Przejdź do treści

Komórki macierzyste pomogą leczyć autyzm? „Nawet drobna zmiana to krok naprzód”

Rodzice z małym dzieckiem /Ilustracja do tekstu: Komórki macierzyste: jak je wykorzystać w leczeniu?

Jak można wykorzystać krew pępowinową? Czym różnią się komórki macierzyste krwi pępowinowej od komórek macierzystych sznura pępowiny? Czy za leczenie komórkami macierzystymi należy zapłacić? Na te i inne pytania – w 30. rocznicę pierwszego przeszczepienia krwi pępowinowej –odpowiadają eksperci.

Niemal równo 30 lat temu, w październiku 1988 r., prof. Eliane Gluckman wraz ze swoim zespołem dokonała pionierskiego przeszczepienia krwi pępowinowej 5-letniemu chłopcu choremu na niedokrwistość Fanconiego. Chłopiec wyzdrowiał, a sukces zabiegu przyczynił się do istotnego wzrostu wykorzystania komórek macierzystych z krwi pępowinowej w ratowaniu życia chorych na nowotwory i schorzenia hematologiczne. Współczesne badania wskazują, że komórki te mogą mieć zastosowanie nawet w chorobach neurologicznych.

Komórki macierzyste, czyli co?

Komórki macierzyste to pierwotne i niewyspecjalizowane jeszcze komórki, które charakteryzują się wysoką zdolnością do samoodnawiania i różnicowania. W medycynie pozyskiwane są:

  • ze szpiku kostnego,
  • z krwi obwodowej,
  • z tkanek popłodu: krwi pępowinowej i sznura pępowiny.

Jak wykorzystać komórki macierzyste?

Komórki macierzyste stosowane są od ponad 30 lat w leczeniu ciężkich chorób hematologicznych i onkologicznych, zarówno u dawcy, od którego zostały pobrane, jak i u jego rodziny lub osób niespokrewnionych (w zależności od wskazania).

W 2017 roku opublikowano wyniki badań nad zastosowaniem komórek macierzystych krwi pępowinowej w leczeniu autyzmu oraz mózgowego porażenia dziecięcego. Ich wyniki pokazują, że ta forma terapii może przynieść korzystne efekty kliniczne.

– Komórki macierzyste pochodzące ze sznura pępowinowego i krwi pępowinowej zaskakują swoją uniwersalnością. Wykazują bardzo dużą skuteczność, a przy tym nie wymagają pełnej zgodności materiału w układzie HLA.  Nie musimy już szukać dawcy w pełni zgodnego; wystarczy zaledwie 60 proc. zgodności. Już dziś wiemy, że możemy je wykorzystywać w leczeniu wielu chorób, a jeszcze nie wszystko wiadomo o ich zdolnościach – mówi prof. Krzysztof Kałwak z Kliniki Transplantacji Szpiku Onkologii  i Hematologii Dziecięcej Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.

CZYTAJ TEŻ: Jak karmić malucha, by nie groziły mu niedobory? Poznaj kalendarz żywienia dziecka!

Komórki macierzyste w leczeniu objawy autyzmu

Eksperci zauważają, że komórki te mają także dużą dawkę bardzo cennych substancji o działaniu immunomodulującym.

– Oznacza to, że podane np. dziecku z autyzmem potrafią znacznie złagodzić stan zapalny w centralnym ośrodku nerwowym. Czyli złagodzić objawy choroby – zwiększyć koncentrację, uspokoić, zmniejszyć napięcie mięśniowe – dodaje prof. Kałwak.

Zdaniem specjalisty, w najbliższej przyszłości komórki macierzyste z krwi i sznura pępowinowego znajdą szerokie zastosowanie w leczeniu dorosłych. Już dziś znane są przypadki satysfakcjonujących terapii osób z udarem niedokrwiennym czy po przebytym zawale serca.

– W leczeniu chorób neurologicznych dzieci bardzo istotny jest wiek pacjenta – im młodsze dziecko, tym lepsze efekty terapii. Nie możemy się jednak łudzić, że wyleczymy całkowicie porażenie dziecięce czy autyzm. Podanie komórek macierzystych (z krwi pępowinowej lub ze sznura pępowiny) ma na celu polepszenie jakości życia i zniwelowanie objawów. I proszę mi wierzyć, że w przypadku naszych pacjentów nawet pozornie drobna zmiana to wielki krok naprzód dla chorego i jego rodziny. Te „drobiazgi”, które uzyskujemy czasem już pod dwóch podaniach, oznaczają np. wielkie postępy w rehabilitacji, zmniejszenie napięcia mięśniowego, poprawę widzenia, mowy czy koncentracji. To bardzo wiele – podkreśla dr hab. Magdalena Chrościńska-Krawczyk z Kliniki Neurologii Dziecięcej Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Lublinie.

