Przejdź do treści

Krzyk, płacz i obrażanie się. „N. już wie, że aby osiągnąć cel trzeba atakować”

dziecko krzyczy i płacze, by osiągnąć cel
fot. Pixabay

N. zrozumiała, że jej opinia ma znaczenie – deklaracja woli prowadzi do osiągnięcia celu. Jakże okrutne było jej rozczarowanie, kiedy przekonała się, że tak nie będzie działo się zawsze. Nie poddała się jednak.

Opowiadałem kiedyś, jak N zaczynała poznawać swoją siłę sprawczą. Cieszyła się, poznając, że jej decyzje mogą wpływać na otaczającą rzeczywistość. Eksperymentowała. Zmieniała zdanie, tylko po to, aby sprawdzić, co się wydarzy.

W jednej kwestii potrafiła wygłaszać trzy różne deklaracje – lubię, nie lubię, nie wiem – a udzielając kolejnych odpowiedzi, bacznie się przyglądała, jak reagujemy i jak toczą się wydarzenia w zależności od tego, co odpowie. Faza poznania najwyraźniej dobiegła końca.

Kiedy zauważyła, że nie zawsze będzie tak, jak sobie założyła postanowiła zaostrzyć środki postanowiła zawalczyć, nie zrezygnuje przecież z nowo odkrytego doskonałego narzędzia wywierania wpływu. Nie działa po dobroci? Zaostrzymy środki! I tak zaczęliśmy się kłócić.

Zobacz także: Gdy dziecko usypia coraz później. „Nie mamy już sił na nic, myślimy tylko o śnie”

Obszar zachcianek poszerzył się z wiekiem

Z jednej strony kolejny etap rozwoju, ale jednak trochę smutno, bo czasami nie wiem, co robić. N. jest duża (no dobra, tylko w porównaniu z tym, jaka była wcześniej) i już wie, czego chce. Poszerzyły się jej horyzonty, obszar zachcianek objął rzeczy, które my – ja i mama N. – wolelibyśmy trzymać jeszcze poza… no poza tym obszarem.

Nie zawsze chodzi o rzeczy niebezpieczne, czy z jakiegoś innego powodu niewskazane. Na przykład ta nieszczęsna piosenka o kwoce. Jak już kiedyś wspominałem żadna inna płyta nie może się znaleźć w odtwarzaczu. Cisza też jest niedopuszczalna. Kwoka ma grać od przebudzenia do uśnięcia. Nie gra? N. natychmiast reaguje.

N. już wie, że nie ma co czekać. Pierwsza sekunda ciszy to powód do działania. Dawniej N. próbowała nam tłumaczyć. Podpowiadała, ze zaraz się zdenerwuje. Kiedy udawaliśmy, że nie wiemy czemu, pomagała – „Bo coś nie gra!”. Te czasy minęły. N. nie traci już ani chwili na bezowocne przekomarzania.

Zobacz także: „Kwoka stała się ulubioną piosenką córki. Naszą też – nie mamy wyboru”

Dziecko krzyczy i płacze, by osiągnąć cel

Zrozumiała, że aby osiągnąć cel trzeba atakować, atakować, atakować. Usta N. wyginają się w podkówkę, a oczy napełniają się łzami. Zanim cokolwiek powiem, wybucha płaczem. W zależności od przyczyny sporu; proszę, tłumaczę, że na chwilę, że już mam dość, że nie dam rady, że nie wolno, bo niebezpieczne. N. rzuca się na łóżko, przykrywa twarz poduszką i krzyczy. Ja tracę cierpliwość i się obrażam.

Wtedy następuje najgorsze. Kiedy N. zauważa, że nic nie wskóra, robi się jej autentycznie przykro. Tak to przynajmniej wygląda. Zwija się w kłębek, ściska pluszowego tygrysa i łka. Ja czuję się podle. Znowu. Pytam, czy jej smutno (jakbym nie wiedział!) i czy chce się przytulić.

Po chwili przykleja się do mnie cichutko popłakujący kłębek żałosnego nieszczęścia. Zżera mnie poczucie winy, że się obraziłem, że ją zawiodłem, że nie stanąłem na wysokości zadania. Wytrzymuję minutę, dwie. Pytam N., co by chciała, żeby jej nie było smutno (jakbym nie wiedział!). Łkanie milknie, a N., z twarzą wciśniętą w moją koszulę, szeptem powtarza swoją prośbę. Robimy to, czego sobie zażyczyła.

