Przejdź do treści

Mama dwójki – czy to już czas?

mama dwójki
Mama dwójki - czy już "powinnam" nią być?

Zanim zostałam mamą, głośno mówiłam o tym, że chciałabym szybko urodzić drugie dziecko. Najlepiej odczekać rok i zajść w kolejną ciążę. Tak przecież wszyscy radzą, bo dzieci będą się razem bawiły, a jak się już wyjdzie raz z pieluch, to później ciężko zdecydować się na kolejne dziecko. Trzeba iść za ciosem! Brzmi to jak rozsądny plan.

Mijały miesiące, ja nadal w głowie miałam ten „idealny” plan i mocne postanowienie, że za chwilę postaramy się o kolejne dziecko. Na pewno dam sobie radę, wiele rodzin w końcu daje. Dodatkowo lata lecą i nie robię się młodsza, muszę o tym pamiętać. Sytuacja finansowa jest stabilna, mieszkanie wystarczająco duże. W zasadzie nie ma żadnych przeszkód. Co więcej, mojej córce przyda się rodzeństwo.

To jak będzie?

Postanowiłam się jednak na chwilę zatrzymać i raz jeszcze wszystko przeanalizować. Dopuściłam do głosu swoje uczucia i zadałam sobie kilka pytań. Czy ja chcę „dawać radę”? Czy mój partner chce „dawać radę”? Przecież chyba nie z takim poczuciem, że „jakoś to będzie” powinniśmy zapraszać do naszego życia kolejnego członka rodziny.

Dokonała się wtedy w mojej głowie mała batalia, w której po jednej stronie stały przekonania ludzi z zewnątrz, a po drugiej moje uczucia. Początki rodzicielstwa nie są łatwe, bezwarunkowo jest to jeden z piękniejszych momentów w życiu, ale bywa ciężko. Kolki, skoki rozwojowe, ząbkowanie i nieprzespane noce – nie to było dla mnie najtrudniejsze. Najtrudniejsze było – i nadal jest – poczucie odpowiedzialności emocjonalnej za moje dziecko. Musiałam zmierzyć się z tym, że to MY budujemy podstawy, z którymi ONA wkroczy w życie.

Poznajmy się lepiej!

Czuję, że te podstawy budujemy głównie poprzez nasze podejście do dziecka, samych siebie oraz otwartość, z jaką podchodzimy do świata. Ta świadomość zachęciła mnie do odkrywania schematów, jakimi ja sama się posługuję oraz sprawdzania skąd się one wzięły. Czasami to tylko obserwacje, a czasami silna potrzeba zmiany. Nie chodzi tu o bycie ideałem, bo tacy ludzie nie istnieją. Nie ma również rodziców, którzy nie popełniają błędów. Może chodzi tylko o to, aby dać sobie przyzwolenie na te błędy, zauważać je i badać. Otworzyć się na siebie i swoje dziecko.

Niewątpliwie trwa właśnie przepiękna i najbardziej intensywna pod kątem rozwoju przygoda w moim życiu. Właśnie to – emocjonalność – jest dla mnie w macierzyństwie najtrudniejsze i pochłania najwięcej energii. Dlatego dziś czuję, że to jeszcze nie czas. Nie mam w sobie jeszcze przestrzeni, żeby ponownie zostać mamą. Może za miesiąc, może za rok… Dzisiaj jestem dumna, że pozwoliłam to sobie poczuć – Ty też nie bój się weryfikować swoich planów i uczuć.

Zobacz też: „Dobra rada? Nie, dziękuję!” – okiem młodej mamy

Paulina Skwarzyńska

Zawodowo zajmuje się marketingiem afiliacyjnym. Prywatnie mama 1,5 rocznej Michaliny, fanka rodzicielstwa bliskości, miłośniczka koni.

„Po prostu bądź” – czy rzeczywiście widzimy dzieci?

bycie blisko dziecka
Fot Roman Samborskyi / 123RF

Czy i co mogą robić rodzice, by wspierać rozwój swoich dzieci? Tego typu artykułem New York Times przywitał w tym roku swoich czytelników. Jego autorami są Dana Siegela oraz Tiny Payne Bryson, wybitni badacze z zakresu psychologii dziecka. Co ważne, ich tekst jest nie tylko ciekawy, lecz przede wszystkim ważny. Przypomina bowiem o istotnych sprawach – co pomaga dzieciom stać się pewnymi się siebie i względnie szczęśliwymi ludźmi?