Terapia komórkami macierzystymi: wsparcie w finansowaniu

Terapia komórkami macierzystymi w chorobach neurologicznych realizowana jest w ramach procedury medycznego eksperymentu leczniczego. Oznacza to, że nie jest refundowana przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Z tego powodu dostęp do niej jest bardzo ograniczony.

Pacjentom, dla których wykorzystanie komórek macierzystych jest szansą na lepsze życie, przychodzi z pomocą Fundacja „Komórki Życia – Komórki Nadziei”.

­– Naszym zadaniem jest ułatwianie chorym dotarcia do potrzebnej im terapii. Większość
z nich to osoby, które nie mają własnej krwi pępowinowej. Oczywiście gdyby ją miały, cała procedura trwałaby dużo krócej i byłaby bezkosztowa, ale tak jest rzadko. Naszym celem jest umożliwianie chorym dzieciom i ich rodzinom leczenia w Polsce oraz informowanie ich o możliwościach i ośrodkach, które przeprowadzają takie terapie – mówi Paweł Kwiatkowski, prezes Fundacji „Komórki życia – Komórki Nadziei”.

–  Leczenie w kraju jest bowiem skuteczne (co potwierdzają również historie naszych podopiecznych), ale też tańsze i mniej stresujące dla dziecka i jego rodziców. A akurat brak stresu jest czynnikiem kluczowym w zdrowieniu – dodaje Kwiatkowski.

Bankowanie krwi pępowinowej. Czy pomoże osobie dorosłej?

Wiele osób, które rozważają bankowanie krwi pępowinowej, obawia się, że krwi jest zbyt mało, by wystarczyło na ewentualną terapię dla osoby dorosłej.

– Obecnie te obawy są nieuzasadnione. Już dziś potrafimy namnażać komórki macierzyste, […] a pewnie w przyszłym roku dopuszczona do zastosowania klinicznego zostanie przynajmniej jedna technologia przyspieszająca i usprawniająca ten proces. To oznacza, że zbankowana krew pępowinowa – bez utraty jej wartości – wystarczy dla dorosłego człowieka. I to nie są marzenia – to jest nasza najbliższa przyszłość – mówi dr Tomasz Baran z Polskiego Banku Komórek Macierzystych.

Bankowanie krwi pępowinowej daje możliwość zabezpieczenia komórek macierzystych na przyszłość. Jak twierdzi Paweł Kwiatkowski, gwarantem tej przyszłości są lekarze i badacze. Z kolei zadaniem władz i organizacji pozarządowych jest zapewnianie im wsparcia i motywacji, dzięki którym nie będą bali się podejmować śmiałych i pionierskich działań. I będą tworzyć tak przełomowe terapie jak prof. Eliane Gluckman.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Smog a zdrowie dzieci. „To wpływa na całe późniejsze życie”

Redakcja

Portal o rodzinie.

Nie bójmy się menopauzy

M jak menopauza
Menopauza to ustanie miesiączkowania w wyniku nieodwracalnej utraty aktywności jajników. – Fot. Pixabay

Menopauza. Ciągle temat tabu w naszym kraju, chociaż to naturalna faza cyklu życia. Objawy towarzyszące mogą być uciążliwe, jednak wcześniejsze zadbanie o siebie może je zmniejszyć lub zupełnie wyeliminować.

Menopauza to ostateczne ustanie miesiączkowania w wyniku nieodwracalnej utraty aktywności jajników. Jest to ostatnia w życiu kobiety miesiączka, po której nie obserwujemy krwawienia przez kolejne 12 miesięcy. Średni wiek to 50 – 52 lata, ale wczesna menopauza u kobiet około 45 roku życia, występuje u prawie 10% kobiet.

Zobacz też: Wypadanie włosów. Problem mężczyzn i kobiet. Jakie mogą być przyczyny?

Tyle statystyka, jednak kobiety bardziej interesuje indywidualna strona tego etapu. Poznanie własnego ciała, odpowiednie badania czyli przede wszystkim wiedza, pozwolą na przejście menopauzy bez objawów uprzykrzających życie takich jak: uderzenia gorąca, brak snu, depresja czy inne  dolegliwości. Właśnie ukazały się dwie książki na ten temat.

„Czy mnie się wydaje, czy tu jest bardzo gorąco. Nie bój się menopauzy” napisały dwie Hiszpanki, dziennikarki, – Charo Izquierdo i Laura Ruiz de Galarreta.

