Przejdź do treści

Ktoś, kto może pomóc – kim jest psycholog, psychoterapeuta, psychiatra?

psycholog psychoterapeuta psychiatra
Fot Viacheslav Iakobchuk/ 123RF

Niestety, nikt nie uczy nas w szkołach (a przynajmniej jeszcze niedawno nie uczył), u kogo można szukać pomocy w razie problemów natury psychicznej i jaki jest zakres działań specjalistów z tej dziedziny. Co więcej, nie dość, że wiele osób nie ma takiej wiedzy, to jeszcze tematy te wciąż w wielu kręgach owiane są tabu. Wyjaśnijmy zatem – bez owijania w bawełnę i z pełną otwartością – kim jest psychiatra, psycholog czy psychoterapeuta i w jaki sposób mogą Ci pomóc.

Psychiatra

Jest to lekarz po studiach medycznych oraz specjalizacji właśnie z psychiatrii (lub w trakcie specjalizacji, która to informacja jest dostępna dla pacjentów). Jest to specjalista, który zajmuje się leczeniem zaburzeń i chorób psychicznych, może wprowadzać farmakoterapię, zlecać badania, wystawiać recepty oraz zwolnienia. Jak każdy lekarz musi też przestrzegać Kodeksu Etyki Lekarskiej. Co istotne, oddzielną specjalizacją jest psychiatria dzieci i młodzieży, która niestety w naszym kraju nie cieszy się zbyt duża popularnością, a potrzeby są w tym zakresie ogromne!

Psychoterapeuta

Zwykle jest to psycholog (chociaż nie zawsze, ponieważ niektóre szkoły psychoterapii przyjmują także absolwentów socjologii, pedagogiki, medycyny i innych kierunków), który ukończył po studiach specjalistyczne szkolenie psychoterapeutyczne. Najczęściej trwa ono 4 latach i kończy się certyfikacją. Pamiętaj, jeśli zgłaszasz się do psychoterapeuty, zawsze możesz dopytać go o certyfikat lub etap szkolenia. Etap? Zgadza się, ponieważ już w czasie kształcenia w szkole psychoterapii można pracować z pacjentami (w niektórych nurtach zamiast pacjentów używa się określenia „klientów”). Jeśli jednak dana osoba jest jeszcze w trakcie szkolenia, powinna o tym informować zgłaszające się do niej osoby.

Jakie są główne nurty psychoterapeutyczne?

  • psychoanalityczny
  • psychodynamiczny
  • poznawczo-behawioralny
  • systemowy
  • humanistyczny, np. psychoterapia Gestalt

Zgłębiając się w wymienione tu nurty można natrafić na wiele różnych podejść, jak np. wywodzące się z podejścia poznawczo-behawioralnego Terapię Schematu czy Terapię akceptacji i zaangażowania (ACT). Jeśli masz wątpliwość, co to właściwie oznacza, nie obawiaj się zapytać terapeuty! Zwykle pierwsze wizyty konsultacyjne są właśnie od rozwiewania tego typu niejasności (chociaż nie tylko, ponieważ w każdym momencie psychoterapii możesz śmiało zadawać wszelkie nurtujące Cię pytania).

Zobacz też: Pierwsza wizyta u psychoterapeuty – 3 pytania, których możesz się spodziewać

Psycholog

To osoba, która ukończyła 5-letnie studia magisterskie na kierunku Psychologia (chociaż obecnie niektóre uczelnie oferują też dwustopniowe studia psychologiczne, gdzie pierwszy stopień kończy się licencjatem). Są to osoby, które zaliczą wszystkie przedmioty konieczne na danym kierunku, zrealizują praktyki wymagane w czasie studiów, ukończą seminarium magisterskie oraz obronią pracę. Co istotne, na studiach psychologicznych do wyboru jest co najmniej kilka specjalizacji (zwykle wybiera się je po trzecim roku studiów), z których część wcale nie jest związana z obszarem pomocy psychologicznej. Stąd też osoba z tytułem psychologa może zajmować się np. reklamą, marketingiem, HR’em czy chociażby badaniami społecznymi.

