Przejdź do treści

Trend z porodówki – make up w wersji full wypas!

Jak wyglądać na porodówce? || Foto: Instagram makeupbyalaha / glamandgab / alexisjayda

Zmęczona, rozczochrana, spocona – o nie, taka mama na porodówce jest zdecydowanie passe. Co zrobić, natura nie ma tu już zbyt wiele do gadania! Szczególnie w dobie perfekcyjnych, instagramowych zdjęć. Czyżbyśmy wszyscy poszli o krok za daleko? A może przeciwnie – może to właśnie krytyka porodowego make up’u jest w tym wszystkim najsłabsza?

Makijaż na porodówce? Tak, nie, nie wiem

Pogoń za idealnym wyglądem niewątpliwie podkręcana jest przez social media. Cudne kadry, jak najlepsze ujęcia, doskonały makijaż– skoro wszystkie zdjęcia tak wyglądają, to dlaczego fotka z porodówki miałaby być inna?

Tym właśnie tropem zdaje się podążać część kobiet, które robią w sieci karierę. Okazuje się bowiem, że trend porodu w pełnym makijażu staje się coraz popularniejszy (chociaż de facto niczym nowym nie jest).

Wiele osób zapewne zapyta – jakim cudem?! Po pierwsze, ból. Przecież czas przed samym porodem do najprzyjemniejszych – delikatnie mówiąc – nie należy. Po drugie, skupienie. Przecież już samo znalezienie się w szpitali zwraca przeważnie myśli w zupełnie inną stronę niż to, jak wyglądamy. Po trzecie, co powoduje w kobietach potrzebę aż tak mocnego makijażu?

Zobacz też: Perfekcyjne fotki vs. rzeczywistość: „To zdjęcie naprawdę pokazuje, jak wyglądałam po porodzie” – mocne słowa blogerki!

Jak wyglądać na porodówce – któż to wie?!

W porządku, bardzo łatwo jest poddać tego typu trendy krytyce, bo rzeczywiście są one bezpośrednim odzwierciedleniem tego, jak bardzo na piedestale stawiany jest wygląd. Wydaje się wręcz, że to, jak wyjdzie w tym czasie sesja zdjęciowa jest ważniejsze, niż dziejące się emocje – tak, na ich przeżywanie trzeba mieć w sobie przestrzeń. Jeśli zaś przestrzeń ta zagospodarowana jest przez myśli o tym, czy mam odpowiednio pomalowane powieki, trudno jest odnaleźć w sobie jednocześnie inną wartość.

Z drugiej strony, część z tych kobiet pisze, że była to dla nich odskocznia i strategia pozwalająca radzić sobie z bólem oraz napięciem. Mogły chociaż na chwilę przestać myśleć o porodzie, który jest przecież nie tylko bardzo radosnym momentem, ale też wielką niewiadomą pokrytą ogromnym lękiem. Fakt, są to strategie raczej ucieczkowe. Nikt jednak nie mówi, że na krótką metę nie są one dla nas dobre. Jeśli tak na to spojrzymy – ma to sens.

Twoja – nie moja – decyzja

Jak zatem możemy się do tego odnieść? Chyba najlepiej bez oceniania. Jeśli chodzi o mnie, zdecydowanie bardziej podobają mi się zdjęcia kobiet całkowicie naturalnych – kwestie estetyczne, a o gustach się nie dyskutuje. Które zaś fotki budzą we mnie więcej emocji? Też zapewne właśnie te w wersji sauté. Czy to oznacza, że mam chęć napisania hejterskiego komentarza pod fotkami full make up? Nie, ale patrząc na dyskusje, które tocząc się w sieci, jest to temat budzący wiele emocji.

