Przejdź do treści

Meningokoki – czy Mazowsze będzie miało program darmowych szczepień?

meningokoki
Fot:choreograph / 123RF Zdjęcie Seryjne

Programem szczepień ochronnych przeciwko meningokolom, miałyby zostać objęte dzieci z Mazowsza, które nie ukończyły pierwszego roku życia. Na trwającą trzy lata akcję samorząd planuje przeznaczyć 3 mln złotych.

Bezpłatne szczepienia przeciwko meningokokom na Mazowszu

Choroba meningokokowa, najbardziej zauważalna w województwie mazowieckim, jest szczególnie groźna dla niemowląt pomiędzy 3. miesiącem a pierwszym rokiem życia. Może wywołać wiele chorób, a do najniebezpieczniejszych bez wątpienia zalicza się sepsa i zapalenie opon mózgowych.

Najskuteczniejszą metodą zapobiegającą zakażeniu, są zalecane przez Ministerstwo Zdrowia, ale nie refundowane przez NFZ, szczepionki. Koszt jednej dawki (z dwóch lub trzech) wynosi od 200 do nawet 450 zł. I to właśnie cena jest w tym przypadku główną przeszkodą, powstrzymującą rodziców przed zaszczepieniem dziecka. Samorząd wojewódzki, chcąc umożliwić darmowe szczepienia, postanowił przeznaczyć 3 mln złotych na trwającą trzy lata akcję. Aktualnie trwa ustalanie szczegółów, a jeśli wszystko zakończy się pomyślnie, akcja rozpocznie się w drugiej połowie 2020 roku.

Czym są meningokoki?

Meningokoki to gram ujemne bakterie chorobotwórcze, zwane inaczej dwoinkami zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych. Spośród 12 grup serologicznych, które zostały wyróżnione na podstawie różnic w budowie polisacharydowej otoczki, do najniebezpieczniejszych serogrup na świecie zaliczymy: A, B, C, W, Y. Z kolei najpowszechniejszym serotypem meningokoków w Polsce są te z grupy B i C.

Meningokoki – zagrożenie

Choć w większości przypadków kontakt z bakterią nie wiąże się z niebezpiecznymi konsekwencjami, to mimo wszystko meningokoki mogą spowodować:

  • zapalenie płuc,
  • zapalenie ucha środkowego,
  • ropne zapalenie stawów,
  • zapalenie opon mózgowych,
  • sepsę.

Zakażenie meningokami – objawy

Jak dochodzi do zarażenia meningokokami? Dwoinki zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych rozprzestrzeniają się drogą kropelkową lub przez bezpośredni kontakt z osobą chorą.

Z uwagi na fakt, że początkowe objawy zakażenia meningokokami, są bardzo podobne do przeziębienia, zdiagnozowanie choroby nie jest prostą sprawą. Do symptomów, które powinny zaniepokoić, i na które należy zwrócić uwagę zaliczymy:

  • gorączkę,
  • bóle stawów,
  • bóle mięśni,
  • nudności,
  • wymioty,
  • złe samopoczucie,
  • brak apetytu.

Jeśli pomimo przyjmowanych leków powyższe objawy nie ustępują, a wręcz przeciwnie – nasilają się, niezbędna jest natychmiastowa konsultacja lekarska.

W przypadku wystąpienia wysypki wybroczynowej, charakterystycznego objawu zakażenia meningokokami, należy niezwłocznie udać się do szpitala. Pamiętajmy – choroba rozwija się bardzo szybko, a w niektórych przypadkach może zakończyć się trwałymi powikłaniami, a nawet śmiercią.

Źródło: warszawa.wyborcza.pl

Zobacz też: Koronawirus – co należy o nim wiedzieć?

Witaminy a zdrowie psychiczne – o czym musisz pamiętać w swojej diecie?

Witaminy a zdrowie psychiczne
Fot: ra2studio / 123RF

Powszechnie wiadomo, że niedobór witamin źle wpływa na organizm. Okazuje się jednak, że skutki tego niedostatku mogą negatywnie oddziaływać również na ludzką psychikę.