Za dużo, za bardzo, za często…

Podręczników na temat wychowania dzieci jest mnóstwo. Jeszcze więcej jest różnorodnych form aktywności i zajęć dodatkowych, na które rodzice zapisują nawet niemowlęta. Rodzice na całym świecie czują rosnącą presję, by zapewnić swoim dzieciom określone doświadczenia i wykształcenie. Autorzy artykułu nazywają ten typ rodziców „rodzicami-helikopterami” – nieustannie krążącymi nad dziećmi, sprawdzającymi ich każdy ruch, pozornie z oddali. Jest to bardzo intensywny rodzaj rodzicielstwa, oparty na skupieniu na dziecku, nierzadko nadmiernym, męczącym zarówno dla najmłodszych, jak i rodziców.

Coraz więcej badań potwierdza, że ten rodzaj rodzicielstwa niekoniecznie jest optymalny, jak zauważają autorzy. Na podstawie badań oraz obserwacji Siegel i Bryson stawiają tezę, że tym, co najbardziej pomaga dzieciom rozkwitać, jest obecność ich rodziców. „Nie musisz wiedzieć dokładnie, co robić. Po prostu bądź” – podkreślają.

Zobacz też: Helicopter parenting – dobre intencje, które prowadzą do kiepskich rezultatów

„Po prostu bądź” – co to właściwie oznacza?

Idea „zjawiania się”, czy też bycia, jak mówią autorzy, nie jest szczególnie nowa, choć na pewno jest niedoceniana. Rodzice mogą czuć potrzebę, by działać. W działaniu łatwiej odnaleźć sens niż w oglądaniu i czekaniu. Działanie prawdopodobnie da jakiś efekt. Wydarzy się coś mierzalnego, co będzie można ocenić, określić. Samo bycie może być kojarzone z brakiem zainteresowania czy zaangażowania.

Siegel i Bryson mówią natomiast, że „zjawianie się” to obecność, bycie całym sobą, pełne zaangażowanie w moment z dzieckiem: „Kiedy się zjawiamy, jesteśmy psychicznie i emocjonalnie dostępni dla dziecka”. Jednocześnie podkreślają, że nikt nie może być w pełni obecny cały czas. Warto jednak starać się o to możliwie jak najczęściej. Choćby dlatego, że ma to również wartość reparacyjną. Każdy rodzic co jakiś czas zawodzi swoje dzieci, sprawia im przykrość, jest niesprawiedliwy. Obecność owo bycie – pomaga to naprawić. Właśnie to, nie działanie, jak sugerują Siegel i Bryson. I przytaczają długoterminowe badania – jednym z najlepszych wskaźników pomagających określić, co szczególnie sprzyja rozwojowi dzieci, co pomaga im stać się szczęśliwymi ludźmi, odnajdującymi się z różnych grupach społecznych, potrafiącymi stworzyć trwałe relacje, a nawet odnoszącymi sukcesy zawodowe i naukowe, jest doświadczenie bycia w relacji z wrażliwymi opiekunami, zapewniającymi czułą opiekę we wczesnych latach życia.

„Cztery S”

Siegel i Bryson mówią o „czterech s”, które pomagają osiągnąć ten stan: safe, seen, soothed, secure. Dzieci czują się:

  1. bezpiecznie (safe), kiedy czują się zaopiekowane i chronione,
  2. widziane (seen), kiedy czują, że rodzic jest zaangażowany i akceptuje je takimi, jakimi są,
  3. ukojone (soothed), kiedy mają poczucie, że rodzic będzie przy nich, kiedy będą doświadczać cierpienia oraz
  4. zabezpieczone (secure), kiedy wcześniejsze warunki zostały spełnione i relacja została zbudowana.

Większość współczesnych rodziców zdaje sobie sprawę, że dzieciom należy zapewnić poczucie bezpieczeństwa i chętnie wspierają, kiedy dziecku dzieje się jakakolwiek krzywda. Jednak mają kłopot z widzeniem dzieci takimi, jakie one są.

Czy JA to TY? Czy TY to JA?