Na szczęście jednak większość kobiet zdaje się stawać po tej samej stronie i pozwala być innym takimi, jakie tylko sobie chcą:

Nie sądzę, że jest to robione na potrzeby social mediów. (…) Biorąc pod uwagę wszystkie moje przyjaciółki, które mają dzieci, nie widziałam ani jednego zdjęcia z czasu porodu lub zrobionego zaraz po nim. Wszystkie miały tę samą odpowiedź: „Wyglądałam na nich tragicznie i nigdy nie zobaczą one światła dziennego”. Pozwólmy im więc mieć zdjęcia, w trakcie pokazywania których będą czuły się komfortowo.

Nie depilowałam się przez miesiąc przed porodem i nie przejmowałam się tym, jak wyglądam o 5-tej rano, gdy po dziewięciu miesiącach ciąży zjawiłam się w szpitalu. Moim jedynym celem było tego dnia przytulenie dziecka i ponowne zobaczenie swoich stóp.

Cytowane komentarze pochodzą z boredpanda.com || Tak, negatywne też były, ale szkoda w tym kontekście miejsca na bezpodstawną krytykę.

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Odwodnienie u dzieci – jak działają rotawirusy [INFOGRAFIKA]

Rotawirusy
fot.Pixabay

Ostra biegunka u dziecka jest problemem, z którym w pewnym momencie musi zmierzyć się chyba każdy rodzic. Jej najczęstszą przyczyną są zakażenia rotawirusowe, a najczęstszym
i zarazem najpoważniejszym skutkiem jest odwodnienie
. Jak w porę rozpoznać zagrożenie, co robić, gdy się pojawi i czy można mu zapobiec?

Zobacz też: Olejek esencjonalny z rozmarynu poprawia pamięć

Jak zaczyna się choroba?

Choroba zwykle zaczyna się od nagłych, intensywnych wymiotów i gorączki. Niedługo potem dochodzi ostra, wodnista biegunka, która trwa przez kilka dni.

Wymioty ustępują na ogół po 24-48 godzinach. Natomiast bóle brzucha i nieprawidłowe stolce mogą utrzymywać się nawet dwa tygodnie. Tak w telegraficznym skrócie przebiega zakażenie rotawirusowe. Z badań wynika, że każde małe dziecko przechodzi je co najmniej raz w życiu, a niektóre wielokrotnie – tłumaczy lek. Piotr Hartmann, prezes Fundacji Rozwoju Pediatrii. 

Skutkiem wymiotów i biegunki jest utrata z organizmu wody i elektrolitów. Jeśli nie są one w wystarczającym stopniu uzupełniane, może dojść do odwodnienia i konieczności pobytu w szpitalu. Taki scenariusz ma miejsce w przypadku aż 40 procent chorych z biegunką rotawirusową, co w przełożeniu na liczby oznacza od 20 do 30 tys. hospitalizacji w Polsce rocznie. Większość z nich dotyczy dzieci do 4. roku życia.

OTWÓRZ DARMOWĄ INFOGRAFIKĘ POWSTRZYMAJ ROTAWIRUSY!

Zobacz też: Hartowanie niemowlaka jesienią – werandowanie – poznaj porady położnej!

Młodszy wiek, większe ryzyko

Ryzyko odwodnienia jest powiązane z wiekiem. Im młodsze dziecko, tym łatwiej i szybciej dochodzi do utraty z organizmu płynów. Najbardziej zagrożone są maluchy poniżej 6. miesiąca życia.

Wynika to z faktu, że organizmy najmniejszych dzieci mają nie tylko dużą zawartość wody (94 proc. u noworodków, 75 proc. u niemowląt, dla porównania – 65 proc. u dorosłego), ale również duże zapotrzebowanie na wodę. Niemowlę, w przeliczeniu na kg masy ciała, potrzebuje 4 razy więcej płynów niż człowiek dorosły. Nie bez znaczenia jest także szybszy metabolizm u małego dziecka i ograniczone możliwości komunikowania swoich najbardziej podstawowych potrzeb.

To wszystko sprawia, że przebieg zakażenia rotawirusowego może być w przypadku najmniejszych dzieci gwałtowny i nieprzewidywalny. Czasami potrzeba 2-3 dni, aby silne wymioty, gorączka i oddawanie wielu wodnistych stolców doprowadziły do poważnego odwodnienia. Ale jeśli dziecko odmawia picia, wymiotuje po każdej próbie napojenia i oddaje obfite, płynne stolce, to może się to wydarzyć nawet w kilka godzin!

