Przejdź do treści

Naśladuj innych i… zmieniaj ich nawyki żywieniowe

Zupa z brokułów i jej składniki
Fot.: Pixabay.com

Szpinak, kasza jaglana, brokuły, tran to produkty zdrowe, ale czy smacznie? Wiele osób, szczególnie dzieci, nie ma na ich temat dobrego zdania. Okazuje się jednak, że możemy to łatwo zmienić, wykorzystując technikę mimikry.

Technika mimikry to naśladowanie zachowań i mowy ludzi. Dotychczasowe badania wykazały, że odwzorowując zachowanie nieznanej nam osoby, możemy zyskać jej sympatię i łatwiej się z nią porozumieć. Psycholog społeczny dr hab. Wojciech Kulesza z SWPS postanowił sprawdzić, czy naśladownictwo można też wykorzystać po to, by wpłynąć na cudze nawyki żywieniowe.

Bądź influencerem – zmieniaj cudze nawyki żywieniowe

Aby uzyskać odpowiedź na to pytanie, badacze z SWPS przeprowadzili dwa eksperymenty. W pierwszym badaniu wzięło udział 20 kobiet i 20 mężczyzn. Badani otrzymali do spróbowania napój izotoniczny o dyskusyjnym smaku. Prowadzący dyskutował z nimi na temat sportu, napojów izotonicznych oraz sposobów walki ze zmęczeniem i odwodnieniem. W trakcie rozmowy moderator naśladował gesty części rozmówców. Na koniec uczestnicy mieli ocenić prowadzącego i napój oraz określić, jaką kwotę byliby skłonni na niego wydać.

Polecamy też: Boom na acai

Uczestnicy drugiego eksperymentu (30 kobiet i 30 mężczyzn) zostali poinformowani, że badanie dotyczy różnych metod walki ze zmęczeniem podczas wysiłku fizycznego. Zaprezentowano im nagranie, w którym kobieta wykonywała przyjazne gesty, oraz zdjęcie osoby uprawiającej sporty ekstremalne. Następnie moderator spytał uczestników, jak sami radzą się z odwodnieniem, gdy uprawiają sport. Po wysłuchaniu pomysłów przedstawił uczestnikom napój izotoniczny, omówił jego skład i dał wszystkim do spróbowania. W czasie tego badania naśladował mowę ciała swoich rozmówców: ruchy ramion, pochylenie ciała, gesty. Podobnie jak w poprzednim eksperymencie, uczestnicy mieli na koniec dokonać oceny.

Jak się okazało, produkt został oceniony lepiej przez osoby, których gesty naśladowano w czasie badania. Co więcej, ta grupa badanych była skłonna nie tylko dokonać zakupu, ale również deklarowała, że może na ten produkt wydać więcej.

Wyniki badania mogą być przydatne nie tylko firmom, które oferują niepopularne produkty, ale też każdemu z nas. Stosując opisany mechanizm, prawdopodobnie możemy wpłynąć na nawyki żywieniowe naszych bliskich.

Źródło: SWPS

Przeczytaj również: Chcesz mieć supersprawny mózg? Pij sok z buraka – kiedy i po co? Sprawdź!

materiał prasowy

Materiał prasowy redakcja otrzymuje, gdy firmy, stowarzyszenia, fundacje i inne organizacje chcą poinformować naszych czytelników i czytelniczki o aktualnościach, wydarzeniach, eventach, nowych produktach czy konferencjach.

Złota jesień w rytmie baby blues – z pamiętnika mamy

W rytmie baby blues
fot.Pixabay

Chciałabym opowiedzieć Wam o najdziwniejszym dniu w moim życiu. To było dokładnie 7 miesięcy i 24 dni temu. W tym dniu wszystko się zaczęło, a wiele skończyło. To był początek nowego istnienia oraz pierwszy dzień reszty mojego życia.

TEN dzień

TEN dzień rozpoczął się o godz. 6 rano, kiedy to stawiłam się na Izbie Przyjęć szpitala położniczego w Warszawie w celu porodu. Miałam zaplanowane cesarskie cięcie ze względu na miednicowe ułożenie dziecka. Skubana była tak leniwa, że do końca nie chciała obrócić się główką w dół, nawet pomimo namów lekarzy specjalistów.

