Przejdź do treści

Kwasy omega-3 – sposób na odporność! Co musisz o nich wiedzieć i gdzie możesz je znaleźć?

Spożycie kwasów omega-3 pomaga zmniejszyć poziom różnego rodzaju markerów stanów zapalnych – fot. 123 rf

Chcąc znaleźć skuteczny sposób na odporność, sięgamy przede wszystkim po witaminy oraz mikroelementy – najbardziej znane są w tym zakresie witamina C oraz cynk. I słusznie! Niestety często zdarza się, że pomijamy przy tym inny ważny element, o którym powszechna wiedza jest zdecydowanie mniejsza – kwasy tłuszczowe omega-3.

Co ciekawe, skupiając się na wielonienasyconych kwasach tłuszczowych (do których należą m.in. właśnie kwasy omega-3 oraz omega-6), możemy de facto śmiało mówić o wspomnianych witaminach – często nazywane są one bowiem “witaminą F”. Z jednej strony wskazuje to na dużą ich wagę dla organizmu, z drugiej na fakt, iż musimy zadbać o odpowiednie ich dostarczenie z zewnątrz (tj. z pożywieniem – nie jesteśmy ich w stanie wytworzyć samodzielnie). 

Dlaczego kwasy omega-3 są tak istotne?

Po pierwsze, jak wykazują badania, ich spożycie pomaga zmniejszyć poziom różnego rodzaju markerów stanów zapalnych. Osoby, w których diecie znajduje się zbyt mało kwasów omega-3, są w związku z tym znacznie bardziej narażone m.in. na cukrzycę, czy nowotwory

Po drugie, potwierdzono także, iż kwasy wielonienasycone zmniejszają aktywność komórek NK – ang. natural killer, co można śmiało przetłumaczyć jako “naturalni zabójcy”. Wzrost ich ilości obserwuje się m.in. we wspomnianych już nowotworach, czy też infekcjach wirusowych. Układ immunologiczny ulega wtedy znacznemu osłabieniu.

Kwasy omega-3 – walka na wielu frontach!

Poza prewencją w zakresie odporności oraz wymienionych wyżej chorób, kwasy omega-3 pozytywnie wpływają także na układ sercowo-naczyniowy (wykazują m.in. działanie przeciwzakrzepowe oraz obniżające ciśnienie tętnicze), hamują rozwój alergii, regulują pracę układu hormonalnego, ekspresję genów, a nawet wpływają na zmniejszone odczuwanie bólu

Co ważne, kwasy omega-3 korzystnie oddziałują także na nasz nastrój, Stanowią swoisty bufor ochronny, który zmniejsza ryzyko zachorowania na depresję

Zobacz też: Jak wzmocnić odporność dziecka? Oto 5 naturalnych produktów – czy znasz je wszystkie?

Gdzie znajdziesz kwasy omega-3?
  • Olej rzepakowy, oliwa z oliwek
  • Siemię lniane oraz olej lniany;
  • Orzechy – zwłaszcza włoskie oraz wytłaczany z nich olej;
  • Tłuste ryby morskie – łosoś, makrela, sardynki, śledź.
Jak przygotować ryby, by nie traciły swoich prozdrowotnych właściwości?

Najwięcej walorów – w tym także największą ilość opisywanych tu kwasów omega-3 – zachowują w sobie produkty podawane w jak najmniej przetworzonej formie. Kwasy nienasycone bardzo szybko ulegają utlenianiu, przez co nieodpowiednie zastosowanie obróbki termicznej może znacząco wpłynąć na ich redukcję.

Jeśli nie chcemy stracić kwasów omega-3, powinniśmy przygotowywać ryby w niskiej temperaturze – do około 80 °C. Najlepiej jest gotować je w wodzie lub na parze, a zdecydowanie unikać smażenia.

Ile kwasów omega-3 powinno znaleźć się w naszej diecie?