OTWÓRZ DARMOWĄ INFORGAFIKĘ „POWSTRZYMAJ ROTAWIRUSY”

Zobacz też: Kwasy omega-3 – sposób na odporność! Co musisz o nich wiedzieć i gdzie możesz je znaleźć?

Sygnały ostrzegawcze

Jak rozpoznać, że dziecku grozi odwodnienie? Nasilenie objawów zależy do stopnia utraty wody z organizmu. Podstawowym parametrem jest określenie procentowego ubytku masy ciała, czyli porównanie aktualnej wagi dziecka z wagą tuż przed zachorowaniem.

Zmniejszenie wagi ciała o mniej niż 5 proc. oznacza odwodnienie lekkie, strata rzędu 5-10 proc. może świadczyć o odwodnieniu średnim, a powyżej 10 proc. o ciężkim.

Jeśli wykonanie powyższego wyliczenia nie jest możliwe albo trudno o interpretację wyniku (przy podobnym poziomie odwodnienia niemowlę traci więcej masy ciała niż starsze dziecko) warto zwrócić uwagę na inne czynniki:

  • Odwodnienie lekkie – dziecko jest raczej spokojne, elastyczność skóry jest tylko nieznacznie zmniejszona, ma normalne pragnienie, błony śluzowe (np. wnętrze jamie ustnej) wilgotne, gałki oczne prawidłowo napięte, płacze łzami, serce bije prawidłowo.
  • Odwodnienie średnie – dziecko jest niespokojne, pobudzone, pije łapczywie, błony śluzowe są suche, gałki oczne zapadnięte, przy płaczu pojawia się niewiele łez, serce bije szybciej, elastyczność skóry jest zmniejszona.
  • Odwodnienie ciężkie – dziecko jest apatyczne, podsypiające, pije słabo lub wcale, błony śluzowe są bardzo suche, gałki oczne zapadnięte, nie ma łez, serce bije znacznie szybciej, występuje skąpomocz, elastyczność skóry jest znacznie upośledzona.

Warto również notować objętość wypijanych przez dziecko płynów. W przypadku konsultacji lekarskiej pomoże to specjaliście ustalić, jakie jest zapotrzebowanie organizmu w wodę i określić możliwości dalszego leczenia w domu – radzi ekspert.

Zobacz też: Jak wspierać odporność dziecka – 11 skutecznych sposobów i jeden wątpliwy

Woda na ratunek

Od stopnia odwodnienia zależy dalszy sposób działania.

Dzieci odwodnione w stopniu lekkim i średnim mogą być nawadniane doustnie w domu. W przypadku niemowląt jest to możliwe po uprzedniej konsultacji z lekarzem – tłumaczy dr Piotr Hartmann.

W uzupełnieniu niedoboru wody i elektrolitów najlepiej sprawdzają się dostępne bez recepty doustne płyny nawadniające. Stanowią one mieszaninę elektrolitów i glukozy, łatwiej przyswajalną przez organizm.

Ale można również podawać choremu niskozmineralizowaną wodę, herbatę, jogurty, kompot jabłkowy czy zupy – wystarczy je lekko posolić. Natomiast nie są wskazane napoje gazowane, w tym typu cola, słodkie napoje czy soki, które ze względu na dużą zawartość cukru mogą spowodować wtórną biegunkę.

W przypadku ciężkiego odwodnienia konieczny jest pobyt w szpitalu w celu zastosowania bardziej skutecznych metod, tj. nawadnianie dożylne (kroplówka) lub nawadnianie przez zagłębnik nosowo-żołądkowy (cienka rurka biegnąca przez nos do żołądka). Trzeba też liczyć się z możliwością powikłań zdrowotnych, np. rozwojem przednerkowej niewydolności nerek. W krajach rozwijających się ostra biegunka i będące jej skutkiem ciężkie odwodnienie jest główną przyczyną śmierci dzieci poniżej 5. roku życia.

