Przejdź do treści

Żyd, muzułmanin, uchodźcy i gej upiekli chleb dla Polaków. Wierzą, że nienawiść nie jest normą

Piątka bohaterów spotu Nasz chleb powszedni - w strojach piekarzy
Źródło: YouTube

Andrzeja, Kamila, Salama, Rosę i Radwana dzielą historie życia i doświadczenia, ale łączy jedno: są przedstawicielami mniejszości, które w Polsce często spotykają się z pogardą i niechęcią. Aby pokazać Polakom, że nie mają się czego obawiać, w ramach eksperymentu społecznego wcielili się w rolę piekarzy jednej z osiedlowych piekarni. Jak zareagowali klienci na przygotowany przez nich chleb powszedni?

Andrzej ma 31 lat, na co dzień pracuje na cmentarzu i jako przewodnik po Warszawie. O tym, że jest Żydem, dowiedział się, mając 9 lat.

– Ja się wtedy popłakałem, bo wiedziałem z podwórka, że to jest wszystko, co najgorsze – przyznaje.

Kamil, jego równolatek, ma inną historię. Jest homoseksualistą, który poza granicami kraju wziął niedawno ślub ze swoim partnerem. Chciałby, żeby Polska też dała mu tę możliwość.

Salam, 58-letni lekarz muzułmańskiego pochodzenia, przyjechał do Polski za miłością. Dziś swoją drugą ojczyznę nazywa domem. Rosa i Radwan to uchodźcy – do Polski przybyli z Kongo i Syrii, by szukać lepszego życia. Swoich najbliższych nie widzieli od wielu lat.

Chociaż ich historie są różne, każde z nich poznało również tę ciemniejszą stronę Polski.

Innego życia nie ma

O tym, kim są i jak wygląda ich codzienne życie, opowiedzieli w spocie „Nasz chleb powszedni”. W ich relacje wpleciono materiały dokumentalne, w których ukazano przykłady polskiego antysemityzmu, homofobii, ksenofobii i nacjonalizmu.

– Ostatnio sytuacja w Polsce radykalnie się zmieniła. To budzi we mnie niepokój. Ale innego życia nie ma. I jeśli ja miałbym żyć jeszcze raz, to chyba bym wybrał znowu Polskę – mówi w filmie Salam, jeden z bohaterów kampanii „Nasz chleb powszechni”, zainicjowanej przez stowarzyszenia Otwarta Rzeczpospolita oraz Chlebem i Solą.

Cała piątka uczestników akcji wypiekała chleb, który następnie trafił do sprzedaży w jednej z osiedlowych piekarni. Wybrani klienci zostali zaproszeni na zaplecze, gdzie poznali Andrzeja, Kamila, Rosę, Radwana i Salama. Piekarze pytali kupujących, czy chleb im smakuje i co czują, gdy wiedzą już, kto odpowiada za jego wypiek. Choć klienci byli zaskoczeni, większość z nich zareagowała przyjaźnie na przedstawicieli mniejszości. Chleb stał się katalizatorem emocji, które dotąd dzieliły ludzi.

Na końcu spotu pojawia się hasło: „Wierzymy, że nienawiść nie jest i nie będzie naszym chlebem powszednim„. Bo wszyscy jesteśmy przecież takimi samymi ludźmi.

– Chciałbym zrobić coś (…) z tą narastającą falą ksenofobii, rasizmu i antysemityzmu. Może chciałbym po prostu pokazać swoją osobę i powiedzieć coś o sobie. Ktoś zobaczy żywego człowieka, posłucha tej historii i skonfrontowany z nią zastanowi się chwilę.  Fajnie by było, gdyby tak się stało – mówi Andrzej, podsumowując swój udział w kampanii „Nasz chleb powszedni”.

Bohaterów spotu poznasz bliżej na stronie naszchlebpowszechni.pl. Można tam również znaleźć szczegółowe informacje na temat akcji „Nasz chleb powszedni”.