Nie ma konkretnych wytycznych, które mówiłyby nam, ile gramów kwasów omega-3 dziennie powinniśmy dostarczać swojemu organizmowi. Dlaczego? Zależne jest to bowiem od wielu różnych czynników – wieku, płci, wagi, trybu życia, stanu zdrowia etc. 

sposób na odpornośćJeśli jednak spojrzymy z nieco szerszej perspektywy – uznaje się, iż tłuszcze powinny generalnie stanowić minimum 20 proc. otrzymywanej z żywności energii (dotyczy to osób dorosłych, przy czym warto zaznaczyć, że u kobiet w wieku reprodukcyjnym owo minimum wzrasta do 30 -35 proc.). Biorąc zaś pod uwagę konkretne ich składowe, istotne są nie tyle dokładne wyliczenia wagowe, co występujące pomiędzy nimi proporcje. Przykład – jeśli spożywamy zbyt mało kwasów omega-3 w stosunku do ilości dostarczanych organizmowi kwasów omega-6, mogą pojawić się zaburzenia np. w procesie produkcji cytokin (są to białka odgrywające istotną rolę w tworzeniu optymalnej odpowiedzi odpornościowej organizmu), co de facto zamiast wesprzeć naszą odporność, znacznie ją osłabi. 

Eksperci wskazują, iż energia pochodząca z kwasów omega-6 powinna wynosić 2 proc., zaś z kwasów omega-3 0,7 proc. (dotyczy to spożycia na poziomie dziennym).

Jeśli zatem nie sięgnęliście dzisiaj po jeszcze ani jeden z produktów będących bogatym źródłem kwasów omega-3, pora nadrobić zaległości! Co ważne, wcale nie chodzi w tym przypadku o jakąkolwiek konieczność suplementacji, ponieważ spokojnie możemy zaspokoić opisane tu potrzeby żywnością całkowicie naturalną. Nie dość, że zdrowo, to jeszcze pysznie – sama przyjemność!

Konsultacja merytoryczna – Aneta Łańcuchowska

Dyplomowany dietetyk kliniczny, blogerka kulinarna na anetalancuchowska.pl i kucharka telewizyjna.
Jako ekspert w zakresie żywienia oraz gotująca dietetyczka, zapraszana cyklicznie do wszystkich największych telewizji śniadaniowych w Polsce.

Źródła:

Achremowicz, K., Szary-Sworst, K., Wielonienasycone kwasy tłuszczowe czynnikiem poprawy stanu zdrowia człowieka, ŻYWNOŚĆ. Nauka. Technologia. Jakość, 2005, 3 (44), 23 -35 [dostęp: 25.08.2019] LINK

Dutkowska, A., Rachoń, D., Rola kwasów tłuszczowych n-3 oraz n-6 w prewencji chorób układu sercowo-naczyniowego, Choroby Serca i Naczyń 2015, 12 (3), 154–159 [dostęp: 25.08.2019] LINK

Jarosz, M. [red. nauk.], Normy żywienia dla populacji polskiej – nowelizacja, Instytut Żywności i Żywienia, 2012 [dostęp: 25.08.2019] LINK

Ostasz, L., Kondratowicz-Pietruszka, E., Charakterystyka kwasów tłuszczowych omega-3 oraz ocena poziomu wiedzy o ich działaniu zdrowotnym, Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie 2011 | 874 | 139-161 [dostęp: 25.08.2019] LINK

Tchórzewski, H. i wsp., Modyfikujący wpływ niektórych składowych oleju z wątroby rekina na odporność naturalną u ludzi, Pol. Merk. Lek., 2002, XIII, 76, 329 [dostęp: 25.08.2019] LINK

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Miłość braterska nie ma granic! Zobacz filmik, który wzrusza do łez

Chłopiec bez rąk pomaga bratu
Fot – Screen YouTube The Greene Family

Nagranie, które pojawiło się w sieci, pokazuje, jak wielka potrafi być miłość braterska. Trudno ukryć wzruszenie, widząc, jak 3-letni chłopiec – bez rączek i nóżek – czule opiekuje się swoim młodszym bratem. Łzy same cisną się do oczu!

Wyjątkowa miłość

Katie Whiddon udostępniła w internecie krótkie nagranie, które od kilku lat porusza cały świat. Jej 3-letni syn Camden, podaje swojemu młodszemu braciszkowi smoczek. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że chłopiec cierpi na rzadką wadę, w wyniku której nie wykształciły się u niego nóżki ani rączki. Jednak pomimo niepełnosprawności, Camden otacza swojego brata wyjątkową opieką i troską.

