Przejdź do treści

„Moje dziecko nie lubi swojego ciała!” Jak możemy pomóc dzieciom w samoakceptacji?

Jestem gruba, mam wystający brzuch, jestem słabeuszem, nie mam żadnych mięśni… tak, każde z tych zdań może wypowiadać dziecko. Co my, dorośli, możemy zrobić, aby ochronić dzieci przed tak negatywną wizją obrazu własnego ciała?

Czym właściwie jest obraz własnego ciała? Nasuwającą się odpowiedzią jest oczywiście: „To, co widzimy w lustrze”. I tak, to także jest jego składowa. Wiąże się on jednak ze znacznie szerszą perspektywą, czyli np. tym, jakie mamy przekonania o własnym ciele. Przekonania te mogą zaś bazować na wspomnieniach związanych właśnie z doświadczaniem ciałem, czy też na założeniach, które chcemy lub musimy przy jego „użyciu” spełniać. To wszystko wiąże się też nierozerwalnie z emocjami, jakie odczuwamy wobec niego. Co pojawia się w nas na myśl o własnej wadze, wzroście, kształcie sylwetki etc. Wpływ na obraz ciała ma także sposób, w jaki doświadczamy jego ruchu. Na ile czujemy, że możemy mieć w tym czasie nad nim kontrolę. Na ile z nami „współpracuje”.

Wiele z tych odczuć i przekonań budujemy na podstawie przekazu, jaki dostajemy od najmłodszych lat. Główny wpływ mają na nas w tym czasie informacje pochodzące od znaczących dla nas ludzi – rodziców, dziadków, opiekunów. Później dochodzi do tego wpływ społeczeństwa, kultury, kręgu znajomych.

Nie zawsze niestety ten przekaz jest pozytywny, a jako że obraz własnego ciała jest nierozerwalnie związany z naszą generalną samooceną oraz z tym, jak kształtuje się nasze zdrowie – także psychiczne – może okazać się, że mamy duży problem. Jaki? Niska samoocena, wycofanie z kontaktu z ludźmi z powodu poczucia niezadowolenia i wstydu dotyczącego własnego ciała, aż po depresję i zaburzenia odżywiania.

Niezadowolenie z własnego ciała jest jednym z bazowych przekonań świadczących właśnie o zaburzeniach odżywiania. W samych tylko Stanach Zjednoczonych mogą one dotykać w ciągu życia nawet 20 milionów kobiet i 10 milionów mężczyzn (źródło danych: NEDA)! Jest to choroba wpływająca na całościowe funkcjonowanie człowieka, zabierając zdrowie, radość, relacje. Co ważne, jest to jedna z chorób psychicznych, które zbierają największe śmiertelne żniwo… Stąd tak ważna jest świadomość tego, że już od najmłodszych lat powinniśmy starać się budować w dzieciach pozytywny obraz i podejście do ciała.

Zobacz też: Nowa Piramida Zdrowego Żywienia dla dzieci. Rodzicu, przeczytaj!

Jak to zrobić?

Powinniśmy zacząć od siebie. Zastanowić się, jakie ja mam podejście do ciała? Jak oceniam swoje ciało? Jakie mam z nim problemy? Co w nim lubię? Czego nie lubię? Jak o nim mówię? Dzieci wszystko to obserwują, słyszą i chłoną.

Starajmy się zwracać uwagę na to, aby dzieci nie były świadkami, gdy sami wobec siebie jesteśmy  krytyczni i narzekamy na własną sylwetkę: „Nie założę tej sukienki, mój brzuch jest w niej ogromny. Muszę schudnąć 5 kilogramów!”. Co widzi i słyszy dziecko? „Muszę być chudsza/chudszy. Nie mogę nosić sukienki, jeśli wystaje mi brzuch. Nielubienie swojego ciała jest normą. Ciało wzbudza negatywne emocje, jest słabością, powinnam/powinienem mówić o nim źle„. Modelowanie takiego podejścia na pewno nie ułatwi dziecku zbudowania pozytywnego obrazu własnego ciała.