Tata z Dzieckiem

Tata z dzieckiem. Pracuje, no i opiekuje się N. Pół tygodnia w pracy, pół tygodnia w domu z dzieckiem. W weekendy jedno i drugie.

Jak nas zmienia macierzyństwo? „Powrót do życia” po urodzeniu dziecka

Jak nas zmienia macierzyństwo?
fot.Pixabay

Kilka tygodni temu będąca w zaawansowanej ciąży brytyjska modelka i piosenkarka, Myleene Klass, ogłosiła, że nie zamierza brać urlopu macierzyńskiego po porodzie. Nie brała go również po urodzeniu dwóch starszych córek. Zaraz po porodzie planuje wrócić do stacji radiowej, w której pracuje.

„Złe matki” porzucają dzieci w żłobkach?

Stany Zjednoczone proponują młodym matkom zaledwie kilka tygodni urlopu macierzyńskiego, nie zawsze płatnego. Kilku czy kilkunastotygodniowe niemowlęta w żłobkach i matki wracające do pracy chwilę po urodzeniu dziecka nie są niczym wyjątkowym.

Amerykańska piosenkarka, Amanda Palmer, zastanawiała się wspólnie ze swoimi fanami, jaką będzie artystką po narodzinach dziecka, jak macierzyństwo wpłynie na jej twórczość, czy nadal będzie kreatywna. Z kolei Adele, wówczas matka małego chłopca, doradzała innej piosenkarce, żeby nie spieszyła się z macierzyństwem, ponieważ będąc matką trzeba wszystko podporządkować dziecku.

To nie będzie o złych matkach, które przedwcześnie porzucają dzieci w żłobkach, ani o matkach skoncentrowanych wyłącznie na sobie. To będzie tekst o tym, w jaki sposób macierzyństwo zmienia kobietę. Wiele z tych zmian jest dostrzegalnych gołym okiem, są zewnętrzne, jak wówczas, kiedy zmienia się ciało, rytm dnia, codzienne czynności. Ale również o zmianach fundamentalnych – o ciągłym myśleniu o innym człowieku, odpowiedzialności, podporządkowaniu się potrzebom innej osoby. Zmianach, które czasami bardzo trudno zaakceptować.

Zmiany są nieuniknioną częścią życia. Chcemy tego, czy nie. Są, choć się ich obawiamy, nie jesteśmy przygotowani, nie wiemy, czy i jak się do nich zaadaptujemy. Macierzyństwo jest jedną z takich sytuacji. Zmiana, która następuje po narodzinach dziecka jest totalna, a jej skutki nie do przewidzenia. I właściwie nie wiadomo, czy jest to zmiana na lepsze, czy gorsze.

Zobacz też: Wiosenna miłość to nie mit – o zakochiwaniu się na wiosnę mówi psycholożka

Zmiana na lepsze?

Niedawne badania holenderskie pokazały, że podczas ciąży komórki płodu przenikają do ciała matki i zostają w nim po zakończeniu ciąży. Na razie wiadomo, że dotyczy to matek chłopców. To niezwykłe wnioski, ponieważ pokazują, że kobiety „noszą” w sobie dzieci na długo po tym, jak się z nimi rozstaną podczas porodu. Patrząc na to z innej perspektywy można by pomyśleć, że ciało nigdy już nie jest takie samo, że już zawsze należy do kogoś jeszcze.

Czy jest to perspektywa wzbogacająca, budząca w kobiecie fantazję o obfitości, niezwykłych zdolnościach, które posiada? Czy może raczej wywołuje lęk, ponieważ komórki dziecka wtargnęły w jej komórki? Nieustanne przypomnienie, że jest się matką, że na świecie jest drugi człowiek początkowo całkowicie od nas zależny, a potem patrzący w nasza stronę.

Mamy więc naukowy dowód na to, że zostając matką, kobieta nigdy nie jest już taka jak przedtem.

Zobacz też: Hejtujące matki na Facebooku. „Fotelik tego typu to dno, śmierć na miejscu”. Skąd ta zawiść?