Witaminy vs. zdrowie układu nerwowego i psychiki

Warto zdawać sobie sprawę z tego, jak duże znaczenie dla funkcjonowania ludzkiego umysłu mają witaminy. Przykładowo, witamina D pozytywnie wpływa na ponad 1000 genów odpowiedzialnych za samopoczucie, sen, motywację oraz pamięć. Co więcej, wspomaga wydzielanie dopaminy i serotoniny w mózgu, czyli tzw. hormonów szczęścia. Łatwo stąd wysnuć wniosek, że niedostateczna ilość witaminy D w organizmie sprzyja depresji i poirytowaniu. Podobne, równie niepożądane skutki, wywołuje niedobór witaminy B12. Odgrywa ona ważną rolę przy powstawaniu czerwonych krwinek, które „transportują” tlen; gdy komórki otrzymują go zbyt mało, człowiekowi stale towarzyszy m.in. poczucie zmęczenia, nawet jeśli jest wyspany.

Witamina B6 także ma niebagatelne znaczenie dla prawidłowego funkcjonowania mózgu i układu nerwowego. Dzieje się tak, ponieważ bierze udział w tworzeniu wielu neuroprzekaźników, takich jak wspomniana już serotonina.

Oczywiście wpływ wszystkich wymienionych witamin na organizm jest znacznie większy. Gdy którejś brakuje – ciało zwykle nas o tym informuje. Wysypka, zmiany koloru skóry, wypadanie włosów, bóle mięśni, kości, pleców, obniżona odporność… objawów jest wiele. Zdrowa, zbilansowana dieta pozwala ich uniknąć i stanowi naturalną alternatywę dla suplementacji, której z kolei nie warto przeceniać. Fakt, że ktoś zmaga się z depresją, nie musi być spowodowany brakiem witamin. Kupiona w aptece multiwitamina nie jest cudownym remedium na wszelkie problemy z nastrojem, może jedynie wspomóc naturalne procesy zachodzące w ludzkim ciele. Te zaś w największej mierze zależą od trybu życia.

Minerały idą z pomocą!

Oprócz witamin istnieje jeszcze szereg minerałów niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania organizmu. W kontekście zdrowia psychicznego warto wyróżnić chociażby magnez, który pomaga w redukcji stresu, obniża nerwowość, a także poprawia koncentrację. Z tego powodu zaleca się go osobom wykonującym pracę umysłową.

Również cynk sprawia, że łatwiej skupić się na wykonywanym zadaniu. Gdy człowiekowi brakuje tego pierwiastka, męczą go stany apatii. Trudniej mu też zapamiętywać nowe informacje, ponieważ cynk odgrywa ważną rolę w komunikacji zachodzącej między neuronami.

Żelazo z kolei – tak jak witamina B12 – jest niezbędne w procesie „dystrybucji” tlenu do poszczególnych narządów i komórek ciała. Przyczynia się także do powstawania wspomnianych już hormonów, serotoniny i dopaminy. Oprócz witamin i minerałów warto spożywać także kwasy Omega-3, wspomagające prawidłową pracę mózgu – na zdrowie!

Zobacz też: Kwasy omega-3 – sposób na odporność! Co musisz o nich wiedzieć i gdzie możesz je znaleźć?

Na podstawie: huffpost.com

Bartosz Jaster

Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonat i badacz historii, miłośnik literatury faktu. Członek Fundacji Rozszczepowe Marzenia, niosącej pomoc dzieciom z wadami wrodzonymi.

Toksyczna matka – po czym ją poznać?

Toksyczna matka
Toksyczna matka – po czym ją poznać?

Nieważne, który punkt widzenia przyjmiemy. Nieważne, która teoria psychologiczna stanie się punktem wyjścia – relacja z matką wyznacza rama wszystkich kolejnych relacji. Nawet w sytuacji, kiedy realnej matki nie ma.

Z czasem w życiu pojawiają się inni ludzie, związki z nimi stają się ważniejsze, matka zdaje się stopniowo znikać z umysłu i codzienności. Nie znika jednak całkiem.

„Cynkowi chłopcy” Swietłany Aleksijewicz to bardzo poruszająca książka. Jednak szczególnie w pamięć zapada opowieść jednej z osób zajmujących się rannymi oraz umierającymi żołnierzami. Ci mężczyźni, którzy chwilę wcześniej musieli radzić sobie w skrajnie trudnych warunkach, w chwili największej trwogi, w bólu lub na monet przed śmiercią wyzwali matki.