W jednym z opublikowanych na blogu postów Kate napisała: Pomimo braku rąk, Camden zawsze stara się otoczyć troską swojego młodszego braciszka. Poza fizyczną różnicą, Camden jest typowym trzylatkiem. Dłubie w nosie, nie przestaje mówić i ciągle broi. Potrafi rysować, samodzielnie siadać, nakarmić się, umyć twarz i zęby. Jest bardzo samodzielny”. Tutaj możecie przeczytać cały post Kate [KLIK].

Zobacz też: Dzieci nie można szufladkować. Zobacz, jak znana marka walczy ze stereotypami!

Siła rodzeństwa

Internauci z całego świata są pod ogromny wrażeniem. Przesyłają niepełnosprawnemu chłopcu mnóstwo wsparcia i nie ukrywają, że ten krótki filmik jest niezwykle poruszający. Nagranie to, podobnie jak wiele innych umieszczonych przez Kate, cieszy się niesłabnącą popularnością, co tylko dowodzi siły, jaką ma w sobie rodzeństwo.

Równie mocno podkreśla to historia Julii i Michael’a – bliźniąt, z których jedno urodziło się z zespołem Downa. Nie ogranicza to jednak ich miłości i wsparcia, jakie sobie wzajemnie dają. Jak wyznaje Julia: „Czasami, gdy byłam młodsza, zastanawiałam się, jak by to było, gdyby Michael nie miał zespołu Downa. Zdałam sobie jednak sprawę, że nie ma sensu myśleć w ten sposób. Ważne, aby skupić się na tym, co jest teraz i co możemy uczynić, aby jak najlepiej wykorzystać to, co mamy” – cytowaliśmy jej słowa na naszym portalu [KLIK].

Źródło: Youtube

Działalność przedszkola w czasie epidemii. Czy w epoce koronawirusa trzeba płacić za przedszkole? [PRAWNIK]

Fot: pixabay.com

O ile na pierwszy plan wysuwają się kwestie medyczne związane z epidemią koronawirusa, o tyle nie omijają nas również problemy ściśle praktyczne, szczególnie skutki ekonomiczne sytuacji. Rodzice dzieci przedszkolnych stają przed następującym dylematem: czy w sytuacji, gdy moje dziecko nie chodzi do przedszkola, bo jest ono zamknięte decyzją władz państwowych, mam za przedszkole płacić czy nie? To pytanie nabiera ekonomicznych rumieńców szczególnie wtedy, gdy maluch chodzi do przedszkola prywatnego – a wiadomo, że to sporo kosztuje.

Co na to umowa?

Tego typu dylematy nie pojawią się wówczas, gdy tego rodzaju sytuacje przewiduje umowa. Będą to jednak sporadyczne przypadki. Większość umów funkcjonujących w obrocie nie przewiduje rozwiązań uwzględniających tego rodzaju sytuacje, nie precyzuje co mają wówczas zrobić rodzice czy właściciele placówek. Z jednej strony rodzice zapewne uważają, a przynajmniej część z nich, że skoro dziecko nie chodzi do przedszkola, a więc nie korzysta z usług opiekuńczych, to nie ma powodu, by opłacać czesne. Należy jednak pamiętać, że z drugiej strony właściciele przedszkoli muszą opłacać rachunki, pensje pracowników czy inne opłaty, aby utrzymać gotowość do podjęcia się opieki na dziećmi, po tym jak stan zagrożenia ustanie. Inspiracją do podjęcia tego tematu i rozważenia jego prawnych aspektów był fakt, że dotarły do mnie opinie, że w obecnej sytuacji rodzice mają po pierwsze prawo żądać zwrotu czesnego, po drugie zaś nie muszą opłacać go w kolejnych miesiącach, do czasu ustania stanu zagrożenia. Moim zdaniem z prawnego punktu widzenia sprawa jest nieco bardziej skomplikowana, a analiza sytuacji prowadzi do wniosku, że przytoczone poglądy rodziców przedszkolaków są nieprawidłowe.

