Przejdź do treści

„Kwoka stała się ulubioną piosenką córki. Naszą też – nie mamy wyboru”

ulubiona piosenka dziecka
fot. Pixabay

Kwoka stała się ulubioną postacią córeczki. Wszystko zaczęło się od piosenki, którą można usłyszeć w ekranizacji Akademii Pana Kleksa”. Piosenkę puściliśmy N. To chyba był błąd…

Jest taki wierszyk Jana Brzechwy:

Proszę pana, pewna kwoka
Traktowała świat z wysoka
I mówiła z przekonaniem:
„Grunt to dobre wychowanie!”
Zaprosiła raz więc gości,
By nauczyć ich grzeczności 

W ekranizacji „Akademii Pana Kleksa” jest piosenka z tym tekstem. Piosenkę puściliśmy N. To chyba był błąd. Kwoka stała się ulubioną piosenką N., naszą też, nie mamy wyboru, musimy słuchać. Kiedy N. budzi się rano, jej pierwsze słowa brzmią: „Włączyć kwokę”, potem słuchamy, dzień za dniem.

Kiedy nadchodzi noc i czas snu (N. usypia coraz później), N. przenosi się do sypialni, gdzie włącza swoją lampkę oraz prosi o pilota do wieży, aby i tu włączyć „kwokę”. Bez piosenki nie ma mowy o usypianiu.

Ulubiona piosenka dziecka

Jakimś cudem udało się nam, mi i mamie N., wynegocjować, że kiedy siadamy do posiłków, wolno, chwilowo, wyłączyć kwokę. Siedzimy więc przy stole, rozkoszując się tymi momentami ciszy, a N. bawi nas rozmową, zadając zagadki.

Właściwie zagadka jest jedna. N. demonstracyjnie chowa twarz w dłoniach i syczy przez palce, że „tygrys zaraz się zdenerwuje, tygrys zaraz się zdenerwuje”. Naszym zadaniem jest odgadnąć, co też może powodować niezadowolenie tygrysa. Kluczymy, wymyślając tysiące powodów. Niestety, odpowiedź jest jedna – bo nie ma kwoki.

N. nie tylko słucha, obcowanie z piosenką wpływa też na inne sfery jej zachowania. Śpiewanie to pierwszy z tych wpływów. N. nie zna całej piosenki, najczęściej śpiewa wybrane fragmenty, robi to w różnych sytuacjach, np. biegnąc przez środek placu zabaw, wrzeszczy na cały głos: „Grunt to dobre wychowanie!”, albo podróżując autobusem, zaczyna wykrzykiwać: „Tak nabłocić, a to świnia!”.

Kwoka odpowiedzialna za wybryki i szkody

W piosence kwoka tańczy, a więc N. też tańczy, naśladując styl kwoki. Polega to na bieganiu, wymachiwaniu rękami i kręceniu się w kółko, z dość niebezpieczna prędkością! Aby postronni obserwatorzy nie mieli wątpliwości, N. donośnie informuje: „Tańczę jak kwoka!”.

Postać kwoki pojawia się w też w zabawach. Jakiś czas temu N. uznała, że jest tygrysem. Tygrysy polują, m.in. na kwoki. N. chowa się więc pod biurkiem, albo za fotelem, a na pytania, co robi, odpowiada konspiracyjnym szeptem: „Czaję się na kwokę”.

Kwoka ponosi też odpowiedzialność za szkody i wybryki. Jeszcze niedawno, kiedy np. coś się stłukło albo wylądowało za kanapą, N. sugerowała, że dzieła zniszczenia dokonał jakiś tygrys. Kiedy pojęła, że ja i mama N. wiemy już, że tygrys to nie kto inny jak właśnie N., winę za wszystko ponosi kwoka.

Raz przyszło mi do głowy, żeby zapytać N., czy wie, co to jest ta kwoka. N. powiedziała, że nie wie. Kiedy wytłumaczyłem, że kwoka to taka kura, taka jak te, które N. widziała na wakacjach, N. popatrzyła z dezaprobatą i powiedziała: „Chyba nie”.

Tata z Dzieckiem

Tata z dzieckiem. Pracuje, no i opiekuje się N. Pół tygodnia w pracy, pół tygodnia w domu z dzieckiem. W weekendy jedno i drugie.