Przyjechaliśmy z mężem do szpitala o bladym świcie, a na operację czekałam do późnego popołudnia, w międzyczasie było dużo nagłych przypadków. Czekałam rozebrana w koszuli szpitalnej, na czczo, bez picia i jedzenia, podłączona do kroplówki z elektrolitami.

Podekscytowanie mieszało się ze strachem, a strach z przerażeniem, gdy pielęgniarka, mimo wielu prób, nie mogła wkłuć mi wenflonu w rękę, a moja krew kapała na posadzkę. Machina ruszyła i już nic nie mogło jej zatrzymać. Pozostawała nadzieja na pozytywne zakończenie.

Zobacz też: Czy stać mnie na dziecko?

Poza kontrolą

Zostałam przewieziona na salę operacyjną. Dookoła ludzie w zielonych kitlach, na środku stół operacyjny na którym zostałam położona, nade mną ogromna lampa jarzyła jasnym światłem. Wtedy to przywitała się ze mnie pani anestezjolog – pierwsza miła i sympatyczna osoba, którą spotkałam w szpitalu od rana.

Następnie młody lekarz rozciął mój brzuch. W międzyczasie żartował i mówił, że to jego ostatnia operacja przed urlopem. Pytał o imię dziecka i wiedział, że imię Larysa pochodzi z Grecji, czym zaimponował mi, bo nikt przedtem nie wiedział.

Nie czułam bólu, nic nie czułam. Oprócz totalnej bezbronności i poczucia, że życie moje i dziecka jest w ich rękach. Bogowie.

Zobacz też: Dlaczego zdecydowałam się na dziecko? Z pamiętnika młodej mamy

Złota jesień

Po chwili usłyszałam pierwszy krzyk. Wszystko dobrze, dziecko zdrowe, 10 na 10 w skali Apgar – orzekł lekarz. Zobaczyłam ją. Była piękna, biała i czysta. Patrzyła na mnie małymi oczkami, a jej wściekła mina mówiła: – Dlaczego mi to zrobiłaś?! Chyba za dobrze jej było po drugiej stronie brzucha.

Kolejne dni w szpitalu upływały mi w rytmie baby bluesa. Nie mogłam spać, ruszać się, wstać z łóżka bez bólu, wyjść poza oddział na świeże powietrze. Nie potrafiłam karmić dziecka piersią i znikąd nie widziałam możliwości pomocy. Mimo uczestnictwa w dwóch szkołach rodzenia, przeczytania tony poradników – nic nie przygotowało mnie na takie emocje. Trzymałam na rękach córeczkę, a moje łzy kapały na jej malutką główkę.

Rodzina i znajomi przychodzili w odwiedziny, a ja powoli uczyłam się opieki nad noworodkiem. Odżyłam dopiero po powrocie do domu, wtedy też mogłam w spokoju nakarmić córeczkę i wyjść z nią na spacer. Była piękna, złota jesień – wiosna mojego macierzyństwa.

Alina HRabina

Zawodowo związana z branżą HR. Obecnie na urlopie macierzyńskim. Mieszka w Warszawie, chętnie odbywa podróże małe i duże.

„Przeproś!”, czyli jak uczyć dzieci empatii

Jak uczyć dzieci empatii
Jeśli dziecko „ma przeprosić”, zwykle wynika to stąd, że zawstydzony jest dorosły – fot. Fotolia

Znakomity psychoterapeuta dziecięcy, Peter Fonagy uważa, że wiele trudności psychicznych dzieci i młodzieży wynika z tego, że w kulturze zachodniej rodzice kładą nacisk na rozwój self, natomiast w innych kulturach priorytetem jest rozumienie innych. Mówi, że część dzieci wyrasta w przekonaniu, że są centrum wszechświata, co utrudnia im radzenie sobie z wyzwaniami życia codziennego.

Umiejętność myślenia o tym, co czują inni i reagowania na to jest ważna z kilku powodów. Na przykład ułatwia życie w grupie czy społeczeństwie. Ułatwia współpracę, planowanie, wspólne działania. Zjednuje przyjaciół, pomaga budować i podtrzymywać ważne relacje. Wrażliwość na potrzeby innych –  o ile nie jest przesadna – wiąże się też zwykle z umiejętnością rozpoznawania własnych uczuć i stanów psychicznych.

