Przejdź do treści

Komórki macierzyste pomogą leczyć autyzm? „Nawet drobna zmiana to krok naprzód”

Rodzice z małym dzieckiem /Ilustracja do tekstu: Komórki macierzyste: jak je wykorzystać w leczeniu?

Jak można wykorzystać krew pępowinową? Czym różnią się komórki macierzyste krwi pępowinowej od komórek macierzystych sznura pępowiny? Czy za leczenie komórkami macierzystymi należy zapłacić? Na te i inne pytania – w 30. rocznicę pierwszego przeszczepienia krwi pępowinowej –odpowiadają eksperci.

Niemal równo 30 lat temu, w październiku 1988 r., prof. Eliane Gluckman wraz ze swoim zespołem dokonała pionierskiego przeszczepienia krwi pępowinowej 5-letniemu chłopcu choremu na niedokrwistość Fanconiego. Chłopiec wyzdrowiał, a sukces zabiegu przyczynił się do istotnego wzrostu wykorzystania komórek macierzystych z krwi pępowinowej w ratowaniu życia chorych na nowotwory i schorzenia hematologiczne. Współczesne badania wskazują, że komórki te mogą mieć zastosowanie nawet w chorobach neurologicznych.

Komórki macierzyste, czyli co?

Komórki macierzyste to pierwotne i niewyspecjalizowane jeszcze komórki, które charakteryzują się wysoką zdolnością do samoodnawiania i różnicowania. W medycynie pozyskiwane są:

  • ze szpiku kostnego,
  • z krwi obwodowej,
  • z tkanek popłodu: krwi pępowinowej i sznura pępowiny.

Jak wykorzystać komórki macierzyste?

Komórki macierzyste stosowane są od ponad 30 lat w leczeniu ciężkich chorób hematologicznych i onkologicznych, zarówno u dawcy, od którego zostały pobrane, jak i u jego rodziny lub osób niespokrewnionych (w zależności od wskazania).

W 2017 roku opublikowano wyniki badań nad zastosowaniem komórek macierzystych krwi pępowinowej w leczeniu autyzmu oraz mózgowego porażenia dziecięcego. Ich wyniki pokazują, że ta forma terapii może przynieść korzystne efekty kliniczne.

– Komórki macierzyste pochodzące ze sznura pępowinowego i krwi pępowinowej zaskakują swoją uniwersalnością. Wykazują bardzo dużą skuteczność, a przy tym nie wymagają pełnej zgodności materiału w układzie HLA.  Nie musimy już szukać dawcy w pełni zgodnego; wystarczy zaledwie 60 proc. zgodności. Już dziś wiemy, że możemy je wykorzystywać w leczeniu wielu chorób, a jeszcze nie wszystko wiadomo o ich zdolnościach – mówi prof. Krzysztof Kałwak z Kliniki Transplantacji Szpiku Onkologii  i Hematologii Dziecięcej Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.

CZYTAJ TEŻ: Jak karmić malucha, by nie groziły mu niedobory? Poznaj kalendarz żywienia dziecka!

Komórki macierzyste w leczeniu objawy autyzmu

Eksperci zauważają, że komórki te mają także dużą dawkę bardzo cennych substancji o działaniu immunomodulującym.

– Oznacza to, że podane np. dziecku z autyzmem potrafią znacznie złagodzić stan zapalny w centralnym ośrodku nerwowym. Czyli złagodzić objawy choroby – zwiększyć koncentrację, uspokoić, zmniejszyć napięcie mięśniowe – dodaje prof. Kałwak.

Zdaniem specjalisty, w najbliższej przyszłości komórki macierzyste z krwi i sznura pępowinowego znajdą szerokie zastosowanie w leczeniu dorosłych. Już dziś znane są przypadki satysfakcjonujących terapii osób z udarem niedokrwiennym czy po przebytym zawale serca.

– W leczeniu chorób neurologicznych dzieci bardzo istotny jest wiek pacjenta – im młodsze dziecko, tym lepsze efekty terapii. Nie możemy się jednak łudzić, że wyleczymy całkowicie porażenie dziecięce czy autyzm. Podanie komórek macierzystych (z krwi pępowinowej lub ze sznura pępowiny) ma na celu polepszenie jakości życia i zniwelowanie objawów. I proszę mi wierzyć, że w przypadku naszych pacjentów nawet pozornie drobna zmiana to wielki krok naprzód dla chorego i jego rodziny. Te „drobiazgi”, które uzyskujemy czasem już pod dwóch podaniach, oznaczają np. wielkie postępy w rehabilitacji, zmniejszenie napięcia mięśniowego, poprawę widzenia, mowy czy koncentracji. To bardzo wiele – podkreśla dr hab. Magdalena Chrościńska-Krawczyk z Kliniki Neurologii Dziecięcej Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Lublinie.