Starajmy się raczej podkreślać dobre strony własnego ciała, a najlepiej przykładać większą wagę do tego, co jest istotniejsze w budowaniu zdrowej samooceny – czy byłam dobra dla innych? Czy spełniam swoje pasje? Czy uprawiam sport, który sprawia mi przyjemność, a nie ma spalić milion kalorii, żebym tylko mogła osiągnąć niższą wagę? Czy jem sałatkę, ponieważ chcę poczuć się dobrze i dostarczyć swojemu organizmowi zdrowych składników, czy dlatego że ograniczam kalorie? Pozytywna samoocena zdecydowanie powinna być oparta na innych obszarach życia, niż tylko perfekcyjne ciało. Ono samo w sobie gwarancją szczęścia nie jest – warto, aby dziecko to wiedziało.

Pokaż też, że zmiany zachodzące w ciele dziecka, są czymś normalnym. Kiedy dziewczynka zaczyna dojrzewać, może niepokoić ją zmiana sylwetki. Rozmawiaj o tym, co się dzieje i że nie jest to nic złego. Buduj pozytywny obraz kobiecości – tutaj ponownie wracamy jednak do tego, w co sama naprawdę wierzysz i jak sama do tego podchodzisz. Dzieci szybko wyczuwają bowiem fałsz. Warto na początku przepracować to ze sobą.

Pamiętaj też o tym, aby nie traktować jedzenia jako kary, czy nagrody. Może to stać się potencjalnym polem, w którym dziecko będzie szukało kontroli i w przyszłości samo siebie będzie nim karało, lub nagradzało. Przez to jedzenie może łatwiej stać się także sposobem rozładowywania emocji.

Zachęcaj swoje dziecko do zrównoważonego jedzenia, poznawania smaków, zapewniaj mu dostęp do zróżnicowanych i zbilansowanych posiłków. Pokazuj, że restrykcyjne odżywianie oparte tylko na kilku wybranych produktach, czy jakieś szczególne diety (jeśli nie są związane ze wskazówkami zdrowotnymi), nie zapewniają szczęścia, ani spełnienia. Mogą mieć za to negatywne konsekwencje zdrowotne.

Zachęcaj dziecko do zapoznawania się ze swoim organizmem – jakie ciało daje mu wskazówki? Kiedy pojawia się w nim sygnał głodu, kiedy czuje sytość? Pozwól dziecku iść za intuicją własnego ciała (co nie oznacza, by nie reagować, gdy wydaje nam się, że owa intuicja „jest na zakręcie”).

Pokazuj dziecku różne ciała np. w mediach, czy social mediach (zobacz tutaj >>KLIK<<). Niech dziecko widzi, że nie ma jednego ideału, a każde ciało wymaga szacunku i ma swoją ogromną wartość. Pokazuj, że różnimy się rozmiarem, wzrostem, wagą, kolorem skóry i jest to naturalne. Zapoznawaj dziecko z różnicami, jakie pomiędzy ludźmi występują, jako czymś, co jest zupełnie normalne i nie powinno się na tej podstawie nikogo oceniać, krytykować, komentować.

Zachęcaj też dziecko do otwartego mówienia o swoim ciele. Stwórz pomiędzy wami przestrzeń, w której będzie miejsce na pytania, wątpliwości, ale też niezadowolenia. Wysłuchaj go, pokaż akceptację i wsparcie. Wyjaśni, co może stać za tym niezadowoleniem, np. właśnie wpływ kultury. Pokaż, jaką to może stwarzać presję i dlaczego warto być tego świadomym.

Zapewnij dziecko również o tym, że to jak najbardziej w porządku, jeśli zdarza się jej/jemu czuć się ze sobą nie za dobrze. To też jest normalne. Daj przestrzeń na te wszystkie uczucia i otocz je miłością. Pomóż dziecku radzić sobie z trudnymi emocjami, a jeśli trzeba, weź na siebie za nie odpowiedzialność  – dziecko ma jeszcze czas, by się tego nauczyć.