Współczesna rodzina na nowo zdefiniowana

współczesna rodzina na nowo zdefiniowana
Jak dzisiaj zdefiniować rodzinę? – Fot. Pixabay

Patriarchalny model rodziny na naszych oczach przechodzi metamorfozę. Czy będziemy potrzebować nowej definicji? O tym, jaka to będzie zmiana rozmawiamy z psycholożką Biancą Beatą Kotoro.

 Jak dzisiaj zdefiniować na nowo pojęcie „rodzina”? Czy w ogóle potrzebujemy nowej definicji?

Nastąpiła znacząca zmiana, bo model, który mieliśmy, był modelem stricte patriarchalnym. Mężczyzna był głową rodziny, a jego funkcja polegała na zarabianiu i zarządzaniu strefą ekonomiczną.

Życie toczyło się w domach wielopokoleniowych, i – mogliśmy się z tym zgadzać lub nie – ale był jasny społecznie podział ról i obowiązków, oczekiwań wobec kobiety i mężczyzny. Więc obecnie, potrzebujemy nowej definicji. Nowej wykładni.

No i przede wszystkim kobieta i mężczyzna, nic innego nie wchodziło w grę.

Oczywiście. Mieliśmy mężczyznę, który miał zatroszczyć się o dach nad głową i pieniądze na życie, na jedzenie, a kobieta miała zajmować się dziećmi, prać, gotować, wychowywać. Jak zawsze bywały wyjątki, ale ten fundament był.

Przekaz społeczny i pokoleniowy jest bardzo znaczący i ważny, bo ludzie do niego właśnie się odnoszą, on reguluje społeczne oczekiwania oraz normy.

Zobacz też: This is family” – nowa kampania brytyjskiej marki River Island wychodzi naprzeciw zmianom społecznym

Ale czasy się zmieniają…

Nie mamy domów wielopokoleniowych (wyjątki oczywiście się zdarzają), rodzina obecnie to nie tylko związek mężczyzny i kobiety, i chociaż prawnie sytuacja jeszcze nie jest unormowana, mamy związki jednopłciowe, homoseksualne.

No właśnie. Dla dziecka najważniejsza jest jednak mama i tata.

Dwie bardzo ważne jednostki, dwie bardzo różne płcie, które przekazują pewne wzorce, modelują zachowania.

A jeśli są dwie mamy i dwóch tatów?

Jedna to mama a druga powinna być mamka, ciocia, jeden to tata a drugi tatul, wujek… Nomenklatura do ustalenia, ale ma bardzo duże znaczenie dla rozwoju dziecka rozdzielenie.

Fundament to tata i mama, a w takiej sytuacji jest on naruszony. Jeżeli jesteśmy w związku tej samej płci, powinniśmy zapewnić dziecku kontakt z inną płcią, poprzez babcie, ciocie, wujków, dziadków, w zależności czy mówimy o kobietach czy mężczyznach. Dlatego, że jako płeć różnimy się biologią i zachowaniami, a dziecku ta wiedza, jest potrzebna do budowania świata.

Dziecko w takiej rodzinie wymaga większej ilości godzin rozmów o inności. Nie o tym czy to dobrze czy źle, tylko o różnicach, i co z nich wynika. I nawet kiedy, mam nadzieję, będą te relacje prawnie uregulowane – to pod kątem psychologiczno-emocjonalnym to dziecko będzie musiało się zmierzyć z sytuacją, a rodzice – z konsekwencjami. Bo trzeba to brać pod uwagę. Dzisiejszy model wychowanie jest bardzo absorbujący – jakkolwiek by to dziwnie nie zabrzmiało.

Zobacz też: Samotni ojcowie żyją krócej. Zobacz, dlaczego

Za naszych czasów był to bardziej naturalny proces.

Tak, kobieta rodziła dziecko, przez jakiś czas się nim zajmowała, ale jak poszło do przedszkola czy szkoły, to cała kwestia wychowawczo-edukacyjna przekazywana była na daną placówkę, a dom był pewnego rodzaju przechowalnią – ubrać, umyć, nakarmić. Teraz jest inaczej – jesteśmy, dużo rozmawiamy z dzieckiem – wiemy, że to jest bardzo ważne dla jego poczucia własnej wartości, dla dobrego rozwoju.