Matka na zawsze pozostaje w głowie i w uczuciach. Dlatego też jakość tej relacji jest taka ważna. Matki bywają różne. Chcemy wierzyć, że matka z zasady jest świątynią ogniska domowego, źródłem nieustającej miłości, oddana dzieciom, wyrozumiała, a przynajmniej dokłada wszelkie starania, by taką się stać. Jednak rzeczywistość pokazuje, że matki bywają dalekie od tego obrazu.

Być może dlatego nie tylko gabinety terapeutyczne pełne są czyichś matek. Również kultura popularna próbuje sobie poradzić z „kwestią” matki, skutkiem czego jest choćby pojawienie się terminu „toksyczna matki”.

„Toksyczna matka” to pojemny worek, w którym mieszczą się wszystkie matki w jakikolwiek sposób niewydolne, inne, zaburzone – matki nie potrafiące być blisko swoich dzieci, które w jakiś sposób niszczą i zatruwają swoje dzieci. Jednak, jak na kulturę popularną przystało, jest to znaczący skrót myślowy. Bo przecież rzeczywistość jest bardziej złożona.

Zobacz też: Brak dostrojenia między matka a dzieckiem. Jakie mogą być konsekwencje?

Peg Streep, dziennikarka i autorka książek z dziedziny psychologii, zainteresowana zwłaszcza relacją matka-córka uważa, że relację, którą można nazwać toksyczną, zawsze charakteryzuje kilka elementów.

1. Zawstydzanie i zrzucanie odpowiedzialności

Streep mówi, że czasami jest to proces postępujący stopniowo, od niewinnego zdawałoby się wypominanie błędów, aż do wiecznych „Bo ty zawsze” lub „Ty nigdy”. Streep przypomina w ten sposób bardzo ważną zasadę, zgodnie z którą to, co słyszymy od najwcześniejszych chwil życia, staje się naszym głosem wewnętrznym. Jeśli więc ktoś słyszy, że jest do niczego, nic nie umie, jest zawodem dla rodziców, to prędzej czy później w to uwierzy i będzie musiał włożyć wiele wysiłku, by ten wewnętrzny głos złagodzić. W tym sensie toksyczna matka uszkadza dziecko, znacznie ograniczając jego szanse na rozwój zdrowego poczucia własnej wartości.

2. Wywoływanie poczucia winy

Czasami dzieci traktowane są jak narcystyczne przedłużenie jednego lub obydwojga rodziców. Dziecko ma spełnić określoną funkcję, na przykład zrealizować to, czego nie zrobił rodzic. Lub też ma w jakiś sposób uratować rodzica, na przykład przed nieszczęśliwym związkiem lub bolesną przeszłości. Oczywiście, żadne dziecko nie jest w stanie tego zrobić, ani też nie powinno. Jednak zdaniem Peg Streep matka, która ma tego typu wymagania wobec dziecka, może być określana mianem toksycznej.

3. Lepsze i gorsze dziecko

Dzieci urodzone tej samej parze rodzicielskiej różnią się, podobnie jak różne jest bycie rodzicem każdego z nich. Jednak zdaniem Streep, toksyczne matki wybierają sobie dzieci, które łatwiej kontrolować, a odrzucają te, które próbują być niezależne. Bardziej „kochają” i wspierają również te dzieci, które spełniają ich nie zawsze świadome potrzeby.

4. Marginalizowanie i wyśmiewanie

Zawstydzanie to jedno z bardziej popularnych narzędzi „wychowawczych”, stosowane przez zaburzonych rodziców, również matki, o których mówimy, że są toksyczne. Jak bardzo owo zawstydzanie jest niszczące, wie niemal każdy. Unikamy w dorosłości różnorodnych sytuacji właśnie z powodu wstydu, z poczucia, że ktoś nas wyśmieje, uzna za głupiego czy słabego. Początki tych uczuć mogą zaczynać się bardzo wcześnie, na przykład kiedy dziecko ma zmienianą pieluszkę i słyszy, jak „bardzo śmierdzi”, jak bardzo jest „fuj” i jaką odrazę wzbudza to w opiekunie.

Zobacz też: Jak blisko to zbyt blisko? Czy rodzice i dzieci mogą się przyjaźnić?