Większość rodziców czuje więc, że rozwijanie empatii u dzieci jest ważne. Tyle tylko, że sposób, w jaki często to robią przynosi skutki odwrotne od zamierzonych.

Zobacz też:  „Bo mamusi będzie przykro”. Wzbudzanie poczucia winy u dziecka, czyli kilka słów o okrutnej manipulacji

O co w tym tak naprawdę chodzi?

Przeproś kolegę.

Antoś nie będzie chciał się z tobą bawić, jeśli go nie przeprosisz.

Przeproś, nie udawaj.

Nie wstyd ci? Idź i ją przeproś.

Tak mniej więcej wyglądają reakcje dorosłych, kiedy dzieci są w konflikcie, powiedzą do dorosłej osoby coś lub w sposób, który ta uzna za obraźliwy, odburkną. Często wówczas w rodzicach czy opiekunach pojawia się potrzeba „korygowania” zachowania.

Jednak, jeśli się przyjrzeć, niekoniecznie wynika ona z myśli, że dziecko potrzebuje wsparcia w nabyciu bardziej konstruktywnych czy prospołecznych zachowań. Bardziej prawdopodobne, że to dorosły czuje się zawstydzony lub też na przykład:

  • Uważa, że zachowanie dziecka odzwierciedla jego umiejętności wychowawcze
  • Że zachowanie dziecka pokazuje, że jest zaniedbane lub dostaje zły przykład
  • Że to dorosły ma rację – w myśl zasady, że świat, w którym dzieci miałyby głos, stałby się chaosem
  • Że musi być zachowana hierarchia, w której dziecko powinno słuchać starszych
  • Że dorosły ma kontrolę nad sytuacją (i dzieckiem)

Ta lista mogłaby by dłuższa. Jeśli dziecko „ma przeprosić”, zwykle wynika to stąd, że zawstydzony jest dorosły. Nie ma to więc wiele wspólnego z możliwościami do oceny sytuacji przez dziecko czy tym bardziej jego autentyczną i szczerą chęcią, by przeprosić.

Co więcej, widzimy tylko fragment sytuacji, nie jesteśmy jej częścią. Może więc zagniewanie dziecka ma uzasadnienie? Może wydarzyła się sytuacja, którą przeżywa jako raniącą czy krzywdzącą i reaguje tak, jak zareagowałby każdy człowiek, niezależnie od wieku?

Zobacz też: Współczujące niemowlaki – czy empatia jest wrodzona?

Jak uczyć dzieci empatii?

Wielu dorosłych ma również doświadczenie bycia zawstydzanym i pouczanym w sytuacjach społecznych.  Nie mieli okazji dowiedzieć się, dlaczego postępowali w sposób, który spotykał się z krytyka i nakazem przeproszenia. Ale co ważniejsze, jako dzieci nie mieli okazji podjąć własnych decyzji, mających naprawić trudną sytuację.

Żeby „przepraszam” było szczere, musi być osobistą decyzją. Musi wypływać z wnętrza człowieka. Żeby przeprosić, trzeba mieć świadomość, własną, którą nabywa się z wiekiem i doświadczeniem, że kogoś się zraniło, czy też że ktoś na skutek naszych działań cierpi.

W przeciwnym razie jest to puste słowo. Dziecko przymuszane – niezależnie od tego, czy w łagodny, niemal niezauważalny sposób, czy też całkiem bezpośrednio – uczy się, że ktoś za nie podejmuje decyzje i że same sobie nie może ufać. Nie może też poznać swoich emocji.

Zobacz też: Empatia w rodzicielstwie. Skąd wynika nasze poczucie winy?

Co w zamian?

To, co najtrudniejsze, czyli modelowanie. Żeby dziecko mogło być empatyczne i szczerze przepraszać, samo musi tego doświadczać. Musi również widzieć, jak najważniejsi dla niego ludzie innych traktują z empatią.

Warto dziecku tłumaczyć sytuacje społeczne. Można je omawiać, opisywać i przede wszystkim nazywać, zarówno wydarzenia, jak i uczucia, które mogły się pojawić w dziecku.

Z czasem nauczy się ono reagować na uczucia innych ludzi. Nauczy się rozpoznawać ich stany psychiczne, podobnie jak własne.

Czy nazwiemy to uczeniem dziecka manier, czy rozwijaniem empatii, chodzi o budowanie relacji. Tej z dzieckiem, ale również dziecka z samym sobą. Rzecz w zaufaniu do dziecka.

