Przejdź do treści

„Ludzie nie chcą umierać – nie mają siły, aby kontynuować życie” prof. Brunon Hołyst na konferencji 10 września 2019

prof. Brunon Hołyst – mat. Polskie Towarzystwo Suicydologiczne

We wtorek po raz 16. obchodziliśmy Światowy Dzień Zapobiegania Samobójstwom. Z tej okazji w ramach kampanii społecznej „Życie warte jest rozmowy” w Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie odbyły się Wykłady Otwarte. Głównym celem było przybliżenie szerokiej publiczności podstawowej wiedzy na temat zapobiegania samobójstwom w Polsce, ze szczególnym uwzględnieniem wysokiej ilości samobójstw wśród mężczyzn.

Co 40 sekund jedna osoba na świecie odbiera sobie życie. Rocznie niemal 800 tys. ludzi popełnia samobójstwo – to więcej niż umiera wskutek malarii, raka piersi, morderstw czy wojen – alarmuje Światowa Organizacja Zdrowia (WHO).

Wydarzenie otworzył prof. Brunon Hołyst – kryminolog, prezes zarządu Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego. Na początku podał kilka danych epidemiologicznych. Samobójstwo to problem globalny. Zbiera obfite plony na świecie – 800 tys. osób rocznie, co 40 sekund ginie człowiek, 15 osób dziennie w Polsce. Jest to pierwsza przyczyna śmierci pośród ludzi w wieku 15-29 lat.

Profesor Hołyst wyznał: Moim marzeniem jest, aby komunikaty o śmierci samobójczej były podawane jak o ofiarach wypadków samochodowych. Trzeba budować świadomość suicydologiczną. Komunikaty powinny być podawane razem z przyczyną samobójstwa, aby móc racjonalnie zapobiegać. Nie znamy 70% motywów samobójstw. Jeżeli policja stwierdzi, że nie było udziału osób trzecich, to umarza sprawę i nie dochodzi przyczyn.

Można zapobiegać samobójstwom. Dotychczas 28 państw na świecie opracowało Narodowe Programy Zapobiegania Samobójstwom. W Polsce również powinien zostać opracowany taki program. Przykład innych krajów pokazuje, że jest to skuteczne. W Japonii było 30 tys. samobójstw rocznie. Dzieci samobójców podniosły alarm i wprowadzono program zapobiegawczy. Efekt – liczba samobójstw spadła o 10%. W Szkocji wprowadzono program „Wybieram życie” i liczba zmalała o 18%.

Prof. Brunon Hołyst stwierdził: W Polsce nasza ambicją jest zmniejszenie liczby samobójstw o 10%. Polskie Towarzystwo Suicydologiczne chce przejść do praktycznego działania. Obecnie efektywność profilaktyki jest niska – ratujemy ciało, a nie ratujemy duszy. Nie usuwamy motywów.

W literaturze suicydologicznej podkreśla się rolę przyjaźni i przyjaciół w profilaktyce suicydalnej. W rodzinach bywają duże konflikty. Czasami nic tak nie dzieli ludzi jak wspólne mieszkanie. Trzeba budować zespoły wsparcia złożone z przyjaciół – ludzi chętnych, aby przed wszystkim wysłuchać – bo lżej się żyje, gdy nie trzeba samemu przeżywać bólu.

Świat jest nam potrzebny, ale i my jesteśmy potrzebni światu. Żyj – bo gdy umrzesz, świat umrze razem z tobą – zakończył profesor.

Zobacz też: Na świecie co 60 sekund popełnia samobójstwo mężczyzna” [WIDEO]

Ambasador kampanii – Michał Czernecki

#życie warte jest rozmowy

Ambasadorem kampanii „Życie warte jest rozmowy” jest Michał Czernecki – polski aktor teatralny, telewizyjny i filmowy.

W ubiegłym roku media obiegła informacja, że aktor dwukrotnie próbował odebrać sobie życie. Swoją historię opowiedział w szczerej rozmowie z Moniką Sobień.

Aktor podkreślał, że po wydaniu książki „Wybrałem życie” (wyd. Pascal, 2018) czytelnicy podchodzili do niego i …„nikt nie mówił o moim życiu, wszyscy o swoim życiu w odniesieniu do książki. Mnie ona pomogła skonfrontować się z czymś czego nie mogłem nazwać. Gdyby nie 20 lat w procesie terapii nie byłbym w stanie o tym mówić. Książka była mi potrzebna, aby zamknąć jakiś etap. Ja wiem o czym mówię. Wiem co znaczy jedna rozmowa w krytycznym momencie.”