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na UW. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Przedszkole czy niania? Zobacz, która opcja jest korzystniejsza dla rozwoju dziecka

rozwój dziecka w przedszkolu
fot. Pixabay

Posłać dziecko do przedszkola czy wynająć nianię? To pytanie z pewnością zadaje sobie wielu rodziców, którzy pragną zapewnić swojemu maluchowi jak najlepszą opiekę. Naukowcy zbadali, która forma opieki jest najkorzystniejsza dla rozwoju dziecka. 

Badanie francuskich naukowców z Instytutu Epidemiologii i Zdrowia Publicznego im. Pierre’a Louisa w Paryżu dotyczyło 1428 dzieci w wieku od trzech lat. Eksperci porównali zachowanie trzylatków uczęszczających do żłobka i przedszkola z zachowaniem ich rówieśników, którymi zajmowały się opiekunki lub ktoś z rodziny.

Poprzednie analizy sugerowały już, że wczesna edukacja dziecka może rozszerzyć jego umiejętności językowe, jak również poprawić wyniki z nauce. Najnowsze badanie Francuzów miało na celu sprawdzenie potencjalnego wpływu formalnej formy opieki nad dzieckiem na zachowanie maluchów.

Zobacz także: Pierwszy dzień w przedszkolu – jak się do niego przygotować? Radzi ekspertka

Opiekunka czy przedszkole?

Rodzice dzieci zostali poproszeni o udzielenie odpowiedzi na serię pytań dotyczącą problemów emocjonalnych i behawioralnych u swoich dzieci, kolejno w wieku trzech, pięciu i pół oraz ośmiu lat. Problemy te dotyczyły m.in. trudności w nawiązywaniu przyjaźni, nadpobudliwości, słabej koncentracji i umiejętności społecznych. Rodzice zostali również zapytani o formę opieki, jaką dzieci miały zapewnione w czwartym, ósmym, dwunastym miesiącu życia oraz gdy skończyły dwa i trzy lata.

Okazało się, że w 44 proc. przypadkach dziećmi zajmowała się opiekunka, 26 proc. dzieci uczęszczało do placówek opieki dziennej, a 30 proc. maluchów było pod opieką rodziny bądź przyjaciół rodziców.

Jedno na sześć badanych dzieci miało problemy z zachowaniem, do których zaliczano nadpobudliwość i słabą koncentrację. Podobna liczba najmłodszych borykała się z problemami emocjonalnymi. Prawie 7 proc. miało trudności z nawiązywaniem przyjaźni, a 13 proc. miało słabe umiejętności społeczne.

Zobacz także: Kryminały dla przedszkolaków. Dreszczyk emocji, który rozpali wyobraźnię trzylatka

Rozwój dziecka w przedszkolu

Analiza wykazała, że dzieci pozostające pod opieką niani były najbardziej podatne na problemy behawioralne. Z kolei maluchy uczęszczające do żłobków i przedszkoli rzadziej doświadczały trudności emocjonalnych i problemów z zachowaniem.

Zgodnie z badaniami przedszkolaki w przyszłości zachowują się lepiej i mają mniej problemów emocjonalnych niż ich rówieśnicy, którymi zajmowały się opiekunki. Takie dzieci łatwiej nawiązują też przyjaźnie i mają lepsze umiejętności społeczne – pokazują badania.

Naukowcy są zdania, że zabawa, nauka przestrzegania zasad od najmłodszych lat i pochwały stymulują rozwój dzieci.

Źródło: Daily Mail

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Mój brat bliźniak ma zespół Downa. Poznaj niesamowitą historię wyjątkowego rodzeństwa

bliźniak z zespołem Downa
fot. Pixabay

Julia i Michael są bliźniętami. Mają ze sobą wiele wspólnego: obydwoje uwielbiają spędzać czas nad wodą i są nierozłączni. To wyjątkowe rodzeństwo różni jedna rzecz. Michael ma o jeden chromosom więcej niż jego siostra.

