Przejdź do treści

Niecodzienna lekcja w polskich szkołach. Uczniowie nauczą się empatii

Trzech chłopcy uśmiechają się do obiektywu /Ilustracja do tekstu: Lekcja Godności w polskiej szkole. Niezwykła nauka empatii

Każdego roku w trzecią środę października uczniowie na całym świecie mają szansę spotkać się z wolontariuszami, którzy z zaangażowaniem uczą ich, jak kierować się w życiu najważniejszymi wartościami. To przedstawiciele Fundacji Global Dignity – międzynarodowej inicjatywy, która w ramach obchodów Światowego Dnia Godności propaguje ideę poszanowania godności jako fundamentalnego prawa człowieka.

Pomysł założenia Fundacji Global Dignity narodził się w 2006 roku. Jej twórcami są trzej przyjaciele: następca tronu Norwegii JKW książę Haakon, profesor Pekka Himanen z Finlandii oraz John Hope Bryant, Amerykanin, założyciel stowarzyszenia Operation Hope. Ustanawiając Światowy Dzień Godności, chcieli pokazać, jak ważne jest poczucie własnej wartości w życiu młodego człowieka. Działacze podkreślają też, że godność to wartość uniwersalna – bez względu na szerokość geograficzną.

CZYTAJ TEŻ: Protest opiekunów osób niepełnosprawnych trwa. Gdzie jesteśmy w nim my, współobywatele?

Empatia: wartość, którą musimy pielęgnować

Pierwszym działaniem Fundacji Global Dignity w Polsce była lekcja godności przeprowadzona w 2009 roku w łódzkim gimnazjum. Zapoczątkowała ona cykl corocznych spotkań z dziećmi i młodzieżą, podczas których przedstawiciele Fundacji oraz nauczyciele rozmawiają z uczniami o tym, w jaki sposób traktujemy samych siebie i jak traktują nas inni. W tym roku lekcję godności zorganizowano w jednej z warszawskich szkół podstawowych, przy ul. Niskiej.

– Ubiegłoroczny Dzień Godności poświęciliśmy różnorodności i równości. W tym roku chcemy rozmawiać z młodzieżą na temat empatii, która jest niezbędna do prawidłowego funkcjonowania w społeczeństwie. Na co dzień dociera do nas ogromna liczba negatywnych informacji. Powoduje to, że mimowolnie trochę uodparniamy się na krzywdę ludzką. A przecież empatię, tak jak godność, mamy w sobie od urodzenia. Dlatego tak ważne jest, żeby tę zdolność współodczuwania pielęgnować – podkreśla Jacek Olechowski, prezes Global Dignity Poland.

Jak dodaje, zależy mu, by uświadomić młodzieży, jaką wielką rolę empatia może odegrać w ich obecnym, ale także przyszłym życiu.

 – Młodzi ludzie, do których przychodzimy, będą tworzyć i utrzymywać relacje z innymi ludźmi, a za kilka lat wpływać na losy swoich lokalnych społeczności; może nawet i świata. […] Chcemy pokazać im, że współodczuwanie to jeden z filarów dobroci. Dzielony z innymi, wróci do nas ze zdwojoną mocą.

Lekcja godności w twojej szkole

W ramach akcji przygotowane zostały materiały edukacyjne i warsztatowe, które każda szkoła może wykorzystać, organizując Dzień Godności we własnym zakresie. Z materiałów wybrzmiewa przekaz, że nauka empatii zaczyna się od małych, pozornie drobnych rzeczy, ale nabyte umiejętności wywierają niebagatelny wpływ na całe nasze życie. Empatia jest bowiem nauką słuchania siebie i drugiego człowieka, a także próbą przyjęcia jego perspektywy, zrozumienia jego sytuacji, emocji czy potrzeb.

Działania prowadzone przez Fundację Global Dignity Poland potrwają do czerwca 2019 roku. Obchody Światowego Dnia Godności w Polsce w roku szkolnym 2018/2019 zostały objęte patronatami Rzecznika Praw Dziecka oraz Rzecznika Praw Obywatelskich.