Alina Windyga-Łapińska

Dziennikarka portalu Współczesna Rodzina. Absolwentka resocjalizacji na Uniwersytecie Warszawskim. Kilka lat pracowała w dziale HR zagranicznych firm produkcyjnych, po urlopie macierzyńskim postanowiła nie wracać i zajęła się pisaniem.

Powrót do szkoły – jak możemy nauczyć nasze dzieci koncentracji?

Po wakacjach - jak uczyć dzieci koncentracji?
fot. CM Damiana

Nadszedł wrzesień, a z nim nieubłagalnie pierwszy dzwonek. Powrót do szkoły po dwumiesięcznej
przerwie to dla wielu dzieci duży szok. Zakończył się bowiem okres, kiedy mogły spędzać czas na
beztroskiej zabawie i wypoczynku, zapominając jednocześnie o obowiązkach edukacyjnych. O ile na
początku roku szkolnego dzieci mogą wykazywać mniejszy poziom skupienia, o tyle długotrwałe
i utrzymujące się zaburzenia z koncentracją mogą oznaczać problemy zdrowotne. W jaki sposób
możemy wówczas pomóc naszym dzieciom? Odpowiada Paulina Mikołajczyk, psycholog z Centrum
Medycznego Damiana.

Zobacz też: Nadszedł czas, by dziewczynki dorastały w świecie nastoletniej Lukrecji! – córka autora „Mikołajka” stworzyła swoją bohaterkę

Najtrudniejszy pierwszy krok

„Mamo, jeszcze pięć minut”,

„Nie synku, wstawaj. Za pół godziny masz autobus, a musisz jeszcze zjeść
śniadanie”.

Który z rodziców przynajmniej raz nie odbył podobnego dialogu ze swoim dzieckiem?
Przestawienie się z możliwości późniejszej pobudki na „reżim” regularnego porannego wstawania,
powrót do ustalonego harmonogramu dnia, wiele dodatkowych zajęć i często późne powroty do domu,
to dla dzieci i młodzieży duże wyzwanie.

Powrót dziecka do szkoły można porównać do powrotu osób dorosłych z urlopu do pracy. Wielu z nas
po dłuższym wypoczynku na początku nie potrafi skupić się na obowiązkach. Pamiętajmy, że dzieciom
zdecydowanie trudniej przychodzi „wskoczenie” na pełne obroty.

Oprócz wczesnego wstawania, przyswajania materiału, należy wziąć pod uwagę jeszcze jeden aspekt – dzieci po aktywnych wakacjach, zostają nagle „zmuszone” do wielogodzinnego siedzenia w szkolnych ławkach, co na początku może powodować znudzenie czy brak koncentracji – komentuje Paulina Mikołajczyk, psycholog z Centrum Medycznego Damiana.

Zobacz też: Zespół Aspergera – zrozumieć świat naszego dziecka

Powrót do szkoły i co dalej?

Powrót do szkoły, a co za tym idzie ponowne wyrobienie w sobie odpowiednich nawyków
i koncentracji, czasami może być długim procesem. Niezwykle istotna jest tutaj rola rodziców, którzy
powinni wspierać swoje dziecko i pomóc mu w adaptacji do szkoły, a jednocześnie nie wywierać na
nich dodatkowej presji.

Jako rodzice powinniśmy pamiętać, że nasze dzieci potrzebują czasu na powrót do szkolnej
rzeczywistości. Nowy rok szkolny nie oznacza, że najmłodsi mają od 1 września skupiać się wyłącznie
na nauce. Pozwólmy im wypoczywać i motywujmy je do rzeczywistego, a nie tylko pozornego
odpoczynku. Jak to zrobić? Przede wszystkim powinny być one aktywne fizycznie, zwłaszcza po wielu
godzinach spędzonych w szkolnej ławce, przy nauce czy odrabianiu prac domowych.

Aby dzieci chętniej się ruszały, możemy np. organizować rodzinne spacery, wycieczki rowerowe czy czynnie angażować się we wspólną zabawę np. w ogrodzie. Sport na świeżym powietrzu poprawia nie tylko pracę serca, ale również dzięki dostarczeniu większej dawki tlenu do organizmu, pozytywnie oddziałuje na
funkcjonowanie mózgu, co poprawia koncentrację. Kolejnym elementem jest sen, który jest niezbędny
do pełnej regeneracji organizmu po każdym dniu szkoły czy pracy. Wyspane dziecko, to szczęśliwe
dziecko, które zwiększa tym samym swoje skupienie i możliwości przyswajania przekazywanej wiedzy
– mówi Paulina Mikołajczyk, psycholog z Centrum Medycznego Damiana.

