Przejdź do treści

Dziewczynki opuszczają lekcje, bo nie mają dostępu do toalet. Zatrważający raport WaterAid

miesiączka tematem tabu
fot. Unsplash - Peter Hershey

Ponad jedna trzecia dziewczynek w Azji Południowej opuszcza zajęcia w szkole w czasie miesiączki. Często dzieje się tak z powodu braku dostępu do toalet i środków higienicznych. Wiele dziewcząt nie ma również wystarczającej wiedzy na temat miesiączki przed osiągnięciem dojrzałości płciowej – wynika z badania przeprowadzonego przez WaterAid i UNICEF.

Z badania wynika, że większość krajów tego regionu nie spełnia standardów WHO, zgodnie z którymi na 25 dziewcząt powinna przypadać co najmniej jedna toaleta.

Zobacz także: Powstała gra oswajająca dziewczynki z pierwszą miesiączką

Dramatyczne warunki w szkołach

Tymczasem w jednym z regionów Nepalu na 170 uczennic przypada tylko jedna toaleta. To utrudnia dziewczynkom uczestnictwo w zajęciach szkolnych podczas menstruacji.

– Dziewczynki mają niezaprzeczalne prawo do edukacji, które tracą, gdy nie mogą uczęszczać na zajecia z powodu braku produktów sanitarnych i czystych toalet w szkołach – powiedział Tim Wainwright, dyrektor generalny WaterAid.

– Rządy muszą zapewnić, że w każdej szkole będzie czysta woda, przyzwoite toalety i dobry poziom higieny – dodał.

Zobacz także: Użyła tamponu, straciła obie nogi. Poznaj dramatyczną historię modelki

Miesiączka tematem tabu

Braki edukacji na temat miesiączki są duże w tym regionie świata. Na Sri Lance aż dwie trzecie dziewcząt przyznaje, że nie miało żadnych informacji na temat menstruacji, zanim nie zaczęło miesiączkować.

– To może być szkodliwe w regionie, w którym istnieje tabu wokół menstruacji – uważa Therese Mahon, współautorka raportu. W kulturze niektórych krajów Azji Południowej kobiety podczas miesiączki są wykluczane z życia publicznego i nie mają wstępu do miejsc kultu.

Temat ten jest rzadko poruszany otwarcie, przez co dziewczęta utrzymywane są w niewiedzy i podlegają wykluczeniu. W konsekwencji wiele z nich cierpi na infekcje i choroby, ponieważ nie wie, w jaki sposób utrzymać higienę.

W kilku krajach Azji Południowej zaczęto już wprowadzać do szkół informacje na temat miesiączkowania, jednak, jak zaznaczają autorzy raportu, wciąż jest wiele do zrobienia.

Źródło: Reuters

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Rodzic nie wywiezie dziecka za granicę tak łatwo jak wcześniej. Sprawę przejmą specjalistyczne sądy

Na zdjęciu: Pomost, na nim mały chłopiec i miś /Ilustracja do tekstu: Rodzic nie wywiezie dziecka za granicę tak łatwo jak wcześniej
Fot.: cherylholt /Pixabay.com

Z roku na rok rośnie liczba sądowych spraw o wydanie dziecka z Polski. W 2014 roku było ich 59, w 2015 – 89, w 2016 – 95, a w 2017 – 122. W obawie przed sytuacjami, które potencjalnie mogłyby okazać się szkodliwe dla dzieci, rząd zdecydował się na wprowadzenie nowych regulacji prawnych. Co w nich zawarto?

27 sierpnia br. weszła w życie przygotowana w Ministerstwie Sprawiedliwości ustawa, która reformuje postępowanie z wnioskami o przekazanie dziecka za granicę, które wynikają z Konwencji Haskiej.