Warto też, żebyś jako dorosły wiedział, jakie są niepokojące sygnały świadczące o tym, że być może relacje dziecka z jedzeniem i z własnym ciałem nie są zdrowe. Co może wskazuwać na zaburzenia odżywiania? Czy mogę mieć kontakt właśnie z tym problemem? Bądźmy uważni na dzieci i reagujmy kiedy trzeba. Nie bagatelizujmy też ich problemów: „Wyrośnie z tego” – nie, to tak nie działa. Samo z siebie z tego „nie wyrośnie”, musimy dać dziecku na to szansę. Wcześniej dajmy jednak szansę samym sobie.

 

Zobacz też: Jaka matka, taka córka – „Bardziej narażone na ANOREKSJĘ są córki matek cierpiących na to zaburzenie”

Inspiracja: NEDA

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Perfekcyjne fotki vs. rzeczywistość: „To zdjęcie naprawdę pokazuje, jak wyglądałam po porodzie” – mocne słowa blogerki!

Zdjęcie po prawej było opublikowane jako pierwsze. Zdjęcie po lewej było zrobione tego samego dnia i jest Sarze znacznie bliższe! || Fot. saraaemiliee Instagram

Poród to dla ciała ogromny wyczyn. Jest to obciążenie, z którym kobieta musi poradzić sobie zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie. Kreowanie pięknej wizji macierzyństwa już od pierwszych chwil niestety często mija się z prawdą – owszem, jest pięknie, ale w nieco głębszym znaczeniu, niż to, które przedstawiane jest „na okładce”. Sara, norweska blogerka, odważnie pokazała, co dzieje się poza obiektywami aparatów.

Chwilę trwało zanim Sara podzieliła się ze światem tym, jak wyglądała dwa dni po porodzie – jej córeczka ma prawie rok. Nie ma jednak co się dziwić, potrzeba nieraz wiele czasu na to, aby ułożyć się na nowo ze swoim ciałem, zaakceptować je, docenić. Niewątpliwie jednak jej post na Instagramie jest fantastycznym przedstawieniem tego, co tak naprawdę dzieje się chwilę po tym, jak rodzi się dziecko.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez saraaemiliee (@saraaemiliee)

Pierwsze swoje zdjęcie po porodzie, które umieściłam na Instagramie, zrobione było drugiego dnia połogu w pięknej letniej sukience, w makijażu, sztucznych rzęsach i ułożonej fryzurze… Jednak pierwszym, które zrobiłam tego samego dnia, było to. Z wkładkami laktacyjnymi, stojąc w szpitalu z podkładem poporodowym i z poporodowymi skurczami. Wtedy jednak za żadne skarby nie mogłam go opublikować.

Wiele osób być może pomyśli, że jest to zbyt prywatne, by o tym opowiadać. Chcę jednak użyć swojego głosu, aby podzielić się tą częścią, którą wcześniej odsunęłam. Moją rzeczywistość i to, jak wyglądałam po porodzie, tak naprawdę pokazuje właśnie to zdjęcie. Social media są miejscem, w którym często dzielisz się tylko swoimi najlepszymi stronami, wspomnieniami i kreujesz tym samym własną realność. (…) Nie porównuj siebie i nie myśl, że jesteś mniej piękna, ponieważ nie stoisz drugiego dnia połogu uśmiechając się w pięknej sukience i pełnym makijażu. Wszystkie tam byłyśmy, w naszych podkładach poporodowych tęskniąc za prysznicem.

Realność w świecie perfekcji

Dla wielu kobiet to naprawdę ważne słowa, na co wskazuje chociażby odzew pod Sary postem. Polubiło go już kilkadziesiąt tysięcy osób z całego świata. I nic dziwnego, bo jak pisze Sara o kobietach, które urodziły dziecko: „wszystkie tam byłyśmy”.