Miesiące mijają, a koncentracji brak?

Po upływie pierwszych tygodni roku szkolnego koncentracja naszego dziecka powinna, pod wpływem
powyższych działań, ukierunkować się na obowiązki związane ze szkołą. Co jednak w sytuacji, gdy
zauważymy, że objawy (brak koncentracji, wycofanie) nie ustępują, a nasza pociecha nadal nie może
w pełni skupić się na szkole, a nauka ją męczy?

Z wymienionymi powyżej objawami, takimi jak brak koncentracji czy niemożliwość skupienia się na
nawet najprostszych czynnościach, jeżeli oczywiście utrzymują się przez dłuższy czas lub dodatkowo
nasilają, powinniśmy zgłosić się z dzieckiem do specjalistycznej poradni, aby zasięgnąć porady
wykwalifikowanego terapeuty integracji sensorycznej.

Jeżeli bowiem integracja sensoryczna, czyli w największym skrócie właściwa „interpretacja” bodźców, jest zaburzona u dziecka, to nie tylko zaobserwujemy wycofanie, apatię czy brak koncentracji, ale może to również rzutować na dalsze funkcjonowanie i nieprawidłowy odbiór otaczającej rzeczywistości. Terapeuta na podstawie wywiadu medycznego i badań, zleci dalszą diagnostykę.

Jeżeli zostanie stwierdzone zaburzenie integracji sensorycznej, specjalista za pomocą odpowiednich ćwiczeń w taki sposób będzie stymulował zmysły dziecka, aby jednocześnie leczyć, jak i zapewnić zabawę podczas przebywania w gabinecie. Praca oczywiście nie kończy się na wizycie specjalisty. Bardzo istotna jest tutaj rola rodziców, którzy część ćwiczeń powinni wykonywać ze swoimi pociechami w domu. Tylko regularność może przynieść rezultaty – pierwsze efekty jesteśmy w stanie zaobserwować już po dwóch miesiącach.

Terapia może trwać około roku, a praca specjalisty (1-2 w tygodniu) oraz rodziców z pewnością przyniesie oczekiwane rezultaty– kończy Paulina Mikołajczyk, psycholog z Centrum Medycznego Damiana.

Zobacz też: 6 sprawdzonych technik wychowawczych

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Często używasz telefonu przy dziecku? Zobacz, jak to wpływa na jego psychikę

Niedawne badania pokazały, że rodzice małych dzieci średnio aż 67 razy dziennie sprawdzają telefon – fot. 123rf

Kto jest bez winy, niech pierwszy…wyłączy telefon. Rzeczywistość jest taka, że telefony, tablety i inne ekrany są wszędzie. Zwłaszcza telefony. Nie tak dawno temu dzieci czekały na wieczór, by móc obejrzeć dobranockę. Wspólne oglądanie filmu było rodzinnym rytuałem, który trzeba było zaplanować wokół programu telewizyjnego lub kinowego. Jednak te czasy minęły- wydaje się – bezpowrotnie.

Dziś filmy, kreskówki czy drugi człowiek są na wyciągniecie ręki. Strony z filmami, komunikatory –  wszystko to jest dostępne po jednym kliknięciu. Ten brak ograniczeń jest kuszący. Informacje można znaleźć w kilka sekund, porozmawiać ze znajomym – albo nieznajomym – będącym na drugim krańcu świata, obejrzeć dowolnie wybrany film.

Jesteśmy pierwszym pokoleniem, które ma takie możliwości i chętnie z nich korzystamy. To musi mieć jakiś wpływ na zmianę dynamiki relacji rodzinnych. Pytanie, jaki i co możemy z tym zrobić.

Dzisiejsze dzieci znają swoich rodziców z telefonem w ręku. Nawet na salę porodową można zabrać telefon. Potem bywa równie interesująco. Bo czasem dziecko musi poczekać aż mama czy tata odpowiedzą na maila, bo na plac zabaw idą z rodzicem i jego telefonem, bo to, co wyświetla się na ekranie wymaga natychmiastowej uwagi mamy lub taty.

Zobacz też: Roztargnieni rodzice, zagubione dzieci – „Który współczesny rodzic wyobraża sobie dzień bez telefonu?”