Czy tylko wymienieni wyżej specjaliści niosą pomoc w zakresie problemów emocjonalnych? Zdecydowanie nie, ponieważ wsparcie dają także psycholodzy kliniczni, specjaliści oraz instruktorzy terapii uzależnień, seksuolodzy, socjoterapeuci etc. Zwykle każdy z tych zawodów wymaga wielu lat nauki, praktyk, szkoleń oraz terapii własnej (mowa przede wszystkim o psychoterapeutach). Po raz kolejny to powtórzmy – jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości, zawsze możesz dopytać osobę, do której się zgłaszasz, o jej kwalifikacje. Ma ona obowiązek udzielić Ci takiej odpowiedzi.

Zobacz też: Rodzice i terapia uzależnień dziecka – jak się w tym wszystkim odnaleźć?

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW (dziennikarstwo). Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS, jest też byłą słuchaczką studiów podyplomowych Gender Studies na UW. Współautorka książki "Kobiety bez diety".

Kto śpi lepiej – agnostycy i ateiści czy katolicy i baptyści?

sen a wiara
fot. unsplash.com

Nowe badania wykazały związek między przynależnością religijną, poglądami na temat zbawienia a… długością snu. O co w tym wszystkim chodzi?

Amerykańska Akademia Medycyny Snu przeprowadziła ankietę, której wyniki okazały się dość zaskakujące. Wykazały one, że aż 73% ateistów i agnostyków przesypia siedem lub więcej godzin na dobę, co zdaniem AAMS jest wartością optymalną. Tymczasem wśród katolików i baptystów odsetek podobnych odpowiedzi był znacznie niższy – wyniósł odpowiednio 63 i 55%. Ponadto niewierzący częściej deklarowali, że nie mają problemów z samym zasypianiem.

Wyspani i wierni

„Wiemy, że niedostatek snu ogranicza cechy będące kluczowymi z punktu widzenia wspólnot religijnych: pozytywny stosunek do społeczności, zdolność okazywania miłości i porównywania zamiast osądzania […] Czy lepszy sen umacnia ludzką wiarę i pomaga w staniu się lepszym chrześcijaninem? Tego nie możemy stwierdzić z całą pewnością, ale bez wątpienia wysypianie się pozytywnie wpływa na samopoczucie i psychikę” ­– stwierdziła Kyla Fergason, studentka z Baylor University w Waco i jednocześnie główna autorka badania. Warto nadmienić, że w ankiecie wzięło udział ponad 1500 osób. Odpowiedziały na pytania dotyczące m.in. jakości i długości swojego snu.

Zobacz też: Rozwodowe ABC – co zrobić, żeby zakończyć małżeństwo?

Optymizm a sen

Ale zapewne najciekawszy – i w sumie dość zabawny – wniosek płynący z badań brzmi następująco: osoby wierzące, które śpią siedem godzin lub dłużej, są częściej przeświadczone o tym, iż trafią do nieba. Krótko mówiąc, zdrowy, odpowiednio długi sen, faktycznie pozwala ludziom bardziej optymistycznie spojrzeć na świat (najwyraźniej nie tylko ten doczesny).

A skoro już mowa o optymizmie, warto wspomnieć także o innych badaniach, odbywających się pod kierunkiem Jakuba Weitzera i Ewy Schernhammer, epidemiologów z Uniwersytetu w Wiedniu. Niedawno opublikowali artykuł w „Journal of Sleep Research” na temat tego, jak optymizm i sen wypływają na długość życia.

Jak wyćwiczyć optymizm

Najważniejszym wnioskiem, do jakiego doszli Austriacy, jest stwierdzenie, iż optymiści cierpią na bezsenność o wiele rzadziej niż pesymiści. Co ciekawe, autorzy badania twierdzą, że optymizm można… wyćwiczyć. Jak? Proponują zadanie polegające na tym, by „wyobrażać sobie idealne życie i regularnie je opisywać”. „Po kilku tygodniach może ono pomóc w zwiększeniu poziomu optymizmu” – twierdzą dalej naukowcy. Zaznaczają przy okazji, że nie chodzi o to, aby ta „idealna” wizja się ziściła, tylko o wyznaczenie sobie określonych celów i dążenie do nich.