„Pora, by każdy z nas zrozumiał, że nic złego się z nami nie dzieje i nie jesteśmy histeryczkami. Każdą z nas czeka nowe życie. Owszem, czasem może być wyzwaniem, ale za to otworzy przed nami bramy do niepowtarzalnego okresu dojrzałości i bogactwa przeżyć. I nie jest to pocieszenie, ale prawda. Bo podczas menopauzy można cieszyć się życiem” – piszą. Nic dodać, nic ująć, chociaż zamiast „można”, zamieniamy na „trzeba” lub „powinnyśmy”. To poradnik, w którym kobiety dowiedzą się, że menopauza nie wiąże się z podupadaniem na zdrowiu, chociaż „profil zdrowotny ulega pewnym zmianom”, tylko z zawirowaniem hormonalnym, które przy odpowiednim podejściu i przy właściwej wiedzy, można uspokoić. Jak się odżywiać, dlaczego warto się ruszać i uprawiać seks, a nie warto pić alkoholu, zbyt dużo kawy i palić papierosów. I jak powtarzają autorki – brak menstruacji nie oznacza starości i końca życia.

Zobacz też: Ciemna strona kawy

„Menopauza. Zmiana na lepsze” to poradnik, który został napisany przez Henpicked, internetową społeczność brytyjskich kobiet. Wykorzystano w nim porady i informacje uzyskane od ekspertów w dziedzinie zdrowia kobiet oraz menopauzy. Jak piszą autorki – „naszym celem jest obiektywne przedstawienie szerokiego wachlarza opcji i opinii. Wybór należy do ciebie i gorąco zachęcamy, abyś dodatkowo poszerzyła wiedzę na wszystkie tematy, które cię zainteresują. Opinie i porady poszczególnych ekspertów mogą się niekiedy różnić – to ty musisz zdecydować, którą drogę wybrać”. Co to znaczy? Czytelniczki tej książki (podobnie jak poprzedniej) poznają różne rodzaje wsparcia – od HTZ (hormonalna terapia zastępcza) po naturalne metody – i dzielą się swoimi doświadczeniami. Wiadomo – w grupie raźniej.

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Weekendowa lekcja wrażliwości – czego może nauczyć Cię świnia?

Azyl dla świń Chrumkowo
fot. Chrumkowo

Rodzinne weekendy i wakacje mogą być źródłem przyjemności nie tylko dla nas, ale też dla kogoś poza nami. By tak się stało, możemy połączyć aktywne spędzanie czasu z dziećmi z działaniem na rzecz jakiejś organizacji lub instytucji. Niektórzy decydują się na spacery z psami ze schroniska, albo rodzinne sprzątanie lasu. Inni wolą wybrać się do azylu dla zwierząt i pomóc w opiece nad nimi. Rodzinne robienie “czegoś dobrego”, w porównaniu do innych aktywności, ma pewną dodatkową wartość: pozwala dzieciom zdobyć nowe doświadczenia, uczy je szacunku do zwierząt i przyrody, buduje pozytywny wzorzec postępowania – pokazuje im, że pomaganie innym jest fajną rzeczą, którą mogą robić również same w przyszłości. Miejscem, w którym dziecko może to odkryć jest Azyl „Chrumkowo”, gdzie mieszka 29 świń, kozy, pies i dwie kobiety, które trzymają pieczę nad całym gospodarstwem.

Zobacz też: Dziecko i pies czyli 10 powodów, dlaczego warto powiększyć rodzinę

Azyl dla zwierząt – co to takiego?

Azyl, jak sama nazwa wskazuje, jest miejscem, w którym zwierzęta mogą żyć spokojnie i bezpiecznie, w zgodzie ze swoimi gatunkowymi potrzebami. W odróżnieniu od zoo, gospodarstwa ekologicznego, czy agroturystyki, w azylu zwierzęta nie są atrakcją, ani nie są hodowane dla mięsa, wełny czy jajek. Zwierzęta w azylu nie są dla ludzi, to ludzie są tam dla zwierząt. Idea jest taka, by dać bezpieczny dom potrzebującym: psom, kotom, koniom, zwierzętom fermowym i gospodarskim. Zwierzęta w azylu mają imiona, dostają możliwie najwięcej wolności w warunkach, które możliwie najlepiej pozwalają im realizować ich naturalne zachowanie.

W związku z tym, że zwierzęta w azylu nie są w żaden sposób wykorzystywane, osoby prowadzące takie miejsce nie zarabiają na nich pieniędzy. Utrzymują się zwykle, w zależności od statusu prawnego azylu, z darowizn, 1% podatku, pracy wolontariuszy lub własnych pieniędzy założycieli. Niektórzy darczyńcy przekazują karmę dla zwierząt, inni materiały budowlane lub potrzebny w gospodarstwie sprzęt, jeszcze inni pieniądze.

Wolontariusze pomagają karmić zwierzęta, sprzątać ich zagrody, budować lub remontować coś na terenie azylu. Właśnie w taki sposób można rodzinnie pomóc w azylu w wolnym czasie. A przy okazji pogłaskać krowę, przytulić świnię lub pobiegać z kozą. Poznać zwierzęta i zobaczyć je w warunkach, w których są szczęśliwe.

Azyl dla świń “Chrumkowo”

Azyl dla Świń Chrumkowo (klik)  powstał prawie dwa lata temu. Obecnie mieszka w nim 29 świń: świnie hodowlane, wietnamki, mangalice. “Chrumkowo” zosało założone przez dwie kobiety – Katarzynę i Dobrawę. Dlaczego stworzyły “Chrumkowo”?