Rodzic i telefon komórkowy

Wszyscy tego doświadczyliśmy, rodzice i dzieci ery telefonów komórkowych.

Jednak dziecko, które bawi się na przykład na placu zabaw i nie uzyska odpowiedzi na zadane pytanie, ponieważ rodzic jest zajęty telefonem – z jakiegokolwiek byłoby to powodu – może poczuć, że jest mniej ważne, mniej interesujące, nie warte tego, by odłożyć aktualnie wykonywaną czynność.

To czasami dla rodzica również trudna sytuacja, ponieważ choćby z racji powszechnej dostępności Internetu oraz urządzeń mobilnych, również wobec pracowników pojawiają się wymagania bycia ciągle dostępnym. Internet, który zdaje się nie mieć granic, również w jego użytkownikach te granice zaciera.

Dlatego też ojciec czy mama wpatrzeni w ekran telefonu mogą być zajęci pracą i mogą czuć, że muszą tę pracę wykonać. Jednak dla dziecka nie ma to większego znaczenia.

Badania pokazują, że zajęci ekranem rodzice mniej mówią do dzieci, mniej z nimi rozmawiają, co może zaburzać rozwój mowy.

Inne z kolei badania pokazały, że rodzice zajęci tabletem czy telefonem podczas rodzinnej wyprawy do restauracji, byli bardziej skorzy do gwałtownych reakcji w odpowiedzi na zachowanie dzieci. Rodzice ci reagowali ostrzej i mieli mniej cierpliwości do dzieci. Jak zauważają badacze, silne zaabsorobowanie rodziców ekranem przekładało się też na zniecierpliwienie dzieci i w konsekwencjipogarszało ich zachowanie [1].

Nawet starsze dzieci i młodzież czują, kiedy ich rodzice są pochłonięci ekranem. Czują, że ekran odgradza ich od rodziców. [2]To z kolei modeluje określone zachowanie i sposób funkcjonowania, zgodnie z którym komórka czy tablet ostatecznie bywa ważniejszy niż druga osoba.

Zobacz też: Uwaga! Cyberprzemoc!

Rzeczywistość i potrzeby

Nie wyeliminujemy telefonów komórkowych z naszej rzeczywistości. Chyba też nie ma też potrzeby. Wydaje się natomiast, że trzeba raczej korzystać z tych urządzeń z większą świadomością.

Przede wszystkim nie zawsze telefon musi znajdować się w dłoni, nie na każdego maila trzeba odpowiadać natychmiast. A jeśli telefon jest używany do rozrywki, warto określić ramy, w których po niego sięgamy. Można na przykład zrezygnować ze wszystkich ekranów na czas posiłku. Jest to czas, który w naturalny sposób sprzyja wymianie i rozmowom. Włączanie w tym czasie telefonu może tę dynamikę znacznie zaburzyć.

Wydaje się, że nieważne jest co zrobimy z telefonem czy tabletem, ale czy cokolwiekw ogóle zrobimy. Dopiero kiedy odłożymy sprzęt na półkę można zobaczyć, jak wiele czasu spędzamy patrząc na ekran.

Bardzo niedawno przeprowadzane badania pokazały, że rodzice małych dzieci aż 67 razy dziennie sprawdzali telefon, choć deklarowali, że robią znacznie rzadziej (i zapewne tak też sądzili)[3].

Dlatego też uzasadnionym działaniem wydaje się zaplanowanie sobie korzystania z telefonu. Można go sprawdzać co godzinę lub w określonych momentach dnia. I znowu – nie chodzi o religijne trzymanie się zasad, ale raczej o świadomość, jak wiele czasu może pochłaniać telefon i jaki to może mieć wpływ zwłaszcza na dzieci.

Technologia nie jest zła z zasady. Możliwość skorzystania z urządzenia mobilnego w wyjątkowo trudnym dniu, możliwość porozmawiania poprzez komunikator z ważnym dorosłym, który jest daleko w chwili, kiedy wyjątkowo trudno być rodzicem, może pomóc rodzicowi przywrócić dobre samopoczucie.

Dlatego cała rzecz w rozsądnym używaniu sprzętu elektronicznego i uznaniu, że rodzic skupiony na ekranie telefonu jest obserwowany przez dzieci. Uwaga, która poświęca urządzeniu jest uwagą, której nie daje swojemu dziecku. Dzieci bacznie obserwują swoich rodziców. A to, co widzą jest ważniejsze od tego, co słyszą podczas najdłuższych nawet pogadanek.

