Przejdź do treści

Najlepszy wiek na naukę języka? Dotychczasowa teoria naukowców była błędna

najlepszy wiek na naukę języka
fot. Pixabay

Nigdy nie będziesz mówił biegle w języku obcym, jeżeli nie zaczniesz nauki w określonym czasie – donoszą najnowsze badania. Jaki jest najlepszy wiek na naukę języka?

Możesz wydawać krocie na dodatkowe lekcje języka obcego dla swojego dziecka, jednak jeżeli nie rozpocznie ono nauki do 10. roku życia, nigdy nie będzie wybitnie uzdolnionym lingwistą – uważają naukowcy.

Zobacz także: Czy to narzędzie zmieni pracę anglistów? Co to jest grammar handouts generator

Najlepszy wiek na naukę języka obcego

Badacze są zdania, że łatwość nauki języków wygasa wraz z 17. lub 18. rokiem życia. Powyższe ramy czasowe nazywa się „okresem krytycznym”, a naukowcy nadal próbują rozwikłać zagadkę, dlaczego dorośli, częściej niż dzieci, mają trudności z nauką nowego języka.

Okazuje się, że podczas „okresu krytycznego” mózg dziecka najłatwiej przyswaja nowe informacje i zasady gramatyczne różnych języków.

– Jeżeli chcesz mieć wiedzę gramatyczną na poziomie rodowitego Anglika, musisz rozpocząć naukę angielskiego do 10. roku życia – mówi autor badań, doktor Joshua Hartshorne.

– Nie zauważamy różnicy pomiędzy osobami zaczynającymi naukę języka po narodzinach a dziesięciolatkami, jednak widzimy spadek wydajności po tym wieku – dodaje.

Zobacz także: Twoje dziecko ma problemy z nauką? Powodem mogą być nietypowe zaburzenia słuchu!

Dotychczasowe przekonania były błędne

Badanie zostało przeprowadzone na grupie niemal 670 tys. ludzi w różnym wieku. Ich zadaniem było wypełnienie testu gramatycznego z języka angielskiego.

Wyniki, które zostały opublikowane na łamach magazynu „Cognition”, obalają dotychczasową teorię mówiącą o tym, że okres krytyczny, w którym najłatwiej przyswaja się języki, trwa do piątego roku życia.

Źródło: Daily Mail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Śmierć łóżeczkowa dotyka kilka tysięcy dzieci rocznie. Dzięki małemu gadżetowi uda się jej uniknąć

Śpiące niemowlę /Ilustracja do tekstu: Nagła śmierć łóżeczkowa - zapobieganie umożliwi innowacyjny gadżet
Fot.: Dakota Corbin /Unsplash.com

Co roku we śnie umiera kilka tysięcy dzieci. W Polsce nagła śmierć łóżeczkowa dotyka 200 dzieci, w Stanach Zjednoczonych – 3,5 tysiąca. Zagrożone są zwłaszcza wcześniaki, które stanowią 20–30 proc. dzieci umierających w niewyjaśnionych okolicznościach. Dzięki nowatorskiemu urządzeniu opracowanemu przez polską firmę wielu tym tragicznym przypadkom będzie można zapobiec.

Nagła śmierć łóżeczkowa: przyczyny są nieznane, ale istnieją czynniki ryzyka

O nagłej śmierci łóżeczkowej mówimy w sytuacji, gdy niemowlę umiera podczas snu, a przyczyn tego dramatycznego wydarzenia nie można wyjaśnić dolegliwościami medycznymi. Może się to przydarzyć pomiędzy 1. a 6. miesiącem życia dziecka (najczęściej między 2. a 3. miesiącem).

Czynnikami, które zwiększają ryzyko, są m.in. wcześniactwo, niska waga urodzeniowa, nawracające infekcje, a także picie alkoholu przez matkę w czasie ciąży (lub nadmierne spożywanie alkoholu w okresie poprzedzającym zapłodnienie) i ekspozycją dziecka na dym papierosowy.

Naukowcy odkryli też powiązania między narażeniem na nagłą śmierć łóżeczkową a sposobem, w jaki dziecko śpi. Zgodnie z sugestiami, należy unikać:

  • wspólnego spania z dzieckiem,
  • układania go do snu na brzuszku.

Zapobieganie nagłej śmierci łóżeczkowej będzie prostsze

W zapobieganiu tragediom związanym z nagłą śmiercią łóżeczkową mogą pomóc nowe technologie. Polska firma Neuro Device opracowała właśnie bezprzewodowe narzędzie LifeTone, umożliwiające kontrolowanie nie tylko oddechu, ale też innych parametrów życiowych najmłodszych dzieci. Niewielkich rozmiarów gadżet zapobiegający nagłej śmierci łóżeczkowej montowany jest przy pieluszce.