Terapia komórkami macierzystymi: wsparcie w finansowaniu

Terapia komórkami macierzystymi w chorobach neurologicznych realizowana jest w ramach procedury medycznego eksperymentu leczniczego. Oznacza to, że nie jest refundowana przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Z tego powodu dostęp do niej jest bardzo ograniczony.

Pacjentom, dla których wykorzystanie komórek macierzystych jest szansą na lepsze życie, przychodzi z pomocą Fundacja „Komórki Życia – Komórki Nadziei”.

­– Naszym zadaniem jest ułatwianie chorym dotarcia do potrzebnej im terapii. Większość
z nich to osoby, które nie mają własnej krwi pępowinowej. Oczywiście gdyby ją miały, cała procedura trwałaby dużo krócej i byłaby bezkosztowa, ale tak jest rzadko. Naszym celem jest umożliwianie chorym dzieciom i ich rodzinom leczenia w Polsce oraz informowanie ich o możliwościach i ośrodkach, które przeprowadzają takie terapie – mówi Paweł Kwiatkowski, prezes Fundacji „Komórki życia – Komórki Nadziei”.

–  Leczenie w kraju jest bowiem skuteczne (co potwierdzają również historie naszych podopiecznych), ale też tańsze i mniej stresujące dla dziecka i jego rodziców. A akurat brak stresu jest czynnikiem kluczowym w zdrowieniu – dodaje Kwiatkowski.

Bankowanie krwi pępowinowej. Czy pomoże osobie dorosłej?

Wiele osób, które rozważają bankowanie krwi pępowinowej, obawia się, że krwi jest zbyt mało, by wystarczyło na ewentualną terapię dla osoby dorosłej.

– Obecnie te obawy są nieuzasadnione. Już dziś potrafimy namnażać komórki macierzyste, […] a pewnie w przyszłym roku dopuszczona do zastosowania klinicznego zostanie przynajmniej jedna technologia przyspieszająca i usprawniająca ten proces. To oznacza, że zbankowana krew pępowinowa – bez utraty jej wartości – wystarczy dla dorosłego człowieka. I to nie są marzenia – to jest nasza najbliższa przyszłość – mówi dr Tomasz Baran z Polskiego Banku Komórek Macierzystych.

Bankowanie krwi pępowinowej daje możliwość zabezpieczenia komórek macierzystych na przyszłość. Jak twierdzi Paweł Kwiatkowski, gwarantem tej przyszłości są lekarze i badacze. Z kolei zadaniem władz i organizacji pozarządowych jest zapewnianie im wsparcia i motywacji, dzięki którym nie będą bali się podejmować śmiałych i pionierskich działań. I będą tworzyć tak przełomowe terapie jak prof. Eliane Gluckman.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Smog a zdrowie dzieci. „To wpływa na całe późniejsze życie”

Redakcja

Portal o rodzinie.

Wiek ojca a zdrowie dziecka. Kiedy jest odpowiedni czas na zostanie tatą?

Wiek ojca a zdrowie dziecka
fot. Pixabay

Do niedawna uważano, że w głównej mierze to wiek matki ma wpływ na stan zdrowia rozwijającego się w macicy dziecka. Okazuje się jednak, że czynnik męski jest równie ważny.

Mężczyźni powinni zostać ojcami przed 35 roku życia, aby uniknąć ryzyka wystąpienia wad u swoich dzieci – wynika z badania przeprowadzonego na Stanford University School of Medicine w Kalifornii.

W badaniu przeanalizowano stan zdrowia 40 mln noworodków. Naukowcy odkryli, że ryzyko wystąpienia powikłań porodowych zaczyna wzrastać, kiedy panowie zostają ojcami około 30. roku życia. Ryzyko to gwałtownie rośnie po 45. urodzinach.

