Przejdź do treści

Trend z porodówki – make up w wersji full wypas!

Jak wyglądać na porodówce? || Foto: Instagram makeupbyalaha / glamandgab / alexisjayda

Zmęczona, rozczochrana, spocona – o nie, taka mama na porodówce jest zdecydowanie passe. Co zrobić, natura nie ma tu już zbyt wiele do gadania! Szczególnie w dobie perfekcyjnych, instagramowych zdjęć. Czyżbyśmy wszyscy poszli o krok za daleko? A może przeciwnie – może to właśnie krytyka porodowego make up’u jest w tym wszystkim najsłabsza?

Makijaż na porodówce? Tak, nie, nie wiem

Pogoń za idealnym wyglądem niewątpliwie podkręcana jest przez social media. Cudne kadry, jak najlepsze ujęcia, doskonały makijaż– skoro wszystkie zdjęcia tak wyglądają, to dlaczego fotka z porodówki miałaby być inna?

Tym właśnie tropem zdaje się podążać część kobiet, które robią w sieci karierę. Okazuje się bowiem, że trend porodu w pełnym makijażu staje się coraz popularniejszy (chociaż de facto niczym nowym nie jest).

Wiele osób zapewne zapyta – jakim cudem?! Po pierwsze, ból. Przecież czas przed samym porodem do najprzyjemniejszych – delikatnie mówiąc – nie należy. Po drugie, skupienie. Przecież już samo znalezienie się w szpitali zwraca przeważnie myśli w zupełnie inną stronę niż to, jak wyglądamy. Po trzecie, co powoduje w kobietach potrzebę aż tak mocnego makijażu?

Zobacz też: Perfekcyjne fotki vs. rzeczywistość: „To zdjęcie naprawdę pokazuje, jak wyglądałam po porodzie” – mocne słowa blogerki!

Jak wyglądać na porodówce – któż to wie?!

W porządku, bardzo łatwo jest poddać tego typu trendy krytyce, bo rzeczywiście są one bezpośrednim odzwierciedleniem tego, jak bardzo na piedestale stawiany jest wygląd. Wydaje się wręcz, że to, jak wyjdzie w tym czasie sesja zdjęciowa jest ważniejsze, niż dziejące się emocje – tak, na ich przeżywanie trzeba mieć w sobie przestrzeń. Jeśli zaś przestrzeń ta zagospodarowana jest przez myśli o tym, czy mam odpowiednio pomalowane powieki, trudno jest odnaleźć w sobie jednocześnie inną wartość.

Z drugiej strony, część z tych kobiet pisze, że była to dla nich odskocznia i strategia pozwalająca radzić sobie z bólem oraz napięciem. Mogły chociaż na chwilę przestać myśleć o porodzie, który jest przecież nie tylko bardzo radosnym momentem, ale też wielką niewiadomą pokrytą ogromnym lękiem. Fakt, są to strategie raczej ucieczkowe. Nikt jednak nie mówi, że na krótką metę nie są one dla nas dobre. Jeśli tak na to spojrzymy – ma to sens.

Twoja – nie moja – decyzja

Jak zatem możemy się do tego odnieść? Chyba najlepiej bez oceniania. Jeśli chodzi o mnie, zdecydowanie bardziej podobają mi się zdjęcia kobiet całkowicie naturalnych – kwestie estetyczne, a o gustach się nie dyskutuje. Które zaś fotki budzą we mnie więcej emocji? Też zapewne właśnie te w wersji sauté. Czy to oznacza, że mam chęć napisania hejterskiego komentarza pod fotkami full make up? Nie, ale patrząc na dyskusje, które tocząc się w sieci, jest to temat budzący wiele emocji.