– Pozwala on monitorować parametry życia dziecka podczas snu, takie jak oddech, temperatura, puls i pozycja spania – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Ewa Rutczyńska-Jamróz, odpowiedzialna za projekt LifeTone w firmie Neuro Device.

W przypadku zidentyfikowania czynników zagrażających zdrowiu (m.in. zmian pozycji) rodzice otrzymają alert – umożliwi to zsynchronizowana z urządzeniem aplikacja na smartfony.

CZYTAJ TEŻ: Innowacyjna maskotka wesprze sen dziecka i odciąży rodzica. Wymyśliły ją Polki

Opaska monitorująca dla starszych dzieci i seniorów

Polscy badacze pracują już nad kolejnymi wersjami urządzenia, które umożliwią także monitorowanie stanu zdrowia starszych dzieci.

– W pierwszej kolejności będzie dostępna wersja dla noworodków, mocowana do pieluszki. Dla starszych dzieci będziemy chcieli zrobić opaskę. Widzimy potrzebę monitorowania np. gwałtownych wzrostów temperatury u starszych dzieci, które są podatne na różnego rodzaju infekcje. W urządzenie chcemy także wbudować mikrofon, żeby urządzenie mogło stanowić alternatywę dla elektronicznej niani.

W dalszej kolejności przedsiębiorcy planują rozszerzyć funkcjonalność urządzenia tak, by mogło zostać wykorzystane również do monitoringu zdrowia u osób starszych.

– Chcielibyśmy dostosować algorytm tak, aby urządzenie mogło być wykorzystywane przez ludzi starszych, którzy są narażeni na ryzyko bezdechu – mówi przedstawicielka LifeTone.

Urządzenie zapobiegające nagłej śmierci łóżkowej – do zakupu lub wypożyczenia

Innowacyjne urządzenia zapobiegające nagłej śmierci łóżeczkowej mają trafić na polski rynek w II połowie 2019 roku.

– Zaczniemy od Polski, natomiast bardzo szybko chcemy wychodzić poza granice naszego kraju. W pierwszej kolejności będziemy kierować się na rynek USA, gdzie jest największe zapotrzebowanie na tego typu urządzenia – zapowiada Ewa Rutczyńska-Jamróz.

Co istotne, LifeTone będzie można nie tylko nabyć, ale tez wypożyczyć – na 6, 12 lub 18 miesięcy.

Źródło: newseria.pl, mp.pl

POLECAMY RÓWNIEŻ: Sąd odebrał matce dziecko, bo bawiło się TĄ zabawką

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na UW. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Wakacje po polsku, czyli Janusz i Grażyna nad morzem

Zatłoczona plaża nad morzem /Ilustracja do tekstu: Polak na wakacjach, czyli grillowanie w parawanie
Fot.: Alexandre Perotto /Unsplash.com

Przywieziony z domu sznurek do suszenia bielizny, śniadanie wynoszone w kapeluszu lub prośby o piętnaście poduszek do jednego pokoju… Nad polskie morze wróciły upały, a wraz z nimi – turyści. Właściciele hoteli odrabiają straty po deszczowych tygodniach, ale oprócz pieniędzy mają też powody do zdumienia.

Do nadmorskich miejscowości znów zawitało słońce. Temperatura poszybowała w górę, a w ślad za nią – liczba rezerwacji w hotelach i ośrodkach wypoczynkowych. Taki trend wydaje się oczywisty, ale oczekiwania i zachowania polskich turystów już niekoniecznie.

Na urlopie, ale jak w domu

Okazuje się, że wyjeżdżający chcą na wakacjach czuć się jak u siebie w domu, dlatego jeszcze przed przyjazdem pytają obsługę o kolor pościeli, materiał, z którego wykonane są ręczniki, albo o wysokość hotelowego łóżka.

– Sporym zdziwieniem dla właścicieli obiektu była natomiast prośba gości o wskazanie miejsca, w którym można gwoździami przybić przywieziony z domu sznurek do suszenia prania. Z kolei pewne małżeństwo, poprosiło o gwarancję, że w wybranym przez nich okresie w hotelu nie będzie obcokrajowców, ponieważ w ich towarzystwie czuliby się nieswojo… – wylicza Grzegorz Kołodziej z portalu Nocleg.pl, na którym opublikowano obfitujący w ciekawostki raport na temat oczekiwań klientów hoteli i pensjonatów. – Łatwiej było sprostać oczekiwaniom córki, która poprosiła o osobny pokój na innym piętrze dla głośno chrapiącego taty, po to, by siedmioosobowa rodzina mogła porządnie wypocząć przez 10 dni w Łebie – dodaje ekspert.