Zobacz także: Samotni ojcowie żyją krócej. Zobacz, dlaczego

Wiek ojca a zdrowie dziecka

– Mamy tendencję do dostrzegania czynników matczynych w ocenie ryzyka związanego z porodem. Te badania pokazują jednak, że zdrowie dziecka to „osiągnięcie” obojga rodziców. Wiek ojca również ma wpływ na zdrowie dziecka – wyjaśnił profesor Michael Eisenerg ze Stanford University School of Medicine.

Zdaniem eksperta ryzyko wystąpienia u dziecka wad wrodzonych wzrasta nieznacznie, gdy ojciec kończy 35 lat i rośnie gwałtownie po przekroczeniu 40. i 50. roku życia. Dzieje się tak dlatego, że z każdym rokiem w DNA plemników dochodzi do dwóch nowych mutacji.

Okazuje się, że w porównaniu do dzieci spłodzonych przez młodych ojców (od 25 do 34 lat), dzieci starszych mężczyzn (od 35 do 44 lat) były o pięć proc. bardziej narażone na przedwczesny poród, wystąpienie napadów padaczkowych i niską masę urodzeniową. Ryzyko to wzrastało o 14 proc. u dzieci panów będących powyżej 45. roku życia.

Wyniki badań opublikowano w magazynie „British Medical Journal”.

Źródło: Daily Mail, med.stanford.edu

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Często chorujesz? Sprawdź, czy to nie efekt złych nawyków!

Zielona zabawka w kształcie wirusa na stosie chusteczek i napoczętych blistrów z lekami /Ilustracja do tekstu: Częste choroby? To może być efekt złych nawyków
Fot.: Pixabay.com

Łapiesz infekcje częściej niż twoi bliscy, znajomi z pracy czy inne osoby w twoim otoczeniu? Przyczyną mogą być złe nawyki, z których być może nawet nie zdajesz sobie sprawy. Jesień to pora, w której wielu z nas doskwierają częste choroby, dlatego sprawdź, czy sam im w tym nie pomagasz poprzez zgubne przyzwyczajenia.

Często chorujesz? Słuchaj swojego ciała i zadbaj o relaks

Ciało często samo informuje nas o wielu dolegliwościach, dlatego trzeba uważnie go słuchać i nie ignorować wysyłanych przez nie oznak. Nawet uczucie drapania w gardle, poranny ból mięśni, delikatny katar czy lekki ból głowy mogą być zapowiedzią poważniejszej choroby, która właśnie atakuje nas organizm. Szybka reakcja może jednak uchronić nas przed dalszymi konsekwencjami. Dzień spędzony na relaksie, połączony z odpoczynkiem w łóżku z kubkiem rozgrzewającej, miodowo-cytrynowej herbaty, wzmocni odporność i zabije infekcję w zarodku.

Jeśli jednak w stanie osłabienia będziemy nadwerężać organizm i bagatelizować złe samopoczucie, choroba łatwiej nas dopadnie. Notoryczne ignorowanie pierwszych objawów będzie zaś skutkowało nawracającymi infekcjami.

CZYTAJ TEŻ: Smog za oknem? Sprawdź, jak się przed nim chronić

Wylecz się do końca

Zwykłe przeziębienie trwa od 7 do 10 dni. W tym czasie najlepiej zostać w domu i zadbać wyłącznie o swoje zdrowie. Niestety, mało kto stosuje się do tej rady. Ze zwolnienia często wracamy, pociągając jeszcze lekko nosem. To duży błąd!

Niedoleczenie choroby oznacza, że nasz układ odpornościowy nie powrócił jeszcze do pełnej sprawności. To z kolei nie tylko naraża nas na rychłe kolejne zachorowanie. Powoduje też ryzyko, że nasze przeziębienia będą trwały dłużej i mogą doprowadzić do poważniejszych konsekwencji, takich jak zapalenie płuc lub oskrzeli. Jeśli tylko mamy taką możliwość, do regularnego trybu powinniśmy powrócić dopiero wtedy, gdy odzyskamy pełnię sił. Dzięki temu unikniemy też zarażania innych i rozprzestrzeniania się choroby.