Na szczęście jednak większość kobiet zdaje się stawać po tej samej stronie i pozwala być innym takimi, jakie tylko sobie chcą:

Nie sądzę, że jest to robione na potrzeby social mediów. (…) Biorąc pod uwagę wszystkie moje przyjaciółki, które mają dzieci, nie widziałam ani jednego zdjęcia z czasu porodu lub zrobionego zaraz po nim. Wszystkie miały tę samą odpowiedź: „Wyglądałam na nich tragicznie i nigdy nie zobaczą one światła dziennego”. Pozwólmy im więc mieć zdjęcia, w trakcie pokazywania których będą czuły się komfortowo.

Nie depilowałam się przez miesiąc przed porodem i nie przejmowałam się tym, jak wyglądam o 5-tej rano, gdy po dziewięciu miesiącach ciąży zjawiłam się w szpitalu. Moim jedynym celem było tego dnia przytulenie dziecka i ponowne zobaczenie swoich stóp.

Cytowane komentarze pochodzą z boredpanda.com || Tak, negatywne też były, ale szkoda w tym kontekście miejsca na bezpodstawną krytykę.

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Rolka, która łączy ludzi – towar pożądany nie tylko w Polsce

Kai Forman, student i animator, wpadł na pomysł zabawnego projektu jednoczącego ludzi z całego świata. Jego głównym elementem jest… papier toaletowy.

Założenia były bardzo proste: obywatele różnych państw nakręcą kilkusekundowe klipy, na których łapią rolkę papieru toaletowego, a następnie wyrzucają ją poza kadr. Najlepiej w jakiś zabawny sposób lub w nietypowym przebraniu. Pomysł „chwycił”, więc po trzech tygodniach Kai mógł zmontować z nadesłanych filmików jeden dłuższy, trwający koło trzech minut. Jaki cel ma ta zabawa? Jej autor wyjaśnia, że czuł się przytłoczony codziennym zalewem negatywnych informacji: „Wiedziałem, że ludzie na całym świecie doświadczają tego samego, co ja. Chciałem zrobić coś pozytywnego, co pokazałoby naszą jedność”.

Odbijam śmiało rolkę

Młody filmowiec wyszukał w internecie około 200 osób, z których ostatecznie 50 zgodziło mu się pomóc. I zrobiło to w naprawdę kreatywny sposób! Paryżanka odbijająca rolkę patelnią czy Szwed ubrany w torbę z Ikei potrafią wywołać uśmiech na twarzy. Niektórzy ludzie mają do siebie naprawdę spory dystans… niestety obecnie trzeba go zachowywać także w stosunku do innych. Choć materiał wydaje się banalny – zarówno w założeniach, jak i pod względem technicznym – trudno nie docenić stojącej za nim idei. Film cieszy się zresztą sporym powodzeniem na Reddicie: pierwszego dnia ponad 97.000 osób dało mu tamtejszy odpowiednik „lajka”. Zdobył też 185 pięć odznak.

Zobacz też:  Zdalne nauczanie w Polsce w czasach koronawirusa

To jeszcze nie koniec

Dla tych, którzy chcieliby stać się częścią tego międzynarodowego projektu, mamy dobre wieści: Kai zamierza nakręcić podobny film, tyle że dłuższy i generalnie bardziej „rozbudowany”. Miałby bowiem obejmować wszystkie kraje świata. Nic nie stoi zatem na przeszkodzie, żeby zostać reprezentantem Polski w osobliwej dziedzinie, jaką jest rzut rolką papieru toaletowego. Nie każdy ma szansę biegać po murawie czy skakać jak Małysz, ale – jak widać – zawsze znajdzie się dziedzina, w której można się wykazać.

Zobacz też: Drodzy tatusiowie, warto spędzać czas z dziećmi –najnowsze badania pokazują dlaczego!

Inspiracja: boredpanda.com

Bartosz Jaster

Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonat i badacz historii, miłośnik literatury faktu. Członek Fundacji Rozszczepowe Marzenia, niosącej pomoc dzieciom z wadami wrodzonymi.