5. Kozioł ofiarny

W grupach, podobnie jak w rodzinach, często ktoś jest delegowany do roli tzw. „kozła ofiarnego”. Staje się więc kimś, kto jest zbiornikiem na niechciane uczucia, emocje i fantazje. To, czego nie chce się zobaczyć w sobie, czego nie można uznać za część siebie, lokowane jest w owym koźle. Streep sugeruje, że narcystyczna matka często wybiera jedno dziecko, w którym umieszcza różne odszczepione, jak mówi psychoanaliza, niechciane części własnej osobowości. Takie dziecko będące konglomeratem cech, których matka nie toleruje w sobie, musi budzić jej niechęć. Trudno sobie wyobrazić, że można je kochać czy wspierać.

6. Cisza

Nadal w wielu domach nieodzywanie się do siebie, w tym również do dzieci, jest typową metodą radzenia sobie z konfliktem, nieposłuszeństwem czy po prostu metodą kontrolowania dzieci. Dziecko, do którego matka się nie odzywa całymi dniami i traktuje je jak przysłowiowe powietrze, wie, że taka właśnie „kara” spotka je za każde niemal przewinienie.

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Działalność przedszkola w czasie epidemii. Czy w epoce koronawirusa trzeba płacić za przedszkole? [PRAWNIK]

Fot: pixabay.com

O ile na pierwszy plan wysuwają się kwestie medyczne związane z epidemią koronawirusa, o tyle nie omijają nas również problemy ściśle praktyczne, szczególnie skutki ekonomiczne sytuacji. Rodzice dzieci przedszkolnych stają przed następującym dylematem: czy w sytuacji, gdy moje dziecko nie chodzi do przedszkola, bo jest ono zamknięte decyzją władz państwowych, mam za przedszkole płacić czy nie? To pytanie nabiera ekonomicznych rumieńców szczególnie wtedy, gdy maluch chodzi do przedszkola prywatnego – a wiadomo, że to sporo kosztuje.

Co na to umowa?

Tego typu dylematy nie pojawią się wówczas, gdy tego rodzaju sytuacje przewiduje umowa. Będą to jednak sporadyczne przypadki. Większość umów funkcjonujących w obrocie nie przewiduje rozwiązań uwzględniających tego rodzaju sytuacje, nie precyzuje co mają wówczas zrobić rodzice czy właściciele placówek. Z jednej strony rodzice zapewne uważają, a przynajmniej część z nich, że skoro dziecko nie chodzi do przedszkola, a więc nie korzysta z usług opiekuńczych, to nie ma powodu, by opłacać czesne. Należy jednak pamiętać, że z drugiej strony właściciele przedszkoli muszą opłacać rachunki, pensje pracowników czy inne opłaty, aby utrzymać gotowość do podjęcia się opieki na dziećmi, po tym jak stan zagrożenia ustanie. Inspiracją do podjęcia tego tematu i rozważenia jego prawnych aspektów był fakt, że dotarły do mnie opinie, że w obecnej sytuacji rodzice mają po pierwsze prawo żądać zwrotu czesnego, po drugie zaś nie muszą opłacać go w kolejnych miesiącach, do czasu ustania stanu zagrożenia. Moim zdaniem z prawnego punktu widzenia sprawa jest nieco bardziej skomplikowana, a analiza sytuacji prowadzi do wniosku, że przytoczone poglądy rodziców przedszkolaków są nieprawidłowe.

Przyjrzyjmy się zagadnieniu nieco bardziej szczegółowo. W pierwszej kolejności należy ocenić z jakiego rodzaju umową – pod względem cywilistycznym – mamy tu do czynienia. Umowę o świadczenie usług opiekuńczych w placówce przedszkolnej należy zakwalifikować jako tzw. umowę wzajemną, gdyż świadczenie każdej ze stron jest odpowiednikiem świadczenia drugiej strony. Zapewne  pogląd, że rodzice mogą żądać zwrotu czesnego i nie płacić go za miesiące kolejne wynika z założenia, że świadczenie właścicieli przedszkola polega jedynie na sprawowaniu opieki nad dziećmi, zaś świadczeniem rodziców jest zapłata czesnego w odpowiedniej wysokości. Takie założenie pozwala na konkluzję, że skoro świadczenie opieki nad dziećmi przez przedszkole stało się niemożliwe do spełnienia na skutek okoliczności, za które żadna ze stron umowy, tj. ani przedszkole ani rodzice, nie ponosi odpowiedzialności (bo wynika ono z decyzji władz państwowych), to na podstawie art. 495 par. 1 Kodeksu cywilnego strona, która miała to świadczenie spełnić – czyli w tym przypadku przedszkole – nie może żądać świadczenia wzajemnego (tj. zapłaty czesnego), a jeśli je otrzymała, obowiązana jest do zwrotu według przepisów o bezpodstawnym wzbogaceniu.