Matka rodzeństwa – Grażyna – zaszła w ciążę, gdy miała 40 lat. Aż do porodu nie zdawała sobie jednak sprawy, że jedno z dzieci przyjdzie na świat chore. Jej dzieci mają dziś 21 lat. – Pokochałam moje dzieci od pierwszego spojrzenia – wyznaje Grażyna. – Bardzo się od siebie różniły, Julia była niezależna od początku, natomiast Michael był zależny ode mnie – dodaje.

Zobacz także: Niedobory choliny zwiększają ryzyko wystąpienia zespołu Downa

Bliźniak z zespołem Downa, historia prawdziwa

Michael nie potrafi mówić, jednak Julia zapewnia, że są w stanie komunikować się za pomocą mimiki.
– Nie ma rozwiniętych umiejętności motorycznych, więc nie może też komunikować się rękami – wyjaśnia Julia. – Dlatego też obserwuję jego twarz. Jest w stanie zrozumieć, czy jesteś szczęśliwy czy smutny – dodaje.

Julia uważa, że wiele nauczyła się od swojego brata. – Byłam strasznym dzieckiem, płakałam cały czas i wymagałam uwagi. Myślę, że Michael pomógł mi się stać bardziej niezależną – wyznaje dziewczyna.

Rodzeństwo uczęszczało do tej samej szkoły średniej, jednak Julia wyjechała z miasta, aby kontynuować naukę na University of California San Diego. Studiuje biologię.

Początkowo Michael ciężko znosił rozłąkę z siostrą. – Przyjeżdżał do mnie z mamą w każdy weekend. Przez pierwsze 15 minut nie chciał na mnie patrzeć ani ze mną rozmawiać – wyznaje Julia. Aby uspokoić brata, dziewczyna zabierała go nad wodę. – Uwielbia patrzeć na fale, to go uspokaja –wyjaśnia.

Zobacz także: Dzieci nie można szufladkować. Zobacz, jak znana marka walczy ze stereotypami!

Życie z zespołem Downa

Na początku 2018 roku Julia zaczęła prowadzić bloga „Beyond The Waves”. Nazwa ta odnosi się do miłości, jaką darzy Michaela, plaży i oceanu. – Ta strona została stworzona nie tylko po to, aby opisać historią mojego życia z Michaelem. Służy również dla innych osób, które chciałaby podzielić się swoimi historiami – mówi Julia.

Kobieta pragnie edukować społeczeństwo i mówi głośno, że życie z niepełnosprawnością lub z osobą niepełnosprawną również może być satysfakcjonujące.

Julia wyznaje, że chociaż Michael wymaga nieustannej opieki, nie zmieniłaby niczego w swoim bracie.
– Czasami, gdy byłam młodsza, zastanawiałam się, jak by to było, gdyby Michael nie miał zespołu Downa. Zdałam sobie jednak sprawę, że nie ma sensu myśleć w ten sposób. Ważne, aby skupić się na tym, co jest teraz i co możemy uczynić, aby jak najlepiej wykorzystać to, co mamy – mówi.

Zobacz także: Wyjątkowa okładka magazynu „Vogue” – zobacz dlaczego?

Zespół Downa – czym się charakteryzuje?

Zespół Downa (trisomia 21) to zespół wad wrodzonych spowodowany obecnością dodatkowego chromosomu 21. Osoby z zespołem Downa mają mniejsze zdolności poznawcze niż średnia w populacji zdrowej. Wahają się one od lekkiej do umiarkowanej niepełnosprawności intelektualnej. Częstość występowania trisomii 21 szacuje się na jeden przypadek na 800-1000 żywych urodzeń.

Do głównych objawów przedmiotowych zespołu Downa zalicza się pojedynczą bruzdę dłoniową, migdałowaty kształt oczu, krótsze kończyny, osłabione napięcie mięśniowe oraz wystający język. Osoby z trisomią 21 są również częściej narażone na wystąpienie wrodzonych wad serca.

Ryzyko urodzenia dziecka z zespołem Downa wzrasta po ukończeniu przez kobietę 35 roku życia. W wieku 40 lat prawdopodobieństwa poczęcia chorego dziecka wynosi jeden na 100, a w wieku 45 lat – to już jeden na trzydzieści.