Gluten, laktoza, masło czy margaryna? Dr Hanna Stolińska obala żywieniowe mity! [WYWIAD]

Czy wszystkie E w żywności są szkodliwe? Czy gluten powinien wylecieć z naszych talerzy? A może powinniśmy zrezygnować z ryb, skoro – jak mówią niektórzy – „są przecież pełne rtęci”? Dr Hanna Stolińska, w swojej najnowszej książce „Zakłamane jedzenie. Obalamy mity zdrowego odżywiania”, wyjaśnia setki takich wątpliwości. W rozmowie z nami opowiedziała o najczęstszych i dała wskazówki, od czego w ogóle powinniśmy zacząć – przyjrzyjmy się zatem swojej diecie!

Mówisz o mitach żywieniowych – które jako pierwsze przychodzą Ci na myśl?

Dr Hanna Stolińska: Tych mitów jest tak wiele, że na wszystkie nie wystarczyło mi nawet kart mojej książki! Biorąc jednak pod uwagę to, jak wygląda powszechne podejście do diety, wydaje mi się, że tymi, które jako pierwsze przychodzą mi na myśl, są te najczęściej spotykane. Numerem jeden nieustannie są gluten i laktoza.

Rozumiem, że ludzie wykluczają te składniki, chociaż tak naprawdę wcale nie muszą?

Tak, dokładnie. Gluten i laktoza umieszczane są na czarnej liście – ludzie uważają, że nie wolno ich jadać, ponieważ powodują stan zapalny, przeszkadzają w leczeniu niemalże wszystkich chorób, a według niektórych nawet je wywołują. Nieraz słyszę od pacjentów: „Kiedy odstawiam gluten, czuję się o wiele lepiej”. W porządku, zapewne tak jest, tylko zazwyczaj nie jest to spowodowane glutenem – a raczej jego brakiem – samym w sobie. O takich przypadkach mówimy wtedy, gdy faktycznie ktoś ma problem zdrowotny, wiążący się z nietolerancją owych białek. Zwykle jednak polepszenie samopoczucia wiąże się po prostu z tym, że pacjent przestaje jeść białe buły… W zamian za to zaczyna w końcu sięgać po pełnowartościowe produkty. Są to więc dwie zupełnie odmienne kwestie.

Praktyczne porady„Piję mało wody:
– Ustawienie przypomnień w telefonie
– Dodawanie cytryny, ogórka, pomarańczy i innych dodatków do wody
– Kupowanie różnych wód
– Nierozstawanie się z butelką wody 500 ml”
„Zakłamane jedzenie. Obalamy mity zdrowego odżywiania”, s. 291

No tak, rzeczywisty problem z glutenem – jak podajesz w swojej książce – ma tylko około 2 proc. populacji. Faktycznie chyba trochę więcej osób decyduje się go odstawić…

Zdecydowanie i dlatego uważam, że rozwiewanie tego typu mitów jest tak istotne. Mówię jednak o rozwiewaniu, a nie krytykowaniu osób, które w jakimś sensie w nie wierzą, ponieważ często są po prostu ofiarami bałaganu informacyjnego, jaki panuje w obszarze odżywiania. Oczywiście wynika on z wielu kwestii, ale tym samym podkreśla tylko, że warto nieco… wyluzować! Dietetyka jest bowiem nauką, która nieustannie się rozwija i zmienia – np. teraz mówi się, że dieta ketogenna jest pod względem zdrowotnym jedną z gorszych diet na świecie, lecz za rok czy dwa może okazać się, że jest jednak najzdrowsza. Pojawią się nowe badania, wielkie analizy i nasze postrzeganie ulegnie modyfikacjom. Czy faktycznie tak będzie? Nie wiem, ale trzeba być otwartym na tego typu zmiany, a  nie tylko wytykać dietetykom: „To w końcu masło, czy margaryna? To ile tych jajek? Pić mleko, czy nie?”.