Przyjrzyjmy się zagadnieniu nieco bardziej szczegółowo. W pierwszej kolejności należy ocenić z jakiego rodzaju umową – pod względem cywilistycznym – mamy tu do czynienia. Umowę o świadczenie usług opiekuńczych w placówce przedszkolnej należy zakwalifikować jako tzw. umowę wzajemną, gdyż świadczenie każdej ze stron jest odpowiednikiem świadczenia drugiej strony. Zapewne  pogląd, że rodzice mogą żądać zwrotu czesnego i nie płacić go za miesiące kolejne wynika z założenia, że świadczenie właścicieli przedszkola polega jedynie na sprawowaniu opieki nad dziećmi, zaś świadczeniem rodziców jest zapłata czesnego w odpowiedniej wysokości. Takie założenie pozwala na konkluzję, że skoro świadczenie opieki nad dziećmi przez przedszkole stało się niemożliwe do spełnienia na skutek okoliczności, za które żadna ze stron umowy, tj. ani przedszkole ani rodzice, nie ponosi odpowiedzialności (bo wynika ono z decyzji władz państwowych), to na podstawie art. 495 par. 1 Kodeksu cywilnego strona, która miała to świadczenie spełnić – czyli w tym przypadku przedszkole – nie może żądać świadczenia wzajemnego (tj. zapłaty czesnego), a jeśli je otrzymała, obowiązana jest do zwrotu według przepisów o bezpodstawnym wzbogaceniu.

Przedszkole w czasie epidemii – jego gotowość do opieki

Wydaje się jednak, że zagadnienie to jest bardziej złożone i nie tak oczywiste. W mojej ocenie świadczenie właścicieli przedszkola nie polega jedynie na sprawowaniu opieki nad dziećmi, ale również – co bardzo istotne – na pozostawaniu w gotowości do sprawowania tej opieki, a zatem ma charakter bardziej złożony. Jeżeli przyjmiemy, że świadczenie właścicieli przedszkoli ma ten złożony charakter, tzn. składa się z dwóch wymienionych elementów (sprawowanie opieki, pozostawanie w gotowości do sprawowania opieki), to wówczas zastosowanie powinien znaleźć art. 495 par. 2 Kodeksu cywilnego, zgodnie z którym: „Jeżeli świadczenie jednej ze stron stało się niemożliwe tylko częściowo, strona traci prawo do odpowiedniej części świadczenia wzajemnego”, a więc – w omawianym przypadku – do odpowiedniej wysokości czesnego.

Pojawia się pytanie co w takiej sytuacji mogą zrobić rodzice, którzy uważają, że ta część świadczenia w postaci pozostawania w gotowości do sprawowania opieki nie ma dla nich znaczenia z punktu widzenia zamierzonego celu umowy z przedszkolem, a mówiąc skrótowo, że to ich nie interesuje, a skoro przedszkole nie sprawuje opieki nad ich latoroślą, to w ogóle nie będą płacić czesnego. W takiej sytuacji rodzice ci powinni skorzystać z uprawnienia wynikającego ze zdania drugiego art. 495 par. 2 Kodeksu cywilnego, zgodnie z którym mogą wówczas od umowy odstąpić (mówiąc potocznie, zrezygnować z niej), argumentując to tym, że samo pozostawanie przedszkola w gotowości do sprawowania opieki nie jest dla nich satysfakcjonujące ze względu na cel umowy oraz –  ogólnie – właściwości tego zobowiązania. Konkludując, rodzice, którzy uważają, że w obecnej sytuacji nie chcą ponosić kosztów czesnego, mają możliwość zakończenia współpracy z przedszkolem.

Zobacz też: Koronawirus – co należy o nim wiedzieć?

Perspektywa przyszłości

Byłbym jednak bardzo ostrożny przy korzystaniu z tego uprawnienia, gdyż należy pamiętać, że jeżeli po ponownym otwarciu placówek rodzice będą chcieli, aby ich dziecko powróciło do tego samego przedszkola, będą musieli zawrzeć z placówką nową umowę, a nie jest oczywiste czy wtedy będzie jeszcze dla ich pociechy miejsce. W skrajnych przypadkach może okazać się, że przedszkole przestało istnieć, gdyż jego właściciel nie udźwignął ciężaru ekonomicznego prowadzenia placówki, która nie zarabia, a generuje koszty.