Z miłości do świń. Dlatego, że świnie to cudowne, mądre i bardzo emocjonalne zwierzęta. Trzeba tylko dać im szansę i chcieć je poznać

 

Azyl dla Świń Chrumkowo

fot. Chrumkowo

Obie są wegankami (nie jedzą produktów pochodzenia zwierzęcego, takich jak mięso, nabiał, miód, nie noszą skóry ani wełny). Azyl  powstał na wykupionym kawałku ziemi w okolicy Torunia. Nie było tam budynków gospodarskich, ogrodzenia, domków dla świń. Katarzyna i Dobrawa założyły zbiórkę w Internecie i z pomocą ludzi zbudowały wszystko od zera. Ich największym marzeniem jest uratowanie jak największej liczby świń i stworzenie im warunków do wspaniałego, świńskiego życia. Miejsce, które stworzyły ma też misję edukacyjną:

Można przyjechać i pobyć ze świniami żyjącymi w normalnych warunkach, na powietrzu, na słońcu i zobaczyć jakie są wspaniałe, zabawne, czyste, jak kochają życie. Po takim spotkaniu świnie przestają już kojarzyć się wyłącznie z kotletem czy kiełbasą. Stają się pięknymi, czującymi istotami. One zasługują na dobre życie, na podmiotowe traktowanie, dokładnie tak samo jak psy czy koty – mówią Katarzyna i Dobrawa.

Wśród podopiecznych Katarzyny i Dobrawy są dwie lochy z młodymi. Opiekunki opowiadają o relacjach rodzinnych świń, o tym jak silna jest więź między lochą a prosiętami, również, gdy dzieci już dorosną. Świnie w warunkach azylu mają szansę zawierać przyjaźnie, tworzyć relacje społeczne i angażować się w życie stada. W “Chrumkowie” lochy mają możliwość komfortowego karmienia prosiąt tak długo, jak tego potrzebują. Prosięta są cały czas przy matce,  locha otacza je opieką, uczy “świńskich” zachowań.

Azyl dla Świń Chrumkowo

fot. Chrumkowo

Katarzyna i Dobrawa podkreślają, że ich celem jest danie świniom tego, co odbiera im przemysłowa hodowla, gdzie świnie rodzą i karmią prosięta w ciasnych kojcach porodowych, załatwiają się tam, gdzie śpią i jedzą (naturalnie świnie oddzielają te strefy, gdy tylko mają możliwość). W warunkach hodowli przemysłowej prosięta są zabierane od matek po około czterech tygodniach, same zaś po kilku dniach znów są zapładniane i rodzą kolejne dzieci lub trafiają do rzeźni. Świnie hodowane na mięso (tak zwane tuczniki) przetrzymywane są na powierzchni 1 m² do momentu, aż osiągną “masę ubojową” 110-135 kg, po czym trafiają do rzeźni.

Zobacz też: Wakacje po polsku, czyli Janusz i Grażyna nad morzem. 

 

 

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

Nowość, która może zachwycić wiele kobiet. Poznaj nutrikosmetyk COLLAGEM

Nutrikosmetyk COLLAGEM
COLLAGEM zawiera 12 specjalnie wyselekcjonowanych składników aktywnych – fot. materiały prasowe

Na polskim rynku właśnie ukazała się nowość kosmetyczna, która od niedawna cieszy się popularnością i zaufaniem kobiet w Wielkiej Brytanii. Mowa o nutrikosmetyku COLLAGEM. Co potrafi ten suplement diety?

Nutrikosmetyki to suplementy diety, które wzmacniają piękno i urodę od wewnątrz. Substancje aktywne zawarte w produkcie wchłaniają się z jelit do krwioobiegu, dzięki czemu mają szansę dotrzeć i odżywić komórki w całym organizmie.

Nutrikosmetyki pomagają przede wszystkim w problemach ze skórą, włosami i paznokciami. Od kilku dni na polskim rynku dostępny jest COLLAGEM – innowacyjny i jedyny w swoim rodzaju suplement diety, który dzięki unikalnej i starannie wyselekcjonowanej mieszance składników aktywnych przyczynia się do opóźnienia procesów starzenia.

Zobacz też: Czy znasz lecznicze właściwości kąpieli w Manor House Spa? Te zabiegi zrelaksują Twój umysł i ciało

Nutrikosmetyk COLLAGEM

Założycielka firmy Beauty Boosters i pomysłodawczyni produktu COLLAGEM – Katarzyna Devraj, opowiedziała 7 marca podczas konferencji prasowej o historii powstania nutrikosmetyku jej marzeń.