Julia i Michael uwielbiają spędzać razem czas // fot. Daily Mail

Źródło: Daily Mail  

Anna Wencławska

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, pasjonatka kultur i języków orientalnych.

Dziarska dziewucha czy bokserka losu? Sprawdź, którym typem współczesnej Polki jesteś

Grafika przedstawiająca 5 typów kobiet /Ilustracja do tekstu: Współczesna Polka: dzierska dziewucha czy bokserka losu?
Grafika: mat. prasowe

W ostatniej dekadzie istotnie zmieniły się role kobiet i mężczyzn w życiu społecznym, a także model rodziny i związku. Powoli odchodzą do lamusa tradycyjne role społeczne, a współczesne kobiety mają odwagę, by realizować funkcje stereotypowo przypisane mężczyźnie. Tyle na świecie. A jak to wygląda w naszym kraju?

Cele, aspiracje, poglądy obyczajowe i plany rodzinne Polek postanowiły sprawdzić agencja badawcza IQS i Ringier Axel Springer Polska. Wnioski z tej analizy okazały się dość zaskakujące. Choć badanie wyróżniło pięć różnych typów kobiet, wiele z nich w wybranych kwestiach jest mniej liberalnych, niż może się wydawać.

Jakie typy reprezentują zatem współczesne Polki?

Współczesna Polka – typ I: ogarniaczka rzeczywistości

To najbardziej liczny segment kobiet, do którego należy 21 proc. Polek. Ich domeną jest ogarnianie wszystkiego wokół. Chcą się realizować w każdej dziedzinie życia – być rodzinnym kaowcem w domu i idealną pracowniczką w swoim środowisku zawodowym. Niestety, często brakuje im czasu dla siebie. Utrata kontroli jest głównym źródłem ich codziennych napięć, a poczucie bycia niezastąpioną istotnie je napędza. Potrzebę godzenia tak wielu zadań postrzegają jako swoją kobiecą siłę.

Ogarniaczki rzeczywistości mają konserwatywne poglądy obyczajowe, ale odchodzą częściowo od tradycyjnego modelu rodziny, zwalniając partnera od odpowiedzialności za innych. To dlatego – w każdej sytuacji – cenią niezależność finansową kobiety. Doceniają też dorobek feministek, ale nie lubią otwartych konfliktów. Uważają, że w Polsce jest już równouprawnienie, a feministki zrobiły już swoje .

Współczesna Polka – typ II: bokserka losu

Z losem boksuje się 20 proc. kobiet w Polsce. Mają dużą potrzebę bezpieczeństwa. Sensem ich życia są dzieci i wnuki. Poświęcają się dla rodziny. Biorą na siebie wiele zadań, w konsekwencji czego bywają zmęczone natłokiem obowiązków.

Bokserki to grupa kobiet, która jest najbardziej niezadowolona z pracy i życia. Prywatnie i zawodowo czują się niedoceniane. Ciężko im głośno wyrażać swoje potrzeby.

Przedstawicielki tego segmentu opowiadają się za tradycyjnym modelem rodziny. Wierzą, że kobieta spełnia się przede wszystkim w macierzyństwie i małżeństwie, choć cenią niezależność finansową i zachowanie niezależności w związku.

Współczesna Polka – typ III: dziarska dziewucha

To segment inny niż wszystkie. Przynależą do niego kobiety, które inwestują w siebie i mają czas, aby realizować swoje pasje i zainteresowania.

Jednym z obszarów samorealizacji jest dla nich praca zawodowa. To soczewka skupiająca większość wartości, z którymi się utożsamiają: niezależności i szacunku. Dla dziarskich dziewuch rodzina również jest bardzo ważna, choć akceptują także inny niż tradycyjny jej model. Dbają o swoją pozycję w rodzinie oraz wzajemne relacje, choć są realistkami w kwestii macierzyństwa.

Współczesna Polka reprezentująca typ dziarskiej dziewuchy opowiada się za partnerstwem w związku, ale podkreśla, że wymaga to od nich ciągłego wysiłku, co rodzi liczne konflikty. Uważa też, że walka feministek jest niezakończona.