Pytanie, co ma zrobić właściciel przedszkola w sytuacji, gdy rodzice nie płacą tej części czesnego, która jest zapłatą za pozostawanie placówki w gotowości do sprawowania opieki. Oczywiście może windykować tego rodzaju należności, choć raczej będzie to ostateczność w tego rodzaju stosunkach. Właściciel przedszkola może również odstąpić od umowy z powodu nieopłacania czesnego przez rodziców, tak aby zwolnić zajmowane miejsce w przedszkolu, licząc na to, że pozyska nowego podopiecznego.

Racjonalne podejście przede wszystkim

Podsumowując, należy stwierdzić, że obecna sytuacja, w jakiej znaleźli się zarówno rodzice, jak i właściciele wielu małych przedszkoli nie należy do łatwych i wymaga zrozumienia argumentów każdej ze stron. W dzisiejszym stanie rzeczy, w przypadku, gdy umowy nie regulują w sposób szczególny tego rodzaju sytuacji, rekomenduję podjęcie przez właścicieli przedszkoli starań w celu ustalenia odpowiedniej wysokości czesnego, odpowiedniej tzn. takiej, która pozwoli im na pozostawanie przedszkola w gotowości do sprawowania opieki. Chodzi tu o ustalenie takiej kwoty, która będzie wystarczająca na pokrycie niezbędnych kosztów stałych, w tym pensji pracowników, czynszu, mediów czy innych opłat niezbędnych do funkcjonowania przedszkola. Rodzicom przedszkolaków rekomenduję podejście ze zrozumieniem, że w jakiejś części powinni ponosić opłaty za przedszkole, aby po zakończeniu obecnego okresu chaosu ich pociechy miały dokąd wrócić. Jeżeli bowiem właściciele przedszkoli będą zmuszeni do zamknięcia swoich placówek, pojawi się poważny problem ze  znalezieniem nowego miejsca dla maluchów.

Na zakończenie chcę podkreślić, że – abstrahując od powyższej interpretacji prawnej wynikającej z praktycznych problemów, jakie przynosi obecny czas „wstrzymania świata” – zawsze w pierwszej kolejności należy brać pod uwagę postanowienia umowne, a dopiero w sytuacji, gdy nie dają one odpowiedzi na wszystkie nurtujące nas pytania, powinniśmy poszukiwać rozwiązań w przepisach ogólnych. W moim przekonaniu przedstawiona w niniejszym artykule prawna ocena bieżącej sytuacji związanej z opieką przedszkolną skłania się ku wyważeniu interesów obydwu stron:  zarówno rodziców, jak i właścicieli przedszkoli. Bez wzajemnego zrozumienia może dojść bowiem do jeszcze większego chaosu wówczas, gdy świat zacznie wracać do normalności.

Szymon Zięba – radca prawny, członek Okręgowej Izby Radców Prawnych w Warszawie, w której również ukończył aplikację radcowską pod patronatem Mecenas Joanny Hetman – Krajewskiej.

Kancelaria Prawnicza PATRIMONIUM w Warszawie.

 

 

 

 

 

Zobacz też: „Chcę się rozwieść!” – rozwód czy separacja? [EKSPERTKA]

Redakcja

Portal o rodzinie.

Sens edukacji, czyli jak nie spieprzyć życia swojemu dziecku

Edukacja to ciągle gorący i kontrowersyjny temat. Nie ma pomysłu na zmianę, polska szkoła tkwi w XIX wieku – jest coraz gorzej, niezadowoleni są nauczyciele, dzieci i rodzice. „Jak nie spieprzyć życia swojemu dziecku. Wszystko, co możesz zrobić, żeby edukacja miała sens” to świetny podręcznik o zmianie systemu dla tych którzy marzą o lepszej szkole dla swoich dzieci. Nie mamy wątpliwości, że książka powinna trafić w ręce ministra edukacji.

