Przejdź do treści

Jak komórka, tablet i komputer wpływają na dziecko? Cyberchoroby plagą XXI wieku

Jak komórka, tablet i komputer wpływają na dziecko?
Aż 1,2 miliona dzieci w wieku od trzech do ośmiu lat jest regularnie online – fot. Pixabay

Pewnie nie raz byłeś świadkiem sytuacji, kiedy dzieci zamiast wspólnie brykać na trawie lub chodzić po drzewach, podłączone są do ipadów lub smartfonów, nie zauważają świata ani  siebie, tylko bezmyślnie wpatrzone w ekran  przeżywają swoje alternatywne życie.

Jak przekonuje niemiecki neurobiolog i psychiatra Manfred Spitzer, media cyfrowe zakłócają rozwój mózgu i prowadzą do uzależnień. Tylko kontrola i ograniczanie czasu spędzanego przez dziecko przed ekranem może sprawić, że je ocalimy.

Powinniśmy zdać sobie sprawę, że ocalenie zależy od nas. Nie bez powodu Bill Gates pozwolił swoim dzieciom korzystać ze smartfonów w wieku 14 lat. Przecież doskonale zdaje sobie sprawę, jakie zagrożenie niesie ze sobą niekontrolowany dostęp do wirtualnej rzeczywistości.

Czy nie odnosisz wrażenia, że życie toczy się tylko online? Dokucza ci samotność? Zmieni to Facebook. Miłość? Znajdziesz tylko na serwisach randkowych. Nadwaga? Ściągnij sobie aplikację z dietą. Głodny? Wystarczy wejść na jeden z miliona blogów – dzisiaj prawie każdy jest świetnym kucharzem.  Potrzebujesz pieniędzy? Kredyt online czeka na ciebie. Nie mówiąc o mapach, przelicznikach kalorii, licznikach kroków etc. Prawdę mówiąc już teraz nie wyobrażamy sobie życia bez smartfona, myśl o zgubieniu czy choćby porannym zapomnieniu wzięcia go z domu wprawia nas w drżenie.

Niemiecki neurobiolog i psychiatra, Manfred Spitzer po raz kolejny bije na alarm. W latach dziewięćdziesiątych wydał książkę „Uwaga, ekran”, w której przestrzegał przed negatywnymi skutkami telewizji na mózg dzieci.

Kilka lat później w „Cyfrowej demencji” udowadniał jak bardzo wirtualna rzeczywistość niszczy umiejętności, takie jak samodzielne myślenie i zakłóca uwagę oraz orientację przestrzenną. Po tej książce okrzyczano go psychiatrą –chuliganem, który z „niepełnymi i błędnymi” tezami jeździ po kraju, wykorzystując sezon ogórkowy 2012 do reklamowania swojej książki za pomocą demagogicznych uproszczeń.

Zobacz też: Praca dla trolla, czyli jak nami manipulują w internecie

Zagrożenie dla dzieci

Dzisiaj, po czterech latach od „cyfrowej demencji” mówi się powszechnie o niepożądanych skutkach cyfrowej technologii informacyjnej.

Wyniki sondażu przeprowadzonego na próbie reprezentatywnej złożonej z tysiąca niemieckich obywateli na temat „zdolności zapamiętywania i cyfrowych funkcji pamięci” są zatrważające.

W kolejnej książce „Cyberchoroby” Spitzer podsumowuje swoje wieloletnie badania oraz ostrzega, co może zagrażać naszym dzieciom, jeśli pozwolimy im istnieć głównie w wirtualnej rzeczywistości.

Dozwolona dawka

Jak wykazują statystyki, współczesne społeczeństwa wysoko rozwinięte już dawno przekroczyły  dozwoloną dawkę, którą można zaakceptować, zwłaszcza jeśli chodzi o dzieci i młodzież.

W dzisiejszym świecie dopuszczamy dzieci do świata cyfrowego, zanim zaczną chodzić i mówić, a w wieku 12-16 lat spędzają one w nim nawet 7, 5 godzin dziennie. Błyskawiczne rozpowszechnienie smartfonów w ciągu ostatnich pięciu lat zmieniło ten stan wyłącznie pod jednym względem: zakres wykorzystywania cyfrowej technologii informacyjnej gwałtownie wzrósł, ponieważ smartfon jest w zasięgu naszej ręki (i naszych dzieci) prawie przez 24 godziny na dobę – od budzenia, poprzez czytanie porannych newsów, sprawdzenia Facebooka etc.