Na podstawie: News Medical

Zobacz też: Bezsenność – czy powoduje depresję i inne zaburzenia nastroju?

Bartosz Jaster

Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonat i badacz historii, miłośnik literatury faktu. Członek Fundacji Rozszczepowe Marzenia, niosącej pomoc dzieciom z wadami wrodzonymi.

7 grzechów głównych popełnianych przez ludzi w trakcie rozwodu

rozwód błędy
fot. 123rf.com

Rozwód jest dla ludzi. Statystyki pokazują, że coraz częściej. Pytanie tylko, czy jesteś w stanie spojrzeć na ten – niejednokrotnie – kataklizm życiowy ze spokojem połączonym ze strategicznym myśleniem. To właśnie ten miks pozwala uniknąć pochopnych decyzji, które mogłyby odbijać się echem przez wiele kolejnych lat czy nawet resztę Twojego życia.

Z danych GUS wynika, że w dłuższej perspektywie czasowej przybywa rozwodów. W 2018 r. polskie sądy rozwiązały w ten sposób blisko 63 tys. małżeństw. W roku 2010 było to 61 tys., zaś w latach 1990–2000 średnio odnotowywano rocznie zaledwie ok. 40 tys. rozwodów.

Można wymienić wiele przyczyn tego zjawiska, przede wszystkim zmiany społeczno-obyczajowe, lecz nie to jest przedmiotem tej opowieści. Tym razem, posiłkując się kilkunastoletnim doświadczeniem zawodowym jako pełnomocnik w sprawach rodzinnych (w tym rozwodowych), sformułowałam 7 kluczowych błędów, jakie ludzie popełniają w rozwodach. Piszę „kluczowych”, ponieważ mogą mieć wpływ na resztę życia, stąd też śmiało można nazwać je „grzechami głównymi”. Większość z nich ma wspólny mianownik, a jest nim brak zrozumienia, że rozwód ma w sposób kompleksowy rozwiązać wszelkie sprawy pomiędzy małżonkami – partnerskie, rodzicielskie i majątkowe. Jeśli tego nie zrozumiesz, możesz – będąc już po mniej lub bardziej traumatycznym rozwodzie – na kolejne lata utknąć w sądzie. Owszem, kolejne sprawy między wami mogą toczyć się niemalże w nieskończoność, np. o podział majątku, większe bądź mniejsze alimenty, szersze bądź bardziej ograniczone kontakty z dziećmi etc.

Grzech nr 1

Niezebranie, pochopne zniszczenie, niezabezpieczenie bądź oddanie dowodów winy współmałżonka.

Często do kryzysu w małżeństwie, a w konsekwencji do rozwodu, dochodzi z powodu nagannych zachowań jednego z małżonków. Może to być zdrada, pobicie, przemoc psychiczna, hazard, pijaństwo czy stosowanie innych środków odurzających. Pamiętaj, aby wykazać drugiej stronie winę w rozkładzie pożycia, musisz to udowodnić.

Jeśli zatem zdobędziesz dowody winy współmałżonka (np. raport detektywistyczny, nagrania awantur wszczynanych przez współmałżonka, list/mail z przyznaniem się do winy, list/mail z wyznaniami bądź zdjęcia wskazujące na intymną relację z inną osobą, obdukcję, zaświadczenie o odbyciu terapii odwykowej, listy/maile wskazujące na stosowanie przemocy psychicznej przez jedno z małżonków, np. przez deprecjonowanie drugiego), należycie je zabezpiecz. Skopiuj i trzymaj w miejscu niedostępnym dla drugiej strony. Nawet jeżeli kryzys w związku zostanie zażegnany i postanowicie trwać w małżeństwie, nie oddawaj współmałżonkowi dowodów jego winy, ani ich nie niszcz. Oby udało się Wam naprawić wzajemne relacje, ale jeśli tak się nie stanie? Zabezpiecz się na tę drugą ewentualność. Pamiętaj, może być tak, że poprawa relacji jest strategią drugiej strony, by przejąć kontrolę nad obciążającymi ją dowodami.