Autor książki Mikołaj Marcela jest nauczycielem oraz wykładowcą akademickim, zajmującym się tematem edukacji i nowoczesnymi, kreatywnymi rozwiązaniami. Radzi, abyśmy zadali sobie pytanie: po co posyłamy dzieci do szkoły – czy po to, by nauczyły się pokory, czy aby rozwinęły swoje talenty i zdolności? Czy wychowuje się nasze dzieci na niewolników, uczestniczących później w wyścigu szczurów, czy jednak bardziej zależy nam, żeby szkołę opuszczali ludzie kreatywni, z głową pełną twórczych pomysłów?

Zobacz też: Najmniejsza szkoła na świecie. Zgadniesz, ilu ma uczniów?

Dialog i rozmowa zamiast dyscypliny

Jak dowodzą psychologowie (Jesper Juul) rygorystyczne wychowanie i przywiązanie do posłuszeństwa nie przekłada się na szczęśliwe, dorosłe życie. Ludzie wychowani w taki sposób nie wiedzą, jak brać na siebie odpowiedzialność – potrafią jedynie wykonywać polecenia. Uczniowie powinni samodzielnie konstruować wiedzę, a nie odtwarzać ją mechanicznie, a praktyka powinna często wyprzedzać teorię, która z kolei powinna wyrastać z doświadczeń.  Jak w fińskiej szkole – dlaczego jest najlepsza?

– liczy się jakość procesu uczenia (pełna autonomia fińskich szkół w zakresie edukacji), co oznacza, że dyrektor i nauczyciele decydują, co jest dobre dla dzieci w ich szkole,

– indywidualne potrzeby uczniów są jedynym wyznacznikiem dotyczącym wyboru podręczników, programów, sposobów oceniania i przekazywania wiedzy przez nauczycieli,

– ograniczenie biurokracji (nauczyciele 2 razy w roku wysyłają raport władzom oświatowym),

– likwidacja administracyjnego nadzoru pedagogicznego – oszczędność i uwolnienie kreatywności nauczycieli,

– wszystkie szkoły są darmowe (także prywatne) co oznacza, że są finansowane przez państwo i władze lokalne,

– zawód nauczyciela należy w Finlandii do najbardziej prestiżowych, co wiąże się z odpowiednimi zarobkami,

– przedmioty takie jak muzyka, etyka, plastyka są tak samo ważne jak matematyka i język fiński, a dodatkowo chłopcy i dziewczynki uczą się gotowania, obróbki drewna czy szycia,

– na każdym etapie nauczania dzieci uczą się ekologii, psychologii i edukacji zdrowotnej,

– oceny są wprowadzane dopiero w VII klasie i nie są miernikiem wartości ucznia, ale informacją dla niego o własnych kompetencjach i wskazówką do dalszej pracy,

– każdy uczeń dostaje potrzebną pomoc w ramach szkoły, płatne korepetycje są prawnie zabronione,

– słabe wyniki uczniów świadczą o błędach nauczycieli.

Zobacz też: Grając, dbasz o mózg

Czego uczyć dzieci?

Autor radzi, aby przede wszystkim słuchać młodych ludzi – nie tylko w domu, ale także na lekcjach – dzieci są szczere i kreatywne, wiedzą co dla nich dobre. Dajmy im wybór w obszarach, w których to jest możliwe.

Yuval Noah Harari, autor książek „Deus” czy „21 lekcji na XXI wiek”, twierdzi, że szkoły powinny przestawić się z „trzech Z” (zapamiętać, zdać, zapomnieć) na „cztery K” (krytyczne myślenie, komunikacja, kooperacja, kreatywność). Według niego powinniśmy rozwijać u dzieci następujące zdolności:

– ciekawość (zdolność do zadawania pytań i odkrywania, jak funkcjonuje świat)

– kreatywność (zdolność do generowania nowych pomysłów i wdrażania ich w życie)

– krytyczne myślenie (zdolność do analizowania informacji i myśli oraz formułowania uzasadnionych argumentów i ocen)

– komunikację (zdolność do jasnego i pewnego wyrażania myśli i uczuć za pomocą różnych form i środków)

– współpracę (zdolność do konstruktywnej pracy w grupie)

– współczucie (zdolność do identyfikowania się z uczuciami innych i do podejmowania adekwatnych do sytuacji działań)

– spokój (zdolność do połączenia się z wewnętrznym światem uczuć i rozwinięcia poczucia osobistej harmonii i równowagi)

A przede wszystkim – zaufajmy swoim dzieciom!