Szukałam suplementów diety, które pomogłyby mi spowolnić proces starzenia. Jednocześnie wiedziałam, że po 25 roku życia produkcja kolagenu w naszym organizmie zaczyna maleć, więc zaczęłam stosować wszystkie kolagenowe suplementy diety, które były dostępne na rynku. Nie znalazłam jednak takiego, który sprostałby moim oczekiwaniom – mówiła Katarzyna Devraj. Postanowiła zatem stworzyć kompleksowy produkt, który spełniłby wymagania jej i wielu innych kobiet.

Współtwórcą formuły COLLAGEM jest Tomasz Woźniak, ekspert z dziedziny biologii molekularnej, biochemii i inżynierii genetycznej, zawodowo wysokiej klasy specjalista z obszaru biochemii, suplementów diety, nutraceutyków i żywności oraz szef działu badawczo-rozwojowego EuroPharma Alliance.

Podczas konferencji prasowej Tomasz Woźniak wyjaśnił m.in. trzy teorie starzenia.

– To, jak żyjemy i w jaki sposób się odżywiamy, wpływaja na przyspieszony proces starzenia. Jaki jest wpływ mijającego czasu na wygląd człowieka i procesy starzeniowe zachodzące w organizmie? To, co jest najbardziej widocznie, to pojawiające się zmarszczki, nierówności i suchość, przebarwienia skóry, worki pod oczami. Włosy zaczynają siwieć i wypadać. Proces starzenia dotyka również wszystkie organy wewnętrzne i układ krążeniowy, dlatego rozwija się miażdżyca, zanikają mięśnie, układ odpornościowy gorzej pracuje – powiedział na wstępie Tomasz Woźniak.

– Bardzo dużo mówi się o tak zwanej teorii starzenia się tkanki łącznej. Tkanka łączna stanowi fundament budujący nasz organizm. Jeżeli jest ona w dobrej kondycji – jest zwarta i elastyczna, to proces starzenia przebiega wolniej. Oczywiście na człowieka działa też grawitacja. To, co widzimy w lustrze w związku z procesem starzenia, jest wynikiem grawitacji i osłabienia tkanki łącznej – wyjaśnił ekspert.

Zobacz też: Wypadanie włosów – problem mężczyzn i kobiet. Jakie mogą być przyczyny?

Wolne rodniki wrogiem urody

– Druga teoria to wolnorodnikowa teoria starzenia. Wolne rodniki to atomy, które mają niesparowane elektrony i przez to są bardzo reaktywne. Oznacza to, że jeżeli w pobliżu znajdzie się jakaś substancja, to wolne rodniki zaczynają ją atakować i niszczyć. Dlatego wolne rodniki przyspieszają proces niszczenia organów, skóry, wzroku, słuchu – tłumaczył Piotr Woźniak.

– DNA „spakowane” jest w chromosomy w naszych komórkach. Na końcu chromosomów są swojego rodzaju osłonki, zwane telomerami. Kiedy komórka i materiał genetyczny się dzielą, to telomery wyznaczają ilość podziałów i co podział się skracają. Kiedy skrócą się do momentu, że prawie ich nie ma, komórka przestaje się dzielić, starzeje się, organ zanika. Wolne rodniki i przewlekły stan zapalny przyspieszają degenerację telomerów, przez co szybciej dochodzimy do momentu naszego clock stopa w podziałach komórkowych i przez to szybciej się starzejemy. Dodatkowo, wolne rodniki powodują akumulację różnych uszkodzeń w białkach, które budują naszą tkankę łączną – dodał.

– Trzecia teoria, na którą chciałbym zwrócić uwagę, to brak energii w komórkach. Nasze komórki produkują energię, spalają cukry i tłuszcze i produkują energię potrzebną do różnych procesów fizjologicznych. Jednym z ważniejszych procesów, które muszą za każdym razem wykonywać, jest naprawa uszkodzeń w materiale genetycznym. Jesteśmy stale narażeni na uszkodzenia związane z zanieczyszczeniami, promieniowaniem ultrafioletowym. Te uszkodzenia się kumulują. Komórka je naprawia, co wymaga bardzo dużej ilości energii. Jeżeli komórka przestaje produkować energię, to przestaje również naprawiać DNA. Wszystko się kumuluje, komórka się starzeje i zanika – opowiadał współtwórca formuły COLLAGEM.

Zobacz też: 5 faktów o mio-inozytolu

Jak spowolnić proces starzenia?