Siegel i Bryson jako przykład niewidzenia dzieci przytaczają popychanie maluchów w kierunku określonych osiągnięć – syn niespełnionego sportowo taty ma grać w piłkę, a córka matki, która nie ukończyła studiów, ma mieć same piątki. Być może dzieci te rzeczywiście mają jakieś zainteresowania sportowe, być może ta dziewczynka jest zdolna i niezależnie od wszystkiego będzie miała dobre oceny. Być może nawet nie ma nic złego w rozwoju talentów w ogóle. Problem polega jednak na tym, że to, co przede wszystkim zaprząta umysł rodziców, to ich własne sprawy, ich niespełnione oczekiwania. Sami mogą nie mieć już szansy ich zrealizować, a dziecko wydaje się naturalnym spadkobiercą.

Siegel i Bryson mówią tak: są dzieci, które przez większość swojego życia nie są widziane. Nigdy nie czują się zrozumiane. Rzadko doświadczają sytuacji, kiedy ktoś chce poczuć ich uczucia, przyjąć ich perspektywę, kogo interesują ich zainteresowania, kto chciałby się dowiedzieć, czego nie lubią.

Wyobraź sobie, jak czują się te dzieci – niewidziane i samotne. Kiedy myślą o swoich nauczycielach, kolegach, a nawet rodzicach, jedna myśl przebiega przez ich głowy: Oni mnie nie rozumieją.

Zobacz też: Rozstania i powroty, pęknięcia i naprawa, czyli o zmienności relacji z dziećmi

Poszukaj w sobie źródła

Można się zastanawiać, co powoduje, że rodzice nie są w stanie naprawdę zobaczyć swoich dzieci, również rodzice mający dobre zamiary. Można sobie wyobrazić, że wynika to patrzenia na dzieci przez pryzmat własnych potrzeb czy obaw. Być może wynika to z chęci uniknięcia wewnętrznych konfliktów i kategoryzowania: „on jest typem sportowca”, „ona jest nieśmiały”, „z niej będzie artystka”. Wiadomo, że takie kategoryzowania może mieć miejsce nawet na etapie ciąży, zanim jeszcze rzeczywiste dziecko przyjdzie na świat.

Myśl, że dziecko – człowieka – trzeba widzieć takim, jakim ono jest, nie wydaje się szczególnie oryginalna. Przecież każdy to wie, prawda? A jednak z jakiegoś powodu obserwujemy rozwój rodzicielstwa skupionego bardziej na działaniu, widzimy coraz więcej dzieci biorących udział w coraz liczniejszych formach aktywności pozaszkolnej. Dzieci, nad którymi stoi rodzic, pilnujący, sprawdzający, korygujący. Rodzic wymagający, ale czy widzący?

Link do artykułu: parenting.nytimes.com

Zobacz też: Najlepsze, co możesz dać swojemu dziecku? Nuda! – sprawdź dlaczego

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Chroń psyche w czasach zarazy – apelują psychiatrzy!

Chroń psyche w czasach zarazy
#chronpsyche_wczasachzarazy – || Fot. 123RF

„Żarty się skończyły, kolejne próby samobójcze! DOŚĆ. MÓWIĘ DOŚĆ! Wszyscy już wiedzą #zostanwdomu” – alarmuje na swoim Instagramowym profilu dr Maja Herman, specjalistka psychiatrii i psychoterapeutka. Pozostawanie w izolacji i sianie paniki to znakomity sposób, aby „oszaleć”. Czy są jakieś metody na zachowanie normalności w tych… nienormalnych czasach?

Panika może być groźniejsza od koronawirusa. Przedłużający się stres, lęk i hormony z nimi związane mają negatywny wpływ na naszą odporność. Sytuacja jest szczególnie trudna dla osób z zaburzeniami psychicznymi, które mają problem z adaptacją do zmieniających się warunków.

Dr Maja Herman apeluje, aby wziąć się za siebie, ponieważ grozi nam „apokalipsa paniki”. Ludzie zarażają się strachem tak samo jak wirusami.

Jak możemy sobie pomóc?

Dr Maja Herman zwraca uwagę na leczniczą funkcję humoru. Zamiast śledzenia non stop wiadomości z frontu walki z COVID-19 radzi oglądanie programów, które bawią i cieszą, oraz dzielenie się w mediach radosnymi newsami  (np. jak @dr_anna_wasiewicz, która puszcza muzykę z balkonu).

Źródło i więcej pomocnych treści:

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Maja Herman🧠🦢 (@maja_herman_amici)

Pomocne wskazówki, jak przetrwać ten trudny okres, daje też lek. Aleksandra Pięta, znana w sieci jako psychiatra_ola. Pisze na swoim Instagramie:

➡️ Zachowuj podstawowe zasady higieny.