Więcej informacji o Dniu Godności na stronie: http://globaldignity.pl. Chęć udziału w projekcie należy zgłaszać drogą mailową: info@globaldignity.pl.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Empatia w rodzicielstwie. Skąd wynika nasze poczucie winy?

Redakcja

Portal o rodzinie.

Rozdrażnienie, apatia, problemy z koncentracją – to może być objaw boreliozy?

Objawy boreliozy
fot. CM Damiana

Kleszcze to pajęczaki niezwykle niebezpieczne dla naszego zdrowia. „Niewinne” ukąszenie może doprowadzić do chorób, do których należą m.in. odkleszczowe zapalenie mózgu oraz borelioza. Choroby te mogą dawać bardzo niespecyficzne objawy m.in. powodować apatię, pogorszenie nastroju czy ogólne osłabienie organizmu. W którym momencie te „powszechne” dolegliwości powinny skłonić nas do wizyty u lekarza? Zapytaliśmy eksperta – lek. med. Joannę Pietroń, internistę z Centrum Medycznego Damiana.

Uważaj na kleszcze!

Marzec i kwiecień to miesiące w których, po okresie zimowym, przyroda budzi się do życia. Pojawiają się pierwsze cieplejsze dni, a my częściej opuszczamy domowe zacisze, aby delektować się promieniami słonecznymi, których tak bardzo nam brakowało. Spotkania towarzyskie na świeżym powietrzu, jazda na rowerze, długie spacery po lesie…

Poza oczywistymi korzyściami tak spędzanego wolnego czasu, musimy jednak pamiętać o środkach bezpieczeństwa i ochrony przed kleszczami, których okres aktywności rozpoczął się już w marcu. Atakują one te części naszego ciała, które pokryte są cienką i delikatną skórą (pachwiny, kolana, głowę w okolicy włosów).

Zazwyczaj nie zdajemy sobie nawet sprawy, że zostaliśmy „zaatakowani”, ponieważ moment ukłucia jest całkowicie bezbolesny (kleszcze wytwarzają substancję znieczulającą naszą skórę). Dlatego, wybierając się na spacer np. do lasu, szczególną uwagę powinniśmy zwrócić na szczelne osłonięcie naszej skóry. W tym celu wybierajmy ubrania z długimi rękawami i nogawkami, skarpety naciągajmy na spodnie, korzystajmy z wyższych butów, a na głowę załóżmy czapkę z daszkiem lub kapelusz. Ponadto pamiętajmy, że zdecydowanie lepszym wyborem będą ubrania koloru jasnego, na których łatwiej zauważyć pełzające kleszcze.

Po powrocie do domu należy dokładnie obejrzeć ciało, a w razie znalezienia kleszcza, natychmiast go usunąć za pomocą plastikowego haczyka lub pęsetki. Pamiętajmy, że kleszcza należy usunąć w całości. Jeżeli nam się to nie uda, powinniśmy niezwłocznie udać się do lekarza – komentuje Joanna Pietroń, internista z Centrum Medycznego Damiana.

Miejsce ukąszenia również warto regularnie sprawdzać, a jakiekolwiek niepokojące symptomy (m.in. rumień powiększający się obwodowo, guzek, zaczerwienienie, obrzęk), które pojawiły się w następstwie ukąszenia, zgłosić podczas wizyty w gabinecie specjalisty. Kleszcza należy usunąć jak najszybciej z ciała, ponieważ ryzyko zakażenia boreliozą zwiększa się w sytuacji, gdy kleszcz przebywa w ciele ponad 24 godziny. Chociaż nie każdy kleszcz jest nosicielem chorób, wszystkie kontakty z nimi może być potencjalne zakaźne, ponieważ pajęczaki te przenoszą groźne choroby m.in. babeszjozę, anaplazmozę, bartonellozę, gorączkę Q, tularemię czy riketsjozę.

Zobacz też: Jak “zasada trzech minut” może wpłynąć na Twoją relację z dzieckiem?