To rodzic chodzi na dodatkowe zajęcia z dzieckiem, a nie samo dziecko gna do młodzieżowego domu kultury. Wtedy wychowanie i uczenie było zdecydowanie przerzucone na placówki państwowe. Wystarczy spojrzeć, ile czasu dzisiaj rodzice spędzają na odrabianiu lekcji z dzieckiem…

Dziecko samo musiało się sobą zająć.

Tak, typowe dzieciństwo z kluczem na szyi. I wtedy, kiedy kobieta miała troje, czworo czy pięcioro dzieci, to ich wychowanie było bardziej wykonalne niż w tym modelu dzisiejszym.

Chcieliśmy mieć zachodnioeuropejski model dwa plus dwa, ale on ciągle się kurczy – przyrost spada i coraz bardziej popularniejszy staje się model dwa plus jeden. A nawet wchodzimy w kwestię trendu bezdzietności.

I to też jest rodzina.

Oczywiście, to także jednostka rodzinna – wszędzie tam, gdzie jest małżeństwo, partnerstwo, adopcja, rodzeństwo, które mieszka ze sobą – mamy do czynienia z rodziną. To bardzo się pozmieniało, a wszystko, co nowe – zazwyczaj przeraża.

Trudno patriarchalny model zmienić na inny. Mamy pewien wytrych i mówimy, że mężczyzna jest głową, a kobieta szyją. Jest to łatwiejsze dla świata męskiego niż przyznanie, że to kobieta wszystkim kieruje – mamy przecież także takie modele, w których kobieta zapewnia całość ekonomiczną rodziny.

Nie chodzi o walkę – kto ma zwyciężyć, kto jest lepszy czy ważniejszy – kobieta czy mężczyzna. Partnerstwo byłoby wspaniałe, szczególnie jeśli chodzi o współwychowywanie i współudział, ale przede wszystkim musi za tym stać zrozumienie i zgoda ludzi, którzy nie robią tego pod przymusem ekonomicznym czy kulturowym, tylko jest to w zgodzie z nimi. Rozumieją to. Bo przecież są kobiety, które powiedzą: ubóstwiam gotować, szyć, chcę zostać w domu i zajmować się tym gniazdem. I to jest w porządku.

Zobacz też: Każda rodzina powinna mieć tę pozycję w swojej biblioteczce. Książka „To wszystko rodzina!”

I to jej prawo.

Tak, jeżeli to jest jej wybór i odbywać się to w jej wewnętrznej zgodzie.

I to samo dotyczy mężczyzn – znajdą się też tacy, którzy fantastycznie odnajdą się w pracach domowych i tacy, którzy będą spełniać się w korporacji.

Jednak ciągle ciężko nam zaakceptować tę zmianę.

Jesteśmy krajem, w którym te wszystkie nowości potrzebują bardzo długiego czasu, ale wystarczy spojrzeć na nasz krajobraz gastronomiczny.

Niezbyt wiele jest miejsc typu kuchnia polska, pierogi czy kapuśniak, za to na każdym kroku tajskie, chińskie, włoskie, arabskie, koreańskie, indyjskie…

Staropolski kebab i sushi…

Mamy w sobie bardzo dużą otwartość na nowe smaki, przyprawy. Tak dużą, której aż na taką skalę nie spotyka się w innych krajach. Może to kuchnia właśnie otworzy nas na inne rzeczy, przełamie tabu. Od czegoś trzeba zacząć – skoro otwieramy się na egzotykę i ludzi z innych krajów, to łatwiej będzie zaakceptować inne wzorce. Przez żołądek do serca.

Chodzi też o to, żebyśmy nie popadli w inną skrajność – kiedy fundament rodziny przestanie mieć dla nas znaczenie, bo wtedy będzie nam się wydawało, że jesteśmy nowocześni i postępowi. Takie trendy istnieją – jestem samowystarczalny, niepotrzebna mi rodzina. To jest ślepy zaułek. Jesteśmy istotami stadnymi i mamy potrzebę tworzenia bliskich relacji i więź. I nie ma co tego tracić, zaprzepaszczać, tylko wziąć wszystko, co najlepsze.