Inne wartości

Jeśli zapytać matki, czy zmieniły się po porodzie, większość potwierdza. Wyraźne zmiany zachodzą w obszarze przekonań związanych z opieką nad dziećmi. Czasami zanim kobieta zostanie matką jest przekonana, że skorzysta z oferty żłobkach, że szybko wróci do pracy, by ostatecznie wybrać możliwie najdłuższy urlop wychowawczy. Lub odwrotnie – ma głębokie przekonanie, że będzie się zajmować wyłącznie dzieckiem przez pierwsze lata jego życia, by ostatecznie skrócić ten czas do niezbędnego minimum.

Kobiety, które zanim zostały matkami nie były szczególnie zainteresowane różnymi modelami opieki nad dziećmi, będąc na urlopie macierzyńskim chłoną wiedzę na ten temat, rozwijają się, zakładają blogi czy organizują spotkania dla matek małych dzieci.

Jak się zmienić, żeby się nie zmienić?

Podobno pod koniec wojny Katarzyna Kobro porąbała swoje rzeźby, by móc ugotować zupę córce. Trudno powiedzieć, czy ta sytuacja rzeczywiście się wydarzyła, czy jest to anegdota. Wiadomo natomiast, ze macierzyństwo miało silny wpływ na twórczość Kobro. Wielokrotnie potrzeba bycia z córką czy też zaopiekowania się nią wygrywała ze sztuką.

Macierzyństwo wprowadza zmiany fundamentalne. Jest to fakt, ale niekoniecznie fakt wyczekiwany i przyjmowany z ulgą, akceptowany bez wątpliwości. Często zmianom towarzyszy lek, niepewność, obawa, że się nie sprosta, nie odnajdzie w nowej rzeczywistości. Niechęć do zmian może przyjmować formę aktywnego im przeciwdziałania lub zaprzeczenia. Wydaje się, że tym właśnie jest takie działanie, które ma pokazać, że pojawienie się dziecka niczego właściwie nie zmieniło, że można pracować tak jak przedtem, w takim wymiarze jak przed dzieckiem i w takiej formie. Czasami w fantazjach przyszłych matek pojawia się obawa, że dziecko coś zabierze, zatrzyma (na przykład kreatywność). Dziecko może być wyczekiwane i chciane, ale może tez budzić różne obawy i wątpliwości.

Zobacz też: Pierwszy Dzień Matki – jaki prezent wybrać? Te słowa młodych mam nie pozostawiają złudzeń!

Powrót do pracy to ratunek?

Szybki powrót do pracy może być formą poradzenia sobie z napięciem, jaki towarzyszy wczesnemu macierzyństwu. Nie pozwala się z nim zatopić, zlać z dzieckiem, poczuć, jak wyłączna i ograniczająca jest relacja z dzieckiem. W tym sensie fantazje o tym, że po porodzie nic się nie zmieni, że życie będzie toczyło się jak dawniej, jedynie z maleńkim człowiekiem u boku, może mieć na celu redukcję napięcia i lęków związanych z tym, co ma si wydarzyć. Wzajemna zależność matki i niemowlęcia są w początkowych miesiącach wyjątkowe. Można tego w równym stopniu pragnąć, jak i się obawiać.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Gigantyczne piersi na londyńskich dachach – powiedz STOP stygmatyzacji!

Fot. Twitter Elvie

Żyjemy w kulturze, w której kobiece ciała są nieustannie na celowników. Podobnie jak macierzyństwo – wszyscy wiedzą lepiej, jaka powinna być dana matka. Ma karmić piersią, ma nie karmić piersią, ma spać z dzieckiem, ma nie spać z dzieckiem, ma mieć taki wózek, ale za to nie używać takiego bujaczka – a gdyby powiedzieć temu wszystkiemu STOP i po prostu dać przestrzeń na to, by każda kobieta realizowała się w macierzyństwie w taki sposób, w jaki tylko chce?