Już nie pytamy nikogo o drogę – mapę mamy w kieszeni, nie pytamy sąsiadów, jak uruchomić pralkę – wystarczy otworzyć internet. Nasze dzieci nie zadają nam pytań. Przecież tyle razy sami odsyłaliśmy je do Googla, który często jest szybszy i dokładniejszy od nas.

Zobacz też: W sieci nie jesteś anonimowy. Cyfrowy ślad zdradza, ile zarabiasz, i zawyża ceny produktów

Droga donikąd

Konsekwencje takiego postępowania są zatrważające:

Po pierwsze:

mózg dzieci nie jest dojrzały, do rozwoju potrzebują one określonych warunków i doświadczeń , których przez cyfrowe media nie nabędą.

– wspólnego czasu z rodzicami i rodzeństwem – przytulania, przepychanek, kontaktu wzrokowego i dialogu, okazywania uczuć, pomocy i sprzeczek, pocieszania, rozwiązywania problemów ,

– ruchu na świeżym powietrzu i doświadczeń w rzeczywistym świecie  aż po doświadczenie zmysłowe, pokonywanie przeszkód i realizację własnych pomysłów i projektów.

Młodzi ludzie nie są w stanie ocenić, co jest dla nich dobre, a co nie. Tak jak z cukrem, który przez to, że jest ogólnie i w każdej chwili dostępny – jest potencjalnym zagrożeniem dla maluchów. Gdybyśmy nie stawiali granic, jadłyby je codziennie w olbrzymich ilościach. W tej sytuacji nie mówimy: „Same wiedzą, co jest dla nich najlepsze”, tylko wydzielamy im porcje lub  ustalamy „słodkie dni”.

Zobacz też: UNICEF: Jeden na trzech użytkowników internetu to dziecko

Działania uboczne

Spritzer  nie jest wrogiem technologii, chodzi mu o niepożądane działania uboczne – podobnie jak w farmakologii. Tam także mamy nie tylko działania korzystne i pożądane, ale też skutki uboczne. Wiadomo także, że owe działania uboczne mogą być odmienne w zależności od wieku. Nieprzebadanego medykamentu raczej nie podajemy sobie, a tym bardziej swoim dzieciom.

Dzieci  poruszają się samodzielnie w cyfrowym świecie. Aż 1,2 miliona dzieci w wieku od trzech do ośmiu lat jest regularnie online. Dzieci, które nie potrafią jeszcze czytać i pisać, rozpoznają symbole umożliwiające im korzystanie z internetowych ofert. Musimy je edukować i kształcić, żeby wiedziały jak się bronić i żeby wirtualna rzeczywistość była pomocnym narzędziem, a nie ich światem.

Jeśli pozostawimy ich zdrowie i umysły kilku bogatym firmom, dla których zyski ważniejsze są od dobrostanu kolejnego pokolenia, popełniamy błąd, którego skutki mogą być bardzo poważne.

Zobacz też: Nauki ścisłe nie muszą być nudne. Polscy uczniowie wykorzystali je w kosmicznych wynalazkach

Konsekwencje cyfrowej technologii

Do psychicznych i społecznych konsekwencji cyfrowej technologii informacyjnej należą: lęk, deficyty uwagi, stres, bezsenność, brak ruchu, a co za tym idzie otyłość, problemy w relacjach, rozwody, depresja i osamotnienie.

Amerykańscy naukowcy dowiedli niedawno w badaniu eksperymentalnym, że skłonność do grania w gry na komputerach i smartfonach, prowadzi do bezsensownych czynności, nie mających nic wspólnego z myśleniem, natomiast sprzyjających umysłowej nieobecności.

Jeśli chodzi o procesy towarzyszące edukacji udało się już dosyć dobrze udokumentować negatywne skutki korzystania ze smartfonów – zebrane dane jasno pokazują zakłócanie procesów uczenia się i osłabienia osiągnięć akademickich. Uzależnienie od internetu i gier, zakorzeniło się w naszych społeczeństwach na dobre i na pewno będzie wyzwaniem dla systemu opieki zdrowotnej.