Ważna jest również zgoda, jaką dorosły musi mieć w sobie na to, by postępować czasem inaczej niż większość. W wierze w to, że jego przekonania są słuszne, że jego relacja z dzieckiem wystarczająco silna i wspierająca.

Mogłoby się wydawać, że oczywista czynność związana z przypominaniem dziecku o tym, że trzeba przepraszać za wyrządzone szkody, nie powinna budzić wątpliwości. Nie ma powodu sądzić, ze jest czymś więcej niż zwykłym elementem wychowania. A jednak bez wątpienia jest.26

Katarzyna Mirecka

psycholożka i psychoterapeutka, absolwentka Uniwersytetu Nottingham. Ukończyła 4-letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Instytucie Analizy Rasztów. Pracuje z osobami dorosłymi, dziećmi i młodzieżą, indywidualnie oraz grupowo. Od 2015 roku związana z magazynem Chcemy Być Rodzicami

Czy ekspresowa szkoła rodzenia przygotuje Cię do porodu?

Ekspresowa szkoła rodzenia
Z pomocą zagubionym rodzicom przychodzą szkoły rodzenia, które przygotowują na przyjście na świat nowego człowieka – fot. materiały prasowe

Każda przyszła mama pragnie jak najlepiej przygotować się na przyjście na świat potomka. Nie chodzi tylko o wyprawkę i zestaw ubranek dla maluszka, ale także o wiedzę jak przebiega poród i jak opiekować się noworodkiem w pierwszych tygodniach jego życia.

Nie ma co ukrywać – pojawienie się dziecka w rodzinie to prawdziwa rewolucja dla rodziców, zwłaszcza gdy rodzicami zostaną po raz pierwszy. Z pomocą zagubionym rodzicom przychodzą szkoły rodzenia, które przygotują Was na przyjście na świat nowego człowieka.

Zobacz też: Dziewiąty miesiąc ciąży – czego się spodziewać?

Ekspresowa szkoła rodzenia w Salve Medica R Warszawa

Alternatywą dla trwających kilka tygodni zajęć jest ekspresowa szkoła rodzenia. Jest to oferta skierowana do tych osób, które z powodu braku czasu nie mogą pozwolić sobie na regularne uczestnictwo w zajęciach standardowo trwających dwa miesiące lub nie pomyśleli wcześniej o skorzystaniu z zajęć w szkole rodzenia, a ich upragniony potomek już za miesiąc pojawi się na świecie.

Ekspresowa szkoła rodzenia w Salve Medica R Warszawa to skondensowana wiedza przekazywana podczas 5 spotkań w okresie 2 tygodni. Zajęcia odbywają się w formie kameralnych spotkań i warsztatów z położną i licencjonowaną doradczynią laktacyjną mgr Alicją Truszkowską.

Autorski program Ekspresowej Szkoły Rodzenia w Salve Medica R obejmuje te same zagadnienia, które omawiane są na zajęciach trwających kilka tygodni, dzięki czemu rodzice mogą posiąść pełną wiedzę jak podczas uczestnictwa w pełnowymiarowych programach.

Osoby biorące udział w zajęciach mają możliwość uczestniczenia w całych warsztatach lub wybranych blokach tematycznych. Zajęcia prowadzone są w małych grupach, co pozwala na bardziej indywidualny, efektywny i dostosowany do potrzeb uczestników charakter zajęć.

Zobacz też: Jak przetrwać wczesne macierzyństwo? Poznaj kilka sposobów

Co nam daje szkoła rodzenia?

Udział w zajęciach pozwala posiąść nową wiedzę i sprawi, że przyszli rodzice poczują się pewniej w roli, w której przyjdzie im się pełnić po upływie 9 miesięcy ciąży. Szkoła rodzenia pozwoli także zaktualizować wiedzę dotyczącą standardów opieki nad noworodkiem kobietom, które rodziły kilka lat temu.

Szkoła rodzenia to miejsce, w którym przyszli rodzice mogą po raz pierwszy doświadczyć, jak wygląda kąpiel noworodka, jak należy go przewijać czy otulać oraz wiele więcej.