Odkleszczowe zapalenie mózgu

Wymienione powyższej choroby, będące następstwem ukąszenia, stosunkowo rzadko występują w naszym kraju. Do najczęściej diagnozowanych należy m.in. odkleszczowe zapalenie mózgu (nazywane inaczej środkowo-europejskim lub wczesnoletnim).

Odkleszczowe zapalenie mózgu może rozwinąć się w naszym organizmie w ciągu 7-14 dni od momentu ukąszenia przez kleszcza. Najpierw pojawiają się tzw. „grypopodobne” objawy zwiastunowe, takie jak: gorączka, bóle głowy, mięśni i stawów, nudności, wymioty, biegunka.

U niektórych chorych po kilku dniach dobrego samopoczucia pojawiają się objawy zajęcia układu nerwowego. U większości osób istnieją dobre rokowania, jednak czasami choroba może doprowadzić do niedowładów kończyn lub zaburzeń czucia. U części pacjentów mogą pojawić się problemy z koncentracja i pamięcią.

Nie istnieje leczenie przyczynowe wirusowego zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych, dlatego warto zadbać o profilaktykę – zachęcam wszystkich do wykonania szczepień przeciwko odkleszczowemu zapaleniu mózgu. Jej skuteczność po przyjęciu trzech dawek wynosi ok. 96 proc. – dodaje lek. med. Joanna Pietroń.

Zobacz też: „Moje dziecko nie lubi swojego ciała!” Jak możemy pomóc dzieciom w samoakceptacji?

Przesilenie wiosenne a borelioza – tak łatwo się pomylić

Inną częstą chorobą odkleszczową występującą w Polsce jest borelioza. Wywołana zostaje przez bakterię, dlatego istnieje możliwość leczenia przyczynowego. Jej charakterystycznym objawem jest tzw. rumień wędrujący, który pojawia się w ponad 50 proc. przypadków. W jaki sposób możemy zdiagnozować boreliozę u pozostałych pacjentów?

Borelioza to choroba, która często „ukrywa się” pod postacią objawów, często traktowanych jako chwilowy „spadek formy” czy symptomy tzw. przesilenia (np. wiosennego). Osoba zakażona przez kleszcza może bowiem odczuwać m.in. bóle głowy, stawów i mięśni, chroniczne przemęczenie organizmu, ogólny spadek nastroju, drażliwość, a podczas codziennych czynności trudno jej skupić się na wykonywaniu zadań (problemy z koncentracją).

Jak widzimy objawy te nie są „zarezerwowane” wyłącznie dla boreliozy. Warto jednak zaznaczyć, że borelioza nie od razu musi dawać widoczne objawy, a wykrycie choroby często następuje nawet po upływie kilku lat. Taki stan nazywany jest boreliozą późną, a jej leczenie jest wówczas zdecydowanie bardziej skomplikowane. Dlatego zawsze, kiedy staliśmy się celem ataku kleszcza i usuwaliśmy go z naszego ciała, należy zgłosić się do lekarza, który przeprowadzi badania przesiewowe w celu wykrycia ewentualnego zakażenia. Pamiętajmy, że im szybciej wykryjemy zakażenie, tym skuteczniej będziemy mogli je wyleczyć i to bez większego wpływu na stan naszego zdrowia. Wśród objawów przewlekłej boreliozy możemy wymienić m.in. dolegliwości neurologiczne, zapalenia stawów, mięśnia sercowego, czy nerwów czaszkowych. Mogą one utrzymywać się nawet przez kilka lat i to już po całkowitym wyleczeniu pacjenta. Po skończonej antybiotykoterapii leczy się je już objawowo– mówi lek. med. Joanna Pietroń, internista z Centrum Medycznego Damiana.

Zobacz też: Dlaczego zdecydowałam się na dziecko? Z pamiętnika młodej mamy

Ekspert

Lek.med. Joanna Pietroń

Lekarz internista w Centrum Medycznym Damiana w Warszawie

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Filozofia wolnego życia

Filozofia wolnego życia
Przyznanie się do tego, że nie potrzebujemy tych wszystkich rzeczy, którymi się otaczamy, to niełatwa sprawa. – Fot. Pixabay

„Powoli. Jak żyć we własnym rytmie” jest próbą odpowiedzi na pytanie, dlaczego mniejszy konsumpcjonizm prowadzi do większego zadowolenia – to przede wszystkim poradnik, jak to zadowolenie osiągnąć.