Rodzice, którzy są w kontakcie ze swoimi dziećmi, świetnie zdają sobie sprawę, jak bardzo cyfrowe życie szkodzi ich dzieciom, jak kradnie czas, który powinien być poświęcony na inne czynności wspierające rozwój (sport, majsterkowanie, muzykowanie, zabawa na podwórku, chodzenie po drzewach, etc).

Naukowcy radzą rodzicom dzieci i młodzieży ograniczać im czas korzystania ze smartfonu do 60 minut dziennie (szczególnie w przypadku gier). Pamiętajmy, że rozsądnie stosowana cyfrowa technologia informacyjna może ułatwić nam życie, czasem nawet ratować.

Nie zapominajmy jednak o skutkach ubocznych i zagrożeniach – szczególnie o uzależnieniach. Także o tym, że to głównie od nas samych uczą się nasze dzieci. Dlatego szczególnie, kiedy jesteśmy z nimi, warto wyłączyć smartfon i odejść od komputera.  Bo ani Skype ani e- mail czy sms nie zastąpi realnego spotkania.

Źródło: Manfred Spitzer „Cyberchoroby”

Wydawnictwo: Dobra Literatura

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Meningokoki – czy Mazowsze będzie miało program darmowych szczepień?

meningokoki
Fot:choreograph / 123RF Zdjęcie Seryjne

Programem szczepień ochronnych przeciwko meningokolom, miałyby zostać objęte dzieci z Mazowsza, które nie ukończyły pierwszego roku życia. Na trwającą trzy lata akcję samorząd planuje przeznaczyć 3 mln złotych.

Bezpłatne szczepienia przeciwko meningokokom na Mazowszu

Choroba meningokokowa, najbardziej zauważalna w województwie mazowieckim, jest szczególnie groźna dla niemowląt pomiędzy 3. miesiącem a pierwszym rokiem życia. Może wywołać wiele chorób, a do najniebezpieczniejszych bez wątpienia zalicza się sepsa i zapalenie opon mózgowych.

Najskuteczniejszą metodą zapobiegającą zakażeniu, są zalecane przez Ministerstwo Zdrowia, ale nie refundowane przez NFZ, szczepionki. Koszt jednej dawki (z dwóch lub trzech) wynosi od 200 do nawet 450 zł. I to właśnie cena jest w tym przypadku główną przeszkodą, powstrzymującą rodziców przed zaszczepieniem dziecka. Samorząd wojewódzki, chcąc umożliwić darmowe szczepienia, postanowił przeznaczyć 3 mln złotych na trwającą trzy lata akcję. Aktualnie trwa ustalanie szczegółów, a jeśli wszystko zakończy się pomyślnie, akcja rozpocznie się w drugiej połowie 2020 roku.

Czym są meningokoki?

Meningokoki to gram ujemne bakterie chorobotwórcze, zwane inaczej dwoinkami zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych. Spośród 12 grup serologicznych, które zostały wyróżnione na podstawie różnic w budowie polisacharydowej otoczki, do najniebezpieczniejszych serogrup na świecie zaliczymy: A, B, C, W, Y. Z kolei najpowszechniejszym serotypem meningokoków w Polsce są te z grupy B i C.

Meningokoki – zagrożenie

Choć w większości przypadków kontakt z bakterią nie wiąże się z niebezpiecznymi konsekwencjami, to mimo wszystko meningokoki mogą spowodować:

  • zapalenie płuc,
  • zapalenie ucha środkowego,
  • ropne zapalenie stawów,
  • zapalenie opon mózgowych,
  • sepsę.

Zakażenie meningokami – objawy

Jak dochodzi do zarażenia meningokokami? Dwoinki zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych rozprzestrzeniają się drogą kropelkową lub przez bezpośredni kontakt z osobą chorą.

Z uwagi na fakt, że początkowe objawy zakażenia meningokokami, są bardzo podobne do przeziębienia, zdiagnozowanie choroby nie jest prostą sprawą. Do symptomów, które powinny zaniepokoić, i na które należy zwrócić uwagę zaliczymy:

  • gorączkę,
  • bóle stawów,
  • bóle mięśni,
  • nudności,
  • wymioty,
  • złe samopoczucie,
  • brak apetytu.