Rodzic nie wywiezie dziecka za granicę tak łatwo jak wcześniej. Weszły w życie nowe procedury

Nowe rozwiązania uwzględniają m.in. zakaz wydawania dziecka z terytorium naszego kraju do czasu uprawomocnienia się postanowienia sądu. Dodatkowo, zgodnie z ustawą, działać zaczyna sądownictwo specjalistyczne, które zajmie się tym szczególnym rodzajem spraw.

– Wnioskami o wydanie z Polski dzieci zajmie się w pierwszej instancji 11 sądów okręgowych z wyspecjalizowanymi sędziami, a nie – jak dotąd – 315 sądów rodzinnych rozsianych po całym kraju, gdzie nie ma tłumaczy czy doświadczonych w tego typu sprawach adwokatów, a sędziowie często po raz pierwszy w życiu orzekają na podstawie Konwencji Haskiej – wyjaśniają przedstawiciele Ministerstwa Sprawiedliwości w oficjalnym komunikacie.

Sąd okręgowy będzie musiał rozpoznać sprawę w ciągu 6 tygodni. To istotne przyspieszenie dotychczasowego czasu procedowania w takich sprawach – do tej pory sądom rejonowym zajmowało to średnio ok. 2 lat. Ustawa zmienia także instytucję odwoławczą – zamiast obecnych 45 sądów okręgowych, będzie to jedna jednostka: Sąd Apelacyjny w Warszawie.

Skarga kasacyjna i pisemne uzasadnienie decyzji sądu – nowe rozwiązania ustawy

Nowe regulacje wprowadzają także skargę kasacyjną od orzeczeń w sprawach o odebranie osoby podlegającej władzy rodzicielskiej lub pozostającej pod opieką, które to sprawy prowadzone są w trybie Konwencji Haskiej. Skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego będą mogli wnieść: Prokurator Generalny, Rzecznik Praw Obywatelskich lub Rzecznik Praw Dziecka.

Co istotne, nowe regulacje wprowadzają również możliwość, aby zagraniczny wnioskodawca w postępowaniu przed Ministrem Sprawiedliwości mógł być reprezentowany przez pełnomocnika. –Ustanowienie profesjonalnego pełnomocnika przebywającego w Polsce służyć będzie sprawnemu rozpatrzeniu wniosku – informuje resort sprawiedliwości.

Ponadto sądy będą miały urzędowy obowiązek pisemnego uzasadniania swych postanowień. Do tej pory, zgodnie z prawem, sądy udzielały tylko uzasadnienia ustnego;  o pisemne można było wnieść tylko po przygotowaniu wniosku w tej sprawie.

– Wprowadzenie obligatoryjnych uzasadnień na piśmie ma istotne znaczenie ze względu na konieczność zapoznania się z argumentami polskiego sądu przez zagraniczne instytucje, które uczestniczą w sporze o dziecko. Sprawa będzie mogła szybciej zostać rozpoznana w drugiej instancji – informuje ustawodawca.

CZYTAJ TAKŻE: Sprawa „porwanego” noworodka. Rodzice żądają od szpitala zadośćuczynienia

Rodzina zastępcza tylko o polskich korzeniach?

Ustawa przewiduje też, że przynajmniej do czasu rozprawy apelacyjnej dziecko pozostanie w Polsce, bowiem orzeczenia w trybie Konwencji Haskiej o wydanie dziecka będą wykonalne dopiero po uprawomocnieniu.

– Dotąd postanowienia sądów w sprawach dotyczących zwrotu dzieci mogły być wykonywane z chwilą ich ogłoszenia, a więc już po pierwszej instancji, choć Konwencja Haska wcale tego nie wymaga – zauważa resort sprawiedliwości.

Uproszczona i przyśpieszona zostanie procedura w przypadkach, gdy władze innych krajów oddzieliły dzieci od polskich rodziców, ale zgadzają się, by trafiły one do Polski pod pieczę bliskich krewnych bądź rodziny zastępczej lub placówki opiekuńczej.