Przyznanie się do tego, że nie potrzebujemy tych wszystkich rzeczy, którymi się otaczamy, to niełatwa sprawa. Metki, ciuchy z najnowszej kolekcji modnego projektanta, torebka, bez której nie można pokazać się na spotkaniu, na którą wzięłyśmy kredyt? Jaki to ma sens? Jak powiedział kiedyś amerykański aktor Will Rogers: „kupujemy rzeczy, na które nas nie stać, żeby zaimponować ludziom, których nie lubimy. I to codziennie”. Wolne życie, według autorki książki, to dziwne połączenie bycia gotowym na coś i na rezygnację z czegoś, przejmowania się więcej i przejmowania się mniej.

Zobacz też: Sen dobry na wszystko!

We wstępie do książki „Powoli. Jak żyć we własnym rytmie” Brooke McAlary pisze „Sześć lat temu pozornie byłam kobietą sukcesu, która realizuje się na wszystkich frontach. Miałam wspaniałego męża, zdrową i energiczną roczną córeczkę, spodziewałam się drugiego dziecka, z powodzeniem prowadziłam firmę specjalizującą się w ręcznie robionej biżuterii, nadzorowałam remont naszego domu i właśnie wróciłam z zagranicznych wakacji.” Co się wydarzyło, że autorka, która teoretycznie „ma to wszystko” wywróciła swoje życie do góry nogami i zdecydowała, że potrzebuje czasu, żeby leżeć na trawie i patrzeć na przepływające chmury?

Jak zwolnić?

Kiedy Brooke urodziła drugie dziecko, zdiagnozowano u niej depresję poporodową i jak opowiada, była albo wściekła i zgorzkniała albo zachowywała się jak robot. Do tego miała myśli samobójcze. W końcu wylądowała w gabinecie psychiatry, które zasugerował jej zmianę rytmu – zamiast ciągłego biegu, zwolnienie. Wtedy odkryła blog Leo Babauty Zen Habits. To był przełom. Jak pisze, to właśnie on zmienił jej życie, a do tego okazało się, że tym sposobem na życie podążają miliony, którzy twierdzą, że ograniczenie – przedmiotów, stresów, zobowiązań i nacisków – powoduje wzrost energii, wolności, radości.

Zobacz też: Rok w ogrodzie czyli sposób na codzienną medytację

Pierwszym krokiem było pozbycie się rzeczy – udało jej się pozbyć około 20 tys. przedmiotów, aż przerodziło się (prawie) w obsesję minimalizmu. Następnym mówienie „nie” i docenienie „nicnierobienia” oraz odróżnienie zachcianek od potrzeb, co pozwoliło na zaprzestanie bezmyślnego wydawania pieniędzy.

Dzisiejszy świat nie jest łatwy – media społecznościowe, katalogi, influencerzy, programy telewizyjne, trendseterzy wmawiają, że idealna sylwetka, wspaniale urządzone mieszkanie i zagraniczne podróże są kluczem do szczęścia – bez tego nie jesteśmy nic warci.

Brooke McAlary przekonuje, że kiedy tylko przestała przejmować się tym, co sądzą inni, odkryła, czym jest zadowolenie. A przy okazji odkryła, jaką ilością bzdur jesteśmy codziennie atakowani.  Jak pisze: „nie ma jednej słusznej drogi. Liczy się tylko to, co sprawdza się w twoim przypadku”

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Czy stać mnie na dziecko?

Czy stać mnie na dziecko?
Mało kto wie, że przy produkcji ubrań rocznie emituje się ponad 1,2 mld ton gazów cieplarnianych – fot. Fotolia

Gdy planuje się zajść w ciążę, jednym z pierwszych pytań jakie się sobie zadaje jest – czy stać mnie na dziecko?