➡️ Sprawdzaj wiadomości TYLKO Z OFICJALNYCH źródeł: www.gov.pl maksymalnie 2 razy dziennie o stałych porach, tak, żeby nie przegapić ważnych komunikatów.

➡️ Unikaj portali społecznościowych (chyba, że w celach rozrywkowych), portali plotkarskich i innych źródeł szukających sensacji i aktualizujących sytuację CO PÓŁ MINUTY. Naprawdę nie potrzebujesz być aż tak na bieżąco.

➡️ Szukaj rozwiązań problemu i tego jak pomóc, stosuj się do zaleceń i jeśli możesz #zostańwdomu

➡️ Szukaj wsparcia oraz UDZIELAJ GO: zadzwoń do babci, dziadka, mamy, przyjaciółki. Fizyczna izolacja, nie oznacza, że nie możesz utrzymywać innych kontaktów z otoczeniem.

➡️ Jeśli czujesz, że sytuacja Cię przerasta, nie radzisz sobie lub szukasz wsparcia możesz zadzwonić bezpłatnie i całodobowo na LINIĘ WSPARCIA Itaki pod nr 800 70 2222.

➡️ Jeśli cierpisz na zaburzenia lękowe, OCD, depresję lub inne zaburzenie SKORZYSTAJ Z TELEPORADY U PSYCHIATRY lub LEKARZA RODZINNEGO. Każdy z nich może wystawić Ci e-receptę na potrzebne leki np. uspokajające lub nasenne.

Źródło wskazówek:

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Lek. Aleksandra Pięta (@psychiatra_ola)

Zobacz też: Ratunku, moja przyjaciółka chce się zabić. Co robić?

Psychiatryczna pomoc koleżeńska

Jak pisze dr Maja Herman, panika pochłania coraz więcej osób, co najgorsze również z kadry medycznej. Aby temu przeciwdziałać, zainicjowała powstanie na Facebooku grupy konsolidującej środowisko lekarskie pod hasłem #chronpsyche_wczasachzarazy.

Grupa ma na celu pomoc psychologiczną czy to otwartą (posty, dyskusje) czy zamkniętą, rozmowy ze specjalistami. Mamy prawo wszyscy się bać, panika jest wszechobecna i zbiera żniwo, jak widać śmiertelne…a uwierzcie mi, psychiatrce ilość próśb o pomoc od kolegów rośnie z dnia na dzień. Sama już nie daję rady. […] My będziemy dodawać ciekawe treści, rozpoczynać dyskusje. Ale obowiązywać będzie zamordyzm w zakresie siania paniki. #chronpsyche_wczasachzarazy pod tym hasztagiem znajdziecie ciekawe treści na Instagramie również, ale tam już w formie ogólnodostępnej. Jeśli macie ochotę dołączyć, napiszcie do mnie na priv.

Grupa jest dedykowana lekarzom, pielęgniarkom, ratownikom medycznym, diagnostom laboratoryjnym, studentom kierunków medycznych i innym przedstawicielom zawodów medycznych zmagającym się z codziennością związaną z batalią z koronawirusem.

Na grupie obowiązuje zakaz wrzucania newsów, doniesień ze świata i statystyk dotyczących koronawirusa na świecie. Oby jak najszybciej nie były nam już w ogóle potrzebne!

Zobacz też: In vitro i depresja poporodowa – dr Maja Herman opowiada o jej leczeniu

Alina Windyga-Łapińska

Dziennikarka portalu Współczesna Rodzina. Absolwentka resocjalizacji na Uniwersytecie Warszawskim. Kilka lat pracowała w dziale HR zagranicznych firm produkcyjnych, po urlopie macierzyńskim postanowiła nie wracać i zajęła się pisaniem.

Tożsamość płciowa – identyfikacja i rozwój płci u dzieci

rozwój płci u dzieci

Różnicowanie płciowe zależy od mechanizmów genetycznych, embrionalnych, hormonalnych, metabolicznych i receptorowych. Na ostatecznie ukształtowanie płci mają również wpływ czynniki kulturowe oraz społeczne. Co przy tym ważne, różnicowanie płciowe jest procesem, który przebiega etapami. Oznacza to, że powodzenie każdej kolejnej fazy zależy od pomyślnego zakończenia wcześniejszej.

Pojęcie identyfikacji wywodzi się z łaciny i w pierwotnym sensie oznacza: stwierdzenie, ustalenie tożsamości.