[1]https://pediatrics.aappublications.org/content/133/4/e843.full

[2]https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S074756321830311X

[3]https://www.nature.com/articles/s41390-019-0452-2

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Olejek esencjonalny z rozmarynu poprawia pamięć

Olejek esencjonalny z rozmarynu poprawia pamięć
fot.Pixabay

Ludowe wierzenia dotyczące rozmarynu były trafne – uważają naukowcy. Uczniowie, którzy wdychali zapach esencjonalnego olejku rozmarynowego osiągali lepsze wyniki w teście pamięci. 

Zobacz też: Dieta dla mózgu

Medycyna ludowa pod lupą nauki

Badanie przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu Northumbria wykazało, że uczniowie, którzy rozwiązywali test “na pamięć” w pokoju, w którym rozpylany był esencjonalny olejek rozmarynowy, osiągali o 5-7% lepsze wyniki, niż uczniowie, którzy rozwiązywali test bez rozpylonego zapachu.

Dr Mark Moss, jeden z badaczy, powiedział w trakcie corocznej konferencji Brytyjskiego Towarzystwa Psychologicznego, że wyniki potwierdzają trafność dawnych wierzeń dotyczących rozmarynu, z którego, na przykład, wyplatane były wieńce dla studentów zdających egzaminy w starożytnej Grecji. We współczesnej aromaterapii rozmaryn jest stosowany w podobnym celu, jednak jak dotąd nie dowiedziono naukowo jego skuteczności. 

Zobacz też: 7 EKO-sposobów, jak oszczędzać wodę!

Badanie wpływu rozmarynu na pamięć

W testach prowadzonych przez doktora Moss’a i Victorię Earle, 40 uczniów w wieku 10-11 lat rozwiązywało serię zadań sprawdzających zdolność zapamiętywania. Uczniowie podzieleni byli na dwie grupy – jedna z nich rozwiązywała zadania w pokoju, w którym rozpylono esencjonalny olejek rozmarynowy, druga w pokoju, w którym nie rozpylono żadnego zapachu.

Uczniowie nie wiedzieli na czym polega różnica między dwoma grupami, nie zostali poinformowani o celu badania, powiedziano im tylko, że będzie badana ich pamięć. 

Badanie wpływu zapachu rozmarynu na zapamiętywanie było kolejną turą badań przeprowadzonych przez naukowców z Uniwersytetu Northumbria. W poprzednich badaniach wzięły udział osoby starsze i osiągnęły podobne wyniki.

Zobacz też: Posiłek czy podpaski? Ubóstwo menstruacyjne istnieje także w Polsce

Siła zapachu ziół

Ludzki zmysł węchu jest bardzo wrażliwy i przesyła informacje do mózgu, na które mózg w określony sposób odpowiada. 

Nasz organizm wyposażony jest w neurotransmitery, które są związane w mózgu z pamięcią i procesem zapamiętywania. Dr Moss uważa, że zapachy mogę je aktywować i pobudzać do efektywnego zapamiętywania.

Hipoteza badacza jest taka, że wdychane zapachy mają zdolność oddziaływania na określone części mózgu i pobudzania ich aktywności elektrycznej. Farmakologicznie aktywne komponenty zapachu mogą być absorbowane w trakcie wdychania olejków esencjonalnych. 

Dr Moss zapowiada duże badania nad możliwością wykorzystania arometerapii w brytyjskim systemie edukacji. Badacz podkreśla, że istnieje niewiele leków, które mogę oddziaływać na pamięć, jednocześnie nie wywołując efektów ubocznych. Naukowe przyjrzenie się metodom, które dotąd uważane były za niepewna medycynę alternatywną może dać konwencjonalnej medycynie nową wiedzę i możliwości terapeutyczne.

Zobacz też: Dzień WEGE w stołówkach szkolnych – pomysł warszawskiego radnego

Źródło: BBC

 

 

 

 

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

Język żyrafy czy szakala? Zobacz, w jaki sposób warto rozmawiać z dzieckiem

Porozumienie bez Przemocy nie stosuje kar ani nagród – fot. 123 rf

Model Porozumienia bez Przemocy (ang. NVC – Nonviolent Communication) został stworzony  przez Marshalla Rosenberga. Wyróżnił on dwa języki – żyrafy i szakala. Czym się charakteryzują?