Grzech nr 2

Pochopna zgoda na rozwód bez orzekania o winie.

Pamiętaj, sądowi (z pewnością) czy pełnomocnikom (z reguły) zależy przede wszystkim na jak najszybszym zakończeniu sprawy, najlepiej już na pierwszej rozprawie. Nie zawsze będzie to dla ciebie korzystne. Często jedynie argumenty, które mogą być podniesione w sprawie rozwodowej (np. dotyczące orzekania o winie za rozkład pożycia, alimentów na współmałżonka, ograniczenia władzy rodzicielskiej nad dzieckiem) mogą skłonić drugą stronę do korzystnych dla nas ustępstw, np. dokonania podziału majątku, wyprowadzenia się z mieszkania, ustalenia godziwych alimentów na dzieci bądź współmałżonka. Jeśli nie wykorzystasz tych argumentów przy okazji rozwodu, zasadniczo stracisz możliwość podniesienia ich później, np. w sprawie o podział majątku. Ten ostatni w polskim systemie prawnym jest całkowicie niezależny od winy za rozkład pożycia – nawet bardzo naganne zachowania współmałżonka, które nie były podniesione w rozwodzie, nie będą miały już później znaczenia.

Grzech nr 3

Pochopna zgoda, by sąd nie orzekał w wyroku rozwodowym o kontaktach rodzica z dzieckiem.

Sąd w wyroku rozwodowym ma obowiązek rozstrzygnąć o kontaktach z dzieckiem tego rodzica, który w wyniku rozłamu w małżeństwie nie mieszka bądź nie będzie mieszkał z nim na stałe. Jeżeli jednak strony zgodnie wnoszą, by sąd nie rozstrzygał o kontaktach, sąd pominie w wyroku tę kwestię. Robi tak z reguły wówczas, gdy strony przedstawiają na sprawie porozumienie rodzicielskie (plan wychowawczy), ustalający mniej lub bardziej precyzyjnie harmonogram kontaktów bądź zawierający stwierdzenie, że kontakty będą ustalane przez rozwiedzionych rodziców na bieżąco. Pamiętaj jedno – porozumienie rodzicielskie nie jest orzeczeniem sądu, a w związku z tym jego zapisy nie mogą być przymusowo egzekwowane. Jest to umowa dżentelmeńska – zastanów się, czy po drugiej stronie masz dżentelmena bądź damę… czyli osobę, która odpowiedzialnie podchodzi do wzajemnych ustaleń.

Jeśli masz co do tego wątpliwości, domagaj się ustalenia kontaktów z dzieckiem w wyroku rozwodowym – masz wtedy czarno na białym rozpisane, w jakich terminach spotykasz się z potomstwem. W przeciwnym razie, w sytuacji, gdy druga strona nie będzie realizować planu wychowawczego, czeka Cię kolejna sprawa sądowa – przed sądem rejonowym o uregulowanie kontaktów z dzieckiem. A to dlatego, że nierespektowane porozumienie ma wartość… papieru, na jakim zostało spisane.

Zobacz też: Rozwodowe ABC – co zrobić, żeby zakończyć małżeństwo

Grzech nr 4

Pochopna zgoda na alimenty nieadekwatne do potrzeb dziecka albo rezygnacja z alimentów na rzecz małżonka, mimo że sąd orzeka rozwód z wyłącznej winy drugiej strony.

Rozstrzygnięć, które znajdą się w wyroku rozwodowym, nie będzie łatwo zmienić. By to zrobić, trzeba będzie wykazać, że nastąpiła istotna zmiana okoliczności pomiędzy orzeczeniem rozwodu a wniesieniem kolejnej sprawy – tym razem do sądu rejonowego.