Wyróżnia się trzy główne składowe identyfikacji płciowej: płeć biologiczną, tożsamość płciową i płeć metrykalną.

Płeć biologiczna

U człowieka występuje zróżnicowanie płciowe na płeć męską i żeńską. W komórkach rozrodczych:

  • U płci żeńskiej znajdują się po dwa chromosomy płciowe X (XX)
  • U osób płci męskiej znajduje się jeden chromosom X i jeden Y (XY)

Obecność chromosomu X lub Y wyznacza dalszy kierunek rozwoju płciowego organizmu, głównie przez swój wpływ na przyszły rozwój gonad (jajników lub jąder). Następnie, w procesie drugorzędowym, występuje odrębność dróg płciowych (jajowody/nasieniowody). Dalsze różnicowanie zachodzi w procesie trzeciorzędowym w cechach zewnętrznych (wzrost, kształty oraz owłosienie).

Zobacz też: „Moje dziecko nie lubi swojego ciała!” Jak możemy pomóc dzieciom w samoakceptacji?

Tożsamość płciowa

  • Posiadanie poczucia męskości lub kobiecości, które kształtuje się w kilku pierwszych latach życia, pod wpływem oddziaływania czynników wewnętrznych i zewnętrznych.
  • Relacje między płcią biologiczną a cechami psychicznymi ujętymi w ramach danej kultury stereotypu męskości i kobiecości
  • Identyfikowanie się człowieka z osobnikiem danej płci, przez poczucie przynależności do danej płci.
  • Wzorce pewnych zachowań uważanych za odpowiednie dla mężczyzn i kobiet w danym społeczeństwie, które dostarczają definicji o męskości i kobiecości.
Tożsamość płciowa u dzieci
  • Tożsamość (1,5 – 2 lata) – Dziecko poprawnie określa siebie i innych jako będących rodzaju żeńskiego lub męskiego.
  • Stabilność (3 – 4 lata) – Dziecko rozumie, że ludzie zachowują tę samą płeć przez całe życie.
  • Stałość ( 6 – 7 lat) – Dziecko rozumie, że rodzaj płci nie zależy od zmian w wyglądzie (ubraniu).

Chcąc obserwować rozwój tożsamości płciowej u dziecka,  bardzo ważne jest m.in. zwrócenie uwagi na to, jak radzi sobie z emocjami, samokontrolą, zależnością oraz agresją. Istotnym czynnikiem, który można monitorować wśród dzieci jest preferowany przez nie styl zabawy oraz wybór zabawek.

Płeć metrykalna – prawna

Jest ustalana tuż po urodzeniu dziecka na podstawie budowy zewnętrznych narządów płciowych. Wyznacza później pełnienie roli męskiej lub żeńskiej.

Perspektywa kulturowa

  • Gender z ang. (rodzaj, płeć) – jest wrodzonym poczuciem siebie, określanym również jako tożsamość rodzajowa. Jest psychologiczną konstrukcją, z którą człowiek przychodzi na świat i która jest odrębna od genetycznych i cielesnych cech danej osoby.
  • Transgenderysta – to określenie osoby, której tożsamość nie pokrywa się z konwencjonalnymi poglądami na temat rodzaju męskiego i żeńskiego, ale łączy oba rodzaje lub przemieszcza się pomiędzy nimi.

 

Aleksandra Nosarzewska

Studentka V roku psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS. Jej pasją jest psychologia dziecka oraz pedagogika. Na co dzień współpracuje z dziećmi z zaburzeniami ze spektrum autyzmu.

Sens edukacji, czyli jak nie spieprzyć życia swojemu dziecku

Edukacja to ciągle gorący i kontrowersyjny temat. Nie ma pomysłu na zmianę, polska szkoła tkwi w XIX wieku – jest coraz gorzej, niezadowoleni są nauczyciele, dzieci i rodzice. „Jak nie spieprzyć życia swojemu dziecku. Wszystko, co możesz zrobić, żeby edukacja miała sens” to świetny podręcznik o zmianie systemu dla tych którzy marzą o lepszej szkole dla swoich dzieci. Nie mamy wątpliwości, że książka powinna trafić w ręce ministra edukacji.