Dziarskie dziewuchy mają liberalne poglądy obyczajowe i chcą mieć realny wpływ na rzeczywistość – nawet gdyby to wymagało od nich wzięcia udziału w demonstracji czy wystąpieniu publicznym. Takich kobiet w Polsce jest 18  proc.

CZYTAJ TAKŻE: „Czy Viagra powinna być na receptę?”. Ekspertki pokazują, jak wygląda debata publiczna w Polsce

Współczesna Polka – typ IV: domowa królowa

Domowe królowe to czwarty pod względem wielkości segment w Polsce, do którego należy 18 proc. kobiet. Realizują się przede wszystkim w życiu rodzinnym. Dzieci to dla nich absolutny priorytet, choć nie mają w sobie nic z męczennic. Domowy mikroświat jest miejscem, w którym czują się bezpiecznie. Tu realizują swoją niezależność. Praca? Tylko wtedy, kiedy nie zagraża ich rodzinnemu szczęściu.

Tradycyjny model rodziny jest dla nich naturalny – mężczyzna ma zarabiać na dom, kobieta dbać o ciepło domowego ogniska. Nie rozumieją feministek i im współczują. Praca jest jedynie dodatkiem do życia, „możliwością wyjścia do ludzi”. Kusi, bo wiąże się z posiadaniem własnych pieniędzy, które stają się… kartą przetargową w związkach.

Współczesna Polka – typ V: e-księżniczki

Stosunkowo najmłodszy segment kobiet, do którego przynależy 17 proc. kobiet w Polsce. Są zadowolone z siebie i swojego życia. Aktywne zarówno zawodowo, jak i towarzysko, także w mediach społecznościowych.

E-księżniczki cenią wolność, ale hołdują tradycyjnej wizji kobiecości – delikatnej i wymagającej opieki. Ważne jest dla nich posiadanie partnera, formalizacja związku oraz posiadanie dzieci. Uważają, że równość płci dawno już zapanowała, a dalsza walka – ich zdaniem – godzi w interesy kobiet (m.in ogranicza przywilej szarmanckiego traktowania).

Bolesny jest dla nich brak kobiecej solidarności. Cenią sobie zdobywanie i kolekcjonowanie doświadczeń.

Polki bardziej konserwatywne, niż się wydaje

Wynik badania IQS może zaskakiwać – szczególnie w kontekście obyczajowym.

– Kobiety z większości segmentów mają konserwatywne poglądy obyczajowe i popierają tradycyjny model rodziny i ról społecznych, choć dzieje się tak z różnych powodów – komentuje uzyskany wynik Katarzyna Krzywicka-Zdunek, jedna z liderek badania IQS.

Jak przyznają badacze, zaskoczeniem jest też fakt, że aż 49 proc. kobiet w Polsce nie pracuje zawodowo.

– Ponadto 44 proc. kobiet ma miesięczne dochody w wysokości 2 tys. zł. lub niższe, choć znaczna większość – bo 77 proc. – twierdzi, że kobieta powinna być niezależna finansowo od innych – wyjaśnia Dorota Peretiatkowicz z IQS.

Badaniem IQS, realizowanym w ramach projektu „Women Power” objęto 1500 kobiet w wieku 18-65 lat. Respondentki pochodziły z miast, miasteczek i wsi oraz miały różny status ekonomiczny i poziom wykształcenia.

POLECAMY: Maria Skłodowska-Curie najbardziej wpływową kobietą w historii. Wyprzedziła Margaret Thatcher i Maryję

 

Natalia Łyczko

Absolwentka filologii polskiej na UW. Redaktorka i korektorka – z zawodu i pasji. Miłośniczka kawy, kotów i podróży.