Co więcej, jedzenie jest obszarem niezwykle indywidualnym – trudno więc o uniwersalne odpowiedzi w jego obszarze.

Dokładnie, dlatego też uważam, że jedną z ważniejszych kwestii jest: „Jak dopasować do siebie ogólne zalecenia, skoro każdy jest inny?”.

Podstawą wydaje się kwestia obserwacji siebie.

Jak najbardziej – obserwacja tego, co mi służy, a co szkodzi. I nie mówię tylko o jedzeniu, którego zdecydowanie warto unikać, jak np. żywności bogatej w tłuszcze trans – nie. Mowa też o naprawdę zdrowych produktach, ponieważ część osób, nawet nie mając żadnych alergii, może nie czuć się po niektórych z nich dobrze. Czy mimo wszystko ma je jeść? Skoro ciało daje nam jasny sygnał, że nie, szukajmy zamienników. Tego typu wnioski można wyciągnąć właśnie ze wspomnianej obserwacji siebie – ona, przy jednoczesnym odpowiednim doborze produktów, pozwoli nam uzupełniać wszystkie niezbędne składniki odżywcze i czuć się ze sobą naprawdę dobrze. Na tyle, że żadne mity nie będą nam straszne!

Fit słodycze – sprawdzajmy ich skład!„Duża część produktów, na których opakowaniach producent umieścił słowo „fit”, wcale taka nie jest. W dietetycznych batonach czy ciastkach przeznaczonych na śniadanie można znaleźć choćby syrop glukozowo-fruktozowy, czyli tańszy odpowiednik cukru, który powoduje odkładanie się tkanki tłuszczowej w jamie brzusznej. Dodatkowo zawierają one olej palmowy odpowiedzialny za choroby układu sercowo-naczyniowego oraz cukrzycę. Pełno w nich sztucznych barwników, które mogą wywoływać alergię oraz podrażniać skórę.”„Zakłamane jedzenie. Obalamy mity zdrowego odżywiania”, s. 262

Hanna Stolińska zakłamane jedzenie

Dr Hanna Stolińska

Dietetyk kliniczny, absolwentka Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Przez siedem lat pracowała w Instytucie Żywności i Żywienia. Współzałożycielka Fundacji Kobiety bez diety. Współpracuje z osobami z problemem nadwagi i otyłości, chorób dieto zależnych oraz będących na dietach alternatywnych ze szczególnym uwzględnieniem diet roślinnych. Wykładowca na studiach podyplomowych Żywienie Człowieka w IŻŻ oraz Dietetyce na Łódzkim Uniwersytecie Medycznym. Współautorka m.in. takich książek jak Love Vegan oraz Jeść Zdrowiej (kampania sieci Lidl), autorka książki ,,Jelito drażliwe. Leczenie dietą’’, ,,Jedz zielone’’, ,,Insulinooporność. Leczenie dietą’’ oraz ,,Zdrowe stawy. Leczenie dietą’’.

Zobacz też: Jak wspierać odporność dietą? [EKSPERTKA]

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Koronawirus ma z czym konkurować – oto najgorsze epidemie i pandemie w dziejach

najgorsze epidemie i pandemie
Epidemie nękały ludzkość od zarania dziejów. || – fot. 123rf.com

Choć pandemia koronawirusa ogarnęła cały świat, nie jest na szczęście tak groźna jak plagi, które nękały ludzkość w przeszłości. Oto najgorsze epidemie i pandemie w dziejach – wiedzieliście o nich?

1. Prehistoria: ok. 3000 p.n.e.

W północnozachodnich Chinach badacze odkryli liczące 5000 lat ruiny wioski, którą nawiedziła nieznana choroba. Zmarłych grzebano razem. Zdaniem archeologów i antropologów, epidemia szerzyła się zbyt szybko, aby dokonać godnego pochówku. Stanowisku nadano nazwę Hamin Mangha. Podobne odkrycia miały miejsce w innej wiosce, Miaozigou, co świadczy prawdopodobnie o tym, że prehistoryczna zaraza rozprzestrzeniła się w całym regionie.