Przedszkole w czasie epidemii – jego gotowość do opieki

Wydaje się jednak, że zagadnienie to jest bardziej złożone i nie tak oczywiste. W mojej ocenie świadczenie właścicieli przedszkola nie polega jedynie na sprawowaniu opieki nad dziećmi, ale również – co bardzo istotne – na pozostawaniu w gotowości do sprawowania tej opieki, a zatem ma charakter bardziej złożony. Jeżeli przyjmiemy, że świadczenie właścicieli przedszkoli ma ten złożony charakter, tzn. składa się z dwóch wymienionych elementów (sprawowanie opieki, pozostawanie w gotowości do sprawowania opieki), to wówczas zastosowanie powinien znaleźć art. 495 par. 2 Kodeksu cywilnego, zgodnie z którym: „Jeżeli świadczenie jednej ze stron stało się niemożliwe tylko częściowo, strona traci prawo do odpowiedniej części świadczenia wzajemnego”, a więc – w omawianym przypadku – do odpowiedniej wysokości czesnego.

Pojawia się pytanie co w takiej sytuacji mogą zrobić rodzice, którzy uważają, że ta część świadczenia w postaci pozostawania w gotowości do sprawowania opieki nie ma dla nich znaczenia z punktu widzenia zamierzonego celu umowy z przedszkolem, a mówiąc skrótowo, że to ich nie interesuje, a skoro przedszkole nie sprawuje opieki nad ich latoroślą, to w ogóle nie będą płacić czesnego. W takiej sytuacji rodzice ci powinni skorzystać z uprawnienia wynikającego ze zdania drugiego art. 495 par. 2 Kodeksu cywilnego, zgodnie z którym mogą wówczas od umowy odstąpić (mówiąc potocznie, zrezygnować z niej), argumentując to tym, że samo pozostawanie przedszkola w gotowości do sprawowania opieki nie jest dla nich satysfakcjonujące ze względu na cel umowy oraz –  ogólnie – właściwości tego zobowiązania. Konkludując, rodzice, którzy uważają, że w obecnej sytuacji nie chcą ponosić kosztów czesnego, mają możliwość zakończenia współpracy z przedszkolem.

Zobacz też: Koronawirus – co należy o nim wiedzieć?

Perspektywa przyszłości

Byłbym jednak bardzo ostrożny przy korzystaniu z tego uprawnienia, gdyż należy pamiętać, że jeżeli po ponownym otwarciu placówek rodzice będą chcieli, aby ich dziecko powróciło do tego samego przedszkola, będą musieli zawrzeć z placówką nową umowę, a nie jest oczywiste czy wtedy będzie jeszcze dla ich pociechy miejsce. W skrajnych przypadkach może okazać się, że przedszkole przestało istnieć, gdyż jego właściciel nie udźwignął ciężaru ekonomicznego prowadzenia placówki, która nie zarabia, a generuje koszty.

Pytanie, co ma zrobić właściciel przedszkola w sytuacji, gdy rodzice nie płacą tej części czesnego, która jest zapłatą za pozostawanie placówki w gotowości do sprawowania opieki. Oczywiście może windykować tego rodzaju należności, choć raczej będzie to ostateczność w tego rodzaju stosunkach. Właściciel przedszkola może również odstąpić od umowy z powodu nieopłacania czesnego przez rodziców, tak aby zwolnić zajmowane miejsce w przedszkolu, licząc na to, że pozyska nowego podopiecznego.

