parentyfikacja to odwrócenie ról - rodzic staje się zależnym dzieckiem – fot. 123rf

Matka zawsze najpierw kojarzy się z czułością, opieką i oddaniem dziecku. Takie skojarzenia ma każdy z nas, niezależnie od tego, czy matczynej opieki doświadczył, czy też nie. Swietłana Aleksijewicz w „Cynkowych chłopcach” pisze, że każdy z młodych żołnierzy na chwilę przed śmiercią lub w momencie największego cierpienia wzywał matkę.

Chcemy wierzyć, że matka będzie zawsze, że zawsze będzie zainteresowana i pomocna. A przecież nie zawsze tak jest.

Kultura dostarcza nam różnych przykładów matek, których zachowanie dalekie jest od opiekuńczego. Rafał, filmowy syn Krystyny Jandy z „Kochanków mojej matki” jest niedożywiony i zaniedbany, ale jego cierpienie jest znacznie bardziej dotkliwe. Oglądanie matki z kolejnymi mężczyznami jest stałą częścią jego dorastania. Joan Crawford sportretowana w  „Najdroższej mamusi” jest narcystyczna, być może nawet psychotyczna, a na pewno okrutna wobec swoich dzieci. Porzuca je emocjonalnie, wpada w furie, jej dzieci nigdy nie mogą poczuć się bezpiecznie przy matce, która nie ma żadnej kontroli nad swoimi emocjami.

Różne formy zaniedbania

Ale są też innego rodzaju nadużycia wobec dzieci, znacznie mniej drastyczne, a jednak skutkujące poważnymi konsekwencjami. Zaniedbanie, którego doświadcza wiele dzieci wiąże się z tym, że są niewidziane. Oznacza to, że ich potrzeby są nie dostrzegane zupełnie lub błędnie rozumiane. Bywa, że matki są nadmiernie krytyczne wobec dzieci lub mają oczekiwania nieadekwatne do ich możliwości. Czasami rodzice mają wyobrażenia, że dzieci są zbyt małe, by coś rozumieć lub też, że z pewnymi sytuacjami radzą sobie lepiej niż dorośli. Może się wydawać, że najważniejsze to zapewnić dziecku opiekę, fizyczną obecność dorosłego, które zadba o jego podstawowe potrzeby. Jednak poważnym zaniedbaniem wobec dziecka jest na przykład przenoszenie go z miejsca na miejsce, wspieranie się pomocą ze strony zmieniających się dorosłych, nieznanych dziecku.

Czasami rodzice wymagają od dzieci dowodów miłości, przywiązania lub też chcą zmusić dzieci do posłuszeństwa. Robią to często w bardzo manipulacyjny sposób. Czasami bardzo już dorośli ludzie opowiadają, jak mama „umierała” na ich oczach, kiedy byli niegrzeczni czy chcieli coś osiągnąć, jak chorowała, bo dziecko zachowywało się w sposób, którego nie mogła znieść.

Zobacz też: Matki i córki – trudne relacje

Matki i córki

Relacje matki i córki jest specyficzna. Córka patrząc na matkę uczy się różnych życiowych ról. Jeśli ta relacja jest wystarczająco dobra, to różnego rodzaje niepowodzenia, rozczarowania i zawody można zaakceptować. Ale jeśli nie, to nie tylko będzie to trudna relacja, ale również odnalezienie się w roli kobiety, matki, żony, czy przyjaciółki będzie dla córki trudne. Odrzucając matkę, może również odrzucić siebie w różnych rolach.

Tym, co chroni córki przed różnymi formami nadużyć ze strony matki są granice. Wiele kobiet zna uczucie, kiedy matka zwierza się jej z problemów z mężem, a jej ojcem. Wiele kobiet regularnie odbiera telefony od matek narzekających na swoich mężów, płaczących z bezsilności, przeklinających każdy dzień z nim spędzony. Słuchają jak ich matki cierpią, ale też są wciągane w intymną relację rodziców, do której nie chcą i nie powinny mieć takiego dostępu.

Jest to dość częsty sposób, w jaki granice pomiędzy matkami i córkami mogą zostać zachwiane. Co też tym trudniej zauważyć, że dzieci, nawet już bardzo dorosłe chcą pomagać swoim rodzicom, chcą by czuli oni się możliwie jak najlepiej, nawet jeśli odbywa się to ich, dzieci, kosztem.

Dziecko jako przedłużenie rodzica

Rodzice szczególnie narcystyczni traktują swoje dzieci jako przedłużenie siebie. Oczekują, że dzieci będą zachowywały się w określony sposób, miały określone osiągnięcia i przede wszystkim nieustannie odpowiadały na potrzeby rodzica. Narcystyczna matka może dawkować swoją miłość i zainteresowanie dzieckiem w zależności od tego, jakie ma ono osiągnięcia lub wycofywać się z relacji, jeśli na przykład dziecko zechce realizować swoje potrzeby. Może posunąć się do różnych, najbardziej skrajnych manipulacji, żeby uzyskać to, czego chce. Bycie blisko z takim rodzicem często skutkuje utratą poczucia własnej wartości, a nawet poczucia, kim się jest i czego się pragnie. Nawet kiedy narcystyczny rodzic wycofuje się z życia dziecko, ponieważ ono dorasta, jest ciągle obecny w kolejnych relacjach. Nadal szuka się pochwał, nadal jest się przekonanym, że na miłość trzeba zasłużyć, podobnie jak na bycie widzianym i słyszanym.