Często zdarza się, że strona zobowiązana do płacenia alimentów upiera się, by zasądzona przez sąd w wyroku rozwodowym kwota była jak najniższa. Czasami argumentuje to w ten sposób, że chce mieć jak najniższe zobowiązanie wynikające z wyroku, ale jednocześnie deklaruje dodatkowe płatności „poza wyrokiem”, np. uiszczanie opłat za zajęcia dodatkowego dziecka czy za czesne w przedszkolu bądź szkole. Nietrudno przewidzieć, że z takich deklaracji – nawet jeśli są ujęte z tzw. planie wychowawczym – łatwo i bez konsekwencji można się wycofać, a strona, która zaufała, pozostaje na przysłowiowym lodzie lub ewentualnie może dochodzić swoich praw w kolejnej sprawie sądowej – przed sądem rejonowym. Ta ostatnia ewentualność jest o tyle niekorzystna, że sąd rejonowy – rozstrzygając sprawę o podwyższenie alimentów bądź zasądzenie ich na współmałżonka – bierze pod uwagę zmianę okoliczności zaistniałą w okresie od wydania wyroku rozwodowego do wniesienia nowego powództwa. Jeśli zatem już w trakcie sprawy rozwodowej istniały określone potrzeby dziecka, które pociągały za sobą konkretne wydatki, np. na edukację, terapię psychologiczną, leczenie czy dietę, może być trudno przekonać sąd rejonowy, by zmienił wyrok rozwodowy i podwyższył alimenty, bądź zasądził je na współmałżonka.

Grzech nr 5

Wyprowadzenie się z domu bez dzieci.

Rozumiem, że mieszkanie skonfliktowanych małżonków pod jednym dachem, szczególnie gdy spór eskaluje na tle trudnego rozwodu, jest nie do zniesienia. Kiedy jeszcze nakłada się na to przemoc ze strony jednego z małżonków wobec drugiego, instynkt samozachowawczy każe uciekać. I jest to zdrowy odruch, pod warunkiem, że uciekniesz razem z dziećmi – o ile to ty jesteś dla nich tzw. rodzicem pierwszoplanowym, czyli tym, który w zasadniczym zakresie czuwa nad ich sprawami.

Jeśli tak się nie stanie, czyli opuścisz mieszkanie samotnie, najprawdopodobniej sąd w wyroku rozwodowym ustali, że dzieci mają mieszkać na stałe z tym z rodziców, z którym zostały w dotychczasowym miejscu zamieszkania. Pozostawienie dzieci, szczególnie z rodzicem mającym skłonność do stosowania przemocy, będzie też źle postrzegane przez sąd – może spowodować ograniczenie władzy rodzicielskiej temu z rodziców, który nie zadbał należycie o dobro potomstwa.

Grzech nr 6

Upieranie się przy rozwodzie z orzekaniem o winie w sytuacji, gdy jedynym jego uzasadnieniem jest źle rozumiana satysfakcja moralna, a gdy są dzieci – nieumiejętność rozdzielenia spraw małżeńskich od rodzicielskich.

Błędem w rozwodzie mogą być nie tylko pochopne, nieprzemyślane decyzje – pozbawione zdrowego rozsądku „odpuszczanie” dla świętego spokoju, które będzie kłaść się cieniem przez kolejne lata. Ślepą ulicą jest też przekonanie, że w rozwodzie najważniejsze jest ferowanie własnych racji, rozliczanie wzajemnych rachunków krzywd, a nie umiejętność ustalenia i zrealizowania satysfakcjonującego kompromisu, z uwzględnieniem rodziny jako jednolitego ekosystemu.

Konfliktowy rozwód rośnie jak na drożdżach, eskaluje – a w konsekwencji nie dotyczy już tylko dwojga rozwodzących się małżonków, ale jak trąd infekuje cały system rodzinny, z dziećmi stron na czele. I nawet jeśli w wyroku rozwodowym sąd przyzna Ci rację, że winnym rozpadu małżeństwa jest wyłącznie ten drugi – wychodzisz z takiego procesu potrzaskany, z poczuciem zmarnowania kilku lat życia, często z fiolką antydepresantów w zanadrzu. Czy nie lepiej zamknąć trudny rozdział życia szybko i zdecydowanie, by zacząć nowy etap z czystą kartą i dobrą energią? Oczywiście to wszystko przy założeniu, że ugoda tak, ale nie na każdych warunkach.