I powinniśmy pokazywać ludziom w mediach, że ta rodzina, nawet zdefiniowana na nowo – jest ważna. I że przystosowanie się do nowego ładu nie jest łatwe, bo to wychodzenie ze strefy komfortu, czegoś co znaliśmy. Jeśli mówimy o patchworkowej rodzinie, to oczywiście jak najbardziej, mówmy, pokazujmy dobre wzorce, ale starajmy się nie epatować jako czymś najwspanialszym, bo jest to tylko jedno z rozwiązań, nie ideałów i złotych rad.

Najczęściej robimy to dla naszych dzieci.

Dla naszych dzieci powinniśmy być prawdziwi i uczciwi. Pamiętajmy, że to my uczymy je wszystkich zachowań, modelujemy, kształtujemy i one przekażą to w przyszłości dalej.

Czyli otwartość.

Oczywiście. Tolerancja i szacunek do drugiego człowieka. Miłości do siebie i innych. Naturalnie z wglądem w różne problemy, niezgodności i konstruktywnym ich rozwiązywaniem.

 

 

Ekspert

Bianca Beata Kotoro

Psychoseksuolog, psychoonkolog, terapeuta, psycholog społeczny. Wykładowca na uczelniach wyższych i Uniwersytetach III Wieku. Dyrektor Instytutu Psychologiczno- Psychoseksuologicznego Terapii i Szkoleń "Beata Vita" w Warszawie, gdzie prowadzi terapię oraz szkolenia. Autorka m.in. programu ogólnopolskiego dla młodzieży: „100 % MNIE BEZ ZAGŁUSZACZY” oraz projektu dla kadry i rodziców "Ważne Sprawy Przedszkolaka" czy "Trudne tematy dla mamy i taty".

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Czytamy, czyli 10 rad jak wychować mola książkowego

jak zachęcić dziecko do czytania
Statystyki czytelnictwa są zatrważające, a ci, dla których książki są ważne należą do mniejszości. – Fot. Fotolia

Statystyki czytelnictwa są zatrważające, a ci, dla których książki są ważne należą do mniejszości. Czytanie nie jest cool. Jeśli tego nie zmienimy, skutki mogą być opłakane. Jak zachęcić dziecko do  czytania? 

Nie wyobrażałam sobie życia bez książek. Co tydzień chodziłam do biblioteki i przynosiłam stosy, które ledwo mogłam unieść. Później trzeba było tylko znaleźć chwilę czasu, żeby zniknąć z pola widzenia.

Czytanie pod kołdrą z latarką było doświadczeniem prawie każdego z moich rówieśników – rodzice gonili do spania, ale jak tu spać, kiedy bohaterka opowieści właśnie odleciała na parasolce, kiedy wiatr się zmienił. Ale cóż, byliśmy zupełnie innym pokoleniem bez gier, smartfonów i komputerów, najważniejsza była kolejna historia do przeczytania.

Program szkolny nie przewiduje zmian listy lektur, aby były one bardziej dostosowane do współczesności. Młodzi czytelnicy nawet jak zrozumieją temat książki, mogą mieć problem z archaicznym językiem – swoją drogą moje dziecko przerabia te same lektury, które miałam ja. 40 lat później! Jak w takich okolicznościach przekonać dziecko, że czytanie to czysta przyjemność i jedna z najbardziej pożądanych czynności w życiu?

Zobacz też: Każda rodzina powinna mieć tę pozycję w swojej biblioteczce. Książka „To wszystko rodzina!”

Jak zachęcić dziecko do czytania?

Oto 10 rad, jak sprawić, aby czytanie stało się nawykiem

  1. W mieszkaniu powinny być książki, gazety – jednym słowem drukowane słowo do przeczytania.
  2. Każdego dnia czytajcie razem na głos, niezależnie od wieku – możecie codziennie przeznaczyć na to kilkanaście minut, stworzyć specjalną atmosferę odpowiednią do danej książki.

Jeśli dziecko jest małe i nie umie czytać, czytaj mu codziennie jedną książkę.