Odpowiedzią naukowców na trzy teorie starzenia jest produkt COLLAGEM. Suplement diety:

  • Stymuluje kompleksową odnowę biologiczną tkanki łącznej
  • Wymiata i wygasza wolne rodniki
  • Stymuluje produkcję energii w komórkach
  • Pomaga zmniejszyć widoczność drobnych linii i zmarszczek
  • Pomaga przeciwdziałać przedwczesnemu starzeniu się skóry
  • Znacząco poprawia elastyczność, młodość, nawilżenie, wygląd i kondycję skóry
  • Wspomaga wzrost i zdrowie włosów oraz paznokci

COLLAGEM zawdzięcza swoje właściwości unikalnej recepturze, w skład której wchodzi:

  • MSM – najbogatsze i najbardziej dostępne biologicznie źródło organicznej siarki, która jest ważna dla poprawnej syntezy kolagenu, elastyny i keratyny
  • Kwas hialuronowy – zatrzymuje wilgoć w skórze i zmniejsza widoczne oznaki starzenia
  • Ekstrakt z pestek winogron – zawiera OPC, które wiążą i stabilizują kolagen i elastynę, przyspiesza wzrost włosów
  • Wyciąg z bambusa – najbogatsze źródło krzemionki, która pomaga utrzymać zdrowe włosy, skórę i paznokcie
  • Witamina E – przeciwutleniacz, który pomaga chronić błony komórek przed szkodliwym działaniem wolnych rodników
  • Witamina C – niezbędna do tworzenia kolagenu, zmniejsza uszkodzenia powodowane przez wolne rodniki
  • Beta-karoten – poprawia koloryt skóry i zmniejsza skutki uboczne promieniowania słonecznego
  • R-ALA (kwas alfa- liponowy) – kluczowy składnik produkcji bioenergii w każdej komórce
  • Koenzym Q-10 – niszczy wolne rodniki, wzmacnia odporność, opóźnia proces starzenia
  • Kompleks witamin (B1, B2, B5, B6, kwas foliowy, biotyna i B12) – wzmacnia układ odpornościowy, poprawia nastrój i funkcje poznawcze
  • Selen – silny przeciwutleniacz, chroni przed stresem oksydacyjnym

COLLAGEM dostępny jest w postaci saszetek z proszkiem. Dlaczego producent nie zdecydował się na klasyczną formę tabletek? Przede wszystkim dlatego, że w saszetce zawiera się więcej substancji aktywnych niż w kapsułkach. Dodatkowo, substancje aktywne zamknięte w kapsułkach muszą najpierw ulec uwolnieniu w przewodzie pokarmowym, aby mogły się rozpuścić w wodzie w wchłonąć. Formuła COLLAGEM wchłania się do organizmu lepiej niż standardowe tabletki.

Wypróbujecie?

Anna Wencławska

Koordynatorka treści internetowych. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatka obcych kultur i języków orientalnych.

„Czy moje dziecko jest uzależnione?!” – ten wywiad powinni przeczytać wszyscy rodzice!

Czy moje dziecko jest uzależnione

Kiedy na drodze rodzica staje wyzwanie, jakim jest uzależnienie dziecka, albo nawet samo jego podejrzenie, świat może zacząć przytłaczać z ogromną siłą. Pierwsze pytanie zapewne brzmi wtedy, jak mogę ratować swojego syna, swoją córkę?! Chwila, chwila… a może to najpierw ja potrzebuję pomocy? Co zrobić, kiedy pojawia się chociażby myśl o tym, że twoje dziecko może mieć problem z różnymi psychoaktywnymi substancjami, mówi psycholożka, psychoterapeutka oraz specjalistka terapii uzależnień, Małgorzata Zembowicz-Kowalska.

Katarzyna Miłkowska: Zacznijmy od scenariusza, w którym do twojego gabinetu wchodzi rodzic podejrzewający, że jego dziecko jest uzależnione. Co cię wtedy zastanawia – twarde dowody, które takie domysły wywołały, czy może coś zupełnie innego?

Małgorzata Zembowicz-Kowalska: Wiesz, przede wszystkim dopytuję jednak o to, co sprowadza tego rodzica w jego własnej sprawie. Od pierwszego spotkania staram się prowadzić rozmowę w taki sposób, żeby było jasne, że ten rodzic przychodzi do mnie właśnie w swoim temacie, a nie w temacie dziecka.

Treścią terapii, nawet jeśli jest to terapia wsparciowa rodziców, czy w ogóle bliskich osób uzależnionych, nie są porady, co należy zrobić z osobą mającą problem z alkoholem, czy narkotykami.

Myślę, że to wcale nie jest takie oczywiste.

Nie dla wszystkich, to prawda. Co więcej, jest to chyba najpotężniejszy stereotyp, w którym funkcjonujemy. Przychodzenie na własną terapię po to, aby uzyskać pomoc dla bliskiej nam uzależnionej osoby jest założeniem z gruntu nieprawidłowym i nierealistycznym.

Wsparcie może uzyskać bowiem tylko ten człowiek, który się po nie zgłasza. Od pierwszego spotkania skupiam się więc raczej na tym, jakie emocje budzi w siedzącej przede mną osobie to, co dzieje się z jej bliskim. Jak sobie radzi w niepokojących ją sytuacjach. Czy jest zadowolona z tego sposobu, czy może chciałaby nauczyć się robić to inaczej.