Zadbaj o zdrowy sen

Chodzisz spać o późnych porach, a rano masz problemy ze wstawaniem? Sen to czas regeneracji dla naszego ciała i umysłu. To podczas niego nasz organizm może całkowicie odpocząć i nabrać nowych sił, niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania. Konsekwencjami niewyspania nie są tylko brak energii w pracy i częste ziewanie. Osłabiony organizm przekłada się na mniej sprawne funkcjonowanie wszystkich jego układów – w tym układu immunologicznego, który odpowiada za to, jak bronimy się przed infekcjami. Za optymalny czas, jaki dorosły człowiek powinien poświęcić w ciągu doby na sen, uznaje się 8 godzin. Niektórym jednak wystarczy 6,5 godziny, inni potrzebują 8,5 godzin. Nie chodzi więc o dokładną wartość, ale o to, aby czas wypoczynku dostosować do indywidualnych potrzeb.

Starannie myj ręce

Przestrzeganie zasad higieny to najważniejsza metoda profilaktyki zakażeń.

– Nawet 80 proc. wszystkich infekcji wywoływanych jest przez niedostateczną higienę rąk – tłumaczy lek. med. spec. epidemiolog Waldemar Ferschke, wiceprezes firmy Medisept.

Jak więc nie dopuścić wirusów do organizmu? Przede wszystkim często i dokładnie myć ręce. W sytuacji, kiedy nie mamy takiej możliwości, powinniśmy je zdezynfekować profesjonalnym preparatem nas bazie alkoholu. Poza tym należy unikać dotykania dłońmi twarzy, zwłaszcza w miejscach publicznych.

Nie stosuj antybiotyków na przeziębienie

Przeziębienie to choroba wirusowa – nie pomogą nam jej zwalczyć antybiotyki. Dlaczego tak jest? Wirusy nie są samodzielnymi organizmami. Do przetrwania potrzebują innych żywych komórek, z których korzystają.

Wirusy nie mają własnego systemu metabolicznego, w związku z tym zawarte w antybiotykach substancje mogą wpływać tylko i wyłącznie na komórkę gospodarza, na której bytuje dany wirus, a nie na sam wirus. Zbyt częste stosowanie antybiotyków – bez wskazań medycznych – prowadzi do osłabienia naturalnej odporności. To zaś sprawdzi, że będziemy częściej chorować, a do pokonania infekcji wykorzystamy więcej energii.

POLECAMY RÓWNIEŻ: 5 najnowszych doniesień, dzięki którym będziesz piękna, młoda i zdrowa przez… 100 lat!

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Palenie w ciąży przyczynia się do powstania zeza u dziecka

Palenie w ciąży przyczyną zeza u dziecka
fot. Fotolia

Stosowanie używek w czasie ciąży może nieść ryzyko wystąpienia poważnych wad płodu. Jak odkryli duńscy naukowcy, palenie tytoniu znacząco zwiększa prawdopodobieństwo powstania zeza u dziecka.

– Chociaż zez to powszechne schorzenie, które dotyczy około 2-3 proc. dzieci, niewiele wiadomo o jego przyczynach – powiedział w rozmowie z Reuters lekarz Tobias Torp-Pedersen ze Statens Serum Institut w Kopenhadze.

Zez to wada oczu objawiająca się osłabieniem mięśni ocznych, co powoduje zmianę kąta patrzenia jednego oka względem drugiego. Osoby z tą przypadłością mogą mieć trudności z prowadzeniem pojazdów oraz operowaniem maszynami i urządzeniami ruchu. Mogą mieć również problem z niektórymi sportami, łatwiej radzą sobie jednak z czynnościami związanymi z dobrze rozwiniętą wyobraźnią przestrzenną (np. przy obróbce grafiki trójwymiarowej).

Zez dotyczy ok. 30 różnych schorzeń – niektóre z nich są związane z problemami z mięśniami, podczas gdy inne odnoszą się do uszkodzeń nerwów. Niekorygowany zez może oprócz psychologicznych i społecznych konsekwencji prowadzić do nieodwracalnej utraty wzroku.

Zobacz także: Chrapanie u dziecka a dym papierosowy. Przełomowe badania naukowców

Palenie w ciąży przyczyną zeza u dziecka?

Narażenie płodu na działanie szkodliwych substancji może być jedną z przyczyn powstania zeza u dziecka. – Nikotyna i inne substancje w tytoniu, alkoholu i kofeinie wpływają na mózg – powiedział Torp-Pedersen. – Nawet niewielkie zaburzenia w rozwijającym się mózgu mogą prowadzić do powstania zeza – dodał.

Torp-Pedersen wraz z zespołem naukowców przeanalizował ponad 1300 przypadków zeza w grupie osób urodzonych w Danii w latach 1996-2003. Matki dzieci były badane dwukrotnie w czasie ciąży oraz 6 i 18 miesięcy po porodzie.