2. Zaraza ateńska: 430 rok p.n.e.

Wiemy o niej dzięki zapiskom Tukidydesa – słynnego historyka, autora „Wojny peloponeskiej”. Ateny, będące wówczas militarną potęgą, toczyły wojnę ze Spartą. Niespodziewanie w pierwszym z państw-miast zaczęła szerzyć się nieznana zaraza, zbierająca obfite żniwo. Tukidydes podejrzewał, że choroba pochodzi z Etiopii. Nie znano na nią lekarstwa. Była jednakowo groźna dla ludzi starych i młodych.

3. Dżuma Justyniana: ok. 541-542

Choroba rozprzestrzeniła się w całej Europie i doprowadziła do wyludnienia znacznej części kontynentu. Za czasów Justyniana Bizancjum było mocarstwem; m.in. z powodu epidemii zaczęło podupadać. Co ciekawe, sam Justynian (znany choćby z tego, że wybudował słynną świątynię Hagia Sophia) zachorował na dżumę i przeżył.

Zobacz też: Czy przetrwamy pandemię?

4. Czarna śmierć: 1346-1353

Według niektórych szacunków doprowadziła do tego, że populacja Europy zmniejszyła się nawet o połowę. Dziś wiadomo, że za rozprzestrzenianie się dżumy odpowiadały m.in. pchły żerujące na gryzoniach. Czarna śmierć zapoczątkowała także powolny upadek gospodarki opartej na poddaństwie: po wygaśnięciu pandemii trudniej było znaleźć chętnych (i zdolnych) do pracy.

5. Epidemia cocoliztil: 1545-1548

Przykład na to, że śmiercionośne pandemie szerzyły się nie tylko w Azji i Europie. Cocolitzil znacząco przyczyniła się do wymarcia całej populacji Azteków. Chorobę przywlekli do Nowego Świata europejscy konkwistadorzy; rdzenna ludność nie była na nią uodporniona. Współcześni naukowcy ustalili, że pod tajemniczą nazwą – Cocolitzil – kryła się jedna z odmian salmonelli.

6. Grypa hiszpanka: 1918-1920

Dziś trudno sobie to wyobrazić, ale na hiszpankę zachorowało 500 milionów (!) ludzi na całym świecie, z czego jedna piąta zmarła. Organizmy wielu ofiar były osłabione po trudnym okresie I wojny światowej. Pandemia, wbrew swojej nazwie, wcale nie zaczęła się w Hiszpanii. Po prostu tamtejsza prasa, nieobjęta cenzurą w trakcie wojny, jako pierwsza zaczęła donosić o zgonach spowodowanych przez nieznaną dotąd chorobę.

Powyższy przegląd jest oczywiście niepełny. Wśród innych, powszechnie znanych epidemii/pandemii, można bowiem wymienić także: wielką zarazę w Londynie (1665-1666), dżumę w Marsylii (1720-1723), Rosji (1770-1772), a z bardziej współczesnych: AIDS, świńską grypę czy afrykańską ebolę.

Na podstawie:

livescience.comnaukawpolsce.pap.plnewsweek.pl

Bartosz Jaster

Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonat i badacz historii, miłośnik literatury faktu. Członek Fundacji Rozszczepowe Marzenia, niosącej pomoc dzieciom z wadami wrodzonymi.

Jak dbać o zdrowie psychiczne dzieci podczas pandemii?

zdrowie psychiczne dzieci
Fot Aleksandr Davydov/ 123RF

Pandemia wywołana przez koronawirusa zmieniła dotychczasowe życie. Z dnia na dzień byliśmy zmuszeni przyzwyczaić się do nowej rzeczywistości. Niepewność związana z zaistniałą sytuacją może powodować odczuwanie stresu oraz wpływać na zwiększone poczucie lęku.