Co więcej, blogerka publikuje też inne zdjęcia i opisy wzmacniające w kobietach akceptację ciała, ale też normalizuje trudy macierzyństwa. Często „nie owija w bawełnę”, ale robi to z wielką empatią i nieraz z przymrużeniem oka.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

If anyone ask me to cover up while breastfeeding in public – this is how I do it🤘🏻 #normalizebreastfeeding

Post udostępniony przez saraaemiliee (@saraaemiliee)

Kiedy ktokolwiek prosi mnie, bym zakryła się w czasie karmienia piersią w miejscu publicznym – robię to właśnie tak.

Zobacz też: Gigantyczne piersi na londyńskich dachach – powiedz STOP stygmatyzacji!

Witaj macierzyństwo! To jest dla każdej mamy, która ogląda social media i porównuje siebie do perfekcyjnych zdjęć. To jest dla każdej mamy, która czuła się tak, jak i ja czułam się, gdy pierwszy raz nią zostałam. Internet nauczył nas wstydzić się rozstępów i luźnej skóry. To przypomnienie dla wszystkich mam. Jesteście wspaniałe! Odzyskajmy nasze ciała po porodzie!

Prawo kobiet do ich własnych ciał

Na szczęście coraz więcej podobnych głosów słychać w szerokiej przestrzeni. Kobiety walczą o akceptację i zdrowe podejście do ciała zarówno indywidualnie, jak i poprzez udział w rozmaitych projektach. Jednym z nich jest 4 Trimester Bodies Projecto którym pisaliśmy w naszym portalu [TUTAJ].

Niesamowite zdjęcia są tam połączone z ważnymi historiami, co pokazuje, że każda kobieta ma za sobą wyjątkowe doświadczenia, które są godne uwagi i szacunku. „Kolorowe nagłówki uderzają wręcz w kobiety – i w mężczyzn jak najbardziej też, bowiem ich także to dotyczy – pokazując, jak szybko i łatwo mogą mieć ciało bez skazy już w 4-5-6 tygodni po porodzie! Owszem, jakiś procent kobiet genetycznie tak ma. Ale co z całą resztą?! A nawet jeśli w sekundę forma staje się idealna, to czy to załatwia wszystko?! Doświadczeń różnych ciał nie da się zmierzyć jedną miarą – niezmiennie warto o tym mówić.

Zobacz też: Kobietka ze złączonymi kolankami – czy moje ciało jest naprawdę MOJE?!

Źródło: Instagram saraaemiliee

Katarzyna Miłkowska

Dziennikarka, absolwentka UW. Obecnie studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS oraz Gender Studies na UW.

Weekend na Stadionie Narodowym czyli kochamy czytać!

Międzynarodowe Targi Książki to wydarzenie, na które czeka się cały rok. Święto wielbicieli czytania, którzy będą mogli upolować najnowsze tytuły i zdobyć autograf ulubionego pisarza. Warto wybrać się na Stadion Narodowy 24–26 maja, pobyć chwilę w niepowtarzalnej atmosferze i wybrać coś dla siebie. Oto nasze propozycje.  

Madeline Miller – KIRKE Wyd. Albatros

Kirke urodziła się wśród bogów, ale była dla nich zbyt mało piękna i zbyt mało potężna, dlatego  myśleli, że nie ma żadnej mocy i nie należy do nich. Kiedy spotyka śmiertelnika, okazuje się, że tkwią w niej pokłady wielkiej siły. Zaczyna wzbudzać strach. Skoro nie przynależy ani do ludzi ani do bogów, musi sobie radzić sama. Wspaniała, wciągająca powieść!

Gregoire Delacourt – WIDAĆ BYŁO TYLKO SZCZĘŚCIE  Wyd. Drzewo Babel

Opowieść o życiu młodego mężczyzny – jego dzieciństwie, na które wpłynęło odejście matki, pierwszej miłości i olbrzymiej potrzebie miłości w dorosłym życiu. To książka o każdym z nas, o naszych traumach, z którymi próbujemy zmierzyć się w dorosłym życiu.