– Jeśli już doszło do zabrania dziecka rodzicom, a postępowanie w tej sprawie może potrwać jakiś czas, lepiej, by dziecko trafiło do polskich opiekunów […], choćby ze względu na język, tożsamość kulturową i narodową – wyjaśniają przedstawiciele Ministerstwa Sprawiedliwości.

Pobyt dziecka w pieczy zastępczej to zadanie powiatu

Ustawa reguluje także zasady finansowania wydatków związanych z pobytem dziecka w pieczy zastępczej na terenie Polski. Wydatki te będą ponoszone przez powiaty. Koszty przywiezienia dziecka do Polski będzie mógł pokryć Skarb Państwa.

– W przypadkach, gdy walczący o prawa do swych dzieci rodzice będę musieli składać wnioski do zagranicznych sądów czy innych instytucji, a nie będzie ich stać na opłacenie tłumacza, koszty tłumaczenia pokryje Skarb Państwa – czytamy w komunikacie.

Wiceminister zaznaczył również, że Ministerstwo Sprawiedliwości zabiega na forum Unii Europejskiej o wprowadzenie spójnych, jednolitych dla całej wspólnoty zasad, które będą chronić praw dzieci trafiających do rodzin zastępczych. Chodzi o to, by dzieci były umieszczane w takiej rodzinie, która zagwarantuje zachowanie ich więzów rodzinnych, językowych i kulturowych.

Źródło: ms.gov.pl

POLECAMY TEŻ: Dzieci bardziej niż dorośli narażeni na szkodliwe działanie spalin. Niepokojące statystyki

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na UW. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Przedwczesnej śmierci na raka można uniknąć. Pomoże TEN test w przystępnej cenie

Badanie genów szacujące ryzyka raka /Na zdjęciu: Lekarka w maseczce
Fot.: Ani Kolleshi /Unsplash.com

Zgodnie z szacunkami, aż 180 tys. Polaków choruje na raka. 5 tys. z nich to ludzie młodzi, poniżej 35. roku życia. Choć etiologia nowotworów jest zróżnicowana, w co czwartym przypadku ich przyczyną są mutacje genetyczne, które można wykryć odpowiednio wcześniej. Aby umożliwić pacjentom wczesną diagnostykę i skuteczne leczenie, naukowcy z Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu Medycznego prowadzą innowacyjny program „Badamy geny”. Skorzystało z niego już ponad 16 tys. osób.

Badamy geny” to program nowatorskich badań przesiewowych w kierunku nowotworów genetycznych (w szczególności raka piersi, jajnika i prostaty). Jest on wynikiem wieloletnich prac zespołu Warsaw Genomics, złożonego z lekarzy, biologów, genetyków, matematyków i bioinformatyków. W swoich działaniach badacze wykorzystali zmodyfikowaną technologię sekwencjonowania genomowego, dzięki której możliwe jest szczegółowe sprawdzenie genów pod kątem ewentualnych patologii.

– Proponujemy zastosowanie wieloczynnikowych modeli oceny ryzyka, które wykorzystują dane kliniczne podane przez osobę badaną (wiek, liczba krewnych z chorobą, wiek urodzenia pierwszego dziecka, stosowane leki itd.) oraz dane dotyczące występowania mutacji w przebadanych genach – wyjaśnia zespół Warsaw Genomics.

Badanie genów szacujące ryzyko raka – skuteczniejsze niż dotychczas

Nowoczesna analiza każdorazowo obejmuje 14 genów. Warto wiedzieć, że każdy z nich może być uszkodzony w aż kilku tysiącach miejsc. BRCA1, najbardziej znany gen odpowiedzialny za rozwój raka piersi i jajnika, ma takich miejsc aż 2400. Zazwyczaj bada się tylko pięć z nich.

– Dzięki metodzie sekwencjonowania nowej generacji, odpowiednio zmodyfikowanej przez nasz zespół, jesteśmy w stanie ocenić cały gen i odpowiedzieć na pytanie, czy w którymkolwiek z 2400 miejsc istnieje wada odpowiedzialna za zwiększone ryzyko zachorowania – wyjaśnia prof. Krzysztof Jażdżewski, kierujący pracami zespołu Warsaw Genomics.