Szczególną uwagę w tym niełatwym czasie powinniśmy zwrócić na dzieci. One również doświadczają podobnych emocji jak dorośli. Zmieniony cykl dnia, izolacja domowa, brak możliwości spotkań – to wszystko ma duży wpływ na zdrowie psychiczne dzieci. Warto zastanowić się i zadać sobie pytanie:

Co mogę zrobić dla mojego dziecka, aby załagodzić przeżywanie trudnych doświadczeń wywołanych przez pandemię?

Oto kilka wskazówek, jak wspierać zdrowie psychiczne dzieci:

  • Rozmawiajcie o uczuciach – dostrzeganie emocji oraz uczuć dziecka buduje w relacji z rodzicem poczucie bezpieczeństwa oraz umacnia więź. To bardzo istotny element, ponieważ może łagodzić niepewność, która towarzyszy od początku pandemii. Zauważanie emocji kieruje do dziecka komunikat – widzę cię, słyszę cię, jesteś dla mnie ważny/jesteś dla mnie ważna.
  • Stwórzcie nowy higieniczny rytm dnia – wspólnie ustalcie grafik na poszczególny tydzień. Godziny snu i pobudki, przygotowanie posiłków, zabawy oraz aktywność fizyczna. Uwzględnienie tych podstawowych punktów ułatwi organizację oraz da poczucie kontroli.

Zobacz też: Działalność przedszkola w czasie epidemii. Czy w epoce koronawirusa trzeba płacić za przedszkole? [PRAWNIK]

  • Przekazujcie informacje, które są odpowiednio dostosowane do wieku – dzieci zadają pytania i oczekują odpowiedzi. Jest to całkowicie zrozumiałe, ponieważ też chcą wiedzieć. Dzieci stawiają rodziców w roli eksperta. Dlatego pamiętajcie, że one również mają prawo do informacji. Oczywiście, wiadomości powinny być dostosowane do wieku dziecka – tak by były w przystępny sposób przedstawione i zrozumiałe. Nie bójcie się również przyznać, że czegoś nie wiecie. Nie jesteście w stanie przewidzieć pewnych rzeczy. Jednakże starajcie się być szczerzy i pamiętajcie o tym, że warto rozmawiać.
  • Wspierajcie kontakt online – jeśli jest to możliwe, dajcie bezpieczną przestrzeń dzieciom na kontakty z rodziną, bliskimi i przyjaciółmi za pośrednictwem portali społecznościowych lub programów umożliwiającym komunikację. Dbanie o ciągłość relacji oraz poczucie przynależności pomagają w przeżywaniu trudnych chwil.
  • Stwórzcie bezpieczne miejsce – w sytuacji przeżywania przez dziecko trudnych emocji: lęku, złości, frustracji, smutku dobrze byłoby wspólnie wypracować metodę radzenia sobie z nimi. Wszystkie uczucia są ważne, dlatego bardzo istotne jest, aby pozwolić sobie na te emocje. Warto stworzyć bezpieczną przestrzeń, która będzie dla dziecka miejscem wyciszenia i spokoju.
  • Zadbajcie również o własne zdrowie psychiczne – dzieci widzą i czują emocje rodziców. Dlatego bardzo istotne jest, abyście pamiętali również o sobie. Dbajcie o własne relacje, rozwijajcie swoje pasje i zainteresowania.

Pamiętajcie, że to Wy tworzycie podstawę własnego zdrowia psychicznego oraz zdrowia psychicznego swoich dzieci.

Zobacz też: Bezsenność vs koronawirus – jak spać spokojnie w czasach pandemii?

 

Aleksandra Nosarzewska

Studentka V roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS. Jej pasją jest psychologia dziecka oraz pedagogika. Na co dzień współpracuje z dziećmi z zaburzeniami ze spektrum autyzmu.