José Saramago – ROZTERKI ŚMIERCI Wyd. Rebis

Co by było gdyby ludzie przestali umierać? Kiedy na to pytanie odpowiada laureat nagrody Nobla Jose Saramago, wiadomo, że będzie to prawdziwa uczta literacka. Śmierć jest tylko pretekstem do rozważań o życiu, miłości i sensie naszego istnienia i o kondycji współczesnego człowieka.

Chrisann Brennan – NADGRYZIONE JABŁKO Wyd. Kompania Mediowa

Autorka była pierwszą wielką miłością Steve’a Jobsa i matką jego córki Lisy. Poznajemy geniusza, który wyrzekł się córki i miał duże problemy z emocjami i kontaktami z ludźmi. Jak kochać takiego mężczyznę? Jak pozbierać się po takiej miłości?

Jan-Philip Sendker – SZTUKA SŁYSZENIA BICIA SERCA” Wyd. Filia

To powieść o prawdziwej miłości. Także. Przede wszystkim jednak to epicka opowieść o uważności, o otworzeniu się na życie, o strachu przed samotnością, o zmysłowości, o potrzebie akceptacji, o tym, dlaczego warto słuchać głosu serca.

Camilla Läckberg – ZŁOTA KLATKA Wyd. Czarna Owca

Pierwsza część nowej serii królowej szwedzkiego kryminału. Niestety, niezbyt udana, ale wielbiciele i tak z niecierpliwością będą czekać na kolejne części. Opowieść o zemście Faye na byłym mężu, który ją zdradzał i zostawił bez środków do życia.

Agnes Lidbeck – ODNALEŹĆ SIĘ Wyd. Prószyński i S-ka

Anna nie wie kim jest – przynajmniej takie sprawia wrażenie. Życie wpisało ją w ramy bycia matką, która zajmuje się rodziną, ale to zupełnie nie to, czego pragnie. Przegląda się w oczach mężczyzn i to ich postrzeganie ją definiuje. Czy porzucając ustabilizowaną egzystencję będzie szczęśliwa? Świetna powieść o samotności w związku i poszukiwaniu siebie.

Simona Kossak – SERCE I PAZUR Wyd. Marginesy

Czy rozmawiają z nami, lubią się bawić i nie lubią przemocy? Ci, którzy mają psa czy kota, wiedzą, że są emocjonalne jak człowiek. Całkiem niedawno naukowcy potwierdzili, że nie różnimy się aż tak bardzo od zwierząt i na pewno nie jesteśmy tak wyjątkowi, jak sądzimy. Te opowieści Simony Kossak nie tylko uczą wrażliwości na los słabszych od nas (esej Korrida a etyka!) , ale przede wszystkim zarażają pasją. Do bycia tu i teraz i cieszenia się tym, co widzimy i dotykamy.

Allison Pearson – GORZEJ BYĆ NIE MOŻE Wyd. Albatros

Autorka światowego bestsellera „Nie wiem, jak ona to robi” tym razem opowiada historię 49-letniej Kate Reddy, która po siedmioletniej przerwie zamierza wrócić do pracy. Mimo początków menopauzy, męża z kryzysem wieku średniego, dzieci, które z przytupem wkraczają w okres nastoletniego buntu i starzejących się rodziców, nie zamierza się poddać. Allison Pearson w świetnej formie – dużo śmiechu!

Ayọ̀bámi Adébáyọ̀ – ZOSTAŃ ZE MNĄ Wyd. Marginesy

Nigeria, lata 80-te. Wspaniała opowieść o pragnieniu bycia rodzicem i sztuce wybaczania. O tym, że nie da się pogodzić rodzinnego szczęścia z desperackim spełnieniem oczekiwań otoczenia. Młode małżeństwo w Afryce bezskutecznie stara się o dziecko, a w Afryce bezpłodność to temat tabu.  „Ten, kto ma dziecko, posiada świat” – to przesłanie starej bajki, którą jeden z bohaterów opowiada swojej córce.