„Jak nie spieprzyć życia swojemu dziecku. Wszystko, co możesz zrobić, żeby edukacja miała sens” Mikołaj Marcela Wyd. Muza

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

5 pomysłów na aktywny czas z dzieckiem w Warszawie! [Część 1]

aktywny czas z dzieckiem
aktywny czas z dzieckiem

Chcesz spędzić aktywnie czas ze swoimi dziećmi, ale brak Ci pomysłu? Poniżej przedstawiamy 5 miejsc w Warszawie, w których dzieci na pewno nie będą się nudziły!

PGE Narodowy

Stadion Narodowy w Warszawie to jedno z ciekawszych miejsc na mapie stolicy. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie!

  • Zimowy Narodowy to obowiązkowy przystanek w sezonie zimowym. Do rekreacyjnej jazdy na łyżwach dla dzieci i dorosłych przeznaczone jest lodowisko A i B. Na lodowisku A w piątki oraz w soboty odbywają się imprezy „Disco lodowisko z 4FUN.TV”. Koniecznie zabierzcie dzieci na 12-metrową górkę lodową E.Wedel, która przeznaczona jest do zjazdu na pontonach wprost z trybun.
  • Smart Kids Planet to innowacyjne i interaktywne Centum Mądrej Zabawy dla dzieci w wieku 0-10 lat. Niesamowita przygoda dla małych odkrywców, która obudzi w nich kreatywność oraz głód wiedzy, zapewniając świetną zabawę.
  • Wystawa Budowli z klocków LEGO i 3D Trick Gallery to największa w Europie wystawa klocków LEGO, którą można zobaczyć do 8 marca 2020 roku na PGE Narodowym. Budowle o rekordowej wielkości zostały sprowadzone z całego świata. Na powierzchni ponad 500 m2 powstała Strefa Zabawy z wielkim miastem wprost z Lego City.
Warszawskie ZOO

Miejski Ogród Zoologiczny istnieje już ponad 90 lat i stanowi wielką, zieloną wyspę na mapie Warszawy, w której można podziwiać 12 000 zwierząt, które reprezentują około 500 gatunków. ZOO jest czynne codziennie, w każdą niedzielę oraz święta od godz. 9.00. Codziennie o określonych godzinach można zobaczyć pokazy karmienia zwierząt.

Teatr Małego Widza

Teatr Małego Widza oferuje spektakle, które dedykowane są dzieciom od 1. roku życia. Przedstawienia są bardzo sensoryczne i angażują wiele zmysłów. Słowo mówione schodzi tutaj na dalszy plan, a komunikacja odbywa się za pomocą światła, muzyki, tańca, rytmu oraz obrazów. Wspaniałe miejsce, które odwołuje się do głębokiej dziecięcej wrażliwości.

Zobacz też: Joga dla dzieci – dlaczego warto ćwiczyć?

Manufaktura cukierków

Manufaktura Cukierków to pierwsza w Warszawie manufaktura, w której z bliska można zobaczyć, jak karmelarze tworzą piękne słodycze. Co więcej, można spróbować swoich sił i stworzyć własnego kolorowego lizaka.

Centrum Nauki Kopernik

Misją Centrum Nauki Kopernik jest inspirowanie do obserwacji, doświadczania oraz zadawania pytań i poszukiwania odpowiedzi. W Koperniku znajduje się ok, 400 eksponatów na wystawach stałych oraz czasowych, przestrzeń warsztatowa Majsterni oraz dwa teatry – Teatr Robotyczny i Teatr Wysokich Napięć.

Warszawa obfituje w ciekawe propozycje dla najmłodszych i rodziców. Warto z nich korzystać, kolekcjonować z dziećmi piękne wspomnienia i dzięki temu wzmacniać relacje!

Zobacz też: Kevin sam na obozie. Czyli kilka słów o tym, jak spakować walizkę dziecka na zimowy wyjazd

Paulina Skwarzyńska

Zawodowo zajmuje się marketingiem afiliacyjnym. Prywatnie mama 1,5 rocznej Michaliny, fanka rodzicielstwa bliskości, miłośniczka koni.