Twórca tej metody zajmował się zawodowo psychologią kliniczną. Był również mediatorem. W swojej pracy wykorzystywał doświadczenie, które przyniosło mu samo życie. Wychowywał się w Detroit, gdzie był świadkiem nierównego traktowania ludzi ze względu na pochodzenie oraz kolor skóry. Osobiście był piętnowany przez innych za swoje żydowskie korzenie. Jego zainteresowania oraz ciężar doświadczeń stały się inspiracją do szukania odpowiedzi na nurtujące go pytanie „Co prowadzi ludzi do zachowań nacechowanych przemocą w stosunku do drugiego człowieka?”. 

Zobacz też: Psychorysunek – by lepiej zrozumieć świat dziecka. Jak, dlaczego i po co?

Co było dalej…

Rosenberg opracował Porozumienie bez Przemocy. Jest to metoda stosowana i wykorzystywana w relacjach społecznych. Świetnie sprawdza się wśród osób dorosłych jak również w pracy z dziećmi.

Wiele żłobków, przedszkoli oraz szkół stosuje ten model w pracy z najmłodszymi. Prowadzone są szkolenia dla nauczycieli i rodziców. Porozumienie bez Przemocy przekazuje wartości związane ze zrozumieniem drugiej osoby. Opiekunowie uczą się komunikacji opartej na wzajemnym szacunku. Najważniejsze jest wypracowanie strategii, która będzie prowadziła do zaspokojenia potrzeb naszych oraz potrzeb drugiej osoby – dziecka.

Porozumienie bez Przemocy nie stosuje kar ani nagród. Skupia się na realnym kontakcie oraz wykazywaniu troski wobec dziecka. Kary i nagrody nie stawiają nikogo wyżej lub niżej. Każdego należy traktować równo. Wystrzega się również etykietowania dzieci. Jest to bardzo ważne, ponieważ pomaga uniknąć stygmatyzowania co zwiększa tolerancję.  W sytuacji konfliktów uczymy się stawiać granicę i poznawać granice innych.

Zobacz też: O zakazach w życiu dziecka

Porozumienie bez przemocy. Żyrafa czy Szakal?

Żyrafa oraz szakal zostały wykorzystane przez Rosenberga do porównania dwóch możliwości komunikacji. Wyróżniono język żyrafy i język szakala.

Inspiracją dla języka żyrafy jest budowa ciała tego ssaka. Żyrafa ma bardzo długą szyję, która może wydawać się nieproporcjonalna do reszty ciała. Natomiast daje temu zwierzęciu niesamowite możliwości zobaczenia świata z szerszej perspektywy. 

Język żyrafy –nazywany również językiem empatii lub serca. Pozwala nam dostrzec więcej. W komunikacji z drugą osobą kieruje się uczuciami i potrzebami. Stara się zrozumieć. Wystrzega się komunikatów ,,Ty”, zastępuje je słowem ,,Ja”. Przedstawia swoje argumenty, ale też chce wysłuchać drugiej strony. Nie generalizuje, nie zawstydza oraz nie obwinia.

Żyrafa poszerza horyzonty komunikacji!

Język szakala –jest nasycony krytycznym podejściem i z góry narzuca nam swoje poglądy. Nie słucha potrzeb. Nie zależy mu na konstruktywnej dyskusji. Stara się zakrzyczeć drugą stronę. Używa etykietowania dodatkowo obwiniając i zawstydzając. Jest przeciwieństwem komunikacji, którą stosuje żyrafa.

Szakal skutecznie ogranicza komunikację!

Jak wykorzystywać Porozumienie bez przemocy w praktyce?

Rosenberg w swojej metodzie wyodrębnił 4 elementy, które pomogą nam w komunikacji:

  • Obserwacja – dostrzegamy tylko to, co ma miejsce w danej chwili. Nie oceniamy, nie krytykujemy, nie wydajemy osądów.

Przykład: Tupiesz nogą i uderzyłaś moją rękę…

  • Uczucia – mówimy, co odczuwamy w danym momencie.

Przykład: jest mi przykro i jestem smutna….

  • Potrzeby – zaznaczamy czego oczekujemy. Czego chcę?

Przykład: zależy mi na spokojnej rozmowie z Tobą.

  • Prośby – odnosi się to do nas i do drugiej osoby.

Przykład: Czy możemy usiąść i wytłumaczyć sobie to, co się stało?

Pamiętajmy mamy wybór, który z języków przedstawionych przez Rosenberga jest nam bliższy i którym chcemy się posługiwać. Porozumienie bez Przemocy nie klasyfikuje. Daje jedynie możliwości i poszerza naszą świadomość wyboru.

Redakcja

Portal o rodzinie.