Racjonalne podejście przede wszystkim

Podsumowując, należy stwierdzić, że obecna sytuacja, w jakiej znaleźli się zarówno rodzice, jak i właściciele wielu małych przedszkoli nie należy do łatwych i wymaga zrozumienia argumentów każdej ze stron. W dzisiejszym stanie rzeczy, w przypadku, gdy umowy nie regulują w sposób szczególny tego rodzaju sytuacji, rekomenduję podjęcie przez właścicieli przedszkoli starań w celu ustalenia odpowiedniej wysokości czesnego, odpowiedniej tzn. takiej, która pozwoli im na pozostawanie przedszkola w gotowości do sprawowania opieki. Chodzi tu o ustalenie takiej kwoty, która będzie wystarczająca na pokrycie niezbędnych kosztów stałych, w tym pensji pracowników, czynszu, mediów czy innych opłat niezbędnych do funkcjonowania przedszkola. Rodzicom przedszkolaków rekomenduję podejście ze zrozumieniem, że w jakiejś części powinni ponosić opłaty za przedszkole, aby po zakończeniu obecnego okresu chaosu ich pociechy miały dokąd wrócić. Jeżeli bowiem właściciele przedszkoli będą zmuszeni do zamknięcia swoich placówek, pojawi się poważny problem ze  znalezieniem nowego miejsca dla maluchów.

Na zakończenie chcę podkreślić, że – abstrahując od powyższej interpretacji prawnej wynikającej z praktycznych problemów, jakie przynosi obecny czas „wstrzymania świata” – zawsze w pierwszej kolejności należy brać pod uwagę postanowienia umowne, a dopiero w sytuacji, gdy nie dają one odpowiedzi na wszystkie nurtujące nas pytania, powinniśmy poszukiwać rozwiązań w przepisach ogólnych. W moim przekonaniu przedstawiona w niniejszym artykule prawna ocena bieżącej sytuacji związanej z opieką przedszkolną skłania się ku wyważeniu interesów obydwu stron:  zarówno rodziców, jak i właścicieli przedszkoli. Bez wzajemnego zrozumienia może dojść bowiem do jeszcze większego chaosu wówczas, gdy świat zacznie wracać do normalności.

Szymon Zięba – radca prawny, członek Okręgowej Izby Radców Prawnych w Warszawie, w której również ukończył aplikację radcowską pod patronatem Mecenas Joanny Hetman – Krajewskiej.

Kancelaria Prawnicza PATRIMONIUM w Warszawie.

 

 

 

 

 

Zobacz też: „Chcę się rozwieść!” – rozwód czy separacja? [EKSPERTKA]

Redakcja

Portal o rodzinie.

Czym jest miłość?

Czym jest miłość?
Czym jest miłość?

Potrafi zmienić nasze życie w ułamku sekundy – uczynić nas najszczęśliwszymi i zarazem najbardziej nieszczęśliwymi ludźmi na świecie. Spełniona i niespełniona. Przytrafia się każdemu. Miłość.  Marzymy o niej, idealizujemy, cierpimy, szalejemy, robimy głupstwa, marnujemy życie. Czy kiedykolwiek ją zrozumiemy?

Naukowcy od lat próbują odgadnąć, czym jest miłość, co kieruje nami, kiedy się zakochujemy, jakie są rodzaje miłości. Miłość znajdujemy na Tinderze i innych portalach randkowych, a mimo narzekań o niemożności doświadczenia jej w realu, biznes ślubny ma się całkiem dobrze – czyli jest, istnieje! Nic dziwnego, że Walentynki także u nas stały się prawie narodowym świętem, obchodzonym nawet w przedszkolach. Chcemy kochać.

„Nie kocham mężczyzny czy kobiety. Kocham ciebie”

„Uwielbiamy miłość romantyczną – pisze Helen Fisher, autorka „Anatomii miłości” – filmy, sztuki teatralne, opery, balety opiewają namiętność, fascynuje nas seksualność. Jednak najważniejsze jest przywiązanie – uczucie zadowolenia, dzielenia się i kosmicznej jedności z drugą osobą. To najpiękniejszy spośród trzech podstawowych popędów (pozostałe to pożądanie i miłość romantyczna) – wspólne wieczorne czytanie lub oglądanie telewizji, śmianie się z komedii albo spacer za rękę po parku czy plaży wyzwala uczucie duchowej łączności. Świat staje się rajem” – uważa Fisher, profesor antropologii, zajmująca się miłością, pożądaniem, przywiązaniem i innymi zachowaniami związanymi z tworzeniem związków.