Zobacz też: Trening umiejętności społecznych, czyli o tym jak możemy polepszyć naszą komunikację społeczną

Szczepienie się opłaca

Kiedy już dojdzie do ostrej biegunki u dziecka, to możliwości działania są ograniczone. Jedynym sposobem terapii jest leczenie objawowe, a więc nawadnianie.

Realny wpływ na sytuację rodzic ma wcześniej, zanim dziecko zachoruje. Mówiąc to, mam na myśli możliwość skorzystania z profilaktyki, jaką są szczepienia – przyznaje dr Piotr Hartmann.

Badania potwierdzają, że szczepienie przeciw rotawirusom chroni przede wszystkim przed cięższą biegunką rotawirusową, wymagającą wizyty u lekarza i leczenia w szpitalu. Szczepienia muszą być podane w określonym czasie – pierwsza dawka nie później niż w 3. miesiącu życia dziecka.

Warto pomyśleć o szczepieniu również dlatego, że wbrew pozorom nawodnienie doustne małego dziecka nie jest taką prostą sprawą. Do szpitala są przyjmowane nawet dzieci w dobrym stanie, ponieważ rodzice nie radzą sobie z ich pojeniem – mówi ekspert.

Szczepienie można również wykonać u malucha, który przeszedł infekcję rotawirusową. Jedno naturalne zakażenie może bowiem nie wystarczyć, aby zabezpieczyć przed ciężkim zachorowaniem i ryzykiem odwodnienia z powodu ponownego zakażenia.

Następnym razem dziecko może mieć bowiem kontakt z innym typem rotawirusa. Szczepionka przeciwko rotawirusom ma formę doustną, co znacznie ułatwia jej podanie i zwiększa akceptację zarówno dzieci, jak i ich rodziców – wyjaśnia dr Piotr Hartmann. 

Zobacz też: 20 dobrych rad dla rodziców od najsłynniejszego pedagoga w Polsce

Źródła:

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Trening umiejętności społecznych, czyli o tym jak możemy polepszyć naszą komunikację społeczną

Group of people sitting in a circle on group therapy. One man is talking about his experience. – fot. Canva

Trening umiejętności społecznych – w skrócie TUS – to metoda, która uczy jak odpowiednio funkcjonować w kontaktach międzyludzkich. TUS możemy wykorzystywać w pracy z osobami dorosłymi oraz w pracy z młodzieżą i dziećmi. Szczególnie sprawdza się i jest skierowany dla osób, u których zdiagnozowano autyzm i zespół Aspergera.

Zajęcia organizowane są często w szkołach lub poradniach specjalistycznych. W dostępnych źródłach możemy znaleźć bogatą ofertę warsztatów, które realizują pracę z modelem TUS.

Ćwiczenia odbywają się w stałych grupach (które wspólnie rozpoczynają spotkania i kończą je w niezmienionym składzie). TUS jest prowadzony przez specjalistę, który uczy grupę przede wszystkim nabywania umiejętności odpowiedniej komunikacji.

Zobacz też: Zespół Aspergera – zrozumieć świat naszego dziecka

Co ćwiczymy dzięki metodzie TUS?

Przede wszystkim poszerzamy naszą zdolność nawiązywania kontaktów z drugą osobą, uczymy się współpracować w grupie, wyznaczamy oraz przestrzegamy ustalonych zasad, dzięki czemu wzmacniamy umiejętność budowania samokontroli. Zajęcia skupiają się również na poprawieniu koncentracji uwagi. Ważną rolę odgrywa nauka rozumienia oraz odróżniania i kontrolowania emocji.

Warsztaty przedstawiają też metody pracy nad rozwiązywaniem konfliktów w grupie. Uczą radzenia sobie w trudnych i wymagających sytuacjach. Pokazują możliwości kompromisu oraz zaznaczają, jak ważna jest umiejętność budowania własnej asertywności.