Duże rodziny, zwłaszcza te z nastolatkami, mają też inne niestandardowe potrzeby. Przykład: minimum pięć gniazdek elektrycznych w pokoju. Bo przecież każdy ma swój telefon i tablet do ładowania.

Na plażę z kapeluszem pełnym kiełbasy

Jak wynika z informacji od właścicieli obiektów i analizy Nocleg.pl, w stołówkach i hotelowych restauracjach goście coraz częściej proszą o posiłki zgodne z dietą bezglutenową albo owowegetariańską. Ale nie dotyczy to wszystkich. Są i tacy, którzy nie mają większych wymagań – śniadanie hotelowe z podstawowej karty smakuje im w każdych ilościach. Jedna z goszczących nad Bałtykiem par postanowiła np. zabrać na plażę spory pakunek zebrany ze szwedzkiego stołu, przemycony w słomkowym kapeluszu.

Polak na wakacjach, czyli grillowanie w parawanie

Są też słynne już parawany, o które potrafimy walczyć z dużym zacięciem. W mailu do nadmorskiego ośrodka jedni z klientów zadeklarowali nawet dodatkową zapłatę, jeśli właściciele będą potrafili na ów „parawaning” zarezerwować daną część plaży. Bo parawan to dziś dla plażowicza nie tylko ochrona przed wiatrem, ale wręcz odpowiednik własnego M. Wewnątrz parawanu turyści organizują niemal całe wakacyjne życie: odpoczywają, czytają, imprezują, a nawet… grillują.

Natomiast w pokoju chcemy mieć gwarancję wygody, ale i czystości – nie tylko tej podstawowej. Do właściciela jednego z nadmorskich apartamentów wpłynęła prośba o codzienne dezynfekowanie wszystkich klamek w pokoju.

Jak widać, na długo wyczekiwanym urlopie mamy nie tylko relaks, ale i wymagania. A czy wy macie na sumieniu podobne grzeszki? Podzielcie się z nami w komentarzach!

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Profesjonalna diagnoza bez wychodzenia z domu? Już wkrótce umożliwią to wideowizyty lekarskie

Laptop, a przy nim stetoskop lekarski i okulary /Ilustracja do tekstu: Wideowizyty lekarskie, czyli e-przychodnia na wyciągnięcie ręki. Telemedycyna
Fot.: rawpixel /Unsplash.com

Szacuje się, że wkrótce nawet 70-80 proc. wizyt pierwszego kontaktu będzie realizowane w domu pacjenta, za pośrednictwem rozwiązań telemedycznych. Domowe testery objawów pozwolą na rozpoznanie choroby, a lekarz postawi wstępną diagnozę podczas wideowizyty lekarskiej.

Starzejące się w wysokim tempie społeczeństwo ma bezpośrednie przełożenie na wzrost zapotrzebowania na wizyty lekarskie. W takim samym tempie nie przybywa jednak lekarzy, co powoduje coraz dłuższe kolejki do gabinetów. Rozwiązaniem może się okazać telemedycyna.

– Telemedycyna jest przyszłością pod względem wstępnego i docelowego leczenia w krajach Europy Zachodniej, w krajach bogatszego świata północy. Telemedycyna […] w przyszłości będzie w 70-80 proc. realizowała wszelkie konsultacje pierwszego kontaktu, które będą wymagane w ramach rozpoznania, wstępnego przekierowania – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Marcin Grabowski, twórca iWylecz24.pl.

Wideowizyty lekarskie, czyli przychodnia na wyciągnięcie ręki

Według raportu „E-zdrowie oczami Polaków”, aż 72 proc. polskich pacjentów uważa, że lekarze zbyt dużo czasu przeznaczają na wypełnianie dokumentów. W ciągu 20-minutowej wizyty aż 16 minut zajmują takie czynności jak zapoznanie się z historią choroby czy wypisanie recepty, co oznacza, że na badania lekarzowi zostają 4 minuty. Według 65 proc. badanych współczesny system e-zdrowia jest zbyt słabo rozwinięty i nie wykorzystuje potencjału, jaki drzemie w nowoczesnych technologiach. Na rynku już pojawiają się pierwsze prywatne przychodnie realizujące wideowizyty, a do tego dostępnych jest coraz więcej domowych urządzeń pozwalających na samodzielne badania.