Wszystkie te rzeczy dla kobiety spodziewającej się pierwszego dziecka mogą wydawać się skomplikowane, a udział w zajęciach sprawi, że będzie czuć się pewnie i bezpiecznie oswajając się z nowymi obowiązkami wynikającymi z faktu zostania mamą. Szkoła rodzenia to także możliwość nawiązania kontaktu z innymi mamami, które dzielą te same obawy.

Zobacz też: Szybciej nie znaczy lepiej. Czy warto przyspieszać rozwój dziecka?

Czego dowiesz się w szkole rodzenia?

23-27 tydzień ciąży to przeważnie czas, w którym pary przeważnie rozpoczynają zajęcia w szkole rodzenia. Zazwyczaj cały program trwa kilka tygodni i wymaga kilkunastu spotkań.

Program szkoły rodzenia standardowo obejmuje:

  • Omówienie III trymestru ciąży i przygotowanie do porodu (rozwój dziecka w III trymestrze, zmiany fizyczne i psychiczne u kobiet i mężczyzn, badania w ostatnich tygodniach przed porodem – USG, KTG, wyprawka do szpitala)
  • fazy porodu (objawy zbliżającego się porodu, wyjazd do szpitala, poród aktywny, techniki radzenia sobie z bólem
  • połóg (jak długo trwa, zmiany jakie zachodzą w ciele kobiety, planowanie kolejnego dziecka, seksualność po porodzie, metody antykoncepcji w okresie karmienia piersią)
  • laktacja (techniki i mechanizmy sterujące karmieniem piersią, jak radzić sobie z nawałem czy zastojem pokarmu, karmienie alternatywne)
  • pielęgnacja noworodka (praktyczna nauka kąpania, pielęgnacji  i masażu dziecka)

Szkoła rodzenia to doskonałe miejsce dla przyszłych rodziców, aby dobrze przygotowali się do nowej roli. Pozwala zdobyć wiedzę i umiejętności w zakresie prawidłowej pielęgnacji nowo narodzonej pociechy, aby mogli bez stresu podołać nowemu życiowemu wyzwaniu.

Ekspert

Mgr Alicja Truszkowska

Położna, Instruktorka Szkoły Rodzenia, Doradczyni Laktacyjna CDL.

Redakcja

Portal o rodzinie.

Wiosenna miłość to nie mit – o zakochiwaniu się na wiosnę mówi psycholożka

Niezakochani chcą się koniecznie zakochać na wiosnę. Ta pora roku sprzyja wychodzeniu z domu, spacerom, spotykania się ze znajomymi w knajpianych ogródkach, a przede wszystkim miłości. Czy wiosenna jest lepsza od zimowej i jesiennej? Psycholożka Bianca Beata Kotoro wyjaśnia dlaczego warto zakochać się na wiosnę.

Dlaczego zakochujemy się na wiosnę?

Ponieważ na wiosnę wszystko odżywa – przyroda, natura. Jesteśmy częścią tego świata i częścią systemu naturalnego. Nasz organizm również odnawia się na wiosnę.

Hormony szaleją.

Otwieramy się emocjonalnie, ale także fizycznie, zmienia się nasza skóra, wszystko idzie ku odnowie. Nasze ciało się odnawia, promienie słońca powodują to, że mamy więcej energii. Inne zwierzęta łączą się w pary na wiosnę, ludzie też mają taką potrzebę. Jesteśmy przecież istotami stadnymi, ssakami i chcemy mieć nie tylko relacje koleżeńskie czy przyjacielskie, ale również mamy silną potrzebę bycia w związkach intymnych, romantycznych. Często miłość kojarzona jest z wiosną, co oczywiście nie oznacza, że nie możemy zakochać się w innej porze roku.

Ale najmocniej chcemy właśnie teraz, kiedy wszystko kwitnie.

Po jesiennej ciemności i zimowej apatii teraz zdecydowanie szybciej i radośniej się budzimy, pora roku i słońce ma tu swoje kluczowe znaczenie. Wpływ jesienno-zimowej pogody na samopoczucie ludzi żyjących w naszym klimacie udowodniono wielokrotnie. Zresztą, przesilenie wiosenne też ma na nas wpływ.