Trening umiejętności społecznych podkreśla, że bardzo ważne jest aktywne słuchanie jak również zadawanie konstruktywnych pytań. Grupa uczy się na nowo wchodzenia w dyskusję z zachowaniem i przestrzeganiem wyznaczonych wcześniej zasad.

Do kogo jest skierowany?

TUS jest często wykorzystywany w pracy z osobami dorosłymi/dziećmi ze zdiagnozowanym autyzmem lub zespołem Aspergera. Jest również stosowany u dzieci, które nie radzą sobie z  koncentracją albo mają stwierdzone ADHD.

Zaleca się również tę metodę osobom, które doświadczyły zaburzeń nerwicowych, zaburzeń afektywnych oraz schizofrenii, aby wypracowały na nowo możliwość nawiązywania lepszych kontaktów z innymi ludźmi.

Trening umiejętności społecznych może być również wykorzystywany przez osoby, które są nieśmiałe, wycofane, które nie potrafią efektywnie współpracować w grupie.

Zobacz też: Język żyrafy czy szakala? Zobacz, w jaki sposób warto rozmawiać z dzieckiem

Jak ulepszyć komunikację społeczną?

Dzięki metodzie TUS możemy zaobserwować zmiany w zachowaniu w zakresie poprawy własnej samooceny. Doświadczenia zebrane podczas warsztatów mogą również pomóc w zauważeniu pozytywnych emocji związanych z pracą w grupie.

Należy jednak pamiętać, o tym że gdy rozpoczynamy trening umiejętności społecznych musimy być konsekwentni. Postawy które prezentujemy i które chcemy zmienić lub które wymagają modyfikacji, będą z czasem się przekształcać i skutkować w lepiej dostosowane reakcje i zachowania.

Aleksandra Nosarzewska

Studentka V roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS. Jej pasją jest psychologia dziecka oraz pedagogika. Na co dzień współpracuje z dziećmi z zaburzeniami ze spektrum autyzmu.

20 dobrych rad dla rodziców od najsłynniejszego pedagoga w Polsce

20 dobrych rad dla rodziców od najsławniejszego pedagoga w Polsce
fot.Pixabay

Janusz Korczak (naprawdę: Henryk Goldszmit) wpisał się w historię Polski, ostatnie chwile jego życia są opisane w każdym podręczniku do historii. Niewiele osób wie o Korczaku cokolwiek ponad to, jak zginął. Tymczasem jego dorobek to kopalnia wiedzy pedagogicznej. Dlatego prezentujemy Wam 20 Przykazań Dobrego Rodzica, które Janusz Korczak sformułował w jednej ze swoich prac teoretycznych na temat wychowania dzieci. 

Pionier swoich czasów

Korczak stworzył oryginalny system pracy z dziećmi, oparty na idei partnerstwa, diagnozowania wychowawczego oraz podążania za zainteresowaniami dziecka i za jego/jej potrzebami. Był prekursorem działań na rzecz praw dziecka. Działał społecznie, opiekował się sierotami, pisał prace naukowe, artykuły do gazet i wygłaszał odczyty. 

Był autorem powieści dla dzieci, do najbardziej znanych należą Król Maciuś Pierwszy, Kajtuś czarodziej. Inne znane publikacje, tym razem o dzieciach dla dorosłych, to np Jak kochać dziecko, Prawo dziecka do szacunku, Sam na sam z Bogiem, Kiedy znów będę mały i Pedagogika żartobliwa. W 1937 został odznaczony Złotym Wawrzynem Akademickim Polskiej Akademii Literatury.

Zobacz też: Rodzina szczepionką na samobójstwo

20 Przykazań dla Rodziców 

Mimo, że minęło prawie sto lat od momentu, kiedy Korczak spisał te przykazania, większość z nich jest zaskakująco aktualna. 

Rady Korczaka dla rodziców:

1. Nie psuj mnie. Dobrze wiem, że nie powinienem mieć tego wszystkiego, czego się domagam. To tylko próba z mojej strony.