W czasie rozmowy oczywiście jest też miejsce, żeby pomówić o faktach. Jak najbardziej wysłuchuję tego, co zaniepokoiło przychodzącego do mnie rodzica. Nie jest to jednak nigdy praca „detektywistyczna”, bo też nie jest to rozmowa, która ma czegoś dowodzi. Jest to rozmowa o człowieku, który właśnie jest obok mnie. Jest to spotkanie dla tej i o tej osobie, nie o jego dziecku, czy kimkolwiek innym.

Wyobrażam sobie, że często mogą padać w tym kontekście zdania typu: „Ale przecież to nie ja mam problem, to nie ja muszę coś ze sobą zrobić”. 

Zdarza się to bardzo często. Wtedy warto jest zauważyć, że jednak musi to być w jakiejś mierze pana/pani problem, bo to pan/pani tutaj siedzi. Konfrontacja z taką perspektywą jest jedną z pierwszych rzeczy pozwalających ruszyć w pracy systemowej rodziny, w której pojawia się właśnie problem uzależnienia.

Chodzi o zobaczenie, że dla każdego być może ten problem jest czymś innym, ale dla każdego jest on jego własną, niezależną trudnością. Jeżeli więc dany człowiek jest właśnie w gabinecie psychologa, psychoterapeuty, specjalisty terapii uzależnień, to oznacza, że na tym etapie to on się z tym mierzy.

Może być tak, że sam uzależniony póki co w ogóle nie zdaje sobie sprawy z tego, że coś jest nie tak. Jest jeszcze w fazie prekontemplacji, a będąc w niej, nie ma absolutnie możliwości zmiany. Nie ma wtedy nawet w ogóle takiego pomysłu, że należałoby się nad czymkolwiek pochylić.

Wiadomo, że to nie jest obiektywna ocena. Cały czas odwołujemy się po prostu do pewnych przeżyć, a bardzo często jest tak, że dla samego używającego to znacznie dłużej nie jest problem, niż dla jego bliskich.

Zobacz też: 7 wskazówek, jak rozmawiać z dzieckiem o depresji

Zaczęłaś mówić o systemie i o tym, że uzależnienie dotyka całej rodziny. Jeśli patrzeć na to przez pryzmat choroby, to mam wrażenie, że znacznie częściej opisuje się w takiej perspektywie np. depresję, czy oczywiście choroby stricte somatycznych. Cała rodzina angażuje się wtedy w leczenie. Zastanawiam się, jak daleko jest od tego uzależnienie, które – nie ukrywajmy – budzi stereotypowe postrzeganie choroby właśnie jako problemu tej jednej osoby.

Myślę, że to budzi nie tyle nawet stereotyp, czy konkretny sposób myślenia, ale tak naprawdę pragnienie pójścia tym właśnie tropem: „To tylko z tą osoba jest coś nie tak”. Rzeczywistość jest jednak odwrotna, również nieprawdziwa, ale jednak odwrotna.

W terapii osób, które podejmują ją właśnie z powodu uzależnienia kogoś bliskiego, bardzo szybko dochodzimy do ogromnego poczucia winy. Rodzic uważa, że w jakiś sposób to przez niego dziecko sięgnęło po różne substancje i tak naprawdę to właśnie z tego poczucia winy płynie bardzo dużo trudności.

Mówiąc zaś o perspektywie choroby, warto w takim kontekście w ogóle odchodzić od kategorii „winy”. Fakty są takie, że uzależnienie jest chorobą, więc rozmawianie o czyjejś winie wydaje się tu być zupełnie bez sensu. Warto uzależnienie uznać właśnie jako chorobę i po prostu skupić się na tym, jak można ją leczyć.

Czy to właśnie poczucie winy jest głównym elementem, jaki pojawia się w takich sytuacjach w rodzicach? Zastanawiam się, jakie jeszcze emocje mogą temu towarzyszyć. To, co przychodzi mi na myśl, to także złość – na siebie, na dziecko…

Tak, jest to złość, ale też strach, przerażenie i właśnie poczucie winy. Z drugiej strony, często pojawia się także jego przeciwny kraniec, czyli obwinianie i szukanie winnych na zewnątrz. Bardzo często tworzy się narracja mówiąca, że dziecko w domu zawsze było grzeczne, zanim nie trafiło w dane środowisko, nie poszło do danej szkoły itd.

Warto jednak pamiętać, że uzależnienie jest chorobą wieloczynnikową i nigdy nie jest tak, że to jedna konkretna rzecz spowodowała sięgnięcie po substancje.

Te przyczyny mają swoje kotwice, swoje początki zawsze w kilku różnych źródłach, które musiały wystąpić w odpowiednim natężeniu i w odpowiednim czasie. Zawsze jest to kumulacja kilku trudnych, dysfunkcyjnych, niekorzystnych kawałków, które doprowadzają do tego, że dana osoba zaczyna przy użyciu substancji np. regulować swoje emocje.