Jeśli pomimo przyjmowanych leków powyższe objawy nie ustępują, a wręcz przeciwnie – nasilają się, niezbędna jest natychmiastowa konsultacja lekarska.

W przypadku wystąpienia wysypki wybroczynowej, charakterystycznego objawu zakażenia meningokokami, należy niezwłocznie udać się do szpitala. Pamiętajmy – choroba rozwija się bardzo szybko, a w niektórych przypadkach może zakończyć się trwałymi powikłaniami, a nawet śmiercią.

Źródło: warszawa.wyborcza.pl

Zobacz też: Koronawirus – co należy o nim wiedzieć?

Grajmy, zwłaszcza w planszówki

Wprawdzie zimowe wieczory niedługo się kończą, ale w planszówki można grać przez cały rok. A do tego są ciągle w modzie! W naszym subiektywnym rankingu gier przedstawiamy te, które od lat bawią i uczą oraz kilka nowości. Nie zapominajmy, że gry to świetna okazja do spotkania!

SCRABBLE

To najpopularniejsza gra słowna na świecie.  Ta kultowa układanka to świetna zabawa słowami – można grać w Scrabble Junior (polecamy maluchom do nauki polskiego), niedawno ukazał się Scrabble Harry Potter.

MONOPOLY

Gdyby przyznawać Oscara za udział w filmach, na pewno zdobyłaby go gra Monopoly – hollywoodzcy bohaterowie najczęściej grają właśnie w nią. Nic dziwnego, bo uznano ją za najlepszą grę planszową na świecie  zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. Chociaż przez chwilę można być milionerem lub stracić fortunę

DIXIT

Przepiękna graficznie gra skojarzeń. Każdy może stać się bajarzem i snuć magiczne opowieści  Porusza wyobraźnię!

WSIĄŚĆ DO POCIĄGU

Nie tylko zwiedzasz i poznajesz stolice krajów, ale musisz odkryć, która droga jest najkrótsza. W serii znajdziesz podróż dookoła świata, pojeździsz po Europie, lepiej poznasz Polskę. Familijna gra dla każdego.

Zobacz też: Pomysły na bezkosztowe gry i zabawy-w to mi graj! 

IMAGO

Dla znudzonych wielbicieli kalamburów polecamy IMAGO – wielokrotnie nagradzaną grę, która porusza wyobraźnię. Za pomocą 61 przezroczystych kart z narysowanymi prostymi elementami pokazujesz hasło, reszta zgaduje. Dużo śmiechu!

PĘDZĄCE ŻÓŁWIE

To już wieloletni hit, rodzinna gra, która ciągle podbija serca młodych (i nie tylko!) graczy. Poruszamy się na skorupach konkurencyjnych żółwi, ukrywając własną tożsamość. Wyścig życia!

RYZYK – FIZYK

Jedna z najpopularniejszych gier quizowych z najróżniejszymi pytaniami z wielu dziedzin. Wygrywasz, obstawiając właściwe odpowiedzi i odpowiednio ryzykując. Idealna na imprezę!

PAN TU NIE STAŁ

Gra dla tych, którzy marzą o powrocie do przeszłości oraz dla tych, którzy nie za bardzo wiedzą czym był PRL. Wystarczy powiedzieć, że gracze są cinkciarzami i chcą jak najwięcej zarobić na nielegalnej wymianie walut.

Zobacz też: Grając, dbasz o mózg

S.T.E.M 

Nazwa jest skrótem od Science, Technology, Eingeenering, Maths, czyli Nauka, Technologia, Inżynieria, Matematyka. To łamigłówki i gry rodzinne zaprojektowane tak, aby poprzez zabawę uczyć odkrywania, kreowania i budowania. Wielbiciele manualnych zabaw mają do wyboru dwie serie metalowych i drewnianych łamigłówek o różnych tematach i zróżnicowanym stopniu trudności: Einstein, Great Minds. Wśród debiutujących gier znalazły się także takie, które rozkręcą każdą imprezę: „Avocado Smash!”, „Sumo Slam!”, „Nie przeszkadzać” czy „Caffeine Hit!”. WAvocado Smash!” liczy się refleks i spostrzegawczość. „Sumo Slam!” to gra zręcznościowa polegająca na rzucaniu zawodnikami sumo tak, aby zatrzymali się w jak najlepiej punktującym układzie i nie wypadli poza ring. „Nie przeszkadzać” wymaga od graczy podejmowania decyzji, co by zrobili w zilustrowanej na karcie sytuacji za zamkniętymi drzwiami. A w „Caffeine Hit!” – zawierającej w zestawie kubek do kawy wielokrotnego użytku – zawodnicy muszą zrobić „sałatkę punktową”, zbierając karty z różnymi napojami i obniżając punktację przeciwnikom. Kolekcję uzupełniają gry „Statek, Kapitan i Załoga”, „Peach Snaps”, „Nope!”.