Niecodzienna lekcja w polskich szkołach. Uczniowie nauczą się empatii

Trzech chłopcy uśmiechają się do obiektywu /Ilustracja do tekstu: Lekcja Godności w polskiej szkole. Niezwykła nauka empatii

Każdego roku w trzecią środę października uczniowie na całym świecie mają szansę spotkać się z wolontariuszami, którzy z zaangażowaniem uczą ich, jak kierować się w życiu najważniejszymi wartościami. To przedstawiciele Fundacji Global Dignity – międzynarodowej inicjatywy, która w ramach obchodów Światowego Dnia Godności propaguje ideę poszanowania godności jako fundamentalnego prawa człowieka.

Pomysł założenia Fundacji Global Dignity narodził się w 2006 roku. Jej twórcami są trzej przyjaciele: następca tronu Norwegii JKW książę Haakon, profesor Pekka Himanen z Finlandii oraz John Hope Bryant, Amerykanin, założyciel stowarzyszenia Operation Hope. Ustanawiając Światowy Dzień Godności, chcieli pokazać, jak ważne jest poczucie własnej wartości w życiu młodego człowieka. Działacze podkreślają też, że godność to wartość uniwersalna – bez względu na szerokość geograficzną.

CZYTAJ TEŻ: Protest opiekunów osób niepełnosprawnych trwa. Gdzie jesteśmy w nim my, współobywatele?

Empatia: wartość, którą musimy pielęgnować

Pierwszym działaniem Fundacji Global Dignity w Polsce była lekcja godności przeprowadzona w 2009 roku w łódzkim gimnazjum. Zapoczątkowała ona cykl corocznych spotkań z dziećmi i młodzieżą, podczas których przedstawiciele Fundacji oraz nauczyciele rozmawiają z uczniami o tym, w jaki sposób traktujemy samych siebie i jak traktują nas inni. W tym roku lekcję godności zorganizowano w jednej z warszawskich szkół podstawowych, przy ul. Niskiej.

– Ubiegłoroczny Dzień Godności poświęciliśmy różnorodności i równości. W tym roku chcemy rozmawiać z młodzieżą na temat empatii, która jest niezbędna do prawidłowego funkcjonowania w społeczeństwie. Na co dzień dociera do nas ogromna liczba negatywnych informacji. Powoduje to, że mimowolnie trochę uodparniamy się na krzywdę ludzką. A przecież empatię, tak jak godność, mamy w sobie od urodzenia. Dlatego tak ważne jest, żeby tę zdolność współodczuwania pielęgnować – podkreśla Jacek Olechowski, prezes Global Dignity Poland.

Jak dodaje, zależy mu, by uświadomić młodzieży, jaką wielką rolę empatia może odegrać w ich obecnym, ale także przyszłym życiu.

 – Młodzi ludzie, do których przychodzimy, będą tworzyć i utrzymywać relacje z innymi ludźmi, a za kilka lat wpływać na losy swoich lokalnych społeczności; może nawet i świata. […] Chcemy pokazać im, że współodczuwanie to jeden z filarów dobroci. Dzielony z innymi, wróci do nas ze zdwojoną mocą.

Lekcja godności w twojej szkole

W ramach akcji przygotowane zostały materiały edukacyjne i warsztatowe, które każda szkoła może wykorzystać, organizując Dzień Godności we własnym zakresie. Z materiałów wybrzmiewa przekaz, że nauka empatii zaczyna się od małych, pozornie drobnych rzeczy, ale nabyte umiejętności wywierają niebagatelny wpływ na całe nasze życie. Empatia jest bowiem nauką słuchania siebie i drugiego człowieka, a także próbą przyjęcia jego perspektywy, zrozumienia jego sytuacji, emocji czy potrzeb.

Działania prowadzone przez Fundację Global Dignity Poland potrwają do czerwca 2019 roku. Obchody Światowego Dnia Godności w Polsce w roku szkolnym 2018/2019 zostały objęte patronatami Rzecznika Praw Dziecka oraz Rzecznika Praw Obywatelskich.

Więcej informacji o Dniu Godności na stronie: http://globaldignity.pl. Chęć udziału w projekcie należy zgłaszać drogą mailową: info@globaldignity.pl.

POLECAMY RÓWNIEŻ: Empatia w rodzicielstwie. Skąd wynika nasze poczucie winy?

Redakcja

Portal o rodzinie.