  1. Wypożyczaj książki z biblioteki lub czytelni.
  2. Pozwól swojemu dziecku decydować, co chce wypożyczyć.
  3. Staraj się naprowadzać dziecko poprzez wyszukiwanie książek na temat który akurat pasjonuje dziecko.
  4. Nauczy się tego, że w książkach można znaleźć wszystko – nie tylko w google’u.
  5. Zabieraj książki, kiedy idziecie do lekarza czy w inne miejsce,  gdzie będziecie czekać. Podobnie w metrze, czy tramwaju. I samochodzie.
  6. Omawiaj z dzieckiem lektury – tłumacz, kiedy czegoś nie rozumie. Będzie mu łatwiej polubić szkolny obowiązek czytania.
  7. Chodźcie do księgarni, aby odkrywać nowości wydawnicze – czytajcie na miejscu, spędzajcie tam czas.
  8. Odwiedzajcie antykwariaty, pchle targi – szukajcie starych wydań ulubionych książek, zapomnianych autorów, wspaniałych ilustracji.
  9. Opowiadaj dziecku o przeczytanych książkach, historiach, które cię zaintrygowały w prasie etc.

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Londyn: Mężczyzna transgender chce być zarejestrowany jako ojciec dziecka, które urodził

Mężczyzna transgender chce być zarejestrowany jako ojciec dziecka, które urodził

Mężczyzna transgender walczy o to, by być zarejestrowanym jako ojciec dziecka, które urodził. W Londynie toczy się proces. Jeśli mężczyzna wygra, jego dziecko stanie się pierwszą osobą w UK, która nie ma matki.

Co to jest transseksualizm?

Część środowiska naukowego za transseksualizm uważa stan, w którym płeć psychiczna (gender) nie zgadza się z płcią biologiczną określoną po porodzie i wpisaną w akcie urodzenia (sex). Gender należy rozumieć jako własnej identyfikacji osoby i ról płciowych w społeczeństwie, które ta osoba pełni. Sex  odnosi się do biologicznych cech płciowych oraz niektórych aspektów psychologicznych (Smith, 2015).

Pojawiają się też definicje transseksualizmu, według których transseksualizm to stan, w którym osoba rozwija identyfikację płciową niezgodną z płcią genetyczną i budową organizmu, uwzględniając cechy płciowe pierwszo-, drugo- oraz trzeciorzędowe.

Pierwszorzędowe cechy płciowe to jądra i jajniki; drugorzędowe to pochwa, macica, jajowody, srom, moszna, nasieniowody, prącie; trzeciorzędowe to biust, owłosienie, rozmieszczenie tłuszczu na ciele, proporcje budowy ciała, budowa krtani, barwa głosu (Antroszewski, 2012).

Transseksualny mężczyzna to osoba, która urodziła się z żeńskimi cechami płciowymi, transseksualna kobieta to osoba, która urodziła się z męskimi cechami płciowymi.

Możliwe jest wykonanie operacji korekty płci oraz hormonoterapia.

Co to jest transgenderyzm?

Transgenderyzm to niezgodna z płcią biologiczną identyfikacja płciowa, która bywa nazywana postacią pośrednią między transwestytyzmem (zewnętrzną, nietrwałą zmianą wyglądu tak, by odpowiadał przeciwnej płci) a transseksualizmem. Osoba transgender nie chce przeprowadzać zabiegu chirurgicznego narządów płciowych, ale często poddaje się hormonoterapii i/lub mastektomii lub mammoplastyce, czyli pomniejszeniu piersi lub wszczepieniu implantów piersi.

Więcej informacji na temat niezgodności płci biologicznej z identyfikacją płciową znajdziesz tutaj.

Rząd UK nie wyraża zgody na rejestrację trans-mężczyzny jako ojca dziecka

Mężczyzna, nazywany przez brytyjską prasę TT, urodził się jako kobieta, jednak w którymś momencie życia został uznany przez Gender Recognition Panel (trybunał w UK, który zajmuje się sprawami związanymi z prawną zmianą płci) za mężczyznę. W późniejszym czasie w wyniku skutecznego leczenia niepłodności zaszedł w ciążę. Po urodzeniu dziecka zgłosił się do urzędu stanu cywilnego, gdzie dowiedział się, że musi być zarejestrowany jako matka dziecka, podczas, gdy chciał figurować w dokumentach jako ojciec lub rodzic (parent – odnosi się do obojga rodziców).