Wracając do karmienia piersią, które to jest chyba największym tematem sporów. Wypowiadają się o nim niemalże wszyscy – inne matki, babki, sąsiedzi, piekarze, kucharze, taksówkarze. Wciąż jest to obszar budzący duże kontrowersje. Z jednej strony jest w ludziach świadomość tego, że mleko matki jest dla dziecka dużym potencjałem. Z drugiej zaś, karmienie piersią w miejscach publicznych wciąż gorszy wiele osób. Jest niezwykle mało zrozumienia zarówno dla potrzeb matki, jak i dziecka.

Tacy jesteśmy – tyle!

Dziecko jest głodne. Jest głodne tu i teraz. Niemowlak nie ma jeszcze umiejętności przetłumaczenia sobie: „Hmm, teraz nie jest najlepsza pora na jedzenie. Zaczekam.” – nie, on potrzebuje energii właśnie w tej chwili. Każdy z nas był na tym etapie. Wielu z nas zapewne także karmiono piersią. To jest biologia, to jest człowiek, tak zostaliśmy stworzeni. Czy zatem jest to coś gorszącego? Czy „normalność” powinna budzić wstyd i być pod ostrzałem nadmiernej pruderii?

Chcąc zawalczyć o przestrzeń dla matek karmiących, firma Elvie, która zajmuje się technologią dla kobiet, umieściła w marcu na różnych londyńskich dachach ogromne… piersi! Jest to część kampanii #FreetheFeed [tłum. red. ‚uwolnić karmienie’] skupiającej się właśnie na normalizacji karmienia piersią w miejscach publicznych. Podkreśla tym samym, że pora już skończyć ze stygmatyzacją, ocenianiem i obrażaniem matek, które właśnie opiekują się swoimi maluchami.

Fot. Twitter Elvie

Być matką, jaką się chce

Karmienie piersią to nie tylko pokarm, który buduje odporność dziecka. To także duże ułatwienie w budowaniu bliskości i tworzeniu z dzieckiem więzi. Pokazują to piękne zdjęcia, które publikowaliśmy na naszym portalu [TUTAJ]. Było to co prawda już kilka lat temu, ale jak widać, co i rusz trzeba ten temat poruszać: „Czy naprawdę chcemy walczyć z biologią? Czy nie potrafimy docenić macierzyństwa? A jeśli taki widok wprowadza nas w zakłopotanie, to dlaczego nie staramy się stworzyć matkom komfortowych przestrzeni, by mogły w nich karmić swoje maluchy?” – pisaliśmy.

Co ważne, należy też pamiętać, że do karmienia piersią nikt nie powinien kobiety zmuszać. Jest to indywidualna decyzja matki, która nie zawsze chce, albo nie zawsze może karmić. Idąc więc w drugą stronę, nie stygmatyzujmy mam karmiących swoje dzieci w inny sposób. Dajmy im samym zdecydować, przyjmujmy te decyzje z pełnym szacunkiem i stwórzmy przestrzeń, w której każda mama odnajdzie się w swojej roli w taki sposób, jaki jest jej i tylko jej najbliższy.

Fot. Instagram Elvie

Zobacz też: Wyrzuty sumienia po odstawieniu dziecka od piersi

Inspiracja: cafemom

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Hejtujące matki na Facebooku. „Fotelik tego typu to dno, śmierć na miejscu”. Skąd ta zawiść?

hejtujące matki
"Złote rady" niektórych matek mogą być źródłem stresu dla innych kobiet – fot. Fotolia

Będąc w stanie błogosławionym dużo czasu poświęcałam na szukanie informacji na temat przebiegu ciąży, porodu i opieki nad maluszkiem. Zaopatrzyłam się w różnego rodzaju poradniki, zapisałam się do szkoły rodzenia oraz codziennie przeczesywałam Internet, aby znaleźć odpowiedzi na najpilniejsze pytania, np. dlaczego kłuje mnie w prawym dolnym rogu brzucha i czy to aby nie jest śmiertelne.

Dołączyłam również do grup na Facebooku dla kobiet w ciąży oraz do grupy oczekujących narodzin w tym samym miesiącu co ja. Społeczności te dawały mi wiele wsparcia i poczucie, że nie jestem sama z moimi odczuciami – inne przyszłe mamy też tak mają!

Wszystko było pięknie i spokojnie, aż do dnia narodzin maluszków. Wtedy to w niektóre matki wstąpił diabeł i zaczął się hejt.