Wg raportu polskiej agencji badawczej SW Research wychowanie dziecka do 18. roku życia kosztuje ponad 300 tys. zł. Sama wyprawka dla noworodka to wydatek ok. 8500 zł.

Więcej liczb w artykule Ani Wencławskiej: Ile kosztuje wychowanie dziecka?  

Czy stać mnie na dziecko?

Można się złapać za głowę – aż tyle! Skąd ja tyle wezmę, toż to Mercedesa klasy S można kupić albo apartament w Warszawie. Moje podejście jest inne. Dziecko kosztuje dokładnie tyle, ile jest się gotowym na nie wydać. Zdziwieni? Tak wynika z mojego doświadczenia oraz obserwacji dzieciatych znajomych, jak również lektury blogów parentingowych promujących coraz to nowe gadżety.

Mam to szczęście, że gdy zaszłam w ciążę, to wokół mnie było dużo znajomych z małymi dziećmi. Jedna koleżanka urodziła córeczkę dwa miesiące przede mną, bobas przyjaciółki z dzieciństwa miał już 5 miesięcy, zaś inna znajoma cieszyła się ponad 2-letnią dziewczynką. Prawdziwy baby boom!

Warto było skorzystać z ich cennych rad oraz… z rzeczy, którymi były gotowe podzielić się za grosze lub wręcz za darmo. Mam wrażenie, że każda ciężarna ma manię kupowania wielu pięknych przedmiotów dla maluszka, z których często nie zdąży skorzystać. W końcu maluch tak szybko rośnie! Mnie również dopadła ta dziwna choroba, dzięki czemu mam w szafie górę mięciutkich kocyków, podczas gdy korzystam na raz maksymalnie z dwóch.

Zobacz też: Dziennik naszego szczęścia

Chłopiec czy dziewczynka?

Gdy tylko na moim teście ciążowym pojawiły się dwie kreski i pochwaliłam się radosną nowiną ze znajomymi, to zaczęły się pytania – chłopiec czy dziewczynka? Co byś wolała?

Oczywiście oprócz tego, że zdrowe i kochane. Od początku czułam płeć żeńską i miałam nadzieję na dziewczynkę, imię też już było dawno wybrane.

Moi dobrzy znajomi mają dwie odchowane dziewczynki w wieku szkolnym i przedszkolnym, oraz tonę pudeł z rzeczami po nich do oddania. Także oni czekali na nowiny odnośnie płci dziecka. Szczęśliwie okazały się po naszej myśli i pudła zmieniły właściciela.

Zobacz też: Swobodna zabawa w rozwoju dziecka. Dlaczego jest tak ważna?

Zero waste

Dobrze pamiętam moje wzruszenie, gdy pierwszy raz oglądałam te małe sukieneczki, koszulki i bodziki niemowlęce. W jednym momencie miałam prawie całą garderobę dziecięcą. A to był dopiero początek…  W ciągu kolejnych miesięcy dostałam od koleżanek torby ubranek po ich dzieciach, niektóre z nich były zupełne nowe, najczęściej najmniejsze rozmiary, gdyż dziecko rodziło się duże i nie mieściło się w 56-tkę.

Co więcej, od mojej wspaniałej świadkowej ślubnej, dostałam wózek dziecięcy, i to nie byle jaki! Najpiękniejszy na świecie i super funkcjonalny. Widząc jak mi się podoba, zdecydowała się pożyczyć mi go do czasu, aż będzie jej znowu potrzebny. W ten sam sposób dostałam w dzierżawę również przewijak, wanienkę i kolejne torby ubranek.

W dobie rozbuchanego konsumpcjonizmu, a jednocześnie mody na ekologie i filozofię zero waste, korzystanie z rzeczy używanych to strzał w dziesiątkę. Mało kto wie, że przy produkcji ubrań rocznie emituje się ponad 1,2 mld ton gazów cieplarnianych, zaś do odzysku trafia mniej niż 1% zużytej odzieży (dane z raportu organizacji proekologicznej Ellen MacArthur Foundation). Dziecku bez różnicy czy ma nowy strój z Disneya, czy lekko spraną koszulkę po kuzynce. I tak trzeba je przebrać kilka razy dziennie.