Grzech nr 7

Oddzielenie rozwodu od kwestii majątkowych.

Ludzie czasami myślą, mówią i robią tak: „Byle dostać rozwój jak najszybciej, byle był on jak najbardziej bezbolesny, a podział majątku kiedyś się zrobi” – nic bardziej mylnego. Z reguły im dłuższy staż małżeński, tym większy jest wspólny majątek pary. Często nakładają się na to dodatkowe komplikacje – a to rodzice jednego z małżonków dali darowiznę gotówkową na zakup mieszkania, a to drugie zainwestowane we wspólny majątek oszczędności sprzed małżeństwa etc.

Przy okazji rozwodu warto te wszystkie kwestie rozstrzygnąć, by wyrok rozwiązujący małżeństwo (ewentualnie akt notarialny dzielący małżonków wspólnym majątkiem) kompleksowo „załatwiał” wszystkie sprawy między małżonkami. Pamiętaj, pewnych argumentów, np. dotyczących winy za rozkład pożycia, nie będziesz mógł podnosić później, na etapie sprawy o podział majątku. Dążenie zatem do rozwodu bez uwzględnienia kwestii majątkowych (gdy, rzecz jasna, jest co dzielić) to kardynalny błąd: strategiczny (bo w ten sposób możesz wytracić niektóre ważne argumenty), finansowy (bo może to oznaczać dla Ciebie realną stratę majątkową, a w razie konieczności prowadzenia odrębnej sprawy działowej – znaczne koszty), psychologiczny (bo zamiast zamknąć wszystkie Wasze sprawy przy okazji rozwodu, narażasz się na kilkuletni konflikt sądowy dotyczący podziału majątku).

Na zakończenie – trochę optymizmu. Pamiętaj, orzeczenie rozwodu nie zamyka wszystkich drzwi do dochodzenia swoich praw. Tylko punkt pierwszy wyroku rozwodowego, w którym sąd rozwiązuje małżeństwo przez rozwód, jest niezmienny (gdy wyrok już się uprawomocni). Pozostałe kwestie merytoryczne, będące przedmiotem rozstrzygnięcia sądu rozwodowego – dotyczące alimentów na dzieci bądź współmałżonka, kontaktów z dziećmi, władzy rodzicielskiej, miejsca zamieszkania dziecka – mogą być potem regulowane. Co jednak ważne, będzie działo się to odmiennie niż w wyroku rozwodowym – przed sądem rejonowym.

rozwód czy separacja okładka

 

Więcej dowiesz się z książki autorki artykułu, Joanny Hetman-Krajewskiej
Rozwód czy separacja? Poradnik praktyczny

Portal Współczesna Rodzina jest patronem medialnym książki!

Nasi czytelnicy i czytelniczki mają szansę na wyjątkowy rabat 20% na tę publikację w księgarni Profinfo – aby skorzystać ze zniżki, wystarczy w formularzu zamówienia wpisać kod: rodzina20

Joanna Hetman-Krajewska

Joanna Hetman-Krajewska – adwokat i radca prawny w Kancelarii Prawniczej PATRIMONIUM w Warszawie; wykonuje zawód od 2003 r.; specjalizuje się w prawie rodzinnym i prawie autorskim. Ukończyła Studium Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie prowadzone przez Stowarzyszenie Niebieska Linia. Prowadziła wiele spotkań z kobietami na tematy prawne związane z funkcjonowaniem rodziny, m.in. w Centrum Praw Kobiet. Autorka licznych tekstów poradniczych na temat prawa rodzinnego, a także książki „Rozwód czy separacja. Poradnik praktyczny” (Wolters Kluwer, 2020).

 

 

Zobacz też: „Chcę się rozwieść!” – rozwód czy separacja? [EKSPERTKA]

Redakcja

Portal o rodzinie.