Elizabeth Roudinesco – PO CO PSYCHOANALIZA? Wyd. Krytyka Polityczna

No właśnie po co? Jak to się stało, że psychoanaliza (istniejąca już 100 lat) jest dzisiaj atakowana przez tych, którzy chcą ją zastąpić leczeniem chemicznym. Roudinesco, która jest psychoanalityczką, przekonuje, że leki takie jak prozak czy viagra, nie są w stanie wyleczyć człowieka z jego cierpień. Śmierć, namiętność, seksualność, szaleństwo, nieświadomość i relacje z innymi, kształtują podmiotowość człowieka. Psychoanaliza świadczy o postępie cywilizacji wobec barbarzyństwa, ponieważ przywraca myśl, że jesteśmy wolni w swoich słowach i nasz byt nie ogranicza się do bytu biologicznego. Ważna książka!

David Calle – ILE WAŻĄ CHMURY? Wyd. Literackie

Jeśli nasze życie jest długie i szczęśliwe, przeżyjemy ponad dwa miliardy sekund, jednak jedną trzecią tych sekund spędzimy we śnie. To, jak wykorzystamy resztę tych sekund, zależy tylko od nas. Autor książki to poszukiwacz, który swoją pasją chciałby zarazić czytelników książki. Udziela w niej 40 naukowych odpowiedzi na pytania m.in. czy roboty nas zdominują? Czy istnieją kolory? Czy posiadamy człowiekiem umysł ścisły czy artystyczny? Jak chodzić po wodzie? Fascynujące!

Anda Rottenberg – BERLIŃSKA DEPRESJA Wyd. Krytyka Polityczna

Zapis rocznego pobytu Andy Rottenberg w Berlinie – codzienność przeplatana zapiskami o książkach, wystawach, koncertach, wspomnieniami rodzinnymi. Mimo tego, że autorka żyje za granicą, żywo interesuje się Polską i jej problemami – wnikliwie analizuje teraźniejszość. Świetna lektura!

Walter Isaacson – LEONARDO DA VINCI – Wyd. Insignis

Niezwykła biografia, literacki portret Leonarda da Vinci, stworzony przez autora bestsellera „Steve Jobs”. Za kanwę tej opowieści posłużyły mu notatki geniusza oraz do najnowszych odkryć związanych z jego życiem i dorobkiem. Fascynujący portret malarza, naukowca, inżyniera.

Tomasz Nowak, Magda Frączek – Ojcowie i córki. Rozmowy o nieidealnej miłości.               Wyd. Znak

Niełatwo wokół siebie znaleźć dobry przykład relacji „ojciec – córka”, bo to jedna z najtrudniejszych w życiu. Każdy rozdział książki otwiera historia biblijna, która jest analizowana i dostosowywana do dzisiejszych czasów, niejako opowiedziana na nowo przez autorów. To uzdrawiająca relacje, ważna książka, „inny” poradnik zarówno dla rodziców jak i dzieci.

 

 

 

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.

Żłobek tylko dla zaszczepionych – kolejne miasta wprowadzają regulacje

Żłobek tylko dla zaszczepionych
fot.Pixabay

W czterech dużych miastach – Warszawie, Częstochowie, Katowicach i Krakowie pierwszeństwo przyjęcia do żłobka mają zaszczepione dzieci. Władze miast uważają, że w sytuacji, w której do żłobków miejskich wciąż są kolejki, zapewnienie pierwszeństwa dzieciom szczepionym zgodnie z kalendarzem szczepień wpisuje się w działania mające na celu przekonanie rodziców do szczepienia dzieci.

Zobacz też: Już ponad tysiąc przypadków zachorowań na odrę w 2019 roku. To wina antyszczepionkowców?