Zobacz też: Złota jesień w rytmie baby blues – z pamiętnika mamy

Hejtujące matki

Przykładowa sytuacja – pewna mama wstawia na grupę zdjęcie niemowlaka z podpisem: „Pierwszy uśmiech Jasia, udało mi się uchwycić na zdjęciu. Czyż nie wygląda słodko?”. Na co uzyskuje kilka lajków i serduszek, oraz ogrom zarzutów:

„Dlaczego Jasio siedzi w foteliku w kurteczce? Na pewno jest mu za gorąco! Tak się nie robi.”

„Nie jest wystarczająco mocno przypięty pasami. Dziecko przypina się tam mocno jak się kocha – chcesz je zabić?!”

„Fotelik tego typu to dno, śmierć na miejscu”

Oraz nieśmiertelne: „Dlaczego nie ma czapeczki/ma czapeczkę?”

Efekt – następnego dnia załamana mama Jasia opuszcza grupę, wraz z kilkoma innymi dziewczynami, które nie zgadzają się na takie traktowanie. W poście pożegnalnym pisze, że otrzymała jeszcze wiele prywatnych nieprzyjemnych wiadomości.

Czym wytłumaczyć takie zachowanie hejtujących kobiet? One same twierdzą, że chciały dobrze, udzieliły porady w najlepszym interesie drugiej matki – no bo najwyraźniej ta nie wie, że tak się nie robi. Czy jednak mamy prawo pouczać innych w ten sposób? Nie sądzę. Nie wspominając, że skuteczność takich nauk jest wątpliwa.

Zobacz też: Czy stać mnie na dziecko?

Czy mamy prawo pouczać?

Długo myślałam nad przyczynami takiego zachowania młodych mam. Doszłam do wniosku, że może tutaj działać tzw. efekt Krugera-Dunninga, opisany przez dwóch socjologów z Uniwersytetu Corella w Stanach Zjednoczonych. Jest to zjawisko psychologiczne polegające na tym, że osoby niewykwalifikowane w jakiejś dziedzinie życia mają tendencję do przeceniania swoich umiejętności w tej dziedzinie. Z kolei prawdziwi eksperci często nie doceniają swoich kwalifikacji, ponieważ zdają sobie sprawę ze złożoności problemu i braku jednoznacznych odpowiedzi.

Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego większość kierowców uważa, że jeździ lepiej od innych (i klnie na czym świat stoi przedzierając się przez miejską dżungle)? Czy w takim razie ktoś w ogóle jeździ źle? To jest klasyczny przykład działania tego błędu poznawczego.

Mamy niemowlaków, siłą rzeczy, są początkujące w opiece nad dzieckiem. Żadna nie ukończyła studiów z macierzyństwa, bo też takich nie ma. Bazujemy na przekazie pokoleń oraz wiedzy książkowej. Porady bywają nieaktualne lub sprzeczne ze sobą. Jesteśmy zmęczone, często niedoceniane, bo przecież „tylko siedzimy w domu z dzieckiem”; sfrustrowane i z niską samooceną. Pokusa pouczenia i wystąpienia w roli „wiedzącej” może być kusząca. Sama nie raz gryzę się w język, aby nie uraczyć kogoś jakąś swoją nieproszoną mądrością.

Podsumowując, uważam, że czasem, cytując serial Doktor House, ignorancja jest błogosławieństwem. O ile marchewka ze słoika, zamiast eko-warzywa z własnego ogródka, nikogo nie zabiła, to stres i ciągłe nerwy – a i owszem.

Alina HRabina

Zawodowo związana z branżą HR. Obecnie na urlopie macierzyńskim. Mieszka w Warszawie, chętnie odbywa podróże małe i duże.

10 rzeczy, które warto robić, zanim pojawi się dziecko

!0 rzeczy, które warto robić zanim pojawi się dziecko
Czasami trzeba spontanicznie poddać się chwili – Fot. Pixabay

Decyzja podjęta. Będziecie mieli dziecko. Zanim pojawi się ono na świecie, być może warto zrobić to, o czym od dawna marzyliście. Potem może zabraknąć czasu i będziecie zajęci innymi sprawami.