Dobrostan psychiczny – poznaj wskazówki, jak wspomóc swoje samopoczucie jesienią!

dobrostan psychiczny
fot. 123rf.com

Początek jesieni to wymagający czas dla naszej kondycji fizycznej oraz psychicznej. Zmiany, które pojawiają się wraz z nadejściem jesieni, mogą negatywnie wpłynąć na samopoczucie i motywację. Istotna jest w związku z tym świadomość działań, które mogą pomóc wspierać nasz dobrostan psychiczny.

Czym jest dobrostan psychiczny?

Określany jest jako doświadczanie wysokiej satysfakcji oraz spełnienia w życiu, przez przeżywanie pozytywnych emocji, które występują częściej niż nieprzyjemne doznania i nastroje. Dobrostan psychiczny można osiągnąć na każdym etapie swojego życia. Osoby, które odczuwają wysoki poziom dobrostanu wykazują się w życiu większą motywacją oraz efektywnością. W literaturze poświęconej psychologii, można odnaleźć sześć elementów dobrostanu, na które składają się:

  • samoakceptacja,
  • cel w życiu,
  • rozwój osobisty,
  • autonomia,
  • panowanie na otoczeniem,
  • utrzymywanie pozytywnych relacji z innymi osobami.

 

Zobacz też: “Łatwo jest przypiąć komuś łatkę lenia albo pustej lali” – Kaya Szulczewska i Ciałopozytyw! Czy soma już całkiem zgubiła psyche?!

Dlaczego dobrostan psychiczny jest tak ważny?

Świadomość swojego zdrowia psychicznego oraz praca nad zwiększaniem dobrostanu wpływają pozytywnie na wszystkie aspekty życia. Jak wskazują badania, im większe poczucie dobrostanu, tym większe poziom energii oraz motywacja do działania. Dobrostan sprzyja budowaniu relacji społecznych. Podwyższa poczucie własnej wartości. Wzmacnia sprawczość, pobudza myślenie kreatywne oraz służy rozwiązywaniu problemów. Wspieranie dobrostanu psychicznego wpływa również na zdrowie fizyczne, poprzez uodparnianie układu immunologicznego.

Jak wspierać dobrostan psychiczny?

Nie istnieje uniwersalna metoda, gwarantująca osiągnięcie wysokiego poziomu dobrostanu. Niemniej należy pamiętać, że pracowanie nad samym sobą zawsze przynosi pozytywne rezultaty.

Budowanie umiejętności wsłuchiwania się we własne ciało oraz duszę jest początkiem przewartościowania życia i stawiania siebie na pierwszym miejscu. Aby wzmacniać w sobie te części pamiętajmy o:

  • samoakceptacji, która zwiększa zrozumienie własnych zalet oraz wad.
  • stawianiu sobie celów oraz realizacji założonych planów, w czym pomocna może być metoda SMART (więcej o niej przeczytasz TUTAJ). Formułowanie zadań nadaje sens oraz pobudza motywację do działania.
  • dbaniu o rozwój osobisty poprzez pielęgnowanie nabytych kompetencji oraz poszerzanie ich o nowe doświadczenia.
  • budowaniu relacji społecznych przy jednoczesnym zaznaczaniu własnej autonomii.

 

Zobacz też: Jak oswoić stres?

Aleksandra Nosarzewska

Studentka V roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS. Jej pasją jest psychologia dziecka oraz pedagogika. Na co dzień współpracuje z dziećmi z zaburzeniami ze spektrum autyzmu.

7 ciekawostek o kotach – czy wiedziałeś, że…

ciekawostki o kotach
fot. 123rf.com

Debata nad tym, kto jest lepszym przyjacielem człowieka – pies, czy kot – wciąż trwa. Dla wielu osób drugie z wymienionych tu zwierząt wygrywa w przedbiegach – cóż, nie sposób się nie zgodzić, że koty są niezwykle fascynujące. Jednak bez względu na to, które z tych dwóch domowych zwierząt jest bliższe waszemu sercu, warto poznać wyjątkowe ciekawostki o kotach – niektóre z nich mogą was zaskoczyć!