Zobacz też: “This is family” – nowa kampania brytyjskiej marki River Island wychodzi naprzeciw zmianom społecznym

Obrona TT

Minister spraw wewnętrznych, minister zdrowia oraz minister do spraw kobiet i równości są zarejestrowani jako strony w sprawie.

Adwokat TT przekonywał w Sądzie Najwyższym, że odmowa zarejestrowania TT jako ojca lub rodzica oraz narzucanie mu prawnego statusu matki to dyskryminacja osób transgender i transseksualnych. Mówił, że zmuszanie TT do rejestracji jako matka dziecka narusza jego prawo do poszanowania prywatności i życia rodzinnego oraz, że w świetle zmian społecznych, które zachodzą w UK tego rodzaju przymus jest niepotrzebny i nieadekwatny.

Członkini Królewskiej Palestry, w trakcie wystąpienia przed sądem najwyższym, wskazywała na konieczność zmian legislacyjnych, które chroniłyby prawa trans rodziców w trakcie procedur rejestracyjnych. Dotychczasowe prawo nazwała niejasnym i nielogicznym (odnosząc się do tego, że w świetle brytyjskiego prawa można obecnie być jednocześnie mężczyzną i matką).

Zobacz też: „Moje dziecko nie lubi swojego ciała!” Jak możemy pomóc dzieciom w samoakceptacji?

Precedens?

Tego typu sprawa nie została nigdy podniesiona przed brytyjskim sądem. Minister sprawiedliwości UK uważa, że jeśli mężczyzna wygra, konieczna będzie zmiana prawa.

Akt urodzenia nie został jeszcze wystawiony, procedura została wstrzymana do czasu ogłoszenia postanowienia Sądu. Jeśli TT wygra, YY będzie pierwszym dzieckiem w UK, które w świetle prawa nie ma matki. Wyroku możemy się spodziewać w przyszłym tygodniu.

Ze względu ochronę danych osobowych i bezpieczeństwo rodziny, imiona i nazwisko, miejsce zamieszkania, płeć i wiek dziecka oraz rodzica nie są podawane do publicznej wiadomości.

Źródło: The Telegraph (klik)

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

Obowiązki domowe dzieci – czy pomagają i czy powinny pomagać? Wyniki najnowszego raportu

Czy warto włączać dzieci w domowe obowiązki? Nowy raport

55% ankietowanych rodziców deklaruje, że ich dzieci pomagają w obowiązkach domowych „czasami”, a niewiele ponad 10% „zawsze” – wynika z raportu „Podział obowiązków w polskich gospodarstwach domowych”, zrealizowanego na zlecenie marki Indesit*. Co z pozostałymi i dlaczego powinniśmy bardziej angażować nasze pociechy do codziennych zadań? Odpowiada psycholog Maria Rotkiel.                                                       

Proś o pomoc dzieci – w ramach wspólnej zabawy

Idea #DoItTogether, czyli #ZróbmyToRazem zakłada, że obowiązki domowe powinny być wykonywane przez obydwoje partnerów, ale także najmłodszych członków rodziny. To świetna okazja, aby wspólne zadania kreowały płaszczyznę do rodzinnej zabawy i pozwalały spędzać ze sobą więcej chwil. Chcąc sprawdzić, na ile polskie rodziny praktykują tę ideę, przeprowadzono badanie, w którym zapytano ankietowanych, czy ich dzieci pomagają w codziennych obowiązkach domowych. Ponad połowa badanych przyznała, że tak, ale jedynie „czasami”. Niespełna 1/5 respondentów angażuje dzieci rzadko, a 12% zawsze.

A w jakich sytuacjach dzieci pomagają swoim rodzicom? W ponad połowie przypadków „zawsze, gdy rodzice o to poproszą”. 26% badanych angażuje dzieci po skończeniu ich obowiązków szkolnych, a 22% pozwala zdecydować pociechom.

Bazując na odpowiedziach ankietowanych, dzieci czasami pomagają rodzicom w pracach domowych, zazwyczaj gdy zostaną oto poproszone. Mężczyźni i rodzice poniżej 30. roku życia deklarują też częściej, że ich dzieci pomagają po zakończeniu obowiązków szkolnych.