Utrudnienia dla antyszczepionkowców

Faworyzowanie szczepionych dzieci ma pokazać przeciwnikom szczepień, że nieszczepienie się nie opłaca. W większości miast za zaświadczenie o szczepieniu przyznawane są dodatkowe punkty w trakcie rekrutacji do żłobka, natomiast Poznań, który planuje wprowadzić podobne regulacje będzie bardziej radykalny – tu zaszczepienie będzie warunkiem przyjęcia dziecka do placówki.

Urzędnicy zapewniają, że kłopoty z przyjęciem do żłobka będą miały tylko dzieci, które nie zostały zaszczepione z powodu światopoglądu rodziców, nie dotyczy to dzieci, które nie są szczepione ze względów medycznych. W założeniu jest to odpowiedź na sytuację epidemiologiczną w kraju. W 2019 roku odnotowano rekordową liczbę zachorowań na odrę. Przeczytacie o tym tutaj.

W maju pojawił się projekt obywatelski ustawy, który miał regulować kwestię przyjmowania nieszczepionych dzieci do publicznych żłobków, jednak nie uzyskał wymaganej ustawowo liczby podpisów. Póki co należy się spodziewać kolejnych rozwiązań na poziomie miejskim i wojewódzkim.

Zobacz też: “Szczepimy bo myślimy” – obywatelska inicjatywa na rzecz obowiązkowych szczepień


Działanie na rzecz szczepienia dzieci

Można zapytać, czy ograniczenia w dostępie do żłobka dla nieszczepionych dzieci są faktycznie skuteczną formą działania na rzecz podniesienia odporności populacyjnej.

W teorii, żłobek powinien być dostępny dla wszystkich potrzebujących dziennej opieki nad dzieckiem rodzin, każde dziecko ma prawo do miejsca w placówce.  Rzeczywistość wygląda inaczej. Jednak to, że w praktyce rząd nie wywiązuje się ze swojego obowiązku nie oznacza, że nad źle działający system instytucji mają być nadpisywane kolejne przepisy, dodatkowo ograniczające dostęp do żłobków.

Z drugiej strony, rodzice dzieci nieszczepionych z powodów medycznych mają uzasadnione prawo oczekiwać, że ich dzieci nie będą z żłobku narażone na zarażenie się chorobami takimi, jak odra.  

Są jakieś alternatywy?

Być może niezaszczepione dzieci powinne uczęszczać do oddzielnych placówek? Co jednak z narażeniem ich zdrowia i życia? Czy powinno się tworzyć prawo, które umożliwia narażanie dzieci na niebezpieczeństwo?

Idąc o krok dalej – czy powinno się egzekwować obowiązek szczepień (obowiązek wynika z art. 5 ustawy z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi) i doprowadzać do szczepienia dzieci bardziej bezpośrednimi metodami, niż upomnienia i grzywny, które stosowane są obecnie?

Kwestia postępowania z nieszczepionymi dziećmi i ich rodzicami rodzi więcej pytań niż odpowiedzi. Jednak nie zapominajmy, że rozwiązania powinny zostać znalezione niezwłocznie, spadek odporności populacyjnej to zagrożenie dla całego naszego społeczeństwa.

(Więcej informacji o prawie wobec szczepień i o postępowaniu wobec rodziców, którzy uchylają się od obowiązku szczepienia dzieci znajdziecie tutaj.)

Zobacz też: Bezpłatne szczepienia przeciw pneumokokom. Rodzicu, spiesz się!

Olga Plesińska

Bioetyk, dziennikarka. W wolnym czasie dużo czyta, najchętniej z kotem na kolanach, jeździ na wrotkach i fotografuje.

Jak kobiety podejmują decyzje?

Dla wielu z nas intuicja to nagłe uczucie, które wykracza poza dane. – Fot.Pixabay

To, że mężczyźni i kobiety w różny sposób podejmują decyzje, wiadomo nie od dzisiaj. Jak się okazuje, kobiety są równie stanowcze jak mężczyźni, tylko ich decyzje często są kwestionowane. Therese Huston, autorka książki „Jak kobiety podejmują decyzje” rozprawia się z mitami dotyczącymi tego tematu. Podtytuł książki brzmi: „Co jest prawdą, a co mitem oraz jakie strategie są najlepsze?”.