Jak mówisz o tym, że tych czynników może być bardzo dużo i bliska osoba zaczyna to widzieć – w jednym miejscu coś się działo, w drugim nie było dobrze, trzecie było jeszcze gorsze i być może coś jeszcze za tym wszystkim stoi – to wyobrażam sobie, że taka konfrontacja prowadzi do jakiejś przeogromnej bezsilności.

Ogromnej, zgadza się.

I to właśnie bezsilność jest tematem do pracy na początku terapii? Jakaś próba wrócenia tej osobie samoskuteczności i poczucia, że może coś zmienić, wziąć na siebie jakąś odpowiedzialność? 

Praca nad bezsilnością jest bardzo ważna. Pomyślałam sobie jednak, że jest to raczej praca nad jej uznaniem, bo przywracanie poczucia skuteczności jest w takiej sytuacji jednak budowaniem fikcji.

Zależy oczywiście o czym dokładnie mówimy. Jeżeli osoba, która ma kogoś uzależnionego w rodzinie, chce jak najszybciej odzyskać poczucie sprawstwa w związku z tym, co się z nią samą dzieje, czyli np. żeby mogła przestać płakać po nocach – to tak. Natomiast jeżeli chcemy przywrócić jej poczucie sprawstwa, że w jakiś sposób może ona wpłynąć na to, by bliska jej osoba przestała używać, to absolutnie nie.

To jest właśnie jedna z najsilniejszych patologii występujących w tych systemach – złudzenie innych osób, że jeśli coś zrobią, lub jeśli coś przestaną robić, to będzie miało to realne przełożenie na uzależnienie bliskiego im człowieka. Tak naprawdę to przełożenie jest jednak niewielkie.

W skrócie, jest to więc praca nad uznaniem bezsilności wobec tej drugiej osoby i skupienie się na poczuciu sprawstwa dotyczącego mnie.

No tak, ale jeżeli weźmiemy pod uwagę, że uzależnione jest dziecko, które nie ma jeszcze 18 lat, to w dużej mierze to właśnie rodzic jest odpowiedzialny za to, co się z nim dzieje.

To są bardzo dramatyczne sytuacje, bo faktycznie rodzic jest odpowiedzialny, ale de facto jego wpływ jest mocno ograniczony.

Oczywiście odrobinę większe możliwości ma rodzic nieletniego dziecka, ale pamiętajmy, że w pełni może decydować on do 16-tych urodzin syna, czy córki. Pomiędzy 16, a 18 rokiem życia decyzję o leczeniu podejmuje rodzic wraz z dzieckiem. Powyżej 18 lat decyduje o sobie rzecz jasna tylko sam uzależniony.

Jest to dosyć trudne. Myślę sobie, że to, co ten rodzić może zrobić, to przekonywać, namawiać, pokazywać zyski, jakie ten młody człowiek może mieć ze zgłoszenia się do specjalisty. Może też oczywiście zmuszać go do tego, co wydaje się być umiarkowanie skuteczną strategią.

A czy nie jest tak, że jeżeli wcześniej w tej relacji coś szwankowało, to może być trochę za późno na pokazywanie zysków i tego typu rozmowy?

Jest i nie jest, szczególnie jeśli rodzic, czy też rodzeństwo, sami zgłosili się na terapię. W takiej sytuacji oprócz mówienia, także modelują.

Dzięki temu zaczyna to nabierać innego kształtu, przestaje być tylko czczym gadaniem: „To ty teraz pójdź i oni tam coś z tobą zrobią”. Nic dziwnego, że w takim wypadku jest to bardzo często przeżywane przez dziecko, jako chęć pozbycia się problemu, oddelegowanie go na zewnątrz.

Czyli coś, o czym rozmawiałyśmy na początku – to jest tylko problem tej osoby, to z nią jest coś nie tak.

Zgadza się, dochodzi do tego jeszcze myśl: „Pozbądźmy się go”. Natomiast jeżeli ta rozmowa jest toczona w sposób, który mówi: „Zobacz, mnie ta sytuacja zaczęła przerastać. Miałam w związku z tym różne trudne emocje, zgłosiłam się na terapię i bardzo mi to pomaga. Czuję, że sobie lepiej radzę i zależy mi na tym, żebyś ty też mógł się lepiej poczuć” – to jest to już przekaz wysyłany do dziecka z zupełnie innego poziomu.

Zobacz też: Uzależnienia, depresja, bezsilność – co jest po drugiej stronie gabinetu? Terapeuta: „To my sami jesteśmy narzędziem naszej pracy”

Małgorzata Zembowicz-Kowalska
psycholożka, psychoterapeutka, specjalistka terapii uzależnień. Prowadzi konsultacje psychologiczne, terapię indywidualną, grupową, terapię par oraz terapię uzależnień. Zajmuję się również prowadzeniem zajęć treningowych, psychoedukacyjnych oraz działalnością szkoleniową i dydaktyczną – www.malgorzatazembowicz.pl

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.