Powinniśmy częściej angażować dzieci

 W polskich rodzinach zaangażowanie dzieci w codzienne obowiązki jest zbyt małe. Według badania tylko u 12% rodzin dzieci regularnie pomagają w pracach domowych. Większość nie jest uczona systematycznego zaangażowania i pomaga tylko wtedy, gdy rodzic o to poprosi. Gdy dziecko nie jest włączone w systematyczną pomoc w domowych pracach, uczy się tego, że inni zajmują się domem i rodzinnymi obowiązkami, co zwalnia je z poczucia odpowiedzialności za rodzinne życie, rozleniwia i wyklucza z domowej codzienności. Dlatego jedną z najważniejszych metod wychowawczych powinno być regularne angażowanie dzieci w domowe obowiązki komentuje Maria Rotkiel, psycholog, terapeutka rodzinna, trenerka rozwoju zawodowego i osobistego, autorka poradników psychologicznych. Zdaniem psycholożki każde dziecko już od wieku przedszkolnego powinno mieć swoje domowe zadania. Obowiązki przydzielone dzieciom muszą być adekwatne do ich wieku i możliwości rozwojowych, nie powinny być zbyt trudne i zabierać zbyt wiele czasu. Dlatego warto zacząć od uczenia dzieci sprzątania swoich zabawek, a z wiekiem włączać je w pomoc przy sprzątaniu mieszkania, nakrywaniu do stołu przed posiłkiem czy innych prostych domowych czynności.

Ważne jest to, aby dziecko od początku uczyło się tego, że zajmowanie się domem to przyjemność i wspólna odpowiedzialność. Miła atmosfera podczas wzajemnej pomocy, nagrody za wykonanie swoich obowiązków, pochwała ze strony rodziców i obserwowanie zaangażowania pozostałych członków rodziny w dbanie o dom skutecznie wzmocni i utrwali naukę pozytywnych wzorców  Maria Rotkiel

Zróbcie to razem!

Dzięki wdrożeniu do codziennych zadań idei #DoItTogether, czyli #ZróbmyToRazem, nie tylko obowiązki wykonamy w lepszej atmosferze. Wspólna praca całej rodziny pozwoli ukończyć zadania szybciej i zyskać więcej czasu wolnego, który można poświęcić na przyjemności.

Według psychologów najważniejszym środowiskiem wpływającym na rozwój dziecka jest jego dom. Domowa codzienność oraz zasady panujące w rodzinie kształtują charakter dzieci i utrwalają wzorce zachowań. Reguły panujące w rodzinnym domu wpływają na to, jak dzieci będą w dorosłym życiu budowały i pielęgnowały relacje z bliskimi osobami; na ich przyszły stosunek do zawodowej pracy i jakość jej wykonywania; na ich relacje społeczne i system wartości.

Włączając dzieci w domowe obowiązki wzmacniamy ich kompetencje:

  • poznawcze, takie jak dobra organizacja czasu i planowanie
  • społeczne, takie jak współpraca, wspieranie innych, branie odpowiedzialności za swoje obowiązki
  • emocjonalne, na przykład troska, empatia.

Obserwując wzajemnie wspierających się w domowych obowiązkach i na równi angażujących w domowe prace rodziców, dzieci uczą się również tego, co najważniejsze, czyli odpowiedzialności za rodzinę.

Włączenie dzieci w domową codzienność to również skuteczna nauka sumienności, słowności, konsekwencji, pracowitości i czystości. Zaangażowanie dzieci w domowe prace daje im poczucie, że są ważnymi członkami rodziny, których udział w domowym życiu jest równie istotny jak dorosłych.  Maria Rotkiel

Jeśli chcemy wychować dziecko na osobę godną zaufania, pomocną, odpowiedzialną, doceniająca pracę innych, dbającą o bliskie osoby i potrafiąca dawać im wsparcie, to włączajmy dzieci w domowe obowiązki, jednocześnie dając im świadectwo naszego wzajemnego zaangażowania w rodzinę i dom.

 

 

* Raport zrealizowany na zlecenie marki Indesit – badanie ilościowe realizowane techniką CAWI – przeprowadzone wśród członków społeczności badawczej Zymetrii. Realizacja badania: 04.07.2018 – 10.07.2018 r, N=501.

Ekspert

Maria Rotkiel

Psycholog, terapeutka rodzinna, trenerka rozwoju zawodowego i osobistego, autorka poradników psychologicznych.

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.