Okazało się, że wśród kobiet palących okresie w ciąży istniało aż o 26 proc. wyższe ryzyko urodzenia dziecka z zezem niż u pań, które w tym czasie nie sięgały po tytoń. W badaniu uwzględniono również inne czynniki ryzyka, takie jak spożywanie alkoholu i wiek matki.

Zobacz także: Rakotwórcza żywność, po którą sięgasz każdego dnia. Zobacz sam!

Jeden papieros, poważne konsekwencje

Dłuższa ekspozycja płodu na działanie nikotyny skutkowała większym ryzykiem pojawienia się wady wzroku. Występowanie negatywnych skutków palenia wzrosło odpowiednie do 43 proc. i 35 proc. u ciężarnych palących papierosy w ciągu pierwszych dwóch i wszystkich trzech trymestrów.

– Udało nam się udowodnić, że każdy dodatkowy papieros dziennie w czasie ciąży podnosi o pięć procent ryzyko powstania zeza [u dziecka – red.] – oznajmił Torp-Pedersen.

Wyniki badań Duńczyków ukazały się w magazynie „American Journal of Epidemiology”.

Źródło: Reuters, Meodnet

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Osoby, które dbają o porządek, żyją dłużej

Osoby, które dbają o porządek, żyją dłużej
fot. Pixabay

Nie denerwuj się, dbaj o porządek i troszcz się o innych a będziesz żył długo – przekonują naukowcy. Na potwierdzenie tych słów opublikowani wyniki eksperymentu, który trwał niemal 50 lat. 

W badaniu wzięło udział 26,845 uczniów szkoły średniej. Naukowcy odkryli, że ankietowani, którzy byli dojrzali emocjonalnie, spokojni, empatyczni i uporządkowani, mieli większe szanse na dożycie do 60. roku życia. Badanie przeprowadzili eksperci z University of Rochester w Nowym Jorku.

W 1960 roku nastoletni uczniowie wypełnili ankietę, w której ocenili, czy posiadają cechy osobowości „ważne dla sukcesu życiowego”. Wymieniono wśród nich: spokój, wrażliwość na uczucia innych, impulsywność, apodyktyczność, schludność, towarzyskość, dojrzałość. Losy uczestników badania były śledzone aż do 2009 roku. Do tego czasu 13 proc. ankietowanych zmarło.

Zobacz także: Brak snu powoduje, że twój mózg zjada sam siebie!

Osoby, które dbają o porządek, żyją dłużej

Po uwzględnieniu czynników, takich jak wiek uczniów, wykształcenie rodziców i dochody rodziny, eksperci doszli do wniosku, że nastolatkowie, którzy byli spokojni, schludni, empatyczni, kulturalni i dojrzali emocjonalnie, mieli większe szanse na dożycie starości. Z kolei osoby, które wykazywały za młodu impulsywność, były bardziej narażone na przedwczesną śmierć.

Niedojrzałość i impulsywność u nastolatka mogą według badaczy prowadzić do złych nawyków, które obciążają układ odpornościowy i serce. Negatywne cechy mogą też prowadzić do słabych wyników w nauce, niskich przychodów, a nawet rozwoju – twierdzą badacze. To z kolei wiąże się z gorszym stanem zdrowia, zaniedbywaniem własnych potrzeb.

Zobacz także: Jedno samobójstwo to tragedia aż 135 osób. Zwykle można jej zapobiec

Niepodziewany wynik eksperymentu

Wyniki eksperymentu zaskoczyły samych badaczy, ponieważ uważali okres szkoły średniej za czas „rozwoju i zmiany osobowości”. Byli pewni, że cechy zaobserwowane u nastolatków w czasie trwania badania ulegną zmianie w późniejszym wieku. Jednocześnie dodali, że w okresie szkolnym mogą uaktywnić się pewne cechy, które będą się umacniać przez kolejne lata.

Powyższe badanie jest pierwszym testem, w którym opisano wpływ temperamentu nastolatka na szanse dożycia starości. Naukowcy zaznaczają jednak, że potrzebne są jeszcze kolejne badania w tym kierunku, by dowiedzieć się, w jaki sposób osobowość wpływa na długość życia. Badacze przyznają również, że przyczyna śmierci ankietowanych nie była brana pod uwagę.

Źródło: Daily Mail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.