Tak więc ile naprawdę kosztuje dziecko? Kilka uśmiechów, kapkę dobrej woli, ogrom życzliwości. Bo nie wszystko można kupić za pieniądze.

Alina HRabina

Zawodowo związana z branżą HR. Obecnie na urlopie macierzyńskim. Mieszka w Warszawie, chętnie odbywa podróże małe i duże.

Ciąża Meghan Markle i poród małego Archiego – media policzyły koszta! Pękło ponad 1 mln £

Fot:Screen Youtube The Sun

Narodziny małego Archiego, kolejnego royal baby, to niewątpliwie jedno z najważniejszych brytyjskich wydarzeń tego roku – drogie dla serc miłośników rodziny królewskiej. Drogie także w kontekście finansowym. Media wyliczają, iż poród oraz ciąża Meghan Markle mogły kosztować nawet ponad 1 mln funtów, czyli… 5 mln złotych!

Dziewięć miesięcy ciąży, a następnie poród to dla kobiety wyjątkowy czas. Dla jednych lepszy, dla innych nieco gorszy, ale zdecydowanie wyjątkowy. Biorąc pod uwagę oczekiwanie na małego Archiego i jego pojawienie się na świecie, wyjątkowych chwil było w tym czasie niezwykle wiele. Chociażby patrząc na koszty, które wylicza Daily Mail.

Najwyższa jakość

Co składa się na ponad milionowy koszt ciąży i porodu?

  • Po pierwsze, garderoba ciążowa – jej wartość miała w tym przypadku wynieść około pół miliona funtów. Wiele z noszonych wtedy przez księżną ubrań to kroje stworzone przez uznanych projektantów, takich jak Oscar de la Renta, Stella McCartney, czy Givenchy.
  • Po drugie, były to różnego rodzaju zabiegi, jak np. akupunktura w jednym z londyńskich spa.
  • Po trzecie, wielkim wydarzeniem towarzyskim był też nowojorski baby shower księżnej Meghan. Gościły na nim takie gwiazdy, jak Serena Williams, czy Amal Clooney. Wieczór miał miejsce w jednym z penthouse w hotelu mieszczącym się na Upper East-Side. Uczestniczki uczyły się podczas niego aranżacji kwiatów, a czas umilały im desery zrobione przez szefa kuchni, który szczyci się gwiazdką Michelin. Związane z baby shower koszta obliczono na około… 388 tysięcy £!

Do tego należy też dodać kilka dni, które przed porodem para książęca spędziła w luksusowym hotelu w Hepmshire, gdzie koszt za jedną noc wynosi 10 tysięcy £. Co więcej, wykonano też remont domu, w którym będzie mieszkała rodzina książęca tak, aby był jak najlepiej dostosowany do potrzeb dziecka.

Dużym wydatkiem był też oczywiście prywatny szpital, w którym miał miejsce poród Archiego. Co prawda księżna liczyła na poród domowy, ale niestety okazało się to nie być możliwe. W związku z tym, narodziny miały miejsce w szpitalu w Portland, gdzie „podstawowa” cena porodu to 15 tysięcy £, co daje około 75 tys. złotych. W tym czasie można liczyć nie tylko na doskonałą opiekę medyczną, ale też posiłki, takie jak foie gras, ostrygi, czy szampan na uczczenie udanych narodzin. Ale nie ma co się dziwić – w końcu po królewsku!

Czy warto zaglądać do portfela? 

No właśnie – czy jest sens robić takie wyliczenia? Wiadomym jest, że i tak nie będą to sumy dostępne dla przeciętnej osoby. Z drugiej strony, jeśli kogoś stać na takie życie – fantastycznie. Baza i tak jest ta sama, czyli narodziny małego chłopca. Archie jest zdrowym i jak powiedziała jego mama: „słodkim” człowiekiem. Tej radości się trzymajmy!

Zobacz też: 10 rzeczy, które warto robić, zanim pojawi się dziecko

Źródło: Daily Mail

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.