  1. PODRÓŻOWANIE

To, że urodzi się dziecko, nie znaczy, że skończą się podróże. Wiele osób jeździ z małymi dziećmi w różne części świata i obie strony są zadowolone. Tylko że to całkiem inny rodzaj turystyki. Teraz, kiedy jeszcze jesteście sami zrealizujcie jakieś swoje marzenie – Australia, Brazylia, Peru czy Góry Stołowe. Pamiętajcie, niech liczy się „droga”. Smakujcie każdy jej kilometr.

  1. SPANIE

Jeśli macie ochotę na spanie do 12 lub dłużej, nie żałujcie sobie. Sobotnie i niedzielne ranki należą teraz tylko do was. Kiedy pojawi się maluch, przez pierwsze 5 lat możecie zapomnieć o długim, nieprzerwanym, niczym niezakłóconym śnie.

  1. BEZTROSKIE WYLEGIWANIE

A kiedy już się wyśpicie (patrz wyżej) możecie dalej się wylegiwać albo wybrać się na śniadanie z przyjaciółmi, które przeciągnie się aż do obiadu – tak, to może też być brunch. Przeczytajcie całą sobotnią gazetę (z dodatkiem), bo później sterty nieprzeczytanych gazet przypominać będą o czasach, kiedy można było zadbać o swój mózg.

  1. WIECZORNO-NOCNE WYJŚCIA

Nie żałujcie sobie. Później wieczorne wyjścia będą drogie – stawki opiekunki do dziecka to spory wydatek. Wychodźcie na koncerty, do kina, teatru, na imprezy. Będzie wam tego brakować – nie tylko z powodu drogiej niani, ale dorosłego repertuaru kina i teatru oraz dorosłego towarzystwa. Nie da się ukryć, że przy późniejszych wyborach będziecie się kierować gustem dziecka. Póki nie goni was czas, możecie wracać do domu nawet nad ranem więc nie narzekajcie na niewyspanie czy kaca, bo na razie macie czas, żeby odespać wczorajsze traumy.

Zobacz też: Droga do bliskości

  1. CZAS PO PRACY

Nie wracaj do domu każdego dnia. Później będziesz to robić codziennie. Wybierz się na zakupy, spotkaj z koleżanką czy kolegą, idź do nowej knajpy na kolację.

  1. ZADBAJ O SWÓJ WYGLĄD

Wyciągnij z szafy te wszystkie sukienki i buty, któryś jeszcze nie miałaś okazji włożyć. Eleganckie szpilki i wystrzałowa sukienka dobrej firmy? Czemu nie? Później, kiedy będziesz miała niemowlaka przewieszonego przez ramię i biustonosz do karmienia, nie będzie ci się chciało nosić innego niż wygodne dżinsy i obszerny T-shirt.

  1. PORZĄDKI

Od lat masz nieuporządkowaną piwnicę lub łazienka potrzebuje odnowienia. Teraz jest czas, żeby to zrobić i sprawić, żeby ta rzecz nie spędzała ci snu z powiek. Jeśli nie zrobisz tego teraz, nie ma szansy, żebyście znaleźli czas później.

Zobacz też: Współczesna rodzina na nowo zdefiniowana

  1. SPONTANICZNOŚĆ

Tego chyba najbardziej (oprócz snu) brakuje wszystkim rodzicom. Nie zamkną przecież dziecka w szufladzie, kiedy będą chcieli wymknąć się na dach, żeby poobserwować księżyc i pouprawiać seks w jego blasku. No właśnie. Postarajcie się spełniać swoje spontaniczne zachcianki, zanim wejdziecie w inny rytm.

  1. NAUKA i PRACA

Czas przed urodzeniem dziecka wykorzystaj na skończenie studiów, karierę zawodową lub nauczenie się tego o czym zawsze marzyłaś – kreatywne pisanie, gra na pianinie, lepienie garnków etc.

  1. POMYŚL O SOBIE

To dobry czas, żeby pomyśleć o sobie jako przyszłym rodzicu – zapytaj swoich rodziców o to doświadczenie. Jeśli masz taką potrzebę, wybierz się do psychologa albo psychoanalityka, żeby przepracować problemy, jeśli takie masz. A może myślisz o przeprowadzce? Warto zrobić to teraz, bo później będzie to odrobinę trudniejsze.

 

 

 

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.