7 ciekawostek o kotach

  1. Wiecie, że koci język jest chropowaty niemalże tak, jak tarka? Zastanawiacie się dlaczego? Koci język pełni funkcję szczotki do włosów. Do pielęgnacji futerka koty i inne drapieżniki (lamparty, tygrysy czy lwy) używają właśnie swojego języka.
  2. Budowa anatomiczna kota też może niejednego zaskoczyć. Zwierzaki te nie posiadają obojczyka, dlatego zmieszczą się niemalże wszędzie, wcisną się we wszystkie szczeliny, są gibkie i żadne sztuczki nie są im straszne. Warto dodać, że w ciele kota znajduje się aż 240 kości, a 10 proc. z nich umieszczonych jest w samym ogonie.
  3. Koty mają działanie terapeutyczneprzy ich pomocy prowadzi się felinoterapię, która jest jedną z metod zooterapii, polegającą na kontakcie właśnie z tym zwierzęciem. Felinoterapię bardzo często stosuje się u dzieci ze stwierdzonymi zaburzeniami np. ze spektrum autyzmu, z upośledzeniem umysłowym, czy ADHD. Podczas terapii dzieci bawią się z kotem, karmią go, uczą się jego pielęgnacji, a także mają okazję popracować nad emocjami.
  4. Koty są doskonałymi towarzyszami życia osób starszych. Podnoszenie, głaskanie i przytulanie zwierzaka zwiększa aktywność seniorów oraz motywację do niej. Co więcej, temperatura ciała kota wynosi 38-39 stopni, co wykorzystywane jest m.in. przy bólach reumatycznych – ogrzanie bolesnych miejsc zawsze miło widziane!
  5. Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego oczy kota świecą w nocy? To tylko pozory, tak naprawdę kocie oczy tylko odbijają światło. Zapytasz: „Ale jakie światło?! Przecież kiedy zapada zmrok i robi się ciemno, nic nie widać, a dookoła jest czarno” – nie do końca, ponieważ księżyc i gwiazdy dają trochę światła, które przebija nawet przez chmury. I to właśnie te promienie wykorzystuje kot. Ukryta w jego oku specjalna błona odblaskowa, odbija promienie, a ponadto skupia je na tyle, że ułatwia kotu polowanie.
  6. Mruczenie kota uznajemy za coś naturalnego, zwyczajnego. Czy jednak zastanawialiście się kiedyś, dlaczego koty wydają taki dźwięk? Mruczeniem kot wyraża swoje zadowolenie i wdzięczność. Miłośnicy kotów porównują mruczenie do uśmiechu, a uśmiechamy się przecież wtedy, gdy jesteśmy szczęśliwi!
  7. Czy wiesz, że koty mają z przodu pięć palców, a z tyłu cztery?
  8. Ponoć koty zawsze spadają na cztery łapy, czy to prawda? To tylko powiedzenie, które wzięło się stąd, że koty umieją balansować na cienkiej gałęzi i mają doskonały zmysł równowagi. Mimo wszystko należy jednak uważać, ponieważ kocie wypadki też się zdarzają – wszyscy opiekunowie powinni więc bacznie obserwować swoje mruczki, dając im jednocześnie wiele swobody. Wspólne przygody będą wtedy nieocenione!
  9. Jaki jest ulubiony koci zapach? Oczywiście kocimiętka! Koty szaleją na jej punkcie – zapach ten wywołuje w nich wręcz narkotyczne odurzenie! Mogą wtedy ocierać się, tarzać, gryźć, lizać etc. Trwa to zazwyczaj około kilkunastu minut i bez żadnych „skutków ubocznych” mija. Co prawda nie reagują tak wszystkie koty, ale większość. Co ciekawe, podobne doznania powoduje waleriana.

Źródło: medycynawetMagazyn Weterynaryjny

Zobacz też: Stewardessa, pilot i kot – wywiad z Dominiką i Filipem Kocurami