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Mama dwójki – czy to już czas?

mama dwójki
Mama dwójki - czy już "powinnam" nią być?

Zanim zostałam mamą, głośno mówiłam o tym, że chciałabym szybko urodzić drugie dziecko. Najlepiej odczekać rok i zajść w kolejną ciążę. Tak przecież wszyscy radzą, bo dzieci będą się razem bawiły, a jak się już wyjdzie raz z pieluch, to później ciężko zdecydować się na kolejne dziecko. Trzeba iść za ciosem! Brzmi to jak rozsądny plan.

Mijały miesiące, ja nadal w głowie miałam ten „idealny” plan i mocne postanowienie, że za chwilę postaramy się o kolejne dziecko. Na pewno dam sobie radę, wiele rodzin w końcu daje. Dodatkowo lata lecą i nie robię się młodsza, muszę o tym pamiętać. Sytuacja finansowa jest stabilna, mieszkanie wystarczająco duże. W zasadzie nie ma żadnych przeszkód. Co więcej, mojej córce przyda się rodzeństwo.

To jak będzie?

Postanowiłam się jednak na chwilę zatrzymać i raz jeszcze wszystko przeanalizować. Dopuściłam do głosu swoje uczucia i zadałam sobie kilka pytań. Czy ja chcę „dawać radę”? Czy mój partner chce „dawać radę”? Przecież chyba nie z takim poczuciem, że „jakoś to będzie” powinniśmy zapraszać do naszego życia kolejnego członka rodziny.

Dokonała się wtedy w mojej głowie mała batalia, w której po jednej stronie stały przekonania ludzi z zewnątrz, a po drugiej moje uczucia. Początki rodzicielstwa nie są łatwe, bezwarunkowo jest to jeden z piękniejszych momentów w życiu, ale bywa ciężko. Kolki, skoki rozwojowe, ząbkowanie i nieprzespane noce – nie to było dla mnie najtrudniejsze. Najtrudniejsze było – i nadal jest – poczucie odpowiedzialności emocjonalnej za moje dziecko. Musiałam zmierzyć się z tym, że to MY budujemy podstawy, z którymi ONA wkroczy w życie.

Poznajmy się lepiej!

Czuję, że te podstawy budujemy głównie poprzez nasze podejście do dziecka, samych siebie oraz otwartość, z jaką podchodzimy do świata. Ta świadomość zachęciła mnie do odkrywania schematów, jakimi ja sama się posługuję oraz sprawdzania skąd się one wzięły. Czasami to tylko obserwacje, a czasami silna potrzeba zmiany. Nie chodzi tu o bycie ideałem, bo tacy ludzie nie istnieją. Nie ma również rodziców, którzy nie popełniają błędów. Może chodzi tylko o to, aby dać sobie przyzwolenie na te błędy, zauważać je i badać. Otworzyć się na siebie i swoje dziecko.

Niewątpliwie trwa właśnie przepiękna i najbardziej intensywna pod kątem rozwoju przygoda w moim życiu. Właśnie to – emocjonalność – jest dla mnie w macierzyństwie najtrudniejsze i pochłania najwięcej energii. Dlatego dziś czuję, że to jeszcze nie czas. Nie mam w sobie jeszcze przestrzeni, żeby ponownie zostać mamą. Może za miesiąc, może za rok… Dzisiaj jestem dumna, że pozwoliłam to sobie poczuć – Ty też nie bój się weryfikować swoich planów i uczuć.

Zobacz też: „Dobra rada? Nie, dziękuję!” – okiem młodej mamy

Paulina Skwarzyńska

Zawodowo zajmuje się marketingiem afiliacyjnym. Prywatnie mama 1,5 rocznej Michaliny, fanka rodzicielstwa bliskości, miłośniczka koni.