CZYTAJ TEŻ: W Lublinie opracowano preparat, który niszczy komórki raka płuc

Test, który może uratować życie

Opracowana przez polskich naukowców metoda wpłynęła też na przystępność cenową badania genów szacującego ryzyka raka. Podczas gdy za granicą testy tego typu wiążą się z niebagatelnym wydatkiem w wysokości ok. 8 tys. zł, w Warszawie można je wykonać za kilkanaście procent tej kwoty – 599 zł.

Aby cena była tak niska, konieczne jest równoczesne przebadanie próbek krwi pozyskanych od 600 osób. Chętnych nie trzeba szukać samodzielnie. Wystarczy wejść na stronę www.badamygeny.pl i sprawdzić, ile pacjentów brakuje, by ruszyły kolejne testy.

Zapisz się na badanie genów szacujące ryzyko raka

Aby wykonać badanie genów szacujące ryzyko raka, zarejestruj się na stronie www.badamygeny.pl. W formularzu podaj dane związane z historią medyczną swojej rodziny, uwzględniającą zachorowania na nowotwory. Gdy to zrobisz, wybierz z listy laboratorium uczestniczące w programie i oddaj w nim krew. Potem wystarczy już tylko poczekać na wyniki – ich przygotowanie potrwa ok. 12 tygodni.

Osoby, u których badanie genów szacujące ryzyko raka wykaże wysokie ryzyko nowotworu, zostaną zaproszone na bezpłatne konsultacje z lekarzem genetykiem. Specjaliści pomogą też w opracowaniu strategii działań profilaktycznych.

Szczegółowe informacje o programie dostępne są na stronie www.badamygeny.pl.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Szczepienia przed podróżą: które obowiązkowe, które dodatkowe? Wyjaśnia lekarz medycyny podróży

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na UW. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Hummus zdetronizuje schabowego? Polacy odchodzą od tradycyjnych smaków

Produkty wegetariańskie: słupki warzyw w kubeczkach
Fot.: Alexandra Andersson /Unsplash.com

Ponad połowa społeczeństwa deklaruje zmniejszenie spożycia produktów pochodzenia zwierzęcego na rzecz żywności roślinnej. W Europie już co dziesiąty wprowadzany na rynek produkt jest wegetariański. Choć Polacy to mięsożercy, stopniowo i u nas rośnie zapotrzebowanie na roślinne produkty i dania – zarówno w sklepach, jak i w restauracjach.

Z danych GUS wynika, że statystyczny Polak zjada w ciągu roku ok. 70 kg mięsa. Choć większość osób nie wyobraża sobie obiadu bez kotleta schabowego, liczba wegetarian stale rośnie. Szacunki mówią, że już kilka procent Polaków całkowicie zrezygnowało z mięsa w diecie.

Już co 14 Polak stawia na dietę wyłącznie roślinną

Według badań firmy Mintel, wegetarian w Polsce jest obecnie 8 proc., a wegan – 7 proc. Dużo osób świadomie rezygnuje z codziennego spożywania mięsa i decyduje się na 1–2 zielone dni w tygodniu. To zaś wymusza zmiany w handlu i gastronomii.

– Jest całkiem sporo restauracji stricte wegetariańskich. Przodują Warszawa i inne duże miasta w Polsce, jak Kraków, Poznań czy Rzeszów. Jeśli chodzi o producentów żywności, to już od parunastu lat mamy kilka firm w Polsce, które skupiają się w swojej ofercie na produktach roślinnych – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Maciej Otrębski, przedstawiciel kampanii RoślinnieJemy.

CZYTAJ TEŻ: Zdrowa, roślinna i niebanalna. Poznaj dietę wege!