– Gdy mamy potrzebę badania fizykalnego, nic nie zastąpi wizyty w gabinecie. Natomiast wraz z rozwojem telemedycyny rozwija się też technologia monitoringu procesów życiowych. Może się okazać, że mając specjalnie urządzenia, które monitorują nasze procesy życiowe, możemy się sami badać. W ten sposób cukrzycy mogą zbadać poziom krwi, inni pacjenci – tętno, ciśnienie i inne rzeczy, które w połączeniu z telemedycyną mogą bardzo przyspieszyć proces wstępnego rozpoznawania – tłumaczy ekspert.

CZYTAJ TAKŻE: Śmierć łóżeczkowa dotyka kilka tysięcy dzieci rocznie. Dzięki małemu gadżetowi uda się jej uniknąć

Tester objawów zastąpi lekarza pierwszego kontaktu

Nowe technologie pojawiają się jednak nie tylko w placówkach prywatnych. Ministerstwo Zdrowia prowadzi prace nad informatyzacją powszechnej służby zdrowia. Już dziś w Siedlcach i Skierniewicach prowadzony jest pilotażowy program e-recepty, który w 2020 roku ma być wprowadzony w całym kraju. Umożliwi wystawianie recept w formie elektronicznej w każdym gabinecie lekarskim. Na wprowadzenie rozwiązań telemedycznych w publicznej służbie zdrowia będzie jednak trzeba poczekać znacznie dłużej.

– W tym momencie jest niewiele takich miejsc na świecie, które my nazywamy cyfrowym centrum zdrowia. Niewiele jest takich rozwiązań, które by te wszystkie rozwiązania łączyły. Bardziej się skupiają w tej chwili właśnie na testerze objawów, na wstępnym rozpoznaniu, gdzie w kilku stanach w USA to pełni funkcję lekarza pierwszego kontaktu. Tester objawów też bardzo mocno rozwija się w Indiach, teraz jest także z powodzeniem wprowadzany na terenie Niemiec – twierdzi Marcin Grabowski.

Według raportu mHealth Intelligence rynek telemedycyny rozwija się bardzo dynamicznie. Do 2020 roku jego wartość ma osiągnąć 49 mld dol.

Źródło: newseria.pl

POLECAMY TAKŻE: Wyprawka 300 plus. Jak dostać pieniądze na wyprawkę dla dziecka? Zobacz, gdzie i kiedy należy złożyć wniosek

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na UW. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Pearl Jam wspiera Ogólnopolski Strajk Kobiet. Niezwykły gest muzyków podczas koncertu w Krakowie

Pearl Jam wspiera Ogólnopolski Strajk Kobiet
fot. Facebook - Pearl Jam

3 lipca w Krakowie zagrał kultowy grunge’owy zespół Pearl Jam. Oprócz świetnego show i dawki znakomitych dźwięków, muzycy zaskoczyli Polaków w nietypowy sposób.

Pearl Jam znany jest ze swojego zaangażowania w życie polityczne. 1 lipca podczas koncertu w Pradze wokalista Eddie Vedder pokazał plakat zapraszający do udziału w proteście przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego w Polsce.

Zobacz także: Grozi nam nie tylko zakaz aborcji. Czy przed nami też koniec in vitro i badań prenatalnych?

Pearl Jam wspiera Ogólnopolski Strajk Kobiet

Dwa dni później podczas występu w Krakowie na scenie pojawiło się logo Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. – Nie można się poddawać, trzeba walczyć – mówił ze sceny Vedder.

To nie jedyne odniesienie do polityki, jakie padło tamtego dnia. Na scenie pojawił się również transparent z napisem „F*ck Trump” (co oznacza „Pie*rzyć Trumpa”).

Zobacz także: Kaja Godek: in vitro powinno być zabronione, to patologia

Projekt ustawy „Zatrzymaj aborcję”

W poniedziałek 2 lipca posłowie zajęli się obywatelskim projektem ustawy pt. „Zatrzymaj aborcję”, której autorką jest Kaja Godek.

Projekt zakazuje m.in. usuwania ciąży w przypadku nieuleczalnych wad płodu. Sejmowa Komisja Polityki Społecznej i Rodziny zdecydowała, że projektem zajmie się nadzwyczajna podkomisja.

Kaja Godek jest znaną działaczką pro-life. W ostatnich dniach aktywistka była gościem programu „Tłit” Marka Kacprzaka. Podczas rozmowy krytycznie wypowiadała się m.in. na temat in vitro.

– Uważam, że in vitro nie powinno być finansowane. Uważam, że procedura, w wyniku której giną ludzie, bo to są mali ludzie, nigdy nie powinna być finansowana z pieniędzy podatnika, powinna być w ogóle zabroniona. To dotyczy i szczebla lokalnego, i szczebla parlamentarnego – powiedziała Godek w rozmowie z Markiem Kacprzakiem.

Źródło: tokfm.pl, krakow.wyborcza.pl

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.