Pies – najlepszy przyjaciel rodziny?

Pies – najlepszy przyjaciel rodziny?
Natalia Ciemińska, Furia i Donka – fot. archiwum prywatne

Z badań TNS OBOP wynika, że 45% gospodarstw domowych w Polsce posiada psa. Pies w wielu rodzinach traktowany jest jak jej pełnoprawny członek. Czy jednak na pewno? Od rodziny i przyjaciół nie wymagamy przecież karności i bezwzględnego posłuszeństwa. Jak dobrać psa do rodziny? Jak sprawić, aby pies nie musiał, a chciał być posłuszny? O tym i wielu innych aspektach „psiarstwa” rozmawiałam z trenerką psów Natalią Ciemińską.

Alina Windyga-Łapińska: Postanowione – chcemy mieć psa. Na co zwrócić uwagę wybierając czworonożnego przyjaciela?

Natalia Ciemińska: Przede wszystkim na nasz styl życia oraz na to, ile czasu jesteśmy w stanie poświęcić psu. Decydując się na psa rasowego, powinniśmy zawrócić uwagę cechy osobnicze rasy i to do czego te psy były przeznaczone. Nie warto patrzeć na to, jak pies wygląda, ale do czego jest stworzony.

Dobrym przykładem są rasy myśliwskie. Jeżeli chcemy np. beagle, to musimy pamiętać, że te psy miały być niezależne i biegać za tropem głośno szczekając, co oznacza, że taki pies potrzebuje naprawdę sporej aktywności, a nawet po wielu szkoleniach może pobiec za zwierzyną.

Owczarek niemiecki również jest dobrym przykładem – duży, mądry pies z seriali, służący w policji. Właśnie! I tu cały sens życia tego psa. Te psy są DO PRACY. Bez aktywności umysłowej nie każdy przedstawiciel rasy będzie grzeczny i ułożony. Dom z ogrodem nie wystarczy, pies sam się nie wybiega.

Furia fot. archiwum prywatne

Lepiej kupić psa rasowego czy też wziąć kundelka ze schroniska?

Nie ma jednej odpowiedzi. Psy rasowe przeważnie do czegoś służyły i często nadal służą. Bez odpowiedniej realizacji potrzeb, mogą stać się utrapieniem dla człowieka. Z kolei w przypadku kundelka ze schroniska nie znamy jego pochodzenia i przeszłości, ale możemy bardzo pomóc zwierzakowi.

Na pewno nie należy kupować psów tzw. w typie rasy. Tu nie chodzi o papiery i rodowód. Takie psy mogą pochodzić z nielegalnych hodowli i mieć, np. m.in. poważne problemy zdrowotne. Tyle ile zaoszczędzimy na psie, to potem wydamy u weterynarza albo pojawią się problemy behawioralne. Warto sprawdzić, czy hodowla, z której kupujemy psa, jest zarejestrowana w Związku Kynologicznym w Polsce.

Jeżeli nie decydujemy się na psa rasowego, wtedy warto poszukać kundelka. Zaletą psa z hodowli jest kontakt z hodowcą oraz profesjonalne porady, których może nam udzielić. W przypadku psa ze schroniska warto zdać się na wiedzę i doświadczenie wolontariuszy, którzy pomogą wybrać odpowiedniego pieska do rodziny.

Zobacz też: Koń terapeuta – czemu nie? Okiełznaj emocje i ściągnij cugle z Karoliną Czarnecką! WYWIAD

Jakie psy najlepiej sprawdzają się w interakcji z małymi dziećmi? Czy można wytresować psa, aby nie zrobił krzywdy dziecku?

Według mnie nie ma czegoś takiego jak pies dla dziecka. Są rasy łatwiejsze, trudniejsze, aktywne i mniej aktywne. Zawsze staram się dobierać rasę do rodziny i jej trybu życia. Nie możemy mówić, że kupujemy psa dla dziecka. To my dorośli, jesteśmy za niego odpowiedzialni. Pies jest wspólny i trzeba równo podzielić obowiązki.