Bezmięsne przysmaki w sklepie i restauracji

Przybywa też restauracji, w których roślinożercy mogą znaleźć coś dla siebie. Amerykański portal HappyCow podaje, że tylko w Warszawie działa 158 wegańskich i wegetariańskich restauracji. Dużo jest ich też w Krakowie (98), Wrocławiu (76), Poznaniu (53), Gdańsku (47) czy Katowicach (38).

– Ciekawym spostrzeżeniem jest to, że coraz więcej firm, dla których produkty wegetariańskie nie są w głównym obszarze zainteresowań, kieruje na nie swoją uwagę. Świetnym przykładem jest Sokołów, jedna z większych firm z branży mięsnej, która wprowadziła opcję roślinną, czyli całą linię produktów skierowanych do osób, które chcą jeść bardziej roślinnie – mówi Maciej Otrębski.

Produkty wegetariańskie na fali wznoszącej

Z danych portalu RoślinnieJemy wynika, że już nawet połowa Polaków deklaruje zmniejszenie spożycia produktów pochodzenia zwierzęcego na rzecz produktów roślinnych. Tym samym rośnie zapotrzebowanie na produkty wegetariańskie. Firma Mintel w raporcie „Innowacyjność vs. zdrowie. Szanse dla marek spożywczych” wskazuje, że w Europie co dziesiąty produkt wprowadzany na rynek jest oznaczany jako wegetariański. W Niemczech jest ich nawet 14 proc.

– U nas jeszcze jest daleko do tak dobrej statystyki, natomiast dostrzegamy pewne ruchy w tym kierunku. Nowi producenci chcą wprowadzać produkty stricte roślinne. Pojawiają się też osoby, które chcą zza granicy importować produkty skierowane do wegan i wegetarian. Warto zaznaczyć, że mówimy tutaj nie tylko o wąskim segmencie konsumentów, do których kierowane są te produkty, lecz także o osobach, które chcą ograniczać spożycie mięsa – zaznacza przedstawiciel kampanii RoślinnieJemy.

Produkty wegetariańskie można kupić nie tylko w sklepach ekologicznych. Także supermarkety i dyskonty wprowadzają je do swojej oferty, a ich sprzedaż systematycznie rośnie. Tym bardziej że coraz rzadziej trafiają na półki zdrowej żywności. Badania London School of Economics pokazują, że produkty oznaczone symbolem vegan przeniesione z działu z produktami dla wegetarian do głównego działu z żywnością zwiększyły swą sprzedaż ponaddwukrotnie.

Źródło: newseria.pl

POLECAMY RÓWNIEŻ: Masz wpływ na odporność swojego dziecka. Sprawdź, na co zwrócić uwagę! [INFOGRAFIKA]

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na UW. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Jedno samobójstwo to tragedia aż 135 osób. Zwykle można jej zapobiec

Skulony mężczyzna na podłodze /Ilustracja do tekstu: Samobójstwo: sygnały ostrzegawcze
Fot.: Mwangi Gatheca /Unsplash.com

Co 40 sekund jedna osoba na świecie odbiera sobie życie. Rocznie śmierć w wyniku samobójstwa ponosi 800 tys. osób, a w samej Polsce – blisko 5,3 tys. Ofiar kryzysów suicydalnych jest znacznie więcej niż tych, które giną w wypadkach drogowych. Tymczasem ludzie, którzy rozważają samobójstwo, często wysyłają wcześniej sygnały ostrzegawcze. Nie można ich ignorować. Nawet zwykła, życzliwa rozmowa może wtedy zapobiec tragedii.

„Jak popełnić samobójstwo”, „samobójcze piosenki”, „sposoby na samobójstwo” – te i podobne hasła w ostatnich latach odnotowują rekordy wyszukań w światowym katalogu Google. Zapobieganie samobójstwom to dziś wyzwanie o charakterze globalnym. Akty samobójcze stanowią obecnie jedną z 20 najczęstszych przyczyn śmierci na świecie – i to w każdej grupie wiekowej. Skalę problemu unaocznia nie tylko liczba dokonanych samobójstw, ale także fakt, że każdą z tych śmierci poprzedza statystycznie 25 nieudanych prób odebrania sobie życia.