„Nie ma już przed, nie ma po. Jest tylko teraz, tylko ty, tylko ja…”

MIŁOŚĆ JAK NARKOTYK

Kiedy jesteśmy zakochani, uaktywnia się układ nagrody w mózgu, który w podobny sposób reaguje w momencie zażywania narkotyków – dlatego uczucia miłości albo pożądania często przypominają oszołomienie, jakiego doznajemy pod wpływem środków odurzających. Jak twierdzi Laura Mucha, autorka książki „No właśnie, miłość”, istnieją różne rodzaje miłości. Przeżywamy je w odmienny sposób i mają one różną podstawę neurologiczną. Jeden z nich – miłość namiętna, budząca ekscytację i podniecenie – angażuje w mózgu wspomniany wyżej układ nagrody. To miłość, która działa na nas z ogromna siłą – bez niej przypuszczalnie nie przetrwaliśmy jako gatunek.

„Teraz jesteś tutaj. Bierzesz mnie w ramiona. Świat wstrzymał krok”.

JAK KOCHAMY?

Teoria przywiązania zmieniła rozumienie związków między ludźmi. Każdy z nas inaczej postrzega intymność i zaangażowanie. Zazwyczaj cechuje nas pewien „styl przywiązania”, który wywiera ogromny wpływ na nasze związki uczuciowe – w dużej mierze wynika z naszego wychowania. Ewolucyjnie nie jesteśmy stworzeni do życia w pojedynkę i jesteśmy tak zaprogramowani, że jeśli chcemy przetrwać, musimy rozwijać w sobie przywiązanie do innych – w dzieciństwie jest to kwestia życia i śmierci – ten system działa z ogromną siłą i wpływa na nasze myślenie, pamięć i zachowania.

Istnieją cztery style przywiązania: bezpieczny, lękowy, unikający oraz zdezorganizowany. Bezpieczny styl przywiązania rozwija się zwykle w przypadku, gdy przynajmniej jedna osoba stanowi dla nas bezpieczną przystań w czasach kryzysów oraz bazę podczas eksploracji świata. Nie mamy wtedy raczej problemów z intymnością i zaangażowaniem, kiedy zaś potrzebujemy pomocy, prosimy o nią i nie martwimy się, że możemy stracić partnera.

„Bo wolę cierpieć przez ciebie, niż bez ciebie żyć”

SPRAWDŹ, JAK KOCHASZ

3 rodzaje miłości według Laury Muchy:

Pożądanie (namiętność, pragnienie seksualne albo popęd seksualny) – bardzo silny, oszałamiający i upajający obsesyjny popęd, którego celem jest doprowadzenie do reprodukcji naszego gatunku. Zdarza się, że jest skierowany na wiele różnych osób i trwa jedynie chwilę – ale bywa także skoncentrowany (i tak jest najczęściej) na jednej osobie i trwa miesiące albo lata.

Miłość romantyczna (bycie zakochanym, kochanie kogoś, namiętna miłość, miłość erotyczna) obejmuje intymność, która wymaga czasu i otworzenia się na drugą osobę, oraz pożądanie – ale niekoniecznie oznacza emocjonalne zaangażowanie. Podobnie jak w pożądaniu, w miłości romantycznej na początku pojawia się pewna idealizacja obiektu uczuć, która najczęściej z czasem słabnie – ale nie zawsze.

Miłość oparta na wspólnocie jest rodzajem spokojnej, stabilnej miłości, jaką często obserwujemy w dojrzałych związkach uczuciowych o wieloletnim stażu. Przypomina bardziej przyjaźń niż gwałtowne, namiętne zauroczenie. W odróżnieniu od miłości romantycznej nie zawsze od początku jest w niej obecne pożądanie. Partnerzy w takim związku odczuwają raczej głębsze i bardziej wyciszone poczucie wzajemnej atrakcyjności.

 „Dłonie zakochanych nie zaciskają się w pięść. W pięści nie ma miłości”.

Źródła:

„Anatomia miłości” – Helen Fisher Wyd. Rebis

„No własnie miłość” Laura Mucha . Wydawnictwo Marginesy

Wszystkie cytaty pochodzą z książki „Miłość” Helene Deeforge, Quentin Greban Wyd. Media Rodzina

Zobacz też: Co tracimy zyskując współmałżonka? Związek okiem psychologa

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.