Nie możemy liczyć na to, że 8-latek sam będzie wychodził codziennie rano z psem. To może być nawet niebezpieczne, Młody pies, gdy wychodzi z dzieckiem, może pociągnąć. Pies testuje dziecko i wyczuwa słabość. Wie z kim, na ile może sobie pozwolić. Fajnie, jakby spacery były wspólnym czasem dla rodziców, dziecka i psa.

Wiele dzieci, gdy myśli o psie wyobraża sobie dużo przytulania i głaskania. Niestety to nie do końca tak jest. Oczywiście, że psa można pogłaskać i przytulić, ale na pewno nie jest to coś, co pies będzie znosił cały dzień, a w szczególności szczenię. Szczeniaczkom trudno wytrzymać ciągle przytulanie, stąd częste problemy, że pies podgryza, skacze na dziecko.

Jakie rasy sprawdzą się przy dziecku?

Tak naprawdę jak wychowamy, tak mamy, ale jeśli mamy już podać przykłady to dobrze w roli psów „rodzinnych” sprawdzają się retrievery, berneński pies pasterski.

To dziecko powinno się uczyć jak podchodzić do psa. Czasami pies próbuje odejść, a dziecko wisi na nim. Tutaj powinni wkroczyć rodzice. Tłumaczmy, że pies już ma dość, dajmy mu możliwość odejść, odpocząć.

Kolejny problem to podgryzanie podczas kontaktu z dzieckiem. Z psem powinniśmy bawić się zabawkami. Szczeniak nie kontroluje emocji, najpierw podgryzie lekko, potem mocniej. Kiełki potrafią zrobić krzywdę. Psy testują, jeżeli nie zareagujemy na lekkie ugryzienie, następnym razem spróbuje mocniej.

Donna fot. archiwum prywatne

Jak prawidłowo przeprowadzić socjalizację psa w nowym domu?

Szczeniaka powinniśmy odebrać od hodowcy w wieku 8/9 tygodni. Socjalizacja to jest oswojenie z tym, jak wygląda ten świat oraz odpowiednie przygotowanie go do życia w nim. Piesek w okresie socjalizacyjnym powinien zobaczyć jak najwięcej rzeczy, miejsc, poznać różnych ludzi, inne pieski i mieć z nimi pozytywne skojarzenia.

Jeżeli chcemy, aby w przyszłości pies wyjeżdżał z nami np. na wakacje, to musi być do tego przyzwyczajany. Trzeba jeździć z nim regularnie samochodem, niezależnie od tego, czy akurat jest gdzie. Tak samo ze sprzątaniem – nawet jeśli na początku pies będzie się bał odgłosu odkurzacza, trzeba próbować – to kwestia treningu. Pies, żeby uczyć się, jak ma się zachowywać, od początku musi być wystawiany na dany bodziec.

Jednak najważniejsze jest, aby pies od początku był uczony, że zostaje sam w domu. Często dzwonią do mnie opiekunowie szczeniaka i mówią, że piesek jest u nich od tygodnia, specjalnie wzięli urlop i jeszcze nie był sam, a za 2 dni muszą wrócić do pracy i piesek musi zostać 8 godzin w domu. To jest podstawowy błąd. Pies od pierwszych dni z nami musi zostawać sam! On musi wiedzieć, że tak wygląda jego życie, a żeby mu to ułatwić, przed zostawieniem trzeba go zmęczyć, a na czas naszej nieobecności zostawić coś pysznego do zjedzenia tak, aby miał co robić, gdy nas nie ma.

Kiedy powinniśmy rozpocząć tresurę szczeniaka? Czy możemy zrobić to sami, czy lepiej oddać się w ręce profesjonalisty? Jeżeli kurs – lepiej indywidualny czy grupowy?

Wychowanie i szkolenie psa zaczyna się od pierwszego dnia w nowym domu.

Jestem za tym, aby każdy opiekun i jego czworonóg, odbył przynajmniej szkolenie z podstawowego posłuszeństwa. To szkolenie od około 4 miesiąca szczeniaka. Osobiście wolę szkolenia grupowe, ale wszystko zależy od potrzeb właściciela psa. Jeżeli pies mieszka głównie w ogrodzie i ma mały kontakt ze światem i potrzebujemy tylko podstawowych komend – indywidualne wystarczą. Jednak u młodych psów lub psów mieszkających w mieście – szkolenia grupowe uczą pracy w rozproszeniach, wśród innych psów, ludzi. Tego nie ma na lekcjach indywidualnych.