Myślę sobie, że może nie powinniśmy obsesyjnie zastanawiać się i roztrząsać tematu zakochania się teraz, tylko podążać za swoim pragnieniami i potrzebami organizmu. Skoro czujemy, że to ten moment, to może czas zabrać się do roboty. Często myśląc o wiośnie i zakochaniu, mamy poczucie, że zakochanie ma zjawić się samo, tak po prostu, niczym wiosna. Od dziecka kładzie nam się do głowy mit tego księcia, co na białym koniu przyjedzie i do okienka zapuka.

Zobacz też: Gigantyczne piersi na londyńskich dachach – powiedz STOP stygmatyzacji!

I czekamy zamknięte w wieży.

No właśnie, a moje pytanie do pacjentek brzmi: a co robisz, żeby kogoś poznać? I okazuje się, że niestety niewiele. Słyszę: „długo pracuję”, „w tym wieku to nie ma gdzie”… Może więc po pracy warto gdzieś wyjść ze znajomymi, z kimś się spotkać, pójść na spacer, do czytelni.

Albo wejść na portal randkowy.

Na przykład. Jednym słowem, musimy wykonać jakiś ruch, żeby móc spotkać ludzi. Inaczej nic z tego nie będzie. Oczywiście zdarzają się przypadki, kiedy przechodząc na drugą stronę ulicy spotkamy tego jedynego lub tę jedyną, jak w komedii romantycznej. Takie przypadki, podobnie jak wygrana w totka zdarzają się, owszem, ale prawdopodobieństwo jest znikome.

A życie płynie.

Bez „prowokowania życia” czyli chodzenia na wycieczki, spotkania, wykłady to się nie uda. Ja przynajmniej nie znam innego sposobu.

Coraz bardziej się zamykamy, jesteśmy na Instagramie, na Facebooku, wszędzie nas dużo w wirtualnym świecie, mamy setki przyjaciół, a tak naprawdę nie istniejemy. Podobnie na Tinderze – widzimy tysiące facetów i kobiet – i nie chce nam się nawet z nimi spotkać. I następnego dnia wsiadamy w samochód, znowu sami, bo nie chce nam się jechać metrem, w którym teoretycznie też moglibyśmy kogoś spotkać. I koło się zamyka. Tkwimy w tej swojej samotności. Przyzwyczajamy się do niej.

Aby natura i przebudzenie wiosenne mogły dojść do głosu, to nie może to się kończyć na dobrych chęciach i marzeniach. Powinny iść za tym czyny. Panuje takie przekonanie, że skoro nie stworzyliśmy pary z kimś z liceum, ze studiów, z pierwszej pracy to później coraz trudniej. Owszem, trudniej. Ale nie jest to niemożliwe.

Studia, początki pracy, wydawało się, że wszystko jest możliwe, łącznie z miłością. A tu mamy trzydzieści parę, czterdzieści kilka lat i wiele rzeczy się już nie wydarza.

Kiedy mówimy o młodości, to myślimy 23-28 lat. Kilka dekad temu 45-latek był seniorem, teraz ta granica mocno się przesunęła, jeśli myślimy o seniorach, to jest to 65+. Znam wielu, po siedemdziesiątce, którzy mówią, że do seniora brakuje im jeszcze przynajmniej dziesięciu lat. Rozumiem, że im jesteśmy starsi, tym mniej rzeczy nam się chce. Ale musimy siebie zapytać, co jest dla nas ważne, czego my chcemy. Jeśli to koleżanki są bardziej zainteresowane wyswataniem nas, to sobie odpuśćmy.

Zobacz też: Współczujące niemowlaki – czy empatia jest wrodzona?

A jeśli chcemy?

To zwyczajnie tego sobie nie róbmy. Nie mówmy, że jesteśmy za stare, że się nie uda, że nie wypada. Oczywiście, z wiekiem patrzymy inaczej na ludzi, zmieniają się nam priorytety. I nie chodzi o bylejakość, o to, że „godzę się na wszystko”.

Zauważmy, że my jako ludzie nie pracujemy nad związkiem, nad żadną  relacją – intymną, przyjacielską, koleżeńską. Mamy podejście fastfoodowe – wszystko ma być na szybko, a jak coś nie jest fajne, wyrzucamy, zamieniamy na nowe. Jestem zdania, że większość związków (nie wszystkie oczywiście) funkcjonowałaby całkiem nieźle, gdyby popracowałyby dwie strony. Gdyby nie było w naszych relacjach takich tendencji „na już, na teraz, tak ma być, ja mam takie oczekiwania, a nie inne” . 