2. Nie bój się stanowczości. Właśnie tego potrzebuję – poczucia bezpieczeństwa.

3. Nie bagatelizuj moich złych nawyków. Tylko Ty możesz mi pomóc zwalczyć zło, póki jest to jeszcze w ogóle możliwe.

4. Nie rób ze mnie większego dziecka, niż jestem. To sprawia, że przyjmuję postawę głupio dorosłą.

5. Nie zwracaj mi uwagi przy innych ludziach, jeśli nie jest to absolutnie konieczne. O wiele bardziej przejmuję się tym, co mówisz, jeśli rozmawiamy w cztery oczy.

6. Nie chroń mnie przed konsekwencjami. Czasami dobrze jest nauczyć się rzeczy bolesnych i nieprzyjemnych.

7. Nie wmawiaj mi, że błędy, które popełniam, są grzechem. To zagraża mojemu poczuciu wartości.

8. Nie przejmuj się za bardzo, gdy mówię, że Cię nienawidzę. To nie Ty jesteś moim wrogiem, lecz Twoja miażdżąca przewaga!

9. Nie zwracaj zbytniej uwagi na moje drobne dolegliwości. Czasami wykorzystuję je, by przyciągnąć Twoją uwagę.

10. Nie zrzędź. W przeciwnym razie muszę się przed Tobą bronić i robię się głuchy.

11. Nie dawaj mi obietnic bez pokrycia. Czuję się przeraźliwie tłamszony, kiedy nic, z tego wszystkiego nie wychodzi.

12. Nie zapominaj, że jeszcze trudno mi jest precyzyjnie wyrazić myśli. To dlatego nie zawsze się rozumiemy.

13. Nie sprawdzaj z uporem maniaka mojej uczciwości. Zbyt łatwo strach zmusza mnie do kłamstwa.

14. Nie bądź niekonsekwentny. To mnie ogłupia i wtedy tracę całą moją wiarę w Ciebie.

15. Nie odtrącaj mnie, gdy dręczę Cię pytaniami. Może się wkrótce okazać, że zamiast prosić Cię o wyjaśnienie, poszukam ich gdzie indziej.

16. Nie wmawiaj mi, że moje lęki są głupie. One po prostu są.

17. Nie rób z siebie nieskazitelnego ideału. Prawda na Twój temat byłaby w przyszłości nie do zniesienia. Nie wyobrażaj sobie, iż przepraszając mnie stracisz autorytet. Za uczciwą grę umiem podziękować miłością, o jakiej nawet ci się nie śniło.

18. Nie zapominaj, że uwielbiam wszelkiego rodzaju eksperymenty. To po prostu mój sposób na życie, więc przymknij na to oczy.

19. Nie bądź ślepy i przyznaj, że ja też rosnę. Wiem, jak trudno dotrzymać mi kroku w tym galopie, ale zrób, co możesz, żeby nam się to udało.

20. Nie bój się miłości. Nigdy.

Zobacz też: Powrót do szkoły – jak możemy nauczyć nasze dzieci koncentracji?

Redakcja

Portal o rodzinie.

„Szukamy specjalistów, którzy chcą spędzać więcej czasu z dziećmi” – nadchodzi dobry czas dla rodziców-pracowników

Niektóre firmy mogą pochwalić się pokojem dla matki karmiącej i miejscem parkingowym dla ciężarnych – for. 123rf

Nadeszła jesień, a wraz z nią studenci wrócili na uczelnie, dzieci poszły do żłobków i przedszkoli, a rodzice do pracy. Jesień to również gorący okres targowy – na pierwszy ogień poszedł Festiwal Pracy JOBICON organizowany przez największy portal rekrutacyjny Pracuj.pl. Jako że i we mnie odezwała się dusza HR-ówki, postanowiłam odwiedzić targi pracy – tym razem jednak w innej roli niż zwykle, nie rekrutera, ani poszukującego pracy. Poszłam tam z tajną misją dowiedzenia się, co takiego firmy oferują młodym rodzicom. Oto co ustaliłam:

„Szukamy specjalistów, którzy chcą spędzać więcej czasu z dziećmi” – tak reklamuje się jeden z największych ubezpieczycieli w Polsce. Dlatego moje kroki skierowałam najpierw na stoisko tej firmy. „Tak, to prawda – tatusiowie mogą u nas liczyć na dodatkowy 6-tygodniowy urlop” – dowiaduje się od przemiłej rekruterki. Urlop jest niezależny do 2-tygodniowego tacierzyńskiego zapisanego w kodeksie pracy, także łącznie to aż 8 tygodni, czyli 2 miesiące spędzone z noworodkiem w domu! Wszystko pełnopłatne i co ważne – mile widziane.

„Ale czy opłacalne dla firmy?” – pytam, taki benefit przecież musi kosztować krocie. „Jak najbardziej” – odpowiada rekruterka „Zadowoleni pracownicy to mniejsza rotacja i większe przywiązanie do marki. Dodatkowo zadowoleni pracownicy polecają nas innym”. Wiadomo przecież, że polecenia pracownicze to najtańszy i najskuteczniejszy sposób rekrutacji. A dobra opinia na rynku pracy to waluta nie do przecenienia.

Zobacz też: Urlopy rodzicielskie, badania genetyczne, a może… in vitro? Na jakie benefity mogą liczyć polscy pracownicy?

Parking dla ciężarnej, pokój dla matki karmiącej

Idę dalej w gąszcz ludzi w poszukiwaniu kolejnych perełek employer brandingowych. Znajduję bank, który może pochwalić pokojem dla matki karmiącej oraz przestrzenią dla dziecka w pracy, nazywaną dumnie lunaparkiem. Domyślam się, że bardzo przydał się podczas ostatniego strajku nauczycieli.

Znana firma medyczna zapewnia miejsce parkingowe dla kobiet w ciąży oraz program „Zdrowie przez cały rok” promujący aktywne spędzanie czasu z rodziną. Cytując słowa przedstawicielki – firma skupia się na kobietach w ciąży i młodych mamach. Wydaje informator dla młodych rodziców oraz wspiera mamy powracające do pracy po urlopie macierzyńskim.

Kolejne firmy nie zaskakują – oferują wyprawki szkolne, paczki na święta i dzień dziecka, elastyczny czas pracy dla rodziców, imprezy rodzinne. Wszyscy chwalą się, że przestrzegają standardowych regulacji prawnych – naprawdę??

Zobacz też: Dzień, który zmienił moje życie – dobre pomysły Mam

Wiemy, ale nie powiemy

Niektóre firmy nie były chętne do wypowiedzi. Spółka podległa władzom miasta poprosiła o kontakt z rzecznikiem i oficjalne zapytanie na piśmie. Jeszcze bardziej zaskoczyła mnie inna, na pozór nowoczesna, firma wydająca miliony na reklamy w prasie i telewizji – czołowy producent żywności dla dzieci. Otóż powiedzieli, że benefity dla rodziców mają, a jakże, ale nie powiedzą jakie, bo zabrania im polityka firmy. Zastanawia mnie, co w takim razie robią na targach pracy, gdzie kandydaci często dopytują się o takie rzeczy. Być może winna była późna godzina mojej wizyty i zmęczenie pracownika.

A Ty, młody rodzicu, jakie benefity w pracy chciałbyś mieć? Co jest dla Ciebie ważne? Wczoraj podczas warsztatów HR-owych usłyszałam, że najlepszym benefitem jaki może dostać pracownik jest dobre zarządzanie. Podpisuje się pod tym rękoma i nogami, bo tak naprawdę liczy się człowiek, a reszta… przyjdzie z czasem.

 

Alina HRabina

Zawodowo związana z branżą HR. Obecnie na urlopie wychowawczym. Mieszka w Warszawie, chętnie odbywa podróże małe i duże.