Prowadzę również tzw. psie przedszkole, zajęcia socjalizacyjne z psami do 4 miesiąca życia. Ćwiczymy przechodzenie przez tunel i ruchome kładki. Przyzwyczajamy do parasoli, osób w kapturach – normalnych rzeczy, których pies może się bać i np. obszczekiwać.

Moim marzeniem jest, aby każdy pies odbył szkolenie z podstawowego posłuszeństwa. Nie czekajmy, aż zaczną się problemy. Po podstawowym szkoleniu 90% psów wychodzi ze wszystkimi umiejętnościami takimi jak: siadanie, leżenie, chodzenie przy nodze, komenda na przychodzenie, nieruszanie jedzenia na zakaz, odsyłanie na miejsce. Psy uwielbiają się uczyć.

Jakie są podstawowe techniki szkolenia psów?

Techniki są różne – ja jestem za tworzeniem relacji i więzi z psem. Chcę, aby mój pies czuł się przy mnie dobrze i mnie lubił, a komendy wykonywał z radością. Nie wyobrażam sobie życia bez przywołania, odesłania na miejsce oraz nieruszania jedzenia na komendę.

Zobacz też: Kot i noworodek. Co zrobić, by zwierzak zaakceptował nowego członka rodziny?

Pies najlepszym przyjacielem człowieka – prawda czy fałsz?

Zdecydowanie prawda, aczkolwiek moim marzeniem jest, aby również było odwrotnie. Tego uczę na moich szkoleniach. No i przede wszystkim skoro jesteśmy najlepszymi PRZYJACIÓŁMI, to nimi bądźmy i szanujmy się wzajemnie. Tutaj kłania się definicja słowa przyjaźń, kontra to, czego oczekujemy od psów.

Czy Pani najlepsza ludzka przyjaciółka musi się bezwzględnie słuchać, ma być karna i pomagać pani w każdej możliwej sytuacji, mimo że pani nie ma nawet czasu na bezinteresowne wyjście na kawę?

Co to oznacza? Szanujmy gorszy dzień psa, bądźmy wyrozumiali i cierpliwi w trakcie nauki oraz  dajmy coś od siebie, tzn. weźmy chociaż raz dziennie na długi spacer, nawet gdy ma 2000 metrów działki. Moje psy mi ufają i reagują na komendy, ale nie robią tego dlatego, że są karne i wytresowane. My się po prostu lubimy, a komendy to trochę nasz język do komunikowania się. Tak powinniśmy do tego podchodzić.

Oczywiście, że czasem krzyknę, powiem nie. Psy znają granicę. Nie używam przemocy, nie daję klapsów, obchodzę się bez tego.

Pies z kotem – czy da się pogodzić?

Jestem aktualnie na tym etapie. Myślę, że wszystko zależy od tego, jakie są to zwierzęta oraz czego tak naprawdę oczekujemy od tej relacji. Nauczyć ich ignorowania siebie wzajemnie da się na pewno, a czy przyjaźnić i spać w jednym posłaniu? To już kwestia osobnicza. Mój beagle nie ma problemów z kotem, może przy nim spać, jeść jedne smakołyki i dawać sobie buziaczki noskami. Zaś border collie woli trzymać się z daleka i nie chce wchodzić w kontakt ani aby kot podchodził. Co ja na to? Ja to szanuję. Jedyne czego wymagam to, aby nie zrobiły sobie krzywdy.

natalia ciemińska

Ekspert

Natalia Ciemińska

Trenerka psów w Centrum Szkolenia Psów Luna w Konstancinie-Jeziornie, prywatnie opiekunka dwóch suczek Furii (border collie) i Donki (beagle). Szkoleniem psów interesuje się od najmłodszych lat, a własna szkoła to jej spełnione marzenie.
Centrum Szkolenia Psów Luna
www.szkoleniepsowluna.pl
www.facebook.com/szkoleniepsowluna

Alina Windyga-Łapińska

Dziennikarka portalu Współczesna Rodzina. Absolwentka resocjalizacji na Uniwersytecie Warszawskim. Kilka lat pracowała w dziale HR zagranicznych firm produkcyjnych, po urlopie macierzyńskim postanowiła nie wracać i zajęła się pisaniem.