A co z traktowaniem mężczyzn jako podnóżka, przedmiotu? Bo często traktuje się ich jak portfel lub bankomat.

Zostały nam te przyzwyczajenia z przeszłości – żeby nam kupowano kwiaty, otwierano drzwi i płacono za kolację. A z drugiej chcemy wyzwolenia – to on ma prać, gotować, zmywać, zarabiać. Nie można mieć ciastka i zjeść ciastka. Na coś się musimy zdecydować, nie jest tak, że z każdego modelu możemy sobie coś wybrać. Złożyć nasz idealny i czytający w myślach i pragnieniach. Wszystko ma swoje konsekwencje. Jeśli traktujemy mężczyznę jak portfel, a później oczekujemy, że on ugotuje, posprząta i guziczek przyszyje, to powinnyśmy zdać sobie sprawę, że to nam się nie uda.

Nie chcemy popełniać błędów naszych matek i babć.

Mamy prawo żyć inaczej, tylko to się wiąże z konsekwencjami. Jeśli się nie zatrzymamy i nie przestaniemy mieć nierealnych oczekiwań, marzeń czy wymogów, to musi pojawić się pewne pytanie, które zadaję swoim pacjentkom. Ono nie jest zbyt wygodne, pytam „co ty możesz dać partnerowi?” Same kobiety są zdziwione tym, co oferują. Samo „jestem” nie wystarczy. Dziecko kocha się za to, że jest. Człowieka dorosłego kochamy zawsze za to, kim jest i co tworzy. Z drugiej strony są kobiety, które mnóstwo dają i także muszą się zastanowić, czy ta droga jest ok. Najważniejsze jest wypośrodkowanie. Wiosna jest dobrą porą na wiele różnych rzeczy – od sprzątania, po miłość, poprzez zatrzymanie się na sobie. Kiedy dużo się dzieje, łatwiej nam zrobić daną rzecz, niż wtedy, kiedy mamy luz.

Mówi się też, że ta wiosenna miłość nie jest trwała.

Ale to już zależy od nas, od tego, czego poszukujemy. Czy chwilówki – coś szybko musi się wydarzyć, czy poszukujemy długotrwałego związku. A przede wszystkim, jeśli coś ma być długotrwałe, potrzebny jest wysiłek dwustronny. Bez względu na to, do czego dążymy, ważne jest ustalenie, czy  dwie strony chcą tego samego. Ludzie często mówią: nie wiadomo jak będzie. Ale czym innym jest deklaracja – pospotykajmy się, zabawmy i nic więcej nie chcę, a czym innym – jestem otwarta i może coś z tego będzie.

Ale żeby to było fajne i dobre jakościowo, będzie wymagało pracy, a nie tylko oczekiwań. Przecież za jakiś krótki czas wyjdziemy z tego stanu zakochania w codzienność i nie zawsze będą fajerwerki. Czasem przecież jest zwyczajnie, normalnie, ale czasem zawieje nudą. Musimy potrafić z niej wyjść i być ze sobą dalej.

Zakochujmy się więc!

Wiosna jest takim momentem, że jesteśmy bardziej otwarci, chcemy spróbować. Nie zapominajmy, że budzi się także nasze libido. I będę mocno trzymała kciuki za miłość wiosenną. Żeby przetrwała!

Ekspert

Bianca Beata Kotoro

Psychoseksuolog, psychoonkolog, terapeuta, psycholog społeczny. Wykładowca na uczelniach wyższych i Uniwersytetach III Wieku. Dyrektor Instytutu Psychologiczno- Psychoseksuologicznego Terapii i Szkoleń „Beata Vita” w Warszawie, gdzie prowadzi terapię oraz szkolenia. Autorka m.in. programu ogólnopolskiego dla młodzieży: „100 % MNIE BEZ ZAGŁUSZACZY” oraz projektu dla kadry i rodziców „Ważne Sprawy Przedszkolaka” czy „Trudne tematy dla mamy i taty”.

Iza Farenholc

Dziennikarka i redaktorka. Pracowała jako redaktor naczelna w magazynie dla rodziców Gaga oraz współpracowała m.in. z magazynami Zwierciadło, Twój Styl, Sens, Glamour - materiały psychologiczne, recenzje książkowe, muzyczne i filmowe, wywiady, reportaże z podróży.