Oprah Winfrey nazywa intuicję „wewnętrznym GPS-em, prowadzącym cię dokładnie na północ”, cichym głosikiem, który usłyszysz tylko wtedy, kiedy usiądziesz i będziesz nadsłuchiwać”. Dla wielu z nas intuicja to nagłe uczucie, które wykracza poza dane, z których doskonale zdajemy sobie sprawę – to silne przekonanie, które zdecydowanie każe wyłączyć się z zewnętrznego świata i dostroić do wewnętrznego głosu.

Therese Houston, autorka książki „Jak kobiety podejmują decyzje” pisze, że to świadomość, że coś wiemy i najlepsze jest to, że jest to coś, co nie wymaga żadnego wysiłku. Czasami silnie zdajemy sobie sprawę, że powinniśmy jej posłuchać, a jeśli ją zignorujemy, mamy wyrzuty sumienia, że postąpiłyśmy wbrew sobie.

Zobacz też:  Rewolucyjne kobiety z bajek Disney’a – te ilustracje MUSISZ zobaczyć!

Jak nie poddawać się stereotypom?

Jednak wbrew przekonaniu, że kobiety posługują się intuicją w miejscu pracy, badania pokazują, że niekoniecznie jest to prawdą.

Christopher Allinson i John Hayes, profesorowie zarządzania z Uniwersytetu w Leeds przeanalizowali dane, dotyczące tego zagadnienia. Okazało się, że kobiety wcale nie posługiwały się intuicją. Wręcz przeciwnie. Jeśli ktoś myśli bardziej analitycznie i systematycznie w miejscu pracy, to zdecydowanie są to kobiety. Wiele kobiet uważa, że muszą mieć wszystko dopięte na ostatni guziki, zanim przedstawią swój pomysł, jeśli chcą być wysłuchane przez mężczyzn, z którymi pracują. Dochodzi do tego stereotypowe postrzeganie męskich i kobiecych reakcji na stres. Od zawsze kobietom przypisuje się uleganie emocjom i chaotyczne postępowanie, a mężczyznom stoicyzm i opanowanie. Zagrożenie stereotypem powoduje powstawanie różnic między kobietami i mężczyznami, których w innym przypadku by nie było.

Zestresowana kobieta nie załamuje się, tylko skupia

Jak pokazują badania, mężczyźni wcale nie działają pod presją spokojniej i bardziej racjonalnie niż kobiety. Jaki stąd wniosek? Therese radzi, aby w momencie znalezienia się w stresującej sytuacji, kiedy zauważysz, że mężczyźni zmierzają ku ryzykownemu rozwiązaniu, które dla ciebie wydaje się ryzykowne – warto się odezwać i zaproponować swój pomysł. Wątpliwości? Jeśli się pojawią, trzeba pracować nad ich usunięciem, ponieważ skupianie się na nich prowadzi do odciągnięcia uwagi od podjęcia decyzji. Po usunięciu zagrożenia kobiety podejmują decyzję równie szybko jak mężczyźni.

Zobacz też: Nie bójmy się menopauzy

Jak pisze autorka książki w podsumowaniu „My, kobiety, musimy wysyłać sobie samym wiadomości. Świat zasypuje nas komunikatami wyrażającymi wątpliwości, a my możemy im się przeciwstawić dzięki własnemu zrozumieniu sytuacji i wnikliwemu myśleniu. Często nasz osąd jest znacznie lepszy niż nam się wydaje i niż pamiętamy, i potrzebujemy tylko delikatnego przypomnienia ze strony nas samych, jakie mądre – i czasem odważne – JESTEŚMY.

Theresa Huston – Jak kobiety podejmują decyzje. Wyd. Rebis

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.