Autor książki Mikołaj Marcela jest nauczycielem oraz wykładowcą akademickim, zajmującym się tematem edukacji i nowoczesnymi, kreatywnymi rozwiązaniami. Radzi, abyśmy zadali sobie pytanie: po co posyłamy dzieci do szkoły – czy po to, by nauczyły się pokory, czy aby rozwinęły swoje talenty i zdolności? Czy wychowuje się nasze dzieci na niewolników, uczestniczących później w wyścigu szczurów, czy jednak bardziej zależy nam, żeby szkołę opuszczali ludzie kreatywni, z głową pełną twórczych pomysłów?

Zobacz też: Najmniejsza szkoła na świecie. Zgadniesz, ilu ma uczniów?

Dialog i rozmowa zamiast dyscypliny

Jak dowodzą psychologowie (Jesper Juul) rygorystyczne wychowanie i przywiązanie do posłuszeństwa nie przekłada się na szczęśliwe, dorosłe życie. Ludzie wychowani w taki sposób nie wiedzą, jak brać na siebie odpowiedzialność – potrafią jedynie wykonywać polecenia. Uczniowie powinni samodzielnie konstruować wiedzę, a nie odtwarzać ją mechanicznie, a praktyka powinna często wyprzedzać teorię, która z kolei powinna wyrastać z doświadczeń.  Jak w fińskiej szkole – dlaczego jest najlepsza?

– liczy się jakość procesu uczenia (pełna autonomia fińskich szkół w zakresie edukacji), co oznacza, że dyrektor i nauczyciele decydują, co jest dobre dla dzieci w ich szkole,

– indywidualne potrzeby uczniów są jedynym wyznacznikiem dotyczącym wyboru podręczników, programów, sposobów oceniania i przekazywania wiedzy przez nauczycieli,

– ograniczenie biurokracji (nauczyciele 2 razy w roku wysyłają raport władzom oświatowym),

– likwidacja administracyjnego nadzoru pedagogicznego – oszczędność i uwolnienie kreatywności nauczycieli,

– wszystkie szkoły są darmowe (także prywatne) co oznacza, że są finansowane przez państwo i władze lokalne,

– zawód nauczyciela należy w Finlandii do najbardziej prestiżowych, co wiąże się z odpowiednimi zarobkami,

– przedmioty takie jak muzyka, etyka, plastyka są tak samo ważne jak matematyka i język fiński, a dodatkowo chłopcy i dziewczynki uczą się gotowania, obróbki drewna czy szycia,

– na każdym etapie nauczania dzieci uczą się ekologii, psychologii i edukacji zdrowotnej,

– oceny są wprowadzane dopiero w VII klasie i nie są miernikiem wartości ucznia, ale informacją dla niego o własnych kompetencjach i wskazówką do dalszej pracy,

– każdy uczeń dostaje potrzebną pomoc w ramach szkoły, płatne korepetycje są prawnie zabronione,

– słabe wyniki uczniów świadczą o błędach nauczycieli.

Zobacz też: Grając, dbasz o mózg

Czego uczyć dzieci?

Autor radzi, aby przede wszystkim słuchać młodych ludzi – nie tylko w domu, ale także na lekcjach – dzieci są szczere i kreatywne, wiedzą co dla nich dobre. Dajmy im wybór w obszarach, w których to jest możliwe.

Yuval Noah Harari, autor książek „Deus” czy „21 lekcji na XXI wiek”, twierdzi, że szkoły powinny przestawić się z „trzech Z” (zapamiętać, zdać, zapomnieć) na „cztery K” (krytyczne myślenie, komunikacja, kooperacja, kreatywność). Według niego powinniśmy rozwijać u dzieci następujące zdolności:

– ciekawość (zdolność do zadawania pytań i odkrywania, jak funkcjonuje świat)

– kreatywność (zdolność do generowania nowych pomysłów i wdrażania ich w życie)

– krytyczne myślenie (zdolność do analizowania informacji i myśli oraz formułowania uzasadnionych argumentów i ocen)

– komunikację (zdolność do jasnego i pewnego wyrażania myśli i uczuć za pomocą różnych form i środków)

– współpracę (zdolność do konstruktywnej pracy w grupie)

– współczucie (zdolność do identyfikowania się z uczuciami innych i do podejmowania adekwatnych do sytuacji działań)

– spokój (zdolność do połączenia się z wewnętrznym światem uczuć i rozwinięcia poczucia osobistej harmonii i równowagi)

A przede wszystkim – zaufajmy swoim dzieciom!

„Jak nie spieprzyć życia swojemu dziecku. Wszystko, co możesz zrobić, żeby edukacja miała sens” Mikołaj Marcela Wyd. Muza

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.