Zobacz też: Czy dobrze zrobiłam? Czyli o tym, że można żałować decyzji o macierzyństwie

Odwrócenie ról

Czasami rodzice szczerze kochają swoją dzieci. Zdają się robić wszystko, by o nie dbać, ale jednocześnie nie są zdolni podejmować pewnych decyzji, nie potrafią zadbać o siebie samych, czasem nawet na bardzo podstawowym poziomie. Są bardzo nieporadni i nieszczęśliwi, a jednocześnie nie potrafią pomóc sobie inaczej niż korzystając ze wsparcia ze strony dziecka. Przejmuje ono wówczas rolę pocieszyciela, opiekuna, doradcy. Zajmuje się na przykład chorym rodzicem lub też wysłuchuje smutków depresyjnej matki.

Na pozór w tego typu rodzinach relacje mogą wydawać się poprawne i bardzo bliskie. Dziecko może zdawać się być nadmiernie dojrzałe, ale jednocześnie otrzymuje z tego powodu liczne pochwały. Jest utrzymywane w tej pozycji. Sytuacja taka wiąże się z odwróceniem ról w rodzice – rodzic w jakimś sensie staje się zależnym dzieckiem, a rzeczywiste dziecko staje się dorosłe. Zjawisko to nazywa jest w psychologii parentyfikacją. Osoby, które parentyfikacji doświadczyły często przez całe życie zmagają się z rolą pocieszyciela i ratownika, gdziekolwiek pójdą i w jakiejkolwiek relacji z drugim człowiekiem się znajdą.

Pomiędzy rodzicami i dziećmi nie ma równości. Jakkolwiek byśmy tego pragnęli, niezależnie od tego, jak bardzo chciałoby się blisko ze ojcem czy matką, granice pomagają nam zyskać zdrową niezależność. Rodzice natomiast zawsze pozostaną rodzicami i zawsze w relacji z nimi będzie rodzaj zależności. Inaczej niż w przyjaźni. W relacji z przyjacielem obie strony mają podobne prawa, oczekiwania, wyobrażanie, możliwości.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Alternatywka, czyli parę słów o języku młodych

Młodzieżowe Słowo Roku
Konkurs na Młodzieżowe Słowo Roku odbywa się od 2016 r.

Polacy nie gęsi, iż swój język mają. – napisał przed wiekami klasyk. Swój język ma też polska młodzież, o czym każdy rodzic wiedzieć powinien. Jeśli po powrocie z pracy słyszysz Eluwina! z ust dziecka, spokojnie – ono po prostu się wita. A Ty powinieneś/powinnaś przeczytać poniższy tekst.

Od 2016 roku Wydawnictwo Naukowe PWN organizuje konkurs na Młodzieżowe Słowo Roku. Jest wybierane przez internautów, a więc i nastolatki. Ich kreatywność zdaje się nie mieć granic: zastąpiły anglosaski weekend swojskim dwudzionkiem, wyrazu dzban używają w charakterze obelgi (o kimś tępym, mało rozgarniętym), a przymiotnik masny służy im do określenia czegoś fajnego lub… tłustego. Słowa zgłoszone do plebiscytu zostają przeanalizowane przez językoznawców, a sam konkurs ma na celu nie tylko zabawę. Z jednej strony dobrze świadczy o wyobraźni polskich nastolatków, z drugiej – stanowi odpowiedź na falę anglicyzmów przenikających do naszego języka.

Zobacz też: WOŚP vs. wyzwania!

Pociśnij (czytaj) dalej…

Spragnionych wiedzy na temat młodzieżowego slangu odsyłamy do internetowego słownika miejski.pl. Liczy setki, jeśli nie tysiące wyrazów. Nie każdy z nich wymaga szczegółowej definicji, bo np. taki zwyklak (ktoś nader przeciętny) ma na tyle przejrzystą budowę, iż mówi sam za siebie. Rodziców o bardziej socjologicznym zacięciu z pewnością zainteresuje fakt, że język dzieci dostosowuje się do obrazu współczesnego społeczeństwa. Jesteś mamadżerką (młodą matką na stanowisku menadżerskim)? Nic, tylko pogratulować! Nie lubisz, gdy twoja pociecha spędza długie godziny z telefonem w ręku, więc dajesz jej szlaban? A czy sama przypadkiem nie cierpisz na smartficę (chorobliwe uzależnienie od telefonu komórkowego)? Pamiętaj – bierze przykład z ciebie.

Zobacz też: Świąteczna depresja

…i nie lachaj się (nie śmiej się) z nas

Jak wydać, młodzież jest wrażliwa na zmiany zachodzące w naszym otoczeniu. Ukuła nawet nieco kpiarskie określenie odjaniepawlić, którym niejako dystansuje się od kultu polskiego papieża i kościoła w ogóle. Na podstawie przytoczonych wyrazów łatwo wysnuć wniosek, iż powinniśmy ostrożnie oceniać język nastolatków. To prawda, że bywa kąśliwy, a nawet wulgarny w odniesieniu do rzeczywistości. Ale to właśnie my, ludzie dojrzali, ją kształtujemy. Dzieci są bardzo świadome. Prześmiewczo odnoszą się do wyścigu szczurów i kwestii politycznych. Słysząc młodzieżowy slang, możemy wzruszyć ramionami: jakie to dziwaczne i głupie. Tyle tylko, że on jest jak zwierciadło, w którym odbija się nasz świat – świat dorosłych.

Bartosz Jaster

Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonat i badacz historii, miłośnik literatury faktu. Członek Fundacji Rozszczepowe Marzenia, niosącej pomoc dzieciom z wadami wrodzonymi.