Jedna ofiara, 135 rannych

Warto uzmysłowić sobie, że każde samobójstwo jest tragedią nie jednej osoby, ale nawet 135 osób z jej otoczenia. Każdego roku z powodu tak dramatycznej straty partnera, dziecka, rodzica czy przyjaciela cierpi 108 milionów ludzi na świecie.

To pokazuje, jak ważna jest edukacja w zakresie prewencji samobójstw i zwiększanie świadomości społecznej w zakresie ich przyczyn.

CZYTAJ TEŻ: Epidemii samobójstw można zapobiec. Nie lekceważ typowych sygnałów

Samobójstwo: od myśli do działania

Samobójstwo może mieć wiele przyczyn. Decydujące są często czynniki genetyczne, psychologiczne, społeczne i kulturowe, ale także inne okoliczności, jak przeżyte traumy, silny stres i poczucie straty.

Szacuje się, że myśli samobójcze przynajmniej raz w życiu miało 10-18% społeczeństwa. Chęci te mogą mieć różne nasilenie i nie zawsze wiążą się z tendencjami do ich urzeczywistnienia. Bywa jednak, że osamotniony człowiek z czasem upewnia się w swoich zamierzeniach i dąży do ich realizacji. Właśnie dlatego powinniśmy nauczyć się rozpoznawać sygnały ostrzegawcze i oferować bliskim zwykłe, codzienne wsparcie.

Samobójstwo: sygnały ostrzegawcze. Ty też możesz je wykryć

Zgodnie z opracowaną w 1953 roku koncepcją zespołu presuicydalnego, aż 80% prób samobójczych poprzedza szereg charakterystycznych sygnałów ostrzegawczych. To m.in.:

  • wycofanie społeczne,
  • zachowania depresyjne, lęki,
  • poczucie bezradności, pesymistyczne myśli,
  • dewaluacja wartości, rezygnacja z zainteresowań,
  • silna impulsywność, drażliwość, wyładowywanie agresji i napięcia.

Zapobieganie samobójstwom. Pokaż, że jesteś

Zapobieganie samobójstwom nie zawsze jest łatwe, ale każdy z nas, bez względu na powinowactwo, może przyczynić się do uratowania czyjegoś życia. Czasem wystarczy właściwie odczytać sygnały ostrzegawcze, okazać troskę i zainteresowanie oraz podać pomocną dłoń.

Jeśli ktoś z naszych bliskich (i nie tylko) przyznaje, że myśli o samobójstwie, lub przejawia choć jeden z powyższych symptomów, pamiętajmy, by:

  • nie obawiać się spokojnie porozmawiać na ten temat, nie okazywać zdenerwowania i nie negować emocji swojego rozmówcy,
  • nie obawiać się, że nasze zainteresowanie będzie zachętą do realizacji samobójczych planów; szczera rozmowa często pozwala oddalić ryzyko,
  • wykazać się zrozumieniem i wsparciem, poświęcić swój czas,
  • nie oceniać ani nie dawać rad,
  • poszukać pomocy u specjalistów (psychologa, psychiatry), w instytucjach pomocowych, ośrodkach interwencji kryzysowej, poradniach zdrowia psychicznego lub zadzwonić na telefon zaufania: 800 70 22 22.

Warto też mieć świadomość, że aby uratować człowieka, trzeba przywrócić mu chęć do życia. A do tego niezbędna jest profesjonalna pomoc, ale i elementarna ludzka życzliwość.

Źródło: Polskie Towarzystwo Psychiatryczne, WHO

POLECAMY RÓWNIEŻ: Rozpędzić czarne chmury. Nie bój sie zwrócić o pomoc

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na UW. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.